31 grudnia 2014

Jak żyć by nie zwariować i by inni nie zwariowali z nami /Jak wychować dziecko, psa, kota…i faceta - Irena Stanisławska, Dorota Krzywicka i Dorota Sumińska/

W sam raz na podsumowanie minionego i otwarcie nowego roku. Lektura budząca przemyślenia, wymagająca rozsądku, a zarazem jako poradnik podana w lekkiej, przystępnej formie.

Dziennikarka Irena Stanisławska rozmawia ze znanymi z mediów psycholożkami: Dorotą Krzywicką (taką od ludzi) i Dorotą Sumińską (taką od zwierząt). Mamy więc trzy diabelsko inteligentne, nietuzinkowe, bezpośrednie i silne kobiety. Dzielą się z nami swoją wiedzą, doświadczeniem i punktami widzenia, które momentami są zbieżne, a momentami diametralnie się różnią. Jeśli dołożyć do tego jeszcze opinie czwartej osoby, czyli czytelnika, który przecież też ma swoje trzy grosze do dodania, robi się naprawdę ciekawie. Jedno jest pewne - z tak skonstruowanej lektury każdy coś wyniesie i coś zyska.

29 grudnia 2014

Commissario Sigaro - podsumowanie

Niestety, tak jak się spodziewałam projekt Commissario Sigaro, czyli komiks kryminalny utrzymany w stylistyce japońskiej mangi, nie uzyskał wymaganego wsparcia. Nie obarczałabym jednak odpowiedzialnością za niepowodzenie tylko niszy w jakiej utknął polski komiks. Przypuszczam, że błędy w tekście na wspieram.to – co by nie było – reklamującym projekt – skutecznie odstraszały i zniechęciły potencjalnych darczyńców. Zwykła niedbałość? Odnosiłam wrażenie – mam nadzieję, że mylne – jakby pani Dorota nie traktowała wystarczająco poważnie przyszłego czytelnika. Nawet, gdyby dymki po korekcie świeciły przykładem poprawności językowej, niesmak by pozostał…

Całość tekstu o komiksie do przeczytania na Tawerna Kickstarter:


28 grudnia 2014

Nie ma marzeń zbyt wielkich ani marzycieli zbyt małych /Niezwykłe przygody latającej myszy – Torben Kuhlmann/

A ja nadal w około świątecznym, bajkowym nastroju. Popełnię więc jeszcze jeden tekst o książce dla młodszego czytelnika. Bohaterami historii, które towarzyszą nam od dzieciństwa, najczęściej są zwierzęta, które poprzez alegorię przekazują nam wiele życiowych mądrości. Nie bez kozery więc w tytule recenzji umieściłam cytat z Turbo – bajki o najszybszym ślimaczku świata. Jego marzenie się ziściło, wystartował w wielkim wyścigu. Podobnie bohaterowi omawianej książki, nic nie mogło stanąć mu na drodze realizacji marzenia: mysz przeleciała nad Atlantykiem. Gdy tylko ujrzałam na okładce małego gryzonia, uruchomił się w mojej głowie ciąg skojarzeń. Pamiętacie odważną myszkę, czyli Dzielnego Despero Kate DiCamillo? (tak moi drodzy, to była książka – animacja była nią inspirowana), a dzielne myszy z ruchu oporu z Dolota i rozbrajający okrzyk: Sabooootaaaaaaaż!!! -? Przykłady można by mnożyć...Myszka jest symbolem odwagi. Bo nieważne jak mały i wątły jesteś, nieważne jaką rolę społeczną próbuje Ci się wtłoczyć. Możesz być tym kim chcesz i osiągać wszystkie wymarzone cele, zwojować świat albo i więcej. Musisz mieć tylko odwagę by to zrobić, wierzyć w siebie i nie poddawać w się w obliczu porażek, tylko traktować je jak kolejne lekcje. Trzeba przyznać, że morał płynący z bajki jest bardzo inspirujący i motywujący – również dla dorosłego.

27 grudnia 2014

Zabójcze kamcory /Apollo 18 - Gonzalo Lopez -Gallego/ 2011

No cóż, jeśli jeszcze ktoś wierzył, że na Księżycu mieszkają króliki piekące ryżowe ciasteczka (TUTAJ), to nadszedł dla niego czas rozczarowania. Księżyc zamieszkują bowiem mordercze kamulce lub pająko-kamulce. Niektórzy na ekranie widzieli nawet robale, ale ja się jakoś pod tym nie podpisuję...

Film przypadnie do gustu osobom, które uwielbiają tropić i badać wszelkie teorie spiskowe. Rzeczywiste czy też jedynie sfingowane lądowanie na księżycu, to od lat wdzięczny temat. Może tak naprawdę nikt tam nie wylądował, a może wylądowano wcześniej niż się podaje, albo odwiedzano go dużo częściej niż się o tym mówiło opinii publicznej? Srebrny glob od pokoleń budzi emocje i ożywia wyobraźnię. Zaintrygował również i zainspirował twórców filmu Apollo 18. Reżyser Gonzalo Lopez -Gallego, którego znamy z obrazów takich jak: horror Open Grave (2013) i thriller King of the Hill (2007) postanowił zaskoczyć nas produkcją found footage.

26 grudnia 2014

Zombie na Marsie /Ostatnie dni na Marsie - Ruairi Robinson/2013

Nadszedł czas odpowiedzi, wielka zagadka rozwiązana!!! Oto film dla głodnych wiedzy, dla tych wszystkich, których nurtuje pytanie: „skąd się biorą zombie?”. Według tego, co podaje nam ten survival sci-fi/horror, odpowiedź brzmi: Z MARSA. Fabuła filmu, jak się łatwo domyśleć jest sztampowa. Motyw chaotycznej ucieczki przed niepokonywalnym wrogiem jest oklepany. Umiejętnie odgrzany kotlet może być jednak strawą godną grzechu. I trzeba przyznać, że klimat filmu Robinsona, pozbawiony patetycznego sosu,  który rozdmuchuje nieistotne wątki, jest właśnie takim posiłkiem. Nikt tutaj nie próbuje „rozkminiać”: „skąd”, „po co” i „co to” się wzięło ani analizować, badać. Zamiast tego – całkiem słusznie - próbują przed tym "czymś" uciec i przeżyć. Działa najprostsza zasada: zabij (to się niekoniecznie udaje) albo zgiń.

25 grudnia 2014

Wesołych!

Według Jadwigi Wais „martwy punkt”, to stan w którym życie jednostki zostaje zablokowane. Poprzez zbyt jednostronnie oddziałujące mechanizmy zostają zahamowane procesy dochodzenia do pełni, nie dokonuje się proces indywidualizacji, a co się z tym wiąże, ludzie zatracają umiejętność samorealizowania się. Czy nasze społeczeństwo utknęło właśnie w takim „martwym punkcie”? Podążamy ku dezintegracji jak armia bezmyślnych klonów? Konsumpcjonizm nas tresuje. Nadmiar bodźców nas ogłupia - fenomenalnie działający system jest przeciążony… Nawet się już nie miotamy. Pozwalamy sobie zgnić, odziani tylko w łatwo ścieralną pozłotkę. Wydaje nam się, że skoro na drodze ewolucji pomarszczyła nam się elegancko kora, to już nie musimy nic więcej robić.

Pora pójść za przykładem symbolicznych bohaterów, którzy właśnie w takim momencie opuszczają „bezpieczne” schronienie i wyruszają ku „innemu",  szukać ocalenia przed śmiercią za życia. Pozwólmy naszym  duszom odzyskać swój obraz w kulturze. Uwolnijmy je z jałowego stereotypu w którym ugrzęźliśmy. 

Zacznijmy się bronić. 
Wyjścia zza zasłony i wewnętrznej przemiany.Tego Wam i sobie życzę.


23 grudnia 2014

Ile może zdziałać świetna ilustracja? /Labirynt Lukrecji – Agnieszka Chylińska/

Biorąc do ręki Labirynt Lukrecji pierwsze na co zwracamy uwagę, to piękna okładka i niesamowite ilustracje. Ich autor Suren Vardanian wykonał świetną pracę, jego rysunki są pełne magii, niepokoju i tajemnicy. Dzięki nim książka Chylińskiej zyskała mroczniejszą atmosferę i – co tu ukrywać - przykuwa wzrok. Można z ich pomocą pokusić się o opowiedzenie zupełnie innej historii, niż ta opisana słowami. Taki autorski i interpretacyjny dwugłos. Z korzyścią dla ilustratora… Jeśli pogrzebiecie troszkę w Internecie przekonacie się, że pod ręką rysownika z Rzeszowa ożyła już niejedna książka dla dzieci. Suren Vardanian ma ponadto na  swoim koncie kilka wernisaży m.in. Zapach kobiety. Charakterystycznym dla siebie, rozpoznawalnym stylem, buntuje się wobec narzucanym formom, tworząc dość indywidualną fakturę obrazu. Widać to, bardzo wyraźnie, przy okazji Labiryntu Lukrecji.
  

21 grudnia 2014

Nieważne czego nie masz, ważne co zrobisz z tym co masz /Przygody Filonka Bezogonka - Gösta Knutsson/

Święta to taki szczególny czas, gdy pozwalamy obudzić się, uśpionemu w nas wewnętrznemu dziecku. Stajemy się bardziej otwarci na siebie na wzajem, a także stajemy się bardziej wyrozumiali dla nas samych i czuli na własne potrzeby. Nasze znękane codziennością dusze nabierają nowych sił pod wpływem pozytywnie naenergetyzowanej atmosfery. To dla mnie szczególny czas także pod względem czytelniczym. Wewnętrzne dziecko domaga się lektury tylko dla siebie. Chętnie więc sięgam po książki dla dzieci. Tym razem naszła mnie ochota na klasykę. Któż z nas nie pamięta Filonka bez ogonka?

Bohaterem niniejszej bajki jest kotek, któremu szczur odgryzł ogonek, gdy jeszcze był bardzo, bardzo malutki. Oczywiście brak, tak ważnego elementu kociego wyglądu, powoduje, że nasz maluch często pada ofiarą niewybrednych żartów. Bezogonek – chociaż czasem jest mu przykro – niewiele jednak sobie z tego robi. Brak ogonka rekompensują mu z nadwyżką inne, bezcenne cechy: odwaga, ciekawość świata i otwartość na nowe doświadczenia. Dzięki nim znajduje dla siebie prawdziwy dom i kochających go ludzi. Zostaje pupilem Brigitty, która nazywa go Filonkiem. Zyskuje więc, to co najważniejsze. Bo mieć dom to znać swoje miejsce na ziemi - a to daje prawdziwą wolność i siłę. Dlatego pomimo tego, że jak to mały kociak - wpada w liczne tarapaty, to wychodzi z nich obronną łapką. Nawet, gdy pechowo się gubi, wszystko jakoś się układa. Rezolutny maluch, wychodzi cało z opresji, dzięki temu, że nie zraża się przeciwnościami i z łatwością nawiązuje nowe przyjaźnie i znajomości.

19 grudnia 2014

Ile tak naprawdę mam czasu dla moich bliskich? /Życie na drzwiach lodówki - Alice Kuipers/

No właśnie ile MAM czasu dla moich bliskich? A ile CHCĘ go mieć? Wszyscy znamy powiedzenie: Chcieć znaczy móc. Wszelkie deklaracje: bardzo chcę, ale nic w tym kierunku nie robię, świadczą tylko o tym, że nie ma w nas rzeczywistej, prawdziwej, wewnętrznej motywacji do osiągnięcia celu. Oszukujemy tylko samych siebie, zrzucając odpowiedzialność na świat, na tempo życia, na wszechobecny pośpiech, który zabija i spłyca relacje międzyludzkie. Przeszkoda nie powinna być wymówką. Powinna stanowić impuls, który motywuje nas do poszukiwania innej drogi. Bo bariery trzeba po prostu pokonać, obejść. Dlatego nieco sceptycznie przyglądam się interpretacjom tej książki jako opisu wielkiej miłości, której na drodze stanął brak czasu. Wiem, że nie raz dzieje się tak, że rzeczywiście go nie mamy, ale najczęściej jest to kwestia priorytetów. A te zależą już tylko od nas samych. Chcę mieć pracę by zapewnić byt sobie i rodzinie: moją podstawową motywacją jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, a nie relacja z bliskimi. Chociaż może mi się wydawać, że tworzę ją właśnie dając bezpieczeństwo. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Zwłaszcza, gdy próbujemy  spełniać się na 100% w rożnych dziedzinach życia. Paradoks polega na tym, że nie można harmonijnie połączyć dwóch przeciwległych biegunów w jedną, perfekcyjną całość.

18 grudnia 2014

Cosplay. Smocza Zbroja

Kojarzycie Cosplay (ang, „costume playing – przebieranie”)? To kolejny trend, który wyrósł na fali ogromnej popularności, jaką cieszy się w Japonii Manga oraz Anime. Czym jest tak naprawdę Cosplay? Chodzi o przebieranie się za ulubione postacie z filmów, książek, gier, komiksów – wybór źródeł inspiracji jest w zasadzie nieograniczony. W Polsce moda na odtwarzanie postaci kultowych bohaterów co prawda jeszcze raczkuje, jednak cosplayerzy zaczynają tworzyć coraz silniejszą, a zwłaszcza mocno zauważalną subkulturę. Pojawiają się także coraz liczniej na konwentach i festiwalach. Cui bono? – Można by zapytać? Według mnie cosplay przenosi Nas do innego świata, albo jeśli spojrzeć na to inaczej, ten świat przenosi do naszego wymiaru i dzięki niemu nasza szara rzeczywistość staje się po prostu…mniej szara.

Cały tekst o projekcie Smocza Zbroja do przeczytania na Tawerna Kickstarter:






17 grudnia 2014

Ni w ząb, ni w huhu /Siedlisko cieni, czyli The Cradle of Shadows lub Le Berceau des ombres /2013

Czyta człowiek taki opis: „Siedlisko cieni" to francuski horror w reżyserii Jacoba Jerome. W rolach głównych zobaczymy Matthiasa Pohla i Marcosa Adamantiadis. Fabuła i obrazy z tej produkcji są naprawdę przerażające. W sercu opuszczonego bunkra, parapsychologowie odkrywają przedziwny fenomen. Nikt z nich nie spodziewał się, że w takim miejscu mogą natknąć się na mroczne moce. Podejrzewają, że ktoś je obudził, a to spowodowało serię zdarzeń, które mrożą krew w żyłach. To zdecydowanie film dla widzów o mocnych nerwach... i potem oglądając wpada w osłupienie. Twórca tego tekstu ma fantazję, to trzeba przyznać. Mistrzostwo ściemy.

16 grudnia 2014

Komiks. Commissario Sigaro

Komiks, a dokładniej jego tworzenie, w kraju nad Wisłą to ciężki kawałek chleba – najlepszym na to dowodem jest fakt, że najzdolniejsi rysownicy, wzorem Rosińskiego, pracują głównie dla belgijskich czy francuskich wydawnictw. A manga? Niestety to już kompletna nisza. Promuje i sprzedaje się głównie komiksy zagranicznej proweniencji. Zachowujemy się tak, jakbyśmy mówili: Zostawmy Japończykom, to co japońskie, a Polacy niech piszą to co polskie – najlepiej dramaty narodowe z cyklu: bóg, honor i ojczyzna. Nasi rodacy komiks kojarzą, zwłaszcza mangę, z nieskomplikowanymi historyjkami dla dzieci. Zwłaszcza, gdy komiksowi bohaterowie niby są ludźmi, ale tu lisi ogonek, tam świńskie uszka… Dorośli to nie ten target, a jeśli nawet trafią się fani, to grupa ta nie jest liczna. Młode pokolenie na szczęście już pozbawione jest skojarzeń czysto propagandowych a’la Kapitan Żbik czy Stawka większa niż życie. I w nim cała nadzieja, gdyż przede wszystkim ma bez porównania szerszy dostęp do światowych trendów, a i bariera językowa nie jest takim problemem, jak dwadzieścia, trzydzieści lat temu.

Całość tekstu o projekcie komiksu Commissario Sigaro do przeczytania na Tawerna Kickstarter:




15 grudnia 2014

Już nie wiem nawet jak mam kląć.../Dark space, czyli Niebezpieczna przestrzeń - Emmett Callinan/ 2013

A oto powód dla którego broniłam horroru sci-fi Hangar 10, czyli film o enigmatycznym tytule: Dark space. Polski tytuł tego „arcydzieła”, jak to zwykle bywa, jest ambitniejszy od samego filmu, a brzmi: Niebezpieczna przestrzeń. Zresztą nie tylko polski tytuł, nawet teksty na etykietach środków czyszczących są ambitniejsze. Dostarczają też więcej rozrywki i bez cienia wątpliwości zawierają o wiele większą dawkę zdrowego rozsądku.

Prowadzenie pod wpływem alkoholu – nieważne, samochodu czy pojazdu kosmicznego - zawsze skutkuje zgubnymi konsekwencjami. W rezultacie grzebania w oprogramowaniu dochodzi do uszkodzeń i grupka przyjaciół ląduje przymusowo na nieznanej planecie. Twórcy postanowili wprowadzić innowację (SIC!). Klasycznie bowiem w amerykańskich produkcjach „młodzieżowych”, grupa bohaterów prawie zawsze jest liczbą nieparzystą. Tym razem, nie dość, że mamy sześć sztuk (jeśli ktoś ma problemy z matmą, to to jest liczba parzysta), to jeszcze na trzech chłopaków przypadają trzy dziewczyny – istne szaleństwo. Reszta jest już bardziej standardowa. To samo co w setkach innych amerykańskich filmów, czyli: studenci wybierają się na ferie wiosenne (wstaw COKOLWIEK) i natrafiają na (wstaw  COKOLWIEK). Ekipa ta składa się z: blond-dred dziwaczki, cycatej puszczalskiej, geniusza-astmatyka-prawiczeka, macho-imprezowicza, Tego Spoko Gościa i laski ze zbyt wysokim poziomem testosteronu. Krótko, sztampowo i powierzchownie. Rozbudowanej psychologii postaci w tej kosmicznej przygodówce nie ma. Zresztą, gdyby była, byłabym tym faktem niezmiernie zdziwiona – nie ta konwencja, nie ten gatunek.

13 grudnia 2014

Pisać każdy może…./Zezia i Giler – Agnieszka Chylińska/

Pisać każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi,
ooo

Wiecie, jak to jest, gdy jakaś piosenka wbije się w głowę. Nuci się ją potem cały dzień. Temat w związku z którym, ta konkretna piosenka opanowała moje myśli, nie jest niestety zabawny. Współcześnie każdy może napisać i wydać książkę, chociażby w ramach self-publishingu w Internecie. Celebryci mają nawet łatwiej, bo żadne wydawnictwo pozostające przy zdrowych zmysłach nie odmówi im wydania książki. I to w wersji papierowej. Nazwisko sprzeda książkę jakiejkolwiek jakości by ona nie była. Bardzo sceptycznie podchodzę więc do tego typu "wesołej twórczości". I najwyraźniej jest to słuszne podejście, bo po lekturze Zezi i Gilera Agnieszki Chylińskiej – jestem zdecydowanie na NIE. Pewnie inaczej spojrzałabym na ten debiut, gdyby nie te wszystkie "achy" i "ochy" wokoło. Panią Agnieszkę szanuję, ale nie trafi ona na listę czytanych przeze mnie autorów. Sorry. Z książek dla dzieci zdecydowanie wolę te Gaimana i literaturę koreańską.

10 grudnia 2014

Zima

Mój ogród ma ten nieuchwytny urok, tę pustkę w sobie - zatrzymanego czasu. Zeschnięte kwiaty i trawy trzeszczą cichutko pod stopami. Pozornie martwe - utulone kołysanką z mgły, czekają na wiosenne przebudzenie. Czekają by wyśpiewać je do życia. Chcę im więc nucić, zedrzeć z nich wolę lodu. Słowa więzną jednak w gardle, skute mroźnym oddechem. I tylko chłód większy wokoło, dotkliwszy. No tak, przecież to ja się dzieję. Zimą jestem, przecież że zimą. Zapomniałam...Wiosną już nigdy nie będę. 



09 grudnia 2014

Jeśli się nie zmieniasz to giniesz! /Kto zabrał mój ser? - Spencer Johnson/

Proste prawdy mają to do siebie, że bardzo trudno się je odkrywa. W tym tkwi źródło sukcesu osób, pokroju Johnsona. Nad wyraz wyostrzona intuicja pozwala im wyczuć odpowiedni moment i przekazać te "prawdy objawione" szerszemu odbiorcy. Na tym mechanizmie budują swoją karierę, sławę i przy okazji niebagatelną fortunę. Czy kogoś więc jeszcze dziwi fakt, że spora część książki Johnsona stanowi swoistą reklamę zarówno jego osiągnięć jak i wcześniejszych publikacji? Pieniądz rodzi pieniądz. Kupiliśmy, przeczytaliśmy. Działa? Działa. Pamiętajcie: "Jeśli ktoś kwestionuje szkolenie, szkoli się tylko w kwestionowaniu". Tak więc my przyozdabiamy kolejną pozycją półkę na książki, a autor zdobywa kolejne zera na koncie.

W formie alegorycznej opowiastki autor przekazuje nam uniwersalne prawdy o życiu, zmianach i sposobach reagowania na nie. Czterech bohaterów (dwie myszy i dwóch ludzi), reprezentuje różne aspekty osobowości każdego z nas. Ich działania i cała egzystencja opiera na poszukiwaniu i posiadaniu SERA. SER jest właśnie tym, czego pragną, co daje im szczęście i poczucie spełnienia. Każdy ma oczywiście  inne podejście do SERA i reaguje zupełnie inaczej, gdy ten nagle znika z pola widzenia.

07 grudnia 2014

Nad grobem /Open Grave - Gonzalo López-Gallego/ 2013

Dlaczego warto zobaczyć ten horror? Chociażby dlatego, że napisanie jego recenzji, tak by nie zawierała spojlera, to nie lada wyzwanie. Ja się już nawet nie gryzę w język, tylko walę młotkiem po palcach. Musiałabym być potworną egoistką, by zepsuć innym przyjemność oglądania. Dlatego nie użyję słów na litery: „x” i „y”, które zdradziłyby, w którą stronę zmierza akcja...

05 grudnia 2014

Życie jest zbyt krótkie by jeść stare banany /Koty i córki…- Helen Brown/

Jeżeli jesteś tego wart, kot będzie twoim przyjacielem. Lecz nigdy niewolnikiem.
/Theophile Gautier/

W przypadku pamiętnika -„część druga, czyli ciąg dalszy nastąpił” -, o obyczajowym zabarwieniu, na nic specjalnego nie liczyłam. Spodziewałam się raczej zapożyczeń, słabego warsztatu literackiego, wtórności. Kontynuacje mają bowiem w zwyczaju taplać się w retrospekcji oraz szperać w poprzednich częściach. Ukazują również tych samych bohaterów, co gorsza, często z tej samej perspektywy. W efekcie mamy wrażenie, że czytamy tę samą książkę, co poprzednio. Jeśli dojdzie do tego jeszcze czkawka, czy syndrom – zwał jak zwał – tomu drugiego, gdzie autor ewidentnie się wypala i powiela całe partie tekstu, nie zostaje nic innego, niż pójść na spacer, by odetchnąć od lektury. Muszę więc przyznać, że książka mile mnie zaskoczyła. Powieść tę czyta się lepiej od poprzedniczki – jest oryginalniejsza, zabawniejsza. Pomimo faktu, że znów mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, w wykonaniu tej samej Helen Brown, to  tak naprawdę na kartach książki spotykamy zupełnie inną osobę. I wiecie co? Tę wersję Helen lubię bardziej.

03 grudnia 2014

The weak are meat the strong do eat /Animal (Monstrum) – Brett Simmons/2014

Tak, w tytule recenzji Nietzsche. Biorąc pod uwagę jakość filmu, to bez mała świętokradztwo, ale ten  konkretny cytat wbił mi się w głowę podczas oglądania i pozostał do końca seansu.. Akcja bowiem zmęczyła mnie do tego stopnia, że obolały umysł wciąż dryfował tu i ówdzie…

Grupa przyjaciół wybiera się na wycieczkę do lasu. Sielsko-anielsko: widoczki, natura, buz- buzi. Zabawiają w nim zbyt długo i  w efekcie podejmują karkołomną próbę powrotu w nocy. Motywacja ich działań od początku jest niejasna, ale chodzi przecież o to by spotkali drapieżnika, więc się nie czepiajmy. Zaatakowani przez tytułowe monstrum chowają się w opuszczonym domu, gdzie zdążyła się już ukryć się i zabarykadować  inna grupa wycieczkowiczów. I, jak to zazwyczaj bywa w takiego typu produkcjach, wszyscy nieudolnie próbują przeżyć. Nie mam nic przeciwko schematom, jeśli wypełnia się je jakąś ciekawą treścią. Nic takiego tym razem nie miało jednak miejsca.

01 grudnia 2014

Horror na który naprawdę szkoda czasu /The Appearing - Daric Gates/ 2014

Jeśli ktoś chce zadać sobie pokutę w ramach oczyszczenia adwentowego, może rzucić okiem na tego gniota. Najlepiej jednym, bo obu to szkoda. Na dogłębną kontemplację tego obrazu NAPRAWDĘ SZKODA czasu.

Po tragicznej śmierci córki, małżeństwo Brodych przeprowadza się do małego miasteczka. Tam Michael – policjant, podejmuje współpracę z miejscowym szeryfem i wspólnie z nim próbuje rozwikłać sprawę zaginięcia nastolatki, która przepadła w okolicach cieszącego się złą sławą „nawiedzonego domu”. W tym czasie jego żonę – Rachel – nękają na przemian: otwierające się drzwi, spadające talerze i duch dziewczynki biegającej po lesie. Ludzie po przejściach, okolica skrywająca tajemnice i demon. Mieszanka wydawałoby się znakomita: elementy w sam raz składające się na klasyczny horror. Jak się okazuje nie ma rzeczy, których przy całkowitym braku kompetencji nie dałoby się totalnie zepsuć.

28 listopada 2014

Jessabelle, Jessabelle, Jessabelle..../Klątwa Jessabelle - Kevin Greutert/ 2014

Klątwa Jessabelle to klimatyczny horror - takie nastrojowe ghost story - o rodzinnej tragedii z VooDoo w tle (przez co kojarzy mi się nieubłaganie z Kluczem do koszmaru). I mimo mojego całego marudzenia, którego się za chwilę na waszych oczach dopuszczę, zaznaczam na wstępie, że: film ogląda się dobrze, przyznaję, że całkiem miło spędziłam te 1,5 godziny. Jest w tej produkcji coś, co mi się zwyczajnie podoba. Po pierwsze zaskoczenie. Owszem, człowiek zazwyczaj się go w horrorach spodziewa, ale naprawdę rzadko reżyserowi udaje się tak poprowadzić fabułę, by widz niemal do samego końca nie przewidział jaką formę przybierze owo zaskoczenie. W tym konkretnym przypadku się to udało, a to niewątpliwy plus. Po drugie: atutem filmu jest również jego senna atmosfera, która pozwala w spokoju zachwycać się dopieszczonymi, pojedynczymi ujęciami. Znalazła się wśród nich prawdziwa perełka, która mnie urzekła – ukazująca nieco impresjonistyczny obraz zawisłej tuż nad taflą jeziora mgły. Piękne, delikatne, oniryczne, a nawet ośmielę się powiedzieć, że magiczne. Doświadczyłam swoistego satori podczas tych kilku sekund.

27 listopada 2014

Biednemu zawsze grzyb w oczy / Prawdziwki i zmyślaki – Krzysztof Daukszewicz/

Przyznam się bez bicia, że czytałam to w wannie. Na sucho mi nie wchodziło. Na trzeźwo jeszcze tak, ale na sucho już nie. Za boga. Najwyraźniej książka z grzybem w tytule – Prawdziwki i zmyślaki - potrzebuje wilgotnego klimatu.

Tak dla przypomnienia, autor omawianych anegdot i felietonów, to satyryk. Satyryk ze "starej szkoły",  który swojego artystycznego warsztatu nie sprowadził jeszcze do analno-gównianego poziomu, w jakim każe nam się taplać wszechobecna popularna, tzw. kultura. Jego żarty nawet, gdy są dosadne, to nigdy nie bywają wulgarne. Obśmiewa oczywiście ludzkie przywary, robi to jednak tak, by nikogo nie krzywdzić. Dobra satyra nie polega bowiem na bezlitosnym upokarzaniu i wdeptaniu bezbronnej ofiary w błoto. Jak widać, nadal są wśród nas piewcy ten chwalebnej idei.

26 listopada 2014

Dzwonek do drzwi

Źródło: FormaJestWiezieniemAleBrakFormyNieJestWolnoscia

Nagły dzwonek do drzwi wyrwał mnie z sennego transu - nie, nie dzwoniło mi tym razem w przytkanych uszach, nawet tego nie sugerujcie. W efekcie rozdzierającego ciszę jazgotu, tego przeklętego ustrojstwa, rozchełstany szlafrok upstrzyłam nowymi plamami z kawy. Normalnie skrzydła mi opadały. Do tej pory tylko one – obskubane ale zawsze swoje - jeszcze jakoś się trzymały, w przeciwieństwie do całej reszty. Wszystko inne bowiem dawno już mi opadło. I wiecie co? Wisi mi to. Nie trudno zgadnąć, że nie miałam siły nawet zakląć, więc tylko cicho jęknęłam. Tak to przynajmniej brzmiało w mojej głowie, w rzeczywistości bowiem z obolałego gardła wydobył się tylko nieprzyjemny warkot. Zrezygnowana, drżącą ręką, odstawiłam nieszczęsny kubek na biurko. Ledwie się zmieścił, następny do kolekcji: nie od dziś wiadomo, że mój metabolizm używa głównie kofeiny do zwalczania wirusów – pewnie dlatego tak opornie mu to idzie. Mój cynizm (taka immamentna przypadłość, na którą cierpią głównie wredne mendy) nie otworzy jednak za mnie drzwi. Ruszyłam więc niemrawo w stronę napierdzielającego po drugiej stronie futryny, przeznaczenia. Wiadomo, z nim nie ma zmiłuj, nie poczeka, nie pomacham mu przecież przed nosem L4 lub zasmarkaną chusteczką. Jeśli chce mi znów zapaprać życiorys – i tak to zrobi. Rozczochrana, z resztkami wczorajszego makijażu, na bladym polu zwanym kiedyś twarzą, otwarłam w końcu te przeklęte drzwi. W przyzwoitej komedii romantycznej na progu stałby nieziemsko przystojny hydraulik, elektryk, sąsiad (niepotrzebne skreślić lub wpisać zamiast, co tam kogo kręci). Byłby to początek historii prowadzącej do nieuchronnego happy endu, bo oczywiście, mimo moich ewidentnych braków w urodzie i tak by się we mnie bez pamięci zakochał. Ja łaskawie w nim oczywiście też, żeby nie było, że aż taka zołza ze mnie. Życie to jednak nie jest komedia romantyczna. Właściwie, to nawet nie zwykła komedia - bo na progu nie stał też żaden żul z kacem na ramieniu, domokrążca gotów sprzedać własną matkę ani Cyganie gotowi - dla odmiany - kupić mnie i potem sprzedać na części. Nie zasłużyłam nawet na przyzwoity kryminał czy horror: zero dresiarza pałającego żądzą wbicia mi kosy pod żebra i obkopania nerek, psychopaty, chcącego zrobić sobie naszyjnik z moich jelit, ducha, demona…

Po prostu przyszła do mnie listonoszka (ktoś się jednak do mnie zapuszcza - wątpliwe „jupi”) i z uśmiechem na ustach wręczyła mi bestialsko pognieciony i potargany pakunek. Summa summarum, też się do niej wyszczerzyłam, pociągając oblepionym śpikami nosem. W głowie zakiełkowała mi już bowiem pokrzepiająca myśl. Dzięki niej poczułam jak osłabione, znękane chorobą ciało odzyskuje dawne siły, a umysł z sekundy na sekundę uwalnia się z toksycznej mgiełki: Kobieto, za takie traktowanie książek...będzie bolało, mogę ci to obiecać. Pomimo wzbierającego gwałtownie uczucia wściekłości połączonego z żądzą mordu, postanowiłam z tym jednak poczekać. Co na zimno, to na zimno. 

I tak w moje ręce trafiła powieść Śpiewaj ogrody.


Książkę będę miała przyjemność przeczytać dzięki portalowi: Panorama Silesia

21 listopada 2014

Chcecie bajki? Oto bajka: Bob podbija świat /Świat według Boba – James Bowen/

Już widzę, jak „targam” moją kotkę na rower. Byłaby tak wściekła, że samym spojrzeniem wykopałaby mnie w kosmos. Ewentualnie zaliczyłabym tak konkretny cios łapką w tył głowy, że długo nie mogłabym się pozbierać. A kota zen, czyli Boba, mało co rusza, mało co dziwi. Świat ludzi i ich wariactwa przyjmuje ze stoickim spokojem. Nie ma się więc czemu dziwić, że świat ma totalne  fiksum dyrdum na jego punkcie: dwutomowa powieść (jak do tej pory), książka dla dzieci, filmy, wywiady... A ów spirytus movens zdaje się nieszczególnie zwracać uwagę na ten medialny szum wokół siebie. Tak jakby dobrze wiedział, że to wszystko nieistotne, chwilowe. Zdaje się patrzeć na całe to szaleństwo z boku i mówić: „Mami nas fortuna, rzadko obdarza nas uśmiechem”, a ja wiem co w życiu najważniejsze, stałe i dające prawdziwą radość: mój przyjaciel James. Tak, ten kot niezaprzeczalnie ma w sobie magię i wybitny talent do rzucania uroków.

19 listopada 2014

BOB - kocia gwiazda pop, a przede wszystkim PRZYJACIEL /Kot Bob i ja – James Bowen/

Każdy zasługuje na przyjaciela podobnego do Boba. A ja miałem niesamowite szczęście, bo na niego trafiłem...

Nie dziwię się, że historia Boba i Jamesa poruszyła ludzi na całym świecie. Nie dziwię się również, że unosząc się na – wzbierającej wciąż - fali popularności Bowen postanowił spisać wspomnienia i wydać je w formie powieści. Jeśli któryś czytelnik nie słyszał nigdy o Bobie, czy po lekturze nie poszuka tego i owego w internecie? Ciekawe, o ile dzięki tej książce podnosiła się ilość wejść na YouTube. Jak widać machina marketingowa ruszyła pełną parą. Czy jednak tylko o to chodzi? Książka stała się bestsellerem, bo po prostu lubimy takie historie. Zwłaszcza, gdy opowiadają o niezwykłym, charyzmatycznym zwierzaku, który jeździ autobusem, siedzi na ramieniu niczym papuga i załatwia swoje potrzeby do toalety. Chłoniemy takie opowieści i rozsmakowujemy się nimi, bo budzą uśpioną w nas nadzieję.

15 listopada 2014

14 listopada 2014

Wezwanie

Wydało się 
Znaleźli mnie.
Na razie tylko pisemne upomnienie i wezwanie. 

Stawiam bierny opór, nie idę. 
Poczekam na rozwój wypadków.





13 listopada 2014

Przebudzenie Kempnej, czyli udany debiut! (Przebudzenia Doktora Sørena - Magdalena Kempna) DKK

Literacki debiut roku wydawnictwa Novae Res. Po tym co nam na DKK ostatnio zafundowano (Skald. Karmiciel Kruków), to zbladłam, gdy zobaczyłam słowo „debiut” i to polski. Na szczęście panika nie była wskazana i tym razem nie trzeba było wydłubywać sobie oczu. Chociaż przyznam się bez bicia, że lektura nie wciągnęła mnie od pierwszych stron.

Tytuł i okładka sugerują jakąś mroczną historię, całkiem porządnie podszytą grozą. Obawiałam się, że gdy zacznę czytać, to obgryzę paznokcie tak, że zostaną mi tylko kikuty z palców. Zamiast tego w moje ręce trafiło przyjemne kryminalne, nawet trochę baśniowe fantasy. Gdybym napisała, że „pogodne” byłoby to zapewne nadużycie, bo jednak jest mroczny spisek, zatęchłe lochy, trumny, morderstwa, nadużycia i gwałty. Jednak autorka w opisach jest bardzo łagodna. Najmocniejsza i najokrutniejsza scena to ta, w której szlachtowane są konie. Więcej nie zdradzę.

12 listopada 2014

Dzieciak z widłami /Rogi - Alexander Aja/ 2013

Ksiądz Natanek miał rację!!!! Harry Potter to samo Zło!!! Wcielenie Szatana!!! No nie mogłam się powstrzymać. Przypuszczam, że nad aktorem Danielem Radcliffem zawsze będzie już wisiała klątwa Chłopca, który przeżył spotkanie z Sami Wiecie Kim. Podobnie jak nad aktorem, który grał McGyvera, jak mu tak było? No właśnie…hm…McGyver…? Jedna rola potrafi wrosnąć tak głęboko, że zaczyna zastępować prawdziwą skórę. Gdy zobaczyłam, że - zgodnie z pierwowzorem książkowym - Merrin jest ruda, pomyślałam, że „Harry” ma coś z tymi rudymi pannami, czym znów wpięłam go w rolę czarodzieja… Chłopak walczy i najwyraźniej zależy mu na tym, by – ledwo gdy wydostał się z jednej roli - nie  zaszufladkowano go w rolach amanta. Ciągnie go do horroru, nie do komedii romantycznych (chociaż jego typ urody, to by właśnie sugerował). Jeżeli już jesteśmy przy horrorach, to Kobieta w czerni – co by jednak nie mówić – od Rogów jest filmem miliard razy ciekawszym. Książka znów okazała się więc lepsza od filmu. I po co to komu było?

09 listopada 2014

"Istnieje tylko jedno imię stosowne dla kota – Wasza Wysokość" /Kleo i ja – Helen Brown/

Jesienią ludzie przechodzą metamorfozę. Zatapiamy się w ulubionych miękkich miejscach, zapadamy się w koce, poduszki. Szukamy ciepła i spokoju, z kubkiem czegoś gorącego i aromatycznego pod ręką. Stajemy się trochę, jak koty. Dla "kociejącego" bibliofila pora roku nie stanowi właściwie większej różnicy, ale trzeba przyznać jedno: jesienią jakoś inaczej się czyta. Lepiej? I tak oto,mając za oknami piękną, jesienną aurę, z prywatnym, mruczącym grzejniczkiem obok, zabrałam się za lekturę Kleo i ja. I po raz koleiny przekonałam się, że kot to najlepsza inwestycja.

05 listopada 2014

DISC na wesoło. Pingwiny z Madagaskaru

A u nas dziś występy gościnne, w związku z lekturą Rozwiń skrzydła. Zapraszam do zapoznania się z tekstem zaprzyjaźnionego pisarza, ukrywającego się pod pseudonimem: Panzerknacker.

"Podpisuję się obiema rękoma i czym tam jeszcze można się podpisać pod tezą, że autorzy dokonali bardzo umiejętnego zabiegu. Uniknęli monotonnego, profesorskiego języka, jakim charakteryzuje się znakomita większość publikacji traktujących o szeroko rozumianej psychologii, badaniu osobowości czy rozwoju osobistym. Styl tych prac jest monotonny, jednostajny i zapewnia tyle samo wrażeń, co jazda autostradą przez Kansas. Czyli absolutnie zero. Tylko leniwe podążanie od pierwszej do ostatniej strony, a jedyną rozrywka jest przewracanie kolejnej strony.   

04 listopada 2014

Kim jest Twoje dziecko? Model osobowości DISC

Czym jest model osobowości DISC, dowiesz się TUTAJ.


Dziecko. Miliony rodziców rozglądających się niepewnie po naszym współczesnym byćniebyć, z lękiem zastanawia się, jak zoptymalizować możliwości swoich pociech na tym nędznym padole. Każdy chce bowiem, by jego dziecko było szczęśliwe. Co więc pozostaje jego mocnymi stronami, co stanowi dla niego wyzwanie, co przekuć ze słabości w moc, a co jest siłą samą w sobie? Jak dostrzec i docenić jego wrodzone talenty i wychować człowieka sukcesu? Jak nie zniszczyć kiełkującej samoświadomości swoim sposobem postrzegania rzeczywistości? Na początek trzeba odkryć z kim ma się do czynienia. I nie mówię tylko o dzieciach. Warto przede wszystkim spojrzeć w lustro. Przeanalizować szczerze (!) swoje zachowania, reakcje, relacje. Dopiero potem wziąć się za wychowanka. Aby łatwiej dookreślić kim ów mały człowiek jest, specjaliści przygotowali dla nas szereg wytycznych. Są oczywiście bardzo pomocne, nie traktowałabym ich jednak jak wyroczni. Nic nie zastąpi intuicji rodzica i szczerej rozmowy (gdy pociecha już mówi oczywiście).

03 listopada 2014

DISC – model typów osobowości

Książek na temat modelu behawioralnego DISC wydano już całkiem sporo. Zresztą, czemu się dziwić: gdyby doszukiwać się źródeł teorii, to przecież już Hipokrates opisywał cztery temperamenty, a Arystoteles cztery elementy. Potem był Jung, Pawłow, Spranger, Fromm. Trudno, żeby na przestrzeni tylu wieków i tylu doświadczeń ludzkości nie przeanalizować zagadnienia wszerz i wzdłuż. W efekcie owego móżdżenia, bezpośrednio ojcem DISC-u w 1928 roku został Marston.

DISC to potężne, praktyczne narzędzie, dające menadżerom wszelkiej maści, nauczycielom, coachom i handlowcom (ogólnie tym, którzy mają zaszczyt pracować z ludźmi) spore możliwości. Okazuje się, że nie trzeba być bowiem psychologiem, by rozumieć zachowania innych i je w porę przewidzieć. Wystarczy obserwować i dostrajać się - w oparciu o określoną wiedzę. Omawiany DISC, dzieli ludzi na cztery grupy, ze względu na ich cechy charakteru, sposób funkcjonowania w kontakcie z innymi (tak w zespole mieszanym, jak i jednorodnym) i wrodzone talenty. Klasyfikacja Marstona jest dosyć uniwersalna i jej zastosowanie ułatwia funkcjonowanie nie tylko w pracy, ale także w życiu prywatnym. 

02 listopada 2014

Model behawioralny DISC /Rozwiń skrzydła – Merrick Rosenberg, Daniel Silvert/

Jak uniknąć w poradniku belferskiego bełkotu, wyróżnić się na tle miliona? Napisać bajkę. Bajkę o lesie, w którym tajemniczy KTOŚ bezceremonialnie powala drzewa. W bajce tej oddać głos ptakom i kameleonowi. W obliczu katastrofy bohaterowie muszą podjąć przecież konkretne działania: trzeba rozdzielić zadania, zarządzać, przeprowadzić dochodzenie, przeanalizować dane. I najważniejsze: nie pozabijać się przy tym, bo oczywiście powstał niezły harmider, w  efekcie którego ucierpiało kilka piór.

01 listopada 2014

Song śpiącej

Listopadzie, utul mnie, jak tylko ty potrafisz. Obejmij mnie szorstkim ramieniem w skostniałej ziemi. Niech odetchnę teraz. Przebiegłam przecież przez październik z duszą na ramieniu. Biegłam obrazem wspomnianym i w dźwięku z wczoraj. Biegłam każdym słowem wspak, i w przód, i poprzek. Zwłaszcza tym szybkim, które wypadło mu z ucha, bo nie chciał go słyszeć. Widziałam: wysunęło się – robak z zatrutego jabłka i rozbiło o pobliski kamień na tysiąc mniejszych słów. Głupszych, błahych… A ja traciłam oddech. Tak, biegłam, a październik wciąż próbował mnie zdmuchnąć, urwać, i rzucić na zgubę. Jak liście z drzew - te ostatnie, pomięte zmarszczkami, patrzące w hennigdziedal dziurami wypalonymi od łez. I dziwił się, bo ja nie byłam jeszcze martwa, trzymałam się dzielnie. I chociaż wątlejsza z dnia na dzień, jeszcze ważne było dla mnie, że deszcz pada, że gryzie słońce, że ciepła mgła nad okolicą. Czułam jeszcze kolory, głównie te, co mnie zjadały od czubka głowy.

Czekam przecież. Zastygłam w tym oczekiwaniu, jak złowroga wróżba na dnie filiżanki. Pij szybciej, bo tym snem już jestem zmęczona. Chcę już odtajać w końcu, kość po kości…


31 października 2014

Mam kota i nie zawaham się go użyć, czyli o odwadze i pokonywaniu potworów /Koralina – Neil Gaiman/

Wydawnictwo MAG 2009
Cieszę się, że Gaiman umieszcza w swoich historiach koty. Nie ma się w sumie czemu dziwić, jest przecież ich wielkim fanem. Często przemykają po kartach jego książek, czasami głośno tupiąc (tak, gdy chcą to potrafią!), a innym razem suną niepostrzeżenie - jak cienie. Cieszy mnie, że i w Koralinie znalazło się dla jednego osobnika miejsce. Bo tam gdzie są tajemne przejścia, tam powinny być i koty. I pisarz o tym wie.

Nowy dom Koraliny jest stary. Żyje własnym życiem, posiada swój wewnętrzny rytm i swój własny język. Jest pełen zakamarków, w które można zajrzeć, które trzeba zwiedzić i odkrywać. Dziewczynka wprowadza się do niego z wiecznie nieobecnymi, zapracowanymi rodzicami. Nie wie jeszcze, co ją czeka, gdy w ramach walki z przeogromną nudą, odwiedza swoich ekscentrycznych, nowych sąsiadów i liczy wszystkie drzwi...Do jej życia niepostrzeżenie wślizguje się chaos, nad którym musi zapanować.

29 października 2014

"Dla..., która może być wyjątkowa i nie musi być doskonała" /Dobre ciało – Eve Ensler/

Oto, czego się do tej pory udało mi sie dowiedzieć. Żeby być doskonała, muszę się przeistoczyć w uśmiechniętą psychopatkę, której nie wolno jeść precelków. Muszę pozostawać w czułym uścisku z trenerem nazistą, odrętwiała – na szczęście- z powodu zatrucia botuliną, bez białego tłuszczu odessanego metalową rurką i ze zwężoną cipką. Musiałabym się odsysać, obcinać, oczyszczać, wygładzać, woskować, przykrywać, powiększać, podnosić, przekłuwać, nakłuwać, utrwalać, zeskrobywać, rozjaśniać, zwężać, rozgniatać, spłaszczać, sprasowywać, redukować, głodować i w końcu zniknąć.

Eve Ensler po raz drugi wyrusza w podróż ze swoją kobiecością. Tym razem nie po to by toczyć zacięty bój o wyzwolenie waginy spod jarzma wstydu i przemocy. Tym razem niczym bohaterowie Juliusza Verne przebędzie drogę do wnętrza… swojego brzucha. Aby do niego dotrzeć musi najpierw – paradoksalnie - objechać świat. Bo ON stał się już osobnym bytem, nową planetą na mapie wszechświata. Patologiczna relacja z nim sprawia, że ona traci kontrolę: a on ogranicza, straszy, dyryguje. Pora więc dać mu pstryczka, pozbyć się go – lub zrozumieć. Podczas wędrówki, odbywającej się w czasie i przestrzeni, rozmawia z różnymi kobietami, o ich prywatnych „brzuchach”, ich słabych punktach, miejscach, które chcą zniszczyć. Znamienne, że większość utożsamia się z tym, czego nienawidzi, a nie tym, co kocha. I w tym są wytrwałe.  

23 października 2014

Wszystko co dobre zaczyna się od kota /Miłość przez małe m - Francesc Miralles/

Wszystko zaczyna się od kota. A jak się już zacznie, to kot może nas zaprowadzić nawet na księżyc, a tam czeka nas nieśmiertelność. Księżyc oczywiście w rozumieniu nie tyle dosłownym, co metaforycznym. To enigmatyczne „gdzieś”, gdzie odnajdujemy siebie: i jasną i ciemną stronę JA. Żeby znaleźć drogę do tego miejsca, trzeba zrobić pierwszy krok. A któż zachęci do tego lepiej niż właśnie kot? Odwieczny przewodnik między światami?

To właśnie przydarzyło się głównemu bohaterowi książki. To, czyli Kot. Trzydziestosiedmioletni wykładowca uniwersytecki przekonał się, że gdy kot przekroczy już próg mieszkania, to w nim zostaje. Samuel nie planował mieć takiego towarzysza (kota nie planuje się mieć), ten po prostu zjawił się i zapoczątkował ciąg zdarzeń, które przewróciły nudne i przewidywalne życie głównego bohatera do góry nogami. Po tym, jak trącony zostaje pierwszy klocek domina o kocie dzieje się już niewiele. Mishima szczątkowo przewija się przez akcję, uzupełniając ją wdziękiem i uporem. To on, mruczeniem i rytmiczną pracą łapek, likwiduje złą energię, gdy ta ośmiela się wkroczyć w myśli jego nowego współlokatora. Od tego - jak się okazuje - są bowiem koty.

20 października 2014

Gorączka

Moja metamorfoza - niestety – pełznie wciąż śladem okruszków, niczym poszukiwacz skarbów tropem kosztownych błyskotek. Skręca, kluczy, błądzi z wygłodniałym wzrokiem. Glut na głodzie. I toczy się ta rozciapciana krówka ciągutka, przyjmując wszystko - jakby ubierała swoją lepkość w nowy wymiar – bezwartościowych kłaczków, szkutów i paprochów. Rozrasta się. Nie mieści w sobie. Potrzebuje nowej kwint esencji, bo chce się przebudować. Rozlewa się płytko w barierach, wyznaczonych nową skórą. Chce ukryć się pod maską nowego imienia, w odkrytej nagle nagości, takiej do mięśni, do kości. Wycieka trzęsąc się z zimna. Pożąda być za bardzo. A przecież nie powinna.


19 października 2014

Flaszka na Mazurach /Nibywiersze Byłoniebyło – Krzysztof Daukszewicz/

W supermarketowym koszu rozmaitości wygrzebałam „coś”. Postanowiłam zrobić sobie prezent i nie żałuję. Naprawdę było warto. Weszłam bowiem w posiadanie pięknie wydanego tomiku...hm...przemyśleń. Nie są to oczywiście utwory na miarę Szymborskiej, czy Miłosza (zresztą sam autor do roli poety się nie poczuwa). Trudno te próbki poetyckie czasami nazwać wierszami. Chociaż, kto odważyłby się określać ramy i granicę współczesnej poezji. Wszak wiadomo, że to inny wymiar, inne czucie, inna rzeczywistość. Ni jak nie należy wpasowywać jej w sztywne ramy. Dotykają nas więc: wolne, białe, żarty, piosenki...Jest barwnie, emocjonalnie i poruszająco – na różnych poziomach. I nie wszystkie uniesienia są na szczęście tak serio na serio.

18 października 2014

Kruki na głodzie /Karmiciel kruków – Łukasz Malinowski/ DKK

Do Wikingów się jeszcze nie przekonałam. Podobno serial świetny. Panuje w ogóle moda na  północne krańce Europy, a nie być na bieżąco z mainstream nie wypada. Zawsze znajdą się w nim godne uwago kawałki. Więc, jako, że temat - co by nie mówić – lotny, z ogromnym zapałem przystąpiłam do lektury. Autor- historyk, kruki, surowa Skandynawia, bohater- łotr, fantasy: połączenie elementów obiecujące, nie może być źle. A jednak...Moim zdaniem, to debiut przeciętno-przyzwoity. Aczkolwiek nie oznacza to, że w jakimś stopniu porywający. Takie przyjemne bazgradełko mające dobre momenty. Szkoda, że nie pojawiają się one na początku książki a dopiero pod koniec. O tym jednak za chwilę.

Po pierwszych 50 stronach, stanowczo brzmiący głos w mojej głowie skwitował dotychczasową lekturę: Nie jestem nastoletnim chłopcem. No cóż, zdecydowanie nasze DKK nie stanowi grupy docelowej tej publikacji. Trzeba być jednak ponadto, pomimo różnych potrzeb i gustów, czytać z dystansem i wydać obiektywną opinię – byłyśmy więc dzielne.

15 października 2014

...

Tego klucza nie ma, więc nikt go nie dostanie. Umarł na nieistnienie, wieczność temu. Pokój jego drzwiom.


Źródło: Forma jest więzieniem, ale brak formy nie jest wolnością - strona poświęcona społeczeństwu i kulturze

Źródło: Forma jest więzieniem, ale brak formy nie jest wolnością - strona poświęcona społeczeństwu i kulturze


13 października 2014

KOT to stan umysłu /Kot w stanie czystym – Terry Pratchett/

Koty mają sposoby, by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły. Poruszają się we własnym, osobistym rytmie czasu. Zachowują się tak, jakby ludzki świat był tym, w którym akurat przypadkiem się zatrzymały w drodze do czegoś, być może o wiele ciekawszego.

KOT to kosztowna błysKOTka. Kupujemy mu mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, bo nam ludziom wydaje się, że mu się spodobają, że się ucieszy. Oczami wyobraźni widzimy uszczęśliwioną mordkę. Z jego punktu widzenia to jednak najczęściej niepotrzebne kurzołapy. Nasze nadzieje szybko ulatniają się, wraz z zadartym ogonem. Jego właściciel łaskawie oddala się, by nie dobijać nas swoją obecnością, gdy palimy się ze wstydu, widząc rozczarowanie w jego oczach. Zagłębiając się w koto-tematy,  głównie adoptuję tego typu książki – bibeloty. Nie spełniają one funkcji innej niż rozrywkowa chwilówka. Tak jest i w tym przypadku. Cóż nie jest jednak prawdziwym kociarzem ten, kto śmie się za takiego uważać, a nie czytał Kota w stanie czystym. Nawet jeśli to taka „durnostojka”.

07 października 2014

Lekkość

Myślałam o lekkości. Lekkość: subtelność, delikatność, ale i nikłość, bezkształtność. Bardzo pozytywny wydźwięk pierwszych słów może kolidować nacechowaniem drugich, ale...."Nikłość" i "bezkształtność" w moim świecie nie jest umniejszeniem, nie jest negatywną tożsamością. Raczej odzwierciedla nierzeczywistość i trwającą W TYM impresję. "Trwającą impresję" - tyaaa. Karmię się chyba niebytem, gdy przybywam w tym dziwnym wymiarze. Mogę się przecież przebierać za wiatr...

Zaczynam wracać do siebie. Chociaż głowa odmawia współpracy. Odczuwam niepokojący lęk, przed migreną, która chyba próbuje nadejść. Przynajmniej mnie nie zaskoczy. Więc nie uderzy z całą mocą. Wystarczy jednak trochę by przygwoździć mnie do łóżka, odciąć od świata. Zawsze idzie mi na oczy...boją się wtedy światła...

03 października 2014

Trociny

Udziwniło mi się życie jakoś dziwnie. I nie wiem już gdzie jest góra, gdzie dół. Niby gdzie są granice tak na szerokość. Czy mam głowę na miejscu, czy to ręce i gdzie się podział mój paznokieć? Czy ja może wiszę nad jakąś przepaścią, albo wiszą mną, bo w sumie mnie nie widać. Urojenia mam jakieś. I zgubiłam się dziś na parkingu. Jakby mi ktoś wyciął kilka funkcji odpowiedzialnych za ogarnianie przestrzeni. 

Mój maraton codzienny na razie nie zabił brokułu (ciekawe ile jest w tym chemii), ale masło umarło. To już nie agonia, ale śmierć definitywnie. Odeszło, spełzło, wylało się z siebie. Bardziej bałam się o brokuł, bo po kilku(nastu?) dniach, gdy wreszcie otwarłam lodówkę, mógł mnie zaatakować. Zielone macki, mutacja i te sprawy. Ale nie, nadal zieloniutki. Dziś jako, że nawet jestem o normalnej porze: ugotowałam go, zjadłam. Teraz czekam.... Ale masło mnie zaskoczyło. Naprawdę.

Chyba, że ktoś mi tę starą zgniłą zieleninę podmienił na nową, a masła nie zdążył...? A może jadłam jakieś trociny i nawet o tym nie wiem?



27 września 2014

/NLP w negocjacjach handlowych - Anna Magdalena Łabuz/

Z uporem maniaka czytam poradniki, których treść znam już z wcześniejszych publikacji. Liczę na jakieś olśnienie, powalającą ciekawostkę. Niestety jeżeli chodzi o negocjacje, to nie ma już najwyraźniej nic do dodania. Autorzy ewentualnie nadadzą jakieś błyskotliwe i dowcipne (w swoim odczuciu) nazwy kolejnym technikom, stylom itp. Poza tym idea i wydźwięk pozostają te same, podawane na szczęście w przystępnej formie:  i tym razem tekst napisany lekkim, prostym językiem – jak to w poradnikach - sugestywne też zobrazowany. O tej konkretnej książce mogę z czystym sumieniem napisać: nihil novi i jest multum lepszych pozycji na rynku.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...