29 czerwca 2016

Figle i kociaki /Kocia mama - Maria Buyno-Arctowo/

Podczas lektury Kociej mamy przeniosłam się myślami do czasów dzieciństwa. Miałam to szczęście, że na każde wakacje wyjeżdżałam do pradziadka na wieś. Spędzonego tam czasu nie zamieniłabym na nic. Do dziś miło wspominam całe dnie na świeżym powietrzu, smak czereśni i papierówek prosto z drzewa oraz mleka prosto od krowy. Wciąż czuję guza, którego nabiłam sobie grabiami podczas sianokosów i podszczypywanie gęsi, które goniły mnie po podwórku. Pamiętam wędrówki za kurczętami i kaczuszkami, szczególnie, gdy tym drugim wybudowało się „basen”. W codziennych zabawach i nicnierobieniu zawsze towarzyszyły mi psy i koty. Do dziś pamiętam imię każdego pupila. Gdy ja „kosztowałam” tego tylko przez kilka tygodni w roku, Zochna – główna bohaterka książki – żyła tak na co dzień, przez calusieńki rok.

22 czerwca 2016

Nie igraj z ogniem / Grzeczna dziewczynka – Mary Kubica/

Grzeczna dziewczynka to kolejna książka będąca dowodem na to, że blurbom nie należy wierzyć. Pełnią one funkcje czysto marketingowe, trudno oczekiwać więc by miały charakter krytycznoliteracki i nie mijały się z prawdą. Zmyślny zabieg promocyjny sprawił, że główna bohaterka, która w książce została pozbawiona głosu (nie bez powodu!), jak gdyby nigdy nic przemawia do nas z okładki: Zawsze byłam grzeczną dziewczynką. (…) Nawet jeśli rodzina zapłaci okup, on pewnie mnie zabije. Nie dość, że poznajemy – oczywiście szczątkowo – jej punkt widzenia, to jeszcze na dokładkę próbuje nam się wmówić, że mamy w rękach emocjonującą, trzymającą w napięciu historię porwanej dziewczyny, która tkwiąc w łapskach nieobliczalnego szaleńca, w każdej sekundzie mierzy się z widmem śmierci. Jakby to delikatnie ująć: to wszystko to kompletna bzdura.

18 czerwca 2016

Szkoła jest do bani? /Tajemnicze Dziecko – E. T. A. Hoffmann/

Aż dziw bierze, że Tajemnicze Dziecko ponad wiek musiało czekać na przekład na język polski. Zwłaszcza że Ernest Teodor Amadeusz Hoffmann, autor Dziadka do orzechów i Króla Myszy, na początku dziewiętnastego wieku mieszkał w Warszawie, a jego żoną była Polka, Marianna Tekla Michalina Rohrer - Trzcińska, którą zdrobniale nazywał Misią (Mischą). Widać to nie wystarczyło i nikt nie zainteresował się bliżej kolejnym z baśniowych utworów, które wyszły spod pióra niemieckiego pisarza.

Pierwszy przekład tej powstałej w 1817 roku literackiej perełki na język obcy (szwedzki) miał miejsce już w 1821 roku. Tłumaczenia na język polski podjęła się dopiero w 1923 Zofia Modrzewska – Schiller, a następnie w 1926 roku Józef Kramsztyk. Oba są praktycznie niedostępne i - co tu dużo mówić - kompletnie nieudane. Na szczęście w 2014 roku Wydawnictwo Media Rodzina pokusiło się o wydanie tej zapomnianej baśni w przekładzie Elizy Pieciul – Karmińskiej. Dzięki niej możemy odkryć piękno tego ponadczasowego tekstu.

Magia Tajemniczego dziecka polega na tym, że to lektura pełna zakamarków interpretacyjnych - taki swoisty rezerwuar możliwych sensów. Zanim jednak skupimy się na kolejnych kluczach potrzebnych do zrozumienia tekstu, warto zatrzymać się na chwilkę na początku opowieści. Wszystko zaczyna się tutaj bowiem od przyjazdu kochanej rodzinki. Najwyraźniej nigdy nie było inaczej, że z nią najlepiej to wychodzi się tylko na zdjęciach…

11 czerwca 2016

18 najokrutniejszych seryjnych morderców w historii / Ale historia, Prawdziwe zbrodnie – czerwiec 2016/

Podobno żyjemy w czasach w których fascynacja złem i przemocą przeżywa prawdziwy rozkwit: o seryjnych mordercach, gwałcicielach i sadystach powstają filmy, seriale i książki. Nie wydaje mi się jednak, że chęć poznania mrocznej strony naszej natury jest znakiem tylko naszych czasów. Współczesny człowiek ma po prostu większe możliwości: rozwój technologii znacznie wpłynął na szybkość przepływu informacji, jej kaliber oraz, co najważniejsze, jej dostępność. Czytamy więc, oglądamy i uczymy się, usilnie szukamy także źródła problemu, by go wyeliminować. Niestety mimo to, wciąż jesteśmy dalecy od zrozumienia zła, które w nas tkwi. Albo rozumiemy je aż nazbyt dobrze i niezastąpiony syndrom wyparcia pozwala nam sobie z tą świadomością radzić.

08 czerwca 2016

I pierwsza z rana – rekinia kaszana / Shark zombie, Rekin zombie – Misty Talley/ 2015

Czerwcowe słoneczko coraz mocniej przypieka. Oczami wyobraźni już widzimy siebie leżących plackiem na złocistej plaży,  taplających się dla ochłody w wodzie… Nie ważne jednak, jak będziemy rozleniwieni, musimy pamiętać, że czujność to podstawa. Nigdy nie wiadomo bowiem, komu akurat uciekł rekin i jakie eksperymenty na nim przeprowadzano… Więc tak na wszelki wypadek, pod ręką trzeba mieć zawsze broń. O tym, co dzieje się, gdy wczasowicze nie przestrzegają tych kilku prostych zasad, boleśnie przekonali się bohaterowie filmu Rekin zombie.

Oczywiście występujący w nim w roli głównej żarłacz mutant, powstał w wyniku wojskowego eksperymentu, który – co za nowina – wymknął się spod kontroli. Bruce, bo tak bestii na imię, jest diabelnie inteligentny, więc wymyślił sobie, że się odegra za swoje krzywdy (w sumie nie wiadomo, co mu w tym laboratorium robili) lub po prostu ma wredny charakter. Tworzy więc własną armię rekiniego mięsa armatniego i niczym wybitny strateg rzuca kolejne oddziały do walki z ludźmi. Gdy już rozgromią uzbrojonych w broń palną żołnierzy, przyjdzie im zmierzyć się ze straszliwszym wrogiem: uzbrojoną w co popadnie tłuszczą mieszkańców wyspy. No i tutaj zaczną się schody dla rekinów. Nijak się bowiem ma wymyślny wojskowy sprzęt do zwykłej kosy, łopaty czy kawałka metalu… Wyobrażacie to sobie? Lepiej nie próbujcie…
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...