30 stycznia 2015

Kalina, Sarna, Konrad…/Wojna na Pięknym Brzegu – Andrzej Marek Grabowski/

Akcja kolejnej książki z cyklu: Wojny dorosłych – historie dzieci, rozgrywa się w Warszawie. Tytułowy Piękny Brzeg to jedna z dzielnic stolicy – Żoliborz. Nieustannie i majestatycznie piękna, mimo strasznych zdarzeń, które się na jej „oczach” rozegrały.

A wszystko zaczyna się tak niewinnie. Nasza bohaterka – Krysia - przygotowuje się już psychicznie do powrotu po wakacjach do szkoły. To w końcu nie przelewki, pójdzie przecież do czwartej klasy. Niestety normalny rytm życia zostaje zburzony, wybucha bowiem wojna. Początkowo dziewczynka i jej przyjaciółki nie dostrzegają grozy sytuacji, nie pojmują co tak naprawdę się dzieje. Zwyczajnie cieszą się, że nie ma lekcji. Muszą jednak szybko dorosnąć- szybciej niż powinny. Wokół zaczynają się bowiem dziać rzeczy, które wymagają odpowiedzialnych decyzji, ceną za błąd może być nawet życie. Mimo wszystko jednak zostają po części dziećmi i nadal na swój specyficzny sposób odbierają rzeczywistość, często nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji, są bliskie popadnięcia w tarapaty. Nie rezygnują bowiem z marzeń, wygłupów, ploteczek i zabaw, do tego dodają po prostu niezłomną chęć walki z okupantem i dokopania Szkopom. Atmosfera, ze strony na stronę, staje się coraz gęstsza. Codzienność coraz częściej przecinana jest przykrymi zdarzeniami. Krysia dorasta, rozumie coraz więcej - i ją zaczyna boleśnie dotykać niesprawiedliwość wojny. Na przestrzeni pięciu lat: od wybuchu wojny po powstanie warszawskie, dziewczynka dowiaduje się czym jest strata, lęk, heroizm i patriotyzm, uczy się także strzec tajemnic.

29 stycznia 2015

Wszystkie rybki śpią w jeziorze, ciulajla, ciulajla, la. A jedna rybka spać nie może, ciulajla, ciulajla, la.../Bezsenność Jutki- Dorota Combrzyńska - Nogala /

Historia Jutki stanowi literackie nawiązanie do 70 rocznicy dramatycznych wydarzeń. Przypomina ona o łódzkim getcie i Wielkiej Szperze, w wyniku której wywieziono stamtąd 15000 osób. Głównie niezdolnych do pracy, czyli dzieci, starców i chorych. Wszyscy wywiezieni zginęli.

Dzieciom należy mówić prawdę. Bo dzieci są mądre: obserwują, myślą i czują. Widzą, że świat ma wiele odcieni, próbują zrozumieć dlaczego i jak na nie reagować. Dlatego trzeba z nimi o nich rozmawiać. Opowiadać i tłumaczyć, tak jak Dziadek Jutki, który mądrze przygotowuje ją do życia, i mimo wszystko, chce zaszczepić w niej wiarę w drugiego człowieka. Bo przecież nawet podczas wojny i nawet wśród „wrogów” można spotkać dobrych ludzi.

28 stycznia 2015

Badanie granic człowieczeństwa. Zagłodzeni /Starve - Griff Furst /2014

Prawda jest taka, że jak człowiek jest głodny, to wsunie co popadnie. A ja dawno niczego nie oglądałam. Dlatego w moim odczuciu ten film to strawny średniak (ale niskiej klasy średniak), który nie angażuje zbyt wielu zwojów.

Był sobie chłopak (Beck – Bobby Campo), który miał zabawnego  brata (Jiminey – Dave Davis) i drętwą dziewczynę (Candice – Mariah Bonner). Nade wszystko nasz bohater pragnął napisać nowy komiks. Artysta wiadomo, poszukuje inspiracji, a że najlepszym jej źródłem często okazuje się, nie taka znowu szara, rzeczywistość, zabiera najbliższych na wycieczkę. Nasza trójka dociera do wymarłego miasteczka na Florydzie, gdzie ma zweryfikować prawdziwość informacji o „dzikich dzieciach ludożercach”. Czy naprawdę trzeba pisać więcej? Oczywiście opuszczone miasteczko istnieje, bohaterowie ignorują wszelkie ostrzeżenia i ładują się prosto w ręce psychopaty. Nie mając zbytnio wyboru podejmują grę, której reguły wyznacza ów sadysta, a stawką jest oczywiście ich życie. Akcja większości filmu rozgrywa się w opuszczonej szkole, w której - o ironio - nasi bohaterowie dostają lekcję życia.

24 stycznia 2015

Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai /Tajemnica hotelu - Martin Widmark i Helena Willis/

Od lat Jury Dziecięce wybierają kolejne tytuły Biura Detektywistycznego Lassego i Mai na książkę roku. Muszę przyznać, że nie za bardzo rozumiem dlaczego ta szwedzka seria jest tak popularna i nie schodzi z list bestsellerów. Ale to nie ja jestem grupą docelową, więc moja opinia ma nikłe znaczenie.

Tajemnica hotelu, drugi tom serii, to napisana bardzo prostym językiem, równie prosta historia. W Wigilię w hotelu w Valleby, miasteczku w którym toczy się akcja kolejnych części, zakwateruje się dosyć specyficzna rodzina. Ich oczkiem w głowie, jest warty fortunę chiński jamnik jabłkowy. Na nieszczęście pies znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Dla Lassego i Mai jest to powód do przeprowadzenia kolejnego w ich życiu szybkiego śledztwa. Oczywiście w mig rozwikłają zagadkę, a przyłapani przestępcy będą mieć się z pyszna. Historia ta, służy głównie rozluźniającej rozrywce – bo głębszych treści, poza „nie oszukuj i nie kłam” w niej nie ma. No może warto zapamiętać jeszcze, że lepiej nie trzymać dłużej w zamknięciu psa, który ma gazy…

22 stycznia 2015

Morso Sapiens - film dokumentalny

Nic na świecie nie zastąpi wytrwałości. Nie zastąpi jej talent – nie ma nic powszechniejszego niż ludzie utalentowani, którzy nie odnoszą sukcesów. Nie uczyni niczego sam geniusz – nie nagradzany geniusz to już prawie przysłowie. Nie uczyni niczego też samo wykształcenie – świat jest pełen ludzi wykształconych, o których zapomniano. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne. /Calvin Coolidge/

To cytat, który chętnie rzuciłabym w twarz każdemu, kto mówi, że czegoś nie da się zrobić, a nie zrobił nic, by osiągnąć cel - widać wcale mu nie zależy. Jeżeli już na starcie nie ma prawdziwych chęci, to czemu się dziwić. Nie wystarczy co dzień stawać przed lustrem i powtarzać: „Jestem zwycięzcą”. Tylko jeżeli już ktoś musi, do siebie poględzić, niech za tymi słowami idą konkretne działania. Wiem, co mówię. Owszem prawdziwa chęć pozwoli Ci zacząć, ale tylko wytrwałość i motywacja pozwolą Ci wytrwać. Dlatego uważam, że na ogromny podziw zasługują ludzie, którzy wbrew wszystkim przeciwnościom, pokonują kolejne ograniczenia. Udowadniający swoimi czynami, że wszelkie bariery tkwią tylko w naszych umysłach. 

Czy film powstanie?

Całość tekstu o projekcie do przeczytania na Tawerna Kickstarter:




21 stycznia 2015

Światło, które rozprasza mrok. O mocy baśni /Dzielny Despero – Kate DiCamillo/

Baśnie opowiada się językiem tajemnym. Dlatego najwięcej dowiadujemy się z tego, co ukryte pod powierzchnią tekstu. Słowa niczym Enigma zazdrośnie strzegą podskórnych znaczeń. Odszyfrować je można tylko wówczas, gdy jest się na to gotowym, gdy dojrzało się do odkrycia pewnych prawd. Pierwszy raz czytałam Dzielnego Despero około pięciu lat temu i nie dostrzegłam wtedy nawet połowy tego, co zobaczyłam dziś. Z baśni się widać nie wyrasta, tylko dorasta do nich – i to wciąż na nowo.

Imię Despero – upamiętnia beznadzieję i desperację, które odczuwali mysi rodzice, gdy z całego miotu przeżyła tylko jedna myszka. I to jeszcze jaka: patrząca od razu na świat OTWARTYMI oczami, ze zdecydowanie za dużymi uszami. Jednym słowem dziwoląg, który jakby tego jeszcze było mało, że jest dziwolągiem: nie urósł za bardzo i w ogóle nie interesuje się mysim sposobem życia. Zamiast tego: czyta, słucha muzyki, rozmawia z ludźmi i zakochuje się w księżniczce – ludzkiej. Stanowi więc zagrożenie dla zamkowego, mysiego społeczeństwa. Należy go usunąć, skazać na śmierć, wrzucić do lochu na pożarcie szczurom. Despero zdradzony przez najbliższych nie ginie jednak, ratuje go światło - światło opowieści, którą snuje w ciemnościach. To jednak dopiero początek jego przygody, w imię swojej miłości będzie musiał jeszcze odbyć jedną wyprawę w głąb labiryntu. Tym razem uda się tam jednak dobrowolnie, by ratować ukochaną Pi z rąk szczura o złamanym sercu – Rocura – i biednej, naiwnej służącej Miggery, która chce zostać księżniczką.

20 stycznia 2015

Dotyk świata /Cudowna podroż Edwarda Tulana- Kate DiCamillo/

Historie, które zapadają w nas głęboko, takie do których wracamy, najczęściej to te, które w symboliczny sposób ujmują problem, z którym borykaliśmy się lub taki, z którym nadal się borykamy. One stanowią klucz do naszych wnętrz. Cudowna podróż Edwarda Tulana, to dla mnie właśnie takie „wysokie C”. To baśń, po przeczytaniu której myślę: O cholera...

Edward Tuan - niezdolny do uczuć porcelanowy królik, niewdzięczny egoista -  to nasz główny (anty)bohater. W wyniku dosyć nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oddzielony od swojej właścicielki Abilene Tulan, zostaje skazany na tułaczkę zdającą się nie mieć końca. Żyjący do tej pory w iście królewskich warunkach królik, trafia na dno oceanu, śmietnik, do slumsów i na ulicę. Przechodzi wciąż z rąk do rąk: raz czułych i delikatnych, raz bezlitosnych i okrutnych. Każde miejsce i każdy człowiek (a nawet pies), którego poznaje podczas tej wędrówki, zostawia w nim trwały ślad. Pamięć o nich staje wyznacza ścieżką, a nawet mapą uczuć. Uczy się dzięki nim, co to w ogóle znaczy czuć. Poznaje: strach, ból, tęsknotę, radość, a tracąc kolejnych towarzyszy,  zaczyna rozumieć czym jest miłość. Podróży porcelanowego królika na pewno nie nazwałabym „cudowną”,  raczej skłoniłabym się do tego by mówić o niej „niesamowita”. „Cudowna” to zachodzi w tym bohaterze przemiana: z istoty wyrachowanej i zimnej w zdolną do kochania. Jak widzimy, to historia stara jak świat, podobna do miliona innych, jednak na swój magiczny sposób tak wyjątkowa, że chce się do niej wciąż wracać.

19 stycznia 2015

Moje miejsce na świecie, mój dom. Nadzieja, tęsknota… Słoń/Magiczny słoń – Kate DiCamillo/

Może dlatego, że wszyscy czekają w tej historii na śnieg, kojarzy mi się ona ze świąteczną, familijną opowieścią, pełną tęsknoty, nadziei i obietnic. Kiedy w końcu długo wyczekiwany, biały puch, pojawia się na kartach książki, towarzyszy mu dodatkowy, niemały cud. To takie swoiste, podwójne ukoronowanie pełnego napięcia oczekiwania – jak to na Gwiazdkę.

Historia opowiedziana przez DiCamillo jest dosyć nieprzewidywalna. Pewnego zimowego, ponurego dnia, na targu, swój namiot rozbija wróżka. Staje ona na drodze dziesięcioletniego chłopca – Piotrusia - który podświadomie czuje, że coś w jego monotonnym życiu jest nie tak. Bo gdyby naprawdę wierzył, że jego mała siostrzyczka Adela nie żyje, czy pytałby o nią? Chłopiec wiedziony dziwnym przeczuciem, postanawia skorzystać z usług tajemniczej kobiety. Zawierza intuicji, a ona w odpowiedzi, ustami wróżki, każe mu podążać za słoniem. Piotruś oczywiście czuje się oszukany i zakłopotany zarazem. Bo jak słoń? Skąd? I gdzie? Jak się okazuje nie można w życiu polegać tylko na racjonalnych przesłankach. Cuda lubią sobie z nich kpić. I tak jest i tym razem: słoń pojawia się niespodziewanie, z hukiem i trzaskiem w operze. A swoim nagłym pojawieniem się przewraca życie mieszkańców Baltese do góry nogami – nie mają oni bowiem w ogóle pomysłu, co z TAKIM przybyszem zrobić.

18 stycznia 2015

O potrzebie wyrażania emocji / Tygrys się budzi - Kate DiCamillo/

…Czyje oczy nieśmiertelne
mogły stworzyć twą symetrię?
W jakiej głębi,  jakiej dali,
mógł się ócz twych ogień palić?
Jakie skrzydła nieść go śmiały?
Jakie ręce go skrzesały? /Wiliam Blake/

Kate DiCamillo, pisarka obdarzona niezwykłą wyobraźnią i umiejętnością wczuwania się w drugiego człowieka, na stałe zagościła w moim sercu. Sama już nie zliczę, ile razy wracałam do jej książek i stworzonych przez nią postaci. Jej fenomen polega na tym, że mimo iż treści jej baśni przesiąknięte są trudnymi emocjami, potrafi ona pisać o nich tak, by nie przytłoczyć czytelnika bólem i cierpieniem. Paradoksalnie, to co trudne daje nadzieję i siłę. Czyli dzieje się tak, jak powinno dziać się w baśni. I wiecie co jeszcze? Mimo, że bohaterami jej książek są głównie dzieci, to nie ma dorosłego, który nie borykałby się w swoim życiu z podobnymi problemami. Dlatego jej książki są niezwykłe – czytamy je dzieciom, a w trakcie lektury odnajdujemy coś dla siebie, coś, co sprawia że pracujemy nad sobą.

17 stycznia 2015

John nie umiera jednak nigdy…/John ginie na końcu – Don Coscarelli/2012

John ginie na końcu to kolejne „dzieło” Dona Coscarelli, reżysera m.in. kolejnych odsłon Morderczych kuleczek – pierwszej z 1979 r. czy Buba Ho-teo z 2002 r. Tytuły wspomnianych obrazów powinny być wystarczającą wskazówką i na dobrą sprawę dać nam wyraźnie do zrozumienia, czego po tej produkcji możemy się spodziewać. Najwyraźniej reżyser swój dosyć osobliwy sposób postrzegania rzeczywistości i wykpiwania całego otaczającego go świata wyssał z mlekiem matki. Nie ma się więc co dziwić, że to właśnie Don Coscarelli wziął się za bary z niespożytą i pokręconą jak korkociąg wyobraźnią Davida Wonga, autora książki, która posłużyła za kanwę jego kolejnego filmu.

Właściwie to  nie chcę Wam pisać o czym TO jest. Istnieje jakieś głupie złe zło – niejaki Korrok -, które chce zawładnąć naszą planetą i bardzo głupie dobro, które staje w jej obronie. Ogólnie każdego załatwi zgrywny „sos sojowy” i pomieszanie z poplątaniem - ewentualne klamka transmutująca w monstrualnego penisa (dwóch facetów w obliczu konieczności skorzystania z takiej „rączki”, jest uwięzionych skuteczniej niż w czeluściach najlepiej zabezpieczonego sejfu świata), czy też potwór rodem z koszmarów cierpiącego na niestrawność pracownika masarni - na szczęście, odesłany do niebytu, za pomocą telefonicznych egzorcyzmów. W treści wdepniemy w jeszcze więcej absurdów, bezsensów i paradoksów, im więcej zdoła Was zaskoczyć, tym lepiej. Zamykam więc buzię na kłódkę i nie zdradzę nic więcej.

13 stycznia 2015

Mleko ratuje wszechświat /Na szczęście mleko… - Neil Gaiman/

- Masz swoje mleko – zauważył. – A póki jest mleko, jest nadzieja.

Na szczęście mleko… to napisana z ogromną dozą poczucia humoru, prosta (no powiedzmy) historia o tym, że bujna wyobraźnia to coś naprawdę wspaniałego. Mama jedzie na konferencję, a tata pozostaje w domu z dwójką pociech. Jaki może być efekt takiego rozwoju wydarzeń, łatwo przewidzieć: KATASTROFA. Już pierwszego dnia okazuje się bowiem, że w domu zabrakło mleka. Ojciec podejmuje się więc heroicznej misji  związanej z wyprawą do sklepu. Gdy wraca po dość długiej nieobecności, okazuje się, że tak z pozoru prozaiczna czynność, jak wyjście po mleko, obfitowała w nieprawdopodobne perypetie, obejmujące między innymi podróżowanie w czasie oraz uratowanie całej planety, a kto wie, może nawet i całej  galaktyki, przed glutowatymi najeźdźcami. A najprawdopodobniej po prostu się z kimś zagadał i zapomniał o tym, że głodne dzieci, same w domu, czekają na śniadanie. Dobrze, że to fikcja literacka, bo nasza nadgorliwa opieka społeczna już by chętnie swoje 3 grosze wtrąciła.

11 stycznia 2015

Vatt'ghern - film z uniwersum Wiedźmina

Vatt`ghern to projekt grupy studentów z warszawskiej filmówki, który niedawno ruszył na polakpotrafi.pl. Jesteście ciekawi czego dotyczy? to zapraszam do czytania najnowszego wpisu.

Fantasy jest trudnym gatunkiem, zwłaszcza dla filmowca. Granica pomiędzy stworzeniem obrazu, który wyda się widzowi spójny i wiarygodny, a czymś co będzie uznane za kicz i tandetę jest niezwykle cienka. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że chyba właśnie filmowe fantasy dzierży niechlubną palmę pierwszeństwa w ilości filmów, które pomimo horrendalnych nakładów i gwiazdorskiej obsady poniosły spektakularne klapy, a straty finansowe wpędziły właścicieli wytwórni niemal do grobu. Oczywiście, Władca pierścieni czy Hobbit są chlubnymi wyjątkami, ale o takich filmach jak WillowJohn Carter czy remake Conana reżyserzy z pewnością woleliby zapomnieć. Gatunek fantasy ma nad Wisłą historię więcej niż skromną. Od biedy można za takie obrazy uznać Kingsaiz oraz Pierścień i różę. Z pewnością pamiętacie również rodzimą ekranizację Wiedźmina. Chciałoby się w tym miejscu rozdzierająco krzyknąć: Coście uczynili Wiedźminowi?! (I smokowi przede wszystkim!!). Dobrze, że gad był cyfrowy, bo w przeciwnym wypadku twórców zaatakowaliby aktywiści ruchu obrony praw zwierząt – za znęcanie się nad tym mizerniutkim stworzeniem. Smok bowiem zabijał, ale głównie śmiechem, który dławił śmiertelnie, co poniektórych widzów. … potwierdziła się stara zasada, że jak się na coś nie ma pieniędzy – w tym wypadku na efekty specjalne – to lepiej z tego zrezygnować.

Całość tekstu o tym fan filmie do przeczytania na Tawerna Kickstarter:


09 stycznia 2015

Wojna a umysł dziecka /Zaklęcie na „w” – Michał Rusinek/

Co jest straszniejsze od Potwora mieszkającego w szafie, Stracha pod łóżkiem? Rzeczywistość: realny, namacalny świat za oknem, który może przerażać stokroć bardziej. A staje się ona jeszcze straszniejsza w momencie, gdy uświadamiamy sobie, jaki los potrafią sobie nawzajem zgotować ludzie. Autor, Michał Rusinek (sekretarz Wisławy Szymborskiej, a to zobowiązuje), temat WOJNY potraktował z ogromnym szacunkiem. Mimo iż maksymalnie uprościł przekaz, nie zatracił przy tym nic z jego autentyzmu. Trafnie opisał to, jak świat może zachwiać się i zadrżeć w posadach. I to tak nagle, z dnia na dzień, bez ostrzeżenia. Nie pisze o tym bezpośrednio, nie serwuje czytelnikowi opisów bestialstwa, okrucieństwa. Wyczytujemy to z atmosfery, fabuły i sposobu narracji. Brak bezpieczeństwa i  uczucie zagrożenia towarzyszy nam nieprzerwanie, jest wyczuwalne na wszystkich kartach tej historii. Tkwi w niej jak cierń. A dziecko-czytelnik go wyczuwa. Bo dziecko ma doskonałą intuicję. 

08 stycznia 2015

Kalendarz Gołe Baby

Kobiety! Co tu dużo mówić? Któż je stworzył? Bóg musiał być pieprzonym geniuszem. Usta… gdy dotkną twych, to jak pierwszy łyk wina po tym, jak co dopiero przemierzyłeś pustynię. Cycki! Duże, małe… sutki gapiące się wprost na ciebie… jak tajne szperacze. I nogi… nie ważne, czy są jak greckie kolumny czy używane fortepiany. To, co jest pomiędzy nimi, jest przepustką do Nieba.
/Martin Brest/

Gdy tylko zauważyłam ten projekt na wspieram.to, od razu przypomniały mi się powyższe słowa. Kwintesencja dosadnego, męskiego punktu widzenia: bez mydlenia oczu i gładkich słówek. Myślę, że na te kalendarzowe Gołe Baby trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka. Gdybyśmy chcieli być poprawni, musielibyśmy usunąć zdecydowaną większość reklam, billboardów i okładek kolorowych magazynów, w których epatuje się kobiecą nagością i zmysłowym seksapilem płci pięknej. Dodajmy, że tak naprawdę, to sztucznie wykreowanym kobiecym seksapilem. A tutaj kalendarz otwiera nas na: dowolność formy, rozmiaru i symetrii – lub jej braku. Sama natura – chciałoby się rzec. Z uśmiechem oczywiście.

Całość tekstu o projekcie do przeczytania na Tawerna Kickstarter:


Wstęp do: Zaklęcia na "w"

Mierżą mnie sztucznie wyznaczane granice, podziały, przelew krwi w imieniu bliżej niepojętych dla mnie idei. Nasz sposób myślenia ma determinować ten skrawek ziemi, na którym zamieszkaliśmy, bo zdaje nam się, że mamy do czegoś prawo? Dlaczego nie potrafimy zobaczyć człowieka w człowieku i myśleć bardziej globalnie? Chociaż z drugiej strony obawiam się, że zmiany w tej materii są równie prawdopodobne jak to, że Dalajlama przejdzie na katolicyzm. Dlatego doceniam uniwersalny wydźwięk książki, który pokazuje nam, jak wiele barw tracimy, gdy postrzegamy świat przez wewnętrzne uprzedzenia. Gdy pozwolimy, by ktoś włożył nam na nos okulary ukazujące świat z jedynej słusznej perspektywy. Zastanówmy się zanim od małego będziemy karmić dzieci niechęcią wobec innych, nienawiścią do tych, którzy myślą inaczej: bo ten jest za PIS a ten za PO, bo ten kibicuje Górnikowi a ten drugi Legii, a jeszcze ktoś inny ma rude włosy. Klniemy i złorzeczymy na czym świat stoi, bo „My kontra Reszta Świata”, który przecież mógłby być takim pięknym miejscem… 




Recenzja książki: TUTAJ

07 stycznia 2015

Ludzie wielcy i ludzie dobrzy to rzadko ci sami - Winston Churchil l/Przebudzenie – Stephen King/

Na początku powieści czeka na nas sielankowy obraz małego miasteczka. Z rozkoszą się w nim odnajdujemy. Pozornie nic się nie dzieje, a my wsiąkamy w ten leniwy klimat od pierwszych stron. Spokój nie jest jednak błogi, tylko sprytnie kamufluje elektryzującą obawę, poruszenie, napięcie. King sugeruje nam, że już lada chwila wydarzy się coś, co zmieni na zawsze życie bohaterów. A my wiemy, że tak się stanie, że to nie jest czcza obietnica, bowiem szara codzienność jest jedynie złudzeniem, iluzją ukrywającą się za zwodniczą fasadą normalności - to kwintesencja jego pisarstwa. W tej otoczce niezwykłości dane jest nam poznać familię Mortonów i nowo przybyłego do miasteczka pastora - Charlesa Jacobsa. On i jego cudowna rodzina podbijają serca małomiasteczkowej, religijnej społeczności. Wszystko ulega jednak zmianie w obliczu niebywałej tragedii i wygłoszonego po niej Strasznego Kazania. Pastor musi odejść. Z życia Jamiego Mortona– naszego głównego bohatera - ma on jednak nigdy nie zniknąć. Obaj – chociaż każdy z nich na swój sposób – rozpoczynają wędrówkę ku zatraceniu. Po wciągającym początku książki, następują opisy dorastania Jamiego, jego pierwszej miłości, pasji i upadku - to rozmywa akcję. W miarę rozwoju fabuły zaczynamy odczuwać, że coraz mniej jest w niej swoistej chemii, tej ulotnej literackiej magii, która przywiązała nas do lektury na początku. Akcję budują głównie te nieliczne momenty, gdy drogi dwóch bohaterów – Jamiego i Charlesa - się przecinają.

06 stycznia 2015

Moja pierwsza lektura w Nowym Roku

Pierwsza książka, którą przeczytałam w tym roku, to właśnie takie swoiste przebudzenie: bo niby pierwsze, bo niby nowy początek. Lubimy cezury i granice. Lubimy udawać, że można wyzerować liczniki i zacząć od nowa. Takie miłe, poprawiające nastrój autooszustwo. Więc z przyjemnością to któreś już z kolei, noworoczne przebudzenie – zaczęłam właśnie od Przebudzenia. I poczułam się jak ryba rażona prądem, miotająca się w sieci. Zakończenie książki zostawiło mnie w obliczu pewnych domysłów. Bez konkretu w dłoni. I założyłam sobie, że ten rok będzie dla mnie właśnie taki: niedookreślony. W fizyce funkcjonuje coś, co nazywamy zasadą nieoznaczoności. To jedno z podstawowych praw natury, właściwie jej fundament. Zasada ta oswaja nas z faktem, że nie można wiedzieć wszystkiego. Zawsze jakaś część prawdy pozostaje przed nami ukryta. Całości, pełni - nie dotkniemy, ani też nigdy nie będzie nam dane jej poznać. Zaakceptowanie tego stanu rzeczy, to jedno z największych wyzwań przed którym staje człowiek. Większość z nas ten egzamin oblewa i miotamy się bezsensownie przez całe życie. Zapominamy, że naszą rolą jest po prostu szukać i zachwycać się nie uporządkowanym, kompletnym obrazem, ale właśnie tymi oderwanymi, rozrzuconymi w entropii fragmentami układanki, której nigdy nie złożymy.

Umysł jest dla siebie
Siedzibą, może sam w sobie przemienić
Piekło w Niebiosa, a Niebiosa w piekło
/John Milton/

05 stycznia 2015

Wielka Stopa w natarciu /Exists - Eduardo Schánchez/2014

Po prostu lubię paradokumentalne niskobudżetówki, więc wciąż je tropię, wciąż na nie poluję. Dlatego po raz kolejny prezentuję Wam nie najwyższych lotów film, kręcony z „wolnej ręki”. Pamiętacie współreżysera Blair Witch Project? Tego „hitu” z 1999 roku, wypromowanego tak naprawdę przez medialną otoczkę? Minimalny budżet, scenariusz praktycznie żaden, found footage, o którym Zygmunt Kałużyński pisał, że to: „horror bez horroru”. Tak, Eduardo Schanchez postanowił odgrzać kotleta. Na jego kolejną produkcję składa się znów histeryczne bieganie po lesie i… histeryczne bieganie po lesie – w tym wypadku jednak przynajmniej widzimy przed czym bohaterowie uciekają. Tym razem reżyser bowiem zabiera nas do Teksasu, by ukazać nam przerażającego Sasquatcha. Jego dzieło, to jednak nie pierwszy found footage o Bigfoot'cie. Za taki można raczej uznać: The Legend of Bigfoot z 1977 roku (Harry Winer).

03 stycznia 2015

Ciężko, duszno../Necrofobia – Daniel De La Vega /2014

Dante jest krawcem, dla którego śmierć brata bliźniaka stała się nie tylko osobistą tragedią, ale i spowodowała u niego traumę oraz chorobliwą reakcję na każdy aspekt związany ze śmiercią. Nic dodać, nic ująć - można by pomyśleć. Treściwy, konkretny opis - niech film broni się sam. Minęło pierwsze dziesięć minut – trzeba przyznać dosyć długie intro - a ja zastanawiałam się „co autor miał na myśli”. No i zastanawiałam się przez następną godzinę. A akcja toczyła się mozolnie, bardzo mozolnie…

Ciężki film. Jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy, gdy chcę określić jego nastrój to: sztywny. Nie ma w nim dynamiki, akcji. Przesuwające się obrazy są statyczne. Z jednej strony stanowi to kwintesencję filmu, z drugiej odbiera mu szansę na to, by widz dobrnął do jego końca. Akcja, w tym obrazie, nie jest więc ważna. Mam wrażenie, że aktorzy również - mogliby w zasadzie nic nie mówić. Pojawia się tutaj kilka postaci stanowiących tło dla zmagań Dantego (Luis Machín). I to on, pierwsza postać tego dramatu ma przekonać nas, że jego lęk jest prawdziwy, że jego zło jest prawdziwe itd. Z początku wychodziło to drętwo, nie kupowałam gry Luisa. Jednak, gdy się już przyzwyczaiłam, zaczęłam wierzyć „w” tę postać i „tej” postaci.

01 stycznia 2015

Project Rivenger

Od dłuższego czasu przyczajona niczym tygrys obserwowałam pewien projekt. Łypałam, jak to mam zwyczaju przymrużonym, aczkolwiek czujnym okiem, śledziłam rozwój wypadków i… kiwałam głową z niedowierzaniem. To się po prostu nie mogło udać. I faktycznie wsparcie nie przekroczyło jednego procentu. Może jeszcze opis książki – o roboczym tytule Project Rivenger – kogoś by przekonał, ale zamieszczenie fragmentów pogrążyło twórcę. Zwłaszcza, że w opisie projektu jak byk stoi, że książka jest: mroczna, tajemnicza, ciekawa, zwarta, logiczna itd., a jako próbkę otrzymujemy: koślawe i sztuczne dialogi stanowiące niezrozumiały bełkot, udziwnione imiona, opis jednostki chorobowej rodem z wikipedii…

Całość tekstu o projekcie książki do przeczytania na Tawerna Kickstarter:




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...