31 października 2014

Mam kota i nie zawaham się go użyć, czyli o odwadze i pokonywaniu potworów /Koralina – Neil Gaiman/

Wydawnictwo MAG 2009
Cieszę się, że Gaiman umieszcza w swoich historiach koty. Nie ma się w sumie czemu dziwić, jest przecież ich wielkim fanem. Często przemykają po kartach jego książek, czasami głośno tupiąc (tak, gdy chcą to potrafią!), a innym razem suną niepostrzeżenie - jak cienie. Cieszy mnie, że i w Koralinie znalazło się dla jednego osobnika miejsce. Bo tam gdzie są tajemne przejścia, tam powinny być i koty. I pisarz o tym wie.

Nowy dom Koraliny jest stary. Żyje własnym życiem, posiada swój wewnętrzny rytm i swój własny język. Jest pełen zakamarków, w które można zajrzeć, które trzeba zwiedzić i odkrywać. Dziewczynka wprowadza się do niego z wiecznie nieobecnymi, zapracowanymi rodzicami. Nie wie jeszcze, co ją czeka, gdy w ramach walki z przeogromną nudą, odwiedza swoich ekscentrycznych, nowych sąsiadów i liczy wszystkie drzwi...Do jej życia niepostrzeżenie wślizguje się chaos, nad którym musi zapanować.

29 października 2014

"Dla..., która może być wyjątkowa i nie musi być doskonała" /Dobre ciało – Eve Ensler/

Oto, czego się do tej pory udało mi sie dowiedzieć. Żeby być doskonała, muszę się przeistoczyć w uśmiechniętą psychopatkę, której nie wolno jeść precelków. Muszę pozostawać w czułym uścisku z trenerem nazistą, odrętwiała – na szczęście- z powodu zatrucia botuliną, bez białego tłuszczu odessanego metalową rurką i ze zwężoną cipką. Musiałabym się odsysać, obcinać, oczyszczać, wygładzać, woskować, przykrywać, powiększać, podnosić, przekłuwać, nakłuwać, utrwalać, zeskrobywać, rozjaśniać, zwężać, rozgniatać, spłaszczać, sprasowywać, redukować, głodować i w końcu zniknąć.

Eve Ensler po raz drugi wyrusza w podróż ze swoją kobiecością. Tym razem nie po to by toczyć zacięty bój o wyzwolenie waginy spod jarzma wstydu i przemocy. Tym razem niczym bohaterowie Juliusza Verne przebędzie drogę do wnętrza… swojego brzucha. Aby do niego dotrzeć musi najpierw – paradoksalnie - objechać świat. Bo ON stał się już osobnym bytem, nową planetą na mapie wszechświata. Patologiczna relacja z nim sprawia, że ona traci kontrolę: a on ogranicza, straszy, dyryguje. Pora więc dać mu pstryczka, pozbyć się go – lub zrozumieć. Podczas wędrówki, odbywającej się w czasie i przestrzeni, rozmawia z różnymi kobietami, o ich prywatnych „brzuchach”, ich słabych punktach, miejscach, które chcą zniszczyć. Znamienne, że większość utożsamia się z tym, czego nienawidzi, a nie tym, co kocha. I w tym są wytrwałe.  

23 października 2014

Wszystko co dobre zaczyna się od kota /Miłość przez małe m - Francesc Miralles/

Wszystko zaczyna się od kota. A jak się już zacznie, to kot może nas zaprowadzić nawet na księżyc, a tam czeka nas nieśmiertelność. Księżyc oczywiście w rozumieniu nie tyle dosłownym, co metaforycznym. To enigmatyczne „gdzieś”, gdzie odnajdujemy siebie: i jasną i ciemną stronę JA. Żeby znaleźć drogę do tego miejsca, trzeba zrobić pierwszy krok. A któż zachęci do tego lepiej niż właśnie kot? Odwieczny przewodnik między światami?

To właśnie przydarzyło się głównemu bohaterowi książki. To, czyli Kot. Trzydziestosiedmioletni wykładowca uniwersytecki przekonał się, że gdy kot przekroczy już próg mieszkania, to w nim zostaje. Samuel nie planował mieć takiego towarzysza (kota nie planuje się mieć), ten po prostu zjawił się i zapoczątkował ciąg zdarzeń, które przewróciły nudne i przewidywalne życie głównego bohatera do góry nogami. Po tym, jak trącony zostaje pierwszy klocek domina o kocie dzieje się już niewiele. Mishima szczątkowo przewija się przez akcję, uzupełniając ją wdziękiem i uporem. To on, mruczeniem i rytmiczną pracą łapek, likwiduje złą energię, gdy ta ośmiela się wkroczyć w myśli jego nowego współlokatora. Od tego - jak się okazuje - są bowiem koty.

20 października 2014

Gorączka

Moja metamorfoza - niestety – pełznie wciąż śladem okruszków, niczym poszukiwacz skarbów tropem kosztownych błyskotek. Skręca, kluczy, błądzi z wygłodniałym wzrokiem. Glut na głodzie. I toczy się ta rozciapciana krówka ciągutka, przyjmując wszystko - jakby ubierała swoją lepkość w nowy wymiar – bezwartościowych kłaczków, szkutów i paprochów. Rozrasta się. Nie mieści w sobie. Potrzebuje nowej kwint esencji, bo chce się przebudować. Rozlewa się płytko w barierach, wyznaczonych nową skórą. Chce ukryć się pod maską nowego imienia, w odkrytej nagle nagości, takiej do mięśni, do kości. Wycieka trzęsąc się z zimna. Pożąda być za bardzo. A przecież nie powinna.


19 października 2014

Flaszka na Mazurach /Nibywiersze Byłoniebyło – Krzysztof Daukszewicz/

W supermarketowym koszu rozmaitości wygrzebałam „coś”. Postanowiłam zrobić sobie prezent i nie żałuję. Naprawdę było warto. Weszłam bowiem w posiadanie pięknie wydanego tomiku...hm...przemyśleń. Nie są to oczywiście utwory na miarę Szymborskiej, czy Miłosza (zresztą sam autor do roli poety się nie poczuwa). Trudno te próbki poetyckie czasami nazwać wierszami. Chociaż, kto odważyłby się określać ramy i granicę współczesnej poezji. Wszak wiadomo, że to inny wymiar, inne czucie, inna rzeczywistość. Ni jak nie należy wpasowywać jej w sztywne ramy. Dotykają nas więc: wolne, białe, żarty, piosenki...Jest barwnie, emocjonalnie i poruszająco – na różnych poziomach. I nie wszystkie uniesienia są na szczęście tak serio na serio.

18 października 2014

Kruki na głodzie /Karmiciel kruków – Łukasz Malinowski/ DKK

Do Wikingów się jeszcze nie przekonałam. Podobno serial świetny. Panuje w ogóle moda na  północne krańce Europy, a nie być na bieżąco z mainstream nie wypada. Zawsze znajdą się w nim godne uwago kawałki. Więc, jako, że temat - co by nie mówić – lotny, z ogromnym zapałem przystąpiłam do lektury. Autor- historyk, kruki, surowa Skandynawia, bohater- łotr, fantasy: połączenie elementów obiecujące, nie może być źle. A jednak...Moim zdaniem, to debiut przeciętno-przyzwoity. Aczkolwiek nie oznacza to, że w jakimś stopniu porywający. Takie przyjemne bazgradełko mające dobre momenty. Szkoda, że nie pojawiają się one na początku książki a dopiero pod koniec. O tym jednak za chwilę.

Po pierwszych 50 stronach, stanowczo brzmiący głos w mojej głowie skwitował dotychczasową lekturę: Nie jestem nastoletnim chłopcem. No cóż, zdecydowanie nasze DKK nie stanowi grupy docelowej tej publikacji. Trzeba być jednak ponadto, pomimo różnych potrzeb i gustów, czytać z dystansem i wydać obiektywną opinię – byłyśmy więc dzielne.

15 października 2014

...

Tego klucza nie ma, więc nikt go nie dostanie. Umarł na nieistnienie, wieczność temu. Pokój jego drzwiom.


Źródło: Forma jest więzieniem, ale brak formy nie jest wolnością - strona poświęcona społeczeństwu i kulturze

Źródło: Forma jest więzieniem, ale brak formy nie jest wolnością - strona poświęcona społeczeństwu i kulturze


13 października 2014

KOT to stan umysłu /Kot w stanie czystym – Terry Pratchett/

Koty mają sposoby, by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły. Poruszają się we własnym, osobistym rytmie czasu. Zachowują się tak, jakby ludzki świat był tym, w którym akurat przypadkiem się zatrzymały w drodze do czegoś, być może o wiele ciekawszego.

KOT to kosztowna błysKOTka. Kupujemy mu mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, bo nam ludziom wydaje się, że mu się spodobają, że się ucieszy. Oczami wyobraźni widzimy uszczęśliwioną mordkę. Z jego punktu widzenia to jednak najczęściej niepotrzebne kurzołapy. Nasze nadzieje szybko ulatniają się, wraz z zadartym ogonem. Jego właściciel łaskawie oddala się, by nie dobijać nas swoją obecnością, gdy palimy się ze wstydu, widząc rozczarowanie w jego oczach. Zagłębiając się w koto-tematy,  głównie adoptuję tego typu książki – bibeloty. Nie spełniają one funkcji innej niż rozrywkowa chwilówka. Tak jest i w tym przypadku. Cóż nie jest jednak prawdziwym kociarzem ten, kto śmie się za takiego uważać, a nie czytał Kota w stanie czystym. Nawet jeśli to taka „durnostojka”.

07 października 2014

Lekkość

Myślałam o lekkości. Lekkość: subtelność, delikatność, ale i nikłość, bezkształtność. Bardzo pozytywny wydźwięk pierwszych słów może kolidować nacechowaniem drugich, ale...."Nikłość" i "bezkształtność" w moim świecie nie jest umniejszeniem, nie jest negatywną tożsamością. Raczej odzwierciedla nierzeczywistość i trwającą W TYM impresję. "Trwającą impresję" - tyaaa. Karmię się chyba niebytem, gdy przybywam w tym dziwnym wymiarze. Mogę się przecież przebierać za wiatr...

Zaczynam wracać do siebie. Chociaż głowa odmawia współpracy. Odczuwam niepokojący lęk, przed migreną, która chyba próbuje nadejść. Przynajmniej mnie nie zaskoczy. Więc nie uderzy z całą mocą. Wystarczy jednak trochę by przygwoździć mnie do łóżka, odciąć od świata. Zawsze idzie mi na oczy...boją się wtedy światła...

03 października 2014

Trociny

Udziwniło mi się życie jakoś dziwnie. I nie wiem już gdzie jest góra, gdzie dół. Niby gdzie są granice tak na szerokość. Czy mam głowę na miejscu, czy to ręce i gdzie się podział mój paznokieć? Czy ja może wiszę nad jakąś przepaścią, albo wiszą mną, bo w sumie mnie nie widać. Urojenia mam jakieś. I zgubiłam się dziś na parkingu. Jakby mi ktoś wyciął kilka funkcji odpowiedzialnych za ogarnianie przestrzeni. 

Mój maraton codzienny na razie nie zabił brokułu (ciekawe ile jest w tym chemii), ale masło umarło. To już nie agonia, ale śmierć definitywnie. Odeszło, spełzło, wylało się z siebie. Bardziej bałam się o brokuł, bo po kilku(nastu?) dniach, gdy wreszcie otwarłam lodówkę, mógł mnie zaatakować. Zielone macki, mutacja i te sprawy. Ale nie, nadal zieloniutki. Dziś jako, że nawet jestem o normalnej porze: ugotowałam go, zjadłam. Teraz czekam.... Ale masło mnie zaskoczyło. Naprawdę.

Chyba, że ktoś mi tę starą zgniłą zieleninę podmienił na nową, a masła nie zdążył...? A może jadłam jakieś trociny i nawet o tym nie wiem?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...