31 maja 2014

Klątwa białego królika – ciąg dalszy /Alicja i lustro zombi – Gena Showalter/

Ostrzegam:  wszystko, co zarzucę tej powieści, dla fanów tego gatunku, może okazać się ogromnym plusem. Każdemu według potrzeb.

Tym razem się nie rozczarowałam, ponieważ wiedziałam już, że to nie jest żadna powieść grozy, tylko paranormal romance. Sięgałam po tę pozycję w pełni świadoma tego, co biorę do ręki. Chciałam odmiany, chciałam innej literatury, myślałam, że dam radę. Obiecałam sobie nie zważać na sztampę. Nie przymknęłam jednak na nią oka - bo śmiałam się do łez i chcę się tym śmiechem podzielić z Wami. Poza tym owszem, ten gatunek rządzi się swoimi prawami, nie oznacza to jednak, że można mu wszystko wybaczać. Pewnych kwestii nie mogę przemilczeć.

W recenzji do pierwszej części miałam kilka pytań. W tym tomie uzyskałam na nie odpowiedzi, co mnie usatysfakcjonowało. Może więcej osób miało to same wątpliwości i przekazało je autorce: Czy zombi wypełzają tylko w jednym miejscu? Czy są inne walczące grupy? Otóż okazuje się, że zło w tej formie czai się wszędzie, a przeciwko niemu działa cała sieć „zabójców”. I tak! Poprzednio trafiłam: Kat to Kot, a Cole to Kapelusznik. Rozwijając ten motyw: bliźniaki z powieści Carrolla, to może  nasza główna bohaterka i jej nowa (nie)przyjaciółka? Z klasycznym pierwowzorem wspólna jest jeszcze tylko królicza chmura i tatuaż, nory nadal nie stwierdzono.

27 maja 2014

Weź się popsuj, to wtedy się naprawisz /Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie – Paul Arden/

Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wszelki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym. / G.B. Shaw/

Pierdu pierdu na patyku - coś, jak „dzieło” Pawlikowskiej, czyli czego to się durnym ludziom nie da sprzedać. I na dokładkę znów coś zahaczającego o psychosemantykę: zmień sposób myślenia i komunikowania się z sobą, zamień chciałbym na chcę, a osiągniesz życiowy sukces. Tylko zamiast opasłych przykładów i analiz, mamy grafiki - poradnik wydany został w formie albumu reklamowego (takie jest moje odczucie). W końcu autor jest specjalistą od reklamy i budowania wizerunku. Mam wrażenie, że taka forma podawcza się zdeaktualizowała, dlatego reaguję niechętnie. Być może sześć lat temu byłabym zachwycona trzy-zdaniowymi, fast foodowymi historyjkami? Wątpię, jednak NA PEWNO nie wiem i się nie dowiem.  

Z obrazkami na początku książki i wielką „krzyczącą” czcionką czułam się jak debil werbowany do sekty. Są nawet strzałki w razie, gdybym miała problem z wertowaniem stron w odpowiednim kierunku. Potem kilka historyjek o wychodzeniu poza schemat, czyli odwrotnym myśleniu, które można skwitować znanym cytatem:  Jeśli myślisz, że czegoś nie da się zrobić: przyjdzie ktoś kto o tym nie wie i to zrobi. Skoro już szedł autor na skróty, mógł skrócić tym cytatem po całości.

Gdybym się rozpędziła mogłabym tę książeczkę do godziny ograbić z tekstu i Wam ją przepisać. Tylko, że to nie ma sensu. Większość porad dla osób zaznajomionych z technikami motywacyjnymi jest bardzo dobrze znanych: przeciętność jest chorobą, bo podejmowanie dobrych decyzji – tak jak większość ludzi - prowadzi donikąd; trzeba pielęgnować wewnętrzne dziecko; doświadczenie dodaje świadomość ryzyka do działań i tym je sabotuje; musisz wiedzieć dokąd zmierzasz, bo inaczej wszystko jedno co robisz i tak nie idziesz dokądś; o tym, że każdy widzi inny świat, więc nasz też jest, takim jakim my go widzimy; dobre są tylko zrealizowane pomysły. Żeby nie było wątpliwości: wszystkie te założenia cenię, jednak poszukuję świeżości, a wciąż trafiam na to samo…Może jest tylko ograniczona ilość „trików” i gdy się już je zna to koniec?

Rady są ciekawe i trafne - nawet inspirujące. Podobało mi się to, że autor przypomniał moje ulubione: nie podejmujesz złej decyzji, zawsze podejmujesz tę jedynie słuszną, gdyby inna była słuszna, to być ją podjął; tę o pożyczaniu z dobra ogólnie światowego, czyli kradnij ile wlezie; jeśli na czymś Ci zależy - znajdziesz sposób, czyli kręć się w pobliżu i ciesz się niewiadomą.

Pojawiają się też niestety, w tym króciuteńkim albumie, bzdury na kiju. Niestety jednym z nich jest stwierdzenie: nie idź na studia - studia oznaczają, że nie wiesz, co z sobą zrobić w życiu i stracisz na nie czas. Jeśli pójdziesz do pracy wykorzystasz ten czas lepiej. Pomijając fakt, że takie podejście nie przystaje za bardzo do polskich warunków, to odnoszę wrażenie, że nastąpiła tutaj apoteoza wyścigu szczurów (?!) A miało być motywacyjnie, pochwalnie dla wewnętrznego rytmu. Poza tym już widzę osiemnastolatków targających do roboty bez żadnej wiedzy i robiących oszałamiającą karierę – wszystko trzeba zrównoważyć. Studia są wartościowe, jeśli naprawdę się na nich uczysz. To styl życia i niezapomniana lekcja.

Tutaj każda grafika jest tekstem przekazującym treść i to możnaby od biedy uznać za plus. Dla mnie są jednak zbyt nachalne. Czy to reklama czegoś, jak książka Sekret filmu Sekret i odwrotnie? Jest już film o Cokolwiek pomyślisz, pomyśl odwrotnie? Co mogę jeszcze zarzucić: skoro ktoś zauważa różnicę między chciałbym a chcę, to nie powinien budować komunikatów ze słowem spróbuj. Autor (albo to wina tłumacza?) nadużywa tego tzw. słowa porażki. Jeśli to lapsus językowy, to autor zdradza się w nim tym, że wcale nie wierzy w naszą (czytelnika) możliwość sukcesu…

Pomysł na prezent? No może, gdy się do kogoś nie pała szczególną sympatią, lub pomysł przewrotno – odwrotny dla żartu, lub dodatek do prezentu zamiast kartki (tylko cena tej kartki zawyżona). Moi drodzy 25 zł, za 10 minut czytania rzeczy oczywistych, to zdecydowanie za dużo. Cieszę się, że nie wydałam na to ani grosza.

Czytliwość: 6/6
Wydanie:6/6
Okładka: 6/6
Ogólnie: 1/6

Autor: Paul Arden
Tłumaczenie: Olga Siara
Tytuł: Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie
Tytuł oryginalny: Whatever you think, think the opposite
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2008
Okładka: miękka
Ilość stron: 143
Cena z okładki: 25zł


20 maja 2014

Bard Beedle i wspomnienia /Baśnie barda Beedle'a - J.K. Rowling/

Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie /A. Dumbledore/

Moja babcia Ela była ogromną fanką serii o Harrym Potterze, była pierwszą czytelniczką zakupionych przeze mnie tomów. Nad każdym debatowałyśmy bardzo długo, ostatni napełnił nas smutkiem, bo to już koniec. Po jej śmierci długo nie chciałam sięgać po książki Rowling. Wiele czasu – jak widać – musiało upłynąć zanim wzięłam do ręki „Baśnie barda Beedle’a”. Książka została wydana tak niskim nakładem, że obecnie zakupienie jej graniczy z cudem, zwłaszcza, że niektórzy wyczuli biznes i wygórowali ceny. Na szczęście – dziękuję Ci Haniu – są przyjazne biblioteki, w których zawsze coś na mnie czeka. Pragnę dodać, że baśnie te zostały wydane w szczytnym celu - dochód ze sprzedaży poszedł na cele charytatywne. Tym bardziej Ci, którzy teraz próbują na niej zarobić są godni potępienia.

16 maja 2014

Amway prawdę Ci powie. Głód sukcesu.

Przy okazji zamęczania grupy na zajęciach Sekretem (w ramach ukazania różnicy między myśleniem motywującym a magicznym) wypłynął temat Amwayu. Od pewnego czasu można w Internecie obejrzeć film Witajcie w życiu, który ukazuje działania tej biznesowej sekty trochę „od kuchni”. Dokument ten nakręcony przez Henryka Dederko w 1997 roku, został uznany za zniesławiający i został „ukarany” sądownym zakazem rozpowszechniania. To najsłynniejszy przykład cenzury prewencyjnej w III RP. Amway włożył, jak widać wiele wysiłku w to, by nagranie nie ujrzało światła dziennego. Było to tylko kwestią czasu, by jednak dotarł do mas. Osiemnaście lat apelacji i rozpraw, przyniosło efekt: możemy oglądać! Może młode pokolenie nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego, o co ten cały szum. Jeśli ktoś miał jednak, tak jak ja, „zarażonego” krewnego, z przyjemnością (przerażeniem, rozbawieniem?) zobaczy ten dokument.

Firmę o której mowa, założyli w 1959 roku dwaj Amerykanie holenderskiego pochodzenia. Do Polski ich sposób na biznes wdarł się przebojem około 1993 roku. Nazwa Amway wywodzi się od „american way”, czyli „amerykańskiego sposobu” (robienia ludziom galaretki z mózgu…). Fenomen Amwayu w Polsce (kraju, który swego czasu był najprężniej rozwijającym się rynkiem zbytu i wyznawców) poddano już wielokrotnie dogłębnej analizie. Zajmowali się tym socjologowie, filozofowie, psychologowie itd. Nie będę się więc rozpisywała. W telegraficznym skrócie podzielę się podsumowaniem tych analiz, które znalazłam w reportażu Mariusza Szczygła z 1996 roku o wdzięcznym tytule Zabierz nas do Diamentu.

Kultura Amway zna się na dress codzie i pozawerbalnej mowie gadżetów – notatniki oprawione skórą stają się synonimem sukcesu i znakiem rozpoznawczym ludzi, którzy go odnieśli/odnoszą, zawsze wygarniturowanych, zakrawatowanych... Po odwilży, gdy zburzono szare mury Komuny, upadła także odrapana, toporna, szorstka rzeczywistość przeciętnego Polaka, który do wyboru miał ocet lub ocet. Została zalana zagranicznymi filmami i serialami (jak zwykle wina telewizji). Szczególną rolę przypisuje się osławionej Dynastii (219 odcinków, emisja 1990- 1994, praktycznie 100% oglądalność!!!), która w szczególny sposób miała obudzić świadomość i zmysły ociemniałego narodu. Łatwo się domyśleć, że świat pięknych i bogatych rozbudził pragnienia Polaków, a Amway stał się odpowiedzą na ich nowe potrzeby. Poza tym po latach podejrzliwości, nieufności i donosów Polacy - jak większość żyjących na tej planecie ludzi - chcieli posiadać wspólnotę, przynależeć do plemienia. W tym wypadku plemienia, które gna ośmiopasmową autostradą do sukcesu. Sukces i „możesz mieć więcej” to jedyne wartości i fundamenty, tych którzy do niego należą. Prosty i łatwy, czego chcieć więcej? Według Zygmunta Baumana siła firmy tkwiła również w tym, że wyszli naprzeciw największej potrzebie współczesnego człowieka: czyli potrzebie posiadania potrzeb - teraźniejszy homo sapiens wciąż musi pragnąć i gonić, bez tego wydaje mu się, że jego życie jest niepełne...


Czy Amway jest sektą? Jedni będą uważać, że tak, drudzy, że nie. Opieka psychiczna, spędzanie (jak bydła) w jedno miejsce, jednoczenie w czynie, inicjacja, przynależność (jednak nie dla każdego), setki kaset z przemowami i instruktażami, dzielenie świata na tych: lepszych - oświeconych i tych gorszych - opornych…Dla mnie brzmi jak sekta. Sekta doskonale wykorzystująca wszelkie mechanizmy manipulacji i metody wywierania wpływu społecznego. Czym jest dla Was? Oceńcie sami. Zapraszam do obejrzenia filmu.

[1] Oto pierwszy fragment. Reszta dostępna na you tube.




15 maja 2014

Horror Masakra 3

Ze względu na chroniczny brak czasu delektowałam się „Masakrą” bardzo długo. Czytałam właściwie po jednym opowiadaniu dziennie i moje kubki smakowe ulegały stałemu podrażnieniu (w znaczeniu pozytywnym). Owe dinksy na podniebieniu (także czytelniczym), rozkładały sobie bodźce równomiernie, świadome, że muszą zapamiętać smak przez 24 godziny, oczekując na kolejną dawkę. I chyba w tej formie (eksperyment co prawda wymuszony) czytało mi się lepiej. Teksty rozgaszczały się wygodnie w mojej pamięci na dłużej, swobodnie trącając jakąś strunę. Nie było gonitwy i masówki, łykania jak fast foodu.

Trzeci numer Horror Masakry jest Masakrą ostatnią. Zin przeobrazi się teraz w Kryptę. Byle takie metamorfozy nie odbywały się zbyt często… Magazyn nie zdążył nabrać jeszcze ostatecznej formy, zbliżał się już do odkrycia swojego unikalnego kształtu, a tu „łup” i apokalipsa… Nie wybiegajmy jednak z obawami w przyszłość, skupmy się na dzisiejszym „być”. W ostatnim numerze pojawiło się zdecydowanie mniej błędów (chociaż jeden TAKI mnie załamał, powyżywam się jednak później), a i grafiki bardziej „w kupie” – momentami kleiły się pożądliwie do tekstu, można im to jednak wybaczyć (bo jest się do czego kleić - teksty są soczyste i nęcące). Redaktor znów postanowił się nade mną znęcać nie umieszczając nigdzie numerów stron i spisu treści, zapewnił mi także obrzydliwą rozrywkę, szczodrze dokarmiając nowinkami…

I znów przyczepię się do tego samego: po co na okładce grafika, która jest prawie cała przysłonięta napisami?

OPOWIADANIA

Na „dzień dobry” i na „do widzenia” pojawia się Rafał Sala ze swoim microfiction: „Szszsz” i „Ostatnia wola”. Jedno opowiada o czymś, co chyba każdy chciał w dzieciństwie zrobić (i niech mi nikt nie wmawia, że dzieci to niewinne owieczki i sama słodycz), a drugie przestrzega przed głośnym wypowiadaniem życzeń (w obecności świrów) ponieważ dosłowne odczytanie znaczenia słów bywa miażdżące.

FURA – Mariusz Koziński 4,5/6

Bohaterem opowiadania jest Krystian – złodziej samochodów, któremu udaje się „wpaść” na otwarte ferrari. Dobra, rozumiem, że w Ameryce znaleźć niezamknięte auto, to nic dziwnego, ale w Polsce? Jeśli klamkujesz i okazuje się, że super fura jest otwarta, to spieprzaj w try migi, bo coś tu jest nie tak…(no chyba, że jak mi kiedyś tłumaczono, charakterystyczne auta są zbyt łatwe do namierzenia, dlatego się ich nie kradnie, a ich właściciele mogą sobie pozwolić na pewną swobodę – nie wydaje mi się to jednak do końca bezpieczne). Nasz bohater nie przeanalizował niestety sytuacji w której się znalazł i trafił w …(macki? opony? karoserię?) zła. Ferrari „samo zło”, to diabelskie autko, które go opętuje budząc niezaspokajane pożądanie. Powoduje, że niewyżyty Krystian gotowy jest dokonać najbardziej bestialskich gwałtów. Flaków jest sporo, więc fanom gore się pewnie spodoba.

No i cóż tutaj komentować - duży chłopiec nie zawsze myśli racjonalnie, a dziwne relacje mężczyzn z samochodami nie zaskakują. Nazywają je imionami kobiet, dopieszczają, nieuniknionym jest, by ta relacja przeskoczyła o punkt wyżej - w coś z pogranicza namacalnej, erotycznej fascynacji. Według badań nauromarketingowców kształt (linia?) samochodu pobudza u mężczyzn ośrodek odpowiedzialny za odczuwanie cielesnej rozkoszy. Poza tym duża prędkość i mruczenie silnika – orgazm „gotowy” i ferrari wcale nie musi być nawiedzone, by go wywołać. I w tym spostrzeżeniu otwierają się bramy do piekła. Nie skupiałabym się raczej na relacji Krystiana z samochodem. Ferrari jest tylko narzędziem, formą nie celem. Cel to zaspokajanie pożądania, takiego o które byśmy się nie podejrzewali, ujarzmionego przez upupienie. Wytresowani do społeczeństwa, wbici w normy etyczne zapominamy kim jesteśmy – ono wyzwala z człowieka prawdę o agresywności naszego gatunku. Jaki to przynosi efekt? – przeczytajcie sami.
Językowo całkiem zgrabnie.


A  NIECH CIĘ DRZWI ŚCISNĄ – Karol Mitka 3/6

Sąsiedzkie blokowe bagienko, zatargi i lepsi od lepszych. Jednym słowem rzeczywistość większości z nas. A jak się w to wszystko wpląta jakąś „pożal się boże” niedorobioną magię, to można się liczyć z flakami latającymi w powietrzu…No cóż, z klątwami tak już jest, jak się ma naćpanego specjalistę od voo doo.

Wstęp intrygujący, później tendencja spadkowa, fabuła nie udźwignęła pomysłu. Z dwojga masakrycznego: „Śmieciowisko” o niebo lepsze od tego opowiadania. Czyżby wypalenie w krótszej formie?

OPOWIEŚĆ – Marcin Rojek 5/6

W kontekście tego opowiadania stwierdzenie „zagadać kogoś na śmierć” nabiera nowego znaczenia. Metafizyka w życiu studenta, którego sensem istnienia jest ciągła impreza i konkurs chlania, może powalić. Rojek przypomina nam, że słowa mają moc tworzenia i niszczenia. Mają również moc wypełniania pustki - są fizyczne, są płynne. Czy to dobrze? Oceńcie sami.

Warsztatowo nie ma się do czego przyczepić.

PASIASTE SKRZYDŁA ŚMIERCI – Marcelina Lewandowska 3,5/6

Nigdy nie zrozumiem fascynacji ludzi kolekcjonujących owady. Ćmy i motyle najpiękniejsze są, gdy są wolne - podczas lotu. Jakim trzeba być potworem, by odebrać im ułamki chwil, które nazywamy życiem? To chyba straszniejszy horror, niż największy pokaz okrucieństwa w wykonaniu zombie – bo dokonują go istoty świadome, nie kierując się tylko instynktem. Fascynacja i ciekawość nie dają praw decydowania o czyimś istnieniu. Na szczęście i na tych jest kosa. Śmierć to przewrotne istnienie.

Mimo wszystko polubiłam Cezarego - głównego bohatera opowiadania. Czytelnik wraz z nim goni za marzeniem, stając się świadkiem jego emocji, niepokojów. Wraz z nim obserwuje świat, obiera z otoczenia sugestie pobudzające wyobraźnię.

Fabuła jest bardzo zachęcająca, jako klasyk korzysta ze sprawdzonych motywów, cudownie rozpoczęta i świetnie poprowadzona. Całość napisana poetyckim językiem dopieszcza…ALE: zakończenie pozostawia niesmak, jest chaotyczne i zbyt otwarte, a zarazem dosłowne. Nie udało się. Gdy zaczęłam czytać, byłam gotowa dać 6/6, zakończenie za bardzo mnie jednak rozczarowało.

PODOPIECZNY – Norbert Góra 3/6

Polski horror, a tutaj znów te obce imiona: Jeff, Alex Jones, Miranda Halwood, Rossel. Takie zabiegi naprawdę nie sprawią, że opowiadanie stanie się bardziej światowe.

Opętany podopieczny, zagrożenie, śmierć i złaknione flaków demoniszcze. I to wszystko w rytm jazzu.
Opowiadanie zbudowane dokładnie i konkretnie, pełne ogromnej dbałości o szczegóły umiejscowienia akcji. Mam jednak małe pytanko: Czy człowiek jest w stanie poruszyć pień, który zabija demona? Wiem, że był spróchniały, jednak w głowie mi się to nie mieści.

NAZWIJ TO, JAK CHCESZ – Filip Bobryk 4,5/6

Wypełniona beznadzieją i whisky powieść o kimś kto nazywa się: Ben Proust. Zacznę od pytania: Czy nie można umieścić akcji w Polsce i nadać bohaterom polskich imion? To naprawdę niczego tekstom nie ujmuje…Chyba, że chcemy wejść w płaszczyznę kontekstów i symboli - a, jak dowiedziała się Alicya R. - to nie miało miejsca w tej historii. 

Początek opowiadania niezauważalnie zasysa nas do świata upodlonego człowieka. Rzygając w kiblu najparszywszej z knajp na zapomnianym zadupiu, bohater spotyka dawnego przyjaciela. Ten wyciąga do niego pomocną dłoń i chce obdarować szczęściem. Czy definicją tego szczęścia jest realizacja pragnień? Opowiadanie nie podejmuje próby udzielenia jednoznacznej odpowiedzi na pytanie zadawane od wieków. Bohater owszem otrzymuje odpowiedź, na miarę swoich potrzeb, w pewnym wiktoriańskim domu - podczas burzy (co wydaje się być elementem przekoniecznym dla budowy tła). Całość ciekawa - mimo wyraźnego nagromadzenia chaotycznych wątków – zakończenie historii niestety przeciętnie.

TO ZAWSZE BĘDZIESZ TY – Juliusz Wojciechowicz 5/6

Śmierć przychodzi, gdy się jej nie spodziewamy, przekreśla plany. Autor nie rzuca nas w ramiona ckliwych rozterek i rozmyślań o sensie życia, w obliczu społecznej znieczulicy (przecież nasz ból zawsze pozostanie tylko naszym bólem). Zamiast tego, tworzy fabułę muśniętą namacalnym sentymentem: sterylny, chemiczno-czysty świat, w którym strata przeradza się w obłęd . W historii Wojciechowicza nawet natura współgra z akcją – planowanie na zimno zemsty odbywa się zimą (następuje jakby zamrożenie akcji), płomienne zachodzące krwiste słońce zbiega się z dopełnionym okrucieństwem. Spodziewałam się takiego zakończenia, ale niekoniecznie w takiej formie. Punkty za zaskoczenie.

P.S. Mam wrażenie, że źle coś odczytałam: 90km/h i wrzucanie dopiero 3 biegu?

KRWAWE DZIEWICTWO - Francis Violento 2,5/6

Poza tym, że stylistycznie zgrzyta, to jeszcze mam wątpliwość, co do gatunku: to komedia? Tak, wiem, że namacalnie wystaje tu bizarro w pełnym wzwodzie, wydaje mi się jednak, że autor poszedł nie w tę stronę. Efekt komiczny był zamierzony? Faktycznie fanatyzm przeraża mnie bardziej niż zombiczni najeźdźcy z kosmosu, bo prowadzi do niebezpiecznych dewiacji, ale co za dużo, to i świnia nie zeżre. Dodatkowo końcowe wyjaśnienia są nie na miejscu.

TAJEMNICA – Alicja Borecka, Tomasz Siwiec 5/6

Trochę o tym, że gdy człowiek zaczyna bawić się w Boga i daje sobie prawo do wymierzania sprawiedliwości, zracjonalizuje emocjonalne argumenty i amputuje sumienie. Amen.

Świetny warsztat. Dobre opowiadanie na zakończenie magazynu.

INNE TAKIE

ROSÓŁ Z GAMERY – recenzja filmu autorstwa Karola Mitki

Napiszę tylko tyle: Rany, ja to widziałam! Reszty recenzji nie będę opisywać, bo masło maślane nikomu nie jest potrzebne, a w zinie znalazły się ciekawe teksty o: Contracted, Raid, You’re Next, Pradawnym źle i Czasie Zamykania

ALVETHOR-  M.M. Kałużyńska

Kałużyńska dzieli się z nami swoim „procesem twórczym” – w sumie to za dużo powiedziane (bo raczej się nie wybebesza), ale wiecie o co chodzi. Książka ma być slasherem, czyli gatunkiem ściśle filmowym, pisarka ma nas przekonać, że da radę dokonać trudnego (nie niemożliwego w myśl zasady Jeśli myślisz, że czegoś nie da się zrobić: przyjdzie ktoś kto o tym nie wie i to zrobi). Całość czyta się świetnie, jednak na płaszczyźnie przekonywania coś nie gra. Silne osobowości i ludzie sukcesu nie używają słów „spróbuję” i „postaram się”. Wnioski Kałużyńska sama z tego wyciągnie, bo do tak silnej osobowości te słowa po prostu nie pasują i sama się na tym złapie. Nawet Charles Bukowski ma na nagrobku napis: Don’t try – którego sens jest mniej więc taki: nie próbuj, po prostu działaj albo odpuść sobie.

WYWIADY - Pan Goryl

Wywiad z Rhiannoną Frater mnie zachwycił - do momentu, gdy nie wpadłam na takiego kwiatuszka: „jestem nudną osobom” – no tego nie da się przeoczyć. Pomijając to, ogólnie czytanie rozmowy z pisarką mnie usatysfakcjonowało i chętnie dowiem się jeszcze więcej. Niestety tej przyjemności nie zaznałam w trakcie lektury wywiadu z Grahamem Mastertonem – tekst jest po prostu nijaki.

POEZJA - Łukasz Szczygło

Jeżeli chodzi o poezję rytmiczną, co się nawet rymuje: to Szymborska, Miłosz i Różewicz przewracają się w grobach. Nie drażnijcie ich bo powstaną, znajdą Was i wyszarpią oczy, wyrwą języki i amputują paluszek po paluszku, który to uczynił. A tak serio, poezja to rodzaj literacki, który rządzi się dość surowymi prawami (na szczęście) i naprawdę niewielu może im sprostać. Wiele jeszcze słów upłynie zanim Łukasz Szczygło będzie pisał tak, by do mnie dotrzeć. Ja mam jednak zbyt wygórowane oczekiwania, więc może lepiej nie zwracać na mnie uwagi :-)



***

Trzeci numer „Horror Masakry” daje radę, jest zdecydowanie bogatszy w formie i przez to ciekawszy. Oby tendencja zwyżkowa (wyraźnie wyższy poziom, a co za tym idzie większe oczekiwania) trwała nadal w Krypcie.

10 maja 2014

NLP według Dantego /Jan Raudner - NLP według Dantego/

Jeżeli chcesz panować nad ludzkimi sercami (i swoim), bądź zawsze szczery. Szczery jesteś zaś wtedy i tylko wtedy, gdy mówisz ludziom to i tylko to, czego chcą słuchać.[…] Jednak by tego dokonać, musisz najpierw słuchać i słyszeć, patrzeć i widzieć, odczuwać i współodczuwać . Tylko wtedy masz szansę być szczery.

Dante, autor Boskiej komedii, stał się inspiracją dla nietypowego zrozumienia - niby ogólnie dostępnych a jednak nieoczywistych w pełni - teorii. Dzięki niemu Jan Raudner - jeden z pierwszych zagranicznych trenerów, który rozpropagował w Polsce NLP (honorowy przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia NLP) przy pomocy metodologii wywodzących się z wielu różnych doświadczeń terapeutycznych (tak,  NLP to metodologia nie szarlataństwo, jeśli „używane” jest etycznie), wychwycił dla nas kluczowe aspekty naszego życia i zarysował w czytelny sposób ich wpływ na nasz byt.

Jak to jest, że niektóre wypowiedzi są po prostu niewiarygodne, niektóre zawsze wywołują określoną postawę, emocje? A co za tym idzie, czy można przewidzieć reakcję rozmówcy na nasze słowa? W odpowiedzi na powyższe pytania powstała PSYCHOSEMANTKA. Połączenie nauki o reakcjach na informacje (psycho) i teorii znaków (semantyki).

Jak łatwo się domyśleć psychosemantyka odpowiada na pytania: jak zrozumiana zostanie informacja i jaką wywoła reakcję. Dzięki niej możemy rozwijać swoje umiejętność komunikacyjne. Zanim jednak zabierzemy się za pracę nad konkretnymi słowami takimi jak: ale, jednak, nigdy, zawsze, muszę i całą resztą wymiętolonych już powszechnie na wszystkie sposoby wyrazów, zapoznajmy się z podstawowymi założeniami tej ciekawej nauki.  

Założenia psychosemantyki/NLP:

1.Każdy człowiek ma własną, indywidualną, niepowtarzalną matrycę pojęć – która powstała w wyniku wychowania i życiowych doświadczeń – a zawiera ona definicje pojęć oraz określa wartości i przekonania.  Słowa, jakimi się posługujemy są zawsze metaforami, należy się posługiwać „językiem” zrozumiałym dla każdego – nie ważne jak byłoby to trudne. Moja uwaga: tylko my jesteśmy odpowiedzialni za komunikat jaki wysyłamy, jeśli ktoś go nie zrozumiał, to tylko nasza wina!!


2.  Ludzie rozumieją informację na swój odrębny i specyficzny sposób – ponieważ nie ma na świecie dwojga ludzi z takimi samymi matrycami pojęć, tak jak nie ma dwojga ludzi, którzy przeżyli to samo. Rozumiemy podobnie dane sytuacje, ale nie tak samo! Inaczej opisana a znana skądinąd bariera komunikacyjna RÓŻNICA DOŚWIADCZEŃ.

3. Treści umysłowe i zachowania intencjonalne są rzeczywiste i realne, a nie wymyślone – dla każdego człowieka, to co przeżywa, jest najprawdziwszą prawdą. Nie nam oceniać, czy ktoś przesadza!

4. Ludzie reagują i podejmują decyzje zgodnie ze swoim specyficznym rozumieniem informacji – a nie zgodnie z faktami. Fakty istnieją obiektywnie  i podlegają osobistej interpretacji – zawsze!

Co za tym idzie:
- To wszystko jest imaginacją, to wyobrażenia rzeczywistości.
- A fizyka?
- Fizyka też istnieje tylko w imaginacji. Jest iluzją. Jest statystycznym opisem rzeczywistości a nie rzeczywistością

Wniosek: Ufaj zmysłom, lecz za bardzo im nie wierz….

Podczas lektury trener dopuszcza nas do swojego wnętrza, osobistych doświadczeń, gdzie mamy okazję stać się świadkami jego słownych - i nie tylko - potyczek z MISTRZEM. Jeśli nie pojęliśmy głównej idei NLP w myśl której, ilu ludzi, tyle światów i prawd (patrz pkt 3 i 4), będziemy poddawać te wizje w wątpliwość i negować jako iluzje. Aby pojąć to, co się dzieje trzeba zmienić perspektywę, spojrzeć na rzeczywistość pod innym kątem i dopiero wtedy dokonywać ewentualnych interpretacji.

Autor tej krótkiej i dość osobistej książki, dzieli się z nami także informacjami na temat Współczynnika PIKUSA: odbiór informacji zależny jest od kontekstu i skojarzeń (naszej definicji pojęć), i czasu, który minął od uzyskania tej informacji. Nasz mózg deformuje fakty według własnych upodobań. Tak, te nasze kochane zakładanie z góry…

Zwraca nam również uwagę na to w jaki sposób się uczymy. Nauka polegająca na analizowaniu swoich klęsk (co wydaje się przecież takie naturalne) jest drogą do obniżenia swoich możliwości i wiary w siebie.  Należy więc uczyć się na swoich sukcesach, rozpamiętywać je i analizować. Trochę może się to niektórym kojarzyć z niebezpiecznym myśleniem magicznym, którym próbują zarazić nas Amerykanie, rozsiewając wirusa np. Sekretu. Jeśli jednak z umiarem i dystansem podejść do tematu, ta technika rzeczywiście zmienia na lepsze nasz sposób myślenia o sobie, a stąd bliżej do pożądanych osiągnięć.  Podkreślam jednak: wszystko z czuciem.

Wewnętrzny dialog, który toczymy sami ze sobą jest czymś naturalnym. Siła rażenia i konsekwencje tych rozmów są ogromne. Ważne więc by prowadzić je w sposób mniej agresywny niż dotychczas. Czytając o tym u Raudnera i tak myślami byłam z Rosenbergiem (język szakala i żyrafy, czyli porozumienie bez przemocy) i Thunem (kwadrat, tuba/dzioby i uszy komunikacji)… O empatycznym słuchaniu i komunikowaniu się mieli zdecydowanie więcej do powiedzenia. Na co na pewno warto zwrócić uwagę w omawianym tekście, to wszechobecny konserwatyzm poznawczy, pułapki perfekcjonizmu i mierzenie jakości życia i pracy - poziomem zmęczenia. Uświadomienie sobie, że grzechy te widnieją na naszej codziennej liście „wpadek”, to jedno z tych przykrych olśnień, które w efekcie staje się motywacją do dokonania zmiany.

Raudner zauroczył mnie i zachwycił swoim lekkim, ciepłym językiem, przystępnym i otwartym stylem. Nie jawi mi się jako nawiedzony wyznawca NLP, ani twór tak idealny, że już nie będący człowiekiem. To mężczyzna będący „w drodze”, mający wady, gorsze dni, zdający sobie sprawę z tego, że szczęście to sposób podróżowania a nie cel sam w sobie. Tylko, jak mogłabym „odczytać” go inaczej, skoro główną zasadą panującą w jego komunikacji (do której i czytelnika przekonuje) jest szczerość? Szczerość ta polega na mówieniu innym nie tego co MY uważamy za słuszne (nikt nie chce słuchać naszych osądów i opinii, nie łudźmy się), lecz na mówieniu innym tego, czego chcą słuchać. Nie chodzi tu oczywiście o bezpodstawne komplementowanie, raczej o wyrażanie się w taki sposób by dopasać się do rozmówcy i „chwycić” go za serce. Redefiniowanie pojęcia, jak dla mnie czytelne i trafne. Autor napisał więc to co chciałam przeczytać.

Chciałabym przy okazji tej lektury przypomnieć, że jest różnica między manipulacją (chcemy by ktoś zrobił coś wbrew swej woli, a po naszej myśli), a wpływem (każdy komunikat jest tekstem, który wywiera wpływ). Psychosemantyka nie jest taka zła, jak ją malują. Jest po prostu zwykłym narzędziem, jak nóż - można nim ukroić chleb i zabić. Ważne są cel i intencja osoby, która tych narzędzi używa.

Czytliwość:6/6
Wydanie: 4/6 
Okładka: 2/6 
Ogólnie: 5/6

Autor: Jan Raudner
Tytuł: NLP według Dantego
Wydawnictwo: RAVI
Rok wydania: 2007
Wydanie: I
Okładka: miękka
Ilość stron:193
Cena:25,90

Pamiętaj:

Idź do przodu, nawet jeśli niekiedy trzeba będzie nieco zawrócić.
Nie zważaj na palące pragnienie, nie odpoczywaj po drodze, bo to tanie wymówki.

Jeżeli naprawdę chcesz, możesz dojść sam.

05 maja 2014

Bądź gotów na…WSZYSTKO! /Pewność w niepewności – Susan Jeffers/

Czujesz niepokój? Poczuj ciekawość, skręcającą cię pozytywnie od środka!

Problemem świata jest to, że głupcy mają niewzruszoną pewność, a ludzie inteligentni są pełni wątpliwości/Bernard Russel/

Już w 1951 roku, filozof Alan Watts, zwrócił uwagę na coraz powszechniejsze uczucie niepewności zżerające społeczeństwo. Źródeł tego destrukcyjnego odczucia dopatrywał się w: pogoni cywilizacyjnej (wyścig szczurów), przytłaczającym skomplikowaniu nowych technologii (trudno nadążyć i… nie zepsuć), załamaniu się tradycyjnego rozumienia świata (że białe jest białe itd.), rozmyciu zasad społecznych (czym jest rodzina?). Skoro to wszystko wykańczało ludzi ponad 60 lat temu, to dzisiaj może być tylko gorzej…

Susan Jeffers uważa, że nie jesteśmy wcale na straconej pozycji i spokojnie możemy zeskoczyć z tej „równi pochyłej”. By poradzić sobie z toksyczną, nieustanną POTRZEBĄ posiadania GWARANCJI na życie i chorobliwym lękiem przed podejmowaniem decyzji, trzeba zastosować się do jednej jedynej prostej reguły: Zaakceptować fakt, że nic nie jest pewne i w pełnym czułości skupieniu oswoić własną niepewność. Jeśli tego dokonamy, poczujemy, jak spada nam z pleców, serca (?) ogromny ciężar – worek obaw… Godząc się z tym, że nie ma co się roztrząsać nad jutrem, które może przecież nie nadejść, przestajemy tracić energię na walenie głową w mur. Zaczniemy żyć pełniej, owy mur zwyczajnie omijając szerokim łukiem.

Autorka poradnika, aby zobrazować nam swój punkt widzenia, porównuje życie do pójścia do kina na film, którego zakończenia nie znamy. Fabuła interesuje nas dopóki, dopóty ktoś jej nie zaspojleruje. Według niej to CIEKAWOŚĆ jest podstawą przeżywania życia. Gdy jej nie ma, nasza egzystencja traci smak. Nie chciejmy więc sobie tego smaku odebrać, nie chciejmy znać efektów decyzji, bo skażemy się na jałową wegetację.

Jeffers przykuwa zatem naszą uwagę, wyciągając nas z pełnego zagrożeń „świata nadziei” i otwierając przed nami drzwi do „świata ciekawości”. Czytelnikowi wręcza pęk narzędzi dzięki, którym może tego dokonać sam - budząc w sobie cudotwórcę (czyli guru kreatywności, wskrzeszonego po tym, jak ukatrupiła go logika). To proste ćwiczenia związane z konstruowaniem pozytywnych wypowiedzi, które przecinają zmartwienia i inne okropności, tak jak nożyce umysłu - nici zbędnych myśli. Przyszpila także OCZEKIWANIA – czyli zło kontroli w czystej postaci. Na czytelnych przykładach pokazuje, jak sami sobie robimy z ich pomocą krzywdę, przywiązując się do czegoś, co nie zdążyło jeszcze zaistnieć.

Nauczenie się tego jest trudne, ale wiadomo, to, że coś jest trudne nie oznacza, że jest niemożliwe.

I to tak w skrócie.

Gdybym nie przeczytała już miliarda podobnych książek, ta pewnie by mnie głębiej poruszyła. Metody o które zahacza autorka są już powszechne znane. Dla tych, którzy się z nimi nie zetknęli do tej pory, może być to lektura ciekawa, może nawet odkrywcza. Dla tych którzy znali: powtórka z rozrywki, ewentualnie kolejny argument za tym, by wprowadzić w życie inny sposób myślenia – jeśli do tej pory się nie udało.

Poradnik został napisany przystępnym, lekkim językiem. Autorka dzieli się z czytelnikiem swoimi doświadczeniami, nie wstydzi się, nie koloryzuje. Czytelnie przekazuje własną wizję – nie trzeba też godzinami zastanawiać się „co autor miał na myśli”, gdy zasiadamy do kolejnych ćwiczeń. Teoria przedstawiona na początku książki jest klarowna i ciekawa do pewnego momentu. Szybko przeradza się w zwykłe ogólniki, niepotrzebnie rozciągnięte, okraszone mnóstwem afirmacji (przemyślanych i sensownych, ale bez „wow”). Jak dla mnie zbyt wiele pozytywnego myślenia i „hop” do przodu, a za mało konkretów. W ramach myślenia: Stodoła spłonęła teraz mogę widzieć księżyc  znajduję pozytywy - sporo ciekawych cytatów :-)

Czytliwość:6/6
Wydanie: 5/6 
Okładka: 4/6 
Ogólnie: 3/6

Autor: Susan Jeffers
Tłumaczenie: Marek Czekański
Tytuł: Pewność w niepewności
Tytuł oryginału: Embaracing Uncertainty
Wydawnictwo:
 Świat Książki
Rok wydania: 2004
Wydanie: I
Okładka: twarda
Ilość stron:232
Cena: 34,90




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...