31 grudnia 2014

Jak żyć by nie zwariować i by inni nie zwariowali z nami /Jak wychować dziecko, psa, kota…i faceta - Irena Stanisławska, Dorota Krzywicka i Dorota Sumińska/

W sam raz na podsumowanie minionego i otwarcie nowego roku. Lektura budząca przemyślenia, wymagająca rozsądku, a zarazem jako poradnik podana w lekkiej, przystępnej formie.

Dziennikarka Irena Stanisławska rozmawia ze znanymi z mediów psycholożkami: Dorotą Krzywicką (taką od ludzi) i Dorotą Sumińską (taką od zwierząt). Mamy więc trzy diabelsko inteligentne, nietuzinkowe, bezpośrednie i silne kobiety. Dzielą się z nami swoją wiedzą, doświadczeniem i punktami widzenia, które momentami są zbieżne, a momentami diametralnie się różnią. Jeśli dołożyć do tego jeszcze opinie czwartej osoby, czyli czytelnika, który przecież też ma swoje trzy grosze do dodania, robi się naprawdę ciekawie. Jedno jest pewne - z tak skonstruowanej lektury każdy coś wyniesie i coś zyska.

29 grudnia 2014

Commissario Sigaro - podsumowanie

Niestety, tak jak się spodziewałam projekt Commissario Sigaro, czyli komiks kryminalny utrzymany w stylistyce japońskiej mangi, nie uzyskał wymaganego wsparcia. Nie obarczałabym jednak odpowiedzialnością za niepowodzenie tylko niszy w jakiej utknął polski komiks. Przypuszczam, że błędy w tekście na wspieram.to – co by nie było – reklamującym projekt – skutecznie odstraszały i zniechęciły potencjalnych darczyńców. Zwykła niedbałość? Odnosiłam wrażenie – mam nadzieję, że mylne – jakby pani Dorota nie traktowała wystarczająco poważnie przyszłego czytelnika. Nawet, gdyby dymki po korekcie świeciły przykładem poprawności językowej, niesmak by pozostał…

Całość tekstu o komiksie do przeczytania na Tawerna Kickstarter:


28 grudnia 2014

Nie ma marzeń zbyt wielkich ani marzycieli zbyt małych /Niezwykłe przygody latającej myszy – Torben Kuhlmann/

A ja nadal w około świątecznym, bajkowym nastroju. Popełnię więc jeszcze jeden tekst o książce dla młodszego czytelnika. Bohaterami historii, które towarzyszą nam od dzieciństwa, najczęściej są zwierzęta, które poprzez alegorię przekazują nam wiele życiowych mądrości. Nie bez kozery więc w tytule recenzji umieściłam cytat z Turbo – bajki o najszybszym ślimaczku świata. Jego marzenie się ziściło, wystartował w wielkim wyścigu. Podobnie bohaterowi omawianej książki, nic nie mogło stanąć mu na drodze realizacji marzenia: mysz przeleciała nad Atlantykiem. Gdy tylko ujrzałam na okładce małego gryzonia, uruchomił się w mojej głowie ciąg skojarzeń. Pamiętacie odważną myszkę, czyli Dzielnego Despero Kate DiCamillo? (tak moi drodzy, to była książka – animacja była nią inspirowana), a dzielne myszy z ruchu oporu z Dolota i rozbrajający okrzyk: Sabooootaaaaaaaż!!! -? Przykłady można by mnożyć...Myszka jest symbolem odwagi. Bo nieważne jak mały i wątły jesteś, nieważne jaką rolę społeczną próbuje Ci się wtłoczyć. Możesz być tym kim chcesz i osiągać wszystkie wymarzone cele, zwojować świat albo i więcej. Musisz mieć tylko odwagę by to zrobić, wierzyć w siebie i nie poddawać w się w obliczu porażek, tylko traktować je jak kolejne lekcje. Trzeba przyznać, że morał płynący z bajki jest bardzo inspirujący i motywujący – również dla dorosłego.

27 grudnia 2014

Zabójcze kamcory /Apollo 18 - Gonzalo Lopez -Gallego/ 2011

No cóż, jeśli jeszcze ktoś wierzył, że na Księżycu mieszkają króliki piekące ryżowe ciasteczka (TUTAJ), to nadszedł dla niego czas rozczarowania. Księżyc zamieszkują bowiem mordercze kamulce lub pająko-kamulce. Niektórzy na ekranie widzieli nawet robale, ale ja się jakoś pod tym nie podpisuję...

Film przypadnie do gustu osobom, które uwielbiają tropić i badać wszelkie teorie spiskowe. Rzeczywiste czy też jedynie sfingowane lądowanie na księżycu, to od lat wdzięczny temat. Może tak naprawdę nikt tam nie wylądował, a może wylądowano wcześniej niż się podaje, albo odwiedzano go dużo częściej niż się o tym mówiło opinii publicznej? Srebrny glob od pokoleń budzi emocje i ożywia wyobraźnię. Zaintrygował również i zainspirował twórców filmu Apollo 18. Reżyser Gonzalo Lopez -Gallego, którego znamy z obrazów takich jak: horror Open Grave (2013) i thriller King of the Hill (2007) postanowił zaskoczyć nas produkcją found footage.

26 grudnia 2014

Zombie na Marsie /Ostatnie dni na Marsie - Ruairi Robinson/2013

Nadszedł czas odpowiedzi, wielka zagadka rozwiązana!!! Oto film dla głodnych wiedzy, dla tych wszystkich, których nurtuje pytanie: „skąd się biorą zombie?”. Według tego, co podaje nam ten survival sci-fi/horror, odpowiedź brzmi: Z MARSA. Fabuła filmu, jak się łatwo domyśleć jest sztampowa. Motyw chaotycznej ucieczki przed niepokonywalnym wrogiem jest oklepany. Umiejętnie odgrzany kotlet może być jednak strawą godną grzechu. I trzeba przyznać, że klimat filmu Robinsona, pozbawiony patetycznego sosu,  który rozdmuchuje nieistotne wątki, jest właśnie takim posiłkiem. Nikt tutaj nie próbuje „rozkminiać”: „skąd”, „po co” i „co to” się wzięło ani analizować, badać. Zamiast tego – całkiem słusznie - próbują przed tym "czymś" uciec i przeżyć. Działa najprostsza zasada: zabij (to się niekoniecznie udaje) albo zgiń.

25 grudnia 2014

Wesołych!

Według Jadwigi Wais „martwy punkt”, to stan w którym życie jednostki zostaje zablokowane. Poprzez zbyt jednostronnie oddziałujące mechanizmy zostają zahamowane procesy dochodzenia do pełni, nie dokonuje się proces indywidualizacji, a co się z tym wiąże, ludzie zatracają umiejętność samorealizowania się. Czy nasze społeczeństwo utknęło właśnie w takim „martwym punkcie”? Podążamy ku dezintegracji jak armia bezmyślnych klonów? Konsumpcjonizm nas tresuje. Nadmiar bodźców nas ogłupia - fenomenalnie działający system jest przeciążony… Nawet się już nie miotamy. Pozwalamy sobie zgnić, odziani tylko w łatwo ścieralną pozłotkę. Wydaje nam się, że skoro na drodze ewolucji pomarszczyła nam się elegancko kora, to już nie musimy nic więcej robić.

Pora pójść za przykładem symbolicznych bohaterów, którzy właśnie w takim momencie opuszczają „bezpieczne” schronienie i wyruszają ku „innemu",  szukać ocalenia przed śmiercią za życia. Pozwólmy naszym  duszom odzyskać swój obraz w kulturze. Uwolnijmy je z jałowego stereotypu w którym ugrzęźliśmy. 

Zacznijmy się bronić. 
Wyjścia zza zasłony i wewnętrznej przemiany.Tego Wam i sobie życzę.


23 grudnia 2014

Ile może zdziałać świetna ilustracja? /Labirynt Lukrecji – Agnieszka Chylińska/

Biorąc do ręki Labirynt Lukrecji pierwsze na co zwracamy uwagę, to piękna okładka i niesamowite ilustracje. Ich autor Suren Vardanian wykonał świetną pracę, jego rysunki są pełne magii, niepokoju i tajemnicy. Dzięki nim książka Chylińskiej zyskała mroczniejszą atmosferę i – co tu ukrywać - przykuwa wzrok. Można z ich pomocą pokusić się o opowiedzenie zupełnie innej historii, niż ta opisana słowami. Taki autorski i interpretacyjny dwugłos. Z korzyścią dla ilustratora… Jeśli pogrzebiecie troszkę w Internecie przekonacie się, że pod ręką rysownika z Rzeszowa ożyła już niejedna książka dla dzieci. Suren Vardanian ma ponadto na  swoim koncie kilka wernisaży m.in. Zapach kobiety. Charakterystycznym dla siebie, rozpoznawalnym stylem, buntuje się wobec narzucanym formom, tworząc dość indywidualną fakturę obrazu. Widać to, bardzo wyraźnie, przy okazji Labiryntu Lukrecji.
  

21 grudnia 2014

Nieważne czego nie masz, ważne co zrobisz z tym co masz /Przygody Filonka Bezogonka - Gösta Knutsson/

Święta to taki szczególny czas, gdy pozwalamy obudzić się, uśpionemu w nas wewnętrznemu dziecku. Stajemy się bardziej otwarci na siebie na wzajem, a także stajemy się bardziej wyrozumiali dla nas samych i czuli na własne potrzeby. Nasze znękane codziennością dusze nabierają nowych sił pod wpływem pozytywnie naenergetyzowanej atmosfery. To dla mnie szczególny czas także pod względem czytelniczym. Wewnętrzne dziecko domaga się lektury tylko dla siebie. Chętnie więc sięgam po książki dla dzieci. Tym razem naszła mnie ochota na klasykę. Któż z nas nie pamięta Filonka bez ogonka?

Bohaterem niniejszej bajki jest kotek, któremu szczur odgryzł ogonek, gdy jeszcze był bardzo, bardzo malutki. Oczywiście brak, tak ważnego elementu kociego wyglądu, powoduje, że nasz maluch często pada ofiarą niewybrednych żartów. Bezogonek – chociaż czasem jest mu przykro – niewiele jednak sobie z tego robi. Brak ogonka rekompensują mu z nadwyżką inne, bezcenne cechy: odwaga, ciekawość świata i otwartość na nowe doświadczenia. Dzięki nim znajduje dla siebie prawdziwy dom i kochających go ludzi. Zostaje pupilem Brigitty, która nazywa go Filonkiem. Zyskuje więc, to co najważniejsze. Bo mieć dom to znać swoje miejsce na ziemi - a to daje prawdziwą wolność i siłę. Dlatego pomimo tego, że jak to mały kociak - wpada w liczne tarapaty, to wychodzi z nich obronną łapką. Nawet, gdy pechowo się gubi, wszystko jakoś się układa. Rezolutny maluch, wychodzi cało z opresji, dzięki temu, że nie zraża się przeciwnościami i z łatwością nawiązuje nowe przyjaźnie i znajomości.

19 grudnia 2014

Ile tak naprawdę mam czasu dla moich bliskich? /Życie na drzwiach lodówki - Alice Kuipers/

No właśnie ile MAM czasu dla moich bliskich? A ile CHCĘ go mieć? Wszyscy znamy powiedzenie: Chcieć znaczy móc. Wszelkie deklaracje: bardzo chcę, ale nic w tym kierunku nie robię, świadczą tylko o tym, że nie ma w nas rzeczywistej, prawdziwej, wewnętrznej motywacji do osiągnięcia celu. Oszukujemy tylko samych siebie, zrzucając odpowiedzialność na świat, na tempo życia, na wszechobecny pośpiech, który zabija i spłyca relacje międzyludzkie. Przeszkoda nie powinna być wymówką. Powinna stanowić impuls, który motywuje nas do poszukiwania innej drogi. Bo bariery trzeba po prostu pokonać, obejść. Dlatego nieco sceptycznie przyglądam się interpretacjom tej książki jako opisu wielkiej miłości, której na drodze stanął brak czasu. Wiem, że nie raz dzieje się tak, że rzeczywiście go nie mamy, ale najczęściej jest to kwestia priorytetów. A te zależą już tylko od nas samych. Chcę mieć pracę by zapewnić byt sobie i rodzinie: moją podstawową motywacją jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, a nie relacja z bliskimi. Chociaż może mi się wydawać, że tworzę ją właśnie dając bezpieczeństwo. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Zwłaszcza, gdy próbujemy  spełniać się na 100% w rożnych dziedzinach życia. Paradoks polega na tym, że nie można harmonijnie połączyć dwóch przeciwległych biegunów w jedną, perfekcyjną całość.

18 grudnia 2014

Cosplay. Smocza Zbroja

Kojarzycie Cosplay (ang, „costume playing – przebieranie”)? To kolejny trend, który wyrósł na fali ogromnej popularności, jaką cieszy się w Japonii Manga oraz Anime. Czym jest tak naprawdę Cosplay? Chodzi o przebieranie się za ulubione postacie z filmów, książek, gier, komiksów – wybór źródeł inspiracji jest w zasadzie nieograniczony. W Polsce moda na odtwarzanie postaci kultowych bohaterów co prawda jeszcze raczkuje, jednak cosplayerzy zaczynają tworzyć coraz silniejszą, a zwłaszcza mocno zauważalną subkulturę. Pojawiają się także coraz liczniej na konwentach i festiwalach. Cui bono? – Można by zapytać? Według mnie cosplay przenosi Nas do innego świata, albo jeśli spojrzeć na to inaczej, ten świat przenosi do naszego wymiaru i dzięki niemu nasza szara rzeczywistość staje się po prostu…mniej szara.

Cały tekst o projekcie Smocza Zbroja do przeczytania na Tawerna Kickstarter:






17 grudnia 2014

Ni w ząb, ni w huhu /Siedlisko cieni, czyli The Cradle of Shadows lub Le Berceau des ombres /2013

Czyta człowiek taki opis: „Siedlisko cieni" to francuski horror w reżyserii Jacoba Jerome. W rolach głównych zobaczymy Matthiasa Pohla i Marcosa Adamantiadis. Fabuła i obrazy z tej produkcji są naprawdę przerażające. W sercu opuszczonego bunkra, parapsychologowie odkrywają przedziwny fenomen. Nikt z nich nie spodziewał się, że w takim miejscu mogą natknąć się na mroczne moce. Podejrzewają, że ktoś je obudził, a to spowodowało serię zdarzeń, które mrożą krew w żyłach. To zdecydowanie film dla widzów o mocnych nerwach... i potem oglądając wpada w osłupienie. Twórca tego tekstu ma fantazję, to trzeba przyznać. Mistrzostwo ściemy.

16 grudnia 2014

Komiks. Commissario Sigaro

Komiks, a dokładniej jego tworzenie, w kraju nad Wisłą to ciężki kawałek chleba – najlepszym na to dowodem jest fakt, że najzdolniejsi rysownicy, wzorem Rosińskiego, pracują głównie dla belgijskich czy francuskich wydawnictw. A manga? Niestety to już kompletna nisza. Promuje i sprzedaje się głównie komiksy zagranicznej proweniencji. Zachowujemy się tak, jakbyśmy mówili: Zostawmy Japończykom, to co japońskie, a Polacy niech piszą to co polskie – najlepiej dramaty narodowe z cyklu: bóg, honor i ojczyzna. Nasi rodacy komiks kojarzą, zwłaszcza mangę, z nieskomplikowanymi historyjkami dla dzieci. Zwłaszcza, gdy komiksowi bohaterowie niby są ludźmi, ale tu lisi ogonek, tam świńskie uszka… Dorośli to nie ten target, a jeśli nawet trafią się fani, to grupa ta nie jest liczna. Młode pokolenie na szczęście już pozbawione jest skojarzeń czysto propagandowych a’la Kapitan Żbik czy Stawka większa niż życie. I w nim cała nadzieja, gdyż przede wszystkim ma bez porównania szerszy dostęp do światowych trendów, a i bariera językowa nie jest takim problemem, jak dwadzieścia, trzydzieści lat temu.

Całość tekstu o projekcie komiksu Commissario Sigaro do przeczytania na Tawerna Kickstarter:




15 grudnia 2014

Już nie wiem nawet jak mam kląć.../Dark space, czyli Niebezpieczna przestrzeń - Emmett Callinan/ 2013

A oto powód dla którego broniłam horroru sci-fi Hangar 10, czyli film o enigmatycznym tytule: Dark space. Polski tytuł tego „arcydzieła”, jak to zwykle bywa, jest ambitniejszy od samego filmu, a brzmi: Niebezpieczna przestrzeń. Zresztą nie tylko polski tytuł, nawet teksty na etykietach środków czyszczących są ambitniejsze. Dostarczają też więcej rozrywki i bez cienia wątpliwości zawierają o wiele większą dawkę zdrowego rozsądku.

Prowadzenie pod wpływem alkoholu – nieważne, samochodu czy pojazdu kosmicznego - zawsze skutkuje zgubnymi konsekwencjami. W rezultacie grzebania w oprogramowaniu dochodzi do uszkodzeń i grupka przyjaciół ląduje przymusowo na nieznanej planecie. Twórcy postanowili wprowadzić innowację (SIC!). Klasycznie bowiem w amerykańskich produkcjach „młodzieżowych”, grupa bohaterów prawie zawsze jest liczbą nieparzystą. Tym razem, nie dość, że mamy sześć sztuk (jeśli ktoś ma problemy z matmą, to to jest liczba parzysta), to jeszcze na trzech chłopaków przypadają trzy dziewczyny – istne szaleństwo. Reszta jest już bardziej standardowa. To samo co w setkach innych amerykańskich filmów, czyli: studenci wybierają się na ferie wiosenne (wstaw COKOLWIEK) i natrafiają na (wstaw  COKOLWIEK). Ekipa ta składa się z: blond-dred dziwaczki, cycatej puszczalskiej, geniusza-astmatyka-prawiczeka, macho-imprezowicza, Tego Spoko Gościa i laski ze zbyt wysokim poziomem testosteronu. Krótko, sztampowo i powierzchownie. Rozbudowanej psychologii postaci w tej kosmicznej przygodówce nie ma. Zresztą, gdyby była, byłabym tym faktem niezmiernie zdziwiona – nie ta konwencja, nie ten gatunek.

13 grudnia 2014

Pisać każdy może…./Zezia i Giler – Agnieszka Chylińska/

Pisać każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi,
ooo

Wiecie, jak to jest, gdy jakaś piosenka wbije się w głowę. Nuci się ją potem cały dzień. Temat w związku z którym, ta konkretna piosenka opanowała moje myśli, nie jest niestety zabawny. Współcześnie każdy może napisać i wydać książkę, chociażby w ramach self-publishingu w Internecie. Celebryci mają nawet łatwiej, bo żadne wydawnictwo pozostające przy zdrowych zmysłach nie odmówi im wydania książki. I to w wersji papierowej. Nazwisko sprzeda książkę jakiejkolwiek jakości by ona nie była. Bardzo sceptycznie podchodzę więc do tego typu "wesołej twórczości". I najwyraźniej jest to słuszne podejście, bo po lekturze Zezi i Gilera Agnieszki Chylińskiej – jestem zdecydowanie na NIE. Pewnie inaczej spojrzałabym na ten debiut, gdyby nie te wszystkie "achy" i "ochy" wokoło. Panią Agnieszkę szanuję, ale nie trafi ona na listę czytanych przeze mnie autorów. Sorry. Z książek dla dzieci zdecydowanie wolę te Gaimana i literaturę koreańską.

10 grudnia 2014

Zima

Mój ogród ma ten nieuchwytny urok, tę pustkę w sobie - zatrzymanego czasu. Zeschnięte kwiaty i trawy trzeszczą cichutko pod stopami. Pozornie martwe - utulone kołysanką z mgły, czekają na wiosenne przebudzenie. Czekają by wyśpiewać je do życia. Chcę im więc nucić, zedrzeć z nich wolę lodu. Słowa więzną jednak w gardle, skute mroźnym oddechem. I tylko chłód większy wokoło, dotkliwszy. No tak, przecież to ja się dzieję. Zimą jestem, przecież że zimą. Zapomniałam...Wiosną już nigdy nie będę. 



09 grudnia 2014

Jeśli się nie zmieniasz to giniesz! /Kto zabrał mój ser? - Spencer Johnson/

Proste prawdy mają to do siebie, że bardzo trudno się je odkrywa. W tym tkwi źródło sukcesu osób, pokroju Johnsona. Nad wyraz wyostrzona intuicja pozwala im wyczuć odpowiedni moment i przekazać te "prawdy objawione" szerszemu odbiorcy. Na tym mechanizmie budują swoją karierę, sławę i przy okazji niebagatelną fortunę. Czy kogoś więc jeszcze dziwi fakt, że spora część książki Johnsona stanowi swoistą reklamę zarówno jego osiągnięć jak i wcześniejszych publikacji? Pieniądz rodzi pieniądz. Kupiliśmy, przeczytaliśmy. Działa? Działa. Pamiętajcie: "Jeśli ktoś kwestionuje szkolenie, szkoli się tylko w kwestionowaniu". Tak więc my przyozdabiamy kolejną pozycją półkę na książki, a autor zdobywa kolejne zera na koncie.

W formie alegorycznej opowiastki autor przekazuje nam uniwersalne prawdy o życiu, zmianach i sposobach reagowania na nie. Czterech bohaterów (dwie myszy i dwóch ludzi), reprezentuje różne aspekty osobowości każdego z nas. Ich działania i cała egzystencja opiera na poszukiwaniu i posiadaniu SERA. SER jest właśnie tym, czego pragną, co daje im szczęście i poczucie spełnienia. Każdy ma oczywiście  inne podejście do SERA i reaguje zupełnie inaczej, gdy ten nagle znika z pola widzenia.

07 grudnia 2014

Nad grobem /Open Grave - Gonzalo López-Gallego/ 2013

Dlaczego warto zobaczyć ten horror? Chociażby dlatego, że napisanie jego recenzji, tak by nie zawierała spojlera, to nie lada wyzwanie. Ja się już nawet nie gryzę w język, tylko walę młotkiem po palcach. Musiałabym być potworną egoistką, by zepsuć innym przyjemność oglądania. Dlatego nie użyję słów na litery: „x” i „y”, które zdradziłyby, w którą stronę zmierza akcja...

05 grudnia 2014

Życie jest zbyt krótkie by jeść stare banany /Koty i córki…- Helen Brown/

Jeżeli jesteś tego wart, kot będzie twoim przyjacielem. Lecz nigdy niewolnikiem.
/Theophile Gautier/

W przypadku pamiętnika -„część druga, czyli ciąg dalszy nastąpił” -, o obyczajowym zabarwieniu, na nic specjalnego nie liczyłam. Spodziewałam się raczej zapożyczeń, słabego warsztatu literackiego, wtórności. Kontynuacje mają bowiem w zwyczaju taplać się w retrospekcji oraz szperać w poprzednich częściach. Ukazują również tych samych bohaterów, co gorsza, często z tej samej perspektywy. W efekcie mamy wrażenie, że czytamy tę samą książkę, co poprzednio. Jeśli dojdzie do tego jeszcze czkawka, czy syndrom – zwał jak zwał – tomu drugiego, gdzie autor ewidentnie się wypala i powiela całe partie tekstu, nie zostaje nic innego, niż pójść na spacer, by odetchnąć od lektury. Muszę więc przyznać, że książka mile mnie zaskoczyła. Powieść tę czyta się lepiej od poprzedniczki – jest oryginalniejsza, zabawniejsza. Pomimo faktu, że znów mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, w wykonaniu tej samej Helen Brown, to  tak naprawdę na kartach książki spotykamy zupełnie inną osobę. I wiecie co? Tę wersję Helen lubię bardziej.

03 grudnia 2014

The weak are meat the strong do eat /Animal (Monstrum) – Brett Simmons/2014

Tak, w tytule recenzji Nietzsche. Biorąc pod uwagę jakość filmu, to bez mała świętokradztwo, ale ten  konkretny cytat wbił mi się w głowę podczas oglądania i pozostał do końca seansu.. Akcja bowiem zmęczyła mnie do tego stopnia, że obolały umysł wciąż dryfował tu i ówdzie…

Grupa przyjaciół wybiera się na wycieczkę do lasu. Sielsko-anielsko: widoczki, natura, buz- buzi. Zabawiają w nim zbyt długo i  w efekcie podejmują karkołomną próbę powrotu w nocy. Motywacja ich działań od początku jest niejasna, ale chodzi przecież o to by spotkali drapieżnika, więc się nie czepiajmy. Zaatakowani przez tytułowe monstrum chowają się w opuszczonym domu, gdzie zdążyła się już ukryć się i zabarykadować  inna grupa wycieczkowiczów. I, jak to zazwyczaj bywa w takiego typu produkcjach, wszyscy nieudolnie próbują przeżyć. Nie mam nic przeciwko schematom, jeśli wypełnia się je jakąś ciekawą treścią. Nic takiego tym razem nie miało jednak miejsca.

01 grudnia 2014

Horror na który naprawdę szkoda czasu /The Appearing - Daric Gates/ 2014

Jeśli ktoś chce zadać sobie pokutę w ramach oczyszczenia adwentowego, może rzucić okiem na tego gniota. Najlepiej jednym, bo obu to szkoda. Na dogłębną kontemplację tego obrazu NAPRAWDĘ SZKODA czasu.

Po tragicznej śmierci córki, małżeństwo Brodych przeprowadza się do małego miasteczka. Tam Michael – policjant, podejmuje współpracę z miejscowym szeryfem i wspólnie z nim próbuje rozwikłać sprawę zaginięcia nastolatki, która przepadła w okolicach cieszącego się złą sławą „nawiedzonego domu”. W tym czasie jego żonę – Rachel – nękają na przemian: otwierające się drzwi, spadające talerze i duch dziewczynki biegającej po lesie. Ludzie po przejściach, okolica skrywająca tajemnice i demon. Mieszanka wydawałoby się znakomita: elementy w sam raz składające się na klasyczny horror. Jak się okazuje nie ma rzeczy, których przy całkowitym braku kompetencji nie dałoby się totalnie zepsuć.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...