28 lutego 2015

Lutowe czytadła i filmidła. Podsumowanie

W tym miesiącu wzięłam się głównie za Małe Koszmarki, czyli skupiłam uwagę na lekturach dla młodszego czytelnika. Chętnie zatopiłam się w historiach z dzieciństwa. Odkryłam na nowo baśń o Królu Kruków i opowiastkę o Czarnej Kurze. Ciekawym doświadczeniem – kolejny powrót do przeszłości - było zapoznanie się z książką córki Małgorzaty Musierowicz. Spotkałam się także z pewnym małym misiem, przemęczyłam (!) historię o morderczej kiełbasie, a moje serce zawojowały pewne trzy niepokorne pingwiny. Wybrałam się również z Anną Kańtoch na wyprawę do jej fantastycznego świata pełnego aniołów i przeszłam przyśpieszony kurs zrzędzenia z Grumpy Catem. Przy okazji powieści, o bardzo bluźnierczym tytule, w odczuciu każdego kociarza, zajrzałam w głąb siebie. Luty, mimo typowo zimowej aury za oknem, która wreszcie zmusiła mnie do zmiany opon (lepiej późno niż wcale), okazał się być czytelniczo barwnym miesiącem. Oprócz książki z kiełbasianą wysypką w tle, spokojnie mogę polecić każdy tytuł.

26 lutego 2015

Pod Paryżem jest Piekło /Jako w piekle, tak i na ziemi – John Erick Dowdle/ 2014

Zazwyczaj archeolodzy poszukują Świętego Graala. Tym razem za cel wzięto Kamień Filozoficzny. I ani w Piekle ani na Ziemi film o poszukiwaniach tego artefaktu, nie zrobi dobrego wrażenia. To kolejna produkcja, która zrodziła się ze świetnego pomysłu, a poległa na marnym wykonaniu. Nie pomogło jej gorzej niż przeciętne aktorstwo, fabularna miałkość i brak klimatu grozy (SIC!). Z tego horroru wyszła bardziej przygodówka. O tym, że film należy jednak do dreszczowców, przypominają nam jedynie ostatnie minuty, kiedy to widz jest już po prostu zmęczony oglądaniem, i i tak nic go nie reanimuje.

Witamy w stolicy kraju słynącego z bagietek, sera i perfum. Nie dane nam będzie jednak pogodne zwiedzanie Pól Elizejskich i leniwe  popołudnie w kawiarence, przy piosenkach Edith Piaf. Owszem poznamy Paryż, ale niejako od spodu. Zanurzymy się w labiryncie katakumb ciągnących się pod miastem, gdzie nikt nie serwuje kasztanów. Brnąc w mroku podziemi  dotrzemy do samego Piekła - także tego w naszych głowach. I mimo tak ciekawie zapowiadającej się scenerii, nie udało się ekipie filmowej wydobyć kontrastu: między sielankowym, artystycznym obliczem miasta miłości, a epatujących brudem i śmiercią podziemi. Nie pomogło nawet to, że część scen naprawdę była kręcona w katakumbach. Nie czujemy zderzenia, rozdarcia, nie zatapiamy się w coraz większym lęku, podążając z bohaterami do wnętrza ziemi. Właściwie, to nie odczuwamy za wiele czegokolwiek. Głównie podążamy za Scarlett, młodą panią archeolog (kryptolożka i chemiczka przy okazji), która uwielbia pchać się wszędzie tam, gdzie czekają na nią kłopoty i łamać przy okazji wszelkie zasady. Owa pani to połączenie Indiany Jonesa i Lary Croft – nie cofnie się przed niczym, by tylko znaleźć „skarb”. Posiada ogromną wiedzę, włada biegle kilkoma językami. Oprócz tego posiada także umiejętność rozdawania zabójczych - dla wszelkiej maści demonów - ciosów karate oraz bezrefleksyjnego pakowania siebie i swoich towarzyszy w niebezpieczeństwa. Dlatego też, gdy wpada na trop Kamienia Filozoficznego prze przed siebie jak taran, nie bacząc na konsekwencje. W początkowych partiach filmu, wszystko przypomina klasyczne rozwiązywanie zagadek z przeszłości (odczytywanie tajemniczych inskrypcji, szukanie drogi w labiryncie, pułapki a la „wyjmij właściwy kamień, bo się zawalę”), z czasem jednak robi się coraz mniej zrozumiale. Jedyne pocieszenie dla wymęczonego widza to fakt, że to się kiedyś skończy.

25 lutego 2015

Dokumentalne fałszerstwo – czy aby na pewno? / The Atticus Institute – Chris Sparling/2015

Chris Sparling i Pogrzebany (2010), do którego pisał scenariusz, zrobił na mnie piorunujące wrażenie, podobnie paraliżująco zadziałał Bankomat (2012). Wiele więc spodziewałam się po  The Atticus Institute. Rozsiadłam się i czekałam. Minęła minuta i dwadzieścia pięć sekund. Pewne sprawy są ze sobą nierozerwalnie połączone, jak Flip i Flap. Jeżeli słyszymy, że ktoś wrzeszczy i w kierunku tej osoby maszeruje ksiądz w masce przeciwgazowej, to będzie to film o opętaniu. Nie może być inaczej. Więc zostało mi tylko czekać, co reżyser z tym fantem zrobił. Czy jego historia znudzi, rozczaruje, czy się obroni? I czy znów nas czeka ta lewitacja, zielone wymioty i łamanie się nawiedzonego w pół? Na początku ciśnienie tak mi opadło, że marzyłam tylko o tym, by zrobić sobie kawę – to była reakcja na mrożące krew w żyłach zbliżenia jarzeniówek, pajęczyn w oknach i nudne reportaże. Im dłużej jednak oglądałam, tym mniej chciało mi się kawy i mocniej wsiąkałam w obraz.

24 lutego 2015

"Hipoteza" - Benjamin Muszyński, czyli postapokalipsa po polsku!

Kolejny projekt wygrzebany na wspieram.to. Tym razem na tapetę wzięłam powieść postapokaliptyczną, której akcja rozgrywa się – UWAGA - w Polsce, a jej tytuł brzmi Hipoteza.

Posapokalipsa po polsku – spore wyzwanie. Nic na razie nie zdołało przebić się do świadomości Polaków tak bardzo jak Seksmisja. To nasze sztandarowe posapokaliptyczne dzieło, funkcjonujące nieprzerwanie w świadomości narodowej. Każdy o niej słyszał. Problem w tym, że to film. Nie wymagajmy jednak od Polaków, którzy dyndają niechlubnie na końcówkach rankingów dotyczących czytelnictwa, o inne skojarzenia. Mnie osobiście motyw świata po katastrofie, najbardziej kojarzy się z baśniową powieścią Śmierciowisko (TUTAJ) Anny Głomb. Nie można nie wspomnieć jednak o opowiadaniach Ziemińskiego Ludowa opowieść i Autobahn nach Poznań, nowelce Marka Baranieckiego Głowa Kasandry oraz Numerze Marcina Wolskiego. Czy oprócz zainteresowanych tematem, ktoś o tych pozycjach słyszał? Najwyższa pora to zmienić. 

Kto podjął się tej próby i w jaki sposób, dowiecie z artykułu zamieszczonego na Portalu Tawerna Kickstarter:


23 lutego 2015

Konkurs. Wietrzenie półek, czyli przedwiosenna rozdawajka

Jeszcze jej nie widać, ale już ją czuć. Psotnica łaskocze gdzieś od środka, każąc zapomnieć o lukrowanych piernikach i gryzących czapkach. Kusi dniem, który coraz śmielej wychyla się z cienia nocy. Nadchodzi. Pora więc otrząsnąć się z resztek snu i przewietrzyć - w moim wypadku głównie półki z książkami - bo ciuchów, to jak na lekarstwo, swobodnie mogą się gonić w szafie. Ale te książki...

Pierwsza książka, która wyrywa się i chce, by ktoś ją znów przeczytał, bo po co ma stać tak bezczynnie, to Tainaron Leeny Krohn. Recenzję książki mieliście już okazję u mnie przeczytać (TUTAJ). Mam nadzieję, że twórczość fińskiej pisarki Was zaciekawi.

Aby ją dostać wystarczy, że polubicie fanpage Alicya wKrainie Słów i pod postem konkursowym, który wedle uznania możecie udostępniać dalej, napiszecie jedno (JEDNO!!!) słowo, które przychodzi Wam do głowy na widok okładki. Taka gra w pierwsze skojarzenie. Następnie my wylosujemy szczęśliwca, do którego poleci książka. Konkursowa rozdawajka zaczyna się dziś (23.02.2015), a kończy we wtorek (24.02.2015) o północy. Wyniki w środę. Powodzenia!!




22 lutego 2015

Wakacje z aniołami /Tajemnica Diabelskiego Kręgu - Anna Kańtoch/ Cykl "Małe potworki" #3 DKK

Okiem na Horror opublikował w cyklu MAŁE POTWORKI, kolejny nasz tekst. Tym razem jest to recenzja książki Anny Kańtoch Tajemnica Diabelskiego Kręgu. Zapraszamy do lektury!

Fragment tekstu: 


Witamy w rzeczywistości, w której to na powojenną Polską spada nietypowy „deszcz”. Narodowi wszak Wybranemu, anioły runęły tłumnie do stóp, prościutko - jak się łatwo domyśleć - z nieba. Po chwilowym wzroście pobożności wśród Polaków, co można by już uznać za naszą cechę narodową, następuje okres prześladowania i eliminowania tych zdradzieckich i skrzydlatych agentów Watykanu. Anioły muszą się ukrywać, na szczęście jest jeszcze wielu ludzi, którzy chętnie przychodzą im z pomocą, narażając siebie i swoje rodziny. Nina, przez jednego z ukrywających się, zostaje zaproszona na wakacje w tajemniczym klasztorze w Markotach, gdzie według zapewnień ma się po prostu dobrze bawić. Pobożna i wymagająca matka, której Nina nie chce zawieść, nie interesuje się zdaniem dziewczynki, która czuje, że coś w tym wszystkim jest nie tak. Trzynastolatka wyrusza więc w podróż pełną niebezpieczeństw, wszelkie trudy podróży to jednak tylko przedsmak tego, co czeka na nią w Markotach. Dlatego, gdy wreszcie dociera na miejsce, nie może po prostu odetchnąć z ulgą. Okazuje się, że nie tylko ona ma spędzić tutaj wakacje, a towarzystwo z którym ma przebywać jest dosyć różnorodne. Dodatkową atrakcję ma stanowić fakt, że w grupie, którą stanowi zbieranina różnych charakterów i doświadczeń (chociaż czasami przedstawionych dosyć stereotypowo) podobno znajduje się Wybraniec. To on ma pokonać Zło i uratować anioły. Wepchnięci w wir przygody małoletni bohaterowie, pakują się w coraz dziwniejsze kłopoty, a ich początkowo wydające się beztroskie perypetie, z czasem ujawniają swoją mroczną stronę. To nie jest dziecięca zabawa w Wybrańca, zagrożenie jest całkiem realne, wystarczy bowiem chwila nieuwagi i...

Całość do przeczytania TUTAJ


Czytliwość:6/6
Okładka: 6/6
Wydanie: 5/6
Ogólnie: 5/6

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: Tajemnica Diabelskiego Kręgu
Ilustracje: Dominik Broniek
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2013
Wydanie: I
Okładka: miękka
Ilość stron: 510
Cena z okładki: 39,90 zł






Skrawki – album fotograficzny o najstarszym pokoleniu kibiców Toru Wyścigów Konnych Służewiec

Crowdfunding czasami mnie bardzo zaskakuje. Tym razem udało mi się wygrzebać prawdziwą perełkę. Projekt oryginalny i wysmakowany.

O jakim dokładnie projekcie mowa i dlaczego warto się nim zainteresować, dowiecie się na Tawernie Kickstarter, gdzie pojawił się mój artykuł na jego temat.

A oto fragment tekstu: 

"Zdarzają się projekty na które reaguję bardzo emocjonalnie. I wtedy w kącie ląduje wszelka racjonalna argumentacja. Gdyby ktoś zapytał dlaczego warto wspierać akurat ten, najchętniej odpowiedziałabym po prostu: bo tak czuję! A tak całkiem poważnie macie szansę uczestniczyć w powstaniu czegoś naprawdę pięknego, poniekąd lirycznego, zatopić się we fragmencie żywej historii. Stać się świadkami czegoś co odchodzi bezpowrotnie, a warte jest uwiecznienia."

Całość tekstu do przeczytania na Tawerna Kickstarter:




20 lutego 2015

Wymiarem spełnienia jest... /Nie lubię kotów - Anna Zyskowska – Ignaciak/

To bardzo smutna historia. Trzeba mieć wiele odwagi, żeby opowiadać takie historie. Tego nikt nie lubi robić. Zawsze łatwiej jest powiedzieć, że cud zdarza się tylko raz, niż że nie zdarza się nigdy. /Agnieszka Osiecka/

Jak smutek, to tak bezbrzeżny, że tylko się powiesić, jak gniew, to ogłuszający wrzask, jak żal, to taki, że zgniecie i przydusi. Gdzie się podziały książki, w których słowa obdarzone były mocą wywoływania skrajnych emocji? Gdzie pisarze bezwzględni na tyle, by dokonywać na czytelniku wiwisekcji? Bez pardonu wpychający mu łapska w wypielęgnowane bebechy, w poszukiwaniu resztek zagubionego człowieczeństwa? Kolejni autorzy próbują zmierzyć się z pustką wyzierającą ze współczesnego człowieka, rozłożyć ją na atomy i znaleźć w niej, chociażby odrobinę sensu. Większości brakuje brutalności, w której manifestowałby się ów ludzki upadek, zapomnienie...Trafiają się jednak i tacy, którzy podejmują z czytelnikiem grę, grę wyświechtanym banałem, pozorną łagodnością, która staje się najboleśniejszym z wymierzonych policzków. Do takich pisarek należy Anna Zyskowska – Ignaciak, która punktuje codzienność warszawskiej elity. Na ich przykładzie pokazuje dokąd my - przesycone chceniem skorupy – zmierzamy. Bo nie ważne czy zarabiamy 15 000 zł czy 1500 zł miesięcznie, chorujemy na to samo, wyznajemy tego samego bożka niepohamowanej konsumpcji.

18 lutego 2015

Ku przestrodze /Czarna kura czyli mieszkańcy Podziemnego Królestwa -Antoni Pogorielski/

Alosza, dziesięcioletni chłopiec mieszkający w internacie, to pilny uczeń o dobrym sercu. Pewnego dnia ratuje on z rąk kucharki swoją ulubioną kurę Czarnuszkę. Ta z wdzięczności zabiera go do swojego świata, by za dobry czyn mógł wybrać sobie nagrodę. Chłopiec nie okazuje się jednak powiernikiem godnym tajemnic Podziemnego Królestwa, co sprawia, że napyta kłopotów sobie i jego mieszkańcom.

Ostatnio ewidentną frajdę sprawia mi buszowanie w przeszłości: co rusz odkurzam lektury z dzieciństwa. Tym razem postanowiłam przypomnieć sobie bajkę o pewnej magicznej kurze, czubatce. Pamiętam, że nie mogłam oderwać wzroku od ilustracji, które wydawały mi się wtedy okropne. Wracając do książki po latach zrozumiałam, co mnie poruszało. Wykonanie, wraz z reprodukcjami oryginalnych litografii, nie pozostawia nic do życzenia, są dopracowane w każdym szczególe, utrzymane w przytłumionych stonowanych barwach. To głównie ich przekaz wywierał na mnie negatywne wrażenie. Przedstawiają bowiem dziesięcioletniego bohatera biorącego udział w polowaniu w Podziemnym Królestwie, gdzie nabija na lance bezbronne szczury. Nigdy nie akceptowałam tego zwyczaju, nie rozumiałam idei, które przyświecały polującym. Wiem, że to elementu tradycji, charakterystyczny też dla epoki w której rozgrywa się akcja, ale to nie było dla mnie. Gdyby szczury stanowiły zagrożenie, były złe i toczyła się akurat jakaś podziemna wojna – reagowałabym zapewne inaczej. Jako dziecko przeżywałam też scenę chłosty Aloszy – gdy nauczyciel leje go po gołym tyłku przy całej klasie (tak na marginesie, gdzieżby to współcześnie przeszło w książce dla dzieci). Pozytywnie za to reagowałam na ilustracje: z dwoma nieżywymi (?) staruszkami, strażniczkami, i walki kury z rycerzami - miały bowiem w sobie ten elektryzujący mrok i grozę niewiadomego. Przypuszczam, że książka mocno wryła mi się w pamięć, dlatego, że gryzła mi się w niej uderzająca dosłowność realnego przekazu z zawartą w niej warstwą fantastyczną. Dla młodego czytelnika ten dysonans musiał być mocno odczuwalny, bo książkę czyta się współcześnie w dwóch kontekstach. Zapewne inaczej reagował na nią jej główny odbiorca - dziesięcioletni Alosza Tołstoj, kuzyn Antoniego Pogorielskiego (1787-1836), dla którego owa opowiastka powstała – gdyż mógł się on skupić tylko na jej symbolicznej i magicznej warstwie.

16 lutego 2015

Dracula obraca się w grobie / Dracula: historia nieznana, Dracula untold – Gary Shore/ 2014

Słowem wstępu: dlaczego trudno przełknąć mi uszlachetnienie Vlada?

Imię „Dracul” może wywodzić się z dwóch źródeł. Według jednego imię te wiąże się z Diabłem (drac po rumuńsku oznacza diabła), druga interpretacja kojarzy go ze Smokiem (drago). Według źródeł historycznych Wład II Dracul, słynący  z okrutnego traktowania swoich podwładnych, należał także do Zakonu Smoka – więc właściwie i jedno i drugie znaczenie miałoby rację bytu. Jego syn - świadek brutalnego mordu na ojcu i rodzinie – stał się godnym następcą ojca. Mowa o nikim innym, tylko o słynnym Władzie Tepešu Draculi. Słowo „Tepeš” oznacza „Palownik”, co było aluzją do preferowanych przez niego metod wykańczania wrogów. Przydomku Dracula dorobił się już pośmiertnie. Oprócz palowania słynął z tego,że przybijał matkom do ich piersi niemowlęta, gotował swoje ofiary żywcem, (ewentualnie - również żywcem - nabijał na rożen) i kazał później zjadać swoim poddanym. Oczywiście pił również ludzką krew, co stało się jedną z przyczyn utożsamiania go z wampirem. A stąd już tylko krok do tego, by zrodziła się legenda: przetworzona literacko i filmowo.

Pierwszy film o Draculi pt. Krew Draculi nakręcili Węgrzy w 1921 roku, od tamtej pory powstało mnóstwo filmów opartych na książce Brama Stokera. Warto wspomnieć o klasykach: Nosferatu (1922) Murnaua i Dracula (1931) Browninga, oraz młodszych produkcjach, jak np. Dracula według Brama Stokera (1992) Coppoli.  Potwór w ludzkiej skórze stał się ikoną kina grozy, bezlitośnie wysysał życie z widzów każdej kolejnej dekady, pozostawiając za sobą krwawe ślady kolejnych ofiar. Nie ma jednak żadnej świętości, każdą ikonę można przekuć w banał. Tego - pewnie niechcący - dokonali twórcy filmu Dracula: historia nieznana (Dracula untold). Były widać powody, dla których historia ta miała pozostać nieopowiedzianą nigdy tajemnicą…

15 lutego 2015

Jak trwoga to do Boga i kij w oko wolnej woli /Potępieni, The Remaining - Casey La Scala/ 2014


Nadciąga apokalipsa. Bóg ma już dosyć ludzi i postanawia zrobić porządek: dobrych bierze do siebie, złych zostawia na pożarcie Piekłu – stosuje więc standardowe biblijne rozwiązania. Postanawia dokonać ostatecznego, akurat w momencie, gdy grupka przyjaciół dobrze bawi się na weselu. Tak wystrzałowej imprezy się raczej nie spodziewali… Wraz ze złowieszczym dźwiękiem pierwszej trąby zaczyna się bezcelowa walka o przetrwanie w świecie, który się skończył.

Sam pomysł na film nie był zły – jak zazwyczaj. Chaos i przestrach ogarniający ludzi, którzy żyli we względnym poczuciu bezpieczeństwa, ziemia usuwająca się spod stóp, mogły stać się przyczynkiem do refleksji nad ulotnością tego, co posiadamy. Mogłyby wpędzić nas w zadumę nad tym, jak puste prowadzimy życie - my współcześni, nie wyznający żadnych wartości. Zamiast tego zaserwowano nam płytkie przemyślenia i wynurzenia na poziomie telewizji śniadaniowej. Mam wrażenie, że film miał zwrócić naszą uwagę na konieczność nawrócenia się, ale to zdecydowanie nie tędy droga, nie robi się tego w tak bezczelny sposób. Zwłaszcza, że The Remaining nie stawia w najlepszym świetle wyznawców wiary, którą film – nie bójmy się słowa – promuje. Nagle, gdy już demony latają bohaterom nad głowami, Ci pragną się nawracać i „wybierają BOGA”. A kto powiedział, że to akurat Bóg jest sprawcą całego zamieszania? Czy to nie aby nadużycie? Jako widzowie jednak podążamy za tym, co sugerują nam postacie, a z tego wynika, że jednak Bóg…Zresztą polski tytuł - Potępieni - mówi sam za siebie.

13 lutego 2015

Jeśli Boga nie ma, to dlaczego tyle o nim rozmawiamy? Żebyśmy się nie czuły samotnie /O ósmej na arce – Ulrich Hub/

Lodowa pustynia, dojmująca nuda i na dokładkę śmierdzi rybami. Pośrodku tej pustki, stoją trzy pingwiny, które w ramach rozrywki przekomarzają się i obdzielają kopniakami. Żarty jednak się skończyły, nadciąga POTOP. A wszystko za sprawą jednego narwanego – właśnie - pingwina i motyla, który zginął w wyniku tragicznego wypadku. Przynajmniej tak się wydaje. Gdy gołąb – neurotyczny organizator rejsu - wręcza WYBRAŃCOM tylko dwa bilety na arkę, zabija im ćwieka. Bo pingwiny, o których mowa, jak już wspomniałam, to trójka przyjaciół i nawet jeśli się pokłócą, to przecież pozostają przyjaciółmi! Na szczęście nieświadomy całej sytuacji najmniejszy z nich, ogłuszony przez kumpli, łatwo daje się upchnąć w walizce. A co na to Bóg, który wszystko widzi i słyszy, a który nakazał, by na statku znalazło się tylko po parze z każdego gatunku (nie sprecyzował chyba jednak polecenia, że chodzi o pary mieszane)? Jeśli jesteście ciekawi, co się działo na wielkiej łodzi przez 40 długich i deszczowych dni oraz jak się to wszystko kończy – gorąco polecam!

Przypominacie sobie może, jak reagowało otoczenie, gdy jako dzieci z otwartymi umysłami, chęcią zdobycia wiedzy, zadawaliście pytanie: Czy Bóg istnieje? Jeśli nie daj – nomem omen – boże, pytanie owo padło przy świadkach, mama, babcia (wstaw dowolne) purpurowiała. Do naszych uszu docierał krótki syk, że mamy już być cicho i porozmawiamy potem. W cztery oczy niewiele lepiej. Wymijające odpowiedzi, właściwie żadnych argumentów, po prostu powielanie tego co słyszymy w kościele lub na lekcjach religii. Czemu się jednak dziwić?

12 lutego 2015

Zrzędź, marudź, narzekaj. Uwolnij swojego wewnętrznego zrzędliwca /Grumpy Cat/

Z okazji nadciągającego na wezbranej fali  wszelakiej maści kipiących czerwienią serduszek Święta Zakochanych, chciałam zaproponować Wam, coś innego niż królujące z tej okazji na półkach księgarń romanse i erotyki, dumnie wyłożone w najbardziej wyeksponowanych miejscach. Tym razem nie będę proponowała, by ową czerwień kojarzyć z rozlewem krwi, chociaż w sumie... Jedno czy drugie patroszenie nikomu jeszcze nie zaszkodziło, a odrąbanych głów, wyrwanych kończyn czy rozwleczonych bebechów nigdy za dużo. O krwawych Walentynkach pisać będzie jednak Alicya Rivard.

Główny bohater proponowanej przeze mnie książki byłby usatysfakcjonowany tym, że ktoś może być niepocieszony z powodu otrzymanego prezentu. Chociaż pewnie byłoby lepiej, gdyby nikt nie dostał żadnego – przecież świat nie jest sprawiedliwy.

The Ultimate Boy – film o polskim superbohaterze

Polski superbohater do dziś kojarzył mi się z Wardęgą. Cóż…nic nie mogę za swoje skojarzenia. Cieszę się, że natrafiłam więc na ciekawy projekt na Polakpotrafi.pl, którego celem jest nakręcenie krótkometrażowego filmu o kimś, kto jednak bardziej, pasuje do określenia „polski superbohater”. Zwłaszcza, że okazuje się nim być chłopak odbijający się od dna, a w zasadzie to wygrzebujący się spod sterty mułu. Ktoś, kto dzięki tajemniczemu mieczowi i zdobytym nagle mocom uwalnia się z pułapki nałogu i autodestrukcji. Miejsce akcji to futurystyczna Polska, pełna androidów, holograficznych billboardów, niezwykłych środków transportu. Wykreowany przez autorów świat zostanie ukazany głównie przy wykorzystaniu efektów specjalnych, powstałych przy użyciu CGI (czyli wygenerowane komputerowo) i matte-paintingu (czyli efekty malowane pędzlem). Obrazy świata w którym będzie rozgrywała się akcja filmu, powstawały w Lubinie, Polkowicach i Głogowie – rodzinnych miastach twórców Ultimate Boy-a . Brzmi zachęcająco, prawda?


Niedawno narzekałam, że fantastyka to zaniedbany przez polską kinematografię gatunek. A teraz, gdy pomyślę o polskim sci-fi, to z przerażeniem chwytam się za głowę. Nie mamy się czym pochwalić. Z wiadomych względów w Polsce Ludowej skupiano się raczej na martyrologicznych motywach. W latach 50 i 60 też nie były dobrym momentem dla sci-fi, postrzeganego raczej jako tania, nieskomplikowana rozrywka dla młodzieży. Dopiero na początku lat 70 pojawił się chyba pierwszy, i póki co jedyny polski superbohater: nieustraszony As z Hydrozagadki wyreżyserowanej przez Andrzeja Kondratiuka. Z bardziej znanych produkcji warto wspomnieć o Teście pilota Pirkxa (1978) czy posiadającej status filmu kultowego Sexmisji (1983), ale tam obyło się bez superbohaterów…. Wszak socjalistyczny paradygmat promował przeciętność i podporządkowanie władzy, a nie indywidualistów.


Więcej o projekcie przeczytacie na TAWERNA KICKSTARTER!!




11 lutego 2015

Kiełbasa z wysypką /Rysio Raper i straszna kiełbasa - Sinikka Nopola, Tiina Nopola/

Historia kiełbasy siejącej grozę, tej która z okładki kłuje nas po oczach i przypomina raczej strasznego ogóra – nie ma co się dziwić, skoro pączkuje na niej zielony pieprz - to pierwszy tom przygód Rysio Rapera i jego cioci Reginy. Ten duet wyrusza do Budapesztu w poszukiwaniu kiełbasy, która utrzymywałaby świeżość i termin ważności na tyle długi, by można było sprzedawać ją wysyłkowo. Bohaterowie nie znają języka węgierskiego, w wyniku czego dochodzi do serii niefortunnych zdarzeń. Regina ląduje w więzieniu, z którego Rysio musi ją jakoś wydostać. 

Główni bohaterowie, to pomysłowy Rysio Raper i jego zwariowana  - ja bym powiedziała raczej, że porządnie nierozgarnięta - ciocia. I gdy Rysiu niekoniecznie mi przeszkadza, to do szewskiej pasji doprowadza mnie właśnie owa ciocia.

Walentynkowy TOP 10, czyli za co można dać się POCHLASTAĆ, no przynajmniej za co ja bym się dała…



Dla książkomaniaka każda okazja jest dobra do tego, by sprezentować sobie, a raczej zaadoptować, kolejną książkę. Więc oblecą nawet Walentynki. Spośród niekończącej się listy tytułów postanowiłam wyłonić TYLKO 10 - czyli te które chciałabym dorwać w pierwszej kolejności. Wyobrażacie to sobie? Tylko 10!!!! Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów. Podczas wykonywania tego zadania (a przecież sama je sobie narzuciłam), czułam się jak bożonarodzeniowy karp w reklamówce. Jak postanowiłam jednak, tak zrobiłam, w końcu: ordnung muss sein… W efekcie tej tortury powstał niezły  melanż. Na liście pojawiło się więc kilka tytułów, na które poluję od wieków oraz kilka takich, na które choruję od niedawna. 

A jakie książki Wy chcielibyście dostać?


10 lutego 2015

Muszla jest do słuchania morza/Dołek jest do kopania – Ruth Krauss/

Dołek jest do kopania, to niezwykle błyskotliwa perełka z 1952 roku. Wznowienia której podjęło się wydawnictwo Dwie Siostry i decyzja ta była strzałem w dziesiątkę. Ta książka, to ukłon przed dziecięcą, nie znającą ograniczeń wyobraźnią. Pochwała odkrywania świata i zmysleń, budujących kreatywną tożsamość. Książka o tym, że każdy ma prawo postrzegać świat po swojemu i indywidualnie odkrywać znaczenia elementów, z których ów świat się składa.

A dlaczego książka jest tak genialna? Bo jej współtwórcami są dzieci! Dzięki temu świetnie odnajdują się one w kolejnych definicjach, odnajdą swoją perspektywę. Na kolejne strony składają się bowiem proste, krótkie zdania, które w nieraz zaskakujący sposób wyjaśniają naturę rzeczy i sposób w jaki funkcjonuje świat. Oto mój faworyt: Kolana są po to, żeby okruszki nie spadały na podłogę. Prawda? Prawda. Świetne? Po prostu rewelacja! Na co jeszcze warto zwrócić uwagę? No to, że: Dzieci są do kochania. To jedno z najważniejszych przekazów tej krótkiej książeczki. Bo dzieci chcą być kochane. I dzieci trzeba kochać, by mogły nieprzerwanie, z charakterystyczną sobie ufnością, poznawać świat. Kolejne sformułowania są tak oczywiste, że zaszokowani chwytamy się za głowę: Ale jak to? Ja na to nie wpadłam/wpadłem?

09 lutego 2015

Trudno zawojować świat, kiedy jest się małym misiem /Bury Miś - Roman Wilkanowicz/

Autor wiersza o Burym Misiu, Roman Wilkanowicz (1886-1933) pseudonim „Oset” lub „Roślinka”, był dziennikarzem, poetą, pisarzem i satyrykiem. Wydawał pisma satyryczne Pręgierz i HauHau oraz był współzałożycielem klubu artystyczno-literackiego Świt. Historią o małym, rezolutnym łapserdaku podzielił się ze światem w 1924 roku – wtedy jego wiersz został prawdopodobnie po raz pierwszy opublikowany.

Ta bajka dla dzieci opowiada historię misiowego panicza, którego rodzina najwyraźniej należy do leśnych bogaczy. Wnioskuję to stąd, że w domu misiów zamiata kura, gotuje kaczka, a pierze bobrzyca – stać ich więc na służbę. Miś jest nieco rozbrykany i w wieku sześciu miesięcy ogłasza, że chce pojąć za żonę księżniczkę. Jako, że ma własne zdanie i potrafi stawiać na swoim, pakuje się i wyjeżdża na dwór hiszpańskiego Granda. Wymyślił sobie bowiem, że ożeni się z ludzką dziewczynką. Szybko podbija serca tamtejszych dworzan, gdyż ma dobre maniery i dyplom Smorgońskiej Akademii. Przygotowania do ślubu idą pełną parą, ceremonia ma się odbyć lada moment, a z naszego niedźwiadka, wychodzi… niedźwiadek. Miś jest przecież młodziutki: w głowie mu bale, czapka z piórkiem…i coś, co okazuje się ważniejsze od ręki księżniczki, a do czego ma słabość każdy miś….

08 lutego 2015

Wariacje o Królu Kruków Paula Delarue, czyli motyw narzeczonego zamienionego w zwierzę

W związku z opisaną przeze mnie baśnią Król Kruków, jeszcze o niej słów kilka.

Baśń ta należy do cyklu opowieści o narzeczonym, bądź małżonku, zaklętym w zwierzę. Bruno Bettelheim wyróżnił trzy charakterystyczne elementy tych baśni: partnera w zwierzę przemienia nie wiadomo z jakiego powodu, jakaś podła czarownica lub czarownik,i nie zostają za to ukarani; z miłości do ojca dziewczyna godzi się na poślubienie bestii; matka nie odgrywa w tych opowieściach żadnej roli. W przypadku Króla Kruków każdy z tych elementów został zachowany. Nie wiemy, kto rzucił na króla czar (i co przeskrobał, że został tak ukarany), na temat matki dziewczynek nie pada ani jedno słowo, najmłodsza córka odchodzi do Królestwa Kruków, a ten oddaje jej ojcu jego jedyne oko (które mu wcześniej wydziobał). 

07 lutego 2015

Zamiana to stać się kimś, kim się jest /Król Kruków – Paul Delarue/

Na OKIEM NA HORROR pojawił się już pierwszy tekst z cyklu MAŁE POTWORKI. Zapraszam do lektury. Cały tekst dostępny TUTAJ:  




Chcecie bajki, oto bajka…Jakiś czas temu przywołałam jedną z moich ulubionych bajek z dzieciństwa (TUTAJ). Na tym typowo babskim spotkaniu po latach, Czar- Baba, mnie nie rozczarowała. Postanowiłam więc znów zafundować sobie kolejny powrót do przeszłości. Tym razem spotkałam się z baśnią gaskońską, spisaną przez Paula Delarue, o mrocznym tytule Król Kruków. Pomyślicie: dlaczego od razu mrocznym? - i racja bo w sumie tytuł, jak tytuł, nic w nim strasznego. Mogę odpowiedzieć tylko tyle, że zadziałała zasada pierwszych skojarzeń. Spójrzcie na okładkę. I jeśli ta nie wzbudzi w Was niepokoju, pooglądajcie sobie ilustracje Lucji Sienkiewicz i Stasysa Eidrigeviciusa. Przytłaczająco ponure, groźne i…smutne.

...

Podsumowując:
Wartości edukacyjne – jak to w baśni, bezkresne
Koszmarkowatość – oj wysoko
Estetyka – jak na wydanie z lat osiemdziesiątych, grafiki są świetne
Pomysłowość – zapytajmy praprzodków
Dostosowanie treści do wieku – w klasycznych baśniach, to nie podlega dyskusji

Więcej o motywie baśniowym, w którym narzeczeni zostają zamienieni w zwierzę TUTAJ.

Autor: Paul Delarue
Tytuł: Król Kruków
Ilustracje: Lucja Sienkiewicz i Stasys Eidrigevicius
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
Rok wydania: 1980
Wydanie: I
Okładka: miękka
Ilość stron: 23

Jeśli wasze potworki lubią czytać, zajrzyjcie na profil Alicya w Krainie Koszmarków.



05 lutego 2015

Każdego można oswoić /Srebrny dzwoneczek – Emilia Kiereś/

Literacki debiut Emilii Kiereś - Srebrny dzwoneczek - to pachnąca słońcem, truskawkami i odrobiną melancholii, nastrojowa opowieść o smaku lata, dzwoneczkach wróżki i kocie.

Powoli kończy się okres beztroskiego dzieciństwa Marysi. Lada moment zostanie starszą siostrą i po wakacjach pierwszy raz pójdzie do szkoły. Pierwszy raz również spędza  samotne – bo bez rodziców – wakacje. Letnie miesiące przemieszkuje u cioci Ani, która jako krawcowa, bywa bardzo zapracowana i dziewczynka nieraz musi zajmować się sama sobą. Nie narzeka jednak na nudę. Odkrywa kolejne zakamarki ogrodu, poznaje Dobrą Wróżkę mieszkającą w domku obok i swoją równolatkę, Dorotę. Marysia zdobywa nowe doświadczenia, otrzymuje także cenną lekcję o przyjaźni, przełamuje swoją nieśmiałość i nawet oswaja złotookiego kota – bo jak się okazuje: Koty są bardziej skłonne do przyjaźni niż się na ogół sądzi.

04 lutego 2015

I co z tym mózgiem? /Lucy – Luc Besson/2014

Pokusiłam się o pewne rozwinięcie tematu związanego z filmem Lucy – recenzja TUTAJ.

Film został zbudowany w oparciu o założenie, że nie korzystamy za bardzo ze swoich mózgów - ale to jest sci-fi więc ma swoje prawa. Scenariusz nie musi być zbudowany o jakieś potwierdzalne badania, argumenty. I zazwyczaj to nikomu nie przeszkadza. Jednak, gdy film jest kiepski nawet takie rzeczy rażą, mimo że to sci-fi... Gdyby był ciekawy mniej osób czepiałoby się tego założenia. Za argumenty przeciwko tej teorii można uznać m.in. to, że: każdy obszar mózgu jest nieustannie aktywny (gdyby było inaczej, strzał w głowę rzadko by zabijał); mózg to bardzo energochłonna bestia – zajmuje tylko 2% masy ciała a „zjada” około25% energii (skoro działa tylko w 10% to po co? Ewolucja raz dwa zostawiłaby przy życiu osobniki z mniejszymi mózgami). Wydaje mi się, że film oglądało by się inaczej, gdyby Luc Besson chwilkę pomyślał przy pisaniu scenariusza. Wystarczyło tę samą produkcję poprzeć trochę innymi argumentami i już tak bzdurnie by nie było. Poza tym polski plakat, to zgroza w czystej postaci. Krzyczy on do nas takim sformułowaniem: Przeciętny człowiek używa 10% mózgu. Ona wykorzystuje 100%. Kto pozwolił na to, żeby ten tekst się na nim pojawił i zaistniał - gratuluję. Pewnie ta osoba używała właśnie tylko osławionych  10%. Bo między używaniem 10 %mózgu a 10% możliwości mózgu jest ogromna różnica!

03 lutego 2015

Wow! Lucy użyła mózgu /Lucy – Luc Besson/2014

Film przykuwa uwagę i wciąga – przynajmniej na początku. Z biegu zostajemy wrzuceni w akcję. Obrazy zmieniają się dynamicznie i na dzień dobry pada kilka trupów. A potem czar pryska i zamiast z wypiekami na twarzy czekać na kolejne zdarzenia i rozwiązanie akcji, zastanawiamy się, „co autor miał na myśli i jaki przyświecał mu cel”.  Niestety, możemy jedynie pomarzyć o konkretach. Film można więc określić jednym słowem: rozczarowanie. Cały pseudonaukowy bełkot, który miał napędzać fabułę, i który tak naprawdę miał stanowić uzasadnienie całości,  w rzeczywistości stanowi tylko tło dla wybuchów. I nie czarujmy się: to właśnie o efekty w tym filmie chodzi. I jeśli ktoś je lubi, film mu się spodoba. Jeśli ktoś oczekiwał głębszej treści – wyjdzie z seansu mocno rozczarowany. Bo temat został potraktowany po macoszemu i nie wykorzystano jego potencjału. Nawet napięcie jest takie sobie. Z założenia zapewne miało wzrastać z minuty na minutę, a raczej z procentu na procent, jednak nic z tego, w pewnym momencie historia staje się interesująca mniej więcej tak, jak deska do prasowania, a zawstydzone napięcie daje nogę.

01 lutego 2015

Alicya w Krainie Koszmarków

Ci, którzy pokochali grozę w dzieciństwie, wiedzą jak cenny zyskali dar. Dlatego Alicya w Krainie Słów postanowiła wyruszyć do dziwnej Krainy Koszmarków, aby udowodnić, że małe potworki lubią czytać.

W cyklu Alicya w Krainie Koszmarków  będziemy starały się pokazać pozycje, które będą rozbudzać zainteresowania czytelnicze dzieci i młodzieży. Wiadomo bowiem, że obcowanie z literaturą uczy operowania abstrakcją, poszerza zasób słownictwa, wykształca umiejętność skupiania uwagi, samodzielnego myślenia, otwartości na świat i ludzi. Jednak wśród pozycji dla dzieci i młodzieży literatura grozy często zostaje spychana przez rodziców na margines, gdyż w ich mniemaniu, albo stanowi tylko element rozrywkowy, ale jakieś zagrożenie wychowawcze. A przecież literatura grozy, to nie tylko forma rozrywki, to kulturalna metafora i zwierciadło społeczeństwa. Pokazuje schematy, niedominujące wartości, które nie są obecne w mainstreamie i nie chodzi o zombie, mumie itd. Chodzi o to, że ukazuje specyficzne potrzeby, niedopuszczane wartości oraz niestandardowe problemy (np. śmierć Dziewczynki z Zapałkami, porzucenie Jasia i Małgosi przez rodziców). Nie tylko pozwala na bezpieczne ich przeżycie oraz poznanie, ale co ważniejsze, pokazuje jak sobie z nimi radzić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...