15 lutego 2015

Jak trwoga to do Boga i kij w oko wolnej woli /Potępieni, The Remaining - Casey La Scala/ 2014


Nadciąga apokalipsa. Bóg ma już dosyć ludzi i postanawia zrobić porządek: dobrych bierze do siebie, złych zostawia na pożarcie Piekłu – stosuje więc standardowe biblijne rozwiązania. Postanawia dokonać ostatecznego, akurat w momencie, gdy grupka przyjaciół dobrze bawi się na weselu. Tak wystrzałowej imprezy się raczej nie spodziewali… Wraz ze złowieszczym dźwiękiem pierwszej trąby zaczyna się bezcelowa walka o przetrwanie w świecie, który się skończył.

Sam pomysł na film nie był zły – jak zazwyczaj. Chaos i przestrach ogarniający ludzi, którzy żyli we względnym poczuciu bezpieczeństwa, ziemia usuwająca się spod stóp, mogły stać się przyczynkiem do refleksji nad ulotnością tego, co posiadamy. Mogłyby wpędzić nas w zadumę nad tym, jak puste prowadzimy życie - my współcześni, nie wyznający żadnych wartości. Zamiast tego zaserwowano nam płytkie przemyślenia i wynurzenia na poziomie telewizji śniadaniowej. Mam wrażenie, że film miał zwrócić naszą uwagę na konieczność nawrócenia się, ale to zdecydowanie nie tędy droga, nie robi się tego w tak bezczelny sposób. Zwłaszcza, że The Remaining nie stawia w najlepszym świetle wyznawców wiary, którą film – nie bójmy się słowa – promuje. Nagle, gdy już demony latają bohaterom nad głowami, Ci pragną się nawracać i „wybierają BOGA”. A kto powiedział, że to akurat Bóg jest sprawcą całego zamieszania? Czy to nie aby nadużycie? Jako widzowie jednak podążamy za tym, co sugerują nam postacie, a z tego wynika, że jednak Bóg…Zresztą polski tytuł - Potępieni - mówi sam za siebie.
Cały szkopuł i brak logiki filmowego przekazu zawiera się dla mnie w błędnym założeniu, że niewierzący człowiek jest zły, a wierzący jest dobry. I jedni i drudzy mają grzeszki na sumieniu, ale główną winą potępionych jest to, że prawdziwie nie wierzyli w Jedynego Boga. No błagam, kto w XXI wieku wymyśla takie rzeczy - poza ortodoksami wszelkiej maści oczywiście? Jeśli ktoś nigdy nikogo nie skrzywdził i postępował właściwie – to niech sobie wierzy nawet w różowe jednorożce i latające hipopotamy! Jeżeli ktoś urodził się w innym kręgu kulturowym i o Jedynym Bogu nigdy nie miał okazji słyszeć, to czy jest to jego jedyną winą i za to ma się smażyć w piekle? No sorry masz pecha, żyjesz na nieodpowiedniej szerokości geograficznej? Scenarzyści chyba powoływali się na Piusa IX, który w swoim Syllabusie Errorum pisał: Każde państwo jest obowiązane wyznawać katolicyzm. Idąc dalej: upośledzeni, chorzy, nieświadomi w pełni swojego istnienia – czym podpadli – brakiem żarliwej modlitwy? Wolałabym myśleć, że wydarzenia filmowe nie są jednak dziełem Boga, a wybór ofiar jest dosyć przypadkowy. Bo inaczej nie stawia go to w najlepszym świetle. Czyni z niego raczej zaprzeczenie Jezusowej nauki o miłości, wykorzystuje autorytet Boga do załatwiania własnych interesów - chociażby potrzeby posiadania racji i poczucia wyższości nad maluczkimi, którzy jej nie mają (czyli typowe „kupczenie w świątyni”, tak bardzo potępiane przez Chrystusa).

Nie chcę wchodzić w dyskusję z pewnymi dogmatami, ale skoro film sprawia wrażenie tak strasznie prokatolickiego (nie powstydził by się go sam Ojciec Dyrektor), to skąd w nim rażące błędy? Np. dziecko urodziło się martwe, bo jego dusza od razu poszła do nieba. No to ja się pytam: a kto zmył z niemowlęcia grzech pierworodny? Czy aby dusza dziecka nieochrzczonego, według tej miłosiernej religii, nie zostaje skazana na poniewierkę? Brak konsekwencji i wybiórcza analiza motywów, obrażają inteligencję widza.

Realizacja również pozostawiła wiele do życzenia. Akcja jest dynamiczna, mimo to, film  się dłuży, jest zwyczajnie nużący i można zapomnieć o jakimkolwiek napięciu… Na szczęście jak na niskobudżetówkę efekty i scenografia są w porządku. Zgodnie z ostatnimi trendami, nie obyło się bez bohatera, który wszystko filmuje, standardowo mamy więc „kręcenie z ręki”. Nie wiem dlaczego twórcy horrorów z uporem maniaka trwają przy tej konwencji. Może wydaje im się, że wtedy tworzą „pewniaka” budzącego grozę? Nic bardziej mylnego: jeśli nie zadba się o atmosferę, napięcie i fabułę, to z horroru nici. Dlatego też trudno zaliczyć ten film do obrazów grozy. To raczej film katastroficzny z elementami - od biedy. Do odtwórców głównych ról nie mam większych zastrzeżeń. Rozterki bohaterów są mniej więcej na takim poziomie, że nie trzeba być wybitnym aktorem żeby je wiernie oddać. Szkoda tylko, że niektórzy nawet w obliczu końca świata się nie brudzą. Film ten na pewno nie będzie perełką w twórczości Casey La Scala i aż obawiam się jego, zapowiadanego na ten rok i podobno już gotowego, Amityville: The Awakening.

Rok: 2014
Kraj: USA
Reżyser: Casey La Scala
Scenariusz: Chris Dowling, Casey La Scala

2 komentarze:

  1. uuu, nie fajnie :/ Kolejny film, który chciałam zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ratuję Twoje oczęta :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...