28 lutego 2014

"Przedmowa" Edwarda Lee Gorefikacje II – przemyślenia cz. II

Inspiracji ciąg dalszy, tym razem coś niecoś o strachu w straaaszzznistym skrócie.

Najsilniejsza ludzka emocja?

Najsilniejszą z emocji – silniejszą od miłości - jest strach. W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. To emocja, która zapewniła nam poniekąd przetrwanie. Gwarantowała przeżycie i szansę na rozmnażanie. Bez obudzenia tak silnej emocji, jaką jest strach, nie byłoby mowy o odpowiedniej motywacji do ucieczki. Rozpoznawanie bodźców jako strasznych zapewniało odpowiednio szybkę interpretację sytuacji. Dlatego z szeregu obrazów wychwycimy akurat te, które stanowią dla nas (w rozumieniu naszego mózgu) zagrożenie. Dzięki tym bodźcom istniejemy, a właściwie dzięki ciału migdałowatemu, które na nie reaguje.

A dlaczego lubimy się bać?

Skąd w nas potrzeba odczuwania napięcia, dlaczego pożądamy strachu? Nie mylmy pojęć - owszem pożądamy go, dopóki go kontrolujemy. Wtedy możemy nawet odczuwać podniecenie  – póki możemy się wycofać. A z filmem czy książką mamy niepisaną umowę, że nas nie zabiją (z wyjątkiami. Np. "Ring", było to miliard lat temu, ale sama powypalałam płyty i rozdałam znajomym, żeby nie ryzykować). 
 
Niektórzy twierdzą, że dawkując sobie strach, uzupełniamy deficyt lęku, bo kiedyś baliśmy się nieustannie, a teraz żyjemy w bezpiecznych czasach. Wolne żarty…. Czasy i lęki które odczuwamy uległy po prostu zmianie. Kiedyś był to lęk przed namacalnym (coś mnie zabije i zje, albo tylko zabije, albo zje, jak jeszcze będę dychać), teraz częściej przed abstrakcją (boimy się o przyszłość i przyszłości, demonów z przeszłości, czasu, systemów, odrzucenia...) a z tym wrogiem trudniej walczyć, więc chyba nawet jest straszniejszy. Może po prostu horror jest wyrazem tęsknoty za starymi dobrymi potworami, za strachem, który można kontrolować? Groza i tajemnica towarzyszą nam więc od zawsze, i od zawsze walczą z nami ramię w ramię o nasze przetrwanie. Dzięki sztucznie wywołanym "dreszczom" możemy doznać również pożądanego przez nas katharsis. Czyli mamy tutaj też strawę dla duszy :)

http://krzysztofjanowski.pl/coaching/pokonaj-stres-fobie-i-strach/
Co więcej, świat do różowych, puchatych i cudownych nie należy. Pełen jest dewiacji, przemocy i zła. Jak więc mamy być bezpieczni, jeśli będziemy udawać, że ta ciemna strona ludzkiej (i nie tylko ludzkiej) natury nie istnieje? Czy zakłamując procesy poznawcze, zdołamy się przed złem obronić? Odpowiedz niestety jest przecząca. Jeśli nie poznamy pewnych mechanizmów, nie będziemy o nich głosno krzyczeć - nie nauczymy się przed nimi bronić, reagować na nie. Naszą jedyną skuteczną bronią jest wiedza, zakorzeniona w świadomości.
 
Dlatego Edward Lee ma rację (w moim subiektywnym odczuciu), gdy pisze: 
 
"I cóż, teraz CHCEMY widzieć, nie dlatego, że jesteśmy bandą˛ zboczeńców, ale dlatego, że chcemy uczciwej prawdy o naszym świecie i aberracjach, jakie maja˛w nim miejsce. Horror ekstremalny to bardzo efektywna droga, dzięki której możemy zmierzyć się z okropieństwami, które zdarzają się pomiędzy nami. Pełni funkcję informacyjną. Czyni nas świadomymi, a nie chowającymi głowę w piasek. Daje nam wolność przyjrzenia się horrorom prawdziwego świata z bezpiecznego i umożliwiającego kalkulacje dystansu."
 
Strach a rozwój dziecka?

Nie zastanawiajmy się, więc skąd u nas pomysły na zabawy z dziećmi typu „buuu” i „mam cię” znienacka – mają one głęboko zakorzeniony w nas charakter ćwiczebny (dlatego też dzieci poprzez kontakt ze strasznymi bajkami uczą się odpowiedniej reakcji i oswajania sytuacji lękowej, by na przyszłość nie dać się zaskoczyć). Aby bodziec ratował życie musi być skutecznie rozpoznany i przećwiczony. Zachowania związane z wywołaniem go są w nas genetycznie wdrukowane. Nie przesadzajmy jednak, psychicznie jesteśmy z pokolenia na pokolenie coraz słabsi. Literaturo grozy - ratuj!

Ciekawostka

Wiedza ta ma zastosowanie np. we współczesnej filozofii sprzedaży. Wprawni sprzedawcy mają świadomość, że do ludzi silniej dociera informacja o tym, co mogą stracić, niż o tym, co mogą zyskać. Wykorzystanie tej prostej techniki pomaga niejednemu zwiększyć sprzedaż: wystarczy użyć odpowiedniej formułki. W psychoanalitycznym ujęciu więc: unikanie nieprzyjemnego jest silniejsze niż podążanie ku przyjemności. Czarująca dominacja prawda?


 

27 lutego 2014

"Przedmowa" Edwarda Lee Gorefikacje II – przemyślenia cz. I


Przedmowa Edwarda Lee i już coś kiełkuje mi w głowie. Już na wstępie, więc czuję, że ta pozycja nie spłynie po mnie jak woda po kaczce.
Wolność słowa
„Cholera, raz w gazecie ukazała się recenzja mojej powieści „The Bighead”, w której krytyk twierdził, że jest ona zbyt ekstremalna, by w ogóle miała prawo istnieć´, co więcej, że cały podgatunek horroru ekstremalnego nie ma prawa istnieć. Cóż przepraszam kolego, ale w wolnym kraju takim jak Ameryka (i Polska) mamy taką rzecz w Karcie Praw i naszej konstytucji, która nazywa się WOLNOŚĆ SŁOWA.”

Rozumiemy oburzenie, jednak gdy chwilę dłużej się zastanowimy to zauważamy, że krytyka również obejmuje to samo prawo i taka sama wolność słowa, jak pisarza. Wycięłam sobie tych kilka zdań na własne potrzeby. Nie znam dokładnie sytuacji, nie wiem, co to za krytyk, ani w jakich jest stosunkach z literaturą. Czysto hipotetycznie założę więc, że od tego osobnika oczekuje się obiektywizmu, a on się ze swojego zadania, z punktu widzenia pisarza, nie wywiązał. Nie mydlmy sobie jednak oczu, coś takiego jak obiektywny ogląd nie istnieje. Rozumiejąc obiektywizm, jako odbijanie zewnętrznego świata, pamiętajmy o tym, że każdy z nas jest krzywym zwierciadłem, które odbija tę rzeczywistość na swój sposób. Możemy, więc śmiało stwierdzić, że nikt z nas nie jest obiektywny, może nam się jedynie wydawać, że jesteśmy.
Rozróżnić należy oczywiście krytykę konstruktywną od agresywnej. Pierwszą, jeśli chcemy się rozwijać przyjmujemy z pokorą. Na drugą się buntujemy: ponieważ jest ona przekroczeniem naszej granicy, której mamy prawo bronić. I znów wkraczamy na znajome terytorium. Czy granica psychologiczna każdego człowieka przebiega w tym samym miejscu? Nie. Dlatego w komunikacji asertywnej informujemy rozmówcę, że wkroczył na grząski grunt, jeśli nie zgadzamy się z jego opinią. Jeśli jednak nie mamy szansy na uzyskanie takiej informacji, idziemy na ślepo, do miejsca, które jest przez nas subiektywnie wyznaczoną granicą. Sama granica jak widzimy jest pojęciem – właśnie - subiektywnym, zależnym od tego przez jakie filtry oglądamy świat (a każdy z nas ma oczywiście inne), przez jaki pryzmat doświadczeń (a każdy oczywiście ma inne). I do czego w sumie dochodzimy? Że obaj panowie mają rację – swoją subiektywną – i obaj uważają, że ta druga strona przekroczyła granice. Obaj bronią sprawy, słusznej ze swojego punktu widzenia.
Poniekąd dochodzimy do paradoksu wolności słowa, która koniec końców odbije się echem od wolności absolutnej… Jesteśmy tak skonstruowani, że wciąż wpadamy w pułapkę obiektywizmu:
Nie lubisz – nie czytaj.
Skoro już przeczytałem – mam prawo napisać, że mi się nie podoba.
Bagienko
W kontekście powyższych rozważań zastanowiłam się jeszcze nad kondycją „recenzentów” w Polsce. Czy prawdziwy krytyk z krwi i kości nie powinien być niezależny, czy nie jest wtedy bardziej autentyczny? Na co dzień słyszymy o recenzjach pisanych na zamówienie, za książki…Często działa tutaj (patrz Cialdini) reguła wzajemności. Jestem związany z wydawnictwem i nie chcę by mnie „odwiązało” – nie napiszę więc źle. A jeśli należę do jakiejś grupy, to włącza się (znów Cialdini) jeszcze dodatkowo reguła sympatii i nie będę przecież wbijać nikomu w plecy noża. Przecież widzę, że dał z siebie wszystko.
Tylko czy to o to chodzi?
Czy w ocenie chodzi o nasze osobiste interesy? O nasze sympatie? Żeby było jasne, nie zależy mi na mieleniu kogoś na mięsną papkę. Ale na dawaniu takiej informacji zwrotnej, by – jeśli ktoś oczywiście zechce – mógł nadal zmieniać się i rozwijać. Prawdziwy recenzent to ktoś, kto się nie ugnie pod ciężarem krzywych spojrzeń. Bo to osoba, która nie przyjmuje krytyki (słusznej i konstruktywnej) jest po prostu niedojrzała. Niestety, potem są pretensje, że na półkach księgarń zalega chłam. Ale ten chłam zebrał przecież rewelacyjne opinie…Nasze subiektywne zapędy regulują kodeksy, normy etyczne itp. wyznaczniki. Czy powinniśmy odświeżyć te, którymi powinni kierować się krytycy, by byli prawdziwymi krytykami?
Zadałam sobie również pewne fundamentalne pytanie: skoro każdy z nas postrzega świat inaczej, czy jest sens recenzowania książek? Każdy czytając książkę przeżywa przecież inną historię. Czy pisząc: robię to dla innych, czy tak naprawdę dla siebie? Bo przecież lubię to robić. Jednoznaczna odpowiedź kiedyś pewnie nadejdzie, a do tego czasu popełnię wiele grzechów…. Póki co Edwardowi Lee dziękuję za bodziec do przemyśleń.

Przemyśleń część II

26 lutego 2014

Refleksja po Gaimanie

Myślimy, że jesteśmy zdrowi, dopóki coś nie naruszy naszej skorupy, pokazując jej słabe punkty, wywołując kolejne pęknięcia. Ja byłam, dopóki nie odświeżyłam sobie Gaimana. Wpędził mnie w chorobę – duszy. A raczej pokazał w pełnej krasie tę istniejącą. Naruszył pewne struny, odsłaniając niezabliźnione rany. Wściekłość codziennego dnia pożera ją czyniąc strzępkiem siebie. Zwykłą szmatą: cienką, brudną i pełną żalu. Zmył pozory, przez które spoglądałam na rzeczywistość. Wystarczyło jego kilka słów, bym się zastanowiła, gdzie zaczyna się tak naprawdę umieranie, w ciele czy w duszy? Odpowiedź jest prosta. A Wy już ją znacie?

25 lutego 2014

Klika kart z pamiętnika /Ocean na końcu drogi – Neil Gaiman/

Wspomnienia śpią w nas cały czas. Nie pamiętamy, że pamiętamy, dopóki nie dotkniemy miejsca, z którego wyrosły.

Od pierwszych stron autor odsyła nas daleko, bardzo daleko: w podróż sentymentalną do smaku zielonego groszku prosto z pola i mleka prosto od krowy. W dzieciństwie każde wakacje spędzałam u pradziadka na wsi. Opisywane przez pisarza zapachy, smaki, kolory ożyły w mojej głowie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Z czasem ludzie, których znałam odeszli i przez długi czas mnie „tam” nie było, nawet w wyobraźni, czego się wstydzę. Zapomniałam. Rok temu – los tak chciał – odwiedziłam stary czas w innym już jednak miejscu…odległości stały się krótsze, ścieżki mniej tajemnicze i tak przeraźliwie wydeptane. Jednak wcale nie zapomniałam, bo podczas spacerów trafiałam do każdego, kolejnego celu. Jakby po przybyciu na miejsce - uruchomiła się wdrukowana we mnie mapa…I taka jest istota wspomnień: ich szczegóły, ulotność, gdzieś tam w nas zostają, wolę jednak myśleć, że w sercu, nie w hipokampie…

23 lutego 2014

Macka ze świętej figurki Ci obciągnie, a szczur wgryzie się w d***, czyli o budzeniu zastrzeżenia natury moralnej i społecznej, z przymrużeniem oka

Cichowlas z Kryczem skutecznie zniechęcili mnie do polskich horrorów na długi czas. Ostatnio zaczęłam tę wiarę odzyskiwać, dlatego lękiem napawała mnie świadomość istnienia Pradawnego zła (Cichowlas&Radecki). Nie twierdzę, że nie byłam ciekawa, ale wcześniejsze doświadczenia odżywały we mnie, gdy tylko wzrok zaczepił gdzieś o okładkę. Znaki, to jednak znaki - są od tego, by za nimi podążać. Fakt, że wygrałam książkę na Szufladzie nie pozostał bez znaczenia. Skusiłam się, zasiadłam z przekąskami (ignorując z premedytacją ostrzeżenia, że przy tej lekturze lepiej niczego nie spożywać) i…znaki się nie mylą. Dziękuję, więc za tę publikację, zmyła wcześniejsze negatywne skojarzenia.


W środku znalazłam: barwne oblicza grozy, tej obrzydliwej, ordynarnie zapaskudzonej fekaliami, jak i tej subtelniejszej niewiadomej. Nowelki nie są sztucznie rozdmuchane, rozdęte. Nie obrzygują czytelnika zbędnymi szczegółami, oblepiając go bełtem nudy. To proste historie oparte na klasycznych wzorcach, doprawione groteską rodem ze starych horrorów. Konwencja na starocia klasy B, przypadła mi do gustu. Spędziłam kilka miłych godzin nad książką, która została stworzona by zapewnić mi rozrywkę. No i co by nie mówić spełnić ważniejszą funkcję: zdjąć zły urok z moich wyobrażeń o Cichowlasie i polskim horrorze. Żabcia okazała się księciem a pocałunek no cóż…nie chcę tu nikogo obrzydzać opowiadając, gdzie to ja ją musiałam cmokać, ale wszyscy wiemy, że spora część treści kręci się wokół krocza…- więc się domyślcie.


Na lekturę składają się trzy, mniej więcej tej samej długości, opowiadania. Im mniej w zbiorach jest zamieszczonych opowiadań, tym widać lepiej. Te w przeciwieństwie do wielu tekstów z różnych antologii mają jakiś spajający je element: demony. Szkoda, ze żaden nie zagościł na okładce. O ile w przypadku innych zbiorów psioczę, że chyba ktoś sabotuje ich wydanie, umieszczając na początku słabe opowiadanie, o tyle tutaj pierwsze – mimo, iż najsłabsze z trzech – słabe wcale nie jest (przynajmniej w takim wymiarze by narzekać). Traktuję je jako przystawkę, pobudzającą apetyt na danie główne: opowiadanie numer dwa. Samo przez się, się rozumie, że trzecie to deser – daje rozkosz, jaka by ona nie była.


http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-postapokalipsa/12754-neuroshima-homo-homini-lupus-est-6.html
Pradawne zło


Pierwsze opowiadanie powaliło mnie już na pierwszej stronie. A czym? - ulicą Wspólną w Warszawie, gdzie ma "przyjemność" rozgrywać się akcja. Czy to tylko niezamierzona zbieżność nazw? Nie sądzę. To właśnie tam żyje pradawne zło, emitowane zawzięcie przez TVN i gromadzące wciąż nowych wyznawców, . Potem jest już mniej strasznie - cóż jest bowiem straszniejszego od polskich seriali obyczajowych? Oferuje się nam jednak: nawiedzone figurki, duchy, demony, flaki i białe robale wgryzające się w co i gdzie popadnie. Napięcie podskakuje w drobnych dawkach (a to mgła, a to deszcz), a klimat pustego kościoła, szpitala i tajemniczych księży robi resztę. Nie mogłam nie zwrócić jeszcze uwagi na księdza o imieniu Nataniel – przykro mi ale Internet już mi wyprał mózg pod tym kątem i nie mogę nie skojarzyć. Co nie tak? Przerażony Damian jest za mało przerażony…jednak w ostatnich scenach godnie nadrabia to Maciej, świadek heroicznej walki między TVN a Trwam. No cóż koszmary lubią się urzeczywistniać, zwłaszcza w około Lovercraftowych klimatach. Oprócz tego jest też trochę o arogancji kleru, która wywołuje apokalipsę – Polsko masz, więc upragnione zasługi w dziejach świata! Amen, a raczej: IIIAAA!IIIAAA!YOOOOG!SOOOTHOOOTH!!!


Macki i niebo, niebo i macki – skojarzyłam z opowiadaniem „Krwawiący cień” (Joe R. Lansdale), tylko, że tam owe macki nie obciągały – a mówiąc uczciwie w ogóle nie były aktywne seksualnie.


http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-postapokalipsa/9470-krwawa-epidemia-20.html
Świt szczurów


To najlepsza z trzech historii. Nigdy nie bałam się szczurów... chyba pora zacząć. Skoro to takie inteligentne istoty, to najwyższa pora docenić potencjalnego wroga. Wielogłosowa narracja, przepleciona została opisami różnych stylów życia (od wegetacji z dnia na dzień po „hulajdupkapiekłaniema"), które wiodą bohaterowie. W ten sposób autorzy zbudowali leniwą atmosferę, która ma przytępić naszą czujność. Miejscem makabrycznej akcji jest zamieszkała przez bezbronnych staruszków kamienica, w której pojawiają się: hordy krwiożerczych szczurów, sporo flaków, szczurołap-psychopata i demon. Co do szczegółów: standardowy atak szczurów „od tyłu”, gdy siedzi się na klopie jakoś mnie nie wzruszył, masakry kotów jednak nie daruję :P


Nie mogę się opanować, muszę przytoczyć wyniki pewnego eksperymentu: szczury morskie tracąc nadzieję toną po 15 minutach, gdy jej nie tracą, są w stanie machać łapkami nieustannie i płynąć przez 80 godzin! To tak a propos inteligencji istot, także tej emocjonalnej, które potrafią, tak jak człowiek zdecydować się na samobójstwo. A skoro największym i najbrutalniejszym drapieżnikiem na ziemi jest człowiek, podobieństwa powinny nas zaniepokoić - mamy konkurencję. Zauważmy jednak, że w świecie zwierząt (wbrew informacji znajdującej się w noweli) są jeszcze inne gatunki gotowe na taki krok, np. wspomniane wyżej koty (mniej spektakularne, ale zawsze). One jednak nie mają tendencji do łączenia się w stada i podejmowania wspólnych działań. Więc aż tak się ich nie boimy.


Tekst skojarzył mi się z pewną ambitną produkcją, którą oglądałam kiedyś na magicznym kanale PULS, o ataku zmutowanych szczurów. Zresztą nie tylko tę jedną. Temat jest już nieźle wyeksploatowany, co tylko podkreśla zakorzenione w wyobrażeniach ludzi wizje, w których szczury pełnią role niszczycieli światów. Zagłada nadchodzi z piwnicy, słyszycie jak drapie w ścianach?


http://czarnotowidze.pl/uzytkownik/6/groker/
Sex to nie wszystko

Miłość niejedno ma imię - te wynaturzone też - więc zostajemy wrzuceni do kotła z gore - morałem. Jak przystało na dzieło klasy B, morał nie jest zbyt głęboki. W sam raz na artykuł w tandetnym szmatławcu. Ale za to jaka kara dla duszy! - wieczna, cielesna i złośliwa. Te opowiadanie rozkręca się najwolniej. Nawet bałam się już, że to zaserwowano nam tutaj tylko obyczajówkę: o ludziach sukcesu - z jednej strony wyzwolonych seksualnie, z drugiej uwięzionych w obsesjach i paranojach. Jednak nie zawiodłam się - mocny koniec przedstawił mi się jako kolorowy rzyg na powieści typu Nimfomanka, zwłaszcza w kontekście podpisanego spermą cyrografu. Mamy więc demona – podstępnego, wrednego, który na swój pokręcony sposób wymierza sprawiedliwość. Można mu wybaczyć, bo jest zakochany. Co jest nie tak? Wiktoria boi się klaunów, ale chyba nie do końca - jej ogromny seksualny apetyt przezwycięża wszelkie uprzedzenia. Poza tym klauny? Można było się szarpnąć na coś oryginalniejszego i bardziej groteskowego. Pomysły mam bardzo niecenzuralne, więc się powstrzymam.


P.S.Wycieczki ku temu, co zalega na półkach księgarń, to bicie się w pierś autorów czy może przyznanie się do konszachtów z demonami? To drugie byłoby intrygujące ponad miarę.


Ostrzeżenia w horrorach są po to by zawsze postępować wbrew nim, czego dowodów po raz kolejny dostarczyli ich bohaterowie. A pierwotne lęki, których zmaterializowanie wróży koniec spokojnego życia, a raczej wieczne męki w piekle, to wcale nie aż taka literacka fikcja. Jest obscenicznie, jest obrzydliwie, ale czy tylko na kartach książki? Nie dajmy się zwieść pozorom, bo cóż broni wylać się na rzeczywistość brutalnym wyobrażeniom? Ale ja to – jak zwykła mawiać jedna z bohaterek – „pojebana jestem”, więc myśli mi chodzą własnymi drogami.



Pradawne zło jest pełne pasji, mocy i energii. Dlatego efekt zamierzony przez autorów został osiągnięty. Mam wrażenie, że pisarze sami świetnie się bawili tworząc. Momentami można się domyśleć, który napisał jaką część tekstu, ale to raczej bez znaczenia. Czy jest strasznie? Raczej nie dla dorosłego horrorowego wyjadacza. Ten będzie pochłaniał kolejne strony z sentymentem. Kilka literówek nie psuje efektu, a okładka wspaniale oddaje towarzyszącą lekturze aurę fascynującego kiczu.


Czytliwość:5/6
Wydanie: 4/6
Okładka: 5/6
Ogólnie: 4,5/6



Autor: Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
Tytuł: Pradawne zło
Wydanie: I
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2013
Okładka: miękkie
Ilość stron: 279
Cena: 29,90 zł

Pradawne zło widziane z drugiej strony lustra: recenzja.

22 lutego 2014

Wilki, truskawkowy dżem i świnka /Wilki w ścianach - Neil Gaiman/

Kiedyś nie było dla nas większej różnicy czy mamy do czynienia z jawą, czy snem. Kiedyś rozbudzona wyobraźnia wyznaczała ścieżki myślom, które rozumiała tylko ulubiona zabawka. Neil Gaiman wypełnił je tajemnicą i strachem, zagęszczając ich aurę od słowa do słowa. Podczas lektury oniryczny świat porywa naszą fantazję i…

21 lutego 2014

Być sobą i być szczęśliwym na tle nordyckiej mitologii /Odd i Lodowi Olbrzymi – Neil Gaiman/

Jeżeli chodzi o Gaimana to jestem bezkrytyczna. Ostrzegam, więc: uważam, że w jego wykonaniu nawet instrukcja skręcania mebli z Ikei byłaby magiczna.
Witamy w kraju, w którym wszystko robi się z drewna. To kraj wikingów - Midgard, Norwegia – kraj, w którym kobiety cerują a mężczyźni wojują, pierdzą, biją się i piją. W tym surowym klimacie na świat przychodzi chłopiec, którego los nie będzie oszczędzał: straci ojca, okuleje i zyska okrutnego ojczyma. Odd – bo takie jest jego imię, nie jest rozumiany przez swoją społeczność, a to równa się odrzuceniu. Jak bowiem może ciągle się uśmiechać, skoro los wciąż płata mu figle i obrzuca nieszczęściem? Gdy dom, w którym się wychował, przestaje być jego domem, a wiosna nie chce nadejść, chłopiec odchodzi by zamieszkać w lesie. Tutaj spotyka orła, lisa i niedźwiedzia. Jego nowi towarzysze okazują się jednak nie być zwykłymi zwierzętami, a wszystko to wina – jak zwykle – Lokiego.

19 lutego 2014

Szare niebo w piekle życia /Pępowina - Majgull Axelsson/ DKK


Gdy się starzejemy, zamieniamy się we własnych rodziców; wystarczy pożyć dość długo, by ujrzeć twarze powtarzające się w czasie. /Neil Gaiman/

To moja pierwsza przygoda z Majgull Axelsson. Nie jest to typ literatury, po który sięgam dobrowolnie. Dlatego cieszy mnie, że dzięki uczestnictwu w DKK biorę do rąk, takie właśnie lektury i poszerzam horyzonty. Wszystko ma wiele odcieni…czasem się o tym zapomina. Tym bardziej byłam ciekawa, czym ta szwedzka pisarka mnie zaskoczy.
Ta książka jest niebezpieczna. Bardzo niebezpieczna. Możemy, bowiem zobaczyć w niej siebie nagich i bezbronnych. By były ku temu powody nie trzeba wcale mieć nieszczęśliwego dzieciństwa. Obdarzenie miłością może tak samo ranić, jak jej permanentny brak. Kochając popełnia się błędy – nie można inaczej. Nosimy, więc w sobie kalki własnych rodziców, bez względu na to, czy chcemy ich naśladować, czy wręcz przeciwnie. Autorka uświadamia nam to, jak głęboko w naszych rodziców wniknęli nasi dziadkowie, jak głęboko nasi rodzice wbili w nas swoje „szpony” i co sami prawdopodobnie zrobimy swoim dzieciom. Ta dawno przecięta (tylko fizycznie) pępowina, związuje nas na całe życie – w sposobie myślenia, mówienia, działania. To jak sobie z tym radzimy, zależy od nas i naszej wewnętrznej siły, chęci podjęcia walki o swoje życie. Nie łudźmy się jednak: nie wyrwiemy tego kolca, możemy tylko nauczyć się z nim żyć.

15 lutego 2014

Cialdini w komiksie / Zasady wywierania wpływu na ludzi/

Idea bardzo mi się spodobała: przedstawić naukową wiedzę w atrakcyjnej i skróconej formie, tak by łatwo trafiła do odbiorcy. Głównie tego opornego, który po książki sięga z niechęcią. Pomysł super, ale wykonanie niestety już nie.
Teorię Roberta B. Cialdiniego znam, dlatego łatwo było mi przebrnąć przez kolejne plansze. Na szczęście Cialdini nie był zwolennikiem stosowania niezrozumiałego naukowego żargonu i adaptacja dzięki temu jest dość jasna, nawet dla tych, którzy oryginału nie znają.

13 lutego 2014

O sztuce asertywności - podręcznik praktyczny /Stanowczo, łagodnie, bez lęku - M. Król-Fijewska/

Czym dla większości jest asertywność? Mówieniem „nie” - nie ważne jak, pokazywaniem „ja” – w sposób, który daleki jest od jakiejkolwiek sztuki. Coraz częściej spotykamy osoby, które swoje chamstwo uważają za asertywność. Nic bardziej mylnego! Odmawianie, to tylko czubek góry lodowej. Niewiedza prowadzi do wielu niepotrzebnych dramatów – bo szacunek należy okazywać nie tylko sobie. Tych, którzy chcą się dowiedzieć, co naprawdę oznacza to pojęcie odsyłam do lektury praktycznego, napisanego PROSTYM językiem podręcznika: „Stanowczo, łagodnie, bez lęku” Marii Król-Fijewskiej.

Asertywność ma wiele różnych odcieni: to sztuka przyjmowania krytyki, oceny, wyrażania własnych opinii i taktownego reagowania w sytuacjach konfliktowych/trudnych, złoszczenie się (tak, wolno nam!) w taki sposób by nie krzywdzić innych. Najważniejszym przejawem asertywności  - od czego należy zacząć swoją pracę – jest takie prowadzenie monologu wewnętrznego, by nie krzywdzić samego siebie. Dla mnie to wyzwanie – wewnętrzny zrzędliwiec pracuje bowiem na pełnych obrotach.

Trening asertywności w kontekście psychologii nie zawsze uważany jest za sensowny. Nasz styl życia zależy od wielu czynników: osobowości, kompleksów, wartości, jakie wyznajemy i głosimy. Cóż z tego, że będziemy wiedzieć, co mówić, skoro i tak każde wypowiedziane asertywnie słowo, każdą swoją asertywną postawę będziemy przeżywać tygodniami, walcząc z wyrzutami sumienia lub lękiem przed odtrąceniem? Wielu osobom trudno zaakceptować fakt, że to ktoś nieprzyjmujący, np. odmowy, stoi po „złej stronie mocy” J. Poza tym, po co nam w naszym otoczeniu ludzie, przy których nie możemy być autentyczni? Na wszystko jednak trzeba czasu. Nie ma tajemniczego guzika w głowie, ani czarodziejskiej różdżki, ani magika-trenera, który zrobi z nas mistrzów pstryknięciem palców. Im głębiej musimy przepracować zmiany, tym później zakorzenią się w naszym życiu nowe nawyki. Działając w zgodzie z własnym, wewnętrznym rytmem osiągniemy jednak cel. Pamiętajmy także, że: na asertywność NIGDY nie jest ZA PÓŹNO.

Maria Król- Fijewska napisała książkę zgrabną, konkretną i przejrzystą. Znajdujemy w niej multum życiowych przykładów – pozostaje je tylko przyswoić i zacząć stosować w praktyce. Na końcu książki odnajdujemy test, dzięki któremu przeanalizujemy swoją mapę asertywności. Nikt z nas nie jest asertywny na 100% w każdej sytuacji (przy każdej osobie). Dzięki mapie, możemy określić gdzie znajdują się nasze słabe punkty i zacząć nad nimi pracować.

Pogodna okładka nastraja bardzo optymistycznie - wierzymy w sukces. Po lekturze czułam jednak mały niedosyt. Ujęcia definicyjne nie są najważniejsze, ale je lubię. Zabrakło mi, więc teorii o tym: skąd i dlaczego i w jaką stronę. Praktyczność na szczęście wynagrodziła mi tę bolączkę, a o teorii poczytałam sobie, gdzie indziej.

Czytliwość:6/6
Wydanie: 5/6
Okładka: 5/6
Ogólnie: 5,5/6

Autor: Maria Król-Fijewska
Tytuł: Stanowczo, łagodnie, bez lęku
Wydawnictwo: W.A.B

Wydanie: III
Rok wydania: 2012
Oprawa: miękka
Ilość stron: 139
Cena: 19,90 zł

Fragment:

Osoba, która ma kłopoty z wyrażaniem i obroną siebie oraz z realizacją swoich potrzeb, żyje w świecie dramatycznych epizodów. Jest to świat, w którym ludzie nie pozwalają nam, zmuszają, oskarżają nas, lekceważą, pomiatają, krzywdzą, my zaś musimy, powinniśmy, nie jesteśmy w stanie, nie mamy prawa, nie damy rady, nigdy sobie na to nie pozwolimy.
Jest to świat oskarżycieli i oskarżonych. Świat nasycony obawami. Świat człowieka asertywnego wygląda zupełnie inaczej. Jest w nim zdecydowanie mniej lęku.

11 lutego 2014

Nie ma żadnych granic! Witamy bizarro nad Wisłą /Z bizarro za pan brat - Karol Mitka/

Karol Mitka znany nam z:„Zombiefili” („Aby sprawiedliwości stało się zadość” – jedno z najlepszych w zbiorze) i „Gorefikacji („Aż po grób, a nawet dalej”- sprawdzony czarny humor) i z portalu „niedobre literki” nareszcie zaistniał w większej formie – w "kupie" chciałoby się rzec – i zapewnia nam bizarrystyczne doznania w konkretnej dawce. A to wszystko za sprawą zbioru tekstów: „Z bizarro za pan brat”.

Pisarz o intrygującym pseudonimie Fasoletti, to jeden z piewców bizarro w naszym polskim grajdołku. Z czym kojarzy się ten nowy na naszej ziemi – przesiąkniętej konserwatywną ponoć krwią – gatunek? Z nadmiarem wszystkiego, absurdem, niedorzecznością, przewrotowością, surrealizmem, obleśnością, parodią, podłością, wulgarnością…wymieniać dalej? W każdym razie to gatunek, dla którego nie istnieją tematy nietykalne - zdepta każdą świętość. W odbiorze większości - to takie popapraństwo (świadczące o krzywiźnie psychicznej tych, którzy po nie sięgają) z natury wymykające się definicjom. Jak można zdefiniować bowiem coś, co definicje obala? Wpadniemy w pewien paradoks, jak wtedy, gdy zapragniemy wolności absolutnej, czyli wolności od samej wolności również… Ale do rzeczy.

Ze wstępu Marka Grzywacza dowiadujemy się, że pisarz lubi taplać się w naszym popkulturowym szambie, ma niepokorny humor i lekkie pióro. Pod tym się podpisuję. Teksty czyta się z ogromną przyjemnością, a Karol Mitka jest wyraźnie „sprawny” językowo. Zbiory bywają nierówne, ten również. Zdarzają się historie słabsze, przewidywalne lub napisane dla samego pisania – bo w sumie kto tego zabroni? Większość jest jednak utrzymana na dosyć wysokim poziomie. Autor wyobraźnię ma ogromną, aż strach pomyśleć, jakimi ścieżkami wędrują jego myśli i dokąd owe ścieżki mogą prowadzić…

http://www.cortocabeloepinto.com/wp-content/uploads/2010/05/
Nie polecam jednak zbioru do czytania na raz. Po pewnym czasie zalew nadmiaru syci, ostrze absurdu tępieje i lektura zaczyna nużyć. Lepiej odłożyć czytanie na następny dzień i podejść do niego na świeżo. Niektórzy zarzucają tekstom seksualizację, wulgarność, brutalizację, upodlenie i profanację – ale przecież taka jest ogólna koncepcja! Można by się tego czepiać w komedii romantycznej, ale nie w zbiorze bizarro.

Już przeżyje, że to e-book, już przeżyje, że błąd ortograficzny we wstępie, ale brak stron to dla mnie horror gorszy od chujo-, dupo- czy wszystko tam „-kalipsy”! Okładka wykopaliskowa (jak podają „niedobreliterki”) symbolizuje wygrzebanie z czeluści internetu wszelakich dzieł autora – niech będzie taka interpretacja, nie będę dyskutowała.

Po lekturze musiałam się zastanowić: czy teksty rzeczywiście łamią jakieś tabu? Atakują wartości, tak by bolało? Chyba jestem mało wrażliwa, bądź zbytnio otwarta na szeroko pojętą sztukę i ze związaną z nią interpretację rzeczywistości. Nie czuję się obrażona ani dotknięta. Momentami raczej czułam, że powinnam być zażenowana tym, że coś mnie śmieszy. W tych paranojach literackich dostrzegam swoje odbicie. Pora dokonać autoanalizy…toć bizarro jest przecież krzywym zwierciadłem…

 
http://xeeming.deviantart.com/art/Unmasker-of-the-Absurd-256310349#/art/Gateways-to-Sorrow-306521916?_sid=4a0344c

Spis treści:

1.Wenia
Podczas lektury do moich uszu dotarły dalekie echa mitologii starożytnej, dokładniej mitu o Pigmalionie. Głównym bohaterem opowiadania jest Roślinofil (Florofil?), który w końcu trafia do swojego Edenu.

2. Kochałem ją, a ona mnie
Nekrofilia dla żywych, anoreksja i w sumie całkiem edukacyjne.

3. Niech klapa pozostanie zamknięta, a ręka w bezruchu
Tytuł zdradza już wiele, ale i tak uśmiałam się do łez. Jeśli chodzi o polskie sądownictwo – o zgrozo – całkiem realne. Ku przestrodze: panowie nie marnujcie nasienia!

4. Reset
Przemielona i wyrzygana na milion sposobów przez media „tragedia smoleńska” kropką nad „i”. No to jednak mamy tę upragnioną rolę w dziejach świata.

5. Buty
Taka bajka z morałem i bez happy endu dla niegrzecznych dzieci.

6.Dupokalipsa
Pierwszy akapit pobudza wyobraźnię i wywołuje atak śmiechu – okołoanalna historia godna południowokoreańskich motywów o pierdzących mocarzach. Następnie wraz z bohaterami znosimy trudy życia w postapokaliptyczym świecie pełnym potworów.

7.Ciąża
Niby gra słów, ale łapiemy przytyk o pewnej Fly.

8.Spermator
Nutka superbohaterstwa w nietypowym wydaniu, przyprószona feminizmem i chłopięcymi marzeniami.
http://xeeming.deviantart.com/art/Unmasker-of-the-Absurd-256310349#/art/Hierarch-306739274?_sid=66e45d73
9.Vaginal Horror Show
Karzeł dupomówca i jego mikrofon…oplułam ekran. Niepoprawne nie tylko politycznie: o trupie cyrkowej z Czarnobyla. I wszystko jasne.

10. Shit meat
Ma klimat – nie przesadzajcie z kiełbasą, bo wam wyjdzie bokiem.

11. Analni ciemiężcy z Syriusza
Nie ważne jak odległej przyszłości dotrwa ludzkość – biednemu zawsze wiatr w oczy, albo w d***. W obliczu niebezpieczeństwa główny bohater Pierdoń (tak, okołoanalne tematy na czele) stanie jednak na wysokości zadania.

12. Skrzydła, czyli krótka bajka ku przestrodze
Wydźwięk religijny, wśród bełtów i pijaństwa.

13. Ropa
Ropa to drogocenny surowiec i niektórych nic nie powstrzyma przed jego pozyskaniem. Mitkowy Matrix.

14. Jaki tatuś…
Taki żarcik…

15. Wskrzeszenie
Niejeden ksiądz spadłby z ambony, jednak zawarta tutaj puenta jest perfidnie prawdziwa: człowiek nie może się równać z Bogiem i kropka. Zwłaszcza, gdy ten postanowi spłatać mu świątecznego psikusa.

16. John Horseshaker – od zera do bohatera
http://xeeming.deviantart.com/art/Unmasker-of-the-Absurd-256310349Parodia filmów o Tomie Cruisie, który w pojedynkę ratuje świat. Nasz (anty)bohater - nie dość, że akcja toczy się na typowym zaścianku - został wybrany do walki z kosmicznym najeźdźcą i ma dosyć nietypową broń…

17. Brud
Syf, który tworzymy kiedyś nas zeżre – i to nie tylko metaforycznie. I dobrze nam tak, zgadzam się.

18. Już na zawsze będziesz moim niewolnikiem
Zemsta na nazistowskich potomkach rozsmakowuje się w szczegółach.

19. Horrorshow
Shlasher domkowo-nadjeziorny. Ale jak psychol jest niezniszczalny, to jest niezniszczalny.

20. Chujokalipsa
Całkiem przyzwoite, romantyczne wręcz, ujęcie końca świata przez pryzmat kosmicznego stosunku.

21. Kaziuk Kapuściany Łeb i wścieklizna pochwy
„Klasyczna” baśń o trzech braciach, z których ten najmłodszy, najgłupszy odnosi sukces i wychodzi cało z próby. Ale happy endu nie ma.

22. Lala mi do
Nie ważne, z czego jest zrobiona kobieta, należą jej się kwiaty i bombonierki, bo inaczej źle się to kończy dla jej faceta.

23. Mogłeś być moim ojcem
Kolejne o marnowaniu nasienia i jego konsekwencjach.

24. Narodziny
Narodziny nowego roku w stylu bizarro. 2013 nie był jednak aż tak pechowy, jak autor zakładał.

25. Straszna opowieść o tym, jak Paul swoją przeszłość ratował
Naprawdę straszna opowieść. Zwłaszcza, gdy odkrywamy, że oparta na tym samym paradoksie, co „Wehikuł czasu” i działania bohatera nie miały szans powodzenia. Aż nam go żal.

http://lamantha.deviantart.com/art/Absurd-36126990926. Bobek
O tym, że miłość niejedno ma imię…

27. Pojebańcy
Młodzież Wszechpolska w krzywym zwierciadle.

28. Wściek
Tytułowy wściek, to wściek macicy, który nawiedza biedne zakonnice. Te najbardziej cnotliwe oczywiście. Demona można wypędzić tylko w jeden sposób. Pewne sceny rodem z „Dominium” Little’a.

29. Inwazja brzeszczotorękich wyjadaczy płodów
Efekty wycieku reaktora jak zwykle brutalne i opłakane.

30. Palec mojego ojca
Ja bym tu podstawiła „palec księdza”, byłoby bardziej na czasie.


Okładka: 3/6
Wydanie 3/6
Czytliwość 5/6
Ogólnie 5/6

Autor: Karol Mitka
Tytuł: Z bizarro za pan brat
Wydawnictwo:wydaje.pl
Wydanie: I
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 102
Oprawa: e-book
Cena: 00,00 książka do darmowego pobrania

09 lutego 2014

Baśnie ponure /Szklana Góra - Marcin Podlewski/


Możesz je przeczytać, jeśli chcesz. Nie jest ich w końcu zbyt wiele. Nie czytaj ich wszakże szybko. Te baśnie czyta się powoli. Niektóre szybko zapomnisz. Niektórych nie zapomnisz nigdy. Jedna z nich jest specjalnie dla Ciebie.

Inspekcja z Zombiefili Marcina Podlewskiego jest jednym z najlepszych opowiadań, jakie miałam okazję czytać. Bez obaw więc sięgnęłam po jego Szklaną Górę – zbiór dwunastu ponurych baśni.

W tej krótkiej książce, autor zanurza nas w światach bez happy endów, w światach nasiąkniętych smutkiem i rezygnacją. Czytając, podskórnie czujemy, że nadchodzi nieuniknione, towarzyszy nam niepokój. Sieć misternie połączonych obrazów, tworzy bogaty zbiór przetrąceń, zdziwień i groteskowej złożoności. Klimat majestatycznej grozy, doprawionej czarnym humorem, przeszywa lasy, chatki, zamki, jaskinie…wraz z zapachem wanilii – raz intensywnym, raz bardzo odległym - i gorzkim smakiem melancholii. Kolejne teksty zdają się mieć pewien rytm, nadany im miarową pracą mechanicznego serca. Podlewski wiedział, co pisze, każąc nam czytać powoli. Dzięki temu możemy wychwycić tę powtarzającą się melodię. Autor zapewnił nam, więc „kąpiel” zmysłów, wciągając w tajemnicze zakamarki swojej wyobraźni.

Świat przedstawiony dopełniają naprawdę ciekawe pomysły: postacie nie grają swoich ról, czyli takich jakie wyznaczył im baśniowy świat, lecz przewrotnie okazują się kimś zupełnie innym. Niby jest schemat, niby można by bohaterów dopasować do szablonu, a jednak - nie da się. Niektóre opowiadania (specjalnie nie piszę, że baśnie) Podlewskiego sprawiają wrażenie niedokończonych, niedopracowanych, albo zmierzających zupełnie nie tam, gdzie powinny. Czasami zakończenie musiałam sobie dopowiedzieć sama, dointerpretować wątki – w klasycznych baśniach tak nie bywa. W formie są jak widać niedociągnięcia, co nie ujmuje treściom w niej zawartym magicznego uroku.

http://www.rysunek-architektura.pl/galeria-559.html
Ponure baśnie i nie-baśnie przenoszą nas w czas, gdy nie było rzeczy niemożliwych, albo niezdobytych miejsc. Po lekturze, z przyjemnością przejrzałam kilka zbiorów baśni, które zajmują należne im miejsca na moich półkach. A jednak e-booki inspirują. Gdyby ktoś zapytał, po co powstała ta książka – odpowiedziałabym: po to by przypomnieć mi o historiach, które czytała mi babcia i towarzyszące im uczucia. Tutaj zasadza się ponurość i nieuniknioność tego, co przekazują teksty Podlewskiego: świata, gdy stanie, nie da się nakręcić na nowo. Babcia też opowiadała i czytała mi prawdziwe baśnie - w których postacie żyły, bo umierały – a nie ich ugrzecznione wersje spod różowej pierzynki. Prawdziwe baśnie to świat szorstkich i nostalgicznych prawd.

Na brak wrażliwej wyobraźni Podlewski nie może narzekać. Ma talent do budowania posępnego nastroju, nie przerysowuje go popadając w karykaturę – a to już sztuka. Narrator - gawędziarz, wprowadza nas w każdą historię, tworząc wrażenie ustnego, bezpośredniego przekazu. Historie spisane są językiem prostym, pełnym powtórzeń (rytmiczność), jak typowe baśnie. Czasami jednak wkradają się do tekstów słowa, które nie pasują do opisywanego świata, ponieważ są zbyt nowoczesne. Mam też problem z okładką: jest mało baśniowa, mało magiczna. Może zamiast mechanicznego - szklane serce? 

Jest magicznie, ponuro. Są wiecznie głodne dziewczynki, postapokaliptyczne machiny, wilki, drzewa, magiczne księgi, żelazne szczęki, czarownice, wynalazcy, księżniczki i dużo szkła. Nie potrzeba wielu zmian. Wystarczy drobna korekta m.in. porozjeżdżanych tekstów i z przyjemnością poczekam na wersję papierową!
Okładka: 3/6
Wydanie 3/6
Czytliwość5/6
Ogólnie 5/6
Autor: Marcin Podlewski
Tytuł: Szklana Góra
Wydawnictwo: wydaje.pl
Wydanie: I
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 60
Oprawa: e-book
Cena: 00,00 książka do darmowego pobrania
Strachy na lachy - Szklana góra

P.S. W pierwszym numerze Horror Masakry również znajdujemy opowiadanie Marcina Podlewskiego ("Jak w domu").

08 lutego 2014

Zapowiedz: Księga Wampirów, Wydawnictwo Studio Truso JUŻ 3go MARCA


Moda na wampiry nieco już przycichła. Pewnie wirus Zmierzchu, powodujący śmiertelne w skutkach zbrokacenie, zmusił je wszystkie do ukrywania się przed rozentuzjazmowanymi tłumami. Maślane spojrzenia okazały się skuteczniejsze od osikowych kołków. Jednak nie na długo. Wampirów tak łatwo się nie pozbędziemy, zwłaszcza, że w odosobnieniu zaczął doskwierać im głód. Głód ciepłej krwii…
 
„Wskrzeszenie” tych nieumarłych, dokona się już 3-go marca w Polsce, która stanie się ich nową kolebką i ostoją. Nowa epoka grozy - dlaczego nie?

 
Z Zombiefilią już się pobratałam, z Gorefikacjami również. Księga Wampirów też na pewno trafi na moją listę must read. Ciekawa jestem, jak z tematem poradzą sobie Ci pełni pasji i nie idący na łatwiznę twórcy. Czy aby nie wykole nam oczu jakaś Bell-pokraka…? Wierzę, że nie!


Więcej o Księdze Wampirów, której wydania podjęło się Wydawnictwo Studio Truso,  na facebookowym funpagu:


Tęsknisz za bezwzględnymi bestiami lub arystokratycznymi, lecz bezlitosnymi krwiopijcami? Pragniesz prawdziwej, gęstej i pachnącej człowiekiem krwi? Masz dość brokatowej popkulturowej papki? Wampir – to kiedyś brzmiało dumnie. Przywróćmy sens temu słowu i niech na nowo króluje bezpretensjonalna przemoc!


„Księga Wampirów” zabierze Cię na szaloną przejażdżkę przez najciekawsze wampirze historie – retro, high-end, postapo, klasyka czy satyra. Spotkasz tutaj zarówno wampiry uzbrojone w kły i pazury, jak i energetycznych cwaniaków. Wszystkie na równi prawdziwe i niebezpieczne.


Dwudziestu jeden zbuntowanych przeciwko dziwnym trendom autorów postanowiło na nowo zdefiniować obraz wampira. To już nie jest zakochany nastolatek...

Dołącz do szeregu albo chwytaj za krzyż i walcz! To nowa epoka. Krwawa i NASZA.


Zapowiedź z drugiej strony lustra: http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/2013/10/wampiry-wracaja-do-swoich-korzeni-ich.html
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...