31 marca 2015

Marcowe czytadła i filmidła

Cóż, w marcu jak w garncu, więc i u mnie standardowe pomieszanie z poplątaniem. Trochę grozy, obyczajówki, jak zwykle sporo kotów, czasem lekko i zwiewnie, czasem poważnie i gorzko. Muszę przyznać, że marzec był bardzo udanym czytelniczo miesiącem. Zresztą recenzje mówią same za siebie - wielu rozczarowań nie było.

30 marca 2015

Brzemię /Poczęcie – Chase Novak/

Nie znacie autora? Nic dziwnego, to jego – w pewnym sensie debiutancka – powieść. Kto by pomyślał, że ów pisarz do tej pory pisywał tylko książki obyczajowe? Enigmatyczny jegomość, o którym mowa, to Scott Spencer, a jego dotychczasowe dzieła to: Miłość bez końca, Statek z papieru, Mężczyzna z lasu, Szczęśliwi frajerzy. Poczęcie to niesamowicie ryzykowny i udany (!) eksperyment. W tekst książki wsiąka się od pierwszych stron. Novak bowiem to urodzony gawędziarz, którego „słucha” się z wypiekami na twarzy – chociaż czasem potrafi, wkurzyć i zirytować upartym milczeniem, na temat tego co „musimy” przecież wiedzieć. Powieść trafi do wielu osób, nie powinno się jej - wręcz nie wolno - klasyfikować tylko jako horroru. To świetna satyra na nasze konsumpcyjne społeczeństwo, opis - przegranej z góry - walki jednostki z jej naturą, czyli treść mocno psychologizująca  i trzymający w napięciu thriller. Pisarz przekroczył w Poczęciu granice, w których czytelnik czuje się bezpiecznie, zburzył jego sposób myślenia – a od tego nie ma już odwrotu. Dziecko Novaka zdecydowanie uznaję za udane.

29 marca 2015

Hołd polski, czyli peany na cześć Kinga /Pokłosie – antologia/

Wydawnictwo Gmork przygotowało nie lada gratkę dla fanów Stephena Kinga. Już 30 marca ukaże się bowiem antologia opowiadań, będąca wyrazem podziwu dla twórczości Legendy z Maine. Na Pokłosie złożyło się w sumie: 5 piór, 7 opowiadań i 1 Wspaniały. Pomysł dotyczący kształtu, jaki ma przyjąć wyrażanie uwielbienia, jest naprawdę świetny. Bo czy istnieje większa forma uznania dla pisarza, niż stanie się inspiracją, rozbudzanie wyobraźni kolejnych twórców i pokoleń? Dotarcie praktycznie pod każdą „strzechę”?

Już sama okładka – autorstwa Darka Kocurka – przykuwa wzrok. To enigmatyczne zaproszenie do świata, w którym  spożyjemy dania w sosie z Króla. Kolejni autorzy stworzyli teksty zróżnicowane fabularnie, tematycznie, prezentując odmienne style. Każde dzieło jest autonomiczne. Nawiązania z którymi się w nich spotykamy są bardziej lub mniej oczywiste. Postanowiłam, że nie zdradzę, które opowiadanie nawiązuje do którego dzieła Kinga. Nie odbiorę wam przyjemności odkrywania. Obiecałam sobie, że będę twarda, ale wiadomo jak to jest. Co nieco mi się jednak wypsnęło, na szczęście na tyle minimalnie, że mam nadzieję, że nie zauważycie.

Na przystawkę otrzymaliśmy wstęp spisany przez naszego "polskiego Kinga", czyli - nomen omen – Stefana(!) Dardy. Gdy rozsmakujemy się w jego tekście, wciąż głodni, zachłannie zanurzamy się coraz głębiej, bo tam przecież czekają na nas same smakołyki...

28 marca 2015

Wszystko przychodzi do tych, którzy mruczą / Niesamowicie rozkoszne koty – Stuard i Linda Macfarlane/

Jeżeli teoria ewolucji mówi prawdę, to z czasem ludzie zbliżą się do doskonałości – co znaczy, że przemienią się w koty. /Pumkin Puss/

Na mojej półce wymościł sobie gniazdko kolejny książkowy bibelocik. Koniec końców każdy szanujący się kot (yyyy...kociarz znaczy się) powinien mieć owe dzieło ustawione na honorowym miejscu. Zresztą, kogo ja chcę oszukać? Nie od dziś wiadomo, że to koty rządzą światem. Mieszkanie należy przecież do pewnej uroczej, czworonożnej istotki, a ja tylko – sługa uniżony - spłacam dług wdzięczności, za to że zaszczyca mnie swoją obecnością. No cóż, koty były kiedyś uznawane za bogów i o tym nie zapomniały. Nie pozwolą o tym również zapomnieć ludziom.

Oprócz zachwycających zdjęć (zaiste rozkosznych) i przesłodkiego szkraba na okładce, który wybałusza na czytelnika rozczulająco oczęta, książkę tę wypełniają liczne sentencje. Na tę Kocią Encyklopedię najwyraźniej składa się mądrość wielu pokoleń kotów, zebranych i wygłaszanych przez prawdziwe – żeby nie powiedzieć "z krwi i kości", bliżej prawdy bowiem będzie stwierdzenie "z pustego żołądka i sierści" – mruczusie. Wśród nich znajdziecie: wspomnianą już Pumkin Puss, Rambo, Grubego Feliksa, Przewodniczącego Meow i wielu innych mędrców. Dzielą się oni swoją wiedzą na temat tego, jak traktują rodzaj ludzki i jakiego traktowania same oczekują. A ktoś śmiał mi kiedyś powiedzieć, że koty są łatwe w utrzymaniu i niewymagające...

27 marca 2015

Draculi portret filmowy

Ten, który spośród wampirów najmocniej odcisnął piętno w świadomości kilku pokoleń, z całą pewnością zasłużył na miano postaci kultowej. Jesteście ciekawi, jak przebiegała kariera filmowa najgroźniejszego z wampirów, najmroczniejszego z mrocznych - Księcia ciemności, Hrabiego Draculi? Łatwo w sumie sobie na te pytanie odpowiedzieć: z poczwarki w rasowego celebrytę – XXI wiek nikogo przecież nie oszczędzi, jeśli może z niego uczynić sukces kasowy. Na przestrzeni kilku dekad istnienia na szklanym ekranie, pokonywał ostre zakręty, wpadał też na liczne mielizny. Nie oszczędziła go też moda na popcornowe wampiry.

26 marca 2015

Miś Fantazy na Wyspie Kotów /Wyspa Kotów - Ewa Karwan - Jastrzębska/

Znacie bajkę o niebieskim misiu? Sympatycznym niedźwiadku mieszkającym w cudownej Słonecznej Krainie, ukrytej gdzieś pośród fal Oceanu Marzeń? Fantazy jest bohaterem serii książek napisanych przez Ewę Karwan-Jastrzębską. W każdej części na małego misiaczka czeka niezwykła przygoda i nowe tajemnicze miejsce do odkrycia. Na szczęście bez względu na to, w jak wielkie tarapaty by nie wpadł – przyjaciele zawsze przyjdą mu z pomocą. Mowa tutaj o Zagadce, Julce, poczciwej żabie Kapa-Kapa i czarodzieju Prosperze. Kolejne barwne historie sowicie okraszone są magią i intensywnie oddziaływają na wyobraźnię dziecka, które chętnie przeżywa wspólnie z misiem niebezpieczne przygody.

25 marca 2015

Starożytni kontra Wall-e /Piramida – Grégory Levasseur/ 2014

Jeśli ma być horror z piramidami w tle, to koniecznie powinien pojawić się w nim gość w bandażach. Tym razem, twórcy postanowili zrobić jednak unik i czymś widza zaskoczyć. Owszem pojawia się tutaj antagonista na wskroś „egipski”, jednak wpisany w nieco inne aspekty tej starożytnej kultury. Mimo starań twórców, powstał kolejny film, który z bardziej wiarygodnymi aktorami, lepszymi efektami i nieco lepiej skonstruowanym „wrogiem”, mógłby stanowić ciekawe widowisko. Wyobraźnia scenarzystów i reżysera, zabrnęła dalej, niż były w stanie doczołgać się fundusze i drętwi aktorzy.

Gdy włączyłam Piramidę, przed oczami przemknęło mi (niczym życie skaczącemu z mostu) wspomnienie przemęczonego niedawno Jako w piekle tak i na ziemi. Naukowcy opętani obsesją dokonania odkrycia stulecia i podróż w dół, ku zaświatom – elementy te wydały mi się zbyt podobne, bym odpuściła sobie porównanie tych dwóch obrazów. Ciekawe czy pojawianie się w horrorach motywu Indiana Jonesa - płci obojga -, zapowiada nadejście nowej mody w niskobudżetowkach? Oba filmy są przecież z zeszłego roku. Piramida bije jednak „paryskie piekło” na głowę, jeżeli chodzi o budowę klaustrofobicznej atmosfery i czyhające na bohaterów niebezpieczeństwa. Zamiast demonów, które paryska bohaterka kładzie pojedynczym ciosem w czoło, postacie z „egipskiego” horroru atakuje coś, co w pierwszej chwili wzięłam za starożytne szczury mutanty i nie daje się łatwo pokonać. Okazało się, że chodzi jednak o inne zwierzę. Podpowiem, że czczone przez Egipcjan - i w tym konkretnym przypadku reżyser zaprezentował nam jeden z specyficzniejszych gatunków, swoją dumną nazwę zawdzięczającą Sfinksowi.

24 marca 2015

Kicia Kocia mówi: NIE! Anita Głowińska

Całe szczęście, że z pomocą rodzicom przychodzi coraz więcej literatury…

Każdy z nas był świadkiem podobnych obrazków: rozwrzeszczany maluch, żądający swoich praw, piekli się na środku sklepu, a spłoszeni lub zawstydzeni rodzice dzielnie stawiają mu czoła. No cóż, dziecko ma prawo nudzić się na zakupach, nie może jednak niegrzecznie domagać się powrotu do domu. Życie nie składa się tylko z przyjemności. Wiele jeszcze jednak upłynie wody, zanim zbuntowany maluch zrozumie tę przykrą prawdę. Do tego czasu będzie regularnie badał granice tego, jak daleko może się w swoich roszczeniach posunąć. Będzie więc krzyczeć, zrzucać towar z półek, a nawet ratować się ucieczką.

23 marca 2015

Udało się? Paradokumnet znów w natarciu.../Mockingbird – Bryan Bertino /2014

I znów musiałam zadać sobie fundamentalne pytanie: czy to co przed chwilą oglądałam było horrorem? Mam wrażenie, że Mockingbird to raczej coś na kształt thrillera psychologicznego – a dokładniej: stalker movie. Bez względu jednak na to, z jakim gatunkiem miałam do czynienia, z całą pewnością mogę stwierdzić, że film został kiepsko zrealizowany. Niemała w tym zasługa nikłych funduszy. Nie jest to jednak żadne usprawiedliwienie - aktorstwo i nieudolny montaż, też zdziałały swoje. Za efekty specjalne robią tutaj czerwone balony i gość przebrany za klauna. Poza tym akcja została skąpana sowicie w strugach deszczu. Wbrew temu jednak, jak na obrazie Bryana Bertino wiesza się psy, muszę stwierdzić, że wydźwięk całości wcale nie jest taki głupi. Jeśli skupimy się na jedynym, co w filmie jest „straszne”- i na co warto zwrócić uwagę - z przerażeniem dostrzeżemy potęgę skutecznej manipulacji. Obserwując z jaką łatwością   bohaterowie stają się marionetkami uświadamiamy sobie, że zareagowalibyśmy tak samo (?).  O tragedię więc nietrudno – gdy ten, kto nas wkręca i pociąga za sznurki nie ma żadnych hamulców moralnych.

22 marca 2015

Wymruczeć chorobę. Autyzm i kot /Billy. Kot, który ocalił moje dziecko – Louise Booth/

Autyzm. Czy często zdarza nam się zastanawiać, co się pod tym słowem kryje? Co wiemy o jego istocie? Czy jesteśmy w stanie chociaż trochę sobie wyobrazić, z jakimi wiąże się wyzwaniami? Nasza wiedza ślizga się gdzieś po powierzchni zagadnienia. Rodzice autystycznych dzieci często nie mają najmniejszego pojęcia według jakich zasad powinni postępować, błądzą więc po omacku, ucząc się metodą prób i błędów. Zderzają się z brakiem zrozumienia, niechęcią i nawet lękiem otoczenia. Najtrudniejszy i najboleśniejszy jest w tym wszystkim brak kontaktu z własnym dzieckiem, któremu chcą zapewnić przecież jak najlepsze życie - nie wiedzą jednak jak. Najważniejsze dla nich, staje się to, by ich dziecko weszło w interakcję, jakąkolwiek, chociażby z kotem. By otwarło się chociaż troszkę, by mogli się od niego dowiedzieć, jak chce żyć. To nie jest choroba przy której można cokolwiek planować, wyrokować, należy skupiać się tylko uważnie na każdym kolejnym kroku. Autyzm to także choroba nieprzewidywalna, nigdy nie wiadomo kiedy i z jakiej przyczyny nastąpi progres lub regres. Najmniejsza zmiana w rytmie dnia może przecież wywołać istną apokalipsę i całkowite zamknięcie się autysty. Kto nigdy nie miał do czynienia z dziećmi zamkniętymi we własnych wnętrzach, nie jest w stanie tego zrozumieć. Dzięki tej książce może na chwilę zmienić perspektywę, wejść w skórę Louise, poznać jej emocje i może chociaż trochę zrozumieć świat jej syna Frasera.

21 marca 2015

Wojna nie jest dla nikogo /Czy wojna jest dla dziewczyn? – Paweł Beręsewicz/


Czy wojna jest dla dziewczyn?, to kolejna, która wpadła mi w ręce, część serii - wydanej wspólnie przez Wydawnictwo Literatura i Muzeum Powstania Warszawskiego. Do tej pory miałam przyjemność zapoznać się z: Zaklęciem na W, Bezsennością Jutki i Wojną na Pięknym Brzegu. Nie żałuję czasu poświęconego na żadną z tych lektur. 

Tym razem miałam okazję poznać losy małej Eli - kolejnego dziecka, któremu wojna odebrała dzieciństwo. Opowieść ta, to przykład literatury faktu dla najmłodszych. Została napisana na podstawie wspomnień ponad osiemdziesięcioletniej Elżbiety Łukaszczyk (czyli małej Eli Łaniewskiej, pseudonim: „Czarna Elka”). Historia opisana przez Beręsewicza wydarzyła się  naprawdę. Tak więc jej główna bohaterka Ela, jej mama Katarzyna i ojciec Stanisław – byli żywymi ludźmi, z krwi i kości. To nie są żadni papierowi bohaterowie, dzięki temu książka zyskuje bardziej osobisty wyraz.

20 marca 2015

Uśpieni? - owszem, ale widzowie /The Quiet Ones, Uśpieni – John Pogue/ 2014

Film się na szczęście skończył, wzięłam kilka oddechów, zasiadłam nad klawiaturą i…pustka. Bo co to ja w sumie miałam…? Wyrwane z letargu myśli, potrzebowały krótkiej rozgrzewki, żeby wskoczyć na właściwe tory i jako tako zacząć robić to, co do nich należy. Otrząsając się z resztek snu, zaczęłam powoli analizować z czym miałam przed chwilą do czynienia.

Z całą pewnością, to miał być horror z cyklu: opętanie i okultyzm. Dla urozmaicenia, księdza chcącego ocalić biedną duszyczkę, stałą bywalczynię zakładów psychiatrycznych, zastąpił naukowiec, profesor Coupland (Jared Harris). Krzyż, wodę święconą i biblię też wyeliminowano, a ich miejsce zajęły: skomplikowana aparatura oraz wszelkiej maści psychologiczne sztuczki i dziwne zabiegi. Nic jednak nie zadziałało. A sceptyk, jak to sceptyk, do samego końca pozostał ślepy na paranormalne dowody, które obalały jego teorię. Coupland niestrudzenie hołduje założeniu mówiącemu, że kiedy umysł śpi, budzą się demony. Według niego, to co nazywamy opętaniem, to w rzeczywistości efekt działania skołatanego umysłu, efekt traumatycznych przejść. Docelowo jego eksperyment ma na celu wywołanie  i usunięcie poltergeista - co nastąpi, gdy w jednym miejscu nagromadzi się naprawdę dużo negatywnej energii. Metoda leczenia trzeba przyznać - dosyć kontrowersyjna. Profesor jest najwyraźniej na tyle charyzmatyczną postacią, że przekonuje do współpracy grupkę studentów: kamerzystę Briana (Sam Claflin), lekarkę Krissi (Erin Richards), technika Harry’ego (Rory Fleck-Byrne). Muszę przyznać, że punkt wyjścia do opowiedzenia ciekawej historii był świetny.

19 marca 2015

Zima na niby /Zima, której nie było - Katarzyna Minasowicz/

Jeśli uwzględnić nawiedzające nas coraz częściej anomalie pogodowe, takie jak np. brak zimy w zimie, to książka ta jest jak najbardziej na czasie. Nie zaskakuje nas więc w ogóle to, że jej bohaterowie właśnie na zimę czekają. Nikt nie oczekuje jej jednak z radością. Przecież kojarzy się głównie z chłodem, odśnieżaniem i niemiłosiernie gryzącymi rajstopami. Może i główna bohaterka historyjki – Mała - podzielałaby niechęć otoczenia do najzimniejszej pory roku, gdyby nie odkryła cudownych, czerwonych śniegowców. Dzięki nim dziewczynka, na przekór wszystkim, zapragnęła, by zima przyszła. Ta jednak znów zrobiła wszystkim psikusa i postanowiła się nie pojawiać. Z pomocą dziecięcym pragnieniom przychodzi na szczęście wyobraźnia. Przecież nawet w domu można urządzić suchą śnieżycę i bitwę na śnieżki - bez śniegu. Jak się okazuje najprostsze rozwiązania są, jak zwykle, najlepsze.

Niestety poza domowymi harcami, nie trafia się inna okazja, by można było ubrać czerwone śniegowce. Po zimie - której nie było - przychodzi wiosna, lato i jesień. Następnej pory roku, jak się zapewne domyślacie, wyczekuje się znów w napięciu. A gdy ta, kapryśna, wreszcie nadchodzi, wszyscy witają ją z radością. I nikt nie narzeka! Nawet dorośli, o dziwo, bawią się w najlepsze. Okazuje się, że zimę tak naprawdę wszyscy lubią. Mała, czujna obserwatorka, zauważa słusznie, że dorośli jedno mówią, drugie robią. "Dziwni są" jednym słowem.

18 marca 2015

Konkurs! Do wygrania: Języki i kolczyki Hitomi Konehara

Niedawno pisałam o Językach i kolczykach Hitomi Konehara (recenzja TUTAJ). Jeżeli ktoś ma ochotę zmierzyć się z tą lekturą sam, właśnie nadarza się okazja. Alicya w krainie Słów chce oddać w wasze ręce dwa egzemplarze tej książki.

By wziąć udział w konkursie trzeba:
1)      Lubić fanpage: Alicya w Krainie Słów
2)      Udostępnić post konkursowy
3)      W komentarzach pod postem konkursowym (na fb) wkleić zdjęcie tatuażu, o którym marzycie i napisać, gdzie chcielibyście go mieć. Jeżeli ktoś już ma - oczywiście niech też się chwali.
4)      Miło nam będzie jeśli zaprosicie do zabawy znajomych
5)      Konkurs trwa od 18.03 – 21.03. do północy. W niedzielę ogłoszenie wyników.


Powodzenia!!


17 marca 2015

Nie moja bajka /Kolebka: teraz, kiedyś, później - Alina Krzywiec/

Dawno już nie czytałam powieści, w której w ogóle - ale to W OGÓLE - nie interesowałoby mnie: co będzie dalej i co sobie myśli główna bohaterka. Nie czułam nic – oprócz niesmaku -, a kolejne minuty dłużyły mi się w nieskończoność. Odrywałam się od lektury pod byle pretekstem. Wolałam (JA!) posprzątać, niż czytać...

Główną bohaterką Kolebki, która jak widzicie zupełnie mnie nie porwała, jest Marta. Wraz ze swoim partnerem przeprowadza się z Warszawy do swojego rodzinnego miasteczka: Starego Zamku. Jak łatwo się domyśleć i, co zdradza blurb, dziewczyna będzie próbowała dokopać się (dosłownie  i w przenośni) do swoich korzeni, by odkryć kim naprawdę jest. Zachowuje się tak, jakby rodzina którą ma, jej nie zadowalała, jakby miała za złe zawieruchom historii, że nie oszczędziły jej przodków. Jedną nogą tkwi więc cały czas w przeszłości, drugą próbuje ułożyć sobie nowe życie z Marcinem. Wynikają z tego liczne perypetie oraz awantury mniejsze, większe, dziwniejsze… I właściwie, to by było na tyle. Mamy bowiem do czynienia z kolejnym literackim, wielkim powrotem z miasta na prowincję i wiadomo czego się spodziewać: miłość, rozterki, wewnętrzne dojrzewanie, przeciekający dach, zwierzaki, tajemnice z przeszłości...Ten motyw mocno się już w literaturze kobiecej przejadł. Potrzeba mu świeżego spojrzenia, a nie kolejnego klona z klona, którym ta książka niestety jest. Kolebka - jedna z miliona, nijaka, niewyróżniająca się. Raczej jej nie zapamiętam, a jeśli już, to, jako sztucznie rozdęte czytadło.

16 marca 2015

Pochwalę się

Wracasz do domu po naprawdę ciężkim dniu - umęczona, potargana, z wściekiem na ludzkość - a tutaj taka niespodzianka od Wydawnictwa Skrzat! Od razu lepszy humor i nawet takie "coś" na kształt uśmiechu pojawiło się na moim strapionym obliczu.



Potwory i dzieci potrzebują się nawzajem /Potrzebuję mojego potwora – Amanda Noll/

Okiem na horror opublikowało kolejny tekst z cyklu "Małe potworki".

Trudną rolą rodzica jest nauczyć dziecko mądrze się bać. Pozornie brzmi to absurdalnie: bo po co dziecko ma umieć się bać?Jednak, gdy się nad tym zastanowić, okazuje się mieć to głębszy sens. Lęk to przecież naturalna część życia, ignorując go nie sprawimy, że całkowicie zniknie. Ucząc się tego, jak reaguje nasze ciało w sytuacji lękowej, uwrażliwiamy się na nie i możemy próbować nad nim zapanować. Żyjemy w trudnych czasach, dobrze więc wiedzieć, jakie emocje kontrolować, które pozostawić własnemu biegowi, wyczuć moment, w którym należy zamieniać obawy w fantazję i po prostu je przeżyć. Na szczęście rodzicom z pomocą przychodzą bajki, dzięki którym proces oswajania lęku odbywa się niezauważalnie.

15 marca 2015

Serial sieciowy Póki śmierć nas nie rozłączy

Chcecie The Walking Dead po polsku? Pytanie retoryczne. Pewnie, że chcecie. Póki śmierć nas nie rozłączy Kuby Ryszkiewicza, to pięcioodcinkowy mini-serial, utrzymany w postapokaliptycznej tematyce z nieumarłymi w roli głównej. Nasze zombie, swojskie, wykarmione mielonym i kiszonymi ogórkami, zakonserwowane odpowiednio wysokoprocentowymi trunkami, o wiele dłużej będą "na chodzie w całości" niż amerykańskie hamburgeromany. Chcecie zobaczyć je w akcji? Zapraszam na stronę projektu na PolakPotrafi.pl: nic tylko wyłuskać trochę kasy z kieszeni i czekać.

13 marca 2015

Zapowiedź: Billy. Kot, który ocalił moje dziecko - Lousie Botth, Nasza Księgarnia

Dzięki Kocim Tajemnicom i Wydawnictwu Nasza Księgarnia, w moje ręce przedpremierowo trafiła książka: Billy. Kot, który ocalił moje dziecko. Nie od dziś wiadomo, że więź, która powstaje między człowiekiem a zwierzęciem jest wyjątkowa i ma w sobie coś magicznego. Wiele już o tym napisano, jednak terapeutyczna moc takich relacji, nadal pozostaje niedoceniona. Zresztą samo to, jak wiele osób nadal traktuje zwierzęta woła o pomstę do nieba. Tym bardziej trzeba się cieszyć z takich publikacji.

A o czym dokładnie jest książka Louise Booth?

Fraser od urodzenia miał skłonność do nagłych wybuchów złości, często wywołanych pozornie błahymi przyczynami. Codzienność rodziny Boothów była więc męcząca, a mama chłopca, Louise, widziała przyszłość w ciemnych barwach. I wtedy właśnie Fraser poznał Billy’ego: wyjątkowego szaro-białego kocura. Billy sam wiele wycierpiał – został porzucony przez właścicieli – a jednak natychmiast pokochał nowego opiekuna, choć inne zwierzęta zwykle się bały drażliwego i nerwowego dziecka. Ta przyjaźń odmieniła wszystkich Boothów. Żywiołowy, lecz cierpliwy Billy wniósł radość do domu, w którym nikt się od dawna nie śmiał. Lecz co bardziej zaskakujące – wkrótce się okazało, że kot świadomie zachęca Frasera do pokonywania kolejnych przeszkód i podejmowania wyzwań. To dzięki Billy’emu doszło do wielkiego przełomu w rozwoju chłopca. Przełomu, który bliscy Frasera nazywają cudem."

Żeby zanadto nie przedłużać, uzbrojona w moją prywatną kotkę, kubek kawy i pudełko karmelowego ptasiego mleczka, zatapiam się w lekturze. 

KONKURS!!! Królestwo spokoju - Jack Ketchum

Zapraszamy na KONKURS!
Do wygrania 2x Królestwo spokoju - zbiór opowiadań mistrza horroru, Jacka Ketchuma.

Aby wziąć udział w konkursie należy:

1. lubić fanpejdż Alicya w Krainie Słów
2. udostępnić na swojej tablicy post dotyczący konkursu
3. w komentarzu pod postem konkursowym umieścić swoją odpowiedź na pytanie: Co dla Ciebie oznacza "królestwo spokoju"?

Konkurs twa od 12.03 do 15.03.2015. Powodzenia!

"Królestwo spokoju" Jack Ketchum, Replika Horror, 2011


12 marca 2015

Kocie wyzwania /Szkoła kotów II - Kim Jin- kyung/

Pamiętacie przygody trójki kocich "harrych potterów” ze wschodu? Saliksa, Miłki i Mesana? Jeśli nie pamiętacie, to pokrótce Wam przypomnę. Mruczki, które ukończyły określony wiek trafiają do Szkoły Kotów, gdzie uczą się magii i poznają tajemnice dziejów świata. Okazuje się, że bez naszych dzielnych, futrzastych sierściuchów ten dawno uległby unicestwieniu – bo zło, wiadomo: nie próżnuje. Pierwsza część ich przygód kończy się w momencie, gdy wbrew zakazom profesorów, trójka głównych bohaterów i ich koledzy, wybierają się do tajemniczej jaskini, gdzie zastawił na nich pułapkę sam złowrogi (taki koci Lord Voldemort) Tenebris i jego sługusy kotcienie.

Długie przerwy między publikacjami kolejnych tomów, powodują, że umyka nam wiele wątków i szczegółów. Wierzcie mi, że przypomnienie sobie pierwszej części przed przeczytaniem drugiej jest konieczne, zwłaszcza, że właśnie w drugiej to się dopiero dzieje! Szczerze mówiąc miałam problemy, żeby się połapać w kilku kwestiach, gdyż: bohaterowie okazują się mieć po kilka imion, są spokrewnieni z innymi bohaterami, nie bardzo wiadomo, kto jest kotem, kto kotcieniem, i na dokładkę bohaterowie moją kilka wcieleń. Uff. Łatwo stracić orientację. Kilkukrotnie wracałam do wcześniejszych rozdziałów, ale nie ma tego złego: Szkołę kotów warto przekartkowywać tam i z powrotem chociażby dla ilustracji. Jeśli chcecie bez problemów odnaleźć się w zapętlonej intrydze, nie pogubić się przy rozwiązaniach kolejnych zagadek - pamiętajcie skupienie podczas czytania jest obowiązkowe.

11 marca 2015

Eksperyment interpretacyjny: czy Alicja zje ciasteczko? /Modus Anomali - Joko Anwar/2012

Film będzie miał tylu oddanych fanów, ilu zagorzałych przeciwników. I jedni i drudzy mają prawo do swoich odczuć, bo wiadomo, o gustach się nie dyskutuje. Nie każdy musi przecież lubić, gdy horror nie jest typowy, a reżyser igra sobie tak z konwencją, jak i z widzem. Długo bowiem gubimy się w gąszczu domysłów: ufo, anomalie czasoprzestrzenne, psychol polujący na ludzi, urojenia? – łatwiej byłoby wymienić to, co nie przychodziło nam do głowy podczas seansu, niż wyliczać, to, co komu wydawało się logiczną odpowiedzią na kolejne zagadki. Mnie się ten film podobał, spróbuję więc przekonać Was, że warto go obejrzeć. Nawet gdyby nie miał Was powalić na kolana, powinniście „zaliczyć go” jako ciekawostkę.

Na początku nie rozumiemy zbyt wiele. Mężczyzna (w tej roli: Rio Dewanto) budzi się w płytkim grobie, w środku lasu (przebudzenie mniej drastyczne niż w Open grave, ale i tak nie chciałabym być na jego miejscu). Nie pamięta kim jest, ani w jaki sposób tam trafił. Błąkając się w amoku, trafia w końcu do domku, w którym ktoś zostawił dla niego niespodziankę: taśmę, a na niej nagranie morderstwa – ofiarą jest ciężarna kobieta. Po obejrzeniu drastycznego filmiku, mężczyzna spostrzega, że ciało kobiety z filmu leży tuż obok niego (siła sugestii?). Coś zaczyna mu świtać: obrączka na placu, zdjęcie w portfelu, to elementy, które próbuje mozolnie sklecić w całość. Zaczyna do niego docierać, kim kobieta prawdopodobnie dla niego była. Z odpowiedziami pojawiają się jednak także pytania np.: gdzie są dzieci ze zdjęcia? Poraża go świadomość, że gdzieś tutaj w mroku lasu, czai się morderca i teraz być może poluje na niego. Może też na zagubionych chłopca i dziewczynkę? Panika, przeplata się z histerią, szok odbiera działaniom racjonalność. Z czasem jednak bohater postanawia odwrócić role. Jak wiadomo najlepszą obroną jest atak. Zasadza się więc na wroga. Atmosfera gęstnieje z minuty na minutę, bo widzowi trudno uwierzyć, by ten przerażony mężczyzna był w stanie walczyć z czającym się w lesie złem. Przydałby się raczej ktoś podobny do Clinta Eastwooda, albo przynajmniej ktoś solidniej zbudowany.

10 marca 2015

Krew, sierść i kły /Rok Wilkołaka – Stephen King/

Cieszy mnie fakt, że rok moich narodzin – 1983 (a co mi tam, kobiety są jak wino) – to w karierze Kinga Rok Wilkołaka. Wtedy to bowiem Król napisał „zbiór opowiadań” o takim właśnie wdzięcznym tytule. Nazywanie tekstów z Roku Wilkołaka opowiadaniami, to jednak lekka przesada (stąd cudzysłów), mamy do czynienia raczej ze zbiorem obrazów literackich, składających się na prostą historię, o istocie dotkniętej klątwą księżyca. Wilkołak Kinga nie jest pokrzywdzonym przez los, melodramatycznym mazgajem, nad którym to należy się rozczulać, zakopując truchła jego kolejnych ofiar – bo on przecież niechcący. Nie jest też rozwydrzonym nastolatkiem mszczącym się w trakcie pełni na swoich prześladowcach, ani romantycznym kochankiem o nieco nietypowej urodzie. Potwór bez udziwnień – chciałoby się rzec – brokatu, solarium i supermocy, po prostu stalowe mięśnie, mordercze kły i mnóstwo sierści, stworzone do tego by zabijać.

09 marca 2015

Specyficzna estetyka czy samookaleczenie? /Języki i kolczyki - Hitomi Kanehara/

Tatuaże i kolczyki już dziś nikogo nie dziwią. Ten masowy trend społeczeństwo traktuje już jako normę. A jeszcze wczoraj kojarzyło je tylko z kryminalną przeszłością i problemami psychicznymi. Dziś, jeśli ktoś chce się więc wyróżnić, szokować, zasłużyć na niechętne spojrzenia na ulicy, musi się bardziej postarać – dokonać bardziej ekstremalnej modyfikacji ciała. Swoją drogą, ciekawe, jak daleko potrafi posunąć się w tej kwestii człowiek, przecież już za moment, to co dziś uznajemy za ekstremalne będzie powszednie. Co będzie więc ekstremalne w świecie jutra?

Traktowanie swego ciała jako materiału do obróbki, by stało się ono dziełem sztuki w oczach twórcy i/lub właściciela, to podobno wyraz stylu życia. Nad tym skąd wynika potrzeba zmian głowią się psychologowie i socjologowie, analizując przyczyny, powody, kompleksy, potrzeby – tak te związane z przynależeniem do grupy (dopasowanie do kultury lub subkultury), jak i te związane z dążeniem do indywidualizacji. Jedno jest pewne - ludzkość od zarania dziejów poddaje swoje ciało modyfikacjom. Współcześnie jesteśmy po prostu świadkami wzmożonego powrotu do pradawnych zwyczajów. Patrząc na to zagadnienie z tej perspektywy, do jednego wora możemy wrzucić dokonania medycyny estetycznej, mające na celu likwidowanie niedogodności, jak i modyfikacje ciała – od przekłuwania wszystkiego, po wszczepiania sobie blaszek, implantów, rogów. Chcemy być oceniani poprzez to jak wyglądamy, chcemy by nasze ciało mówiło coś o nas, wywoływało określone reakcje. Nie ma co się okłamywać, że jest inaczej - autoprezentacja to potężna broń.

08 marca 2015

W chowanego z logiką /Znajdź mnie, Find Me – Andy Palmer/ 2014

Młode małżeństwo, Emily (Kathryn Lyn) i Tim (Cameron Bender), wprowadza się do nowego domu. Zanim firma zajmująca się przeprowadzkami dowiezie ich dobytek, przyjdzie im spędzić noc w ascetycznych warunkach, w ziejących pustką pomieszczeniach. Trudne chwile postanawiają więc umilić sobie szampanem. Od początku ich pobytu w domu coś nie gra, jednak za wszystko można obwinić spożyte procenty. Potem jest już tylko gorzej, kolejne dni obfitują w coraz trudniejsze do ignorowania zaczepne manifestacje, gdyż te pojawiają się z coraz większą intensywnością. Małżeństwo zdaje się jednak – uparcie - niezbyt tym faktem przejmować. Widz ma ochotę zastukać w ekran i zwrócić im uwagę, że mogliby zachowywać się nieco poważniej. Zwłaszcza, gdy Tim nieszczególnie reaguje na to, że zabawiał się ze zjawą, nie swoją żoną. Spływa to po nim jak woda po kaczce, aż ręce opadają. Na szczęście (dla widza, nie bohaterów) duch okazuje się nie mieć dobrych zamiarów i początkowe rozbawienie Emily i Tima zaczyna zastępować coś na kształt lęku. Jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się, jak te ghost story się kończy, droga wolna. Zanim się jednak zdecydujecie powinniście wiedzieć, o tym, że…

06 marca 2015

Matnia – polski horror filmowy

Nie śmie nazywać się prawdziwym horrorofilem, ten kto nie dorzucił nawet złamanego gorsza do tego projektu – wstydźcie się!! Mowa o  filmie MATNIA - wg scenariusza Rafała Wałęki - który pojawił się pośród projektów crowdfundingowych na portalu PolakPotrafi.pl. Wiem, że ogólna kwota może odstraszać, bo to aż 50 000zł, ale wciąż realizuje się tanie projekty i potem się narzeka, że film był, delikatnie rzecz ujmując: DO BANI!!! Poza tym w Polsce, jak słusznie zauważa także kierownik projektu, nie kręci się filmów grozy, tylko komedie romantyczne albo filmy histeryczne (nie, nie pomyliłam się, po prostu mam już dosyć odgrzewanych kotletów). Pora to zmienić. Twórcy próbujący nakręcić porządne horrory, sci-fi lub fantastykę rozbijają się jednak o brak pieniędzy i lęki kolejnych wytwórni, bo Polacy na to do kin nie pójdą. Jak to nie? A na co niby chodzą?

Więcej o projekcie przeczytacie na Tawerna Kickstarter:




05 marca 2015

Ożywić legendę /Studnia bez dnia – Katarzyna Enerlich/

Co by tu dzisiaj...hmmm? Niech będzie lekka, taka na jedno popołudnie, coś koniecznie polskiego i najlepiej tematycznie dalekiego od relacji damsko-męskich. Padło na Studnię bez dnia Katarzyny Enerlich. Na początku lektury trochę zbladłam, bo miało obejść się bez kłopotów sercowych, a powieść, jak na złość, zaczęła się od przyłapania męża in flagranti. Na szczęście „ten pan”, jak i motyw zdrady, zostaje dosyć szybko wyeliminowany z fabuły i - mimo początkowych zgrzytów - jego miejsce zajmuje przyjaźń damsko-damska, a nawet damsko-damsko-damska. I kto powiedział, że kobiety potrafią tylko skakać sobie do oczu? Nie ważne kto złamał Ci serce i jak długo dochodzisz do siebie – musisz mieć przyjaciółkę.

Główną bohaterką książki jest Marcelina: „żona bez męża”, u progu nowego życia. Splot niefortunnych wydarzeń sieje zamęt w jej życiu i zmusza do dokonania zmian. Przyjdzie jej więc oswoić się z nowym mieszkaniem - w kamienicy w sercu toruńskiej Starówki -, nową pracą i tajemniczym znaleziskiem wygrzebanym z dna trzynastowiecznej studni. Znalezisko owo napyta jej mnóstwo kłopotów – autorka nie bała się bowiem wpleść gdzieniegdzie wątków kryminalnych: napad, włamanie, tabletka gwałtu. Niestety nasza bohaterka trafiła na kilka osób, które nie mają skrupułów i nie cofną się przed niczym, by osiągnąć cel. Na szczęście Marcelina zdobyła również wspaniałych przyjaciół, m.in. Annę, która z nietypową – jak na samotną, starszą kobietę - pogodą ducha, stanowi dla niej wsparcie w najtrudniejszych chwilach. Obie odkrywają również kolejne elementy związane z zapomnianą legendą, która na ich oczach i za ich sprawą zaczyna ożywać. Jakby tego było mało we wszystko zamieszani są Mikołaj Kopernik, bułhakowska Annuszka, pewien średniowieczny, toruński lowelas – Martinus Teschner -, menel Frącek, kilku bandziorów, rzeźbiarz Tadeusz, klątwa Jagiellończyka i prawdopodobnie duch. Czy w takim towarzystwie mogło być nudno?

04 marca 2015

Rozdawajka na Dzień Kobiet!

Uwaga, Uwaga! Wielkimi krokami nadchodzi Dzień Kobiet. Jeśli macie ochotę, z tej właśnie okazji, podarować sobie lub komuś, ciekawą książkę, mam dla Was propozycję: weźcie udział w rozdawajce na naszym fanpagu.

Tym razem na szczęśliwca czeka „Studnia bez dnia” Katarzyny Enerlich!



Aby wziąć udział w rozdawajce, na portalu Alicya w Krainie Słów (który trzeba polubić), pod postem konkursowym należy wkleić grafikę lub zdjęcie, które według Was najlepiej pokazuje czym jest kobiecość. Rozdawajka trwa od 04.03 do 07.03 do północy. W niedzielę wylosujemy zwycięzcę.Powodzenia :)

03 marca 2015

„Czasem mosty prowadzą dalej niż tylko na drugi brzeg…”/Czarci most – Anna Bichalska/

Pierwotnym celem literatury fantasy nie było moralizowanie, pouczanie, indoktrynowanie nikogo ani zaspokajanie najwyższych potrzeb estetycznych, lecz przeniesienie do świata fantazji, niczym niekrępowanej wyobraźni w Krainę Niemożliwego, dostarczenie czytelnikowi przyjemności i radości. Czy powieść fantasy Czarci most Anny Bichalskiej wywiązuje się z tego zadania? I tak i nie. Nie jest to owszem powieść z gatunku tych, które wpędzają nas w zadumę i skłaniają do przewrócenia życia do góry nogami. Nie jest to również lektura czysto rozrywkowa, ponieważ w byciu lekkim „czytadłem”, przeszkadza jej nieco toporny styl debiutantki. Jeżeli jednak chodzi o ową „Krainę Niemożliwego”, to powieść trafia w sedno - świat przedstawiony zachęca nas do tego, by przekroczyć próg nieznanego i zaskakuje nas swoją różnorodnością. Co ważniejsze wejście do świata fantazji znajduje się w Polsce, w małym, klimatycznym miasteczku o wdzięcznej nazwie: Czarci most. To tutaj następuje zderzenie dwóch światów. Jak się okazuje, oba wypełnione są po brzegi fantastycznymi bytami, trzeba tylko otworzyć wreszcie oczy, by je dostrzec.

02 marca 2015

Horror o pierdzących ogniem pająkach /Plaga podziemnych pająków, Arachnoquake - Griff Furst/ 2012

Istnieje taki gatunek niskobudżetówek, np. Bobry- zombie, który nie pretenduje do roli arcydzieła. Widz, gdy włącza taki film, doskonale wie czego ma się spodziewać: plastykowej akcji, drewnianego aktorstwa, kiczowatych efektów, absurdalnych rozwiązań, idiotycznych dialogów, no i koniecznie ataku jakiś - obowiązkowo dziwacznych - stworów. Tym razem padło na pierdzące ogniem, podziemne pająki. Szkoda tylko, że nie pierdzące ogniem, podziemne pająki-zombie. Mieć pretensje do takich produkcji, że miażdżą głupotą, to jakby mieć pretensje do garbatego żyda, że ma dzieci proste. Zostały one przecież stworzone z myślą o tym, by po obejrzeniu można było pośmiać się z samego siebie, że się dotrwało do końca. Zresztą filmy typu Plaga podziemnych pająków z założenia mają właśnie śmieszyć, nie straszyć, mimo, iż szumnie określa się je mianem horrorów sci-fi.

01 marca 2015

666 /Where The Devil Hides - Christian E. Christiansen/ 2014

Gdy zaczęłam oglądać, odetchnęłam z ulgą – nareszcie film nie zrealizowany techniką found footage. Zważywszy na jego tematykę mogłabym nawet krzyknąć: ALLELUJA. Czar prysnął niestety dosyć szybko, bo Where the Devil Hides nie jest porywającym arcydziełem. W porównaniu jednak z tym, co oglądałam ostatnio zasługuje na uwagę. 

Podobał mi się początkowy klimat filmu, wprowadzenie do klątwy, niedoszła rzeź niewiniątek, zwiastująca ponure i mroczne wydarzenia. Szóstego dnia, szóstego miesiąca na świat przychodzi sześć dziewczynek. Zgodnie z przepowiednią, ta z nich, która dożyje osiemnastych urodzin stanie się „ręką diabła”. Niejako symbolicznie akcja rozgrywa się w Nowym Betlejem, w osadzie - może nie tyle bogobojnych, co fanatycznych - Amiszów, rządzonych twardą ręką, przez zboczonego pastora Eldera Beacona (Clom Meaney). Gdy zbliża się dzień osiągnięcia przez naznaczone dziewczęta pełnoletniości, te zaczynają kolejno znikać - w dość krwawych okolicznościach. Wreszcie dociera do nich także prawdziwy powód, dlaczego przez te wszystkie lata społeczność traktowała je inaczej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...