Pierwotnym
celem literatury fantasy nie było moralizowanie, pouczanie, indoktrynowanie
nikogo ani zaspokajanie najwyższych potrzeb estetycznych, lecz przeniesienie do
świata fantazji, niczym niekrępowanej wyobraźni w Krainę Niemożliwego,
dostarczenie czytelnikowi przyjemności i radości. Czy powieść fantasy Czarci most Anny
Bichalskiej wywiązuje się z tego zadania? I tak i nie. Nie jest to owszem
powieść z gatunku tych, które wpędzają nas w zadumę i skłaniają do przewrócenia
życia do góry nogami. Nie jest to również lektura czysto rozrywkowa, ponieważ w
byciu lekkim „czytadłem”, przeszkadza jej nieco toporny styl debiutantki.
Jeżeli jednak chodzi o ową „Krainę Niemożliwego”, to powieść trafia w sedno -
świat przedstawiony zachęca nas do tego, by przekroczyć próg nieznanego i
zaskakuje nas swoją różnorodnością. Co ważniejsze wejście do świata fantazji
znajduje się w Polsce, w małym, klimatycznym miasteczku o wdzięcznej nazwie: Czarci
most. To tutaj następuje zderzenie dwóch światów. Jak się okazuje, oba
wypełnione są po brzegi fantastycznymi bytami, trzeba tylko otworzyć wreszcie
oczy, by je dostrzec.
