Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea Południowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea Południowa. Pokaż wszystkie posty

10 września 2014

Sen ośmiornicy w służbie reżimu /Imperium świateł – Kim Young-ha/

Na dnie dzbana
pod letnim księżycem
ośmiornica drzemie /Bashō/

Jak szpieg, to: przystojny, wysportowany, z dystansem do rzeczywistości, ponadludzko wytrzymały, znający setki sztuk walki i stosujący gadżety o różnorodnych właściwościach.  Taki niby półbóg z atrybutami. Koniecznie posiadający krystaliczną osobowość bez ryski na sumieniu (oczywiście w granicach tego, co się przystojnym szpiegom wybacza bez mrugnięcia okiem) lub skrajnie czarny charakter. Czyli to bohater lub antybohater o niezłomnej woli, ślepo wierny przyświecającej mu idei. Skoro mamy już agenta, to musiałoby się z nim coś ciekawego dziać: może paść ofiarą spisku, wykonywać niebezpieczne misje, odbijać zakładników, ratować świat, lub odwrotnie: porywać, torturować, dążyć do zagłady ludzkości. Przedstawione wyobrażenie jest dobrze znane i zgrabnie wpisuje się w schemat powieści szpiegowskiej. Żadne sztywne ramy i schematy nie obowiązują jednak w książce Kim Young-ha Imperium świateł. Poza tym, że główny bohater jest agentem - który ze swoją agenturą niewiele chce mieć już wspólnego - z typową powieścią szpiegowską niewiele tę lekturę łączy. W sumie nie wiadomo, kto jest dobry a kto zły. Agenci wrogich wywiadów w oczach czytelnika nie są ani biali ani czarni, lecz oscylują w szarościach.

03 sierpnia 2014

Autoportret człowieka XXI wieku / Wampir i inne opowiadania – Kim Young-ha/

Z trzech przeczytanych pozycji tego autora, ta najmniej przypadła mi do gustu. Może dlatego, że ogólnie nie przepadam za opowiadaniami – zanim historia rozkręci się na dobre już się kończy. Wampirze i innych opowiadaniach zabrakło mi więc napięcia i klimatu, którym autor oczarował mnie w powieściach (Mogę odejść, gdy zechcę, Imperium świateł). Nie zdążyłam wciągnąć się w jego genialną grę formą i treścią, ponieważ zbyt szybko następował jej koniec. Jednak, co pragnę podkreślić, o tym, co pisze Kim Young-ha nie można powiedzieć niczego złego, nie ma się do czego przyczepić. Chyba tylko do tego, że spodziewamy się, że autor czymś nas zaskoczy. Niby się dziwimy, ale przecież wiedzieliśmy, że będziemy się dziwić. Tym samym przewidujemy pewne fakty. 

Dla twórczości Kima charakterystyczne  są motywy: samobójstwo, zdrada, fascynacja motoryzacją i kobiecym ciałem oraz sztuką, tajemnica, miłość, podwójne życie, zagubienie w świecie tłumu. Nic wydumanego, zwyczajne ludzkie sprawy, coś co dotyczy każdego z nas na co dzień, ale opisane w - specyficzny dla pisarza - bezpretensjonalny i nieumoralniający sposób. Studium szczegółu, każdej drobnostki, jako dopełnienie jego stylu, nie pozwoli nam niczego przeoczyć: najcichszego dźwięku, najdrobniejszej gry świateł, niezauważalnego muśnięcia. A nadprzyrodzona atmosfera opowiadań sprawia, że odbieramy jego twórczość wszystkimi zmysłami, np. czujemy zapach powietrza tuż przed burzą, elektryzuje nas błyskawica przecinająca przestrzeń tuż obok nas, słyszymy stukot obcasów na schodach, wyobrażenie ciała mężczyzny w windzie pobudza wrażenia wzrokowe itd.

24 lipca 2014

Umieranie może być jednak sztuką /Mogę odejść, gdy zechcę – Kim Young – ha/

Wbrew temu co słyszałam, niebezpiecznie nieudolni zapaleńcy, podcinający sobie żyły na prawo i lewo, nie są bohaterami tej powieści eksperymentalnej. Nie mam pojęcia skąd ta opinia. Ktoś chyba zaprzestał lektury na okładce i postanowił zniesławić koreańskiego pisarza pro forma. Nie jest to również, co chciałabym bardzo mocno podkreślić, powieść o eutanazji. A więc o czym, warto by zapytać? A, o: życiu, śmierci, samobójstwie, sztuce...po prostu o człowieku - zagubionym w labiryncie pełnym ślepych uliczek.


Ja, on, nikt

W tej książce nie ma głównego bohatera. Jest tylko życie, które kończy się śmiercią lub trwa nadal. Kim wspomaga czytelnika w lekturze: daje mu postać Narratora. Ten swoisty punkt zaczepienia, wysuwa się na pierwszy plan, zostawiając w tyle resztę bohaterów. To mężczyzna bez imienia i twarzy. Ktoś, kto nas nieustannie intryguje i pozostaje nierozwikłaną zagadką do samego końca. Czy to człowiek z oryginalnym pomysłem na życie i karierę zawodową, taki "przewodnik ku śmierci"? Cóż, popyt nakręca podaż. Skoro znajdują się „klienci” na taką usługę, to oznacza, że i taki usługodawca jest potrzebny. Czy może to pisarz, w oryginalny, niemal detektywistyczny sposób zdobywający materiały? A może to sama Śmierć w uwspółcześnionym wydaniu? Trzeba przyznać, że obraz niepozornej Śmierci w rękawiczkach i z prezerwatywą, czekającej pod drzwiami, aż ktoś wyzionie ducha jest groteskowy. Dzięki takiemu obrazowaniu autor przełamuje ciężką atmosferę i patos towarzyszące bohaterom w ich ostatniej drodze. Do głowy przyszło mi jeszcze, że mamy do czynienia z  Człowiekiem-Śmiercią, swoistym Demonem. W tej powieści mamy zaszczyt obserwować tylko Śmierć Samobójców, inne - zajmujące się nieszczęśliwymi wypadkami, przewlekłymi chorobami itp. - nie zostały nam przedstawione. To najwyraźniej bohaterowie zupełnie innych historii.

10 lipca 2014

KOT – słowo klucz / Szkoła Kotów – Kim Jin-kyung/

Człowiek udomowił psa, ale to kot udomowił człowieka /Marcel Mauss/

Gdy tylko zobaczyłam tytuł książki, to wiedziałam, że będzie moja. No przecież (!) jest o kotach – czy to nie wystarczający argument?!! Dodatkowo zachęciły mnie opinie według których to taki wschodni Harry Potter. Z tej krzyżówki wychodzi koci Potter więc czego chcieć więcej? Moja kotka – pacyfistka nie była zbytnio zachwycona, gdy zmuszałam ją do towarzyszenia mi podczas lektury. Zniosła to jednak po swojemu - godnie – cierpliwie pobłażając mojemu wybrykowi. Ciekawe czy i ona wybierze się kiedyś do kociej szkoły? Mieszkając ze mną - czytać i pisać umie już na pewno. Tylko dla wygody udaje, że jest inaczej!

KIM jest dla nas kot, zależy od naszych doświadczeń i od tego jak postrzegamy jego rolę i miejsce w społeczeństwie (tak w społeczeństwie!). Od wieków, ten mały drapieżnik, pozostaje tuż obok człowieka i pobudza jego wyobraźnię – obrastając wprost proporcjonalnie do zainteresowania w symboliczne znaczenia. Niektórzy twierdzą, że za samo bycie kotem, kotu należy się medal. I muszę przyznać, że im dłużej obserwuję, tym bardziej wierzę, że coś w tym jest…

07 lipca 2014

Zranione serca Jasia i Małgosi /Ptak - Oh Jeonghui/

Co też może zobaczyć ślepy doktor? Jak to się stało, że jest niewidomy? (...) Zastanawiałam się, czy pan Jang zacisnął oczy w trakcie swoich narodzin, ponieważ wiedział, że świat jest taki przerażający.

Świat widziany oczami dziecka jest piękny, budzi w nim ciekawość i podziw. Przynajmniej powinno tak być. Świat widziany oczami dziecka, które zostało pozbawione normalnego dzieciństwa, jest zniekształcony. Dostrzega ono tylko zdeformowane odbicia w krzywych zwierciadłach, biorąc je za jedyne i prawidłowe objawy rzeczywistości. Przeczuwa jednak, że szczęściem w jego sytuacji byłoby zamknąć oczy, zacisnąć mocno powieki i…

Mam na imię U-mi. „U” oznacza wszechświat, a „mi - piękna - jak się urodziłam, byłam najpiękniejszą dziewczynką we wszechświecie. Mój brat ma na imię U-il - „U” tak samo oznacza wszechświat, a „il” jeden. Nasza mama tak go nazwała, ponieważ miał stać się jedynym najprzystojniejszym chłopcem na ziemi.

01 lipca 2014

Zielnik uszkodzonych emocji /Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania - Oh Jeonghui/ DKK

Wiele mówi się o przemocy wobec kobiet. Zwłaszcza tej uzbrojonej w różnorodne formy kneblowania ust ofiarom, które każą w ciszy znosić im niewdzięczny los. Gdy wspominamy o dyskryminacji i braku równouprawnienia, nasze myśli najczęściej wędrują ku realiom krajów islamskich. Ten skrót myślowy jest jak najbardziej w porządku, niestety problem jest znacznie większy – bo często mniej “widzialny” lub ukryty pod pozorną “normalnością”. Jednym z winnych tego stanu rzeczy jest tradycja, czyli szereg ściśle powiązanych ze sobą struktur, które w połączeniu z naciskiem społecznym, stają się więzieniem. Gdy spojrzymy pod tym kątem na spuściznę po tradycji konfucjańskiej, która ukształtowała moralno-etyczne oblicze Azji i jej stosunek wobec kobiet – dreszcz wzdłuż kręgosłupa mamy murowany. Na przestrzeni wieków sytuacja kobiet ulegała na szczęście powolnej zmianie - częściowo ściągając z płci pięknej jarzmo krępujących je norm. Echa tych tradycji: odbierających swobodę i wolność, nakazujących posłuszeństwo wobec mężów i sprowadzających życiową rolę do urodzenia – najlepiej – syna i zajmowania się domem, słychać jeszcze po dziś dzień. Mimo możliwości zdobycia wykształcenia, większość z kobiet i tak nadal spychana jest do roli kury domowej. Taka jest m.in. rzeczywistość Korei Południowej.

Liczyłam na to, że zbiór opowiadań Oh Jeonghui przybliży mi sytuację kobiet w Korei Południowej, poruszy jakąś konkretną tematykę, zaznaczy, jakie konkretnie zmiany są potrzebne, niestety nie uzyskałam interesujących mnie informacji. W zamian za to pisarka bezceremonialnie wrzuciła mnie w świat problemów uniwersalnych. Troski jej bohaterek, to troski kobiet z całego świata i wielu różnych kultur, niezależnych od siebie. Ta forma dyskryminacji, którą podnosi Oh, jest wszechobecna - „zamieszkuje szarą strefę” - jest najbardziej bolesna, niebezpośrednia, zatruwająca potajemnie życie i kradnąca duszę swoich ofiar - kawałek po kawałku. Żadna z bohaterek nie ma imienia, każda z nich to everywoman, symboliczna i uniwersalna. Znajdziemy wśród nich: żonę pijaka, wdowę i samotną matkę, dziewczynkę żyjącą na skraju nędzy, samotną kobietę zajmującą się ojcem – kobiety na pozór różne, a jednak takie same. Co je łączy? W każdym opowiadaniu obecna jest prześladująca bohaterkę śmierć kogoś bliskiego, dotykająca ją pośrednio forma upośledzenia, dojmująca pustka, rutyna, znieczulenie, brak zrozumienia i komunikacji, zagubienie, przeraźliwa samotność, tęsknota za uczuciem, zamknięcie się w sobie. Bohaterki nie mają gdzie szukać pomocy, bo ich otoczenie funkcjonuje tak samo jak one. Osobiście odnoszę wrażenie, że pisarka osiągnęła mistrzostwo w kolekcjonowaniu ich uszkodzonych emocji. Mężczyźni  w jej historiach są tłem, tylko tłem: nieobecny ojciec, bracia, którzy odeszli, mężowie, którzy nawet, jeśli są to, jakby ich nie było…

***


Żona pijaka. O ironio, kobieta kształci się, by wyjść za mąż i wegetować u boku pijaka. Tkwi w świecie, którego nienawidzi. Przełyka gorzką pigułkę codzienności, do momentu, aż nie zdobywa się na akt buntu. Buntu, który prawdopodobnie niczego nie zmieni, da tylko chwilową ulgę. Pogardliwe pytanie męża: co kobieta wie o mężczyznach? - pisarka przekuwa w analogiczne: co mężczyzna wie o kobietach? Mąż żądając zrozumienia dla swoich słabości ignoruje żonę oraz jej tłamszony żal, zawiedzione nadzieje, subtelne pragnienie poczucia bezpieczeństwa i ogarniającą ją pustkę. Norma, prawda?

Miłość zeszłej jesieni to urzekająca i wzruszająca miniatura. Dokładnie obrazek-wspomnienie wycięte z krajobrazu szarej przeszłości. Owdowiała trzydziestoparoletnia kobieta, wraz z dziećmi mierzy się z pozbawioną emocjonalnej życzliwości rzeczywistością. Kolejne dni smutku zepchnęły ją w przepaść i mrok wewnętrznego świata. Machinalnie, bez uśmiechu i nadziei wychowuje dzieci i żmudnie pracuje. Pewnego dnia poznaje (a raczej jej synowie) tajemniczego młodego mężczyznę, który zawsze nosi przy sobie nożyczki, symbol swojej wolności. Mężczyzna tak jak pojawia się w jej życiu, tak znika. Po dłuższym czasie kobieta odkrywa prawdę, że ów człowiek to jeden z pacjentów pobliskiego szpitala psychiatrycznego. Świadomość, kim był nie jest w stanie wymazać ulotnej chwili radości, którą ten człowiek w niej obudził. To, co otwarł, pozostało otwarte i gotowe na przyszłość.

Wieczorna gra to opowiadanie, które ma dwa wymiary: dosłowny i przenośny. W sensie dosłownym tytułowa gra, to karciane rozgrywki. Metaforycznie, obnaża przed nami mechanizm tworzenia pozorów: społecznych i rodzinnych, które powodują, że bohaterowie zamykają się w swoich rolach, kurczowo się ich trzymając. Odgrywanie co dzień tej samej roli, daje im poczucie bezpieczeństwa i złudzenie stabilizacji. Za tak rozumianą grą (maską, pozorem) mogą się ukryć, zataić swoje prawdziwe „ja”. Zarazem pozory podsycają w nich ciągłą tęsknotę za marzeniami, pragnieniami, wyrwaniem się. Zdarzają się jednak pojedyncze przebłyski w rutynie dnia, schemacie zdarzeń, które głęboko zapadają w pamięć i których wspomnienie staje się największym skarbem: hołubionym, pieszczonym. Bohaterka opowiadania mieszkając samotnie ze starszym ojcem, codziennie poddaje się grom na obu płaszczyznach. Te nie dają jej radości, tylko coraz bardziej wewnętrznie ją wyniszczają.

W Chińskiej Dzielnicy (nazywanej tak ze względu na licznych chińskich mieszkańców) - pisarka zabiera nas w podróż po brutalnym, nieprzyjaznym powojennym świecie pełnym slumsów. To historia dorastania w pobliżu portu, pośród domów publicznych, palaczy opium, w brudzie i głodzie. Młoda dziewczyna – główna bohaterka - jest świadkiem kolejnych ciąż matki i coraz bardziej świadoma obojętności zewnętrznego świata, który naznacza ją i jej przyszłą rolę. Jej babcia zajmuje się najmłodszymi członkiem rodziny, aż zniedołężniała - czyli już niepotrzebna - nie zostaje odprawiona do swego męża. Póki miała siłę decydować sama o sobie, była wolna. Stając się zależną, przestaje mieć prawo do własnych uczuć.  Dziewczynka jest reprezentantką jednego z trzech pokoleń kobiet, pokoleń nędzy, z której cyklu się nie wyrwie. Ma nikłe szanse na wydostanie się ze świata, w którym marzeniem dziewcząt jest zostanie dziwkami amerykańskich żołnierzy. To w ich świadomości jedyna szansa na wydostanie się ze smrodu gotowanych ziół, okalającego całą okolicę i bezpodstawnego okrucieństwa. Bolesna świadomość prawdy o rzeczywistości, budzi się w niej nagle, symbolicznie przychodzi wraz z pierwszą miesiączką: pozorną dojrzałością do świata, który nie pozwoli jej się tak naprawdę nigdy rozwinąć…

Jedno z opowiadań Oh Jeonghui, zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych, można w nim znaleźć więcej symbolicznych znaczeń. Prowokuje i porywa w sam środek emocjonalnego kotła, w którym powoli gotuje nas pisarka. Na jego podstawie powinno się nakręcić film - z cyklu „trudne” – w którym zagłębilibyśmy się w świecie bohaterek, nie poprzez słowa, lecz symboliczny obraz i gest. Utwór, o którym mowa, to: Właścicielka sklepu z zabawkami. Tekst poniekąd „przemawia” nastrojem, nie słowem. To porażająca opowieść o młodej dziewczynie - właściwie jeszcze dziewczynce - kleptomance, która po stracie kochanego, chorego brata i pod opieką okrutnej macochy, rozpaczliwie szuka kogoś, kto ukoi jej samotność. W efekcie wplątuje się w dwuznaczny romans z właścicielką sklepu z zabawkami (nota bene inwalidką – jak zmarły brat dziewczyny). Okaleczona emocjonalnie, pozostawiona sama sobie kolekcjonuje czerwone lalki. Lalka w rytuałach reprezentuje zazwyczaj osoby martwe lub po prostu bóstwa. Jest naczyniem, w którym gromadzą się tajemnicze moce, dzięki niej świat duchowy łączy się z materialnym. Symbolizuje również niespełnione marzenia i pragnienia, wbrew staraniom pozostaje tylko martwym przedmiotem, nie posiada duszy, nie ożywa. Ze względu na bierność nieożywionego przedmiotu, zbieranie lalek oznacza chęć dominowania, przejęcia władzy nad innymi, próbę przywłaszczenia ich sobie lub odzyskanie tych, którzy nas opuścili. Jako zabawka symbolizuje wewnętrzny świat dziecka, wszystko, za czym się tęskni, a także pragnienie powrotu do dzieciństwa, w którym jest czas na beztroską zabawę i bycie pod opieką innych. Lalka należy również do tej samej kategorii symboli, co lustro: łączy to, co świadome z nieświadomym, będąc zarazem odbiciem żywego człowieka. Na symbol lalki w opowiadaniu nakłada się znaczenie koloru czerwonego. Barwa ta, w tym opowiadaniu ma znaczenie podobne do tego z Czerwonego kapturka. To kolor zmysłowości, kolor krwi kojarzący się z płciową dojrzałością (menstruacja) i utratą dziewictwa. Tutaj czerwień jest związana z przedwczesną inicjacją seksualną. Dziecięca niewinność została utracona zbyt szybko. Bohaterka wstydzi się swoich czynów, ponieważ nie dojrzała do seksu. Wyparcie swojej przedwczesnej fizycznej dojrzałości, nie idącej w parze z dojrzałością emocjonalną, dokonuje się poprzez przeniesienie jej na lalki (przerzucenie odpowiedzialności za seksualność w sferę nieświadomą). Chce zapanować nad swoim życiem, projektując doznania na martwe przedmioty - dlatego lalki są czerwone. Rozwój dziewczyny został zakłócony poprzez odrzucenie, którego w życiu doznała.
To tylko jedna z możliwych interpretacji tego opowiadania. Poczucie winy za śmierć niepełnosprawnego brata, szukanie ukojenia w ramionach niepełnosprawnej kobiety, kleptomania, to punkty wyjścia do kolejnych ciekawych rozważań.

***
Poczucie beznadziei i wszechobecny smutek, apatia to główne elementy kształtujące ponurą atmosferę opowiadań. Przełamuje ją ucieczka bohaterek w oniryczny świat. Tutaj nie powinny jednak szukać bezpiecznego schronienia, bowiem i tutaj coś powoli wyłania się z pogranicza jawy i snu, jakiś cień, który porywa je do swego świata. W nim również stają się więźniarkami. Pozorna ucieczka zakuwa je w jeszcze zimniejsze okowy. W jednej klatce zamyka je społeczeństwo, w drugiej zatrzaskują się same. Ucieczka staje się, więc podwójnie trudna. Mimo to, przepełnione niespełnionymi marzeniami, złamane codzienną rutyną, jak w więzieniu powtórzeń, bohaterki powoli dojrzewają do zmiany. Część z nich walczy o siebie, dąży do kariery zawodowej, przełamuje tabu różnorodnych związków seksualnych. Reprezentantki płci pięknej nie chcą już grać swych ról, chowając się głęboko we wnętrzach własnego „ja”. Oh Jeonghui pomaga im w przełamywaniu krępującego tabu, otwarcie pisząc o buncie. Podkreślając absurd poglądu, według którego kobieta nie znaczy nic bez mężczyzny i realizuje się tylko przez jego obecność u swego boku.

Tak jak zauważyliśmy wcześniej, przedzieramy się przez realno – oniryczne stany bohaterek, dzięki, którym pisarka ukazuje nam głębię psychologiczną postaci. Sprowokowany do refleksji czytelnik dotknie nie tylko psychologicznych aspektów opowiadań, ale też zetknie się z ich społecznym wymiarem. Wykreowane literacko kobiety mogłyby mieszkać w różnych zakątkach świata i nadal prawdopodobnie miałby te same problemy, np. w Polsce żona pijaka zapewne czuje się podobnie, może się zbuntować w taki sam sposób, skorzystałaby jednak z alkoholu o zdecydowaniu większej zawartości procentów niż jej koreańska odpowiedniczka, i to byłaby jedyna różnica!!! Różnicą pomiędzy taką formą dyskryminacji, jaką ukazuje w swojej twórczości Oh, a jaka jest obecna np. w kulturze polskiej, to obecność realnych form pomocy, na które mogą liczyć w związku z nią kobiety. I rodzi się pytanie, czy gdyby Koreanki miały większą możliwość wyboru, czy problem by zniknął? Zapewne nie. Są kobiety, które odejdą i będą walczyć o siebie i są też takie, które utyskując na swój los nie zmienią w życiu nic. Niektóre tylko marzą o buncie i wolności, ale gdyby te marzenia były na wyciągnięcie ręki i tak by po nie sięgały. Najważniejsze jest jednak danie szansy tym, które prawdziwie pragną odmiany swego życia i lepszej przyszłości dla następnych pokoleń: w postaci prawa wyboru swojej drogi i decydowania o samej sobie, wbrew regule „bo tak wypada”.  W imieniu tych właśnie kobiet wypowiada się Oh - tych, które mają w sobie siłę, by łamać reguły poprawności, poprawności tak oczekiwanej i wymaganej.

Tłumaczenie opowiadań zajęło kilka lat i trzeba przyznać, że jest dopieszczone. Czytelnik odnosi wrażenie, że tłumaczka nie pozwoliła na to, by umknął jej żaden szczegół, symbol, gest. Po prostu poetycko–szorstki majstersztyk. Napisanie wstępu pani Stefańska mogła jednak zostawić komuś innemu, niepotrzebne streszczenia i wciąż powtarzające się zdania, mogą zniechęcić kogoś do pójścia dalej i przeczytania tego, co najważniejsze. Język używany przez pisarkę, o czym zapewnia nas tłumaczka: jest prosty, momentami dosadny. To, co sami zauważamy to brak koloryzowania, wyolbrzymiania, przegadywania treści. Narracja opowiadań jest zawsze pierwszoosobowa, głos każdej kobiety z osobna odbija się echem w otaczającej je pustce.

Okładka skromna, niewyróżniająca się, sugeruje potrzebę skupienia się podczas czytania, a nie rozrywkę. Zapewne nieprzypadkowo jest w odcieniu czerwieni. Czy to aby nie kolor kobiecej duszy? Dostrzegamy w nim siebie, my kobiety z każdego krańca świata?

Do przeczytania książki potrzebny jest wysiłek, lektura nie jest łatwa, ani „porywająca”. Nie ma nagłych zwrotów akcji, historie nie posiadają jednoznacznych zakończeń. Jeżeli ktoś nastawi się na zdobycie wiedzy o tradycjach Korei Południowej nie znajdzie ich w tej pozycji. Zbiór opowiadań Oh zainteresuje kogoś, kto ma ochotę na chwilę refleksji, kto nie boi się spojrzeć w twarz ludzkim dylematom i usłyszeć krzyku rozpaczy wydobywającego się z tysięcy ściśniętych gardeł.

Czytliwość: 4/6
Wydanie: 5/6
Okładka: 5/6
Ogólnie: 5/6

Autor: Oh Jeonghui
Tłumaczenie: Marzena Stefańska
Tytuł: Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania
Tytuł oryginalny:
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Rok wydania: 2009
Wydanie: I
Okładka: miękka
Ilość stron: 125
Cena z okładki: 24 zł

Fragment:
Zwilgotniała chusteczka, schowana długo w ziemi, przykleiła się do mojej dłoni, niczym źdźbło zgniłej słomy. Wyczyściłam brud z pierścionka, miedzianego paska oraz monet i ścisnęłam te skarby w ręku. Czułam je tak samo jak poprzednim razem. Były teraz ogrzane od ciepła mojego ciała, ale niebawem zrobią się zimne.

Autorka:
Jeonghui Oh urodziła się w 1947 r. Należy do grona najwybitniejszych współczesnych powieściopisarek południowokoreańskich. Jej utwory zostały przetłumaczone m.in. na język angielski, francuski, rosyjski i japoński. Obdarzona niezwykłym talentem, zdaje się wiedzieć więcej o zagmatwanym labiryncie... kobiecej psychiki, niż większość innych pisarzy.. Problemy, jakie podejmuje Oh, nie są łatwe, prowokują, zmuszając do refleksji, i nie zawsze odpowiadają mentalności Koreańczyków.


25 czerwca 2014

Miłość w czasie wojny Korei z Japonią (tylko pokażcie mi, gdzie to jest w tej książce - ?!) /Serce smoka – Javier Cortines/

Miłość w czasie wojny Korei z Japonią - tylko pokażcie mi, gdzie to jest w tej książce - ?! 


Już na wstępie zaznaczam, że nie polecam, nawet w ramach zabicia ogromnej nudy. To książka tak słaba, że sam autor nie wytrzymał i w jej połowie poddał się, traktując dokończenie historii jak formalność albo gorzej, jak karę. Powieść w żaden sposób nie porusza ani nie zachwyca, to strata czasu, w którym moglibyśmy przecież przeczytać coś, co nas choć odrobinę wpędzi w zadumę.

Historia przedstawiona w tej króciutkiej powieści, jest mniej więcej taka: W koreańskiej wiosce Hahoe przychodzi na świat – zgodnie z senną przepowiednią - chłopiec o „sercu smoka” - Aryong. Ma szczęśliwe dzieciństwo, wspaniałych rodziców i oddanych przyjaciół. Skazany przez swą wyjątkowość na sukces, wyrasta na dzielnego, inteligentnego i wrażliwego młodzieńca, a także koniec końców staje się, słynnym w całej Korei, mistrzem łucznictwa. Po zdanym egzaminie na stanowisko urzędnicze, zapomina o dziecięcych mrzonkach i zderza się z trudną rzeczywistością: biedą, głodem, przemocą i napiętą sytuacją polityczną. Staje się również bohaterem sześcioletniej wojny z Japonią (1592-1598), w której traci bliskich. W wieku 37 lat Aryong rzuca pracę - działalność królewskiego sługi - i oddaje się rozwojowi duchowemu, studiując buddyzm. Jako ciekawostkę należy potraktować fakt, że podczas wojny, nasz bohater, spotka hiszpańskiego jezuitę Gregoria de Cespedesa. Zakonnik ten jest postacią historyczną, jedną z pierwszych osób Zachodu, które przybyły do Korei! W historii zapisał się jako człowiek, który darzył ogromną sympatią Koreańczyków i rzeczowo opisywał koszmary wojny, której doświadczył.

Przypuszczam, że autor chciał przedstawić czytelnikowi różne elementy kultury koreańskiej, zwłaszcza w kontekście historycznym. Dla niego i dla nas, na chęciach i zamysłach się skończyło – XVI wieczne tradycje wypadają w jego “ustach” marnie. To, co autor na siłę wrzucił w treść, w ogóle nie przemawia do czytelnika i przede wszystkim nie pasuje do treści. W fabułę – której jest jak na lekarstwo – wplótł wszystko, co tylko mu się nawinęło “pod rękę”: wierzenia, legendy, mądrości Konfucjusza i Buddy. Zrobił to tak nieudolnie, bez polotu i nieciekawie, że nie zwraca się na ten przepych większej uwagi. Także niezindywidualizowany styl wypowiedzi postaci, w ogóle nie pasuje do czasu i miejsca akcji. Poza tym, postacie, którym najpierw poświęcił sporo uwagi, nagle porzuca, jakby o nich zapomniał lub stracił do nich serce (?).Opisy w powieści są skrócone do minimum, do bólu suche i pozbawione zabarwienia emocjonalnego. Jakby autor bał się, że zapomni o czymś napisać i wynotowywał tylko istotne informacje. Rozpędza się, rozwija, by nagle uciąć wątek. To co wydano jako gotowy utwór, to tak naprawdę materiał do napisania czegoś ciekawszego. Całość wyszła więc bardzo sztucznie i niewiarygodnie.

Zastanówmy się jednak: Hiszpan – ognista krew - próbujący opisać realia i codzienność Koreańczyków w XVI wieku... To po prostu nie mogło się udać. Już pierwsza strona wprowadza nas w osłupienie: koreańska żona – wzór opanowania i powściągliwości – u Cortinesa biegnie w podskokach, pełna radości do męża, by podzielić się z nim swoimi uczuciami. Rozemocjonowana podskakuje na łóżku, jak mała dziewczynka. Koreańska żona w tej powieści, także kłóci się z mężem i krzyczy na niego, że ma np. zbyt wiele obowiązków domowych…pozostawiam to bez komentarza, jak i jego jednozdaniowe akty płciowe...

Kolejną rzeczą, którą można pisarzowi jeszcze zarzucić, to zbyt oczywiste i nachalne uderzanie w umoralniające tony. Właściwie to one niszczą resztki tego, co ewentualnie byłoby pozytywne w tej książce. Aborcji się nie dokonuje, bo to morderstwo; nie korzysta się również z usług pań lekkich obyczajów, gdyż można się zarazić chorobą weneryczną. No dziękujemy za informację. Dopełnieniem morałów staje się postać bohatera na białym koniu, który pojawia się nie wiadomo skąd i dlaczego w tym momencie, by uratować niewiastę z rąk oprawców i następnie wyruszyć w dalszą podróż, w poszukiwaniu kolejnych potrzebujących. Dosłownie książeczka dla pensjonariuszek płci obojga… Do tego dochodzą rozciągnięte jak zużyte gacie wspominki z dzieciństwa głównego bohatera, które są nudne jak flaki z olejem. Gdy Aryong wreszcie dorasta, ku naszemu rozczarowaniu, autor nadal nie pisze niczego istotnego. Zaszczyca nas lakonicznymi streszczeniami tego, co miało być w książce najistotniejsze. Telegraficzny skrót z sześcioletniej wojny japońsko-koreańskiej zajmuje ledwie kilka stron. Trudno także umiejscowić gdzieś tajemniczą, tytułową miłość. Jeżeli chodzi o perypetie Aryonga i Mog, to jego młodzieńcza wyprawa do burdelu zajęła więcej miejsca na kartach książki, niż jakiekolwiek oznaki uczuć tej pary. A motto: Kiedy upadają Bogowie, ludzie się cieszą, bo wierzą, że mogą zająć ich miejsce - niestety nie wiem, do czego je dopasować.

Szczerze odradzam lekturę Serca smoka, a nawet przed nią ostrzegam(!) - może zagrażać życiu lub zdrowiu. Kończę krótko, ponieważ nie ma co rozmieniać się na drobne przy czymś tak marnym, jak ta książka.

Jeśli chodzi o wydanie, to jest zgrabne, czytelne i przejrzyste. Niestety teraz okładka już tylko źle mi się kojarzy – bo z zawartością…

Czytliwość: 3/6
Wydanie: 5/6
Okładka: 5/6
Ogólnie: 2/6

Autor: Javier Cortines
Tłumaczenie: Kinga Dygulska-Jamro
Tytuł: Serce Smoka. Miłość w czasie wojny Korei z Japonią
Tytuł oryginalny: Corazon de Dragon
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Rok wydania: 2011
Wydanie: I
Okładka: miękka
Ilość stron: 124
Cena z okładki: 24 zł

Fragment:
Wczoraj przyśniła mi się ogromna skrzydlata smoczyca, zstępująca z wysokiego niebieskiego nieba. Zatoczyła kilka kręgów ponad wierzchołkami gór, przebiła się przez chmury, które zgromadziły się jak stado baranków wokół słońca, a następnie zniżyła lot ku ziemi. Wbiła świetlisty wzrok w naszą małą lagunę, postawiła uszy, a następnie wyciągnęła swą potężną głowę, jakby chciała się upewnić, że jest sama. Zatrzepotała skrzydłami i złożyła jajo, które oświetliły pierwsze promienie słońca. Po kilku sekundach skorupka zaczęła pękać. Usłyszałam kwilenie dziecka i obudziłam się.

Autor:
Javier Cortines urodził się w Santanderze w 1952 roku. Karierę rozpoczął od książki „Spisek anarchistów” (1974). W 1977 roku rozpoczął podróż trwającą ponad dwadzieścia lat po Egipcie, Anglii, Japonii, Korei Południowej, Chinach, Filipinach, Wietnamie, Afryce, Ameryce Południowej, gdzie pracował jako dziennikarz dla hiszpańskich i międzynarodowych mediów. W latach 1997 i 2003 zajmował kierownicze stanowisko w agencji informacyjnej EFE w Chinach. Jest autorem licznych artykułów w gazetach w Hiszpanii, Ameryce Łacińskiej i Stanach Zjednoczonych. W lutym 2005 roku opublikował swoją pierwszą powieść historyczną „Serce smoka” (Editorial Morandi). Jest współtłumaczem słynnej powieści koreańskiej „Ulotny sen” Kim Manjunga na język hiszpański (Hyperion, 2006).Obecnie mieszka w Szanghaju, gdzie pracuje nad nową książką.

20 czerwca 2014

„Szczęście do rzecz niezwykle subiektywna…” / Dzień z życia pisarza Kubo - Pak T’aewǒn/

Dzień z życia pisarza Kubo to subtelna miniatura publikowana w odcinkach na łamach koreańskiej gazety Chosǒn Chungang Ilbo, od 1 sierpnia do 19 września 1934 roku. To pozornie luźne notatki, zapiski z jednego dnia życia, młodego pisarza Kubo. I na tym jednym jedynym dniu, zbudowany zostaje kameralny świat koreańskiego Leopolda Blooma – inspiracji Joycem bowiem trudno nie zauważyć – którego rozważania przekuwają się w coś głębszego - pytanie o istotę szczęścia i walkę z samotnością. I mimo, iż wszyscy przeżywamy takie rozterki, te konkretne nie stają się naszym udziałem.

Akcja, pozwolę sobie tak to ująć, jest całkowicie statyczna. Właściwie nic się nie dzieje, do tego stopnia, że nie odczuwamy mijającego czasu: a jak wiemy Kubo wychodzi z domu około południa i wraca dopiero późną nocą. Bohater mimo, iż przemieszcza się, kluczy i odwiedza różne punkty na mapie Seulu, to mamy wrażenie, że wciąż stoi w miejscu, a wszystko co opisuje, zostało stworzone przez jego wyobraźnię. Możliwe, że efekt ten ma źródło w sposobie pisania. W swoim procesie twórczym Pak wykorzystał, bowiem modernologię. Etap pierwszy metody polega na obserwacji rzeczywistości i zbieraniu informacji, drugi na ich technicznej obróbce i „twórczej ekspresji”. Sama powieść jest zapisem tej metody, dlatego pojawia się w niej postać pisarza z notatnikiem w ręku, podążającego od zjawiska do zjawiska, od impulsu do impulsu. Historia ta, jest odtworzeniem tej drogi, a każdy jej szczegół staje się punktem wyjścia kolejnych rozmyślań. Stąd jej poniekąd intymny charakter. Czytając czujemy się jakbyśmy mieli zakłócić ten proces, który „dzieje” się na naszych oczach. To trochę niepokojące, bo czujemy się jak podglądacze…

Błyskotliwość, melancholijna i wrażliwa natura pisarza ujawnia nam się: w tramwaju, na dworcu kolejowym, w domu towarowym i kawiarniach, które odwiedza. Zachowuje się tak, jakby cały czas pisał, każdą myślą, oddechem, skinieniem - nieustannie. Kubo, którego widzimy, i którego oczami obserwujemy rzeczywistość jest jednak zależny od narratora, który mówi zamiast niego. Obserwujemy, więc ciekawe zjawisko pozornej mowy zależnej w narracji.

Autor nigdy nie wyznał wprost, że jest bohaterem mikropowieści, ale czytelnicy nie mieli wątpliwości. Po ukazaniu się książki Pak zyskał sobie nawet pseudonim Kubo. W sumie nad czym się tu zastanawiać: obaj mieszkają w tym samym miejscu, odwiedzają te same kawiarnie, słuchają podobnej muzyki, lubią dzieci, mają podobne kłopoty ze zdrowiem i z kobietami, otaczają ich takie same realia okupowanej Korei. A niejaki Isang – przyjaciel Paka – to przecież poeta i właściciel kawiarni, która też pojawia się w powieści.

Pak wraz z przyjacielem Isangiem – nota bene – autorem ilustracji do odcinków powieści, umieszczonych także w polskim wydaniu – budzili podobno spore zainteresowanie. Należeli do pokolenia „modern boy”, które wyróżniało się nie tylko strojami, odcinającymi się od tradycyjnych, ale również nowym sposobem myślenia: na przekór doktrynom konfucjańskim dążyli do osiągnięcia osobistego szczęścia. Rozluźnienie obyczajów umożliwiło zawieranie małżeństw z miłości. Pisarz, gdy poznał kobietę, którą pokochał, z powodu swojej powściągliwości prawie nie zniszczył związku zanim ten powstał. Uratował go pisząc. Opis powieściowej sytuacji z tramwaju, nieśmiałości, obaw Kubo spowodowany obecnością pewnej kobiety podczas podróży, okazał się być wyrazem odwagi i swoistym flirtem samego Paka: Owa panienka czytywała bowiem tę gazetę i doskonale rozpoznała aluzje czynione przez jej autora. W każdym razie ostatecznie doszło do ślubu… .

W powieści, Kubo przedstawiony jest jako człowiek cierpiący na neurastenię (najczęstsza postać nerwicy, objawiająca się niepokojem i ogólnym osłabieniem funkcji organizmu). Nadwrażliwy na bodźce jest bardzo kruchy i delikatny w sposobie bycia. To nie jest mężczyzna, który nagle wejdzie w życie przebojem i wyciągnie dłoń po to, czego chce - nawet, gdy los podaje mu szczęście na tacy, jest zbyt wycofany by je pozyskać i odpuszcza. On tylko obserwuje, nie działa, dlatego trudno będzie mu odnaleźć owo tajemnicze szczęście. Pozostaje, więc na wskroś samotny i poniekąd niewidzialny dla otoczenia.

Oprócz notatnika, atrybutami Kubo są laska i grube szkła okularów. Spacerując ulicami Seulu: rozmyśla, notuje, wspomina. Na podstawie tego co zaobserwuje - a jest bardzo spostrzegawczy i nie umykają mu detale – snuje rozważania, wymyśla motywy postępowania, ciągi dalsze, cechy charakteru osób, które widzi (komu nie zdarza się to w autobusie, tramwaju, kolejce sklepowej??? Hmm, przyznawać się!). Historie te wplata w rzeczywistość Korei okupowanej przez Japonię. Ciemiężca nadmiernie eksploatuje kraj i odbiera miejsca pracy Koreańczykom. Stąd brak stałego zatrudnienia, także dla wykształconego młodego pisarza. Sytuacja jest źródłem niepokoju matki Kubo, która martwi się o samotnego syna i jego przyszłość. Jakbym widziała - taki wtręt - rodziców obecnych trzydziestolatków w Polsce: ani pracy, ani szans dla ich dzieci...            

Najważniejszym jednak, dla alter ego Paka, zdają się być poszukiwania źródła szczęścia, tego co może mu je dać. Zastanawia się co nim tak naprawdę jest, czy wymarzone dobra materialne: zegarek kieszonkowy, spódnica, arbuz? Czy przynosi je posiadanie pieniędzy? A może po prostu możliwość istnienia, uśmiechu? Przyjaciel, z którym można dzielić się myślami? Otrzymanie listu? Kobieta u boku – kochanka czy córka? Miłość? Czy dla każdego „szczęście” oznacza to samo? I po czym się je poznaje? Kubo nie odnajduje odpowiedzi, nie dokonuje rewolucji. Jednak same rozważania o szczęściu, czynią mu je bliższym. I gdy on błądząc, ma definicję szczęścia na wyciągnięcie ręki, czytelnik niestety "nie czuje Bluesa". Osobiście brnę, jak taran, upierając się, że szczęście to sposób podróżowania, nie cel i konkret. A co za tym idzie - arbuz, zegarek, przyjaciel, myśl - wszystko może być jego wyznacznikiem i definicją, jeśli potrafimy je poczuć...

Nazwisko głównego bohatera nieprzypadkowo koresponduje ze słowem „kubizm”. I nieprzypadkowy jest "kubistyczny" zapis fabuły. Stąd wzięła się bowiem prostota formy, krótkie konkretne zdania, oszczędność narracji, „rejestracyjność” opisu, precyzyjny, jak chirurgiczny laser, język. Ta objętościowo niewielka - suma summarum - mikropowieść, została wydana przecież w formie kieszonkowej.Wrażliwość zawarta w tekście nie narzuca się czytelnikowi nadmiarem emocji i nie wymusza na nim gwałtownych relacji. Co dosyć szybko rzuca się w oczy, to tajemniczy znak prozodyczny: ----

Znak prozodyczny użyty przez Tłumaczkę za oryginałem koreańskim. Znaki tego typu stosuje się, aby w przybliżeniu oddać w piśmie takie właściwości mowy jak: intonacja, zawieszenie głosu, przerwanie wypowiedzi spowodowane względami emocjonalnymi albo potrzebą zwrócenia uwagi odbiorcy.

Ta ciekawostka, pojawia się w tekście wielokrotnie i prowokuje czytelnika do powtórnego, poprawnego przeczytania oznaczonego nią zdania. To taka interaktywna gra wydawcy z czytelnikiem. Niestety nie wiem – a wy wiecie? - które użycie jest tym oczekiwanym? Nie znam języka koreańskiego - intuicyjnie nie mam szans tego wyczuć, a kilkakrotne czytanie tego samego zdania, na różne sposoby, po pewnym czasie staje się nudne. I tak przecież nie wiem czy zrobiłam to prawidłowo. Momentami kuleje też styl w powieści - czasami brakuje polskości w tekście. Ale mimo tych niedogodności wystarczająco płynnie się czyta, by za bardzo nie narzekać.

Obawiam się, że książka ma małą szansę obronić się na naszym rynku, nie porusza bowiem uniwersalnych, głębszych strun. Nie staje się na tyle bliska sercu, by trafić pod strzechę i zamieszkać z nami (w nas!) już na zawsze.To nie jest powieść o wymiarze ponadczasowym, która porywa, zastanawia, prowadzi do refleksji – moja przekora jednak da o sobie znać: czy każda musi taka być? Ewidentnie jest to utwór skierowany do osób zafascynowanych kulturą koreańską i znających jej arkana. Dla czytelników, nieszczególnie zainteresowanych ową kulturą, może być kieszonkowym zabijaczem czasu. Taką podróżą w przeszłość do jednego dnia, jakiegoś człowieka, który pozostaje nam w większym kontekście obojętny i jego rozterki, które w naszym rozumieniu – pozostaną tylko jego. Poprawność i zgrabność czasem nie wystarczy. Po lekturze możemy wzruszyć ramionami i tyle… przeczytane – odfajkowane.

Książka stała się inspiracją dla innych pisarzy, powstały: Dzień z  życia pisarza Kubo Ch’ǒe Inhuna, Dzień pisarza Kubo Chu Insǒk, Cyfrowa Kubo 2011 grupowy - projekt internetowy, film Dzień poety Kubo, spektakl teatralny Pisarz Kubo i Seulczycy.

Autor: Pak T’aewǒn
Tytuł: Dzień z życia pisarza Kubo
Tytuł oryginału: (okładka)
Tłumaczenie: Justyna Najbar
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Wydanie: I
Rok wydania: 2008
Okładka: miękka
Ilość stron: 103
Cena z okładki: 13,90 zł

Wydanie: 5/6
Czytliwość: 5/6
Okładka: 5/6
Ocena: 3,5/6

Fragment:
Kubo odczuwa nagle silne pragnienie, aby postrzegać wszystkich ludzi jako chorych psychicznie. Istnieje przecież tak wiele różnych zaburzeń. Gonitwa myśli. Parafazja. Megalomania. Koprolalia. Nimfomania. Niespójność myślenia. Zazdrość urojona. Satyromania. Chorobliwy ekscentryzm. Mitomania. Zaburzenia kontroli impulsów. Chorobliwa rozrzutność…
Kubo uświadamia sobie po chwili, że nawet on sam, który wykazuje takie zainteresowanie tym tematem, może być potraktowany jako człowiek chory psychicznie i śmieje się rozbawiony.

Autor:

Pak T’aewǒn - pseudonim Kubo - urodził się 7 grudnia 1909 roku w Seulu. Po ukończeniu szkoły powszechnej, wstąpił do Liceum Ogólnokształcącego Kyǒngsǒng Cheil. Jeszcze w trakcie nauki w liceum rozpoczął karierę literacką, publikując wiersze i opowiadania w różnych magazynach literackich. Zadebiutował wierszem Starsza Siostra, za który dostał w 1926 roku wyróżnienie w konkursie zorganizowanym przez czasopismo Świat Literatury Chosǒn. W 1929 roku rozpoczął studia na uniwersytecie Hosei w Japonii, ale ich nie ukończył. Po powrocie do kraju w 1930 roku zdobył sobie uznanie jako pisarz po opublikowaniu w Nowym Życiu noweli pt. Broda. Jego mentorem był Yi Kwangsu, ale Pak T’aewǒn przeciwstawił się później poglądom swego mistrza, który uważał, że literatura powinna nieść oświecenie. W 1933 roku przyłączył się do grupy artystycznej Stowarzyszenie Dziewięciu (Ku-in-hoe), do którego należeli również inni słynni pisarze koreańscy tacy jak: Yi T’aejun, Chǒng Chiyong, Kim Kirim czy Isang. Od drugiej połowy lat trzydziestych wykazywał jednak zwiększone zainteresowanie obyczajami tamtych czasów. Dzień z życia pisarza Kubo, który był publikowany w odcinkach w gazecie Chosǒn Chunggang Ilbo późnym latem 1934 roku, to częściowo autobiograficzna powieść przedstawiająca refleksje pisarza spacerującego ulicami Seulu. Pak T’aewǒn zmarł 10 lipca 1986 roku.


14 czerwca 2014

Sens istnienia: "Wymagaj od siebie" /O kurze, która opuściła podwórze - Hwang Sun-mi/

Każdy świadomy oddech służy Twemu wyzwoleniu. Każdy nieuświadomiony zatrzymuje Cię w więzieniu. /Paramahansa Yogananda/

Dokładnie taka, jaka patrzy na nas z okładki, jest bohaterka tej bajki: wychudzona, żylasta, postrzępiona i wyskubana. Trzeba przyznać, że wygląda dosyć mizernie. Nie została wykreowana na błyszczący ideał, nikt nie poprawiał jej wizerunku fotoshopem. A mimo niedostatków urody, to postać, która odniosła sukces, spełniła swoje marzenia: dzięki odwadze, sile charakteru, mądrości i miłości, którą potrafiła obdarzyć świat.

04 czerwca 2014

O tym, że psi bobek nie gryzie /Psia kupa - Kwon Jeong-saeng/

Przedstawię wam bajkę, bajkę o stolcu, czyli kupie, gównie, odchodach, fekaliach, ekskrementach, łajnie, gnoju, bobku, kale, klocku, mierzwie. Nie, to żaden makabryczny żart – to książka dla dzieci. O dziwo, całkiem mądra książka. Można by powiedzieć, że Kwiaty Orientu zafundowały czytelnikom naprawdę ciekawego kwiatuszka do kolekcji, który zmusi ich do wyjścia z pewnych sztywnych ram myślenia. Dzieci w przeciwieństwie do dorosłych nie boją się granic. Nie mają też oporów w ich przekraczaniu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...