25 czerwca 2014

Miłość w czasie wojny Korei z Japonią (tylko pokażcie mi, gdzie to jest w tej książce - ?!) /Serce smoka – Javier Cortines/

Miłość w czasie wojny Korei z Japonią - tylko pokażcie mi, gdzie to jest w tej książce - ?! 


Już na wstępie zaznaczam, że nie polecam, nawet w ramach zabicia ogromnej nudy. To książka tak słaba, że sam autor nie wytrzymał i w jej połowie poddał się, traktując dokończenie historii jak formalność albo gorzej, jak karę. Powieść w żaden sposób nie porusza ani nie zachwyca, to strata czasu, w którym moglibyśmy przecież przeczytać coś, co nas choć odrobinę wpędzi w zadumę.

Historia przedstawiona w tej króciutkiej powieści, jest mniej więcej taka: W koreańskiej wiosce Hahoe przychodzi na świat – zgodnie z senną przepowiednią - chłopiec o „sercu smoka” - Aryong. Ma szczęśliwe dzieciństwo, wspaniałych rodziców i oddanych przyjaciół. Skazany przez swą wyjątkowość na sukces, wyrasta na dzielnego, inteligentnego i wrażliwego młodzieńca, a także koniec końców staje się, słynnym w całej Korei, mistrzem łucznictwa. Po zdanym egzaminie na stanowisko urzędnicze, zapomina o dziecięcych mrzonkach i zderza się z trudną rzeczywistością: biedą, głodem, przemocą i napiętą sytuacją polityczną. Staje się również bohaterem sześcioletniej wojny z Japonią (1592-1598), w której traci bliskich. W wieku 37 lat Aryong rzuca pracę - działalność królewskiego sługi - i oddaje się rozwojowi duchowemu, studiując buddyzm. Jako ciekawostkę należy potraktować fakt, że podczas wojny, nasz bohater, spotka hiszpańskiego jezuitę Gregoria de Cespedesa. Zakonnik ten jest postacią historyczną, jedną z pierwszych osób Zachodu, które przybyły do Korei! W historii zapisał się jako człowiek, który darzył ogromną sympatią Koreańczyków i rzeczowo opisywał koszmary wojny, której doświadczył.

Przypuszczam, że autor chciał przedstawić czytelnikowi różne elementy kultury koreańskiej, zwłaszcza w kontekście historycznym. Dla niego i dla nas, na chęciach i zamysłach się skończyło – XVI wieczne tradycje wypadają w jego “ustach” marnie. To, co autor na siłę wrzucił w treść, w ogóle nie przemawia do czytelnika i przede wszystkim nie pasuje do treści. W fabułę – której jest jak na lekarstwo – wplótł wszystko, co tylko mu się nawinęło “pod rękę”: wierzenia, legendy, mądrości Konfucjusza i Buddy. Zrobił to tak nieudolnie, bez polotu i nieciekawie, że nie zwraca się na ten przepych większej uwagi. Także niezindywidualizowany styl wypowiedzi postaci, w ogóle nie pasuje do czasu i miejsca akcji. Poza tym, postacie, którym najpierw poświęcił sporo uwagi, nagle porzuca, jakby o nich zapomniał lub stracił do nich serce (?).Opisy w powieści są skrócone do minimum, do bólu suche i pozbawione zabarwienia emocjonalnego. Jakby autor bał się, że zapomni o czymś napisać i wynotowywał tylko istotne informacje. Rozpędza się, rozwija, by nagle uciąć wątek. To co wydano jako gotowy utwór, to tak naprawdę materiał do napisania czegoś ciekawszego. Całość wyszła więc bardzo sztucznie i niewiarygodnie.

Zastanówmy się jednak: Hiszpan – ognista krew - próbujący opisać realia i codzienność Koreańczyków w XVI wieku... To po prostu nie mogło się udać. Już pierwsza strona wprowadza nas w osłupienie: koreańska żona – wzór opanowania i powściągliwości – u Cortinesa biegnie w podskokach, pełna radości do męża, by podzielić się z nim swoimi uczuciami. Rozemocjonowana podskakuje na łóżku, jak mała dziewczynka. Koreańska żona w tej powieści, także kłóci się z mężem i krzyczy na niego, że ma np. zbyt wiele obowiązków domowych…pozostawiam to bez komentarza, jak i jego jednozdaniowe akty płciowe...

Kolejną rzeczą, którą można pisarzowi jeszcze zarzucić, to zbyt oczywiste i nachalne uderzanie w umoralniające tony. Właściwie to one niszczą resztki tego, co ewentualnie byłoby pozytywne w tej książce. Aborcji się nie dokonuje, bo to morderstwo; nie korzysta się również z usług pań lekkich obyczajów, gdyż można się zarazić chorobą weneryczną. No dziękujemy za informację. Dopełnieniem morałów staje się postać bohatera na białym koniu, który pojawia się nie wiadomo skąd i dlaczego w tym momencie, by uratować niewiastę z rąk oprawców i następnie wyruszyć w dalszą podróż, w poszukiwaniu kolejnych potrzebujących. Dosłownie książeczka dla pensjonariuszek płci obojga… Do tego dochodzą rozciągnięte jak zużyte gacie wspominki z dzieciństwa głównego bohatera, które są nudne jak flaki z olejem. Gdy Aryong wreszcie dorasta, ku naszemu rozczarowaniu, autor nadal nie pisze niczego istotnego. Zaszczyca nas lakonicznymi streszczeniami tego, co miało być w książce najistotniejsze. Telegraficzny skrót z sześcioletniej wojny japońsko-koreańskiej zajmuje ledwie kilka stron. Trudno także umiejscowić gdzieś tajemniczą, tytułową miłość. Jeżeli chodzi o perypetie Aryonga i Mog, to jego młodzieńcza wyprawa do burdelu zajęła więcej miejsca na kartach książki, niż jakiekolwiek oznaki uczuć tej pary. A motto: Kiedy upadają Bogowie, ludzie się cieszą, bo wierzą, że mogą zająć ich miejsce - niestety nie wiem, do czego je dopasować.

Szczerze odradzam lekturę Serca smoka, a nawet przed nią ostrzegam(!) - może zagrażać życiu lub zdrowiu. Kończę krótko, ponieważ nie ma co rozmieniać się na drobne przy czymś tak marnym, jak ta książka.

Jeśli chodzi o wydanie, to jest zgrabne, czytelne i przejrzyste. Niestety teraz okładka już tylko źle mi się kojarzy – bo z zawartością…

Czytliwość: 3/6
Wydanie: 5/6
Okładka: 5/6
Ogólnie: 2/6

Autor: Javier Cortines
Tłumaczenie: Kinga Dygulska-Jamro
Tytuł: Serce Smoka. Miłość w czasie wojny Korei z Japonią
Tytuł oryginalny: Corazon de Dragon
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Rok wydania: 2011
Wydanie: I
Okładka: miękka
Ilość stron: 124
Cena z okładki: 24 zł

Fragment:
Wczoraj przyśniła mi się ogromna skrzydlata smoczyca, zstępująca z wysokiego niebieskiego nieba. Zatoczyła kilka kręgów ponad wierzchołkami gór, przebiła się przez chmury, które zgromadziły się jak stado baranków wokół słońca, a następnie zniżyła lot ku ziemi. Wbiła świetlisty wzrok w naszą małą lagunę, postawiła uszy, a następnie wyciągnęła swą potężną głowę, jakby chciała się upewnić, że jest sama. Zatrzepotała skrzydłami i złożyła jajo, które oświetliły pierwsze promienie słońca. Po kilku sekundach skorupka zaczęła pękać. Usłyszałam kwilenie dziecka i obudziłam się.

Autor:
Javier Cortines urodził się w Santanderze w 1952 roku. Karierę rozpoczął od książki „Spisek anarchistów” (1974). W 1977 roku rozpoczął podróż trwającą ponad dwadzieścia lat po Egipcie, Anglii, Japonii, Korei Południowej, Chinach, Filipinach, Wietnamie, Afryce, Ameryce Południowej, gdzie pracował jako dziennikarz dla hiszpańskich i międzynarodowych mediów. W latach 1997 i 2003 zajmował kierownicze stanowisko w agencji informacyjnej EFE w Chinach. Jest autorem licznych artykułów w gazetach w Hiszpanii, Ameryce Łacińskiej i Stanach Zjednoczonych. W lutym 2005 roku opublikował swoją pierwszą powieść historyczną „Serce smoka” (Editorial Morandi). Jest współtłumaczem słynnej powieści koreańskiej „Ulotny sen” Kim Manjunga na język hiszpański (Hyperion, 2006).Obecnie mieszka w Szanghaju, gdzie pracuje nad nową książką.

1 komentarz:

  1. Nie wszystko, co wydają Kwiaty Orientu pięknie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...