31 grudnia 2014

Jak żyć by nie zwariować i by inni nie zwariowali z nami /Jak wychować dziecko, psa, kota…i faceta - Irena Stanisławska, Dorota Krzywicka i Dorota Sumińska/

W sam raz na podsumowanie minionego i otwarcie nowego roku. Lektura budząca przemyślenia, wymagająca rozsądku, a zarazem jako poradnik podana w lekkiej, przystępnej formie.

Dziennikarka Irena Stanisławska rozmawia ze znanymi z mediów psycholożkami: Dorotą Krzywicką (taką od ludzi) i Dorotą Sumińską (taką od zwierząt). Mamy więc trzy diabelsko inteligentne, nietuzinkowe, bezpośrednie i silne kobiety. Dzielą się z nami swoją wiedzą, doświadczeniem i punktami widzenia, które momentami są zbieżne, a momentami diametralnie się różnią. Jeśli dołożyć do tego jeszcze opinie czwartej osoby, czyli czytelnika, który przecież też ma swoje trzy grosze do dodania, robi się naprawdę ciekawie. Jedno jest pewne - z tak skonstruowanej lektury każdy coś wyniesie i coś zyska.

28 grudnia 2014

Nie ma marzeń zbyt wielkich ani marzycieli zbyt małych /Niezwykłe przygody latającej myszy – Torben Kuhlmann/

A ja nadal w około świątecznym, bajkowym nastroju. Popełnię więc jeszcze jeden tekst o książce dla młodszego czytelnika. Bohaterami historii, które towarzyszą nam od dzieciństwa, najczęściej są zwierzęta, które poprzez alegorię przekazują nam wiele życiowych mądrości. Nie bez kozery więc w tytule recenzji umieściłam cytat z Turbo – bajki o najszybszym ślimaczku świata. Jego marzenie się ziściło, wystartował w wielkim wyścigu. Podobnie bohaterowi omawianej książki, nic nie mogło stanąć mu na drodze realizacji marzenia: mysz przeleciała nad Atlantykiem. Gdy tylko ujrzałam na okładce małego gryzonia, uruchomił się w mojej głowie ciąg skojarzeń. Pamiętacie odważną myszkę, czyli Dzielnego Despero Kate DiCamillo? (tak moi drodzy, to była książka – animacja była nią inspirowana), a dzielne myszy z ruchu oporu z Dolota i rozbrajający okrzyk: Sabooootaaaaaaaż!!! -? Przykłady można by mnożyć...Myszka jest symbolem odwagi. Bo nieważne jak mały i wątły jesteś, nieważne jaką rolę społeczną próbuje Ci się wtłoczyć. Możesz być tym kim chcesz i osiągać wszystkie wymarzone cele, zwojować świat albo i więcej. Musisz mieć tylko odwagę by to zrobić, wierzyć w siebie i nie poddawać w się w obliczu porażek, tylko traktować je jak kolejne lekcje. Trzeba przyznać, że morał płynący z bajki jest bardzo inspirujący i motywujący – również dla dorosłego.

26 grudnia 2014

Zombie na Marsie /Ostatnie dni na Marsie - Ruairi Robinson/2013

Nadszedł czas odpowiedzi, wielka zagadka rozwiązana!!! Oto film dla głodnych wiedzy, dla tych wszystkich, których nurtuje pytanie: „skąd się biorą zombie?”. Według tego, co podaje nam ten survival sci-fi/horror, odpowiedź brzmi: Z MARSA. Fabuła filmu, jak się łatwo domyśleć jest sztampowa. Motyw chaotycznej ucieczki przed niepokonywalnym wrogiem jest oklepany. Umiejętnie odgrzany kotlet może być jednak strawą godną grzechu. I trzeba przyznać, że klimat filmu Robinsona, pozbawiony patetycznego sosu,  który rozdmuchuje nieistotne wątki, jest właśnie takim posiłkiem. Nikt tutaj nie próbuje „rozkminiać”: „skąd”, „po co” i „co to” się wzięło ani analizować, badać. Zamiast tego – całkiem słusznie - próbują przed tym "czymś" uciec i przeżyć. Działa najprostsza zasada: zabij (to się niekoniecznie udaje) albo zgiń.

23 grudnia 2014

Ile może zdziałać świetna ilustracja? /Labirynt Lukrecji – Agnieszka Chylińska/

Biorąc do ręki Labirynt Lukrecji pierwsze na co zwracamy uwagę, to piękna okładka i niesamowite ilustracje. Ich autor Suren Vardanian wykonał świetną pracę, jego rysunki są pełne magii, niepokoju i tajemnicy. Dzięki nim książka Chylińskiej zyskała mroczniejszą atmosferę i – co tu ukrywać - przykuwa wzrok. Można z ich pomocą pokusić się o opowiedzenie zupełnie innej historii, niż ta opisana słowami. Taki autorski i interpretacyjny dwugłos. Z korzyścią dla ilustratora… Jeśli pogrzebiecie troszkę w Internecie przekonacie się, że pod ręką rysownika z Rzeszowa ożyła już niejedna książka dla dzieci. Suren Vardanian ma ponadto na  swoim koncie kilka wernisaży m.in. Zapach kobiety. Charakterystycznym dla siebie, rozpoznawalnym stylem, buntuje się wobec narzucanym formom, tworząc dość indywidualną fakturę obrazu. Widać to, bardzo wyraźnie, przy okazji Labiryntu Lukrecji.
  

19 grudnia 2014

Ile tak naprawdę mam czasu dla moich bliskich? /Życie na drzwiach lodówki - Alice Kuipers/

No właśnie ile MAM czasu dla moich bliskich? A ile CHCĘ go mieć? Wszyscy znamy powiedzenie: Chcieć znaczy móc. Wszelkie deklaracje: bardzo chcę, ale nic w tym kierunku nie robię, świadczą tylko o tym, że nie ma w nas rzeczywistej, prawdziwej, wewnętrznej motywacji do osiągnięcia celu. Oszukujemy tylko samych siebie, zrzucając odpowiedzialność na świat, na tempo życia, na wszechobecny pośpiech, który zabija i spłyca relacje międzyludzkie. Przeszkoda nie powinna być wymówką. Powinna stanowić impuls, który motywuje nas do poszukiwania innej drogi. Bo bariery trzeba po prostu pokonać, obejść. Dlatego nieco sceptycznie przyglądam się interpretacjom tej książki jako opisu wielkiej miłości, której na drodze stanął brak czasu. Wiem, że nie raz dzieje się tak, że rzeczywiście go nie mamy, ale najczęściej jest to kwestia priorytetów. A te zależą już tylko od nas samych. Chcę mieć pracę by zapewnić byt sobie i rodzinie: moją podstawową motywacją jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, a nie relacja z bliskimi. Chociaż może mi się wydawać, że tworzę ją właśnie dając bezpieczeństwo. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Zwłaszcza, gdy próbujemy  spełniać się na 100% w rożnych dziedzinach życia. Paradoks polega na tym, że nie można harmonijnie połączyć dwóch przeciwległych biegunów w jedną, perfekcyjną całość.

17 grudnia 2014

Ni w ząb, ni w huhu /Siedlisko cieni, czyli The Cradle of Shadows lub Le Berceau des ombres /2013

Czyta człowiek taki opis: „Siedlisko cieni" to francuski horror w reżyserii Jacoba Jerome. W rolach głównych zobaczymy Matthiasa Pohla i Marcosa Adamantiadis. Fabuła i obrazy z tej produkcji są naprawdę przerażające. W sercu opuszczonego bunkra, parapsychologowie odkrywają przedziwny fenomen. Nikt z nich nie spodziewał się, że w takim miejscu mogą natknąć się na mroczne moce. Podejrzewają, że ktoś je obudził, a to spowodowało serię zdarzeń, które mrożą krew w żyłach. To zdecydowanie film dla widzów o mocnych nerwach... i potem oglądając wpada w osłupienie. Twórca tego tekstu ma fantazję, to trzeba przyznać. Mistrzostwo ściemy.

15 grudnia 2014

Już nie wiem nawet jak mam kląć.../Dark space, czyli Niebezpieczna przestrzeń - Emmett Callinan/ 2013

A oto powód dla którego broniłam horroru sci-fi Hangar 10, czyli film o enigmatycznym tytule: Dark space. Polski tytuł tego „arcydzieła”, jak to zwykle bywa, jest ambitniejszy od samego filmu, a brzmi: Niebezpieczna przestrzeń. Zresztą nie tylko polski tytuł, nawet teksty na etykietach środków czyszczących są ambitniejsze. Dostarczają też więcej rozrywki i bez cienia wątpliwości zawierają o wiele większą dawkę zdrowego rozsądku.

Prowadzenie pod wpływem alkoholu – nieważne, samochodu czy pojazdu kosmicznego - zawsze skutkuje zgubnymi konsekwencjami. W rezultacie grzebania w oprogramowaniu dochodzi do uszkodzeń i grupka przyjaciół ląduje przymusowo na nieznanej planecie. Twórcy postanowili wprowadzić innowację (SIC!). Klasycznie bowiem w amerykańskich produkcjach „młodzieżowych”, grupa bohaterów prawie zawsze jest liczbą nieparzystą. Tym razem, nie dość, że mamy sześć sztuk (jeśli ktoś ma problemy z matmą, to to jest liczba parzysta), to jeszcze na trzech chłopaków przypadają trzy dziewczyny – istne szaleństwo. Reszta jest już bardziej standardowa. To samo co w setkach innych amerykańskich filmów, czyli: studenci wybierają się na ferie wiosenne (wstaw COKOLWIEK) i natrafiają na (wstaw  COKOLWIEK). Ekipa ta składa się z: blond-dred dziwaczki, cycatej puszczalskiej, geniusza-astmatyka-prawiczeka, macho-imprezowicza, Tego Spoko Gościa i laski ze zbyt wysokim poziomem testosteronu. Krótko, sztampowo i powierzchownie. Rozbudowanej psychologii postaci w tej kosmicznej przygodówce nie ma. Zresztą, gdyby była, byłabym tym faktem niezmiernie zdziwiona – nie ta konwencja, nie ten gatunek.

07 grudnia 2014

Nad grobem /Open Grave - Gonzalo López-Gallego/ 2013

Dlaczego warto zobaczyć ten horror? Chociażby dlatego, że napisanie jego recenzji, tak by nie zawierała spojlera, to nie lada wyzwanie. Ja się już nawet nie gryzę w język, tylko walę młotkiem po palcach. Musiałabym być potworną egoistką, by zepsuć innym przyjemność oglądania. Dlatego nie użyję słów na litery: „x” i „y”, które zdradziłyby, w którą stronę zmierza akcja...

03 grudnia 2014

The weak are meat the strong do eat /Animal (Monstrum) – Brett Simmons/2014

Tak, w tytule recenzji Nietzsche. Biorąc pod uwagę jakość filmu, to bez mała świętokradztwo, ale ten  konkretny cytat wbił mi się w głowę podczas oglądania i pozostał do końca seansu.. Akcja bowiem zmęczyła mnie do tego stopnia, że obolały umysł wciąż dryfował tu i ówdzie…

Grupa przyjaciół wybiera się na wycieczkę do lasu. Sielsko-anielsko: widoczki, natura, buz- buzi. Zabawiają w nim zbyt długo i  w efekcie podejmują karkołomną próbę powrotu w nocy. Motywacja ich działań od początku jest niejasna, ale chodzi przecież o to by spotkali drapieżnika, więc się nie czepiajmy. Zaatakowani przez tytułowe monstrum chowają się w opuszczonym domu, gdzie zdążyła się już ukryć się i zabarykadować  inna grupa wycieczkowiczów. I, jak to zazwyczaj bywa w takiego typu produkcjach, wszyscy nieudolnie próbują przeżyć. Nie mam nic przeciwko schematom, jeśli wypełnia się je jakąś ciekawą treścią. Nic takiego tym razem nie miało jednak miejsca.

01 grudnia 2014

Horror na który naprawdę szkoda czasu /The Appearing - Daric Gates/ 2014

Jeśli ktoś chce zadać sobie pokutę w ramach oczyszczenia adwentowego, może rzucić okiem na tego gniota. Najlepiej jednym, bo obu to szkoda. Na dogłębną kontemplację tego obrazu NAPRAWDĘ SZKODA czasu.

Po tragicznej śmierci córki, małżeństwo Brodych przeprowadza się do małego miasteczka. Tam Michael – policjant, podejmuje współpracę z miejscowym szeryfem i wspólnie z nim próbuje rozwikłać sprawę zaginięcia nastolatki, która przepadła w okolicach cieszącego się złą sławą „nawiedzonego domu”. W tym czasie jego żonę – Rachel – nękają na przemian: otwierające się drzwi, spadające talerze i duch dziewczynki biegającej po lesie. Ludzie po przejściach, okolica skrywająca tajemnice i demon. Mieszanka wydawałoby się znakomita: elementy w sam raz składające się na klasyczny horror. Jak się okazuje nie ma rzeczy, których przy całkowitym braku kompetencji nie dałoby się totalnie zepsuć.

28 listopada 2014

Jessabelle, Jessabelle, Jessabelle..../Klątwa Jessabelle - Kevin Greutert/ 2014

Klątwa Jessabelle to klimatyczny horror - takie nastrojowe ghost story - o rodzinnej tragedii z VooDoo w tle (przez co kojarzy mi się nieubłaganie z Kluczem do koszmaru). I mimo mojego całego marudzenia, którego się za chwilę na waszych oczach dopuszczę, zaznaczam na wstępie, że: film ogląda się dobrze, przyznaję, że całkiem miło spędziłam te 1,5 godziny. Jest w tej produkcji coś, co mi się zwyczajnie podoba. Po pierwsze zaskoczenie. Owszem, człowiek zazwyczaj się go w horrorach spodziewa, ale naprawdę rzadko reżyserowi udaje się tak poprowadzić fabułę, by widz niemal do samego końca nie przewidział jaką formę przybierze owo zaskoczenie. W tym konkretnym przypadku się to udało, a to niewątpliwy plus. Po drugie: atutem filmu jest również jego senna atmosfera, która pozwala w spokoju zachwycać się dopieszczonymi, pojedynczymi ujęciami. Znalazła się wśród nich prawdziwa perełka, która mnie urzekła – ukazująca nieco impresjonistyczny obraz zawisłej tuż nad taflą jeziora mgły. Piękne, delikatne, oniryczne, a nawet ośmielę się powiedzieć, że magiczne. Doświadczyłam swoistego satori podczas tych kilku sekund.

27 listopada 2014

Biednemu zawsze grzyb w oczy / Prawdziwki i zmyślaki – Krzysztof Daukszewicz/

Przyznam się bez bicia, że czytałam to w wannie. Na sucho mi nie wchodziło. Na trzeźwo jeszcze tak, ale na sucho już nie. Za boga. Najwyraźniej książka z grzybem w tytule – Prawdziwki i zmyślaki - potrzebuje wilgotnego klimatu.

Tak dla przypomnienia, autor omawianych anegdot i felietonów, to satyryk. Satyryk ze "starej szkoły",  który swojego artystycznego warsztatu nie sprowadził jeszcze do analno-gównianego poziomu, w jakim każe nam się taplać wszechobecna popularna, tzw. kultura. Jego żarty nawet, gdy są dosadne, to nigdy nie bywają wulgarne. Obśmiewa oczywiście ludzkie przywary, robi to jednak tak, by nikogo nie krzywdzić. Dobra satyra nie polega bowiem na bezlitosnym upokarzaniu i wdeptaniu bezbronnej ofiary w błoto. Jak widać, nadal są wśród nas piewcy ten chwalebnej idei.

21 listopada 2014

Chcecie bajki? Oto bajka: Bob podbija świat /Świat według Boba – James Bowen/

Już widzę, jak „targam” moją kotkę na rower. Byłaby tak wściekła, że samym spojrzeniem wykopałaby mnie w kosmos. Ewentualnie zaliczyłabym tak konkretny cios łapką w tył głowy, że długo nie mogłabym się pozbierać. A kota zen, czyli Boba, mało co rusza, mało co dziwi. Świat ludzi i ich wariactwa przyjmuje ze stoickim spokojem. Nie ma się więc czemu dziwić, że świat ma totalne  fiksum dyrdum na jego punkcie: dwutomowa powieść (jak do tej pory), książka dla dzieci, filmy, wywiady... A ów spirytus movens zdaje się nieszczególnie zwracać uwagę na ten medialny szum wokół siebie. Tak jakby dobrze wiedział, że to wszystko nieistotne, chwilowe. Zdaje się patrzeć na całe to szaleństwo z boku i mówić: „Mami nas fortuna, rzadko obdarza nas uśmiechem”, a ja wiem co w życiu najważniejsze, stałe i dające prawdziwą radość: mój przyjaciel James. Tak, ten kot niezaprzeczalnie ma w sobie magię i wybitny talent do rzucania uroków.

13 listopada 2014

Przebudzenie Kempnej, czyli udany debiut! (Przebudzenia Doktora Sørena - Magdalena Kempna) DKK

Literacki debiut roku wydawnictwa Novae Res. Po tym co nam na DKK ostatnio zafundowano (Skald. Karmiciel Kruków), to zbladłam, gdy zobaczyłam słowo „debiut” i to polski. Na szczęście panika nie była wskazana i tym razem nie trzeba było wydłubywać sobie oczu. Chociaż przyznam się bez bicia, że lektura nie wciągnęła mnie od pierwszych stron.

Tytuł i okładka sugerują jakąś mroczną historię, całkiem porządnie podszytą grozą. Obawiałam się, że gdy zacznę czytać, to obgryzę paznokcie tak, że zostaną mi tylko kikuty z palców. Zamiast tego w moje ręce trafiło przyjemne kryminalne, nawet trochę baśniowe fantasy. Gdybym napisała, że „pogodne” byłoby to zapewne nadużycie, bo jednak jest mroczny spisek, zatęchłe lochy, trumny, morderstwa, nadużycia i gwałty. Jednak autorka w opisach jest bardzo łagodna. Najmocniejsza i najokrutniejsza scena to ta, w której szlachtowane są konie. Więcej nie zdradzę.

12 listopada 2014

Dzieciak z widłami /Rogi - Alexander Aja/ 2013

Ksiądz Natanek miał rację!!!! Harry Potter to samo Zło!!! Wcielenie Szatana!!! No nie mogłam się powstrzymać. Przypuszczam, że nad aktorem Danielem Radcliffem zawsze będzie już wisiała klątwa Chłopca, który przeżył spotkanie z Sami Wiecie Kim. Podobnie jak nad aktorem, który grał McGyvera, jak mu tak było? No właśnie…hm…McGyver…? Jedna rola potrafi wrosnąć tak głęboko, że zaczyna zastępować prawdziwą skórę. Gdy zobaczyłam, że - zgodnie z pierwowzorem książkowym - Merrin jest ruda, pomyślałam, że „Harry” ma coś z tymi rudymi pannami, czym znów wpięłam go w rolę czarodzieja… Chłopak walczy i najwyraźniej zależy mu na tym, by – ledwo gdy wydostał się z jednej roli - nie  zaszufladkowano go w rolach amanta. Ciągnie go do horroru, nie do komedii romantycznych (chociaż jego typ urody, to by właśnie sugerował). Jeżeli już jesteśmy przy horrorach, to Kobieta w czerni – co by jednak nie mówić – od Rogów jest filmem miliard razy ciekawszym. Książka znów okazała się więc lepsza od filmu. I po co to komu było?

31 października 2014

Mam kota i nie zawaham się go użyć, czyli o odwadze i pokonywaniu potworów /Koralina – Neil Gaiman/

Wydawnictwo MAG 2009
Cieszę się, że Gaiman umieszcza w swoich historiach koty. Nie ma się w sumie czemu dziwić, jest przecież ich wielkim fanem. Często przemykają po kartach jego książek, czasami głośno tupiąc (tak, gdy chcą to potrafią!), a innym razem suną niepostrzeżenie - jak cienie. Cieszy mnie, że i w Koralinie znalazło się dla jednego osobnika miejsce. Bo tam gdzie są tajemne przejścia, tam powinny być i koty. I pisarz o tym wie.

Nowy dom Koraliny jest stary. Żyje własnym życiem, posiada swój wewnętrzny rytm i swój własny język. Jest pełen zakamarków, w które można zajrzeć, które trzeba zwiedzić i odkrywać. Dziewczynka wprowadza się do niego z wiecznie nieobecnymi, zapracowanymi rodzicami. Nie wie jeszcze, co ją czeka, gdy w ramach walki z przeogromną nudą, odwiedza swoich ekscentrycznych, nowych sąsiadów i liczy wszystkie drzwi...Do jej życia niepostrzeżenie wślizguje się chaos, nad którym musi zapanować.

23 października 2014

Wszystko co dobre zaczyna się od kota /Miłość przez małe m - Francesc Miralles/

Wszystko zaczyna się od kota. A jak się już zacznie, to kot może nas zaprowadzić nawet na księżyc, a tam czeka nas nieśmiertelność. Księżyc oczywiście w rozumieniu nie tyle dosłownym, co metaforycznym. To enigmatyczne „gdzieś”, gdzie odnajdujemy siebie: i jasną i ciemną stronę JA. Żeby znaleźć drogę do tego miejsca, trzeba zrobić pierwszy krok. A któż zachęci do tego lepiej niż właśnie kot? Odwieczny przewodnik między światami?

To właśnie przydarzyło się głównemu bohaterowi książki. To, czyli Kot. Trzydziestosiedmioletni wykładowca uniwersytecki przekonał się, że gdy kot przekroczy już próg mieszkania, to w nim zostaje. Samuel nie planował mieć takiego towarzysza (kota nie planuje się mieć), ten po prostu zjawił się i zapoczątkował ciąg zdarzeń, które przewróciły nudne i przewidywalne życie głównego bohatera do góry nogami. Po tym, jak trącony zostaje pierwszy klocek domina o kocie dzieje się już niewiele. Mishima szczątkowo przewija się przez akcję, uzupełniając ją wdziękiem i uporem. To on, mruczeniem i rytmiczną pracą łapek, likwiduje złą energię, gdy ta ośmiela się wkroczyć w myśli jego nowego współlokatora. Od tego - jak się okazuje - są bowiem koty.

19 października 2014

Flaszka na Mazurach /Nibywiersze Byłoniebyło – Krzysztof Daukszewicz/

W supermarketowym koszu rozmaitości wygrzebałam „coś”. Postanowiłam zrobić sobie prezent i nie żałuję. Naprawdę było warto. Weszłam bowiem w posiadanie pięknie wydanego tomiku...hm...przemyśleń. Nie są to oczywiście utwory na miarę Szymborskiej czy Miłosza, zresztą sam autor do roli poety się nie poczuwa. Trudno te próbki poetyckie czasami nazwać wierszami. Chociaż, kto odważyłby się określać ramy i granicę współczesnej poezji. Wszak wiadomo, że to inny wymiar, inne czucie, inna rzeczywistość. Ni jak nie należy wpasowywać jej w sztywne ramy. Dotykają nas więc: wolne, białe, żarty, piosenki...Jest barwnie, emocjonalnie i poruszająco – na różnych poziomach. I nie wszystkie uniesienia są na szczęście tak serio na serio.

18 października 2014

Kruki na głodzie /Karmiciel kruków – Łukasz Malinowski/ DKK

Do Wikingów się jeszcze nie przekonałam. Podobno serial świetny. Panuje w ogóle moda na  północne krańce Europy, a nie być na bieżąco z mainstream nie wypada. Zawsze znajdą się w nim godne uwago kawałki. Więc, jako, że temat - co by nie mówić – lotny, z ogromnym zapałem przystąpiłam do lektury. Autor- historyk, kruki, surowa Skandynawia, bohater- łotr, fantasy: połączenie elementów obiecujące, nie może być źle. A jednak...Moim zdaniem, to debiut przeciętno-przyzwoity. Aczkolwiek nie oznacza to, że w jakimś stopniu porywający. Takie przyjemne bazgradełko mające dobre momenty. Szkoda, że nie pojawiają się one na początku książki a dopiero pod koniec. O tym jednak za chwilę.

Po pierwszych 50 stronach, stanowczo brzmiący głos w mojej głowie skwitował dotychczasową lekturę: Nie jestem nastoletnim chłopcem. No cóż, zdecydowanie nasze DKK nie stanowi grupy docelowej tej publikacji. Trzeba być jednak ponadto, pomimo różnych potrzeb i gustów, czytać z dystansem i wydać obiektywną opinię – byłyśmy więc dzielne.

13 października 2014

KOT to stan umysłu /Kot w stanie czystym – Terry Pratchett/

Koty mają sposoby, by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły. Poruszają się we własnym, osobistym rytmie czasu. Zachowują się tak, jakby ludzki świat był tym, w którym akurat przypadkiem się zatrzymały w drodze do czegoś, być może o wiele ciekawszego.

KOT to kosztowna błysKOTka. Kupujemy mu mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, bo nam ludziom wydaje się, że mu się spodobają, że się ucieszy. Oczami wyobraźni widzimy uszczęśliwioną mordkę. Z jego punktu widzenia to jednak najczęściej niepotrzebne kurzołapy. Nasze nadzieje szybko ulatniają się, wraz z zadartym ogonem. Jego właściciel łaskawie oddala się, by nie dobijać nas swoją obecnością, gdy palimy się ze wstydu, widząc rozczarowanie w jego oczach. Zagłębiając się w koto-tematy,  głównie adoptuję tego typu książki – bibeloty. Nie spełniają one funkcji innej niż rozrywkowa chwilówka. Tak jest i w tym przypadku. Cóż nie jest jednak prawdziwym kociarzem ten, kto śmie się za takiego uważać, a nie czytał Kota w stanie czystym. Nawet jeśli to taka „durnostojka”.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...