Pierwotnym
celem literatury fantasy nie było moralizowanie, pouczanie, indoktrynowanie
nikogo ani zaspokajanie najwyższych potrzeb estetycznych, lecz przeniesienie do
świata fantazji, niczym niekrępowanej wyobraźni w Krainę Niemożliwego,
dostarczenie czytelnikowi przyjemności i radości. Czy powieść fantasy Czarci most Anny
Bichalskiej wywiązuje się z tego zadania? I tak i nie. Nie jest to owszem
powieść z gatunku tych, które wpędzają nas w zadumę i skłaniają do przewrócenia
życia do góry nogami. Nie jest to również lektura czysto rozrywkowa, ponieważ w
byciu lekkim „czytadłem”, przeszkadza jej nieco toporny styl debiutantki.
Jeżeli jednak chodzi o ową „Krainę Niemożliwego”, to powieść trafia w sedno -
świat przedstawiony zachęca nas do tego, by przekroczyć próg nieznanego i
zaskakuje nas swoją różnorodnością. Co ważniejsze wejście do świata fantazji
znajduje się w Polsce, w małym, klimatycznym miasteczku o wdzięcznej nazwie: Czarci
most. To tutaj następuje zderzenie dwóch światów. Jak się okazuje, oba
wypełnione są po brzegi fantastycznymi bytami, trzeba tylko otworzyć wreszcie
oczy, by je dostrzec.
01 marca 2015
666 /Where The Devil Hides - Christian E. Christiansen/ 2014
Gdy
zaczęłam oglądać, odetchnęłam z ulgą – nareszcie film nie zrealizowany techniką found
footage. Zważywszy na jego
tematykę mogłabym nawet krzyknąć: ALLELUJA. Czar prysnął niestety dosyć szybko,
bo Where the Devil Hides nie jest porywającym arcydziełem. W porównaniu
jednak z tym, co oglądałam ostatnio zasługuje na uwagę.
Podobał
mi się początkowy klimat filmu, wprowadzenie do klątwy, niedoszła rzeź
niewiniątek, zwiastująca ponure i mroczne wydarzenia. Szóstego dnia, szóstego miesiąca na świat
przychodzi sześć dziewczynek. Zgodnie z przepowiednią, ta z nich, która dożyje
osiemnastych urodzin stanie się „ręką diabła”. Niejako symbolicznie akcja
rozgrywa się w Nowym Betlejem, w osadzie - może nie tyle bogobojnych, co
fanatycznych - Amiszów, rządzonych twardą ręką, przez zboczonego pastora Eldera
Beacona (Clom Meaney). Gdy zbliża się dzień osiągnięcia przez naznaczone dziewczęta
pełnoletniości, te zaczynają kolejno znikać - w dość krwawych okolicznościach. Wreszcie
dociera do nich także prawdziwy powód, dlaczego przez te wszystkie lata społeczność
traktowała je inaczej.
26 lutego 2015
Pod Paryżem jest Piekło /Jako w piekle, tak i na ziemi – John Erick Dowdle/ 2014
Zazwyczaj
archeolodzy poszukują Świętego Graala. Tym razem za cel wzięto Kamień
Filozoficzny. I ani w Piekle ani na Ziemi film o poszukiwaniach tego artefaktu,
nie zrobi dobrego wrażenia. To kolejna produkcja, która zrodziła się ze świetnego pomysłu, a
poległa na marnym wykonaniu. Nie pomogło jej gorzej niż przeciętne aktorstwo,
fabularna miałkość i brak klimatu grozy (SIC!). Z tego horroru wyszła bardziej
przygodówka. O tym, że film należy jednak do dreszczowców, przypominają nam
jedynie ostatnie minuty, kiedy to
widz jest już po prostu zmęczony oglądaniem, i i tak nic go nie reanimuje.
Witamy w
stolicy kraju słynącego z bagietek, sera i perfum. Nie dane nam będzie jednak
pogodne zwiedzanie Pól Elizejskich i leniwe
popołudnie w kawiarence, przy piosenkach Edith Piaf. Owszem
poznamy Paryż, ale niejako od spodu. Zanurzymy się w labiryncie katakumb
ciągnących się pod miastem, gdzie nikt nie serwuje kasztanów. Brnąc w mroku podziemi dotrzemy do samego Piekła - także tego w
naszych głowach. I mimo tak ciekawie zapowiadającej się scenerii, nie udało się
ekipie filmowej wydobyć kontrastu: między sielankowym, artystycznym obliczem
miasta miłości, a epatujących brudem i śmiercią podziemi. Nie pomogło nawet to,
że część scen naprawdę była kręcona w katakumbach. Nie czujemy zderzenia,
rozdarcia, nie zatapiamy się w coraz większym lęku, podążając z bohaterami do
wnętrza ziemi. Właściwie, to nie odczuwamy za wiele czegokolwiek. Głównie podążamy za Scarlett,
młodą panią archeolog (kryptolożka i chemiczka przy okazji), która uwielbia
pchać się wszędzie tam, gdzie czekają na nią kłopoty i łamać przy okazji
wszelkie zasady. Owa pani to połączenie Indiany Jonesa i Lary Croft – nie
cofnie się przed niczym, by tylko znaleźć „skarb”. Posiada ogromną wiedzę,
włada biegle kilkoma językami. Oprócz tego posiada także umiejętność rozdawania zabójczych - dla
wszelkiej maści demonów - ciosów karate oraz bezrefleksyjnego pakowania siebie i
swoich towarzyszy w niebezpieczeństwa. Dlatego też, gdy wpada na trop Kamienia
Filozoficznego prze przed siebie jak taran, nie bacząc na konsekwencje. W
początkowych partiach filmu, wszystko przypomina klasyczne rozwiązywanie
zagadek z przeszłości (odczytywanie tajemniczych inskrypcji, szukanie drogi w
labiryncie, pułapki a la „wyjmij właściwy kamień, bo się zawalę”), z czasem
jednak robi się coraz mniej zrozumiale. Jedyne pocieszenie dla wymęczonego
widza to fakt, że to się kiedyś skończy.
25 lutego 2015
Dokumentalne fałszerstwo – czy aby na pewno? / The Atticus Institute – Chris Sparling/2015
Chris Sparling i Pogrzebany
(2010), do którego pisał scenariusz, zrobił na mnie piorunujące wrażenie,
podobnie paraliżująco zadziałał Bankomat
(2012). Wiele
więc spodziewałam się po The Atticus Institute. Rozsiadłam się i
czekałam. Minęła minuta i dwadzieścia pięć sekund. Pewne sprawy są ze sobą
nierozerwalnie połączone, jak Flip i Flap. Jeżeli słyszymy, że ktoś wrzeszczy i
w kierunku tej osoby maszeruje ksiądz w masce przeciwgazowej, to będzie to film
o opętaniu. Nie może być inaczej. Więc zostało mi tylko czekać, co reżyser z
tym fantem zrobił. Czy jego historia znudzi, rozczaruje, czy się obroni? I czy znów nas czeka ta lewitacja, zielone wymioty i łamanie się nawiedzonego w pół? Na początku
ciśnienie tak mi opadło, że marzyłam tylko o tym, by zrobić sobie kawę – to
była reakcja na mrożące krew w żyłach zbliżenia jarzeniówek, pajęczyn w oknach
i nudne reportaże. Im dłużej jednak oglądałam, tym mniej chciało mi się kawy i
mocniej wsiąkałam w obraz.
18 lutego 2015
Ku przestrodze /Czarna kura czyli mieszkańcy Podziemnego Królestwa -Antoni Pogorielski/
Alosza, dziesięcioletni chłopiec mieszkający w
internacie, to pilny uczeń o dobrym sercu. Pewnego dnia ratuje on z rąk
kucharki swoją ulubioną kurę Czarnuszkę. Ta z wdzięczności zabiera go do swojego świata, by za dobry czyn mógł
wybrać sobie nagrodę. Chłopiec nie okazuje się jednak powiernikiem godnym
tajemnic Podziemnego Królestwa, co sprawia, że napyta kłopotów sobie i jego
mieszkańcom.
16 lutego 2015
Dracula obraca się w grobie / Dracula: historia nieznana, Dracula untold – Gary Shore/ 2014
Słowem wstępu: dlaczego trudno przełknąć mi uszlachetnienie Vlada?
Imię „Dracul” może wywodzić się z dwóch źródeł. Według jednego
imię te wiąże się z Diabłem (drac po
rumuńsku oznacza diabła), druga interpretacja kojarzy go ze Smokiem (drago). Według
źródeł historycznych Wład II Dracul, słynący z okrutnego traktowania swoich podwładnych,
należał także do Zakonu Smoka – więc właściwie i jedno i drugie znaczenie miałoby
rację bytu. Jego syn - świadek brutalnego mordu na ojcu i rodzinie – stał się
godnym następcą ojca. Mowa o nikim innym, tylko o słynnym Władzie Tepešu
Draculi. Słowo „Tepeš” oznacza „Palownik”, co było aluzją do preferowanych
przez niego metod wykańczania wrogów. Przydomku Dracula dorobił się już
pośmiertnie. Oprócz palowania słynął z tego,że przybijał matkom do ich piersi niemowlęta, gotował swoje ofiary żywcem, (ewentualnie - również żywcem - nabijał na rożen) i kazał później zjadać swoim poddanym. Oczywiście pił również ludzką krew, co stało się jedną z przyczyn utożsamiania go z wampirem. A stąd już tylko krok do tego, by zrodziła się legenda: przetworzona literacko i filmowo.
Pierwszy film o Draculi pt. Krew
Draculi nakręcili Węgrzy w 1921 roku, od tamtej pory powstało mnóstwo
filmów opartych na książce Brama Stokera. Warto wspomnieć o klasykach: Nosferatu (1922) Murnaua i Dracula (1931) Browninga, oraz młodszych
produkcjach, jak np. Dracula według Brama
Stokera (1992) Coppoli. Potwór w
ludzkiej skórze stał się ikoną kina grozy, bezlitośnie wysysał życie z widzów
każdej kolejnej dekady, pozostawiając za sobą krwawe ślady kolejnych ofiar. Nie
ma jednak żadnej świętości, każdą ikonę można przekuć w banał. Tego - pewnie
niechcący - dokonali twórcy filmu Dracula:
historia nieznana (Dracula untold). Były widać powody, dla których historia
ta miała pozostać nieopowiedzianą nigdy tajemnicą…
15 lutego 2015
Jak trwoga to do Boga i kij w oko wolnej woli /Potępieni, The Remaining - Casey La Scala/ 2014
Nadciąga apokalipsa. Bóg ma już dosyć ludzi i postanawia zrobić
porządek: dobrych bierze do siebie, złych zostawia na pożarcie Piekłu – stosuje
więc standardowe biblijne rozwiązania. Postanawia dokonać ostatecznego, akurat w
momencie, gdy grupka przyjaciół dobrze bawi się na weselu. Tak wystrzałowej
imprezy się raczej nie spodziewali… Wraz ze złowieszczym dźwiękiem pierwszej trąby zaczyna się bezcelowa walka o przetrwanie w świecie, który się skończył.
Sam pomysł na film nie był zły – jak zazwyczaj. Chaos i przestrach ogarniający ludzi, którzy
żyli we względnym poczuciu bezpieczeństwa, ziemia usuwająca się spod stóp,
mogły stać się przyczynkiem do refleksji nad ulotnością tego, co posiadamy. Mogłyby
wpędzić nas w zadumę nad tym, jak puste prowadzimy życie - my współcześni, nie wyznający żadnych wartości. Zamiast tego zaserwowano nam płytkie
przemyślenia i wynurzenia na poziomie telewizji śniadaniowej. Mam wrażenie, że
film miał zwrócić naszą uwagę na konieczność nawrócenia się, ale to zdecydowanie
nie tędy droga, nie robi się tego w tak bezczelny sposób. Zwłaszcza, że The Remaining nie stawia w najlepszym
świetle wyznawców wiary, którą film – nie bójmy się słowa – promuje. Nagle, gdy
już demony latają bohaterom nad głowami, Ci pragną się nawracać i „wybierają
BOGA”. A kto powiedział, że to akurat Bóg jest sprawcą całego zamieszania? Czy
to nie aby nadużycie? Jako widzowie jednak podążamy za tym, co sugerują nam
postacie, a z tego wynika, że jednak Bóg…Zresztą polski tytuł - Potępieni - mówi sam za siebie.
13 lutego 2015
Jeśli Boga nie ma, to dlaczego tyle o nim rozmawiamy? Żebyśmy się nie czuły samotnie /O ósmej na arce – Ulrich Hub/
Lodowa
pustynia, dojmująca nuda i na dokładkę śmierdzi rybami. Pośrodku tej pustki,
stoją trzy pingwiny, które w ramach rozrywki przekomarzają się i obdzielają
kopniakami. Żarty jednak się skończyły, nadciąga POTOP. A
wszystko za sprawą jednego narwanego – właśnie - pingwina i motyla, który
zginął w wyniku tragicznego wypadku. Przynajmniej tak się wydaje. Gdy gołąb –
neurotyczny organizator rejsu - wręcza WYBRAŃCOM tylko dwa bilety na arkę,
zabija im ćwieka. Bo pingwiny, o których mowa, jak już wspomniałam, to trójka
przyjaciół i nawet jeśli się pokłócą, to przecież pozostają przyjaciółmi! Na
szczęście nieświadomy całej sytuacji najmniejszy z nich, ogłuszony przez
kumpli, łatwo daje się upchnąć w walizce. A co na to Bóg, który wszystko widzi
i słyszy, a który nakazał, by na statku znalazło się tylko po parze z każdego gatunku (nie
sprecyzował chyba jednak polecenia, że chodzi o pary mieszane)? Jeśli jesteście
ciekawi, co się działo na wielkiej łodzi przez 40 długich i deszczowych dni
oraz jak się to wszystko kończy – gorąco polecam!
Przypominacie
sobie może, jak reagowało otoczenie, gdy jako dzieci z otwartymi umysłami,
chęcią zdobycia wiedzy, zadawaliście pytanie: Czy Bóg istnieje? Jeśli
nie daj – nomem omen – boże, pytanie owo padło przy świadkach, mama, babcia
(wstaw dowolne) purpurowiała. Do naszych uszu docierał krótki syk, że mamy już
być cicho i porozmawiamy potem. W cztery oczy niewiele lepiej. Wymijające
odpowiedzi, właściwie żadnych argumentów, po prostu powielanie tego co słyszymy
w kościele lub na lekcjach religii. Czemu się jednak dziwić?
12 lutego 2015
Zrzędź, marudź, narzekaj. Uwolnij swojego wewnętrznego zrzędliwca /Grumpy Cat/
Z okazji nadciągającego na wezbranej
fali wszelakiej maści kipiących
czerwienią serduszek Święta Zakochanych, chciałam zaproponować Wam, coś innego
niż królujące z tej okazji na półkach księgarń romanse i erotyki, dumnie
wyłożone w najbardziej wyeksponowanych miejscach. Tym razem nie będę
proponowała, by ową czerwień kojarzyć z rozlewem krwi, chociaż w sumie... Jedno
czy drugie patroszenie nikomu jeszcze nie zaszkodziło, a odrąbanych głów,
wyrwanych kończyn czy rozwleczonych bebechów nigdy za dużo. O krwawych
Walentynkach pisać będzie jednak Alicya Rivard.
Główny bohater proponowanej przeze
mnie książki byłby usatysfakcjonowany tym, że ktoś może być niepocieszony z
powodu otrzymanego prezentu. Chociaż pewnie byłoby lepiej, gdyby nikt nie
dostał żadnego – przecież świat nie jest sprawiedliwy.
04 lutego 2015
I co z tym mózgiem? /Lucy – Luc Besson/2014
Pokusiłam się o pewne rozwinięcie
tematu związanego z filmem Lucy – recenzja TUTAJ.
Film został zbudowany w oparciu o
założenie, że nie korzystamy za bardzo ze swoich mózgów - ale to jest sci-fi
więc ma swoje prawa. Scenariusz nie musi być zbudowany o
jakieś potwierdzalne badania, argumenty. I zazwyczaj to nikomu nie przeszkadza.
Jednak, gdy film jest kiepski nawet takie rzeczy rażą, mimo że to sci-fi...
Gdyby był ciekawy mniej osób czepiałoby się tego założenia. Za argumenty
przeciwko tej teorii można uznać m.in. to, że: każdy obszar mózgu jest
nieustannie aktywny (gdyby było inaczej, strzał w głowę rzadko by zabijał);
mózg to bardzo energochłonna bestia – zajmuje tylko 2% masy ciała a „zjada”
około25% energii (skoro działa tylko w 10% to po co? Ewolucja raz dwa
zostawiłaby przy życiu osobniki z mniejszymi mózgami). Wydaje mi się, że film
oglądało by się inaczej, gdyby Luc Besson chwilkę pomyślał przy pisaniu
scenariusza. Wystarczyło tę samą produkcję poprzeć trochę innymi argumentami i
już tak bzdurnie by nie było. Poza tym polski plakat, to zgroza w czystej
postaci. Krzyczy on do nas takim sformułowaniem: Przeciętny człowiek używa 10%
mózgu. Ona wykorzystuje 100%. Kto pozwolił na to, żeby ten tekst się na
nim pojawił i zaistniał - gratuluję. Pewnie ta osoba używała właśnie tylko
osławionych 10%. Bo między używaniem 10
%mózgu a 10% możliwości mózgu jest ogromna różnica!
03 lutego 2015
Wow! Lucy użyła mózgu /Lucy – Luc Besson/2014
Film przykuwa uwagę i wciąga –
przynajmniej na początku. Z biegu zostajemy wrzuceni w akcję. Obrazy zmieniają
się dynamicznie i na dzień dobry pada kilka trupów. A potem czar pryska i zamiast z wypiekami na twarzy czekać na
kolejne zdarzenia i rozwiązanie akcji, zastanawiamy się, „co autor miał na
myśli i jaki przyświecał mu cel”.
Niestety, możemy jedynie pomarzyć o konkretach. Film można więc określić
jednym słowem: rozczarowanie. Cały pseudonaukowy bełkot, który miał napędzać
fabułę, i który tak naprawdę miał stanowić uzasadnienie całości, w rzeczywistości stanowi tylko tło dla
wybuchów. I nie czarujmy się: to właśnie o efekty w tym filmie chodzi. I jeśli
ktoś je lubi, film mu się spodoba. Jeśli ktoś oczekiwał głębszej treści –
wyjdzie z seansu mocno rozczarowany. Bo temat został potraktowany po macoszemu
i nie wykorzystano jego potencjału. Nawet napięcie jest takie sobie. Z
założenia zapewne miało wzrastać z minuty na minutę, a raczej z procentu na
procent, jednak nic z tego, w pewnym momencie historia staje się interesująca
mniej więcej tak, jak deska do prasowania, a zawstydzone napięcie daje nogę.
29 stycznia 2015
Wszystkie rybki śpią w jeziorze, ciulajla, ciulajla, la. A jedna rybka spać nie może, ciulajla, ciulajla, la.../Bezsenność Jutki- Dorota Combrzyńska - Nogala /
Historia Jutki
stanowi literackie nawiązanie do 70 rocznicy dramatycznych wydarzeń. Przypomina
ona o łódzkim getcie i Wielkiej Szperze, w wyniku której wywieziono stamtąd 15000 osób. Głównie niezdolnych do pracy, czyli dzieci, starców
i chorych. Wszyscy wywiezieni zginęli.
Dzieciom należy mówić prawdę. Bo dzieci są mądre: obserwują, myślą
i czują. Widzą, że świat ma wiele odcieni, próbują zrozumieć dlaczego i jak na
nie reagować. Dlatego trzeba z
nimi o nich rozmawiać. Opowiadać i tłumaczyć, tak jak Dziadek Jutki, który mądrze
przygotowuje ją do życia, i mimo wszystko, chce zaszczepić w niej wiarę w
drugiego człowieka. Bo przecież nawet podczas wojny i nawet wśród „wrogów”
można spotkać dobrych ludzi.
28 stycznia 2015
Badanie granic człowieczeństwa. Zagłodzeni /Starve - Griff Furst /2014
Prawda jest taka, że jak człowiek jest głodny, to wsunie co
popadnie. A ja dawno niczego nie oglądałam. Dlatego w moim odczuciu ten film to strawny średniak
(ale niskiej klasy średniak), który nie angażuje zbyt wielu
zwojów.
Był sobie chłopak (Beck – Bobby Campo), który miał zabawnego brata (Jiminey – Dave Davis) i drętwą dziewczynę
(Candice – Mariah Bonner). Nade wszystko nasz bohater pragnął napisać nowy komiks.
Artysta
wiadomo, poszukuje inspiracji, a że najlepszym jej źródłem często okazuje się, nie taka znowu szara, rzeczywistość, zabiera najbliższych na wycieczkę. Nasza trójka dociera do wymarłego miasteczka na Florydzie, gdzie ma zweryfikować prawdziwość informacji
o „dzikich dzieciach ludożercach”. Czy naprawdę trzeba pisać więcej? Oczywiście opuszczone miasteczko istnieje, bohaterowie ignorują wszelkie ostrzeżenia i ładują się prosto w ręce
psychopaty. Nie mając zbytnio wyboru podejmują grę, której reguły wyznacza
ów sadysta, a stawką jest oczywiście ich życie. Akcja większości filmu rozgrywa się w opuszczonej szkole, w której - o ironio - nasi bohaterowie dostają lekcję życia.
21 stycznia 2015
Światło, które rozprasza mrok. O mocy baśni /Dzielny Despero – Kate DiCamillo/
Baśnie opowiada się językiem tajemnym. Dlatego najwięcej
dowiadujemy się z tego, co ukryte pod powierzchnią tekstu. Słowa niczym Enigma
zazdrośnie strzegą podskórnych znaczeń. Odszyfrować je można tylko wówczas, gdy
jest się na to gotowym, gdy dojrzało się do odkrycia pewnych prawd. Pierwszy
raz czytałam Dzielnego Despero około pięciu lat temu i nie dostrzegłam
wtedy nawet połowy tego, co zobaczyłam dziś. Z baśni się widać nie wyrasta,
tylko dorasta do nich – i to wciąż na nowo.
Imię Despero – upamiętnia beznadzieję i desperację, które odczuwali mysi rodzice, gdy z całego miotu przeżyła tylko jedna myszka. I to jeszcze jaka:
patrząca od razu na świat OTWARTYMI oczami, ze zdecydowanie za dużymi uszami.
Jednym słowem dziwoląg, który jakby tego jeszcze było mało, że jest
dziwolągiem: nie urósł za bardzo i w ogóle nie interesuje się mysim sposobem
życia. Zamiast tego: czyta, słucha muzyki, rozmawia z ludźmi i zakochuje się w
księżniczce – ludzkiej. Stanowi więc zagrożenie dla zamkowego, mysiego
społeczeństwa. Należy go usunąć, skazać na śmierć, wrzucić do lochu na pożarcie
szczurom. Despero zdradzony przez najbliższych nie ginie jednak, ratuje go
światło - światło opowieści, którą snuje w ciemnościach. To jednak dopiero
początek jego przygody, w imię swojej miłości będzie musiał jeszcze odbyć jedną
wyprawę w głąb labiryntu. Tym razem uda się tam jednak dobrowolnie, by ratować
ukochaną Pi z rąk szczura o złamanym sercu – Rocura – i biednej, naiwnej
służącej Miggery, która chce zostać księżniczką.
20 stycznia 2015
Dotyk świata /Cudowna podroż Edwarda Tulana- Kate DiCamillo/
Historie, które zapadają w nas głęboko, takie do
których wracamy, najczęściej to te, które w symboliczny sposób ujmują problem, z
którym borykaliśmy się lub taki, z którym nadal się borykamy. One stanowią
klucz do naszych wnętrz. Cudowna podróż Edwarda Tulana, to dla mnie
właśnie takie „wysokie C”. To baśń, po przeczytaniu której myślę: O cholera...
Edward Tuan - niezdolny do uczuć porcelanowy
królik, niewdzięczny egoista - to nasz
główny (anty)bohater. W wyniku dosyć
nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oddzielony od swojej właścicielki Abilene
Tulan, zostaje skazany na tułaczkę zdającą się nie mieć końca. Żyjący do tej
pory w iście królewskich warunkach królik, trafia na dno oceanu, śmietnik, do
slumsów i na ulicę. Przechodzi wciąż z rąk do rąk: raz czułych i delikatnych,
raz bezlitosnych i okrutnych. Każde miejsce i każdy człowiek (a nawet pies),
którego poznaje podczas tej wędrówki, zostawia w nim trwały ślad. Pamięć o nich
staje wyznacza ścieżką, a nawet mapą uczuć. Uczy się dzięki nim, co to w ogóle
znaczy czuć. Poznaje: strach, ból, tęsknotę, radość, a tracąc kolejnych
towarzyszy, zaczyna rozumieć czym jest
miłość. Podróży porcelanowego królika na pewno nie
nazwałabym „cudowną”, raczej skłoniłabym
się do tego by mówić o niej „niesamowita”. „Cudowna” to zachodzi w tym
bohaterze przemiana: z istoty wyrachowanej i zimnej w zdolną do kochania. Jak
widzimy, to historia stara jak świat, podobna do miliona innych, jednak
na swój magiczny sposób tak wyjątkowa, że chce się do niej wciąż wracać.
19 stycznia 2015
Moje miejsce na świecie, mój dom. Nadzieja, tęsknota… Słoń/Magiczny słoń – Kate DiCamillo/
Może dlatego, że wszyscy czekają w tej historii na śnieg, kojarzy mi
się ona ze świąteczną, familijną opowieścią, pełną tęsknoty, nadziei i
obietnic. Kiedy w końcu długo wyczekiwany, biały puch, pojawia się na kartach
książki, towarzyszy mu dodatkowy, niemały cud. To takie swoiste, podwójne ukoronowanie
pełnego napięcia oczekiwania – jak to na Gwiazdkę.
Historia opowiedziana przez DiCamillo jest dosyć nieprzewidywalna.
Pewnego zimowego, ponurego dnia, na targu, swój namiot rozbija wróżka. Staje
ona na drodze dziesięcioletniego chłopca – Piotrusia - który podświadomie
czuje, że coś w jego monotonnym życiu jest nie tak. Bo gdyby naprawdę wierzył, że jego mała siostrzyczka Adela nie żyje, czy
pytałby o nią? Chłopiec wiedziony dziwnym przeczuciem, postanawia skorzystać z
usług tajemniczej kobiety. Zawierza intuicji, a ona w odpowiedzi, ustami
wróżki, każe mu podążać za słoniem. Piotruś oczywiście czuje się oszukany i
zakłopotany zarazem. Bo jak słoń? Skąd? I gdzie? Jak się okazuje nie można w
życiu polegać tylko na racjonalnych przesłankach. Cuda lubią sobie z nich kpić.
I tak jest i tym razem: słoń pojawia się niespodziewanie, z hukiem i trzaskiem
w operze. A swoim nagłym pojawieniem się przewraca życie mieszkańców Baltese do
góry nogami – nie mają oni bowiem w ogóle pomysłu, co z TAKIM przybyszem
zrobić.
18 stycznia 2015
O potrzebie wyrażania emocji / Tygrys się budzi - Kate DiCamillo/
…Czyje oczy
nieśmiertelne
mogły stworzyć
twą symetrię?
W jakiej
głębi, jakiej dali,
mógł się ócz
twych ogień palić?
Jakie skrzydła
nieść go śmiały?
Jakie ręce go
skrzesały? /Wiliam Blake/
Kate
DiCamillo, pisarka obdarzona niezwykłą wyobraźnią i umiejętnością wczuwania się
w drugiego człowieka, na stałe zagościła w moim sercu. Sama już nie zliczę, ile razy wracałam do jej
książek i stworzonych przez nią postaci. Jej fenomen polega na tym, że mimo iż
treści jej baśni przesiąknięte są trudnymi emocjami, potrafi ona pisać o nich
tak, by nie przytłoczyć czytelnika bólem i cierpieniem. Paradoksalnie, to co
trudne daje nadzieję i siłę. Czyli dzieje się tak, jak powinno dziać się w baśni. I wiecie
co jeszcze? Mimo, że bohaterami jej książek są głównie dzieci, to nie ma dorosłego,
który nie borykałby się w swoim życiu z podobnymi problemami. Dlatego jej
książki są niezwykłe – czytamy je dzieciom, a w trakcie lektury odnajdujemy coś dla siebie, coś, co sprawia że pracujemy nad sobą.
17 stycznia 2015
John nie umiera jednak nigdy…/John ginie na końcu – Don Coscarelli/2012
John
ginie na końcu to
kolejne „dzieło” Dona Coscarelli, reżysera m.in. kolejnych odsłon Morderczych kuleczek – pierwszej z 1979
r. czy Buba Ho-teo z 2002 r. Tytuły wspomnianych obrazów
powinny być wystarczającą wskazówką i na dobrą sprawę dać nam wyraźnie do
zrozumienia, czego po tej produkcji możemy się spodziewać. Najwyraźniej reżyser
swój dosyć osobliwy sposób postrzegania rzeczywistości i wykpiwania całego
otaczającego go świata wyssał z mlekiem matki. Nie ma się więc co dziwić, że to
właśnie Don Coscarelli wziął się za bary z niespożytą i pokręconą jak korkociąg
wyobraźnią Davida Wonga, autora książki, która posłużyła za kanwę jego
kolejnego filmu.
Właściwie to nie chcę Wam pisać o czym TO jest. Istnieje
jakieś głupie złe zło – niejaki Korrok -, które chce zawładnąć naszą planetą i
bardzo głupie dobro, które staje w jej obronie.
Ogólnie każdego załatwi zgrywny „sos sojowy” i pomieszanie z poplątaniem -
ewentualne klamka transmutująca w monstrualnego penisa (dwóch facetów w obliczu
konieczności skorzystania z takiej „rączki”, jest uwięzionych skuteczniej niż w
czeluściach najlepiej zabezpieczonego sejfu świata), czy też potwór rodem z
koszmarów cierpiącego na niestrawność pracownika masarni - na szczęście,
odesłany do niebytu, za pomocą telefonicznych egzorcyzmów. W treści wdepniemy w
jeszcze więcej absurdów, bezsensów i paradoksów, im więcej zdoła Was zaskoczyć, tym lepiej. Zamykam więc buzię na kłódkę i
nie zdradzę nic więcej.
09 stycznia 2015
Wojna a umysł dziecka /Zaklęcie na „w” – Michał Rusinek/
Co jest straszniejsze od Potwora mieszkającego w szafie, Stracha pod łóżkiem? Rzeczywistość: realny, namacalny świat za oknem, który może przerażać stokroć bardziej. A staje się ona jeszcze straszniejsza w momencie, gdy uświadamiamy sobie, jaki los potrafią sobie nawzajem zgotować ludzie. Autor, Michał Rusinek (sekretarz Wisławy Szymborskiej, a to zobowiązuje), temat WOJNY potraktował z ogromnym szacunkiem. Mimo iż maksymalnie uprościł przekaz, nie zatracił przy tym nic z jego autentyzmu. Trafnie opisał to, jak świat może zachwiać się i zadrżeć w posadach. I to tak nagle, z dnia na dzień, bez ostrzeżenia. Nie pisze o tym bezpośrednio, nie serwuje czytelnikowi opisów bestialstwa, okrucieństwa. Wyczytujemy to z atmosfery, fabuły i sposobu narracji. Brak bezpieczeństwa i uczucie zagrożenia towarzyszy nam nieprzerwanie, jest wyczuwalne na wszystkich kartach tej historii. Tkwi w niej jak cierń. A dziecko-czytelnik go wyczuwa. Bo dziecko ma doskonałą intuicję.
08 stycznia 2015
Wstęp do: Zaklęcia na "w"
Mierżą mnie sztucznie wyznaczane granice, podziały, przelew krwi w imieniu bliżej niepojętych dla mnie idei. Nasz sposób myślenia ma determinować ten skrawek ziemi, na którym zamieszkaliśmy, bo zdaje nam się, że mamy do czegoś prawo? Dlaczego nie potrafimy zobaczyć człowieka w człowieku i myśleć bardziej globalnie? Chociaż z drugiej strony obawiam się, że zmiany w tej materii są równie prawdopodobne jak to, że Dalajlama przejdzie na katolicyzm. Dlatego doceniam uniwersalny wydźwięk książki, który pokazuje nam, jak wiele barw tracimy, gdy postrzegamy świat przez wewnętrzne uprzedzenia. Gdy pozwolimy, by ktoś włożył nam na nos okulary ukazujące świat z jedynej słusznej perspektywy. Zastanówmy się zanim od małego będziemy karmić dzieci niechęcią wobec innych, nienawiścią do tych, którzy myślą inaczej: bo ten jest za PIS a ten za PO, bo ten kibicuje Górnikowi a ten drugi Legii, a jeszcze ktoś inny ma rude włosy. Klniemy i złorzeczymy na czym świat stoi, bo „My kontra Reszta Świata”, który przecież mógłby być takim pięknym miejscem…
Recenzja książki: TUTAJ
05 stycznia 2015
Wielka Stopa w natarciu /Exists - Eduardo Schánchez/2014
Po prostu
lubię paradokumentalne niskobudżetówki, więc wciąż je tropię, wciąż na nie
poluję. Dlatego po raz kolejny
prezentuję Wam nie najwyższych lotów film, kręcony z „wolnej ręki”. Pamiętacie
współreżysera Blair Witch Project?
Tego „hitu” z 1999 roku, wypromowanego tak naprawdę przez medialną otoczkę?
Minimalny budżet, scenariusz praktycznie żaden, found footage, o którym Zygmunt
Kałużyński pisał, że to: „horror bez horroru”. Tak, Eduardo Schanchez postanowił
odgrzać kotleta. Na jego kolejną produkcję składa się znów histeryczne bieganie
po lesie i… histeryczne bieganie po lesie – w tym wypadku jednak przynajmniej
widzimy przed czym bohaterowie uciekają. Tym razem reżyser bowiem zabiera nas
do Teksasu, by ukazać nam przerażającego Sasquatcha. Jego dzieło, to jednak nie pierwszy found footage o
Bigfoot'cie. Za taki można raczej uznać: The Legend of Bigfoot z 1977
roku (Harry Winer).
03 stycznia 2015
Ciężko, duszno../Necrofobia – Daniel De La Vega /2014
Dante jest
krawcem, dla którego śmierć brata bliźniaka stała się nie tylko osobistą
tragedią, ale i spowodowała u niego traumę oraz chorobliwą reakcję na każdy
aspekt związany ze śmiercią. Nic dodać, nic ująć - można by pomyśleć.
Treściwy, konkretny opis - niech film broni się sam. Minęło pierwsze dziesięć
minut – trzeba przyznać dosyć długie intro - a ja zastanawiałam się „co autor
miał na myśli”. No i zastanawiałam się przez następną godzinę. A akcja toczyła
się mozolnie, bardzo mozolnie…
Ciężki film. Jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy, gdy chcę
określić jego nastrój to: sztywny. Nie ma w nim dynamiki, akcji. Przesuwające
się obrazy są statyczne. Z jednej strony stanowi to kwintesencję filmu, z
drugiej odbiera mu szansę na to, by widz dobrnął do jego końca. Akcja, w tym
obrazie, nie jest więc ważna. Mam wrażenie, że aktorzy również - mogliby w
zasadzie nic nie mówić. Pojawia się tutaj kilka postaci stanowiących tło dla
zmagań Dantego (Luis Machín). I to on, pierwsza postać tego dramatu
ma przekonać nas, że jego lęk jest prawdziwy, że jego zło jest prawdziwe itd. Z
początku wychodziło to drętwo, nie kupowałam gry Luisa. Jednak, gdy się już
przyzwyczaiłam, zaczęłam wierzyć „w” tę postać i „tej” postaci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)