25 kwietnia 2016

Zielonooki potwór może zwieść nawet Słońce i Księżyc /Słońce i Księżyc – Khoa Le/

Zanim przejdę do omawiania kolejnej książeczki autorstwa Khoa Le, przypomnę wam pewną anegdotkę: 
"Dawno, dawno temu zwierzęta chodziły do szkoły. W programie zajęć było bieganie, latanie, wspinaczka i pływanie. Wszystkie zwierzęta uczyły się tego samego. Kaczka była dobra w pływaniu, prześcigała nawet swojego nauczyciela. Udawało jej się zaliczyć latanie, lecz była beznadziejna w bieganiu. Ponieważ była słaba właśnie w tym przedmiocie, musiała zostawać po lekcjach, by dodatkowo ćwiczyć i przez to opuszczała zajęcia z pływania. Opuszczanie lekcji pływania doprowadziło do tego, że pływackie umiejętności kaczki stały się przeciętne. Przeciętność jest jednak powszechnie akceptowana, więc nikt się nie zmartwił, z wyjątkiem kaczki.
Królik zaczął swoją edukację będąc najlepszym biegaczem, ale nadrabiając swoje braki w pływaniu załamał się psychicznie i był zmuszony opuścić szkołę.
Wiewiórka była najlepsza we wspinaczce, jednak jej nauczyciel latania zmuszał ją do porzucenia zwykłego dla niej sfruwania na ziemię na rzecz wskakiwania na czubek drzewa prosto z ziemi. Już przy pierwszych ćwiczeniach zrywania się do lotu wiewiórka dostała bolesnych drgawek mięśni i od tego momentu zaczęły się sypać trójki z wspinaczki i mierne z biegania.
Kiedy władze szkolne odmówiły umieszczenia kopania jako jednego z przedmiotów w programie szkolnym, praktyczne psy stepowe oddały swoje dzieci pod opiekę borsukowi, który dawał im specjalne korepetycje z kopania.
Pod koniec roku opóźniony w rozwoju węgorz, który początkowo nie najgorzej pływał, trochę wspinał się i latał, został szkolnym prymusem…”

19 kwietnia 2016

Polska mowa trudna być /Mówiąc inaczej – Paulina Mikuła/

-Mistrzu, jak długo trzeba czekać, by coś się zmieniło na lepsze?
-Jeżeli będziesz czekał, to bardzo długo…

Wystarczył rzut oka na okładkę książki Pauliny Mikuły, by przypomniała mi się powyższa anegdotka. Wciąż narzekamy, że język polski jest skomplikowany, trudny i nie do ogarnięcia. Jojczymy, że chcielibyśmy wypowiadać się – pisemnie i nie tylko – poprawniej. Niczego z tym jednak nie robimy, na marudzeniu się kończy. Najwyższa pora zacząć działać – zwłaszcza, że pojawienie się na rynku omawianej książki to świetna okazja do tego by coś wreszcie zmienić. A więc moi drodzy: DO DZIEŁA!

12 kwietnia 2016

Soooooooczystego szczurka? /Epidemie i zarazy – antologia/

Jak to w zbiorze opowiadań - dla każdego znajdzie się tutaj coś zaraźliwego. Czytając musicie jednak uważać! Jeszcze nie wiadomo, jak który wirus się przenosi, a skutki działań tych niepożądanych niekoniecznie będą dla was przyjemne. Epidemia nadchodzi. Zegar nieubłaganie tyka. Na nic kordony sanitarne, skafandry i strzykawki z antidotum…

10 kwietnia 2016

Uwaga! Przeszłość mówi. Pora nauczyć się jej słuchać /Czego uczą nas umarli? - Philippe Charlier/

Zwykliśmy określać komunikacją to, co zachodzi pomiędzy żywymi organizmami, tak na płaszczyźnie werbalnej jak i niewerbalnej. Naturalne wydaje nam się, że komunikują się między sobą, np. człowiek z człowiekiem, człowiek z psem i pies z człowiekiem, kot z szopem itd. Gdyby się jednak nad tym głębiej zastanowić, możemy dojść do wniosku, że komunikacja zachodzi także na zupełnie innym (bardziej wewnętrznym) poziomie. To co składa się na nasze organizmy pozostaje w stałej interakcji z tym co zewnętrzne i - co chyba najważniejsze – posiada niesamowitą zdolność „zapamiętywania”. Dlatego, jeśli otworzymy się na inną formę zapisu, echa toczących się wieki temu „dialogów” odczytamy także dziś. Okazuje się bowiem, że czas pozostawił dla nas wiele niezatartych śladów, a dzięki nauce możemy śmiało za nimi podążyć. Im większa nasza wiedza i im nowocześniejszymi technologiami operujemy, tym łatwiej radzimy sobie z rozwiązywaniem zagadek historii. I co niesamowite, czasami wsłuchując się w głosy z przeszłości, odkrywamy odpowiedzi na pytania, których nigdy byśmy nie zadali. Bo nigdy nie przyszłyby nam do głowy.

06 kwietnia 2016

Ziemisty posmak wampirów /Królowa Cieni - Marcus Sedgwicks/

Tu zmierzch, tam świt, a w tle pamiętniki. Przeżywamy obecnie zalew postaci wampiropodobnych, które epatują nas swoimi problemami emocjonalnymi. Mityczne stwory się ucywilizowały i trzeba przyznać, że trudno ich nie lubić: są bystre, mądre, piękne, miłe, nawet szlachetne i – nowinka - niektóre nie mordują ludzi, chociaż to wbrew ich naturze. Brak duszy nie przeszkadza najwyraźniej w posiadaniu wrażliwego sumienia i bycia chodzącym ideałem. Istoty, które pierwotnie były pozbawione współczucia i działały instynktownie, teraz uczą ludzi jak można popędy zagłuszyć zdrowym rozsądkiem – godne podziwu.

Współczesne wampiry dawno już przestały przypominać swoich przodków. Z groźnych budzących lęk istot, stały się idolami i wzorami do naśladowania. Mnie niestety za bardzo nie przekonują. Stanowczo mówię NIE wampirom skrajnie romantycznym - aż przyprószonym cukrem pudrem -, niemrawo świecącym w promieniach słońca i marzącym się z byle powodu. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po książkę, która próbuje odejść od współczesnego mainstreamu wampirycznego. Jej autor Marcus Sedgwicks sięgnął do korzeni. Jesteście ciekawi do czego się „dokopał”?

04 kwietnia 2016

Księżniczki, smoki i rycerze - role życiowe/A ja nie chcę być księżniczką – Grzegorz Kasdepke/

Według Katarzyny Miller prawdziwą księżniczką jest kobieta, która nie ma w życiu nic specjalnego do zrobienia, w tym sensie, że nie ciekawi jej co sama mogłaby zrobić, myśleć, zdziałać. Głównie siedzi, leży, czeka - wiedzie życie na pokaz obsypując się siniakami od ziarnka groszku, ewentualnie zapada w śpiączkę na całe stulecia, gubi porcelanowy pantofelek, albo uwięziona w ciasnym pokoiku wzdycha w próżnię. Psycholożka za przykład typowej, współczesnej księżniczki stawia nam Paris Hilton, którą nazywa - nie owijając w bawełnę - kretynką totalną. Księżniczkowatość w XXI wieku stała się więc wyraźnie cechą negatywną, określającą człowieka wewnętrznie ubogiego. Arystokratycznie urodzone księżniczki nie mają już z tym wizerunkiem zbyt wiele wspólnego.

Nie do końca można interpretację Katarzyny Miller zastosować do małych dziewczynek. Nie mają one jeszcze w pełni ukształtowanego „ja”. Dla nich prawdziwa księżniczka nie jest „pustakiem, ona jest po prostu we wszystkim „naj” – nawet jeśli nam dorosłym wydaje się to skrajnie mdłe. Księżniczka jest przecież w centrum uwagi nawet całkiem niezamierzenie, bo to osoba wyjątkowa i doceniana. A taka rola jest kusząca. Nie demonizowałabym jednak, sama w sobie chęć stania się nią nie jest zła - wszystko zależy od tego po co się chce tą księżniczką być. Jeśli tylko po to by stać na świeczniku i budzić podziw – to przykre, jeśli jednak po to by pomagać innym, lub (przykład z mojego podwórka) móc opiekować się zwierzętami – to może dobrze wróżyć. Wydaje mi się, że problem polega na tym, że często dziewczynki nie są świadome tego, że mają wybór. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu z ubrankami dla dzieci na dział dziewczęcy, by się o tym przekonać. Z drugiej strony często do takich a nie innych wyborów zachęcają rodzice, którzy wtłaczają pociechę w życiową rolę maskotki. I nie chodzi mi tutaj wcale o terror różu (skądinąd całkiem niewinnego koloru), ale o niezbyt udany dobór czytanek, a także o te wszystkie stwierdzenia typu: „dziewczynki się nie brudzą” (no tak, bo pralka nie chce prać dziewczęcych ubrań, a na chłopięce czeka z z otwartymi ramionami), „dziewczynki się nie złoszczą i nie krzyczą” (bo są stworzone do bycia miłymi i posłusznymi). I dlatego książka Kasdepke była objawieniem, bo poruszyła bardzo aktualny problem ukazując jego dwa najważniejsze elementy: z jednej strony mamy rezolutną Marysię, a z drugiej otwartych na jej wybory członków rodziny.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...