15 maja 2016

Klątwa białego królika #4 Ale to już było… /Alicja i uczta zombi – Gena Showalter/

Pierwszy tom mi się nie podobał (tekst TUTAJ), drugi też nie (tekst TUTAJ), trzeci – żadne zaskoczenie – również nie przypadł mi do gustu (tekst TUTAJ), a czwarty to już po prostu niekończąca się i rozwleczona na czterysta stron katastrofa. Ktoś mógłby powiedzieć: po co czytasz skoro Ci się nie podoba?! Niestety, trzeba przeczytać by ocenić – a poza tym nigdy nie wiadomo, czy coś nagle mnie nie zaskoczy i nie porwie, do wykreowanego przez pisarkę świata? Poza tym fascynuje mnie fenomen tego typu literatury. Chciałabym zrozumieć, co jest takiego w lekkich, młodzieżowych paranormalnych romansach, co powoduje, że mają rzesze fanów. I chociaż mordowałam się z ostatnią (oby) częścią serii calutki tydzień – nadal nie wiem, dlaczego rozrywkowe czytadła należące do tego gatunku kradną serca czytelników pomimo tego, że są schematyczne, banalne i zwyczajnie płytkie. Mam wrażenie, że pokutuje pogląd, że od literatury rozrywkowej nie można niczego wymagać i, że tzw. „inteligentna rozrywka” się nie sprzeda… No cóż: popyt rodzi podaż.

25 kwietnia 2016

Zielonooki potwór może zwieść nawet Słońce i Księżyc /Słońce i Księżyc – Khoa Le/

Zanim przejdę do omawiania kolejnej książeczki autorstwa Khoa Le, przypomnę wam pewną anegdotkę: 
"Dawno, dawno temu zwierzęta chodziły do szkoły. W programie zajęć było bieganie, latanie, wspinaczka i pływanie. Wszystkie zwierzęta uczyły się tego samego. Kaczka była dobra w pływaniu, prześcigała nawet swojego nauczyciela. Udawało jej się zaliczyć latanie, lecz była beznadziejna w bieganiu. Ponieważ była słaba właśnie w tym przedmiocie, musiała zostawać po lekcjach, by dodatkowo ćwiczyć i przez to opuszczała zajęcia z pływania. Opuszczanie lekcji pływania doprowadziło do tego, że pływackie umiejętności kaczki stały się przeciętne. Przeciętność jest jednak powszechnie akceptowana, więc nikt się nie zmartwił, z wyjątkiem kaczki.
Królik zaczął swoją edukację będąc najlepszym biegaczem, ale nadrabiając swoje braki w pływaniu załamał się psychicznie i był zmuszony opuścić szkołę.
Wiewiórka była najlepsza we wspinaczce, jednak jej nauczyciel latania zmuszał ją do porzucenia zwykłego dla niej sfruwania na ziemię na rzecz wskakiwania na czubek drzewa prosto z ziemi. Już przy pierwszych ćwiczeniach zrywania się do lotu wiewiórka dostała bolesnych drgawek mięśni i od tego momentu zaczęły się sypać trójki z wspinaczki i mierne z biegania.
Kiedy władze szkolne odmówiły umieszczenia kopania jako jednego z przedmiotów w programie szkolnym, praktyczne psy stepowe oddały swoje dzieci pod opiekę borsukowi, który dawał im specjalne korepetycje z kopania.
Pod koniec roku opóźniony w rozwoju węgorz, który początkowo nie najgorzej pływał, trochę wspinał się i latał, został szkolnym prymusem…”

19 kwietnia 2016

Polska mowa trudna być /Mówiąc inaczej – Paulina Mikuła/

-Mistrzu, jak długo trzeba czekać, by coś się zmieniło na lepsze?
-Jeżeli będziesz czekał, to bardzo długo…

Wystarczył rzut oka na okładkę książki Pauliny Mikuły, by przypomniała mi się powyższa anegdotka. Wciąż narzekamy, że język polski jest skomplikowany, trudny i nie do ogarnięcia. Jojczymy, że chcielibyśmy wypowiadać się – pisemnie i nie tylko – poprawniej. Niczego z tym jednak nie robimy, na marudzeniu się kończy. Najwyższa pora zacząć działać – zwłaszcza, że pojawienie się na rynku omawianej książki to świetna okazja do tego by coś wreszcie zmienić. A więc moi drodzy: DO DZIEŁA!

12 kwietnia 2016

Soooooooczystego szczurka? /Epidemie i zarazy – antologia/

Jak to w zbiorze opowiadań - dla każdego znajdzie się tutaj coś zaraźliwego. Czytając musicie jednak uważać! Jeszcze nie wiadomo, jak który wirus się przenosi, a skutki działań tych niepożądanych niekoniecznie będą dla was przyjemne. Epidemia nadchodzi. Zegar nieubłaganie tyka. Na nic kordony sanitarne, skafandry i strzykawki z antidotum…

10 kwietnia 2016

Uwaga! Przeszłość mówi. Pora nauczyć się jej słuchać /Czego uczą nas umarli? - Philippe Charlier/

Zwykliśmy określać komunikacją to, co zachodzi pomiędzy żywymi organizmami, tak na płaszczyźnie werbalnej jak i niewerbalnej. Naturalne wydaje nam się, że komunikują się między sobą, np. człowiek z człowiekiem, człowiek z psem i pies z człowiekiem, kot z szopem itd. Gdyby się jednak nad tym głębiej zastanowić, możemy dojść do wniosku, że komunikacja zachodzi także na zupełnie innym (bardziej wewnętrznym) poziomie. To co składa się na nasze organizmy pozostaje w stałej interakcji z tym co zewnętrzne i - co chyba najważniejsze – posiada niesamowitą zdolność „zapamiętywania”. Dlatego, jeśli otworzymy się na inną formę zapisu, echa toczących się wieki temu „dialogów” odczytamy także dziś. Okazuje się bowiem, że czas pozostawił dla nas wiele niezatartych śladów, a dzięki nauce możemy śmiało za nimi podążyć. Im większa nasza wiedza i im nowocześniejszymi technologiami operujemy, tym łatwiej radzimy sobie z rozwiązywaniem zagadek historii. I co niesamowite, czasami wsłuchując się w głosy z przeszłości, odkrywamy odpowiedzi na pytania, których nigdy byśmy nie zadali. Bo nigdy nie przyszłyby nam do głowy.

06 kwietnia 2016

Ziemisty posmak wampirów /Królowa Cieni - Marcus Sedgwicks/

Tu zmierzch, tam świt, a w tle pamiętniki. Przeżywamy obecnie zalew postaci wampiropodobnych, które epatują nas swoimi problemami emocjonalnymi. Mityczne stwory się ucywilizowały i trzeba przyznać, że trudno ich nie lubić: są bystre, mądre, piękne, miłe, nawet szlachetne i – nowinka - niektóre nie mordują ludzi, chociaż to wbrew ich naturze. Brak duszy nie przeszkadza najwyraźniej w posiadaniu wrażliwego sumienia i bycia chodzącym ideałem. Istoty, które pierwotnie były pozbawione współczucia i działały instynktownie, teraz uczą ludzi jak można popędy zagłuszyć zdrowym rozsądkiem – godne podziwu.

Współczesne wampiry dawno już przestały przypominać swoich przodków. Z groźnych budzących lęk istot, stały się idolami i wzorami do naśladowania. Mnie niestety za bardzo nie przekonują. Stanowczo mówię NIE wampirom skrajnie romantycznym - aż przyprószonym cukrem pudrem -, niemrawo świecącym w promieniach słońca i marzącym się z byle powodu. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po książkę, która próbuje odejść od współczesnego mainstreamu wampirycznego. Jej autor Marcus Sedgwicks sięgnął do korzeni. Jesteście ciekawi do czego się „dokopał”?

04 kwietnia 2016

Księżniczki, smoki i rycerze - role życiowe/A ja nie chcę być księżniczką – Grzegorz Kasdepke/

Według Katarzyny Miller prawdziwą księżniczką jest kobieta, która nie ma w życiu nic specjalnego do zrobienia, w tym sensie, że nie ciekawi jej co sama mogłaby zrobić, myśleć, zdziałać. Głównie siedzi, leży, czeka - wiedzie życie na pokaz obsypując się siniakami od ziarnka groszku, ewentualnie zapada w śpiączkę na całe stulecia, gubi porcelanowy pantofelek, albo uwięziona w ciasnym pokoiku wzdycha w próżnię. Psycholożka za przykład typowej, współczesnej księżniczki stawia nam Paris Hilton, którą nazywa - nie owijając w bawełnę - kretynką totalną. Księżniczkowatość w XXI wieku stała się więc wyraźnie cechą negatywną, określającą człowieka wewnętrznie ubogiego. Arystokratycznie urodzone księżniczki nie mają już z tym wizerunkiem zbyt wiele wspólnego.

Nie do końca można interpretację Katarzyny Miller zastosować do małych dziewczynek. Nie mają one jeszcze w pełni ukształtowanego „ja”. Dla nich prawdziwa księżniczka nie jest „pustakiem, ona jest po prostu we wszystkim „naj” – nawet jeśli nam dorosłym wydaje się to skrajnie mdłe. Księżniczka jest przecież w centrum uwagi nawet całkiem niezamierzenie, bo to osoba wyjątkowa i doceniana. A taka rola jest kusząca. Nie demonizowałabym jednak, sama w sobie chęć stania się nią nie jest zła - wszystko zależy od tego po co się chce tą księżniczką być. Jeśli tylko po to by stać na świeczniku i budzić podziw – to przykre, jeśli jednak po to by pomagać innym, lub (przykład z mojego podwórka) móc opiekować się zwierzętami – to może dobrze wróżyć. Wydaje mi się, że problem polega na tym, że często dziewczynki nie są świadome tego, że mają wybór. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu z ubrankami dla dzieci na dział dziewczęcy, by się o tym przekonać. Z drugiej strony często do takich a nie innych wyborów zachęcają rodzice, którzy wtłaczają pociechę w życiową rolę maskotki. I nie chodzi mi tutaj wcale o terror różu (skądinąd całkiem niewinnego koloru), ale o niezbyt udany dobór czytanek, a także o te wszystkie stwierdzenia typu: „dziewczynki się nie brudzą” (no tak, bo pralka nie chce prać dziewczęcych ubrań, a na chłopięce czeka z z otwartymi ramionami), „dziewczynki się nie złoszczą i nie krzyczą” (bo są stworzone do bycia miłymi i posłusznymi). I dlatego książka Kasdepke była objawieniem, bo poruszyła bardzo aktualny problem ukazując jego dwa najważniejsze elementy: z jednej strony mamy rezolutną Marysię, a z drugiej otwartych na jej wybory członków rodziny.

26 marca 2016

„Mruczę więc jestem”, czyli podstawowe informacje o felinoterapii /Sypiając z kotem – Alex Black/

Pamiętacie historię Frasera, autystycznego chłopca, któremu w codziennym funkcjonowaniu pomagał kot Billy? Opowieść Louise Booth o ich nietypowej relacji (Billy: kot, który ocalił moje dziecko - tekst TUTAJ) zwraca naszą uwagę na felinoterapię, która jak każda zooterapia polega na wykorzystaniu dobroczynnego wpływu psychicznego i  fizycznego kontaktu ze zwierzakiem. W tym wypadku z kotem. Co ciekawe Polska jest czwartym (!) krajem na świecie (USA, Wielka Brytania, Szwecja), który wprowadził tę formę terapii. Szkoda, że tak niewiele się o tym mówi. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej odmiany medycyny niekonwencjonalnej zapraszam do zapoznania się książeczką o intrygującym tytule Sypiając z kotem.

22 marca 2016

Dobre bo polskie /Zombie. Pl – Robert Cichowlas, Łukasz Radecki/

Następnie zobaczyli rękę i kawał kadłuba, z którego wylatywały wnętrzności. Nie było nic więcej. Żadnej miednicy, o nogach nie wspominając. Zombie otworzył usta i zaskowyczał. Nie cierpiał. Mógłby być samą głową i nawet o tym nie wiedzieć, po prostu skowyczeć i mieć jeden cel –ugryźć.

Zombie Radeckiego i Cichowlasa nie są szczególnie wybredne. Każda część ciała, którą da się rozszarpać i przeżuć stanowi dla nich nie lada przysmak. Jeśli w okolicy nie ma świeżego mięsa do kąsania – zabiorą się nawet za nieożywione zwłoki. O ile jednak nieumarłym nie zależy specjalnie na mózgach, o tyle skupiają się na nich żyjący. Dla ocalałych MÓZG jest kluczem do przetrwania - jedyny bowiem sposób na "zabicie na śmierć i na amen" (w końcu) żywego trupa, to rozwalenie mu głowy wraz z zawartością. Aż chce się rzec: nihil novi i mea PULPA. Nie każda książka musi być jednak oryginalna, nie każda musi rozprawiać się z ideologią i przemeblowywać nam świat. Niektóre, tak jak i ta, istnieją po to by służyć rozrywce.

20 marca 2016

O książce obrazem #14

Jakiś czas temu pisałam o książce Białe na czarnym Rubena Gallego  (TUTAJ). Historia tego człowieka mną wstrząsnęła - szczególnie jego naznaczone cierpieniem i śmiercią dzieciństwo.


Najgorsze, co może przytrafić się człowiekowi, to wpaść w ramiona działającego na oślep systemu.Podziwiam siłę Gallego, za to, że przetrwał i zachował godność mimo upodlenia. 

16 marca 2016

Niebieskie gąsienice /On – Zośka Papużanka/

Najnowszą powieść Zośki Papużanki, czyta się błyskawicznie. Nie oznacza to jednak, że jej treść spływa po czytelniku jak po kaczce - On uderza celnie. To jedna z tych lektur, które chociaż szybko odłożone na półkę, pozostają z nami jeszcze przez jakiś czas: w kawałku włóczki, podczas przejażdżki tramwajem, w zjadanych na obiad kartoflach i we śnie, w którym nauczyciel wyrywa nas do odpowiedzi, a my znów niczego się nie nauczyliśmy. Za mną, Śpik - znawca krakowskich gąsienic - chodzi nieprzerwanie od kilku dni.

08 marca 2016

Historia chłopca, który został prawdziwym bohaterem /Białe na czarnym – Ruben Gallego/ DKK

Od czasu kiedy dowiedziałem się, że pewnego dnia odwiozą mnie w to straszne miejsce, położą na łóżku i pozwolą umierać bez jedzenia i opieki, nic nie było już takie jak dawniej.

Podczas lektury czułam złość. Wściekałam się na wyrachowanych lekarzy i zastraszonych nauczycieli, na leniwe, chciwe niańki, na nieobecną matkę, na każdego, kto udawał, że nie widzi. Piekliłam się na nieczułą propagandę, fanatyczny system i chorą ideologią. Najdziwniejsze jednak, że każdej tej gniewnej emocji towarzyszył także zaskakujący spokój. Spokój Rubena. Człowieka, który nie okopał się w pretensjach ani w żalu do całego świata. Człowieka, który za to, że spędził dzieciństwo w piekle nikogo nie znienawidził. Małego chłopca, który został prawdziwym bohaterem - bo przetrwał.

04 marca 2016

Jeśli nie słuchasz mateczki, nie dostaniesz bułeczki… /Miodunka – Khoa Le/

Nie wiem czy znacie makabreski Bohdana Butenko. Dziś jego twórczość wydaje się odbiorcy dosyć śmieszna, jeśli jednak wyobrazimy sobie, że czytano ilustrowane przez niego wierszyki dzieciom, to ciarki przechodzą po plecach. To z czym spotykamy się w Wesołej Gromadce  nawet dla nieprzewrażliwionych matek wyda się zbyt brutalne (chociaż może się mylę). Za przykład niech posłuży historia nieszczęsnego Julka. Otóż Julek lubił ssać kciuki. Mama mając już tego dosyć postraszyła chłopca, że jeśli nie przestanie to przyjdzie krawiec i nożycami odetnie mu paluchy. Oczywiście Julek nie wytrzymał i jego kciuki szybko znów wylądowały w buzi. I chociaż dorośli często rzucają słowa na wiatr, to tym razem mama mówiła prawdę. Nie trzeba było długo czekać, aby z hukiem do mieszkania wpadł krawiec i „uciachał” palce przerażonemu chłopcu: Julek w krzyk a krawiec rzecze: - Tak z nieposłuszeństwa leczę. Mama zadowolona z takiego obrotu sprawy w nagrodę daje krawcowi ciasteczka, a biedny, okaleczony chłopiec obchodzi się smakiem: Płacze Julek żal niebodze. A paluszki na podłodze. Nie wiem jak wasze wrażenia, ale  po wysłuchaniu takiej historii moje palce raczej już nigdy nie powędrowałyby w stronę buzi…. Gdy będziecie przyglądać się ilustracjom sporządzonym do tej historii, zwrócicie uwagę na elementy przeznaczone tylko dla dorosłych (żeby też coś mieli z czytania). Bez obaw, dzieci zawartych w nich aluzji nie zrozumiały - trzeba jednak przyznać, że wraz z treścią i puentą zbudowały one dosyć śmiałą całość.   

Także Khoa Le w swoich książeczkach dla dzieci straszy konsekwencjami niewłaściwych zachowań. Nie jest jednak tak okrutna jak Butenko. Jej bohaterów owszem również spotykają srogie kary za nieposłuszeństwo: a to ocean łez (Beksa, tekst TUTAJ), a to chcące się zaprzyjaźnić gigantyczne zarazki (Szymek brudas, tekst TUTAJ), a to drzewo, które wyrosło na głowie (Potraganiec, tekst TUTAJ) – ale w jej magicznym świecie nie ma rzeczy nieodwracalnych, dlatego dzieci zawsze dostają drugą szansę i nikt ich trwale nie okalecza.

29 lutego 2016

Koci indywidualiści / Co jest, kocie? Wszystko co musisz wiedzieć, aby zrozumieć swojego kota! - Małgorzata Biegańska-Hendryk/

Ahoj kociarze, obecni i przyszli, specjalnie z myślą o was powstał kolejny, świetny poradnik pt. Co jest, kocie?. Dla tych którzy dopiero planują zamieszkać z kociakiem i dla świeżo upieczonych akolitów, to zdecydowanie niezbędnik i skarbnica wiedzy o mruczkach. Po książkę powinni sięgnąć też doświadczeni opiekunowie, zwłaszcza gdy czują, że w ich relacje z podopiecznymi wkrada się coś niepokojącego lub po prostu chcą osiągnąć wyższy stopień wtajemniczenia w świat małych, futerkowych indywidualistów.

24 lutego 2016

Rodziny się nie wybiera. Czyżby? /Family, Rodzinka – John Landis/ 2006

Kojarzycie Kobietę jelenia (tekst TUTAJ)? John Landis zaprezentował nam ten obraz w pierwszej serii Mistrzów Horroru. W drugiej serii także mieliśmy okazję zetknąć się z jego twórczością. Tym razem reżyser zrezygnował ze zwierzęcych motywów i indiańskich legend, w których panny rozdają ciosy raciczkami, na rzecz mrocznych tajemnic skrywanych przez mieszkańców słodkich, sielskich przedmieść. I jak to z Landisem zazwyczaj bywa, znów zafundował nam więcej komedii niż grozy.   

Harold Thomphson (George Wendet) wydaje się niegroźny. To sympatyczny i wycofany tłuścioszek mieszkający w domku z zadbanym ogródkiem. Wprost idealny mieszkaniec amerykańskiego przedmieścia. Powszechnie wiadomo, że dopieszczone ganeczki, perfekcyjnie przystrzyżone trawniki, beztroscy, uśmiechnięci ludzie, to dla wielu wymarzona oaza spokoju. Głównie na zewnątrz, w środku bowiem to wylęgarnia świrów. Dlaczego? Urokliwa i pozornie bezpieczna okolica skutecznie usypia czujność potencjalnych ofiar. Wystarczy tylko umiejętnie wtopić się w otoczenie. A pan Tomphson osiągnął w tym mistrzostwo. Kamera zdradza jednak widzowi to, czego nie mają szansy zobaczyć za zamkniętymi drzwiami sąsiedzi: ten skromny, kulturalny, delikatnie obchodzący się z układanymi w wazonach kwiatami mężczyzna, ma psychopatyczną osobowość. A objawia się ona w dosyć szczególny sposób.

23 lutego 2016

A my tak łatwopalni… / Przeznaczenie, traf, przypadek – Jacek Cygan/

Czy wypada napisać, że TEN zbiór opowiadań nie powala? Że TO lektura lekkostrawna i niewymagająca? Dla osób które mają wypowiedzieć się na temat dzieła twórcy powszechnie uznanego i podziwianego, takie sytuacje stanowią nie lada zagwozdkę. Często wydaje się, że wyrażenie negatywnej opinii z jednej strony będzie odebrane jako brak szacunku wobec twórcy, z drugiej będzie świadczyło o tym, że jesteśmy ignorantami, że nie zrozumieliśmy. Bo przecież ON to napisał, więc to musi być dobre i głębokie – nie może być inaczej. Niestety treść opowiadań Jacka Cygana nie spowodowała, że mój świat rozpadł się na części pierwsze. Nie zbierałam się z mozołem z podłogi przygnieciona przez myśli i emocje. Nie wpadłam w zadumę, nie targam włosów z głowy… Chyba po prostu oczekiwałam od tej antologii zbyt wiele.

19 lutego 2016

Dobry pomysł nie wystarczy /Przebudzenie – Mateusz Tomaszewski/ DKK

Z jednej strony trudno się tą książką zachwycać i nie widzieć w niej błędów, z drugiej trudno przemilczeć fakt, że jednak posiada kilka atutów i całkowicie potępić starania autora. Przebudzenie Mateusza Tomaszewskego miało potencjał i zostało oparte na  bardzo dobrym pomyśle. Niestety, co powszechnie wiadomo, sam pomysł nie wystarczy. Na wartość lektury składa się bowiem wiele elementów, w tym konkretnym przypadku skrajnie zaniedbanych.

17 lutego 2016

Szalony Kapelusznik, Alicye i Tim Burton w walentynki, czego chcieć więcej?

To był dla nas bardzo intensywny weekend, dlatego nadal pozostajemy w walentynkowym klimacie – emocje udzieliły nam się po prostu na maksa! W sobotę, 13.02, nasza ekipa udała się do Siemianowickiego Centrum Kultury – Parku Tradycji, by uczestniczyć w Innych Walentynkach z Timem Burtonem. Jeśli ktoś jakimś cudem nie kojarzy tego reżysera, podrzucę kilka wskazówek: Gnijąca panna młoda, Mroczne cienie, Edward Nożycoręki, Alicja w Krainie Czarów, Sweeney Tood: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Jeździec bez głowy, Charlie i fabryka czekolady, Frankenweenie, Wielkie oczy, Duża ryba i Sok z żuka. Już wiecie o kogo chodzi? Mam nadzieję, że każdy z was widział chociaż jedną z tych perełek.

15 lutego 2016

Bieg walentynkowy czyli II Parkowe Hercklekoty 14.02.1016

Data: 14 luty 2016, godzina 12:00
Miejsce: Parku Śląski, Leśniczówka Rock’n Roll Cafe
Tytuł: II Parkowe Hercklekoty
Organizator: MK Team
Cena: wpisowe 30 zł na bieg główny i marsz nornic walking

Serduszko puka w rytmie cza cza
Posmarowałam tobą chleb
Miłości szuka w rytmie cza cza
Posmarowałam tobą chleb…

W walentynki wstałam - o dziwo - w świetnym humorze. Od rana też nuciłam wszystko co się tylko nadawało do nucenia. Nie mogę powiedzieć, że czyniłam to ze szkodą dla sąsiadów, bo oni wcale nie byli lepsi. Ogólnie zapowiadał się więc pozytywnie zmiksowany dzień. A co za tym idzie bieg też musiał być zakręcony. I wiecie co? Nie pomyliłam się w przypuszczeniach.

Skoro ścieżki miłości są zawiłe, to i ścieżki II Parkowych Hercklekotów (czyli biegu walentynkowego) nie mogły być proste. Organizatorzy przepuścili nas przez krzaczory po wąskich ścieżkach, po kamieniach i w błocie (ale kto się spodziewał takiego upału w lutym?), litościwie  pozwolili także trochę pobiec po asfalcie. Sporo było górek, które w raz z zaskakującą temperaturą mogły naprawdę przyprawić zawodników o palpitacje. Ideą imprezy nie było  jednak bicie rekordów, ale dobra zabawa.

14 lutego 2016

Literacki koci żarcik /O-BOOK – Iza Rozbicka/

Odwieczne prawo mówi: człowiek jest poddanym kota – nie odwrotnie. Książka, którą trzymam w rękach, od pierwszych zdań sprowadza do parteru wszystkich, którzy śmieliby myśleć inaczej. Iza Rozbicka, czyli osoba, która ją napisała, z rozbrajającą szczerością przyznaje, że jest tylko autorem-widmo na usługach kota. Orange, kocur o którym tutaj będzie mowa, postanowił bowiem napisać autobiografię. Z niewyjaśnionych jednak przyczyn (ludzki mózg nie jest wystarczająco rozwinięty by to ogarnąć), zdecydował, że nie będzie robił tego sam.

Na pewno nie chodziło o skromność, bo czego by nie mówić o Orange’u, to skromny on na pewno nie jest. Przede wszystkim nasz koci (anty)bohater to mistrz zachowywania energii na później, czyli po prostu leń, który niechętnie zajmuje się czymkolwiek innym poza zachwycaniem się samym sobą. Właściwie w skrócie możne przedstawić go tak:

12 lutego 2016

Czy miłość jest silniejsza od śmierci? - nekrofilka i zombie /Opowieść Haeckela – John McNaughton / 2005

Żeby nie było, że nie jestem romantyczna i nie dbam o walentynkowy klimat:

Czy miłość jest silniejsza od śmierci?

Zrozpaczony wdowiec jest pewien, że zna odpowiedź na to pytanie: jego miłość na pewno jest silniejsza od śmierci. Myśli, że jest w stanie znieść wszystko, byle tylko jego ukochana wróciła… Nic nie staje mu więc na przeszkodzie by ciemną nocą udać się do domostwa znanej w okolicy nekromantki. Nie straszne mu trzy groby przy wejściu na ganek, ani wyjątkowo zrzędliwe zaproszenie do środka. Gospodyni, pani Carnation (Micki Maunsell), jak się zresztą spodziewamy, do najmłodszych nie należy. Dziwi jednak jej podejrzanie kokieteryjne zachowanie wobec niespodziewanego gościa - on jednak zdaje się niczego nie zauważać. Mimo jego zapewnień, próśb i wypisanej na twarzy rozpaczy, kobieta nie chce spełnić prośby i zamiast przywrócić życie jego żonę, proponuje opowieść o nieszczęsnym Ernście Haeckelu. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, że został wystawiony na próbę, a wysłuchanie opowieści Miss Carnation, to tylko niewinny początek. 

09 lutego 2016

Hoolywoodzki uśmiech szkieletorka /Ignatek szuka przyjaciela – Paweł Pawlak/

Jak to jest spotkać szczerbatego szkieletorka, który zgrzyta kosteczkami pośród mroku? Pozornie nie zapowiada to niczego dobrego, a jednak można się zdziwić. Nieoczekiwanie może to być bowiem początek pięknej przygody.

Ignatek (I–Gnatek) bo o nim mowa, jest małym sympatycznym kościotrupkiem. I jak każdy mały kościotupek bardzo lubi się bawić. Niestety nie bardzo ma z kim. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak trudno jest mu znaleźć towarzysza zabaw, a sprawy jak na złość dodatkowo komplikuje brak zęba! Ignatek zamartwia się tym, że ostatnio jednego zgubił i przez to wygląda okropnie. A to na pewno nie pomoże mu znaleźć przyjaciela…

Snując się smutnie po okolicy spotyka dziewczynkę, która – o co za szczęście! – zakopuje właśnie w ziemi idealnie białego, ślicznego ząbka. Ignatek jest bardzo grzecznym szkieletem, dlatego nie chce potajemnie wykopywać skarbu dziewczynki. Zamiast dokonać grabieży grzecznie pyta, czy by mu go nie odstąpiła. Ta początkowo się waha, ale w końcu godzi się oddać mu ząb. Stawia jednak jeden warunek: Ignatek ma pomóc jej znaleźć przyjaciela… Co dzieje się dalej, musicie przekonać się sami. Napiszę tylko, że Ignatek przestaje krępować się swojego uśmiechu i oddaje dziewczynce jej ząb - czyli zakończenie, jak się na pewno domyślacie, jest szczęśliwe dla wszystkich.

08 lutego 2016

Film sponsorowany przez SMART GLASSES /JeruZalem – Doron Paz, Yoav Paz / 2015

Nie będę ukrywać: zwabiło mnie to wyróżnione w tytule, czerwone „Z” nawiązujące wyraźnie do Word War Z. To nie był zbieg okoliczności ani subtelna kokieteria, tylko czytelny przekaz: na ekranie pojawią się prędzej czy później żywe trupy. Jedyną zagadką pozostało w jaki sposób zostaną przedstawione przez izraelskich twórców. I niestety rozczarowały mnie. Po sensie, JeruZalem porównałabym raczej do słabego Jako w piekle tak i na ziemi (Tekst TUTAJ). Tyle, że zamiast demonów mamy tutaj skrzydlate latające zombie i tym razem nie ludzie schodzą do piekła, ale to ono wyłazi do nich. W sumie jedynym atutem tego filmu jest to, że naprawdę nakręcono go w Jerozolimie. Niestety wizja braci Paz nie porwała mnie, ani nie przekonała.

Szkoda, początek filmu był całkiem obiecujący i rozbudzał ciekawość widza. Pojawia się zapowiedź tajemnicy, której od setek lat strzegą przywódcy duchowi największych religii. Muszą działać razem przeciwko wspólnemu wrogowi, który co jakiś czas zaznacza swoją obecność na ziemi. Tę poważną i intrygującą atmosferę wstępu, szybciutko zastępują hihy i hahy dwóch rozpuszczonych, bogatych nastolatek, które wybierają się na wycieczkę życia. Sarah (Yael Grobglas) i Rachel (Danielle Jadelyn) postanawiają zwiedzić - a raczej mocno w nim zaszaleć - Izrael. Plany krzyżuje im jednak nowo poznany w samolocie przystojniak Kevin (Yon Tumarkin), który przekonuje je by wybrały się wraz z nim najpierw do Jerozolimy. Obeznany w horrorach widz oczywiście wie, że to zły wybór - czeka więc cierpliwie, na to, co się dziewczynom przydarzy.

05 lutego 2016

Kiedy grzebień jest wrogiem /Potarganiec – Khoa Le/

Dzięki książkom Khoa Le – tym o których do tej pory pisałam – mali czytelnicy mogą dowiedzieć się jakie są konsekwencje nieprzestrzegania higieny (Szymek brudas tekst TUTAJ) i nadmiernego mazgajstwa (Beksa tekst TUTAJ). Stanowią one nieocenioną pomoc wychowawczą dla rodziców, którym czasami już po prostu brakuje pomysłów i sił na to by przekonać do czegoś malucha. Sekret i moc tych opowieści tkwią w tym, że odpowiednio wyolbrzymione kłopoty w jakie popadają mali bohaterowie, wspaniale dopasowują się do dziecięcego sposobu pojmowania świata. Na szczęście tarapaty te nie są tak straszne by dzieci nie mogły po lekturze zasnąć.

04 lutego 2016

"Grenlandia nie ma sensu" / Lodowe piekło – Mitchell Zuckoff/

Arktyka to bezlitosny wróg. Walczy z tobą każdą bronią, jaką ma pod ręką, atakuje bez ostrzeżenia, a najmocniej uderza wówczas, gdy wydaje ci się, że już ją pokonałeś. /Balchen/

Czy kogoś dziwi, że Grenlandia jest wciąż głodna? Że pożera zapuszczających się na nią śmiałków, by uwięzić ich na wieczność w swoich trzewiach? Grenlandia to przecież skuta lodem, zatopiona w ponurych granatach, szarości i oślepiającej bieli, pustynia. Przestrzeń niezdolna do tego by ożyć. Jak bezwzględna strażniczka więc zazdrośnie pilnuje upolowanych „skarbów” -  skrawków życia w swoim jałowym łonie. Człowiek, jego śmieszne dokonania i - nawet bezgraniczna - chęć przetrwania nie robią na niej wrażenia, nikt nie jest bowiem w stanie mierzyć się z jej kaprysami. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w tej grze to ona rozdaje karty. 

31 stycznia 2016

2016: Styczniowe czytadła i filmidła

Jak już wspomniałam w poprzednim poście, styczeń mnie zaskoczył. Ani się obejrzałam a tu koniec miesiąca - kiedy i dlaczego tak nagle?! Na szczęście w nowym roku na razie trafiły mi się same warte polecenia lektury. Oby cały 2016 był taki.

II Bieg z Sercem dla WOŚP, Panewnicki Bieg Dzika

Powinien być jakiś okres przejściowy pomiędzy starym rokiem a nowym. Ledwie osiągnęłam poprzednie cele a tu już trzeba by się zabrać za kolejne. Niestety styczeń wziął mnie z zaskoczenia i ani się nie obejrzałam byłam już nieźle w plecy. Planowałam w tym miesiącu przebiec 80 km. Miałam jednak taki poślizg, że żeby osiągnąć ten cel to (w ostatnim tygodniu) od niedzieli do niedzieli musiałam nadrobić 40 km. Teraz muszę lepiej rozplanować lutowe bieganie, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji. Chociaż patrząc na to z drugiej strony nic się przecież takiego nie stało. Może tylko tyle, że udowodniłam sobie, że mogę więcej niż do tej pory sądziłam.

30 stycznia 2016

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle / Hotel zła 2, Fritt vilt 2, Cold Pray 2 – Mats Stenberg/ 2008

Chociaż z potencjałem, film zdecydowanie gorszy od poprzednika. Tym razem zabrakło surowej wiarygodności, która urzekła mnie w części pierwszej. Najwyraźniej komuś zależało na wykorzystaniu sukcesu reżysera Roara Uthauga i zbiciu na szybko łatwej kasy. Hotel zła (tekst TUTAJ) mimo wtórności był dobrą produkcją, oddziałującą na wyobraźnię misternie zbudowanym klimatem, po którym w kolejnej części pozostało tylko wspomnienie. Hotel zła 2 obfituje za to w idiotyzmy i nielogiczności. Poza tym wszystko to, co nam tutaj zaserwowano, już widzieliśmy. Rozumiem brak oryginalności – nie każdego na nią stać – ale to co nam wciśnięto, było najgorszego typu pójściem na łatwiznę. Wyobraźcie sobie bowiem, że jesteśmy świadkami bezpośredniej kontynuacji (tuż po finałowej scenie), a oprawca uznany za martwego nagle zaczyna szaleć w szpitalu – czyli wypisz wymaluj Michael Myers i druga część Halloween (tekst TUTAJ). Zresztą także opętany morderca Jacob Goodnight z See no evil 2 (czyli Hotelu śmierci 2) zaliczył podobną przygodę. Jednym słowem, reżyser Mats Stenberg i jego ekipa nie wysilili się.

26 stycznia 2016

Szponiarz widzi, Szponiarz wie /Szponiarz – Pete Johnson/

Podczas lektury Szponiarza przypomniało mi się, że pośród podwórkowych opowiastek mojego dzieciństwa, bardzo popularna była taka o ŻÓŁTYCH OCZACH. Niestety nie pamiętam, co takiego robiły i skąd się wzięły, ale wystarczyło o nich wspomnieć, by napędzić komuś pietra. Zwłaszcza, gdy robiło się to po zmroku lub w piwnicach, do których – chociaż oczywiście nie było wolno – często się zapuszczaliśmy. ŻÓŁTE OCZY były po prostu złe i tylko czekały na to, by kogoś sobie upatrzyć i…i tutaj możecie wstawić dowolne, byle było okropne. To chyba ich bezwzględność, która najmocniej wryła mi się w pamięć, odróżniała je od Szponiarza. Monstrum opisane przez Johnsona nie jest potworem, który wybiera ofiary na oślep. Chociaż jego serce to tylko kupka pyłu, nie jest on na wskroś zły. Szponiarz powstał z popiołów człowieka, który został spalony przez własne, chciwe dzieci - spotkało go niewyobrażalne okrucieństwo i to z rąk najbliższych. Nic dziwnego więc, że jego dusza nie potrafiła zaznać spokoju. Nieszczęśnik mści się więc wciąż na złych ludziach. Jeśli nie masz jednak niczego na sumieniu - nic ci nie grozi i możesz spać spokojnie. Poza tym nie zatracił on swojego człowieczeństwa: jest czuły na krzywdę innych i tęskni za swoim psem. 

24 stycznia 2016

Krwawe ferie zimowe /Fritt Vilt, Cold Pray, Hotel zła – Roar Uthaug/ 2006

Ilu przerabialiśmy już psychopatów mszczących się za swoje krzywdy? Ile razy już przerabialiśmy siekierę w plecach? Ile już razy ktoś oddzielał się od grupy by sprowadzić pomoc, ile razy kłótnia kochanków doprowadziła do tragedii? A no mnóstwo. Do znudzenia. Zaproponowane rozwiązania fabularne w Hotelu zła, to kopiuj wklej z amerykańskich produkcji, jednak mimo to – o dziwo - ten norweski slasher się broni.

Na temat fabuły nie ma co się rozpisywać – nie jest skomplikowana. Dwie pary i „piąte koło u wozu”, czyli wesoły, samotny koleżka, mają zamiar spędzić wiosenne wakacje, szusując po górskich stokach. Pech chce, że jedno z nich (zgadnijcie które?) złamie nogę i trzeba będzie gdzieś się z nieszczęśnikiem ukryć przed nadchodzącą nocą. Pada na opustoszały, zapomniany hotel. Młodzi nie za bardzo przejmują się kilkoma sygnałami ostrzegawczymi pod tytułem: „coś tu jest nie tak” i postanawiają się dobrze bawić. Tradycyjnie pojawia się więc alkohol i niezbyt głębokie dialogi. Mimo perspektywy spędzenia nocy w obcym miejscu, bohaterowie rozłażą się po hotelu jak karaluchy, wystawiając się dobrowolnie na cel. Dosyć szybko okazuje się, że w budynku przebywa ktoś jeszcze. Gospodarz hotelu jest o tyle nietypowy, że nie przepada za gośćmi, co manifestuje traktując ich bezwzględnie ostrymi przedmiotami.

22 stycznia 2016

Kot jest domowy na tyle, na ile mu to odpowiada / Historia życia czarnego kota - Barbara Nawrocka – Dońska/

Na wstępie zaznaczam, że jeśli zdecydujecie się na tę lekturę, to musicie przygotować się na to, że trąci ona nieco myszką. Głównie ze względu na język i styl. Pojawiają się tutaj zwroty, które wyszły już z użycia (np. nie wpadli na domysł) i nietypowa składnia. Kilka takich „zgrzytów” zaintrygowało mnie na tyle, że postanowiłam posprawdzać ich poprawność. Okazało się więc, że niby taka prosta, łatwa i przyjemna lektura z kotem w roli głównej, a sprowokowała szare komórki do pracy. I cóż można więcej powiedzieć niż to, że oto magia literatury w całej jej postaci: choćbyś człowieku nie chciał, czegoś się zawsze podczas czytania nauczysz.

Historia życia czarnego kota, jak zdradza tytuł jest opowieścią o życiu pewnego sierściuszka. Aleksander – bo tak mu na imię – sam, w pierwszej osobie, jak rasowy gawędziarz, opowiada nam o swoim życiu. Poznajemy dokładnie miejsce - gniazdko pośród rybackich sieci - w którym się urodził, rodzeństwo i wspaniałą mamę. Razem z nim stawiamy pierwsze, niepewne kroki na krzywych łapkach i wyruszamy na niebezpieczne wyprawy nad morze, gdzie kociak poznaje jego słony smak (a fuj!). Jesteśmy świadkami jego pierwszych upadków, rozczarowań i prawdziwych kłopotów – na małego kotka czyha bowiem wiele niebezpieczeństw. Aleksander jest odważny i ciekawski, dlatego też akurat to on ma na tyle szczęścia, że pewnego razu wpada na „swoich” ludzi. Ci od razu wiedzą, że "ten kot albo żaden inny". Mimo początkowej niechęci dzikuska, a dzięki cierpliwości letników, ich relacja staje się coraz bardziej zażyła. Ten fakt nie pozostaje nie zauważony przez pewnego chciwego chłopca, który postanawia "porwać" Aleksandra. Na szczęście letnicy nie ustają w poszukiwaniach, gotowi są nawet zapłacić za małego okup. Ocalony kociak, staje się częścią ich rodziny i wyrusza wraca z nimi do domu. Na tym nie kończą się jednak jego przygody. Nadmorski kot w warszawskim bloku, w małym mieszkanku, chociaż oddany sercem swoim współdomownikom na zawsze pozostanie jednak kotem: spadnie z balkonu, pójdzie do sąsiadów, upoluje świątecznego karpia w wannie, zmierzwi dywan, zniszczy ważne dokumenty i upije się do nieprzytomności walerianą. I chociaż nie raz oberwie ścierą to, tak jak to jest wpisane w charakterze kociego rodu, ze swojej odmienności nie zrezygnuje.

17 stycznia 2016

Zaburzona tkanka rzeczywistości /Mroczne wizje, Visions - Kevin Greutert /2015

Był wypadek, była trauma i były psychotropy. Gdy już wydaje się, że Eveleight poradziła sobie z przeszłością i może w pełni cieszyć się tym, co daje jej los, niespodziewanie w jej życie, za sprawą niewytłumaczalnych incydentów, znów zaczyna wkradać się lęk i niepokój. Jej mąż David nie traktuje tych obaw poważnie. Przecież niedawno odstawiła pigułki, a uraz z przeszłości mógł odcisnąć na jej psychice większe piętno niż wcześniej przypuszczali. Powinna więc znów zażywać leki. Na dokładkę właśnie kupili winnicę i przeprowadzili się do przepięknego domu na odludziu. Ryzyko związane z inwestycją, która pochłonęła wszystkie ich oszczędności i możliwość poniesienia porażki w nowej dla nich branży mogą przysporzyć sporo stresu. Powinna więc znów zażywać leki. Poza tym jego ukochana jest przy nadziei, co czyni z niej hormonalno-emocjonalny, wybuchowy koktajl. Powinna więc znów zażywać leki. Nie dziwi nas racjonalne rozumowanie Davida, nie mamy więc o nie do niego pretensji. Zresztą, będąc na jego miejscu, pewnie zareagowalibyśmy podobnie. Problemy Eveleight mają jednak bardziej „ulotny” charakter, a ich efekty stają się dla niej coraz bardziej dotkliwe. Kobieta czuje, że to nie halucynacje, że przyczyny tego, czego doświadcza nie należy szukać w jej głowie. Poza tym leki – rozwiązanie idealne według Davida - mogłyby zaszkodzić dziecku. Zaczyna więc na własną rękę zgłębiać historię miejsca, w którym przyszło jej teraz mieszkać. Wnioski do których dochodzi są zaskakujące.

13 stycznia 2016

Wiecie, że CZAS wygrywa z SEKSEM? /Mapa czasu – Felix J. Palma/ DKK

Philip Zimbardo i John Boyd w swojej książce Paradoks czasu przytaczają wyniki badań z których dowiadujemy się, że najpopularniejszym i najczęściej wyszukiwanym w internecie angielskim słowem jest czas – ponad siedem miliardów wskazań. Dla porównania: pieniądze mają poniżej trzech miliardów wskazań, a seks – poniżej miliarda. Na pierwszy rzut oka wynik zaskakuje, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że współczesny człowiek żyje w „niedoczasie” i ma poczucie stałego pośpiechu, przestaje nas to aż tak dziwić. Jak widać płacimy wysoką cenę za to, że możemy dalej niż kiedykolwiek patrzeć w przyszłość: jesteśmy zmuszeni do coraz intensywniejszego działania w teraźniejszości i mamy obsesję na punkcie (braku)czasu. Na szczęście, mimo fascynacji możliwościami ludzkiego umysłu i rozwojem nauki, mieszkańcy Londynu 1896 roku nie mieli jeszcze takiego problemu z ujarzmieniem czasu. Z chęcią więc zabrałam się za lekturę, która zaprowadziła mnie wprost w objęcia epoki wiktoriańskiej.   

10 stycznia 2016

Dziura daje, dziura zabiera / Dzbankowa twarz, Jug Face - Chad Crawford Kinkle / 2013

Ludzie modlą się do różnych dziwnych rzeczy, nie powinno więc nikogo dziwić, że obiektem kultu może być nawet dziura w gliniastej ziemi, na dnie której znajduje się trochę błotka i śladowe ilości - dalekiej od klarowności - wody. I tak dziwne, że dziura nie jest wypełniona po brzegi krwią. W ramach wierzeń bowiem, mieszkańcy pobliskiej osady, składają istocie kontaktującej się z nimi poprzez wspominaną dziurę, krwiste ofiary z ludzi. Ofiary te nie są o dziwo przypadkowe, nikt także nie zgłasza się do wykrwawienia na ochotnika. Garncarz Dawai (Sean Bridgers) poprzez wizje dowiaduje się, kto jest kolejnym wybrańcem dziury i w transie rzeźbi twarz tej osoby na dzbanku. Jeśli ofiara nie zostanie złożona, wredna i mściwa istota zabija kogo popadnie skazując duszę męczennika na wieczne potępienie. W interesie wyznawców jest więc złapanie wiarołomnego wybrańca i wypełnienie woli istoty.

08 stycznia 2016

Beksa lala w kącie stała…. /Beksa – Khoa Le/

Pamiętam z dzieciństwa, że jeśli ktoś nadmiernie często płakał, przezywano go: beksą lalą. Owa obmierzła beksa występowała także w rymowankach, np.: Beksa lala pojechała do szpitala, a w szpitalu powiedzieli, takiej beksy nie wiedzieli! Posolili, doprawili i do kosza wyrzucili! I chociaż, jak w wielu innych dziecięcych wierszykach i w tych o beksach nie sposób doszukać się logiki, ich istnienie świadczy o jednym: nikt  raczej nie przepada za mazgajami, którzy płaczem próbują wszystko wymuszać i  zalewają się łzami w konfrontacji z każdym możliwym niepowodzeniem. A już w ogóle nikt nie lubi takich beks, które płaczą nawet bez powodu.

06 stycznia 2016

There is no coffee in NILBOG! It’s the Devil’s drink! / Troll 2 - Claudio Fragasso/ 1990

Oto film, który może zdetronizować Zabójcze ryjówki w kategorii najgorszych filmów wszech czasów (głównie na mojej prywatnej TOP BAD). Troll 2 to zdecydowanie pewniak na liście najlepszych z najgorszych filmów, jakie do tej pory powstały. Fenomenalnie tandetna fabuła, fatalne wykonanie, doskonale tragiczne efekty i aktorstwo przy którym bohaterowie Dlaczego ja zasługują na Oskary, powodują, że podczas oglądania tego filmu nawet nie pomyślimy o zebraniu szczęk z podłogi. Zamieramy wprost z podziwu. Trudno jest bowiem uwierzyć, że można stworzyć coś aż tak złego. Większość produkcji kina klasy B się do tej produkcji po prostu nie umywa. Momentami da się wyczuć, że twórcy chcieli po prostu puścić do widza oko i tworzyli ten obraz z pewnym dystansem. Nie sądzili jednak, że stworzyli coś tak perfekcyjnie złego, że aż cudownego, i że nikt nigdy tego nie potraktuje nawet przez ułamek sekundy na serio.

04 stycznia 2016

Nie idź w stronę światła! / Nightlight - Scott Beck, Bryan Woods / 2015

Nie trzeba wchodzić do lasu w nocy by się w nim zgubić. Nie warto więc prowokować losu nocną wycieczką. Niestety młodzi ludzie często myślą, że są niezniszczalni i nie raz przekonują się na własnej skórze, że życie jest jednak bardzo kruche. Bohaterom Nightlight lekcji pokory udzielił nie tylko nocny las, ale i mroczna, zamieszkująca go siła, która najwyraźniej nie lubi gości i jak już się tacy pojawią, to się z nimi nie patyczkuje.

Akcja głównie skupia się wokół Robin (Shelby Young), zakompleksionej nastolatki pragnącej wkupić się w łaski popularniejszych dzieciaków. Dziewczyna nareszcie dostąpiła zaszczytu i może uczestniczyć w tajemniczej grze „pięknych i lubianych”. Nia (Chloe Bridges), Amelia (Taylor Ashley Murphy), Chris (Carter Jenkins) i Ben (Mitch Hewer) wprowadzają ją w tajniki gry, w której uzbrojeni w latarki rzucają sobie kolejne wyzwania. Pomysłów widać im nie brakuje: oprócz fundowania sobie słownych przepychanek, grają także w chowanego i urządzają sztafetę na torach tuż przed nadjeżdżającym pociągiem. Niestety tym razem dosyć niefortunnie wybrali miejsce zabawy. Las Covington słynnie z tajemniczych,  samobójczych (?) zgonów, podobno jest też nawiedzony, bo więzi dusze tych, którzy tutaj zginęli. Oczywiście okazuje się, że mroczne opowieści, mające charakter miejskiej legendy, są prawdziwe. Tajemnicza siła zwodzi bohaterów i igra z nimi. Można nawet odnieść wrażenie, że wręcz zaprosiła ich do własnej gry, której zasady zna tylko ona. Nie trudno się domyślić, że to wszystko nie mogło się dobrze skończyć.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...