29 czerwca 2016

Figle i kociaki /Kocia mama - Maria Buyno-Arctowo/

Podczas lektury Kociej mamy przeniosłam się myślami do czasów dzieciństwa. Miałam to szczęście, że na każde wakacje wyjeżdżałam do pradziadka na wieś. Spędzonego tam czasu nie zamieniłabym na nic. Do dziś miło wspominam całe dnie na świeżym powietrzu, smak czereśni i papierówek prosto z drzewa oraz mleka prosto od krowy. Wciąż czuję guza, którego nabiłam sobie grabiami podczas sianokosów i podszczypywanie gęsi, które goniły mnie po podwórku. Pamiętam wędrówki za kurczętami i kaczuszkami, szczególnie, gdy tym drugim wybudowało się „basen”. W codziennych zabawach i nicnierobieniu zawsze towarzyszyły mi psy i koty. Do dziś pamiętam imię każdego pupila. Gdy ja „kosztowałam” tego tylko przez kilka tygodni w roku, Zochna – główna bohaterka książki – żyła tak na co dzień, przez calusieńki rok.

22 czerwca 2016

Nie igraj z ogniem / Grzeczna dziewczynka – Mary Kubica/

Grzeczna dziewczynka to kolejna książka będąca dowodem na to, że blurbom nie należy wierzyć. Pełnią one funkcje czysto marketingowe, trudno oczekiwać więc by miały charakter krytycznoliteracki i nie mijały się z prawdą. Zmyślny zabieg promocyjny sprawił, że główna bohaterka, która w książce została pozbawiona głosu (nie bez powodu!), jak gdyby nigdy nic przemawia do nas z okładki: Zawsze byłam grzeczną dziewczynką. (…) Nawet jeśli rodzina zapłaci okup, on pewnie mnie zabije. Nie dość, że poznajemy – oczywiście szczątkowo – jej punkt widzenia, to jeszcze na dokładkę próbuje nam się wmówić, że mamy w rękach emocjonującą, trzymającą w napięciu historię porwanej dziewczyny, która tkwiąc w łapskach nieobliczalnego szaleńca, w każdej sekundzie mierzy się z widmem śmierci. Jakby to delikatnie ująć: to wszystko to kompletna bzdura.

18 czerwca 2016

Szkoła jest do bani? /Tajemnicze Dziecko – E. T. A. Hoffmann/

Aż dziw bierze, że Tajemnicze Dziecko ponad wiek musiało czekać na przekład na język polski. Zwłaszcza że Ernest Teodor Amadeusz Hoffmann, autor Dziadka do orzechów i Króla Myszy, na początku dziewiętnastego wieku mieszkał w Warszawie, a jego żoną była Polka, Marianna Tekla Michalina Rohrer - Trzcińska, którą zdrobniale nazywał Misią (Mischą). Widać to nie wystarczyło i nikt nie zainteresował się bliżej kolejnym z baśniowych utworów, które wyszły spod pióra niemieckiego pisarza.

Pierwszy przekład tej powstałej w 1817 roku literackiej perełki na język obcy (szwedzki) miał miejsce już w 1821 roku. Tłumaczenia na język polski podjęła się dopiero w 1923 Zofia Modrzewska – Schiller, a następnie w 1926 roku Józef Kramsztyk. Oba są praktycznie niedostępne i - co tu dużo mówić - kompletnie nieudane. Na szczęście w 2014 roku Wydawnictwo Media Rodzina pokusiło się o wydanie tej zapomnianej baśni w przekładzie Elizy Pieciul – Karmińskiej. Dzięki niej możemy odkryć piękno tego ponadczasowego tekstu.

Magia Tajemniczego dziecka polega na tym, że to lektura pełna zakamarków interpretacyjnych - taki swoisty rezerwuar możliwych sensów. Zanim jednak skupimy się na kolejnych kluczach potrzebnych do zrozumienia tekstu, warto zatrzymać się na chwilkę na początku opowieści. Wszystko zaczyna się tutaj bowiem od przyjazdu kochanej rodzinki. Najwyraźniej nigdy nie było inaczej, że z nią najlepiej to wychodzi się tylko na zdjęciach…

11 czerwca 2016

18 najokrutniejszych seryjnych morderców w historii / Ale historia, Prawdziwe zbrodnie – czerwiec 2016/

Podobno żyjemy w czasach w których fascynacja złem i przemocą przeżywa prawdziwy rozkwit: o seryjnych mordercach, gwałcicielach i sadystach powstają filmy, seriale i książki. Nie wydaje mi się jednak, że chęć poznania mrocznej strony naszej natury jest znakiem tylko naszych czasów. Współczesny człowiek ma po prostu większe możliwości: rozwój technologii znacznie wpłynął na szybkość przepływu informacji, jej kaliber oraz, co najważniejsze, jej dostępność. Czytamy więc, oglądamy i uczymy się, usilnie szukamy także źródła problemu, by go wyeliminować. Niestety mimo to, wciąż jesteśmy dalecy od zrozumienia zła, które w nas tkwi. Albo rozumiemy je aż nazbyt dobrze i niezastąpiony syndrom wyparcia pozwala nam sobie z tą świadomością radzić.

08 czerwca 2016

I pierwsza z rana – rekinia kaszana / Shark zombie, Rekin zombie – Misty Talley/ 2015

Czerwcowe słoneczko coraz mocniej przypieka. Oczami wyobraźni już widzimy siebie leżących plackiem na złocistej plaży,  taplających się dla ochłody w wodzie… Nie ważne jednak, jak będziemy rozleniwieni, musimy pamiętać, że czujność to podstawa. Nigdy nie wiadomo bowiem, komu akurat uciekł rekin i jakie eksperymenty na nim przeprowadzano… Więc tak na wszelki wypadek, pod ręką trzeba mieć zawsze broń. O tym, co dzieje się, gdy wczasowicze nie przestrzegają tych kilku prostych zasad, boleśnie przekonali się bohaterowie filmu Rekin zombie.

Oczywiście występujący w nim w roli głównej żarłacz mutant, powstał w wyniku wojskowego eksperymentu, który – co za nowina – wymknął się spod kontroli. Bruce, bo tak bestii na imię, jest diabelnie inteligentny, więc wymyślił sobie, że się odegra za swoje krzywdy (w sumie nie wiadomo, co mu w tym laboratorium robili) lub po prostu ma wredny charakter. Tworzy więc własną armię rekiniego mięsa armatniego i niczym wybitny strateg rzuca kolejne oddziały do walki z ludźmi. Gdy już rozgromią uzbrojonych w broń palną żołnierzy, przyjdzie im zmierzyć się ze straszliwszym wrogiem: uzbrojoną w co popadnie tłuszczą mieszkańców wyspy. No i tutaj zaczną się schody dla rekinów. Nijak się bowiem ma wymyślny wojskowy sprzęt do zwykłej kosy, łopaty czy kawałka metalu… Wyobrażacie to sobie? Lepiej nie próbujcie…

06 czerwca 2016

Mrok ludzkiej duszy /Kuzynka K. – Yasmina Khadra/

Ludzkiego serca nie da się wypełnić, zawsze pozostanie w nim jakiś brak i pustka. Taka już jest natura człowieka. Niestety dziury w sercach niektórych z nas są większe i kryją w sobie gęstszy mrok. Tak właśnie jest w przypadku bohatera Kuzynki K. powieści Yasmina Khadry (Mahommed Moulessehoul). Jego duszę wypełnia kurz i piasek, a jego życie to ciągła rezygnacja, odrzucenie i niechęć. Od samego początku czujemy, że nosi on w sobie jakąś smugę cienia, która z dnia na dzień się rozrasta. Początkowo, jak i jego otoczenie, nie spodziewamy się jednak z jego strony zagrożenia, traktujemy go bardziej jak zranionego ptaka niż szaleńca gotowego do okrutnych czynów. Jednak szybko okazuje się, że – dosłowne – morderstwo duszy, to doświadczenie prowadzące do samozadowolenia oszalałego z cierpienia umysłu.

01 czerwca 2016

2016 Majowe czytadła i filmidła

Obok na zdjęciu widnieją dwa powody dla których czas przeciekał mi w maju przez palce. Dwie puchate kulki, które rozsadza energia, skutecznie odrywały mnie od czytania i pisania. A gdy – według nich – nie skupiałam na nich należytej im porcji uwagi, kładły mi się na laptopie. Takie małe a już potrafią zawładnąć człowiekiem.

29 maja 2016

Co w kocie siedzi? /Co robią koty - Nikola Kucharska, Joanna Wajs/

Jeśli jeszcze nie macie pomysłu, co podarować swojej pociesze na Dzień Dziecka, chciałabym wam polecić książkę z serii Opowiem ci mamo (Tacie oczywiście też można, a nawet trzeba). W serii pojawiło się już kilka, bardzo ciepło przyjętych pozycji: o mrówkach, żabach, pająkach, autach i samolotach – nie mogło zabraknąć więc także części o kotach!

Gdybyśmy zapytali kocurka Colette (Dialogi zwierząt tekst TUTAJ): Co robią koty? Kiki odpowiedziałby zapewne mniej więcej tak: Jestem kotem – to zwalnia mnie z wszelkich wyjaśnień. Nie odsłoniłby więc przed nami rąbka tajemnicy. Typowe. Przypuszczam, że nawet kochający przebywanie w blasku fleszy, gadatliwy Oragne (O-book tekst TUTAJ), nie byłby chętny zdradzać nam zbyt wiele kocich tajemnic. W takim wypadku nie pozostaje nam nic więcej, jak tylko na własną rękę, na drodze obserwacji zdobywać potrzebne informacje. A to niestety również do najłatwiejszych rozwiązań nie należy. Z pomocą postanowiły przybyć nam więc Nikola Kucharska i Joanna Wajs. Wcieliły się w rasowych paparazzi i w pocie czoła śledziły dla nas poczynania kotów. Oczywiście zadanie to okazało się o wiele trudniejsze niż podglądanie zwykłych celebrytów, mruczki bowiem nie godzą się na żadne ustawki.

27 maja 2016

Głodni sukcesu /Starry eyes, Gwiazdy w oczach - Kevin Kolsch i Dennis Widmyer /2014

Jeśli czujesz, że utknąłeś/utknęłaś na mieliźnie życia. Jeśli czujesz, że masz ogromny talent i marnujesz się w miejscu, w którym jesteś. Jeśli uważasz, że otaczają cię nieudacznicy, którzy podcinają ci skrzydła i sami nigdy niczego nie osiągną. Jeśli masz wielkie marzenia, dla osiągnięcia których jesteś w stanie poświęcić więcej niż wszystko. Jeśli twoje poczucie wyjątkowości zderza się z frustrującym brakiem pewności siebie…..to uważaj: ten film jest o tobie.

Z początku trudno utożsamić się z główną bohaterką. Sarah (Alex Essoe) pracuje jako kelnerka w ZIEMNIAKU: tanim, kiczowatym barze, w którym serwuje się fast foody z kartofli. Dziewczyna oczywiście nie znosi tej mało ambitnej pracy, jednak z czegoś trzeba żyć, więc zaciska zęby i robi swoje. Wierzy, że jej los lada moment się odmieni i jej marzenie – zostanie sławną aktorką - szybciutko się spełni. Przekonana o tym, że ma talent (i przecież zaraz ktoś to zauważy) i nie jest taka jak inne (została ulepiona z lepszej gliny!) wciąż chadza na przesłuchania. Niestety nikt nie oddzwania, kolejne i kolejne role przechodzą jej koło nosa…

16 maja 2016

Porno bez porno - za to są rekiny /Superrekiny kontra więźniarki, Sharkansas Women’s Prison Massacre - Jim Wynorski/ 2016

Nie ważne, że był środek nocy, nie ważne, że musiałam sobie wepchnąć zapałki w oczy: gdy ujrzałam tytuł tego filmu, po prostu nie mogłam oprzeć się pragnieniu natychmiastowego obejrzenia tego cuda. Gdybym miała podsumować, to co dane mi było zobaczyć (i przeżyć) w kilku słowach, powiedziałabym, że Superrekiny kontra więźniarki to film porno, z którego wycięto wszystkie sceny porno, pozostawiając „golutką” fabułkę. Na szczęście twórcy w porę zorientowali się, że pozostawienie tego w surowym kształcie nie może się "udać" i postanowili ratować owo NIC wrzucając na plan rekiny. I to nie byle jakie!

15 maja 2016

Klątwa białego królika #4 Ale to już było… /Alicja i uczta zombi – Gena Showalter/

Pierwszy tom mi się nie podobał (tekst TUTAJ), drugi też nie (tekst TUTAJ), trzeci – żadne zaskoczenie – również nie przypadł mi do gustu (tekst TUTAJ), a czwarty to już po prostu niekończąca się i rozwleczona na czterysta stron katastrofa. Ktoś mógłby powiedzieć: po co czytasz skoro Ci się nie podoba?! Niestety, trzeba przeczytać by ocenić – a poza tym nigdy nie wiadomo, czy coś nagle mnie nie zaskoczy i nie porwie, do wykreowanego przez pisarkę świata? Poza tym fascynuje mnie fenomen tego typu literatury. Chciałabym zrozumieć, co jest takiego w lekkich, młodzieżowych paranormalnych romansach, co powoduje, że mają rzesze fanów. I chociaż mordowałam się z ostatnią (oby) częścią serii calutki tydzień – nadal nie wiem, dlaczego rozrywkowe czytadła należące do tego gatunku kradną serca czytelników pomimo tego, że są schematyczne, banalne i zwyczajnie płytkie. Mam wrażenie, że pokutuje pogląd, że od literatury rozrywkowej nie można niczego wymagać i, że tzw. „inteligentna rozrywka” się nie sprzeda… No cóż: popyt rodzi podaż.

10 maja 2016

To jak traktujesz koty, decyduje o twoim miejscu w niebie/ Kot dla początkujących – Beata Pawlikowska/

Osobom takim jak Beata Pawlikowska należy się podziw. Chociażby za to, że nie boją się głośno wygłaszać swoich poglądów, bez względu na to jak bardzo ich przemyślenia mogą „kłócić się” z tym do czego jesteśmy przyzwyczajeni, z tym co popularne i uznane za „pewnik”. Dzięki autorce mamy więc okazję zetknąć się z odmiennym światopoglądem, zupełnie innym sposobem postrzegania świata. Zresztą jak słusznie sama nam przypomina: nie istnieje jeden sposób myślenia na świecie. Dlatego uważam że warto zapoznać się z  tym, co ma nam do przekazania, otworzyć swój umysł i samodzielnie podjąć decyzję czy nam to pasuje, czy nie. Z jej teoriami możemy się bowiem nie zgadzać - wybór należy do nas (mnie np. w kilku kwestiach nie zdołała przekonać).

07 maja 2016

„Schowałem starość pod czapką” /Zabójca z lubieżności – Marcin Koszałka/ 2012

Zbliża się pora roku w której najlepiej widoczne są efekty panującego kultu ciała. Niektórzy z dumą prezentują wyrzeźbione i zadbane ciała. Inni drżą na myśl, że lato znów bezlitośnie zdemaskuje wszelkie niedoskonałości, które w chłodniejsze dni można ukryć pod ubraniami. Zastanawialiście się kiedyś czy ten „problem” dotyczy osób które wkroczyły już w tzw. jesień życia? Zwłaszcza, gdy cel i sens ich egzystencji wciąż stanowi uwodzenie?***

03 maja 2016

Bądź szczęśliwy tam, gdzie jesteś /Księżniczka z Chmur – Khoa Le/

Jeśli jesteś chmurką, to jesteś chmurką i nic na to nie możesz poradzić. Nie pozostaje nam myśleć nic innego, mimo że, wyraźnie podczas lektury słyszymy smutne westchnienia duszy bohaterki. Świat który ją ciekawi, nie jest dla niej. Może go dotknąć, nasycić się ułamkami chwil, ale tylko przez moment. Zaraz bowiem musi uciekać – wracać do siebie. Księżniczka z Chmur to najsmutniejsza i najpoważniejsza z książeczek autorstwa Khoa Le.

01 maja 2016

Seryjni Mordercy #7 Joachim Knychała – Wampir z Bytomia (czasami nazywany Wampirem z Piekar)

Okazało się potem, że spartoliłem robotę, bo żyła jeszcze przez trzy dni. Mimo, że nie wierzę w boga, to modliłem się codziennie żeby umarła. Udało się. Umarła.

Dlaczego wydaje nam się, że to nie może nas spotkać? Bo nasza rzeczywistość nie jest ponurą, burobrązową, niedoświetloną klatką schodową? Prawda jest taka, że rzeczywistość ofiar Knychały wcale też nią nie była. Zwyczajnie wierzymy, że TAKIE rzeczy dzieją się w izolacji, w nieprzytulnych korytarzach, na spowitych gęstą mgłą ścieżkach. Niestety, to tylko pobożne życzenie, sadystę możemy spotkać w biały dzień. W miejscu bezpiecznym, oswojonym i skąpanym w promieniach słońca. Kat także nie będzie się niczym wyróżniał, spod pazuchy nie będzie wystawał mu trzonek siekiery, nie wyczytamy z jego twarzy braku empatii. Nigdzie nie zapali się ostrzegawcza lampka. Może wręcz ucieszymy się, że jakiś przystojniak na nas spogląda i odwzajemnimy nieśmiało uśmiech?

Nie będzie w tym żadnego wyróżnienia, żadnej wyjątkowości, ani przeznaczenia – po prostu przypadkowa ofiara. Zwykły pech.

30 kwietnia 2016

2016: kwietniowe czytadła i filmidła

Kwiecień plecień… Jeśli późnią wiosną częściej skrobiemy szyby w samochodach niż zimą, to powinniśmy już przeczuwać, że COŚ się DZIEJE. Nie można jednak narzekać, aż tak źle (chyba) nie ma. Zanim więc zaczniemy oglądać się za siebie z uczuciem będącym mieszanką lekkości (przecież to wiosna) i zażenowania (coś za mną chodzi), skupmy się na pozytywach. Skoro tylko niewiele dni powitało nas słońcem, więcej czasu mieliśmy na czytanie w domku. 

28 kwietnia 2016

Będę grał w grę, z rekinem/ Shark Week, Rekiny: Walka o życie – Christopher Ray/ 2012

Walka z nudą - owszem, o to by oglądając nie zasnąć - też, ale WALKA O ŻYCIE? Ten tytuł to pobożne życzenie. Chyba, że mamy myśleć o życiu naszych szarych komórek, które w obliczu tej genialnej produkcji, postanowiły się ewakuować  do lepszego świata…

Oczywiście nie oczekiwałam po tym filmie zbyt wiele. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co cechuje produkcje Asylum. Jednak ze smutkiem muszę stwierdzić, że ten konkretny shark movie nie umywa się do większości produkcji klasy Z traktujących o naszych ulubionych – bynajmniej nie akwariowych – rybkach. Niestety więc pośród tych najgorszych i najtańszych filmów o rekinach ten jest naprawdę jednym z najgorszych. Zawiodło tutaj dosłownie wszystko. I o ile nie oburzam się o tę wszechobecną tandetę, to brak porządnej dawki niedorzeczności mnie zawiódł.

25 kwietnia 2016

Zielonooki potwór może zwieść nawet Słońce i Księżyc /Słońce i Księżyc – Khoa Le/

Zanim przejdę do omawiania kolejnej książeczki autorstwa Khoa Le, przypomnę wam pewną anegdotkę: 
"Dawno, dawno temu zwierzęta chodziły do szkoły. W programie zajęć było bieganie, latanie, wspinaczka i pływanie. Wszystkie zwierzęta uczyły się tego samego. Kaczka była dobra w pływaniu, prześcigała nawet swojego nauczyciela. Udawało jej się zaliczyć latanie, lecz była beznadziejna w bieganiu. Ponieważ była słaba właśnie w tym przedmiocie, musiała zostawać po lekcjach, by dodatkowo ćwiczyć i przez to opuszczała zajęcia z pływania. Opuszczanie lekcji pływania doprowadziło do tego, że pływackie umiejętności kaczki stały się przeciętne. Przeciętność jest jednak powszechnie akceptowana, więc nikt się nie zmartwił, z wyjątkiem kaczki.
Królik zaczął swoją edukację będąc najlepszym biegaczem, ale nadrabiając swoje braki w pływaniu załamał się psychicznie i był zmuszony opuścić szkołę.
Wiewiórka była najlepsza we wspinaczce, jednak jej nauczyciel latania zmuszał ją do porzucenia zwykłego dla niej sfruwania na ziemię na rzecz wskakiwania na czubek drzewa prosto z ziemi. Już przy pierwszych ćwiczeniach zrywania się do lotu wiewiórka dostała bolesnych drgawek mięśni i od tego momentu zaczęły się sypać trójki z wspinaczki i mierne z biegania.
Kiedy władze szkolne odmówiły umieszczenia kopania jako jednego z przedmiotów w programie szkolnym, praktyczne psy stepowe oddały swoje dzieci pod opiekę borsukowi, który dawał im specjalne korepetycje z kopania.
Pod koniec roku opóźniony w rozwoju węgorz, który początkowo nie najgorzej pływał, trochę wspinał się i latał, został szkolnym prymusem…”

22 kwietnia 2016

Dokądś, lecz nikt nie wie dokąd /GhostHunter: Światło, które zabija – Derek Meister/

Otwarto bramy piekieł, moi przyjaciele. Ale przy pomocy nie nagich dziewic i krwi pozbawionych głów kurcząt, lecz fizyki.

Otóż to moi mili, nasza ciekawość i chęć odkrycia nieodkrytego kiedyś sprowadzi na nas zagładę. Zwłaszcza, gdy zupełnie przypadkiem otworzymy drzwi do świata istot, które niekoniecznie będą zainteresowane nawiązaniem przyjacielskich stosunków z naszym gatunkiem.

19 kwietnia 2016

Polska mowa trudna być /Mówiąc inaczej – Paulina Mikuła/

-Mistrzu, jak długo trzeba czekać, by coś się zmieniło na lepsze?
-Jeżeli będziesz czekał, to bardzo długo…

Wystarczył rzut oka na okładkę książki Pauliny Mikuły, by przypomniała mi się powyższa anegdotka. Wciąż narzekamy, że język polski jest skomplikowany, trudny i nie do ogarnięcia. Jojczymy, że chcielibyśmy wypowiadać się – pisemnie i nie tylko – poprawniej. Niczego z tym jednak nie robimy, na marudzeniu się kończy. Najwyższa pora zacząć działać – zwłaszcza, że pojawienie się na rynku omawianej książki to świetna okazja do tego by coś wreszcie zmienić. A więc moi drodzy: DO DZIEŁA!

14 kwietnia 2016

Gdzie diabeł nie może tam zombie pośle…/Gnijący Kapturek, Liitle Dead Rotting Hood – Jared Cohn/ 2016

Mam wrażenie, że w piekle mieszkają małe czorty, odpowiedzialne za to, że zmęczony człowiek dokonuje nie najlepszego wyboru, gdy ma ochotę na odprężający szare komórki seans. Tym razem, któryś doskonale wypełnił swoją misję i pewnie nieźle rechotał widząc moją minę podczas oglądania produkcji pt. Gnijący Kapturek. W sumie nie powinnam być zdziwiona, że film nakręcony przez Asylum jest słaby (nawet bardzo). A jednak: nie dość, że jestem zdziwiona to jeszcze na dokładkę czuję się rozczarowana, bo ten film jest słaby NAWET JAK NA Asylum. Zwyczajnie zabrakło w nim tego czegoś (oprócz tandety i braku polotu), co czyni kino klasy „Z” wyjątkowym (przynajmniej dla niektórych, a w tym dla mnie) odmóżdżaczem.

Ludzie żyjący w miasteczku są w niebezpieczeństwie. Gdzieś w głębi mrocznego lasu rodzi się potężne zło, a stara Strażniczka Lasu czuje, że jest zbyt słaba na walkę. Postanawia więc oddać „pałeczkę” młodemu pokoleniu – swojej wnuczce. Zamiast jednak uświadomić Samanthę (Bianca A. Santos) i opowiedzieć jej o przeznaczeniu, odwiecznej walce i przyszłej roli, zwabia ją w pułapkę. Dziewczyna zgodnie z wolą babki ginie. Ta chowa ją w leśnym grobie i popełnia samobójstwo mając nadzieję, że wnusia, gdy powstanie, wpadnie na to, co to wszystko miało znaczyć i powstrzyma zło. Nie ma co, obłędna logika – widać lata samotności zrobiły z umysłem „wilczycy” Esmeraldy Winfield (Marina Sirtis) swoje. Zresztą najwyraźniej to dziedziczne, bo i Samantha nie grzeszy zbytnią błyskotliwością. Na szczęście babcia prowadziła pamiętnik (obowiązkowo z obrazkami), który zombie-dziewczyna jakimś cudem znajduje. W końcu uzbrojona w czerwoną pelerynę, świecący miecz (ale nie świetlny) i krótkie spodenki  stawia czoło potężnemu wrogowi: Wilkołaczce - Matce Stada. Okazuje się jednak, że to nie jedyne kłopoty, niebezpieczeństwo nadciąga także z innej strony….Sama opowieść o Czerwonym Kapturku i jego wilkołacze motywy są, jak widać zbytnio passe, więc zgodnie z obecnie panującą modą producenci postanowili go zzombiaczyć.

12 kwietnia 2016

Soooooooczystego szczurka? /Epidemie i zarazy – antologia/

Jak to w zbiorze opowiadań - dla każdego znajdzie się tutaj coś zaraźliwego. Czytając musicie jednak uważać! Jeszcze nie wiadomo, jak który wirus się przenosi, a skutki działań tych niepożądanych niekoniecznie będą dla was przyjemne. Epidemia nadchodzi. Zegar nieubłaganie tyka. Na nic kordony sanitarne, skafandry i strzykawki z antidotum…

10 kwietnia 2016

Uwaga! Przeszłość mówi. Pora nauczyć się jej słuchać /Czego uczą nas umarli? - Philippe Charlier/

Zwykliśmy określać komunikacją to, co zachodzi pomiędzy żywymi organizmami, tak na płaszczyźnie werbalnej jak i niewerbalnej. Naturalne wydaje nam się, że komunikują się między sobą, np. człowiek z człowiekiem, człowiek z psem i pies z człowiekiem, kot z szopem itd. Gdyby się jednak nad tym głębiej zastanowić, możemy dojść do wniosku, że komunikacja zachodzi także na zupełnie innym (bardziej wewnętrznym) poziomie. To co składa się na nasze organizmy pozostaje w stałej interakcji z tym co zewnętrzne i - co chyba najważniejsze – posiada niesamowitą zdolność „zapamiętywania”. Dlatego, jeśli otworzymy się na inną formę zapisu, echa toczących się wieki temu „dialogów” odczytamy także dziś. Okazuje się bowiem, że czas pozostawił dla nas wiele niezatartych śladów, a dzięki nauce możemy śmiało za nimi podążyć. Im większa nasza wiedza i im nowocześniejszymi technologiami operujemy, tym łatwiej radzimy sobie z rozwiązywaniem zagadek historii. I co niesamowite, czasami wsłuchując się w głosy z przeszłości, odkrywamy odpowiedzi na pytania, których nigdy byśmy nie zadali. Bo nigdy nie przyszłyby nam do głowy.

06 kwietnia 2016

Ziemisty posmak wampirów /Królowa Cieni - Marcus Sedgwicks/

Tu zmierzch, tam świt, a w tle pamiętniki. Przeżywamy obecnie zalew postaci wampiropodobnych, które epatują nas swoimi problemami emocjonalnymi. Mityczne stwory się ucywilizowały i trzeba przyznać, że trudno ich nie lubić: są bystre, mądre, piękne, miłe, nawet szlachetne i – nowinka - niektóre nie mordują ludzi, chociaż to wbrew ich naturze. Brak duszy nie przeszkadza najwyraźniej w posiadaniu wrażliwego sumienia i bycia chodzącym ideałem. Istoty, które pierwotnie były pozbawione współczucia i działały instynktownie, teraz uczą ludzi jak można popędy zagłuszyć zdrowym rozsądkiem – godne podziwu.

Współczesne wampiry dawno już przestały przypominać swoich przodków. Z groźnych budzących lęk istot, stały się idolami i wzorami do naśladowania. Mnie niestety za bardzo nie przekonują. Stanowczo mówię NIE wampirom skrajnie romantycznym - aż przyprószonym cukrem pudrem -, niemrawo świecącym w promieniach słońca i marzącym się z byle powodu. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po książkę, która próbuje odejść od współczesnego mainstreamu wampirycznego. Jej autor Marcus Sedgwicks sięgnął do korzeni. Jesteście ciekawi do czego się „dokopał”?

04 kwietnia 2016

Księżniczki, smoki i rycerze - role życiowe/A ja nie chcę być księżniczką – Grzegorz Kasdepke/

Według Katarzyny Miller prawdziwą księżniczką jest kobieta, która nie ma w życiu nic specjalnego do zrobienia, w tym sensie, że nie ciekawi jej co sama mogłaby zrobić, myśleć, zdziałać. Głównie siedzi, leży, czeka - wiedzie życie na pokaz obsypując się siniakami od ziarnka groszku, ewentualnie zapada w śpiączkę na całe stulecia, gubi porcelanowy pantofelek, albo uwięziona w ciasnym pokoiku wzdycha w próżnię. Psycholożka za przykład typowej, współczesnej księżniczki stawia nam Paris Hilton, którą nazywa - nie owijając w bawełnę - kretynką totalną. Księżniczkowatość w XXI wieku stała się więc wyraźnie cechą negatywną, określającą człowieka wewnętrznie ubogiego. Arystokratycznie urodzone księżniczki nie mają już z tym wizerunkiem zbyt wiele wspólnego.

Nie do końca można interpretację Katarzyny Miller zastosować do małych dziewczynek. Nie mają one jeszcze w pełni ukształtowanego „ja”. Dla nich prawdziwa księżniczka nie jest „pustakiem, ona jest po prostu we wszystkim „naj” – nawet jeśli nam dorosłym wydaje się to skrajnie mdłe. Księżniczka jest przecież w centrum uwagi nawet całkiem niezamierzenie, bo to osoba wyjątkowa i doceniana. A taka rola jest kusząca. Nie demonizowałabym jednak, sama w sobie chęć stania się nią nie jest zła - wszystko zależy od tego po co się chce tą księżniczką być. Jeśli tylko po to by stać na świeczniku i budzić podziw – to przykre, jeśli jednak po to by pomagać innym, lub (przykład z mojego podwórka) móc opiekować się zwierzętami – to może dobrze wróżyć. Wydaje mi się, że problem polega na tym, że często dziewczynki nie są świadome tego, że mają wybór. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu z ubrankami dla dzieci na dział dziewczęcy, by się o tym przekonać. Z drugiej strony często do takich a nie innych wyborów zachęcają rodzice, którzy wtłaczają pociechę w życiową rolę maskotki. I nie chodzi mi tutaj wcale o terror różu (skądinąd całkiem niewinnego koloru), ale o niezbyt udany dobór czytanek, a także o te wszystkie stwierdzenia typu: „dziewczynki się nie brudzą” (no tak, bo pralka nie chce prać dziewczęcych ubrań, a na chłopięce czeka z z otwartymi ramionami), „dziewczynki się nie złoszczą i nie krzyczą” (bo są stworzone do bycia miłymi i posłusznymi). I dlatego książka Kasdepke była objawieniem, bo poruszyła bardzo aktualny problem ukazując jego dwa najważniejsze elementy: z jednej strony mamy rezolutną Marysię, a z drugiej otwartych na jej wybory członków rodziny.

30 marca 2016

Kolejny film o rekinie / Shark killer – Sheldon Wilson/2015

Jak podejść do tematu tak zgranego, tak oczywistego, jak nieuchwytny rekin zabójca? Cóż można zaoferować widzowi poza charakterystyczną wystającą ponad taflę wody płetwą, paszczą pełną ostrych zębów i niespodziewanym atakiem? Według twórców dzieła pt. Shark killer - nic nie można. Nie wysilając się więc zbytnio stworzyli nader prostą historyjkę o osiłku, który ma odzyskać dla swojego brata brylant. Niestety kamień połknął rekin, a nasz osiłek nie znosi wody.

Gorsze od niechęci do wody okazuje się to, że nasz łowca rekinów, woli polować na przedstawicielki pewnego lądowego, dwunożnego i wielkookiego gatunku. Jego skuteczność w tej dziedzinie można by uznać za stu procentową, ale niestety trafia kosa na kamień. Jasmine (Erica Cerra), prawniczka towarzysząca mu w wyprawie po brylant, jest wyjątkowo odporna na jego urok – przynajmniej początkowo gra twardzielkę. Nie trzeba być wybitnym geniuszem, żeby domyślić się, jak się to skończy. W czasie, gdy ta dwójka skupia się na słownych przepychankach i rzucaniu sobie ukradkowych spojrzeń, gdzieś w tle pływa zapomniany rekin i jeden bandzior wypowiada wojnę drugiemu. W efekcie trzeba komuś obić mordę, zajrzeć do wytwórni narkotyków - laboratorium obsługiwanego przez półnagie panie - i zgubić but.

26 marca 2016

„Mruczę więc jestem”, czyli podstawowe informacje o felinoterapii /Sypiając z kotem – Alex Black/

Pamiętacie historię Frasera, autystycznego chłopca, któremu w codziennym funkcjonowaniu pomagał kot Billy? Opowieść Louise Booth o ich nietypowej relacji (Billy: kot, który ocalił moje dziecko - tekst TUTAJ) zwraca naszą uwagę na felinoterapię, która jak każda zooterapia polega na wykorzystaniu dobroczynnego wpływu psychicznego i  fizycznego kontaktu ze zwierzakiem. W tym wypadku z kotem. Co ciekawe Polska jest czwartym (!) krajem na świecie (USA, Wielka Brytania, Szwecja), który wprowadził tę formę terapii. Szkoda, że tak niewiele się o tym mówi. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej odmiany medycyny niekonwencjonalnej zapraszam do zapoznania się książeczką o intrygującym tytule Sypiając z kotem.

22 marca 2016

Dobre bo polskie /Zombie. Pl – Robert Cichowlas, Łukasz Radecki/

Następnie zobaczyli rękę i kawał kadłuba, z którego wylatywały wnętrzności. Nie było nic więcej. Żadnej miednicy, o nogach nie wspominając. Zombie otworzył usta i zaskowyczał. Nie cierpiał. Mógłby być samą głową i nawet o tym nie wiedzieć, po prostu skowyczeć i mieć jeden cel –ugryźć.

Zombie Radeckiego i Cichowlasa nie są szczególnie wybredne. Każda część ciała, którą da się rozszarpać i przeżuć stanowi dla nich nie lada przysmak. Jeśli w okolicy nie ma świeżego mięsa do kąsania – zabiorą się nawet za nieożywione zwłoki. O ile jednak nieumarłym nie zależy specjalnie na mózgach, o tyle skupiają się na nich żyjący. Dla ocalałych MÓZG jest kluczem do przetrwania - jedyny bowiem sposób na "zabicie na śmierć i na amen" (w końcu) żywego trupa, to rozwalenie mu głowy wraz z zawartością. Aż chce się rzec: nihil novi i mea PULPA. Nie każda książka musi być jednak oryginalna, nie każda musi rozprawiać się z ideologią i przemeblowywać nam świat. Niektóre, tak jak i ta, istnieją po to by służyć rozrywce.

20 marca 2016

O książce obrazem #14

Jakiś czas temu pisałam o książce Białe na czarnym Rubena Gallego  (TUTAJ). Historia tego człowieka mną wstrząsnęła - szczególnie jego naznaczone cierpieniem i śmiercią dzieciństwo.


Najgorsze, co może przytrafić się człowiekowi, to wpaść w ramiona działającego na oślep systemu.Podziwiam siłę Gallego, za to, że przetrwał i zachował godność mimo upodlenia. 

16 marca 2016

Niebieskie gąsienice /On – Zośka Papużanka/

Najnowszą powieść Zośki Papużanki, czyta się błyskawicznie. Nie oznacza to jednak, że jej treść spływa po czytelniku jak po kaczce - On uderza celnie. To jedna z tych lektur, które chociaż szybko odłożone na półkę, pozostają z nami jeszcze przez jakiś czas: w kawałku włóczki, podczas przejażdżki tramwajem, w zjadanych na obiad kartoflach i we śnie, w którym nauczyciel wyrywa nas do odpowiedzi, a my znów niczego się nie nauczyliśmy. Za mną, Śpik - znawca krakowskich gąsienic - chodzi nieprzerwanie od kilku dni.

08 marca 2016

Historia chłopca, który został prawdziwym bohaterem /Białe na czarnym – Ruben Gallego/ DKK

Od czasu kiedy dowiedziałem się, że pewnego dnia odwiozą mnie w to straszne miejsce, położą na łóżku i pozwolą umierać bez jedzenia i opieki, nic nie było już takie jak dawniej.

Podczas lektury czułam złość. Wściekałam się na wyrachowanych lekarzy i zastraszonych nauczycieli, na leniwe, chciwe niańki, na nieobecną matkę, na każdego, kto udawał, że nie widzi. Piekliłam się na nieczułą propagandę, fanatyczny system i chorą ideologią. Najdziwniejsze jednak, że każdej tej gniewnej emocji towarzyszył także zaskakujący spokój. Spokój Rubena. Człowieka, który nie okopał się w pretensjach ani w żalu do całego świata. Człowieka, który za to, że spędził dzieciństwo w piekle nikogo nie znienawidził. Małego chłopca, który został prawdziwym bohaterem - bo przetrwał.

04 marca 2016

Jeśli nie słuchasz mateczki, nie dostaniesz bułeczki… /Miodunka – Khoa Le/

Nie wiem czy znacie makabreski Bohdana Butenko. Dziś jego twórczość wydaje się odbiorcy dosyć śmieszna, jeśli jednak wyobrazimy sobie, że czytano ilustrowane przez niego wierszyki dzieciom, to ciarki przechodzą po plecach. To z czym spotykamy się w Wesołej Gromadce  nawet dla nieprzewrażliwionych matek wyda się zbyt brutalne (chociaż może się mylę). Za przykład niech posłuży historia nieszczęsnego Julka. Otóż Julek lubił ssać kciuki. Mama mając już tego dosyć postraszyła chłopca, że jeśli nie przestanie to przyjdzie krawiec i nożycami odetnie mu paluchy. Oczywiście Julek nie wytrzymał i jego kciuki szybko znów wylądowały w buzi. I chociaż dorośli często rzucają słowa na wiatr, to tym razem mama mówiła prawdę. Nie trzeba było długo czekać, aby z hukiem do mieszkania wpadł krawiec i „uciachał” palce przerażonemu chłopcu: Julek w krzyk a krawiec rzecze: - Tak z nieposłuszeństwa leczę. Mama zadowolona z takiego obrotu sprawy w nagrodę daje krawcowi ciasteczka, a biedny, okaleczony chłopiec obchodzi się smakiem: Płacze Julek żal niebodze. A paluszki na podłodze. Nie wiem jak wasze wrażenia, ale  po wysłuchaniu takiej historii moje palce raczej już nigdy nie powędrowałyby w stronę buzi…. Gdy będziecie przyglądać się ilustracjom sporządzonym do tej historii, zwrócicie uwagę na elementy przeznaczone tylko dla dorosłych (żeby też coś mieli z czytania). Bez obaw, dzieci zawartych w nich aluzji nie zrozumiały - trzeba jednak przyznać, że wraz z treścią i puentą zbudowały one dosyć śmiałą całość.   

Także Khoa Le w swoich książeczkach dla dzieci straszy konsekwencjami niewłaściwych zachowań. Nie jest jednak tak okrutna jak Butenko. Jej bohaterów owszem również spotykają srogie kary za nieposłuszeństwo: a to ocean łez (Beksa, tekst TUTAJ), a to chcące się zaprzyjaźnić gigantyczne zarazki (Szymek brudas, tekst TUTAJ), a to drzewo, które wyrosło na głowie (Potraganiec, tekst TUTAJ) – ale w jej magicznym świecie nie ma rzeczy nieodwracalnych, dlatego dzieci zawsze dostają drugą szansę i nikt ich trwale nie okalecza.

02 marca 2016

2016: Lutowe czytadła i filmidła

Pogoda to niby żadna wymówka, ale to co dzieje się za oknem naprawdę nie zachęca do niczego. W skrócie: pada. Pada wszystkim i wszelkiej konsystencji, rzuca nawet żabami. W sumie brakuje jeszcze tylko latających rekinów i ataku zombie szarańczy.  

Próbuję sobie wmówić, że taka aura jest idealna do snucia przemyśleń. Mój mózg jednak zaciekle stawia opór. Zabarykadował się pod kołdrą, kocem, jeszcze jednym kocem i ani myśli wprawiać w ruch szare komórki. Nie wywabię go ani prośbą ani groźbą ani słodyczami… Zostaje mi więc zaparzyć sobie ciepłej herbaty i podsumować to co wydumał do tej pory, a o czym miałam okazję pisać w lutym.

29 lutego 2016

Koci indywidualiści / Co jest, kocie? Wszystko co musisz wiedzieć, aby zrozumieć swojego kota! - Małgorzata Biegańska-Hendryk/

Ahoj kociarze, obecni i przyszli, specjalnie z myślą o was powstał kolejny, świetny poradnik pt. Co jest, kocie?. Dla tych którzy dopiero planują zamieszkać z kociakiem i dla świeżo upieczonych akolitów, to zdecydowanie niezbędnik i skarbnica wiedzy o mruczkach. Po książkę powinni sięgnąć też doświadczeni opiekunowie, zwłaszcza gdy czują, że w ich relacje z podopiecznymi wkrada się coś niepokojącego lub po prostu chcą osiągnąć wyższy stopień wtajemniczenia w świat małych, futerkowych indywidualistów.

24 lutego 2016

Rodziny się nie wybiera. Czyżby? /Family, Rodzinka – John Landis/ 2006

Kojarzycie Kobietę jelenia (tekst TUTAJ)? John Landis zaprezentował nam ten obraz w pierwszej serii Mistrzów Horroru. W drugiej serii także mieliśmy okazję zetknąć się z jego twórczością. Tym razem reżyser zrezygnował ze zwierzęcych motywów i indiańskich legend, w których panny rozdają ciosy raciczkami, na rzecz mrocznych tajemnic skrywanych przez mieszkańców słodkich, sielskich przedmieść. I jak to z Landisem zazwyczaj bywa, znów zafundował nam więcej komedii niż grozy.   

Harold Thomphson (George Wendet) wydaje się niegroźny. To sympatyczny i wycofany tłuścioszek mieszkający w domku z zadbanym ogródkiem. Wprost idealny mieszkaniec amerykańskiego przedmieścia. Powszechnie wiadomo, że dopieszczone ganeczki, perfekcyjnie przystrzyżone trawniki, beztroscy, uśmiechnięci ludzie, to dla wielu wymarzona oaza spokoju. Głównie na zewnątrz, w środku bowiem to wylęgarnia świrów. Dlaczego? Urokliwa i pozornie bezpieczna okolica skutecznie usypia czujność potencjalnych ofiar. Wystarczy tylko umiejętnie wtopić się w otoczenie. A pan Tomphson osiągnął w tym mistrzostwo. Kamera zdradza jednak widzowi to, czego nie mają szansy zobaczyć za zamkniętymi drzwiami sąsiedzi: ten skromny, kulturalny, delikatnie obchodzący się z układanymi w wazonach kwiatami mężczyzna, ma psychopatyczną osobowość. A objawia się ona w dosyć szczególny sposób.

23 lutego 2016

A my tak łatwopalni… / Przeznaczenie, traf, przypadek – Jacek Cygan/

Czy wypada napisać, że TEN zbiór opowiadań nie powala? Że TO lektura lekkostrawna i niewymagająca? Dla osób które mają wypowiedzieć się na temat dzieła twórcy powszechnie uznanego i podziwianego, takie sytuacje stanowią nie lada zagwozdkę. Często wydaje się, że wyrażenie negatywnej opinii z jednej strony będzie odebrane jako brak szacunku wobec twórcy, z drugiej będzie świadczyło o tym, że jesteśmy ignorantami, że nie zrozumieliśmy. Bo przecież ON to napisał, więc to musi być dobre i głębokie – nie może być inaczej. Niestety treść opowiadań Jacka Cygana nie spowodowała, że mój świat rozpadł się na części pierwsze. Nie zbierałam się z mozołem z podłogi przygnieciona przez myśli i emocje. Nie wpadłam w zadumę, nie targam włosów z głowy… Chyba po prostu oczekiwałam od tej antologii zbyt wiele.

19 lutego 2016

Dobry pomysł nie wystarczy /Przebudzenie – Mateusz Tomaszewski/ DKK

Z jednej strony trudno się tą książką zachwycać i nie widzieć w niej błędów, z drugiej trudno przemilczeć fakt, że jednak posiada kilka atutów i całkowicie potępić starania autora. Przebudzenie Mateusza Tomaszewskego miało potencjał i zostało oparte na  bardzo dobrym pomyśle. Niestety, co powszechnie wiadomo, sam pomysł nie wystarczy. Na wartość lektury składa się bowiem wiele elementów, w tym konkretnym przypadku skrajnie zaniedbanych.

17 lutego 2016

Szalony Kapelusznik, Alicye i Tim Burton w walentynki, czego chcieć więcej?

To był dla nas bardzo intensywny weekend, dlatego nadal pozostajemy w walentynkowym klimacie – emocje udzieliły nam się po prostu na maksa! W sobotę, 13.02, nasza ekipa udała się do Siemianowickiego Centrum Kultury – Parku Tradycji, by uczestniczyć w Innych Walentynkach z Timem Burtonem. Jeśli ktoś jakimś cudem nie kojarzy tego reżysera, podrzucę kilka wskazówek: Gnijąca panna młoda, Mroczne cienie, Edward Nożycoręki, Alicja w Krainie Czarów, Sweeney Tood: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Jeździec bez głowy, Charlie i fabryka czekolady, Frankenweenie, Wielkie oczy, Duża ryba i Sok z żuka. Już wiecie o kogo chodzi? Mam nadzieję, że każdy z was widział chociaż jedną z tych perełek.

15 lutego 2016

Bieg walentynkowy czyli II Parkowe Hercklekoty 14.02.1016

Data: 14 luty 2016, godzina 12:00
Miejsce: Parku Śląski, Leśniczówka Rock’n Roll Cafe
Tytuł: II Parkowe Hercklekoty
Organizator: MK Team
Cena: wpisowe 30 zł na bieg główny i marsz nornic walking

Serduszko puka w rytmie cza cza
Posmarowałam tobą chleb
Miłości szuka w rytmie cza cza
Posmarowałam tobą chleb…

W walentynki wstałam - o dziwo - w świetnym humorze. Od rana też nuciłam wszystko co się tylko nadawało do nucenia. Nie mogę powiedzieć, że czyniłam to ze szkodą dla sąsiadów, bo oni wcale nie byli lepsi. Ogólnie zapowiadał się więc pozytywnie zmiksowany dzień. A co za tym idzie bieg też musiał być zakręcony. I wiecie co? Nie pomyliłam się w przypuszczeniach.

Skoro ścieżki miłości są zawiłe, to i ścieżki II Parkowych Hercklekotów (czyli biegu walentynkowego) nie mogły być proste. Organizatorzy przepuścili nas przez krzaczory po wąskich ścieżkach, po kamieniach i w błocie (ale kto się spodziewał takiego upału w lutym?), litościwie  pozwolili także trochę pobiec po asfalcie. Sporo było górek, które w raz z zaskakującą temperaturą mogły naprawdę przyprawić zawodników o palpitacje. Ideą imprezy nie było  jednak bicie rekordów, ale dobra zabawa.

14 lutego 2016

Literacki koci żarcik /O-BOOK – Iza Rozbicka/

Odwieczne prawo mówi: człowiek jest poddanym kota – nie odwrotnie. Książka, którą trzymam w rękach, od pierwszych zdań sprowadza do parteru wszystkich, którzy śmieliby myśleć inaczej. Iza Rozbicka, czyli osoba, która ją napisała, z rozbrajającą szczerością przyznaje, że jest tylko autorem-widmo na usługach kota. Orange, kocur o którym tutaj będzie mowa, postanowił bowiem napisać autobiografię. Z niewyjaśnionych jednak przyczyn (ludzki mózg nie jest wystarczająco rozwinięty by to ogarnąć), zdecydował, że nie będzie robił tego sam.

Na pewno nie chodziło o skromność, bo czego by nie mówić o Orange’u, to skromny on na pewno nie jest. Przede wszystkim nasz koci (anty)bohater to mistrz zachowywania energii na później, czyli po prostu leń, który niechętnie zajmuje się czymkolwiek innym poza zachwycaniem się samym sobą. Właściwie w skrócie możne przedstawić go tak:

12 lutego 2016

Czy miłość jest silniejsza od śmierci? - nekrofilka i zombie /Opowieść Haeckela – John McNaughton / 2005

Żeby nie było, że nie jestem romantyczna i nie dbam o walentynkowy klimat:

Czy miłość jest silniejsza od śmierci?

Zrozpaczony wdowiec jest pewien, że zna odpowiedź na to pytanie: jego miłość na pewno jest silniejsza od śmierci. Myśli, że jest w stanie znieść wszystko, byle tylko jego ukochana wróciła… Nic nie staje mu więc na przeszkodzie by ciemną nocą udać się do domostwa znanej w okolicy nekromantki. Nie straszne mu trzy groby przy wejściu na ganek, ani wyjątkowo zrzędliwe zaproszenie do środka. Gospodyni, pani Carnation (Micki Maunsell), jak się zresztą spodziewamy, do najmłodszych nie należy. Dziwi jednak jej podejrzanie kokieteryjne zachowanie wobec niespodziewanego gościa - on jednak zdaje się niczego nie zauważać. Mimo jego zapewnień, próśb i wypisanej na twarzy rozpaczy, kobieta nie chce spełnić prośby i zamiast przywrócić życie jego żonę, proponuje opowieść o nieszczęsnym Ernście Haeckelu. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, że został wystawiony na próbę, a wysłuchanie opowieści Miss Carnation, to tylko niewinny początek. 

09 lutego 2016

Hoolywoodzki uśmiech szkieletorka /Ignatek szuka przyjaciela – Paweł Pawlak/

Jak to jest spotkać szczerbatego szkieletorka, który zgrzyta kosteczkami pośród mroku? Pozornie nie zapowiada to niczego dobrego, a jednak można się zdziwić. Nieoczekiwanie może to być bowiem początek pięknej przygody.

Ignatek (I–Gnatek) bo o nim mowa, jest małym sympatycznym kościotrupkiem. I jak każdy mały kościotupek bardzo lubi się bawić. Niestety nie bardzo ma z kim. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak trudno jest mu znaleźć towarzysza zabaw, a sprawy jak na złość dodatkowo komplikuje brak zęba! Ignatek zamartwia się tym, że ostatnio jednego zgubił i przez to wygląda okropnie. A to na pewno nie pomoże mu znaleźć przyjaciela…

Snując się smutnie po okolicy spotyka dziewczynkę, która – o co za szczęście! – zakopuje właśnie w ziemi idealnie białego, ślicznego ząbka. Ignatek jest bardzo grzecznym szkieletem, dlatego nie chce potajemnie wykopywać skarbu dziewczynki. Zamiast dokonać grabieży grzecznie pyta, czy by mu go nie odstąpiła. Ta początkowo się waha, ale w końcu godzi się oddać mu ząb. Stawia jednak jeden warunek: Ignatek ma pomóc jej znaleźć przyjaciela… Co dzieje się dalej, musicie przekonać się sami. Napiszę tylko, że Ignatek przestaje krępować się swojego uśmiechu i oddaje dziewczynce jej ząb - czyli zakończenie, jak się na pewno domyślacie, jest szczęśliwe dla wszystkich.

08 lutego 2016

Film sponsorowany przez SMART GLASSES /JeruZalem – Doron Paz, Yoav Paz / 2015

Nie będę ukrywać: zwabiło mnie to wyróżnione w tytule, czerwone „Z” nawiązujące wyraźnie do Word War Z. To nie był zbieg okoliczności ani subtelna kokieteria, tylko czytelny przekaz: na ekranie pojawią się prędzej czy później żywe trupy. Jedyną zagadką pozostało w jaki sposób zostaną przedstawione przez izraelskich twórców. I niestety rozczarowały mnie. Po sensie, JeruZalem porównałabym raczej do słabego Jako w piekle tak i na ziemi (Tekst TUTAJ). Tyle, że zamiast demonów mamy tutaj skrzydlate latające zombie i tym razem nie ludzie schodzą do piekła, ale to ono wyłazi do nich. W sumie jedynym atutem tego filmu jest to, że naprawdę nakręcono go w Jerozolimie. Niestety wizja braci Paz nie porwała mnie, ani nie przekonała.

Szkoda, początek filmu był całkiem obiecujący i rozbudzał ciekawość widza. Pojawia się zapowiedź tajemnicy, której od setek lat strzegą przywódcy duchowi największych religii. Muszą działać razem przeciwko wspólnemu wrogowi, który co jakiś czas zaznacza swoją obecność na ziemi. Tę poważną i intrygującą atmosferę wstępu, szybciutko zastępują hihy i hahy dwóch rozpuszczonych, bogatych nastolatek, które wybierają się na wycieczkę życia. Sarah (Yael Grobglas) i Rachel (Danielle Jadelyn) postanawiają zwiedzić - a raczej mocno w nim zaszaleć - Izrael. Plany krzyżuje im jednak nowo poznany w samolocie przystojniak Kevin (Yon Tumarkin), który przekonuje je by wybrały się wraz z nim najpierw do Jerozolimy. Obeznany w horrorach widz oczywiście wie, że to zły wybór - czeka więc cierpliwie, na to, co się dziewczynom przydarzy.

05 lutego 2016

Kiedy grzebień jest wrogiem /Potarganiec – Khoa Le/

Dzięki książkom Khoa Le – tym o których do tej pory pisałam – mali czytelnicy mogą dowiedzieć się jakie są konsekwencje nieprzestrzegania higieny (Szymek brudas tekst TUTAJ) i nadmiernego mazgajstwa (Beksa tekst TUTAJ). Stanowią one nieocenioną pomoc wychowawczą dla rodziców, którym czasami już po prostu brakuje pomysłów i sił na to by przekonać do czegoś malucha. Sekret i moc tych opowieści tkwią w tym, że odpowiednio wyolbrzymione kłopoty w jakie popadają mali bohaterowie, wspaniale dopasowują się do dziecięcego sposobu pojmowania świata. Na szczęście tarapaty te nie są tak straszne by dzieci nie mogły po lekturze zasnąć.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...