31 sierpnia 2015

Sierpniowe czytadła i filmidła

Sporo się w tym miesiącu działo. Nękały nas upały, które spowodowały kryzys energetyczny. Efektem tego były ograniczenia w dostawie prądu i wody. Mózgi lasowały się od temperatur i w sumie ciężko było nawet czytać. Na dokładkę przyszło mi się zmierzyć ze spontaniczną przeprowadzką. Podobno nie ma czegoś takiego, no ale ja to ja - mogę z całą odpowiedzialnością potwierdzić, że jednak istnieje. I chociaż w momencie, gdy piszę te słowa wokół mnie walają się ubrania, buty i książki (na jedno i drugie należy mi się sądowy zakaz kupowania), a w lodówce obecne są tylko: śledzie (po kaszubsku - a co tam, jak szaleć to szaleć), ketchup (pikantny) i światełko - to uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Przyznam wam się, że jedną z przyczyn jest to, że skręciłam dziś stolik (dzięki czemu mam gdzie postawić laptopa i kawę), pokonały mnie jednak uchwyty i pokrywki z garnków - to kolejny dowód na to, że kuchnia nie jestem miejscem mi przeznaczonym. 

27 sierpnia 2015

Drogi inwazji /Zakażenie – Scott Siger/ Tom II

Wojna nuklearna czy uderzenie asteroid jest groźne, ale najbardziej palącym problemem przed którym stoi ludzkość to plaga - wojna biologiczna. Powyższe zdanie wypowiedział jeden z bohaterów serialu iZombie. Trudno się z nim nie zgodzić. Cóż przeraża nas dziś bardziej od wirusów, bakterii, grzybów, pasożytów, toksyn, które nie tylko dziesiątkują populację ludzi w zastraszającym tempie, ale na dokładkę odbierają człowiekowi jego ukochaną wolną wolę, możliwość decydowania o samym sobie, a w skrajnych przypadkach odbierają nawet możliwość myślenia? Jeśli nie zginiemy, stajemy się jakąś wersją zombie: jednostką zaprogramowaną przez potężną siłę, małym trybikiem w ogromnej maszynie zniszczenia. Kluczowy problem stanowi tutaj rozmiar – agresor najczęściej nie jest ogromnym potworem, jego mikroskopijne gabaryty czynią go niewidzialnym dla homo sapiens. Poza tym szybko się rozprzestrzenia, a jako przeważający  liczebnie wróg jest trudny do pokonania. Nie ważne więc czy w grę wchodzą jakieś obce formy życia (Gwiezdne wrota, Ostatnie dni na Marsie, Inwazja) czy ziemskie potworności (Martwica mózgu) wszystko zasadza się na tej samej obawie, na tym samym lęku, który ulega znacznemu wzmocnieniu w sytuacji, gdy okazuje się, że wróg szybko się uczy. Zbyt szybko.

26 sierpnia 2015

O książce obrazem #8

Infekcja i Zakażenie Sigler'a zrobiły na mnie spore wrażenie. Za ich sprawą na kilka godzin oderwałam się kompletnie od rzeczywistości. Nie mogłam więc nie podjąć próby zilustrowania kilku scen związanych z tymi książkami. To co widzicie, to i tak tylko maleńki wycinek myśli i obrazów, które szamotają się w mojej głowie odkąd dałam się wciągnąć w tę historię. Mam szczęście, że mnie jeszcze nic nie swędzi :)

Oba tomy stanowią gotowy scenariusz na naprawdę świetny serial, będący wybuchową mieszanką kilku gatunków: horroru, thrillera, sci-fi i sensacji. Jestem ciekawa, jaki byłby efekt przeniesienia wojny z tajemniczymi pasożytami-obcymi na ekran. Na razie jednak trzymam kciuki za Wydawnictwo Gmork, oby jak najszybciej wydało trzecią i ostatnią część trylogii. 

Infekcja Scott Sigler

Infekcja i Zakażenie Scott Sigler

Zakażenie Scott Sigler

Infekcja i Zakażenie Scott Sigler

W trakcie robienia zdjęć nikt nie ucierpiał. W roli głównej wystąpiło: mięcho z kurczaka.

22 sierpnia 2015

Zanim się podrapiesz – przeczytaj / Infekcja – Scott Sigler/ Tom I

Uczyliście się na biologii o osach z gatunku Glyptapanteles, które usypiają gąsienice i składają w nich jaja? Jeśli nie, należy wam się kilka słów wyjaśnienia: po wykonanej misji osy odlatują, a przebudzona gąsienica nieświadoma niczego, w spokoju wiedzie dalej swój gąsieniczy żywot, głównie jedząc. Larwy, gdy już się wyklują, wyżerają żywicielkę od środka, do samego końca utrzymując ją przy życiu. Instynktownie nie dotykają kluczowych dla jej życia organów. Superochroniarz zapewnia larwom pokarm i kryjówkę, tak długo aż nie dojrzeją. Gdy bufet przestaje być potrzebny, maleństwa wydostają się z ofiary, rozrywając ją. Czy trzeba wspominać, że gąsienica w trakcie „narodzin” jest nadal żywa i wszystko „czuje”? Chyba nie. Matka natura co dzień kręci  świetne filmy grozy, deklasując ludzkich twórców. Niektórzy na szczęście potrafią czerpać z niej inspirację, tak jak autor Infekcji. W książce Sigler'a ludzie zajmują miejsce gąsienic. Ta informacja poraża naszą świadomość. Ale kim są osy, które umieściły w ciałach homo sapiens tajemnicze trójkąty – tego się z pierwszego tomu nie dowiemy. Pozostają nam tylko domysły, które powodują, że kierujemy przerażony wzrok ku niebu.  W każdym razie ci „ktosie” nie mają  przyjaznych zamiarów.

21 sierpnia 2015

Dzieciaki w lesie i brak zasięgu / Śmiertelna gorączka, Cabin Fever- Eli Roth /2002

Na początku filmu słyszymy tylko bzyczenie much. Niezbyt przyjemny dźwięk, zwłaszcza, gdy zdamy sobie sprawę, co te owady zazwyczaj pobudza. Nieprzyjemne odgłosy i intrygujący tytuł – zapowiadało się dobrze.

Punkt wyjścia jest faktycznie dosyć ciekawy. Grupka młodych przyjaciół: piękna i piękny, miła blondyneczka i zakochany w niej od zawsze ciapek oraz głupek-maskotka wybierają się z okazji ukończenia college’u na zasłużony wypoczynek do domku w górach. Ten oczywiście znajduje się w środku lasu z dala od innych siedzib ludzkich. I zgadnijcie co jeszcze? Nie ma tam zasięgu. Zaskoczeni, prawda? W każdym razie tym razem nie czeka na bohaterów żaden morderca, UFO, mutant ani rekiny (te potrafią atakować już nawet z powierza, więc zorganizowanie sobie uczty w leśnym domku, to dla nich bułka z masłem). A więc co? Jeśli jeszcze się nie domyśliliście spójrzcie na tytuł: czeka tam na nich jakieś paskudne choróbsko. Przednią zabawę przerywa owrzodzony człowiek, który błaga o pomoc. Nasi przyjaciele tak bardzo boją się zarazić, że nie zachowują się zbyt grzecznie wobec niespodziewanego gościa. Na tym etapie akcja przypomina jeszcze „normalnego” slashera (chociaż bez psychopaty w tle). Owszem zachowanie miejscowych w sklepiku i dziwnego dzieciaka są „nieco” ekscentryczne – jednak to mała mieścinka, gdzieś na uboczu i  zazwyczaj w takich filmach tubylcy nie są zbyt rozgarnięci. Adrenalina w trakcie akcji i ciało migdałowate odpowiedzialne za reakcję „walcz” lub „uciekaj”, mogła przytłumić empatię bohaterów, dlatego postąpili oni z chorym tak a nie inaczej. Sprawy zaczynają się komplikować dopiero w momencie, gdy pozwalają oni umierać swojej koleżance w odosobnieniu i każdy próbuje się ratować na własną rękę. Policjant za to zdaje się nie zauważać, całego ubabranego we krwi samochodu, jego śledztwo dotyczy raczej rodzajów zabaw urządzanych w domku, do których chętnie by się przyłączył. Zaczynamy wietrzyć pismo nosem: staje się jasne, że nikt nie chciał nas specjalnie w tym filmie straszyć. Miało być po prostu obrzydliwie i śmiesznie. Nie oglądamy bowiem horroru a czarną komedię.

20 sierpnia 2015

Chupacabra, El chupacabra…. /Indigenous – Alastair Orr / 2014

Po niezbyt dobrych The unforgiven (2010) i Expiration (2011) Alastair Orr zabrał się za wyreżyserowanie kolejnej - również niezbyt udanej – produkcji: Indigenous. Do listy TOP 10 najlepszych twórców horrorów ten reżyser na pewno nie należy. Nic dziwnego, że nie udało mu się wykorzystać potencjału tajemniczych stworzeń, które nie należą do świata zwierząt ani do świata demonów. Chupacabra najwyraźniej musi jeszcze poczekać na swoje „pięć minut”.

Film jest schematyczny, typowe „kopiuj" i "wklej” podobnych produkcji, muszę jednak przyznać, że minimalnie mnie zaskoczył. Grupa przyjaciół, jak to w tego typu obrazach bywa, wyjeżdża na wakacje do Panamy. Czasami bohaterom nie udaje się dojechać na miejsce, ponieważ wybierają jakiś fatalny skrót, gdzie czyha na nich "…" (wstaw dowolne), a jeśli bez problemów udaje im się dotrzeć na miejsce, okazuje się, że zamiast do arkadii trafili do samego przedsionka piekła, gdzie będą próbowali bezskutecznie stawić czoła "…" (wstaw dowolne). Tym razem nasi bohaterowie: po pierwsze bezpiecznie dojeżdżają na miejsce, po drugie spędzają całkiem udany urlop. Po prostu szok. Nic się nie dzieje! Słuchamy infantylnych rozmów pozbawionych większego sensu - które zapewne miały sprawić, że się przywiążemy do postaci i będzie nam potem przykro, że giną – i oglądamy prężące się  przed kamerą aktoreczki – ale nie łudźcie się golizny nie ma. W skrócie: imprezują, chleją, snują plany na przyszłość, kłócą się i kochają. Wstęp został zanadto rozwleczony i w efekcie jest nudnawy do kwadratu. Bohaterowie bawią się jednak dobrze. Pewnie tak by zostało, gdyby jeden z urlopowiczów - bezrobotny Scott (Zachary Soetenga) - nie postanowił urozmaicić im wypadu. Okazuje się, że mają do wyboru liczne lokalne atrakcje, najciekawsza wydaje się jednak tajemnicza PRZEŁĘCZ DARIANA. W internecie pojawiają się doniesienia o zamieszkujących ją tajemniczych stworzeniach i zaginięciach kolejnych turystów. W sieci można jednak znaleźć wszystko, więc kto by się tym przejmował? Niezrażeni ostrzeżeniami tubylców, nasi bohaterowie wybierają się do dżungli pochlapać się przy wodospadzie. Najwyraźniej hotelowe baseny i ocean są już passe. Na miejscu, wiadomo, zaczyna się jatka. Jeżeli ktoś w ogóle dotrwał do tej części filmu Orra, to gratuluję.

18 sierpnia 2015

Jasna strona nocy /Potwory w nocy – Pablo Muttini/

Lęk przed ciemnością to atawizm, pamiątka, którą pozostawiła nam ewolucja. Przez setki lat nadejście zmroku stanowiło dla człowieka zapowiedź zguby, jeśli nie zdążył się ukryć. Na szczęście, sporo wody od tamtych czasów upłynęło i oswoiliśmy już trochę noc, rozświetlając ją, jak tylko się da. Jednak każdy z nas doskonale zna to uczucie, które budzi się, gdy nagle znajdujemy się poza jakimkolwiek źródłem światła. Doznajemy wtedy zderzenia z tajemniczą, potężną siłą. Nagle doświadczamy z całą mocą, jak jesteśmy mali i słabi. To co za dnia pospolite i niezauważalne, nabiera zupełnie nowych kształtów i nowego wyrazu - przerażającego zazwyczaj. Nasze zmysły, nie ma się co czarować – nie mają co konkurować ze zwierzęcymi i najlepiej funkcjonują w świetle dnia. W nocy zmysł wzroku, dzięki któremu pozyskujemy najwięcej informacji o otaczającym nas świecie, staje się bezużyteczny. Nasze szanse na przetrwanie drastycznie więc maleją. Niepokój i strach są uzasadnione – organizm słusznie zaczyna panikować, chociaż robi to trochę na wyrost.

17 sierpnia 2015

Tymczasowce i dachowce /Biuro kotów znalezionych - Kinga Izdebska/

Kiedyś, hen hen, lata świetlne temu, prawie że w innym życiu miałam kulinarną przygodę. Tak, moi drodzy i mnie się to przytrafiło: próbowałam coś ugotować. Składniki były dobre, smaczne i świeże - wszystkie bez wyjątku. Niestety wrzucone bez składu, ładu i należytych proporcji do jednego gara nie stały się rewolucyjnym odkryciem wszech czasów. Mimo to, efekt był powalający. Nawet pies, którego nie dało się oduczyć od tego, że znaleziona kupa to nie przysmak, a truchło to nie perfumy od Diora i lepiej się w TYM nie tarzać, nie chciał tego skosztować. Mój ówczesny partner wykazał się więc prawdziwym heroizmem, gdy ze łzami w oczach przełykał kolejne kęsy. Zorientowałam się jednak, że coś jest nie tak i pozwoliłam mu – łaskawca – nie jeść dalej.

Podobnie ma się sprawa z książką Izdebskiej. W sumie wszystko o czym autorka napisała jest ważne. Każdy element jest sam w sobie ciekawy. Wszystkie naraz jednak tworzą bałagan. Nie wiadomo czym ta książka jest: zbiorem i anegdot z życia autorki, opowieścią o pracy i rozterkach wolontariusza, o kociej społeczności, o nie takich anielskich kociarzach, o samych kotach, o schroniskach, o modach na rasy?? O obalaniu mitów i przesądów, które przylgnęły do mruczków np. że zawsze spadają na cztery łapy, zjedzą wszystko, są fałszywe? Jeżeli chodzi o te ostatnie, to ja to wszystko wiem. Ale gdyby tę książkę przeczytał ktoś, nie mający dotychczas kontaktu z kotami, raczej by autorce nie uwierzył.... Zwłaszcza, że ta przecież przez piętnaście lat żyła z kotką Aurą, a o sierściuchach wie przerażająco mało i wszystko „w temacie” jest dla niej odkryciem. Ucieszyłam się, gdy Izdebska wspomniała o pseudo-hodowlach. Widząc jednak, że tylko wspomniała poczułam się rozczarowana. To za mało, by ktoś kto nie miał z tym styczności zrozumiał powagę problemu... Podobnie niezrozumiała była dla mnie postawa: „jestem sobą”, więc nie tworzę emocjonalnych ogłoszeń adopcyjnych, które mają miliard razy większą skuteczność od moich – oschłych i czysto informacyjnych. Pogubiłam się: o dobro kotów chodziło czy o ego wolontariuszki? Częste zmiany wątków powodowały, że nie wiedziałam czasami czy nadal czytam o kimś, czy już o autorce, to retrospekcja, czy obecna chwila. Za dużo żonglowania. Z przykrością stwierdzam, że gdybym po lekturze chciała zaczepić się w jakiejś fundacji pro-zwierzęcej nadal nie wiedziałabym o co chodzi w tym zajęciu. W sumie to nie wiem nawet, co autorka robi. Chyba nie po drodze mi po prostu ze sposobem widzenia świata przez Izdebską.

15 sierpnia 2015

II Bieg Powstań Śląskich 15.08.2015

Data: 15.08.2015, godzina 10:00
Miejsce: Park Śląski
Tytuł: II Bieg Powstań Śląskich 15.08.2015
Organizator: Park Śląski, Stowarzyszenie Powstań Śląskich 90, Urząd Marszałkowski, Miasto Chorzów
Cena: wpisowe 15,00 zł

Afrykańskie upały trwają w najlepsze. Trawa wypalona do ziemi, ograniczenia w dostawie prądu, wyraźny spadek ciśnienia i jakości wody, żar wypalający płuca, to tylko część towarzyszących nam od jakiegoś czasu atrakcji. Nawet cień drzew nie daje już otuchy. Błagamy już o litość, o deszcz! Ale niestety, natura pozostaje na te prośby głucha. Mimo nawadniania także nasze organizmy coraz bardziej cierpią, mięśnie tracą swoją sprężystość - z dnia na dzień czuć to coraz bardziej. Byłam pełna obaw, co do dzisiejszego 10 kilometrowego Biegu Powstań Śląskich. I jak widać całkiem słusznie. Pogoda mnie pokonała. Dlatego dziś nie będę się nadto rozpisywać. Na pewno na długo zapamiętam ten nadludzki wysiłek, jaki mnie ta trasa kosztowała.

O książce obrazem #7

Lenka, mimo iż jest bardzo mała, miała już okazję zasmakować w życiu wiele przykrości. Rówieśnicy szydzą z niej, gdyż jest "inna". Zestawienie kolorystyczne ilustracji zawartych w książce - czerwień i szarość - zaowocowały, dosłownie i w przenośni, taką oto interpretacją.

Zatrute jabłko i swoista broń dziewczynki. Tekst o książce TUTAJ.


14 sierpnia 2015

Jesteś piękna taka jaka jesteś /Lenka – Katalin Szegedi/

Góra mięsa, szafa trzydrzwiowa, wieprz, spaślak, pulpet, klucha, beka, kloc, kolubryna, wieloryb, tucznik. To tylko kilka określeń – i to tych łagodniejszych – które potrafią wykrzykiwać nasi „milusińscy”, te aniołki i niewiniątka, za osobami borykającymi się z nadmiarem kilogramów. Niestety prawda jest taka, że dzieci potrafią być okrutne. Zwłaszcza, gdy poczują siłę grupy i obiorą sobie kogoś za cel drwin. I chociaż książka Szegedi porusza ten temat w łagodny sposób, nie da się nie zauważyć jego powagi. Przecież Lenka słyszy: Pobaw się lepiej ze swoją świnką, ty prosiaku, Masz tu swoje hula –hop jeśli się do niego zmieścisz, Turlaj się stąd lepiej. Jak trzeba być nieczułym, jak mało mieć w sobie empatii, by wypowiedzieć takie słowa? Tak, temat szydzenia z odmienności jest bardzo ważny, każdy zdaje sobie sprawę, że przedstawiony w Lence aspekt inności, jest tylko jednym z wielu, że to duży problem.

13 sierpnia 2015

Świat bez zwierząt /Nagle w głębi lasu - Amos Oz/

Amos Oz to jeden z najwybitniejszych izraelskich pisarzy. Nie bez powodu: ja jestem zachwycona wielowymiarowością i metaforycznością jego opowieści. Nagle w głębi lasu, to baśń skierowana nie tylko do młodszego czytelnika lecz do czytelnika w każdym wieku – takiego, który chce słuchać, ma otwarte umysł i serce. Autor bowiem udowadnia swoim tekstem, że rzeczywistością jest nie tylko to, co widzi oko, słyszy ucho i czego można dotknąć ręką, ale także to, co pozostaje ukryte przed okiem i dotykiem, a ujawnia się czasami, tylko na chwilę, temu, kto umie uważnie słuchać uszami ducha i dotykać palcami myśli.

Strach przed nocą, strach przed lasem, strach przed przeszłością, strach przez prawdą – strach, to uczucie które stale towarzyszy mieszkańcom wioski. Wiele lat temu doszło tutaj bowiem do dziwnego zdarzenia: pewnej nocy wszystkie zwierzęta zniknęły. Wiadomo tylko tyle, że winny temu jest demon Nehi. Dorośli jednak od czasu do czasu, cicho przyznają, że to poniekąd także ich wina. Zaraz jednak zmieniają zdanie i uparcie twierdzą, że zwierząt nigdy w wiosce nie było. W ogóle nie istnieją! To wymysły nauczycielki, która nie ma męża, bo nikt jej nie chciał i się jej od tego poprzewracało w głowie! Drwiną i szyderstwem zagłuszają prawdę. Mati i Maja są inni, czują jednak, że coś tu jest nie tak, że rodzice nie mówią im wszystkiego. Utwierdza ich w tym pewne odkrycie, którego dokonują na jednym ze spacerów. Postanawiają wyruszyć więc do lasu i zbadać sprawę, nie chcą dłużej żyć w kłamstwie i w lęku.

12 sierpnia 2015

Spełnię wszystkie twoje życzenia.../Djinn – Tobe Hooper /2013

Gdy usłyszymy słowo „dżin” i w pierwszej kolejności nie pomyślimy o pewnym trunku, to przypomni nam się historia Aladyna i jego niebieskiego, dowcipnego kumpla. Prawdziwa baśń o przygodach wytrawnego złodziejaszka ma jednak niewiele wspólnego z Disneyowską produkcją, ale to insza inszość. Film filmem, baśń, baśnią -  dżiny wywodzą się z mitologicznej rzeczywistości. Według wierzeń przedmuzułmańskiej Arabii, powstawały z ognia lub dymu, były niewidzialne i mogły przybrać dowolny kształt. Utożsamiały one przede wszystkim wrogie człowiekowi siły natury. Mimo upływu czasu, historie o tych specyficznych demonach nadal pozostały żywe w ludowej tradycji muzułmańskiej. Zwłaszcza, że na swój grunt zaadoptował je islam. Uznaje, że bóg stworzył trzy kategorie istot rozumnych: anioły (ze światła), ludzi (z gliny) i dżiny (z ognia).

Związek Salame i Khalida wisi na włosku. Ich dziecko nagle umarło, kobieta przechodzi załamanie i boryka się z wyrzutami sumienia. Khalid postanawia więc, że wraz z żoną wróci w rodzinne strony. Niby chce pozostawić za sobą Nowy Jork i związane z nim przykre wspomnienia, tak naprawdę dostał świetną ofertę pracy. Kariera Salame i jej zdanie się nie liczy – relacje w związku stają się napięte. Firma wynajęła dla małżeństwa nawet apartament w Ras – al Chajma, jak się okazało, w przeklętym miejscu. Na dokładkę odizolowanym od świata i otoczonym gęstą mgłą – mniej więcej tak sobie wyobrażamy atmosferę i otoczenie siedziby Draculi w Transylwanii. Od razu po przeprowadzce zaczynają się dziać tutaj dziwne rzeczy i widz od razu wie, że nasza para została tutaj sprowadzona nieprzypadkowo. I wiemy już co jest na rzeczy, czekamy więc cierpliwie na rozwój wypadków.

Wiele zdradza nam zamieszczona na początku filmu scena, w której amerykański turysta pragnie zwiedzić opustoszałą osadę, którą zniszczył podobno dżin. Jak się kończą wycieczki Amerykanów wszyscy wiemy (chociażby Świątynia), więc wątek ten kompletnie się nie liczy. Stał on się tylko i wyłącznie pretekstem do tego byśmy poznali legendę o dziecku dżina i mężczyzny, w którym, uśpiono demoniczną naturę i które odebrano matce. Jak się łatwo domyśleć demonica nie spocznie zanim nie odnajdzie swojego potomka. Tym samym klocki dotyczące fabuły układają się w zastraszającym tempie. Mimo to, oglądałam film mają nadzieję, że to przecież nie może być aż tak oczywiste, może reżyser zaskoczy mnie jakimś nagłym zwrotem akcji? Niestety film jest całkowicie przewidywalny, podobnie jak wszystkie sceny jump. A bark napięcia i niepewności powoduje, że nawet troszeczkę nie straszy.Równie fatalne co nieudane próby straszenia jest zakończenie. Najwyraźniej zabrakło na nie pomysłu, więc spuszczam na nie kurtynę milczenia.

11 sierpnia 2015

O książce obrazem #6

Kolejny obraz został zainspirowany słowami jednego z bohaterów wspaniałej książki Amosa Oza Nagle w głębi lasu (o tekście TUTAJ). Historia zawarta w książce jest niezwykle emocjonalna, opowiada o świecie w którym nie ma zwierząt. Wspominany bohater cierpi katusze z powodu tęsknoty za swoim czworonożnym przyjacielem, a nawet termitem. Wspomnienia Almona, jego pragnienia i marzenia są iluzją. Dlatego zostaje odepchnięty przez społeczność w której żyje. 

W swoim zeszycie Almon napisał między innymi, że bez tych żywych istot nawet najpogodniejsze letnie noce sprawiają wrażenie, jakby spowijała je gęsta mgła, która opada na wszystko, niemal przygniatając swoim ciężarem  i wioskę, i jego serce i las.

...rzeczywistością jest nie tylko to, co widzi oko, słyszy ucho i czego można dotknąć ręką, ale także to, co pozostaje ukryte przed okiem i dotykiem, a ujawnia się czasami, tylko na chwilę, temu, kto umie uważnie słuchać uszami ducha i dotykać palcami myśli.

10 sierpnia 2015

Więc chodź pomaluj mój świat, na żółto i na.....żółto! / Świat na żółto – Albert Espinosa/

Na początku byłam niesamowicie zaintrygowana tą pozycją. Intensywny, krzykliwy żółty kolor przykuwał nie tylko mój wzrok, ale pobudzał także zmysły. Nie bez powodu to ulubiona barwa Konfucjusza i buddyjskich lamów. Dla nich żółty stanowił i stanowi symbol intelektu, wiedzy i oświecenia. Dodatkowe znaczenia tego koloru to: wysłuchaj mnie, mam ci tyle do przekazania. Kolor wybrany przez Alberta nie jest więc wcale przypadkowy. Blask, radość optymizm emanujące z tej barwy mógł on wybrać intuicyjnie, ale na pewno nie przypadkowo. W każdym razie nie chcę brać pod uwagę tego, że maczała w tym palce zmyślana machina marketingowa. Mając więc TAKĄ książkę w rękach liczyłam na to, że autor dzieląc się ze mną swoimi odkryciami, pokaże mi coś świeżego, nowego. Niestety odkąd ją otwarłam, nieustannie mogłam nucić „ale to już było”.  Szkoda, że autor nie skupił się najpierw na opisaniu swojej koncepcji ŻÓŁTEGO i ŻÓŁCI jako stylu życia. Wtedy książka nabrałaby większego sensu – przynajmniej dla mnie.

Z przykrością muszę stwierdzić, że podczas lektury się męczyłam. Nie jest to pierwsza poradnikowo - motywacyjna książka o tym, jak żyć by być szczęśliwym, jaką przeczytałam. Może dlatego część odkryć Alberta, umieszczonych w centralnej części książki, wydaje mi się bardzo wtórna. To tylko kalki znanych od dawna narzędzi. Wystarczy najwyraźniej lifting, nowe ciuszki i kolejna odsłona – można podbijać rynek czytelniczy. Odkrycia te mają oczywiście wielką wartość – w to nie wątpię - zwłaszcza, że mają wydźwięk bardzo osobisty. Czas i miejsce, w którym się dokonały, za czyją sprawą jest bardzo ważne. Wielu z nas dzięki takim olśnieniom, jeśli się tylko odważy, odmienia swoje życie. Nie jest to jednak powód do tego, by od razu pisać książkę - kolejną z wielu. Chociaż z drugiej strony już Boyard pisał, że W skrajnych sytuacjach zawsze tworzymy narracje. Nic więc w tym dziwnego, że chory chłopak zaczął notować i, że zapragnął się tym co spisał podzielić. A, że nie powstało z tego nic wybitnego ani literacko ani tematycznie, nie jest ważne. Możliwe, że ktoś, kto ma z radami dotyczącymi rozwoju osobistego, asertywności, pracy z ciałem, spoglądania na przeszłość, stratę, zmianę, cieszenia się drobnostkami każdego dnia, pierwszy raz do czynienia będzie tą pozycją zachwycony. Ja tylko w kółko wspominałam chociażby: Kto zabrał mój ser? Spencera Johsona, NLP według Dantego Jana Raudnera, Pewność w niepewności Susan Jeffers, Cokolwiek pomyślisz, pomyśl odwrotnie Paula Ardena a nawet Przez dziesięć minut Chiary Gamberale.

09 sierpnia 2015

Rekiny na zakupach / Bait, W szczękach rekina 3D - Kimble Rendall/ 2012

Ja to mam najwyraźniej słabość do rekinów. Z uporem maniaka wracam do animal attack z nimi w rolach głównych. Wracam, wracam i oczom coraz bardziej nie wierzę. Tym razem znów trafiłam na horror, który nie straszy. Co gorsza także nie śmieszy, więc nie kwalifikuje się nawet do horrorku kina klasy „Z”. Paradoksalnie tylko poczucie humoru i dystans do tematu mogły uratować tę nakręconą – niestety - śmiertelnie poważnie produkcję o ludożercach, które polowały w centrum handlowym. Nie, nie przewidzieliście się: w CENTRUM HANDLOWYM.

Żaden rekin, nawet taki z kulawą płetwą, nie chciał w tym zagrać. Widz musi się więc zadowolić bestią wygenerowaną komputerowo. A, że nieudolnie i topornie, o tym przekonujemy się już w pierwszych minutach filmu, gdy ku radości gawiedzi, sztuczny twór wyskakuje z morskich odmętów i pożera przyjaciela głównego bohatera (Josh -Xavier Samuel), który był bratem jego narzeczonej (Tina -Sharni Vinson). Rozdrabniam się nie bez powodu, powiązania rodzinne itd. są dla tej fabuły bardzo ważne. Ważniejsze nawet od rekinów i jatki, którą te miały nam zafundować.

08 sierpnia 2015

Gdy woda znika /Studnia, The Well - Thomas S. Hammock/ 2014

Afrykańskie upały, które męczą nas od tygodnia, to świetne uzupełnienie filmu. Na zewnątrz nie ma czym oddychać, a bezlitosne słońce wytapia z nas wszystko co się da. Trawa żółknie, niektóre drzewa wyglądają już jakby przyszła do nich jesień. Brakuje jeszcze tylko ziarenek piasku, zgrzytających nam między zębami. Z lękiem patrzymy więc na zmagania bohaterów, którzy od dziesięciu lat nie widzieli kropli deszczu. Ich problemy stają się nam dotkliwie bliskie, niebezpiecznie wręcz bliskie. Zaczynamy się zastanawiać, co jeśli TO właśnie się zaczęło? Co jeśli natura się zbuntowała? Ledwie przeżywamy tydzień, a co dopiero dziesięć lat! Utożsamiamy się z ponurym obrazem do tego stopnia, że początkowo nie dostrzegamy niedociągnięć fabuły. One nabierają kształtu dopiero późną nocą. Wkradają się do mieszkania wraz z delikatną, chłodną bryzą, przez otwarte na oścież okno. Wtedy dopiero zaczynamy widzieć wyraźniej.

Od pierwszych scen oglądamy wszechobecną ruinę. Dolina, niegdyś pełna uprawnych pól zamieniła się w pustynię. Gospodarstwa zostały zrujnowane, wszędzie walają się niepotrzebne śmieci. Nie ma zwierząt ani roślin. Miejsce nie jest jednak opuszczone. W zakamarkach budynków, w piwnicach i na strychach, ukrywają się ludzie. Nie ukrywają się jednak przed słońcem i suszą. Jak to w takich sytuacjach bywa, głównym wrogiem człowieka staje się drugi człowiek. Carson (Jon Gries) – naczelny czarny charakter - uważa, że woda jest jego własnością, a mieszkańcy doliny go okradają, korzystając ze starych studni. Osusza je więc i próbuje na wszelkie sposoby wypłoszyć „szkodniki”: fałszywymi obietnicami, groźbą i podstępem. Część ze złapanych ludzi werbuje do swojego obozu, większość jednak nie przeżywa spotkania. Historia skupia się na losach siedemnastoletniej Kenadl (Haley Lu Richardson), która wraz ze swoim chorym chłopakiem Deanem (Booboo Stewart), marzy o ucieczce z doliny „na drugą stronę”. Chcą odlecieć, a do osiągnięcia celu - uruchomienia latającego wehikułu - brakuje im tylko jednej części zamiennej. Poszukiwawcze wyprawy Kenadl z dnia na dzień stają się coraz bardziej niebezpieczne, gdyż Carson niestety depcze jej po piętach.

07 sierpnia 2015

Takich debiutów nigdy za wiele /Pijany skryba – K.A. Kowalewska/



Moim zdaniem świetny debiut. Kapitalne postacie, lekka, wciągająca intryga, elastyczny i pełen humoru język. Pijanego skrybę Kasi Kowalewskiej czytałam z wypiekami na twarzy i to bynajmniej nie z powodu upałów. I z czystym sumieniem będę tę książkę polecać.

Macho man

Wyobraźcie sobie takie trio: Mariusz, napakowany jak szafa trzydrzwiowa łysol z wytatuowanymi na rękach nagietkami (lub w trzydziestostopniowym upale odziany szczelnie w bluzę, co wcale lepiej napotkanym osobom nie wróży), Sylwek chucherko o łzawiących oczach, zasłaniający oblicze grzywką, który porozumiewa się ze światem na migi i Maciek – w miarę normalna życiowa „fajtłapa”, w wiecznie upapranych ciuchach i specyficznym gustem, jeśli chodzi o płeć przeciwną. Koks, emo i ciarach. Myślicie, że ktokolwiek mógłby potraktować taką „paradę różności” poważnie? Chyba nic dziwnego, że bardzo źli ludzie chcą naszą trójkę oszukać. Na szczęście wrodzona odporność na porażki, pomaga im wyjść cało (lekkie obrażenia się nie liczą) z każdej opresji.

Nie da się tej trójki nie polubić: chleją na umór, nie przebierają w słowach, nie są tytanami pracy, nie mają miliona skrywanych talentów, nie doznają objawień,  nie ratują świata przed zagładą (no może tylko swój prywatny). Nie można im odmówić jednego: członkostwa w klubie pechowych szczęściarzy, czym wzbudzili moją niekłamaną sympatię. Krótko i na temat: kapitalnie zakreślone męskie postacie. Autorka ma chyba siódmy zmysł.

05 sierpnia 2015

Od przybytku głowa boli, a nawet trzy /Trójgłowy rekin atakuje, 3-Headed Shark Attack - Christopher Ray/ 2015

Nie zdążyłam jeszcze napisać kilku słów o dwugłowym rekinie, a tutaj już atakuje trójgłowy. W każdym razie oba filmy są osobnymi produkcjami, więc spokojnie mogę napisać najpierw parę słów o nieparzystogłowym monstrum. Muszę przyznać, że Christopher Ray nie próżnuje. Po sukcesie: Megarekina vs Krokozaurus, nakręcił Megarekina vs Kolosus, a po Ataku dwugłowego rekina stworzył....sami wiecie co: kolejny film dla koneserów kina klasy „Z” – tylko i wyłącznie.

Tym razem, w zaprezentowanej widzowi sieczce, zakamuflowano love story. Przedstawiono nam historię pary, której drogi kiedyś się rozeszły. Postanowili oni bowiem na inne sposoby ratować naszą planetę przed bezmyślną działalnością człowieka. Zupełnym przypadkiem po latach spotykają się na supernowoczesnej, podwodnej eko-stacji badawczej. Tutaj patrząc sobie głęboko w oczy i opowiadając świadkom spotkania (niezainteresowanym tematem) swoją historię przeżywają atak rekina mutanta. Skoro zrobiło się nagle tak tłumnie na stacji, rekin też chciał ją pozwiedzać, niestety ta nie wytrzymała jego odwiedzin i się rozpadła. Dodatkowo w rekinim brzuszku najwyraźniej zaczęło mocno burczeć, ponieważ zaczął on zjadać wszystko co się napatoczyło. W efekcie – wiadomo - krew leje się strumieniami, co widz może zaobserwować tylko w postaci czerwonej pianki na powierzchni wody. Część bohaterów ginie, część ucieka, część żegna się z życiem podczas ucieczki. W to wszystko wplątuje się jeszcze straż przybrzeżna i statek „imprezowy”. To co na początku w miarę miało sens, od pewnego momentu zamieniło się w totalnie przekombinowaną gonitwę/ucieczkę (ciężko wyczuć), z Maczetą (Danny Trejo) na czele. U jego boku, także Rob Van Dam miał tutaj swoje pięć minut. Widać granie w takiego typu produkcjach staje się modne wśród aktorów. Zwłaszcza tych, którzy mają sami do siebie dystans lub szukają nowych form autopromocji. 

04 sierpnia 2015

Wprowadzenie do historii /Z dawnej Polski - Anna Świrszczyńska/

Gdy decydowałam się na tę książkę, czułam, że w którymś kościele dzwoni, ale nie za bardzo wiedziałam, w którym. Okazało się, że miałam już przyjemność (chyba jak większość osób z tego pokolenia) czytać historie Świrszczyńskiej wydane jako seria książeczek przez Wydawnictwo Literackie w 1968 roku. Jak już zdradziły nam zaprezentowane poniżej okładki, Z dawnej polski wydawnictwa Bellona zawiera cztery teksty: Jak myszy zjadły Popiela, Skarby księżniczki Dobrawy, Jak Bolko Niemce zadziwił, O gdańskiej burmistrzance.

Każdy z tekstów przenosi nas w nieco inne czasy i opisuje inne wydarzenia historyczne. W legendzie o Popielu natkniemy się jeszcze na słowiańskie wierzenia i boga Swarożyca, w opowieści o Dobrawie poznajemy głównie historię zaślubin Mieszka I-go z czeską księżniczką, z którą to do pogańskiej Polski zawitało chrześcijaństwo. Dowiemy się także, że Dobrawa była mądrą kobietą: wiedzę przedkładała ponad dobra materialne. Następnie przeniesiemy się do czasów, w których królował Bolesław Chrobry, który swoją mądrością i zaradnością zadziwił nawet niemieckiego cesarza. W ostatniej opowieści zawędrujemy nawet do Gdańska, który walczy o wolność. 

03 sierpnia 2015

Tam, gdzie diabeł mówi „po polskiemu” ale nie za bardzo /The Shrine, Świątynia - Jon Knautz/2010

Chciałam napisać, że nie taki diabeł straszny, ale jednak straszny. Więc może zacznę tak, że ten film wcale nie jest aż tak zły, jak mogłoby się wydawać. Ma wiele wad, ale mimo tego miło mi się go oglądało.

Na początku widzimy zdezorientowanego chłopaka, który siłą ciągnięty jest na stół ofiarny, gdzie odmawiający modlitwy (po polsku) kapłan i jego podwładni wykonują jakiś tajemniczy rytuał. Ostatnim, co w życiu widzi przerażony młodzieniec są dwa metalowe szpikulce maski, zbliżające się z niepokojącą prędkością do jego twarzy. Wstęp mocny. Następnie jest już słabiej, posągowa, amerykańska piękność – Carmen (Cindy Sampson) wpada na trop tajemniczych zaginięć po drugiej stronie oceanu i postanawia sprawę zbadać. Bez zgody i wiedzy przełożonego, owa dziennikarka wyrusza z asystentką Sarą (Meghan Heffern) i chłopakiem Marcusem (Aaron Ashmore) na wyprawę w okolice Kózek – jakże swojsko – znajdujących się na terenie Polski. Posiłkując się dziennikiem zaginionego Erica (bagaże osób, które przepadły bez śladu zazwyczaj odnajdą się w różnych punktach Europy) trafiają do tajemniczej miejscowości Alwainia (no bardzo polska nazwa, bardzo....). Mieszkańcy nie są zbyt przychylnie nastawieni do obcokrajowców (w ogóle przybyszów) i próbują ich przegonić. Wiedziona ciekawością Carmen postanawia jednak zobaczyć, co kryje tajemnicza, unosząca się nad lasem mgła, o której wspomniał w swoich notatkach Eric. Nie mogła podjąć gorszej decyzji. Nasi bohaterowie odkrywają bowiem coś, co powinno zostać ukryte i czego strzeże lokalna społeczność - nie z zachłanności lecz dla dobra świata.

02 sierpnia 2015

I Rudzki Półmaraton Industrialny 01.08.2015

Data: 01.08.2015, godzina 21:00 półmaraton 21:03 - krótsze dystanse
Miejsce: Ruda Śląska, ul. Hallera, Start: ul. Objazdowa, Meta: Plac Jana Pawła II
Tytuł: I Rudzki Półmaraton Industrialny
Organizator: MOSiR Ruda Śląska, TKKF Jastrząb Ruda Śląska, Miasto Ruda Śląska
Cena: wpisowe, cena uzależniona od długości trasy, terminu wpłaty i tego czy ktoś chciał koszulkę czy nie

Wczoraj wieczorem odbył się I Rudzki Półmaraton Industrialny. Można było przebiec jedną pętlę (7km – na tym dystansie również Nordic Walking) lub – oczywiście - trzy (21 km).

Po pierwsze organizatorom należy się pochwała za bardzo dobry wybór godziny biegu - 21:00. Dzięki temu okoliczni mieszkańcy rano nie musieli irytować się pozamykanymi ulicami (bo nie oszukujmy się, kto w  tym kraju ma wolne weekendy od pracy?). Niestety jak zwykle trafiło się kilku oryginałów, którzy uważali, że właśnie ich należy przepuścić: mimo barierek, słupków i obecności policji oraz straży miejskiej. Obyło się jednak bez większych incydentów. Wracając do mieszkańców: dopingowali niesamowicie. Najwspanialsze były dzieci - przybiłam kilka piątek na trasie, kilku niestety nie trafiłam, za co bardzo przepraszam. Ale wrodzony brak celności plus zmęczenie  dały się we znaki. Dzieci podbiły także serca zawodników na jednym z punktów z napojami. Taki „wodopój” każdy zapamięta na długo! Wesołe okrzyki było słychać z daleka, a zaangażowanie w to, żeby podać biegaczowi w trunek było przejmujące.

Przepraszam, czy tu starszy? - Marcin Przewoźniak

Czy ludzie mogą mieszkać pod jednym dachem z duchami i nie zwariować? Odpowiedź na takie trudne pytanie daje nam chociażby historia przyjaznego duszka Kacperka. Początki na pewno są ciężkie, ale przy odrobinie dobrej woli można przyzwyczaić się do nawyków i sposobu bycia współlokatorów. Tych żywych i nieznośnie namacalnych, jak i tych trochę bardziej „magicznych”...

Historia opowiedziana przez Marcina Przewoźniaka opiera się na znanym motywie. Rodzina Poświatowskich wprowadza się do starego, pozornie niezamieszkałego dworku. Pozornie, ponieważ od 212 lat rezyduje tam rodzina Zaświatowskich (z czego tylko 12 lat za życia). Lokatorzy ci nie zamierzają ustąpić miejsca żadnym ludziom. Zwłaszcza, że Ci zachowują się karygodnie i ich przytulne gniazdko zamieniają w naszpikowany technologią bunkier. Początkowo próby wystraszenia natrętów spełzają na niczym, w końcu jednak Zaświatowscy wspólnymi siłami zaczynają odnosić pewne sukcesy i zachodzą nowym mieszkańcom za skórę. Gdy wydaje się, że duchom w końcu udało się znaleźć sposób na wypędzenie ciepłokrwistych, okazuje się, że ci nie mają wcale zamiaru się poddać i nie pozostają zjawom dłużni. Tocząca się zajadła wojna mogłaby trwać latami, gdyby na horyzoncie nie pojawił się wspólny wróg. A co najlepiej zrobić w takiej sytuacji? Wiadomo: zasiąść do wspólnej kolacji i omówić taktykę. 

01 sierpnia 2015

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...