31 lipca 2015

Lipcowe czytadła i filmidła

Zgodnie z obietnicą złożoną samej sobie zwolniłam. W tym miesiącu więc zafundowałam sobie oprócz czytania, oglądania i pisania także inne przyjemności. Nie oznacza to jednak, że nie robiłam nic "w temacie".

A oto lista tytułów, która była w upalnym i burzowym lipcu na tapecie:



11.  Ptasie psoty i zgryzoty – Zbigniew Dmitroca


Filmów zdecydowanie mniej, ale kto by chciał się wpatrywać w monitor, gdy TAKA pogoda wyciąga w plener :)



5.      Czwarty stopień - Olatunde Osunsanmi 2009

7.      Inwazja krwiożerczych pijawek - James Cullen Bressack 2014


30 lipca 2015

O książce obrazem #4

Kolejny obraz zainspirowany został Domem na wyrębach Stefana Dardy. Wcieliłam się w strzygę, która w ciemnościach czyha na głównego bohatera. Czekam na moment, gdy zgaśnie ta przeklęta świeczka.....



Można kliknąć na zdjęcie i zagłosować na nie w konkursie :)

W tym co zwyczajne czai się niezwykłość /R.I.P. - Best of 1985-2004- Thomas Ott /

R.I.P. - Best of 1985-2004 to album zawierający dwadzieścia historii powstających na przestrzeni blisko dwudziestu lat. Wcześniej większość z nich ukazała się już w zbiorze z  2006 roku pt. Exit. Każdy kto już takowy zakupił, nowego raczej nie potrzebuje. Chyba, że ktoś lubi kolekcjonować albumy, które mają szansę lada moment stać się białymi krukami lub po prostu jest oddanym fanem szwajcarskiego autora. R.I.P. zawiera całości nowelowych albumów: Tales o Error, Dead End, Greetings from Hellville, pojawiają się w nim także „teksty” z różnych antologii i magazynów. Mamy również okazję zagłębić się w historię Narzeczonej Królików przygotowanej przez Otta specjalnie do scenariusza Davida B.

Zbioru nie należy połykać „na raz”. Nad każdym „tekstem” należy się chociaż na chwilkę zatrzymać, napawać się obrazem, szczegółem w postaci ostatniego drinka czy szpileczki w dłoni. Dopiero po czasie bowiem dociera do nas głębszy sens tego, co mroczny mistrz ukrył pod grubym płaszczem ironii.

29 lipca 2015

Ptasie psoty i zgryzoty – Zbigniew Dmitroca

Podczas ostatniej wizyty w księgarni, znalazłam pięknie ilustrowany zbiór zabawnych rymowanek dla dzieci. Głównymi bohaterami zamieszczonych w nim tekstów są ptaki: od mało znanych makolągw i jemiołuszek, po powszechne i łatwo rozpoznawalne bociany, wróble i sowy. Nasi pierzaści przyjaciele nie zostali nam przedstawieni jednak w typowych dla siebie sytuacjach: pingwin marzy o łyku wina, bocian pada ofiarą mobbingu – w roli agresorów występują żaby, a mądra sowa, wróży sobie z płatków dzikiej róży i traktuje to śmiertelnie poważnie. Dzięki takiemu podejściu wierszyki Dmitroca są „znośne” także dla dorosłego, do którego autor bardzo wyraźnie puszcza oko.

28 lipca 2015

O książce obrazem #3

Wiem, że nie ten gatunek, ale skojarzenie było nieuniknione. Rytuały mieszkańców miasteczka mające odpędzić zło, okazały się jednak nieskuteczne.

Łukasz Radecki i Robert Cichowlas Miasteczko (tekst o książce TUTAJ)



Zapewniam, że podczas robienia zdjęć nikt nie ucierpiał. Ani ptaszor, ani człowiek :)

O książce obrazem #2

Druga książka, którą chciałam przedstawić obrazem to On Łukasza Henela (tekst o książce TUTAJ).
Tak mniej więcej wyobrażam sobie zameczek przed remontem. I wiecznie uchylone drzwi do piwnicy, w której z całą pewnością coś się czai!


Każdy kto mnie zna wie, że uwielbiam takie miejsca, te konkretne znajduje się nad naszym polskim morzem. 

Można kliknąć na zdjęcie (wtedy przeniesiecie się na właściwą stronę) i jeśli uważacie, że warto polubić je w konkursie.

27 lipca 2015

O książce obrazem #1

Od jakiegoś czasu czułam się już znudzona robieniem postów o książkach, które opatrywałam zdjęciem okładki wybranej pozycji. Brakowało mi czegoś - sama nie wiedziałam czego. Odpowiedź przyszła niespodziewanie. 

A udzieliła jej Carla Mori organizując konkurs pt. Księgobraz. Zabawa polega na tym, by obrazem (grafika, komiks, zdjęcie) przedstawić scenę z wybranej książki (w tym wypadku polskiego autora). Proste? Tylko pozornie.  

Więcej o akcji przeczytacie na fb TUTAJ

Moje pierwsze obrazowanie dotyczy książki Olgi Haber pt. Oni (tekst o książce TUTAJ). Jak wiemy, główną bohaterkę obserwował pewien kot. Mam nadzieję, że moja prywatna kotka kiedyś wybaczy mi te straty moralne, które poniosła podczas sesji, do której nie była zbyt przychylnie nastawiona. 



Można kliknąć na powyższe zdjęcie i zagłosować na nie w konkursie.




26 lipca 2015

Eliksir nieśmiertelności /The Lazarus Effect, Projekt Lazarus, Efekt Łazarza - David Gelb/2015

Nie rozumiem dlaczego widzowie twierdzą, że film przedstawia efekty nieudanego eksperymentu. Ten eksperyment jest jak najbardziej udany – przecież to, co było martwe zostało ożywione. A że nie było już tym samym co kiedyś i skutki tego dla naukowców okazały się opłakane, to już  zupełnie inna kwestia. Tak jest zawsze w podobnych przypadkach – dzieło obraca się przeciw twórcy (no chyba, że jest to Pacynek). Nie zmienia to faktu, że Efekt Łazarza mnie rozczarował. Nie dlatego, że spodziewałam się obejrzeć cudowny film. Rozczarowanie przyszło dopiero w połowie sensu, gdy okazało się, że jedyne co było godne uwagi to początek. Tak jakby pierwszą połowę kręcił ktoś zupełnie inny i drugą też, jakbym oglądała zlepek dwóch różnych wizji. Nagle, to co budowało fabułę, głębię przekazu i miało sens, gdzieś się ulotniło. Zamieniło się w typowe „rozdzielmy się, a ja was po kolei załatwię”. Druga połowa zapomina o obietnicy złożonej przez pierwszą... Gdyby od początku film był „zwykłym” starszakiem inaczej odebrałabym całość. A tak widzę tutaj tylko zaprzepaszczoną szansę.

25 lipca 2015

Każdy dzień to szczęście. Bo szczęście to nie cel sam w sobie, ale sposób podróżowania przez życie /Przez 10 minut - Chiara Gamberale/

Gdyby ktoś powiedział mi, że mam przez miesiąc, codziennie przez 10 minut, robić coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam, pewnie musiałby się pogodzić z tym, że ma przed sobą współczesną wersję żony Lota. Osłupienie jednak dopadłoby tylko moją zewnętrzną powłokę. W środku neurony aż by się gotowały od wzmożonej pracy – widać nie przyzwyczajone do takiego trudu - bo przecież 10 minut to TYLKO - ledwie - moment, bo przecież 10 minut to AŻ wieczność…. Najtrudniejsze w tym zadaniu jednak nie wydaje mi się wcale wykonywanie tego, co sobie wymyślę, ale właśnie samo wymyślanie. To czy bym się  odważyła zacząć robić coś nowego, schodzi gdzieś na drugi plan. To problem zdecydowanie „na później”. Po chwili refleksji stwierdzam jednak, że wcale nie byłoby tak źle, moje obawy były na wyrost. Od około dwóch lat moje życie ulega nieustannej metamorfozie, ze zmianą to ja jestem na „ty”. Właściwie, to nie odstępuję jej na krok. I wiecie co? Od tych dwóch lat, dla samej siebie stałam się o niebo ciekawszą osobą. Myślę, że nie zanudzałabym sama siebie, gdyby mi przyszło zamieszkać na bezludnej wyspie. O sobie sprzed 3, 5 lat nie mogę niestety powiedzieć tego samego. Każdemu jednak potrzebny jest jakiś „wyzwalacz”, który spowoduje, że nagle dostrzeże się setki możliwości, tam gdzie pozornie ich nie ma.

23 lipca 2015

Kopciuszek po azjatycku. I to na sterydach! / Bajecznie bogaci Azjaci – Kevin Kwan/

Motyw Kopciuszka na przestrzeni wieków został już przetworzony na setki sposobów. Obawiam się, że kolejne "wariacje na temat" tej klasycznej baśni przeinaczają nieco jej znaczenie. Pominę jednak wszelkie feministyczne interpretacje, z "dokrajaniem" kobiet do jednego słusznego wzorca, chciałabym raczej skupić się na jej pierwotnym znaczeniu. Po pierwsze Kopciuszek nie przechodził(a) metamorfozy ze "zwykłej" dziewczyny w księżniczkę! Po prostu był(a) nią od zawsze, gdyż posiadał(a) wszystkie jej cechy. Powiedzieć, że już urodził(a) się księżniczką, byłoby jednak nadużyciem. To kim się stajemy, kim jesteśmy, jest efektem ciężkiej pracy nad sobą – zobrazowanej w baśni poprzez prawdziwą wręcz niewolniczą harówkę Kopciuszka. I to właśnie praca zagwarantowała "sukces", a nie piękna suknia...To co jest jednak czasochłonne i wiąże się z trudnościami słabo się współcześnie sprzedaje. Lubimy szybkie rozwiązania i błyskawiczne efekty. Łatwiej więc – jak to miało miejsce w Pretty Woman wmawiać nam, że wystarczy wrzucić na siebie odpowiednio drogą kieckę, by nagle stać się damą/księżniczką (mimo całej sympatii dla bohaterki filmu, przed "wrzuceniem" kreacji nią nie była). Moment przemiany jest obecnie bardzo silnie eksploatowany. Skoro musi już ona następować, do każdej z nas – na szczęście - należy wybór: czy gdy już do niej dojdzie, to chcemy stanowić tylko dodatek do porcelanowych szpilek topowego projektanta, czy uczynimy z nich tylko ozdobę naszej cudownej (przeginam celowo) osobowości.

21 lipca 2015

Dobre bo Polskie /Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach? - Bartłomiej Trokowicz/

Pan Misio jaki jest – każdy widzi, za lokalną atrakcję „robić” na pewno nie będzie. Żadna z niego pluszowa przytulanka, to potężny strażnik leśnych ostępów. Nasz niedźwiedź doskonale zdaje sobie jednak sprawę z tego, że szacunku nie zdobywa się siłą, zastraszaniem, groźnym spojrzeniem i burkliwym usposobieniem. Na szacunek zasługuje się wtedy, gdy ma się niezwichrowany kręgosłup moralny, gdy staje się w obronie słabszych – nawet tych za którymi się nie przepada – i gdy mądrze łagodzi się waśnie i napięcia w swoim małym królestwie. Dlatego też wiewiórka – leśna eteryczna piękność z puchatym, rudym ogonkiem (niestety też głupiutka plotkara) czując na sobie nienawistne spojrzenia wilczycy (steranej życiem, ale i bardzo dumnej matki rozbrykanych szczeniąt), to właśnie do niego udaje się po pomoc. Ten jak na  inteligentnego mężczyznę przystało, wie, że między kobiety raczej się nie wchodzi - woli porozmawiać o zaistniałej sytuacji z wilkiem, podczas męskiego wypadu na jagódki... Konflikty regularnie wybuchające pośród leśnej społeczności są jak najbardziej do opanowania i nie spędzają głównemu bohaterowi snu z powiek – spokojnie więc zajada się miodkiem i śni o pogoni za motylem. Wreszcie poznaje także uroki życia w parze. Względny spokój zwierząt ma jednak zostać zakłócony. Do ich lasu wkroczy bowiem świat zewnętrzny - świat ludzi, który okaże się mieć dwa oblicza: przyjazne i wrogie...W wyniku tych zdarzeń role się odwrócą i Pan Misio, który do tej pory służył innym pomocą, sam będzie jej bardzo potrzebował.

20 lipca 2015

Atak krwiożerczych „zębatych odbytów” /Inwazja krwiożerczych pijawek - James Cullen Bressack/ 2014

Rozumiem, że oszałamiająca plejada gwiazd występujących w tym filmie, może onieśmielać i rzucać się na mózg, ale żeby pijawki pomylić z minogami?? Błąd w polskim tytule trzeba koniecznie sprostować. Pokuszę się więc o krótką lekcję biologii - dla opornych.

Pijawka należy do podgromady zwierząt z typu pierścienic. Prowadzi drapieżniczy lub pasożytniczy tryb życia - rzuca się, mniej więcej, na wszystko co się rusza z tymi swoimi niezbyt atrakcyjnie wyglądającymi przyssawkami. Z wyglądu przypomina innego niesłynącego z urody zwierza: „ślimaka bez skorupki”. Pijawki od lat mają zastosowanie w hirudoterapii, czyli leczeniu, które polega na przystawianiu ich do ciała (brrrr, aż mnie trzepie na samą myśl). Minóg to takie dziwne coś co nie jest rybą, chociaż często się to rybą nazywa. Ma płetwę grzbietową, ale nie ma czaszki ani żuchwy – to bezżuchwowiec, albo bezszczękowiec (jak kto woli). Z rybą ma tyle wspólnego, że na niej pasożytuje i tyle. W związku z tym, że nie ma szczęk, nie ma też zębów. Chociaż trzeba przyznać, że to co ma w paszczy (otworze gębowym), zęby łudząco przypomina – są to jednak tyko haczykowate wyrostki. W Polsce te kręgowce są zagrożone wyginięciem i znajdują się pod ścisłą ochroną. Więc chętnie pomoglibyśmy amerykańskim przyjaciołom w ich kłopocie – mogliby nam kilka podrzucić, zamiast je tłuc bez opamiętania. W gwoli wyjaśnienia więc: to z czym naprawdę walczą bohaterowie filmu to MINOGI, nie PIJAWKI!! Osobie, która tłumaczyła tytuł nie chciało się nawet zajrzeć do słownika. Wstyd!!

19 lipca 2015

Kocia Afera / Kornet, Klarnet i łysa ciocia Iza - Marzena Kwietniewska – Talarczyk/

Seria Zaopiekuj się mną doczekała się nowej odsłony. Książki autorstwa Marzeny Kwietniewskiej – Talarczyk wydane zostały w większym, od dotychczasowego (książki Holly Webb), formacie i w twardej oprawie ozdobionej brokatem – prawdziwa błyskotka. Lifting przeszły także ilustracje, które przypominają bardziej zdjęcia, niż rysunki. I chociaż ten sposób ilustrowania nie do końca do mnie przemawia, muszę przyznać, że ni jak nie wpłynął na mój odbiór książki. Treść – ciepła i mądra – na tym nowoczesnym rysie nic nie straciła.

17 lipca 2015

Seryjni mordercy #4Ryszard Kukliński: Iceman – Człowiek Lodu

Ostatnio pisałam o Karolu Kocie, seryjnym mordercy z Krakowa. Biorąc pod uwagę skuteczność jego działań, blado wypada on w porównaniu z innym naszym słynnym  mordercą, „towarem eksportowym” - zawodowym killerem Ryszardem Kuklińskim (1935-2006).

Park Dietz: Uważałeś się za zbrodniarza?
Ryszard Kukliński: Zbrodniarz? Jakie to egzotyczne.... Byłem zwykłym mordercą.

Kuklińscy

Anna, pochodząca z Dublina i Stanisław, pochodzący z Warszawy spotkali się i pobrali w 1925 rok w Stanach. Zamieszkali w New Jersey City, gdzie on pracował na kolei, a ona zajmowała się domem. Mieli trójkę dzieci i żyli bardzo skromnie. I właściwie tutaj pozornie prosta, romantyczna historia o szczęśliwym zakończeniu się kończy. Anna wychowywana była w sierocińcu przez surowe zakonnice. W wieku dziesięciu lat została zgwałcona przez księdza, który pewnie (co nikogo nie dziwi patrząc na obecne, podobne wydarzenia) nie został ukarany. Matka Ryszarda za swoją traumę – może nieświadomie – mściła się na dzieciach, których nigdy nie nauczyła się kochać. Kukliński wspominał, że matka nie raz biła go bez opamiętania m.in. kijem od miotły. Nigdy też nie broniła go, ani jego braci, przed ojcem. Zamiast tego zamykała się w pokoju i zmawiała pacierze. W tym czasie Stanisław dokonywał różnych aktów przemocy na bezbronnych dzieciach. Chłopak silnie nienawidził ojca, który wzbudzał w nim paniczny lęk – wystarczyło, że ten przekraczał próg domu, a zaczynał się moczyć. Nic dziwnego skoro na jego oczach dźgnął matkę nożem, i zakatował na śmierć jego starszego brata Floriana (pogotowie uwierzyło w wersję z upadkiem ze schodów). W końcu ten bezlitosny kat porzucił rodzinę i wyprowadził się do kochanki. Matka jednak nie potrafiła opiekować się synami, więc Rysia i jego młodszego brata wychowała ulica. Często byli głodni i obdarci, Ryszarda przezywano tym „Chudym Polakiem”. Przez pewien czas opiekował się nimi miejscowy kościół i Kukliński został nawet ministrantem - szybko się tym jednak znudził.

16 lipca 2015

Tym razem to nie namolne call center/Nieodebrane połączenie, One Missed Call – Eric Valette/2008

Taka  mnie naszła luźna refleksja. Któż potrafi dodzwonić się na telefon komórkowy z którego wyjęto baterię, który rozdeptano, zmiażdżono i potrzaskano? Odpowiedź jest tylko jedna: telemarketer z wyśrubowanym maksymalnie planem sprzedażowym do wykonania... Wydaje mi się, że powołanie do horrorowego życia, demona - byłego pracownika call center, byłoby bardziej wiarygodne i o wiele bardziej przerażające dla większości widzów (którzy wiedzą co oznaczają namolne telefony o każdej porze dnia i nocy, a także dla tych którzy siedzieli kiedykolwiek po tej drugiej, ciemnej stronie mocy telefonicznej) od mało oryginalnej kopii japońskiego filmu. Przejdźmy jednak do konkretów – czyli do momentu, w którym włączyłam film....

Z okazji wczorajszego Międzynarodowego Dnia bez Telefonu Komórkowego postanowiłam obejrzeć pewien „stary” horror pt. Nieodebrane połączenie. Tak więc - włączyłam. Oglądam, oglądam i myślę: człowiek to się naprawdę z wiekiem uodparnia, wciąż potrzebuje mocniejszych bodźców. Z przerażeniem stwierdziłam bowiem, że nie wiem co mnie w nim kiedyś poruszyło. Bo przyznaję bez bicia: kiedyś się na tym filmie bałam, byłam nawet gotowa oddać swój własny telefon do wyegzorcyzmowania. Tym razem pozostało mi tylko czekać, aż poczuję znów ten dreszczyk i przejdą mnie ciarki. Czekałam do momentu, w którym mnie olśniło: owszem oglądałam kiedyś ten film, ale japońską wersję! A teraz mam przed sobą „tylko” amerykański remake. Filmy te nie różnią się jeżeli chodzi o treść, wiele dzieli je jeśli wziąć pod uwagę sposób opowiadania. amerykańska wersja – jak zwykle – jest gładsza i mniej mroczna, co powoduje, że nie wchodzi pod skórę, tak dotkliwie jakbyśmy tego pożądali…

15 lipca 2015

Restart gatunku /Komórka – Stephen King/

W pewnym momencie jeden z bohaterów książki stwierdza:

Zobaczyli, że od nowa zbudowaliśmy wieżę Babel…opartą jedynie  na sieci elektronicznych połączeń. W ciągu kilku sekund zniszczyli ten fundament i nasza wieża runęła. Zrobili to, a my troje jesteśmy jak trzy żuczki, które szczęśliwym zbiegiem okoliczności uniknęły zmiażdżenia butem olbrzyma.

Kim są tajemniczy ONI? Nie dane nam jest się dowiedzieć. Możemy tylko tak, jak bohaterowie snuć domysły. Nagłe szaleństwo, które opanowało świat, to efekt ataku terrorystycznego, za którym stoi jakaś organizacja? Efekt zwykłego ludzkiego błędu? Może jakaś nadzwyczajna anomalia, która zakłóciła sygnał? Jedno co wiadomo na pewno to, to, że korzystanie z telefonu komórkowego resetuje ludzki mózg, pozostawiając na chodzie tylko jego podstawę - jądro. Najciemniejszą, najbardziej pierwotną część, która utrzymuje jednostki przy życiu, odbierając im pamięć i samoświadomość. Efekty tysięcy lat ewolucji, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, obracają się w perzynę.  Patrząc na takiego człowieka w „czystej postaci” można pomyśleć tylko jedno: wszechświat powstał z chaosu, a człowiek najwyraźniej powstał z szaleństwa…

14 lipca 2015

O sile miłości /Diabełek - Ewa Maria Letki/

Książka zaczyna się jak niejedna baśń. Małżeństwo bardzo pragnie mieć dzieci, lecz nie jest im dane ich mieć. Pewnego wieczoru, na progu ich domu staje przemoczony do suchej nitki i wyglądający jak kupka nieszczęścia, mały diabełek. Ma zostać tylko na chwilkę, jednak ludziom trudno jest się z nim rozstać. Po jakimś czasie i mężczyzna i kobieta, przyzwyczajają się do niego: do jego nałogowego zbierania różnych przedmiotów (czyli kradzieży), ziania ogniem, gdy jest nerwowy, ale i do tego, że potrzebuje ich czułości – chcą by został z nimi. Wtedy nagle diabełek znika, a zrozpaczeni ludzie wyruszają na poszukiwania. Podróż odmienia ich życie, zwłaszcza, że w końcu trafiają na łąkę pełną małych diabełków, a ich podopieczny okazuje się jeszcze większym łobuzem, niż im się wydawało. Nie martwcie się jednak, wszystko skończyło się dobrze, chociaż ani troszeczkę tak, jak się spodziewaliście.

12 lipca 2015

Bóg-Kosmita /Czwarty stopień - Olatunde Osunsanmi/2009

Na początku filmu zostaje wygłoszone oświadczenie. W nim Milla Jovovich przedstawia się i tłumaczy, że jest aktorką - robi to całkiem na serio... W sumie, gdyby się tak zastanowić, kilka kiepskich ról już ma na swoim koncie, więc może ktoś ma wątpliwości, które należało w tej kwestii zawczasu rozwiać. Następnie opowiada nam dyrdymały o prawdziwej taśmie, pani terapeutce, w którą się wciela i tajemniczych zniknięciach. Wszystko to utrzymane jest w konwencji „przedstawimy wam autentyczne wydarzenia” i suto okraszone aurą tajemnicy.

Kogo to zachęciło brnie dalej. Wraz z Millą aka dr Abbey Tyler przenosimy się do Nome, małego miasteczka na Alasce, w którym panuje akurat zima. W sumie to miła odmiana. W większości filmów o „tej” tematyce jest ciepło. A zimą zawsze łatwiej o zbudowanie klaustrofobicznej atmosfery – byłam więc ciekawa, jak wykorzystana zostanie tym razem. Dowiadujemy się, że nasza pani doktor niedawno owdowiała i próbuje kontynuować badania swojego męża – najwyraźniej wpadł on bowiem na jakiś ważny trop, tylko nie za bardzo wiadomo czego. Nasza bohaterka powoli odkrywa, że miasteczku dochodzi do tajemniczych zniknięć i mają tutaj miejsca zagadkowe  zjawiska, które wpływają na zachowania mieszkańców. Oczywiście pragnąc rozwikłać tajemnicę, funduje kolejnym pacjentom przerażające w skutkach hipnozy. Wszystkie drogi zdają się prowadzić do obserwujących mieszkańców sów, które sowami nie są albo po postu nie istnieją. I pięknie - mija połowa filmu, a my cały czas tkwimy w punkcie wyjścia i pozostaje nam tylko wyliczać sceny, w których reżyser przegiął w usilnym nie odkrywaniu nawet rąbka tajemnicy. Ci szczęśliwcy, którzy nie zapoznawali się z informacjami o filmie, mogą poczuć się zaintrygowani i odczuwać narastające napięcie. Ci którzy natknęli się na kampanię promocyjną (strzał w kolano) lub weszli na oficjalną stronę filmu (zresztą wystarczy zerknąć na plakat) – niestety już wiedzą. Sztuczne rozdymanie niepewnego nie przynosi pożądanego rezultatu. I o ile, mimo to, całość tego sci-fi thrillera byłam skłonna uznać za przyzwoitą rozrywkę, to końcowa przemowa reżysera, nie wiem po co i dla kogo, mnie zniesmaczyła i popsuła ten efekt.

11 lipca 2015

A to była taka urocza miejscówka.../Grey skies – Kai Blackwood/ 2010

Schemat, schemat, schemat. Jak w większości tego typu produkcji grupa osób powiązana więzami rodzinnymi lub koleżeńskimi przemieszcza się z nieznanego widzowi, zapewne bezpiecznego, punktu A do punktu B, który w jakimś sensie stanowi przedsionek piekła – i na pewno znajduje się na odludziu i nie będzie tam zasięgu. Gdy się już rozgoszczą, poimprezują, popiją, zaćpają, pokłócą i posekszą (przy dobrych wiatrach widz doświadczy nieco golizny), zostaną zaatakowani przez...I tutaj można wstawić dowolne, od skarpetkozaura przez Zombie SS (które już niedługo będą latać na rekinach) po legendarne stwory i demony. Albo najlepiej przez wszystko to naraz. W Grey skies niebezpieczeństwo, nadejdzie z nieba i nie będą to bynajmniej anioły ani zmutowane ptaki. Co trzeba podkreślić, nasi Obcy odwiedzają tę miejscówkę regularnie.

10 lipca 2015

Droga do mądrości wiedzie krętymi ścieżkami /Jak umierają ptaki. Baśnie na ważne etapy życia – Tomasz Teodorczyk/

Istnienie nie jest faktem w sensie empirycznym tego słowa, jest możliwością, wyborem samego siebie. Człowiek, istniejąc, odkrywa, że jest odpowiedzialny za siebie, że nie jest tym, czym jest, ale czymś „mającym być”. /Karl Jaspers/

Na książkę składa się dziewięć krótkich tekstów - baśnie przeznaczone dla dorosłych. Mogą one (nie muszą jednak) stać się dla nas ważne w różnych kluczowych i trudnych momentach życia. Autor książki, Tomasz Teodorczyk – psychoterapeuta z wieloletnim stażem, znany m.in. z artykułów pisanych dla Zwierciadła – stawia w swojej publikacji pytanie: Jak człowiek ma odkryć i urzeczywistnić potencjalność o której pisał Jaspers? Otóż odpowiedzią  może być wolna wola i tworzenie takiego (własnego) porządku świata, za którym będzie się z pokorą podążało. Psychologia procesu, na którą się najczęściej Teodorczyk powołuje, mówi nam, że odkrycia niezrealizowanej potencjalności, możemy dokonać tylko w doświadczeniach, z którymi się nie utożsamiamy. Czyli prościej i po mojemu: które znajdują się poza naszym buforem bezpieczeństwa i do których musimy niejako wyjść „z siebie” - swojego bezpiecznego azylu (który w baśni może być komnatą lub zasłoniętym szczelnie oknem). Podążając za takimi obcymi nam doświadczeniami (w baśniach może to symbolizować np. książę-macho, który uczy się języka  i stylu życia kobiet) - oczywiście tylko w takim kierunku, który nie jest sprzeczny z nami samymi - powinniśmy odczuwać radość.

09 lipca 2015

Morderca jest w każdym z nas /Przejażdżka – Jack Ketchum/

Badania paleonatropologiczne potwierdzają w całej rozciągłości, to co tak trudno nam przełknąć: ludzie mordowali się od zawsze. Archeolog Steven LeBlanc i antropolog Lawrenece H. Keeley są zgodni - dobry, pokojowo nastawiony dzikus nigdy nie istniał. I nie dość, że ludzie zabijali, to jeszcze robili to na potęgę, czyli ze znacznie większą zaciętością niż my obecnie. Ginęło nawet 20% populacji, nie oszczędzano nikogo (nawet dzieci), na "łaskę" mogły liczyć tylko kobiety w wieku reprodukcyjnym, o ile sprawcy mieli akurat na takie "zapotrzebowanie". Na szczęście jako gatunek już złagodnieliśmy, gdybyśmy zabijali się wciąż z takim samym zapamiętaniem, to w XX wieku zginęłoby 2 miliardy ludzi (w USA w XX wieku zamordowanych zostało milion osób, a na całym świecie blisko 100 milionów – nie licząc ofiar wojen).

David Buss (profesor psychologii ewolucyjnej) na podstawie swoich licznych badań postawił odważną tezę, że potencjalne skłonności do zabijania tkwią w każdym z nas. A wszystkiemu winna jest biologia i wieki ewolucji: morderstwo wyeluowało jako zaledwie jedna z wielu zależnych od sytuacji strategii rozwiązywania konkretnych problemów adaptacyjnych, związanych z rywalizacją o przetrwanie i sukces reprodukcyjny. Te strategie mogą być aktywizowane i deaktywizowane. Nie daje jednak konkretnych odpowiedzi co je „odpala i gasi”. Rzuca za to garść rad: Bądź świadomy jak realne jest niebezpieczeństwo zabójstwa – zwłaszcza z rąk tych, których znasz i kochasz. Strzeż się mężczyzny, który choćby o sekundę za długo wpatruje się w Ciebie pożądliwym wzrokiem. (...) Uważaj na rywala, który siedzi cicho...(...) Mordercy czekają, obserwują, są wszędzie wokół nas.

07 lipca 2015

Gdzie Ci mężczyźni? /Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Romans pasywny - Bartosz Żurawiecki/

To jedna z tych książek – przyznaję się bez bicia – którą kupiłam dla samej okładki. Utrzymana w stylu retro, dumnie prezentuje zdjęcie zrobione z okazji ważnego rodzinnego wydarzenia. To, co widzimy na fotografii od razu sugeruje nam jednak prześmiewczy, ironiczny charakter treści. Widnieje na nim bowiem trzech eleganckich mężczyzn z cygarami i w melonikach oraz kotka ze skwaszoną mordką (jakoś mnie jej postawa nie dziwi), w welonie. Hipnotyzująca kompozycja. Ponadto tytuł zaproponowany przez Żurawieckiego, odsyła nas do  Trzech panów w łódce, nie licząc psa Jerome'a, tym bardziej byłam więc ciekawa jego  książki -jako wariacji na temat klasyka. Niestety trochę trwało zanim udało mi się tę książkę upolować. Jakież było moje zdziwienie, gdy - już dotaszczywszy zdobycz do domu - przeczytałam blurba. Okazało się, że kupiłam powieść gejowską. Zresztą, mądra po fakcie, stwierdzam, że powinnam była dostrzec przekorę podtytułu: Romans pasywny. Cóż, widać była już najwyższa pora na to, by poszerzać horyzonty, więc zabrałam się do lektury, ucieszona, że najwyraźniej koty to nie tylko wizytówka starych panien.

05 lipca 2015

Bestariusz dla najmłodszych /Duszki, stworki i potworki – Dorota Gellner/

Wilga w swojej Złotej Serii wydała antologię wierszyków Doroty Gellner, autorki licznych słuchowisk radiowych i tekstów piosenek. Jako, że tytuł książeczki był zacny: Duszki, stworki i potworki – skusił mnie do zakupu.

Okładka świetnie sugeruje to,  z czym spotkamy się wewnątrz. Przedstawione na niej stwory nie są – chociaż liczne – jakoś specjalnie groźne. Okładkowa dziewczynka nie wygląda również na skrajnie przerażoną i gotową wyzionąć ducha z powodu ich obecności. W środku jest podobnie. Znajdziemy tutaj osiemnaście króciutkich (na pół strony) opowiastek, napisanych sporą czcionką o różnych odmianach, typach i gatunkach potworków (taki bestiariusz w wersji light dla przedszkolaków). Okazuje się, że można dziwadła spotkać wszędzie: w przymierzalniach, szafach, szufladach, pod kanapą i na krzakach.

03 lipca 2015

Kosmici na ranczu /Skórozmienni, RanchoSkinwalker – Devin McGinn /2013

Garść faktów

Tym razem przenosimy się na Ranczo Skinwalkera. Ten 195 - hektarowy teren położony jest między miastami Roosevelt a Vernal w stanie Utah. Perypetie właściciela tej ziemi są kolejnym przykładem na to, że okazję trzeba „obwąchać” z każdej strony, zanim się człowiek zdecyduje na zakup. Dlaczego bowiem - rzekomo bez powodu - ktoś miałby chcieć sprzedawać atrakcyjny teren za podejrzanie niską kwotę? Trzeba się zastanowić dziesięć razy albo zawczasu lepiej uciekać. W 1994 roku Tom Gorman bez większych oporów skorzystał z nadarzającej się okazji i stał się właścicielem rancza. Nie zdziwiła go nawet niespotykana i podejrzana prośba poprzednich właścicieli, żeby nie przeprowadzać tutaj żadnych prac ziemnych ani pozostawione przez nich przesadne zabezpieczenia domu przed ewentualnymi intruzami z zewnątrz.

02 lipca 2015

TOP 10 UFO tu UFO tam - przegląd bardzo subiektywny

W związku z Międzynarodowym Dniem UFO postanowiłam przedstawić Wam kilka filmów o uprowadzeniach przez Obcych, które trzeba zobaczyć. Niektóre z nich oparte są na prawdziwych wydarzeniach (autentyczne zaginięcie i powrót), inne mają swoje źródła w legendach (Skinwalker), jeszcze inne są całkowicie wyssane z palca. Nie ma oczywiście twardych dowodów na to, że Obcy odwiedzają naszą planetę i rzeczywiście są zainteresowani w jakimkolwiek stopniu naszą rasą. Coś musi być na rzeczy - bo naiwnością jest  sądzić, że jesteśmy jedyni we wszechświecie. Czy jednak jesteśmy aż tak "wyjątkowi" by komukolwiek chciało się robić w stosunku do nas aż takie podchody?? Co by nie mówić, sprawa jest zagadkowa.

01 lipca 2015

Krótkometrażówka Lifted (polski tytuł Nie przeszkadzać) Gary Rydstrom /2006

Lifted pokazuje o co tak naprawdę chodzi z tymi porwaniami i co się tak naprawdę dzieje, gdy do nich dochodzi. 

Mamy przyjemność obejrzeć niesamowicie udaną parodię kina inwazyjnego. Początek jest dosyć mroczny. Oglądamy dom pośrodku niczego, wokół panuje ciemna noc - taka jaka może panować tylko na odludziu. Mieszkaniec domu smacznie sobie śpi, aż tu nagle okala go snop ostrego światła. To młody kosmita, pod czujnym okiem starszego zielonego (niewzruszalnego) ludka, zdaje egzamin z porywania ziemian. Okazuje się, że nie jest to wcale jeden z najłatwiejszych przedmiotów, albo niestety nasz bohater nie  jest w tym kierunku uzdolniony. Nasz Obcy nieźle musi się więc namęczyć zanim dopnie swego. Na oślep wciska przyciski, oblewa manewr za manewrem.... 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...