30 czerwca 2015

Czerwcowe czytadła i filmidła

Mój organizm coraz częściej daje mi do zrozumienia, że narzuciłam sobie zbyt duże tempo. Praca, aktywne prowadzenie bloga, bieganie i usilne próby posiadania jeszcze jakiegoś życia towarzyskiego, to jednak trochę za dużo na raz, na taką jedną, małą istotkę jak ja. Muszę trochę zwolnić, żeby nie zwariować, albo po prostu, żeby mi się baterie pewnego dnia nie wyczerpały, w najmniej odpowiednim momencie. Tylko zwolnić! Bo nie mam zamiaru z niczego rezygnować. Póki co podzielę się z Wami listą książek i filmów, które udało mi się w czerwcu przeczytać, obejrzeć i opisać. No i pochwalę się, chociaż to do niczego ni przypiął ni przyłatał, że w końcu mam letnie opony. Po prostu się z tego cieszę tak bardzo, że to aż dziwne. 

Zawsze warto mieć plan na wypadek inwazji obcych /Inny, Altered - Eduardo Schnáchez/ 2006

Jest coś takiego w tym filmie, co nie pozwala mi kategorycznie go potępić ani się nim totalnie zachwycić. Od połowy seansu, gdy poukładały mi się już wszystkie klocki, zaczęłam się nieco nudzić. Było jednak tak kameralnie i klimatycznie, były w tym wszystkim emocje, śmiech i było gore - nie potrafiłam przestać oglądać.

Ale po kolei. Muzyka na początku filmu jest miażdżąca. Właściwie to nie wiem czy powinnam mówić o tych niepokojących targanych dźwiękach jako o muzyce, bo aż mi od nich zęby poszły. Niepokój zasiany przez owe dźwięki, wzmaga się dodatkowo, gdy do fonii dochodzi wizja: jest noc, oprócz mroku otacza nas złowrogi las i trwa polowanie. Stajemy się świadkami pogoni za CZYMŚ. Trójce bohaterów uzbrojonych po zęby (nawet w harpuny) i z nerwami napiętymi jak struny, udaje się w końcu złapać i skrępować nad wyraz wytrzymałego i żywotnego Obcego (który jest owym Cosiem). Bezsprzecznie można uznać to za sukces. Tylko, co z tego, skoro bohaterowie nie wiedzą co robić dalej. Chcieli złapać potwora i go złapali. Sami są przerażeni tym, że im się udało, więc w popłochu uciekają z miejsca „zbrodni” mając poczucie, że coś ich ściga. Jedynym rozsądnym wyborem wydaje im się szukanie schronienia u Wyatta. Ten nie wydaje się być zbyt uszczęśliwiony odwiedzinami i wieszczy rychły kres ludzkości, jeśli pojmany przez jego kumpli jeniec wyzionie ducha. Okazuje się jednak, że pułapka zastawiona przez ludzi na Obcego w rzeczywistości była pułapką Obcych na Wyatta, ponieważ ma wyjątkową umiejętność, której się boją. To przedziwny dar wyczuwania ich obecności, usłyszenia nadawanych przez nich sygnałów (swoją drogą robal w jelitach, to fajny pomysł na nadajnik) i oddziaływania na ich mózgi.

29 czerwca 2015

To tylko film. Home invasion/ Porwani przez obcych, Alien Abduction: Incident in Lake County – Dean Alioto/ 1998

Porwani przez obcych to kolejny (po Uprowadzeniu: Fire in the Sky) dramat sci-fi o spotkaniu z przedstawicielami nieznanej ludziom formy życia. Ten konkretny tytuł można by już nawet podciągnąć pod horror. A to dzięki  temu, że – fakt faktem obecnie sprane już maksymalnie – jest to found footage. Dziś spoglądając na początek filmu, znudzeni przewrócimy oczami, „o rany ZNÓW paradokument”. Jednak siedemnaście lat temu, to była ekscytująca nowinka. Niejedna osoba uznała, że nagrany materiał jest autentyczny, zwłaszcza, że wycięto z nagrania napisy końcowe (dopiero, gdy Nowozelandczycy zdekonspirowali reżysera, wklejono je z powrotem). Porwanie powstało rok przed Blair Witch Project. Komercyjny film Eduardo Schnácheza z 1999 roku odniósł kasowy sukces i każdy o nim słyszał, a do filmu Alioto niestety docierają dziś już tylko Ci, których interesuje temat UFO. A szkoda. Dawno nie widziałam filmu „nagrywanego z ręki”, który nie irytowałby mnie rozbieganym obrazem. Tym razem – o dziwo! - tuszowanie braków w budżecie rozmytym obrazem i częstymi ujęciami butów zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. 

28 czerwca 2015

Historia Travisa Waltona/Uprowadzenie: Fire in the Sky - Robert Lieberman/1993

Zacznę od tego, że film Uprowadzenie: Fire in The Sky jest poniekąd oparty na faktach. „Poniekąd?” - zapytacie. Już wyjaśniam. 5-go listopada 1975 roku w parku narodowym Apache-Sitgreaves w stanie Arizona, siedmiu mężczyzn wracając do domu po ciężkim dniu pracy, natrafiło na niecodzienne zjawisko. Odnieśli wrażenie, że „zapłonęło niebo” i zafascynowani widokiem podjechali bliżej. Wtedy zobaczyli tajemnicze, unoszące się nad ziemią COŚ. Jeden z nich – Travis Walton - wyszedł z samochodu, by się temu czemuś bliżej przyjrzeć (wiadomo, to był błąd). Gdy zaatakowało go dziwne światło - koledzy uciekli i zostawili go samego. Mimo panicznego przerażenia postanowili jednak wrócić, ale po ich kumplu-ryzykancie nie było nawet śladu. Zgłosili zaginięcie kolegi i rozpoczęły się poszukiwania na wielką skalę: zorganizowane grupy przeczesywały gęstwiny, ściągnięto nawet helikoptery. Pozostali świadkowie tajemniczego incydentu zostali także poddani badaniom wariografem – podejrzewano ich bowiem o dokonanie morderstwa. Travis zniknął jednak TYLKO na pięć dni. „Powrócił” 10 listopada: rozbity, odwodniony, nie pamiętając nic. Wydarzenia te podzieliły opinię publiczną. Część osób wierzyła mężczyznom, uznając, że Waltona porwało UFO. Część uznała, że był to jakiś makabryczny żart lub sposób na zdobycie sławy i wyjście z długów. Tak jak w filmie w rzeczywistości więc miało miejsce zaginięcie, śledztwo i powrót Travisa. Czy miał on jednak nieprzyjemność spotkać przybyszów z przestrzeni kosmicznej i przebywać na ich statku? Do dziś stanowi to pytanie, na które nikt nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

26 czerwca 2015

Biblioteka grozy: Pięć flakoników, pięć kluczy do prawd o świecie /Pięć flakoników – Montaque Rhodes James/

Wyobraź sobie drogi, współczesny czytelniku, że wybierasz się na spacer w leśne ostępy. Tak dla odprężenia i wyciszenia, by nacieszyć się ciepłym dniem. Urokliwe okoliczności przyrody - szum strumienia, figlarne promienienie wrześniowego słońca - mile łechczą twoje zmysły. Pozwalasz więc na to, by twoje myśli płynęły leniwie, sobie tylko znanymi ścieżkami i w poczuciu beztroski zasypiasz. Sen, który śnisz należy do tych bardzo realistycznych. Gdy tylko się przebudzisz nie masz więc najmniejszych wątpliwości, że musisz odnaleźć tajemniczą roślinę, która w twoim śnie wyglądała jak "pozbawiony kwiecia tojad żółty". Intuicyjnie wiesz również, że doprowadzi cię do niej strumień, który szepcze Ci gdzie powinieneś się udać i co zrobić. Po grzeczniej rozmowie z dębem dopinasz swego i zjadasz znalezisko. Dzięki tej niepospolitej roślince zdobywasz tajemniczą szkatułę, w której ukrytych zostało pięć flakoników – jak się okazuje: pięć maleńkich kluczy, bram do zupełnie innego pojmowania rzeczywistości. Przekonujesz się, że twoim przeznaczeniem jest zgłębianie wielkich tajemnic.

25 czerwca 2015

The Truth is Out There /Oni – Olga Haber/

Książkę pochłonęłam za jednym zamachem i przy pierwszym podejściu. Lekkie pióro i bardzo rozrywkowy charakter lektury dały mi odprężenie którego potrzebowałam. Czyta się świetnie! W powieści Olgi Haber panuje bowiem naprawdę rozluźniający klimat. Mimo iż duszny, upalny czerwiec nieźle daje się bohaterom we znaki - a to skwarem, w którym gotują się żywcem, a to gwałtownymi burzami, które nie dość że szarpią nerwy, to jeszcze atakują ścianą wody lub gradem, to chce się być w samym sercu wydarzeń. Ze względu na wakacyjny okres zapragnęłam takiego właśnie wyjazdu: wypadu gdzieś na łono natury, z dala od zgiełku miasta, korków, wścibskich sąsiadów i galerii handlowych. Miejsce opisane przez autorkę jest niesamowicie urokliwe, nie dziwi więc, że ludzie wciąż do niego wracają i, że bohaterka nie chce go opuszczać. Myślę, że miałabym podobnie: nie ważne czy mnie COŚ atakuje – zostaję. Tak więc rozmarzyłam się i już! Chcę do "Emilówki", tak jak bohaterka układać sobie w głowie i ładować akumulatory!!

23 czerwca 2015

TOP 10 Filmowi ojcowie - przegląd bardzo subiektywny na Dzień Ojca

Nadopiekuńczy, kochający, mądrzy, sprawiedliwi, mściwi, surowi, bezwzględni, opętani, popaprani i pedofile - wachlarz możliwości przedstawiania ojców jest ogromny. I z jednej strony stety z drugiej niestety praktycznie każdy zaprezentowany wzorzec jest "z życia wzięty" (zależnie od poglądów widza, opętany ojciec także).Postanowiłam wybrać kilka (głównie horrorów, ale nie tylko) filmów przybliżających nam ten jakże ciekawy motyw. W związku z tym, że deszczowa aura sprzyja wszelkim seansom, zapraszam do zapoznania się z poniższą listą. 

22 czerwca 2015

Krwawa vendetta. Natura nie wybacza ani nie współczuje /Grizzly Rage, Zemsta niedźwiedzicy -David DeCoteau/ 2007

Teraz już wiem skąd reżyser John Rebel wziął pomysł na swój beznadziejny film pt. Niedźwiedź (2010). Zainspirował go równie beznadziejny (albo – nie sądziłam, że to możliwe – jeszcze gorszy) film Grizzly Rage (2007). Tytuł właściwie zdradza już w pełni treść tego gniota. Po polsku brzmi jeszcze czytelniej: Zemsta niedźwiedzicy. Aby zanadto się nie rozpisywać  - bo nie ma za bardzo o czym – film opowiada o konsekwencjach głupich zachowań. Czworo młodych ludzi - Laureen, Sean, Ritch  i Wes - w ramach nagrody po zakończeniu swojej edukacji w liceum (że im się udało....), wybiera się „gdzieś w dzicz” by odpocząć. Postanawiają jechać skrótem przez las (do którego wjazd jest zabroniony) i pędząc swoim jeepem zabijają młodego niedźwiadka, czym narażają się na gniew jego matki. Głębi emocjonalnej nie uświadczymy tutaj jednak nawet ociupinki. Oczywiście bardzo chciałam kibicować niedźwiedzicy, jednak jej zachowanie było zbyt nierealistyczne, by mnie do siebie przekonała. To już niedźwiedź kanibal z Red Machine był wiarygodniejszy... Nasza niedźwiedzica bowiem nie wyraża zainteresowana jakimkolwiek atakiem. Zazwyczaj przechadza się spokojnie to tu to tam (wycinki z filmów przyrodniczych?). Jej ataki markuje się rzekomym ciosem z liścia, który posyła ofiarę na księżyc lub, w najlepszym wypadku, dach pobliskiego domku. Wiem, że niedźwiedzie są silne, ale to już przesada. Scen gore w tym animal attack jak się domyślacie też nie dane nam będzie oglądać. Jedyne czym nas twórcy uraczyli, to pojawiający się dosyć rzadko bryzg krwi, ograniczony do „komiksowej nakładki” na kadr.

21 czerwca 2015

To był naprawdę dziki dzikus /Dzikus - David Almond/

W skrajnych sytuacjach zawsze tworzymy narracje. Te, jakże prawdziwe zdanie, wygłosił Anatole Boyard, autor książki Upojony chorobą. Zapiski o życiu i śmierci. Według niego metafory stosowane w psychoterapii są najskuteczniejszym sposobem wyzwalania się z różnorakich trudności życiowych. Bo gdy już się w sytuacji skrajnej znajdziemy, to tylko opowieści mogą uratować nasze człowieczeństwo. Metafora w tym wypadku staje się więc "szlachetnym" sposobem ucieczki przed strachem i bólem. Otwiera przed nami nowe przejścia i wytyczna nowe szlaki do miejsc, w których odkrywamy dawno utraconą możliwość tworzenia czegoś własnego, jedynego w swoim rodzaju. Pozwalamy sobie bowiem tworzyć siebie na nowo.

Tego o czym pisał Boyard doświadcza Blue Baker - chłopiec, który doznaje szoku po śmierci ojca. Wszystko wydaje się pozornie toczyć własnym, zwykłym rytmem - nadal mieszka w tym samym domu z mamą i siostrą, chodzi do szkoły - a jednak coś w nim pękło. Powstała w ten sposób w jego duszy szczelina zionie pustką, której nie jest w stanie wypełnić miłość i wsparcie najbliższych. Psycholog radzi Bakerowi by napisał historię, w której uzewnętrzniłby swoje uczucia. Chłopiec podejmuje się tego zadania. W efekcie powstaje opowiadanie, którego bohaterem jest mieszkający w leśnej jamie Dzikus, który uzbrojony w "norze", siekierę i widelce poluje na wszystko, co wejdzie mu w drogę.  Nie wie skąd się wziął i nie potrafi mówić. Ze strony na stronę pisana przez Blue opowieść staje się coraz mroczniejsza, atmosfera niepokojąco gęstnieje – czujemy, że zbliża się coś nieuniknionego, zwłaszcza, że chłopiec zaczyna fantazjować o morderstwie. Pewnego dnia Dzikus spotyka Blue (swego twórcę) i jego siostrę, od tamtej pory dziki chłopiec zaczyna się zmieniać. Zmieniać zaczyna się także sam Blue. Kim jest tak naprawdę Dzikus? Czy pierwotne najgorsze instynkty można zastąpić miłością? Czy Blue ocali swoje człowieczeństwo? Odpowiedzi na te pytania trzeba koniecznie odkryć samemu, więc niczego więcej nie zdradzę.

19 czerwca 2015

Złodziejka książek / Severina – Rodrige Rey Rosa/

-        - Opowiedz mi o swoim życiu
-        - Mamy wiele żyć

I ile z tych żyć jesteśmy w stanie pozostawić za sobą, ile wykreować na nowo? To wiedzą tylko członkowie plemienia żyjącego książkami i dla książek. Chcesz do nich dołączyć? Pamiętaj jednak: w twoim życiu nie będzie już wtedy miejsca na żadną regułę ani zwykły porządek rzeczy, i nigdy nie dowiesz się co jest wysublimowanym kłamstwem, a co przypadkową prawdą.

Zacznijmy od tego, że blurb do tej powieści napisał ktoś, kto prawdopodobnie jej nie czytał. Sevenira owszem opisuje miłosne delirium, na które cierpi główny bohater, nie ma jednak niczego wspólnego z kryminałem. Autor daleki jest także od opisywania brutalnej rzeczywistości ulic Gwatemali. Jedyne, co utkwiło mi w głowie podczas lektury, to to, że pod pewnym względem jest tam, tak samo jak w Polsce: Odnoszę wrażenie, że większość ludzi czyta mało albo nie czyta wcale, a jednak, dzięki Bogu, niektórzy wciąż kupują sporo książek. I, że tak jak wszędzie na świecie pomieszkują tam "szaleni" artyści. Jednego bohater książki miał okazję spotkać na swojej drodze:

18 czerwca 2015

Danse macabre /Pogrzeby Łucji - Benoit Springer/

Śmierć od zawsze stoi u boku człowieka, ale w pewnym momencie swojej historii, ludzkość zaczęła ten fakt ignorować. W efekcie współczesny człowiek jest pozbawiony doświadczeń i mądrości związanej z kresem istnienia - nie rozumie go, a co za tym idzie boi się. Z pomocą jak zwykle przychodzi literatura, która pomaga otworzyć się tej wewnętrznej przestrzeni człowieka, która odpowiedzialna jest za subtelny proces duchowy związany z: rozstaniem, śmiercią, żałobą i osamotnieniem. I im wcześniej ten proces zaczyna się kształtować tym lepiej. Jadwiga Wais przekonuje nas, że „kłamstwa z miłości” jakie uprawia się względem dzieci na temat śmierci, bardziej potrzebne są tak naprawdę dorosłym, niż maluchom. Powinniśmy więc pozwolić im zmierzyć się z ich wyobrażeniem śmierci, a nie zaszczepiać w nich irracjonalny lęk przed tym czego sami się boimy, a o czym nie chcemy mówić. Zwłaszcza, że lęk przed śmiercią jest „nowym lękiem”, obcym starożytnym kulturom. Jeśli więc podejmiemy walkę z takim „nabytkiem” cywilizacyjnym, mamy szanse wygrać.

17 czerwca 2015

Zęby Erika Estrady /Chupacabra vs Alamo – Terry Ingram/2013

Uwaga! Film sponsorowany przez Barszcz Winiary – różowawy płyn leje się bowiem strumieniami.

Sprawa wygląda tak, żona Estrady (w roli stróża prawa wszechczasów Carlosa Seguina) nie żyje, a on – mega twardziel - ma problem z porozumieniem się dorastającymi dziećmi. Jego syn należy do przemycającego narkotyki gangu, a córka wymyka się na randki z nieodpowiednim chłopakiem. Jakby miał mało kłopotów przydzielono mu jeszcze nową partnerkę Tracy Taylor (Julia Benson), którą zatrudnia do noszenia wody, a ona śmie się stawiać – JEMU?! Przecież on ma motor i skórzaną kurtkę! No właśnie motorek….Nasz dzielny bohater, przez pół filmu pędzi gdzieś na tej maszynie: a to przez bezkresne pustkowia, a to centra zatłoczonych miast. I może byłoby to fajne, gdyby on naprawdę na tym motorze pomykał. Niestety, aktor tylko siedzi na siodełku z zaciętą miną twardziela, i jego dosyć nieudolnie wycięty wizerunek zostaje naniesiony na różne tła… Naprawdę tak trudno zrobić kilka ujęć gościa jadącego na motorze? Rozumiem, że Estradzie mogła krępować ruchy przyciasna kurtka i mógł się bać, że wiatr zdmuchnie mu tupecik, ale są na świecie dublerzy. I gdy on sobie tak siedzi, a jego włosy w pędzie ani drgną, giną kolejni ludzie. Chupacabry bowiem postanowiły wyjść z ukrycia i zorganizować zmasowany atak na ludzi. Przyczyna jest prosta: są chore. Koniec końców nasz bohater z garstką ocaleńców barykaduje się w Alamo. Włamanie się do środka to jednak nic dla wściekłych bestii. Bohaterowie postanawiają wysadzić więc zabytkową budowlę wraz z nimi. Oczywiście na zakończenie Estrada pojednuje się z dziećmi i jedzie dalej walczyć ze złem. Aż się łezka w oku kręci.  

16 czerwca 2015

Słaby ten twardziel: JACK Daniels vs warka STRONG (a raczej Heineken) / W odmętach delirium – Sylwester Burzych/


Debiut Sylwestra Burzycha stanowi dla mnie w pewnym sensie fenomen. Warsztatowo  najlepiej nie jest. Już na pierwszej stronie powieści otrzymujemy bowiem szkolną charakterystykę głównego bohatera (na pierwszej stronie!!): opis wyglądu, informacje skąd pochodzi i co osiągnął w życiu. Co gorsza, każda (!) kolejna wprowadzona do fabuły postać jest przedstawiana w taki właśnie sposób. Dodatkowo autor - z premedytacją lub z nieświadomości – nie używa w ogóle z synonimów. Ma również dosyć drażniącą manierę opisywania ciągiem czynności, które wykonują bohaterowie: Zapalił papierosa, wypuścił dym nosem. Podszedł do ściany…. I o ile sprawdza się to przy okazji didaskaliów w dramacie lub w scenariuszu filmowym, o tyle w przypadku powieści kole w oczy. Gdybym miała określić jednym słowem styl, w jakim została napisana ta debiutancka powieść, powiedziałabym, że jest on zwyczajnie „kanciasty”.

15 czerwca 2015

Przystanek Alaska /Into The Grizzly Maze, Red Machine – David Hackyl/ 2014

Natura, gdy chce przypomnieć człowiekowi, kto tutaj rządzi, wystawia przeciwko niemu, wojowników budzących grozę. Z całą pewnością należą do nich niedźwiedzie. Rozjuszony grizzly, któremu cywilizacja weszła na odcisk, pozbawiając terytoriów i pożywienia, pojawił się także w zeszłorocznym filmie Red Machine. Jakoś trudno nie zauważyć pewnej tendencji: te potężne i niebezpieczne, aczkolwiek urocze, ssaki zazwyczaj mają coś na kształt misji. Nie potrafimy ich sklasyfikować jako „po prostu krwiożercze bestie” - jak to czynimy w animal attack z udziałem np. rekinów i krokodyli. Przypisujemy im więc emocje i zdolność logicznego myślenia (film Niedźwiedź). Dzieje się tak pewnie dlatego, że bliżej nam do futerka niż łuski. Tym razem jednak, by nie prowokować widzów, którzy w zaprezentowanej konfrontacji raczej kibicowaliby kilkutonowemu zawodnikowi a nie ludzkim bohaterom, twórcy filmu postanowili wykreować niedźwiedzia na kanibala-monstrum i pozbawić film drugiego dna.

13 czerwca 2015

Jak wytresować kota w 10 minut /Szkolenie kota w 10 minut - Miriam Fields-Babineau/


Jak myślicie, co zrobi wasza kicia, gdy spróbujecie ją wytresować?
a) początkowo wykaże łaskawe zainteresowanie, później pójdzie spać
b) dosyć szybko zamieni się w futrzastą furię i pokaże wam, kto tutaj kogo będzie tresował
c) całkowicie was zignoruje, ewentualnie zostaniecie rozbrojeni mruczeniem
d) zalegnie przy misce z niewinnym i zdziwionym spojrzeniem "ze Shreka" i odpuścicie

Oczywiście każda z tych odpowiedzi jest prawidłowa. Wszystko zależy bowiem od tego jaki nasz pupil ma charakterek. Mocno tkwi mi w pamięci książka Dawida Ratajczaka Jak wytresować kota?, do głowy więc nie przyszła mi więc myśl, że są możliwe inne odpowiedzi. W końcu, jak to mawia mój znajomy: Tresowanie kota? Prędzej wytresujesz ślimaka do tańca z gwiazdami… A co jeśli jednak można te nasze małe (słodkie) bestyjki wyszkolić? Postanowiłam swój sceptycyzm wobec tego tematu schować w kąt. Dopuszczając możliwość wpłynięcia na moją niepodzielną królową, z zapałem i ciekawością przystąpiłam do lektury Szkolenie kota w 10 minut, autorstwa Miraim Fields-Babineau. Jednym słowem postanowiłam przejść na drugą stronę mocy i spróbować tam swoich sił. W końcu, kto nie ryzykuje ten nie wygrywa.

12 czerwca 2015

Następny idiota, proszę! /Sigmund. Pierwszy seans terapeutyczny - Peter De Wit/

Mamy przed sobą zbiorek komiksowych pasków, które pojawiały się od 1994 roku na łamach holenderskiego dziennika De Volkskrant. Już pierwszy pasko-żarcik zdradza nam z czym będziemy mieć do czynienia: Tu automatyczna sekretarka psychiatry, proszę wykrzyczeć swoje beznadziejne, niedorzeczne, depresyjnie brednie po sygnale...

Naszym głównym bohaterem, jak łatwo się domyślamy, jest psychiatra Sigmund. Nie wykonuje on swojej pracy z powołania, ani nie należy do grona osób, które mają głębokie poczucie misji, związane z wykonywanym zawodem. Owszem skończył studia i ma gabinet: w nim fotel, biurko i roślinki. To jednak nie czyni z niego kompetentnego lekarza. Ze swoich pacjentów głównie bowiem kpi. I jeszcze dostaje za to pieniądze (dziwnie znajome realia - autor był w Polsce??). Na szczęście nie trafiają mu się trudne przypadki, tylko przeciętni Kowalscy, którzy potrafią odwdzięczyć się szarlatanowi pięknym za nadobne tak, że mu w idzie pięty. Walka jest więc wyrównana. 

11 czerwca 2015

Miejsca karmiące się ludźmi /Miasteczko – Łukasz Radecki, Robert Cichowlas/ cz. 2

W Miasteczku utknęłam z wypiekami na twarzy. Świetnie się bawiłam, zwłaszcza, że dałam się wciągnąć w sam środek pułapki słowiańskiego gore. Autorzy utkali bardzo misterną sieć, która zdaje się być zupełnie niewidzialna, dopóki się w nią nie wpadnie – zresztą tak samo jak przekleństwo ciążące na opisywanym przez nich miasteczku. Czytelnik patrzy więc, analizuje i interpretuje, ale niczego konkretnego nie widzi, dzięki czemu udaje się go zaskoczyć. Intryga udała się więc autorom w stu procentach - pewnie sporo w tym zasługi jej nienaturalne długich nóg, no i przecież jest „jasnowłosą blondynką” (nie mogłam się powstrzymać). Cichowlas i Radecki stworzyli kawał świetnego, klimatycznego horroru z mitologiczną podszewką. Jestem strasznie ciekawa, o czym będzie ich następna książka – przeczytam ją na pewno.

Główna oś utworu kręci się wokół postaci Marcina Lanowicza, który jako autor poczytnych romansów (które wydaje oczywiście pod pseudonimem) cierpi na zastój twórczy. Jego ostatnią deską ratunku jest wyjazd na wakacje z żoną, nie ważne gdzie, byle była tam wena. Po przybyciu na miejsce, co wcale nie było łatwe, natchnienia jak nie było, tak nie ma. Im bliżej do wyznaczonego terminu oddania powieści, tym bardziej bohater uświadamia sobie, że wpadł z deszczu pod rynnę. Zamiast przyziemnych problemów: stracone pieniądze i wkurzony szef, przyjdzie mu bowiem zmierzyć się z czymś nadprzyrodzonym i niestety wcale nie mniej namacalnym. Leśna ostoja, jak na złość nie chce być inspirująca, a letni domek nie stanowi wymarzonego azylu. Nic w Morwanach nie jest nie jest lekiem na całe zło, wręcz przeciwnie... Niemal równocześnie, co nasi bohaterowie, do miasteczka zagubionego w lesie, przybywa (a raczej zostaje zwabiony) Paweł Filis. To prywatny detektyw poszukujący zaginionej żony pewnego biznesmena. On decydowanie szybciej niż Marcin i jego żona przekonuje się o  tym, do czego zdolne jest miejsce, w którym się znalazł. W pewnym momencie drogi, jego i pisarza, krzyżują się. Oczywiście mężczyźni wspólnie spróbują stawić czoła sytuacji, w której się znaleźli. Jednak ile może człowiek w starciu z tym co odwieczne? Na nic zdają się ochronne rytuały, srocza krew i wiara we własną siłę sprawczą.

10 czerwca 2015

Parę słów o "Miasteczku" Radeckiego i Cichowlasa cz. 1

Żyjemy w czasach, w których najmniejsza, zapomniana wioska stała się już „wioską planetarną”. Jedynym wyznacznikiem odrębności takiej miejscowości a zarazem spoiwem, zapewniającym jej wewnętrzną jedność jest opowieść. Morwany – tytułowe miasteczko powieści Cichowlasa i Radeckiego - mają swoją. Dzięki niej, mimo pozornej, zewnętrznej zmienności zachowały wewnętrzną stałą, pierwotną formę. To co je niszczy zarazem gwarantuje im ocalenie, a że następuje ono w piekle, no cóż.... Są takie zamki, w których klucze się łamią i nic na to nie poradzimy.

W tym konkretnym miejscu wydarzyło  coś, co uległo zapomnieniu. Czas zatarł tutaj ślady przeszłości, a ludzie zapomnieli jakie brzmienie miał jej głos. Wspomnienia zbyt płoche i ulotne scaliły się z współczesnym sposobem oglądania świata: krótkotrwałym, powierzchownym. Triumf tego, co chwilowe i szybkie w Morwanach był jednak krótki. Pradawne nie zapomniało o swoich korzeniach, tak jak zaczęli czynić to ludzie. Opowieść nie ustąpiła tysiącom historii nakładających się na siebie, pozbawionych treści. Przysnęła tylko i czekała na przebudzenie. Dla mnie więc, to właśnie OPOWIEŚĆ Morwan jest głównym bohaterem powieści Cichowlasa i Radeckiego. Opowieść, która nie zapomina, mimo iż sama została zapomniana. Dlatego uważam również, że wydźwięk Miasteczka jest nieco szerszy, niż może się to pozornie wydawać.

Romeo i Julia po potworzastemu /Megarekin kontra Krokozaurus, Megashark vs Crocosaurus – Christopher Ray/ 2010

Jedna z padających jako pierwsze kwestii w filmie brzmi: Nie mam pojęcia o co tu chodzi! No my też nie proszę pana kapitana…W zrozumieniu, tego co będziemy oglądać, nie pomagają nawet zdychające ryby, które rzekomo wydają jakieś dźwięki - ? - szczególnie oddziałujące na tytułowe bestie. Najtęższe ludzkie umysły, rządzące kinematografią zafundowawszy nam dzieło tak wielowątkowe i wielopłaszczyznowe, że nawet wąsy pana z reklamy wonga.com  są mniej tajemnicze.

Ludzie, jak zwykle, źle odczytali zachowania zwierząt. Pamiętacie jeszcze trwający miliony lat spór pomiędzy megalodonem i ogromna ośmiornicą (Megaszczęki kontra Megamacki)? To czego byliśmy świadkami było tylko kłótnią kochanków. Jestem pewna, że ośmiorekin (znany z filmu Ośmiorekin) pojawił się na świecie, jako owoc tej nieszczęśliwej miłości. Jedno z niespełnionych kochanków – megalodon - przeżyło. Nie został on jednak skazany na samotność. Gdy zobaczyłam z kim tym razem przyjdzie mu się  zapoznać i zmierzyć (cokolwiek to oznacza), dopadł mnie blady strach - co może bowiem powstać z tej znajomości? Przygotowywałam się na romans wszechczasów, niestety ludzie znów wpletli swoje trzy grosze… I teraz nie wiem czy jest nadzieja na rekinodyla? Nie ma co się jednak martwić, kino klasy „Z” kiedyś odpowie na to pytanie. Zresztą istnieje jeszcze inna możliwość. Może megalodon wściekł się na ośmiornicę, bo ta puściła go w trąbę z krokozaurusem? Bo z kim innym gadzica miałaby jaja, które tak bardzo pragnął zniszczyć? Jak widzicie nie można oglądać tego dzieła pobieżnie, bo możemy nie zauważyć rozgrywającej się na drugim planie tragedii. Bohaterami (tymi nieludzkimi), targają głębokie uczucia. Bestie chowają je pod kuloodpornymi pancerzami i tuszują gniewem. Jak bowiem mają dawać sobie radę skoro doznały licznych traum: bolesne rozstania, jeszcze boleśniejsze powroty, zdrady, zmiana klimatu i jeszcze małe, agresywne dwunożne przekąski....

09 czerwca 2015

Paczka od Wydawnictwa CzyTam


Kojarzycie Wydawnictwo CzyTam? Nie? Koniecznie musicie się z nim zapoznać! Oto co piszą o sobie:

Wydawnictwo CzyTam zostało zarejestrowane w 2013 roku. Po ponad rocznych przygotowaniach udaje nam się zadebiutować na rodzimym rynku książką obrazkową "Gdy smok się wprowadza". Oferta naszych książek skierowana jest do dzieci, ale zapraszamy do lektury także osoby starsze. Poprzez wiodącą tematykę publikacji – książki z szeroko pojętego nurtu fantastyki i przygody – chcemy zachęcić do samodzielnej lektury także „czytelniczych niejadków”. Nie bez znaczenia są dla nas (podobnie jak deklaruje to większość dziecięcych wydawnictw) świetne ilustracje. Będziemy wydawać książki obrazkowe, powieści i e-booki, ale w planach mamy także inne równie wartościowe medium jakim jest komiks. Mając na uwadze wzrost czytelnictwa wśród młodych osób – nie planujemy audiobooków.

Wiadomo jak to jest – póki człowiek nie poczyta, to się nie przekona. Miałam już okazję przedstawić wam dwie z wydanych przez to wydawnictwo książek, w ramach cyklu rehabilitującego elementy grozy w literaturze dla dzieci. Pamiętacie Gdy smok się wprowadza i Potrzebuję mojego potwora? Obie pozycje bogate są w niesamowite ilustracje, a ich treść zapada głęboko w pamięć.



Dziś odwiedził mnie listonosz. Dzięki uprzejmości wydawnictwa będę mogła przeczytać kolejne dwie ich książki. Wystarczy jeden rzut oka i pobieżne kartkowanie, a od razu widać, że to perełki. Zresztą już niedługo zobaczycie sami!


Ciekawe logo prawda??

08 czerwca 2015

Maraton. Bieg Towarzyszący na 5 km - Chorzów

Data: 7 czerwiec 2015, godzina 9:30
Miejsce: Chorzów
Tytuł: Bieg na 5 km
Organizator: Park Śląski, Chorzów Wprawia w Ruch,
Cena: 35 zł opłaty startowej

Trudno powiedzieć, że pogoda dopisała. Skandalem jednak byłoby napisać, że była kiepska. Żar lał się z nieba, upał był niemiłosierny a słońce paliło ile fabryka dała. Z jednej strony na biegaczy czekało potworne, mordercze zmęczenie, z drugiej pobudzające okoliczności pogodowo-przyrodnicze  i satysfakcja na mecie. Bo im bardziej aura ustalała niedzielne reguły gry, tym większe każdy biegacz przekraczający linię mety odnosił  zwycięstwo.

Ogromny podziw należy się maratończykom, którzy mieli do pokonania "królewski dystans" w iście tropikalnych warunkach. Niedzielny bieg nieoficjalnie okrzyknięto już "tropikalnym maratonem". Wielu startujących nie pokonało 42 km rekordowym dla siebie tempie - zdrowie jest ważniejsze. Dla mnie niesamowity jest każdy człowiek, który startuje w biegu na taki dystans, i to w takim upale! Patrząc na to, jaki ogrom pracy i wysiłku wkładają w bieg - i mierząc swoje wątłe siły na zamiary - przyznaję, że nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduję się na start w maratonie. Póki co, zostają mi biegi towarzyszące i na zmiany się nie zanosi. 

07 czerwca 2015

Nigdy i zawsze. Bo tak i już /Regulamin na lato – Shaun Tan/

Nadchodzi lato: upalne, ostre, jaskrawe, skwierczące. Nadchodzi pora roku kochająca się w kontrastach, takich jak gwałtowność i lenistwo. Niektóre dzieci spędzają je w mieście - dusznym i opustoszałym - zamknięte między budynkami i spacerujące po rozgrzanych ulicach. Zresztą podobnie, jak autor omawianego picturebooka – Shaun Tan – który spędzał niejedne lato w australijskim miasteczku Perth. Wystarczy zerknąć na kilka pociągnięć pędzla, mięsisty wyraz obrazu i już wiemy, że dokładnie wie o czym „mówi”. Doskonale rozumie klimat wakacji spędzanych pośród molochów i na przedmieściach, „czuje” zderzenie surowego krajobrazu z nieograniczoną wyobraźnią i surrealistyczną logiką, rządzącymi światem najmłodszych. Pamiętajmy, że lato to czas przygód i odkryć. To czas, gdy świat staje się najbardziej namacalny, na co najlepszym dowodem są potargane ubrania, siniaki i rozbite kolana. 

06 czerwca 2015

Megaszczęki kontra Megamacki /Mega Shark vx Mega Octopus - Jack Perez/ 2009

NUUUUUDAAAAAAAA PAAAANIEEEEEE!!! Kolejna słabizna o rekinie, który przetrwał zahibernowany miliony lat i za sprawą czegoś tam został uwolniony. Jak zwykle jest głodny i zły. Tym razem, na nieszczęście, rekin ma kolegę – ogromną, prehistoryczną ośmiornicę. A może to koleżanka? Ciężko stwierdzić. Jedno co wiemy na pewno, to to, że miłością do siebie ta dwójka nie pała. Milion lat temu zlodowacenie przerwało im walkę na śmierć i życie. Trwały więc w ogromnej bryle lodu, zwarte i gotowe do kontynuowania potyczki. Spadek temperatury wokół nie ochłodził ich wzajemnej nienawiści i dokończyły walkę, gdy tylko odtajały i się powtórnie odnalazły. Dobrze, że, to pamiętliwe gadziny były, gdyby nie zajęły się w końcu sobą, tylko zawarły sojusz – ludzkość nie miałaby najmniejszych szans. Zwłaszcza, że ekipa ratująca świat, w pocie czoła produkuje chemiczne „COŚ na stwory”, co w końcu okazuje się nie działać… i jeszcze są z siebie dumni.

04 czerwca 2015

Te straszne rekiny /Bestia z otchłani, Megalodon - Pat Corbitt/2002

To dziesiąty już zrecenzowany przeze mnie animal attack z rekinem w roli głównej. I nie jestem nawet w połowie wszystkich takiego typu produkcji… Pewnie jest ich więcej niż mi się wydaje. Jeśli więc macie jakieś ciekawe tytuły do polecenia, jestem otwarta na propozycje.

Jeśli chcecie wiedzieć skąd się wziął SuperShark (Podwodna bestia), zerknijcie na Megalodona (Bestia z otchłani). Podobna historia. Prehistorycznego rekina podejrzewano o to, że wyginął, w sumie to całkiem słuszne rozumowanie. On jednak przetrwał  - na złość naukowcom. Ukrył się przed światem w tajemnej podwodnej grocie. Odwierty – znów ta ingerencja człowieka – otwarły mu drogę do naszego świata. A jak wiecie, są takie drzwi, które raz otwarte nigdy już nie dadzą się zamknąć.

03 czerwca 2015

Shark Lovestory /Spring Breake: Shark Attack, Krwiożercze szczęki - Paul Shapiro/ 2005

Pomińmy fakt, że tłumaczenie tytułu znów pozostawia wiele do życzenia. Oryginalny brzmi tak: Spring Breake: Shark Attack, w Polsce mamy za to powalające: Krwiożercze szczęki. Taaaaaaaak - to świetny tytuł dla filmu, który opowiada o tym, jak chłopak poznał dziewczynę podczas przerwy wiosennej na Florydzie. A, że w tle żerowały rekiny? Kogo to w sumie obchodzi... Mamy więc tutaj do czynienia głównie z akcją rodem z  Beverly Hills 90210, w którym pojawiły się nowe, intrygujące postacie – wyrafinowani drapieżcy, których lepiej nie drażnić. Niestety, ktoś im tutaj porządnie nadepnął na płetwę.

Intryga na której zasadza się fabuła, nie jest zbytnio skomplikowana. Niejaki Joel (Bryan Brown) pod pretekstem porannego wędkowania wabi rekiny z pobliskiej, sztucznie stworzonej rafy nad brzeg, który jest oblegany przez balangowiczów. Jeśli nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze, u niego jest pusto i chce by turyści przenieśli się (i wydawali kasę) po jego stronie zatoki. Jego plan ma jednak poważną lukę: co to za problem dla drapieżników przypłynąć za jedzonkiem kawałek w inną stronę? Sprawa z rekinami nie jest tutaj jednak najważniejsza. Chodzi o to, że śliczna Daniell (Shannon Lucio), wbrew woli rodziców i potajemnie (w jej bogatej rodzinie rozgrywa się jakiś dramat, na szczęście twórcy odpuścili nam szczegóły) przyjeżdża na Florydę, by spotkać się z przyjaciółkami i wybawić się do upadłego. Tutaj pośród imprez zakrapianych alkoholem będzie dokonywała trudnych, miłosnych wyborów. Kpiące hormonami towarzystwo sprzyja bowiem sercowym rozterkom szesnastolatek. W każdym razie Daniella będzie dokonywała wyboru między nowo poznanymi T.J-em (Justin Baldoni) i Shane'em (Riley Smith). Ten ostatni jest do bólu przyzwoity i biedny – taki męski Kopciuszek (nawet przychodzi na „bal”). Logika tego typu produkcji wymaga, by ten drugi był obrzydliwie bogaty i miał paskudny charakter. T.J. owszem, to przystojny macho, ale okazuje się jednak totalnym pierdołą i ani klata ani kasa mu nie pomagają. Wybór Danielli jest oczywisty, jednak akcja musi się zapętlić, by rekiny miały czas się porządnie wkurzyć i urządzić rzeźnię rozbrykanym nastolatkom. Każdy wiek ma swoje prawa i nie ma co się naśmiewać z wyolbrzymiania problemów bohaterki. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego ktoś w filmie o rekinach przez 4/5 czasu uskutecznia młodzieżowy film obyczajowy o stracie dziewictwa, tabletkach gwałtu, zdradach i zazdrości?

02 czerwca 2015

Seryjni mordercy #2 Morderca z Pustaci Lüneburskiej – Thomas Holst

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nie brano jeszcze pod uwagę tego, jak niebezpieczne dla rozwoju osobowości mogą być drobne uszkodzenia mózgu powstałe w wyniku pozornie nieistotnych urazów. Nikt szczególnie nie przejmował się przyszłością dziecka, które trzeba było uspakajać we wczesnym dzieciństwie haloperidolem, na oddziale psychiatrii. Nikt też nie zajmował się później śledzeniem rozwoju takiego małego pacjenta. Zwłaszcza, że po dramatycznych przejściach we wczesnym dzieciństwie stan chłopca o którym mowa się ustabilizował: skończył szkołę i został grafikiem. Nie sprawiał też problemów, ludzie go lubili. Sąsiedzi uważali go za przyjemnego i uczynnego. Szczególnie miły i szarmancki był wobec kobiet – potrafił błyskawicznie wzbudzać w nich niepohamowaną sympatię i bezgraniczne zaufanie. Przypadek tego seryjnego mordercy pokazuje w groteskowy niemal sposób, jaki wpływ na otoczenie mają ludzie z osobowością dyssocjalną. Gdy wyszły na jaw zbrodnie popełnione przez Thomasa Holsta (ur. 1966) i jego matka opowiadała o formie leczenia jakiej go poddano - uznano, że od zawsze był po prostu nieprzystosowany społecznie. Dziś lekarze nie są już wcale tego tacy pewni.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...