28 kwietnia 2015

Zabójcza wycieczka /Dom 1000 trupów - Rob Zombie/ 2003

Co się stanie, gdy muzyk industrialno-metalowy i fan horrorów klasy B w jednym, zapała nagłym pragnieniem nakręcenia filmu??? Może powstać tylko jedno: sieczka i „nieco” chore źródło rozrywki. W tym konkretnym przypadku z zabawy kamerą zrodził się debiut, który - o dziwo - utorował Robowi Zombie drogę do dalszej kariery reżyserskiej. Jak się okazało, jego Dom 1000 trupów, zarobił: 15 mln w kinie i 45 mln na dvd. Te kwoty zaszokowały mnie bardziej niż sam film.

Dlaczego zszokowało? Dlatego, że fabuła nie powala. To „najtypowsza” z typowych historii. Dwie pary podróżują sobie poprzez pustynne tereny Teksasu. Zupełnym przypadkiem trafiają w TO miejsce, czyli przydrożny bar z Muzeum Grozy w pakiecie. Tutejszy ekspedient ma nieco ekscentryczny wygląd – upudrowaną na biało twarz, kontrastującą z żółtymi zębami. Kapitan Spaulding wygląda jak klaun dorabiający po godzinach, któremu nie chciało się zmazywać makijażu. Niby od niechcenia i niedbale opowiada nowoprzybyłym o miejscowej „atrakcji turystycznej”, legendzie Doktora Satano. Ten niebezpieczny psychopata skończył powieszony na pobliskim drzewie, jego ciało zniknęło stamtąd jednak w tajemniczych okolicznościach. Młodzi podekscytowani tą historią postanawiają podążyć tropem szaleńca i „zwiedzić” drzewo. Pech, a raczej scenariusz chce, że łapie ich burza i psuje się auto. Trafia im się jednak (ileż to przypadków) miła autostopowiczka, która proponuje schronienie. Jej rodzinka ma jednak pewne nietypowe hobby, które nie przypadnie gościom do gustu. Gdy w końcu zorientują się, że zanurkowali w szambie, będzie już – jak się pewnie domyślacie – za późno. Podobnych obrazów widzieliśmy już setki, w tym ewidentnie zabrakło oryginalnych rozwiązań fabularnych. Nawet głupota policjantów została tutaj przedstawiona „książkowo”.

27 kwietnia 2015

Konferencja: Zombie w kulturze

Data: 24-25 kwiecień 2015
Miejsce: Katowice, Centrum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka, ul. Bankowa 11a
Tytuł: Zombie w kulturze
Organizator: Ośrodek Badawczy Facta Ficta i Uniwersytet Śląski
Cena: wstęp wolny

Środowisko naukowe rządzi się swoimi prawami. Podczas takiego typu konferencji - na jaką udało mi się jak widzicie zawędrować - nie mamy do czynienia tylko z otrzaskanymi w bojach wykładowcami, którzy swobodnie opowiadają o swoich pasjach i badaniach hipnotyzując publikę. Jedni naukowcy są urodzonymi mówcami, inni muszą się tego nauczyć, niektórzy po prostu nie chcą. Zdarza się też, że kogoś najzwyczajniej w świecie zżera stres, czego zdecydowanie nie zazdroszczę. Nie należy przychodzić tutaj z nastawieniem, że będziemy świadkami jakiegoś niesamowitego SHOW – od karmienia nas łatwymi rozrywkami jest telewizja. Nie należy jednak zakładać z góry, że będzie trudno i niezrozumiale dla przeciętnego Kowalskiego, który też przecież zombie lubi, szanuje i pewnie z GPS-u nawiguje go Czesio. Pamiętajmy bowiem, że prawdziwą sztuką jest posiadanie sporej wiedzy i przekazywanie jej w sposób prosty. Świadczy to o ogromnej inteligencji i umiejętnościach komunikacyjnych. W przeważającej większości przedstawiciele  środowiska naukowego opanowali już tę umiejętność. Postępy w wykorzystaniu technik  autoprezentacyjnych też zrobili niesamowicie duże i nie chodzi mi tutaj tylko o pokazy slajdów.

Ta straszna szkoła / Wiking Vulgar i straszna Wycieczka – Odyn Rudobrody/

Wczoraj Okiem na horror udostępnił kolejny tekst z cyklu dotyczącego Małych Potworków.

Książka napisana przez samego Odyna Rudobrodego, to prawdziwa gratka dla fanów wikingów i ich surowego stylu życia. Przed sobą mam właśnie trzecią już część przygód młodego Vulgara, który chce zostać - nikim innym - tylko Prawdziwym Wikingiem. Niestety nie za bardzo ma się od kogo bycia Prawdziwym Wikingiem nauczyć. Mieszka bowiem w wiosce o wdzięcznej nazwie Porycze, w której grabieżczo – łupieżczej tradycji nikt nie kultywuje. Nie ma więc się czemu dziwić, że Vulgar i jego przyjaciele byli przekonani, że do sławetnego grabienia potrzebne są...grabie. Tata naszego głównego bohatera, Harald, pełni niezbyt poważaną funkcję czyściciela toalet, nie jest więc dla syna wzorem, który ten chciały naśladować. Helga, mama Vulgara, to mistrzyni zapasów z morsem, czyli najsilniejsza z kobiet Porycza. Niestety chłopiec często odczuwa jej siłę na własnej skórze, gdy ta przerywa jego piękne sny o sławie, wyrzucając go z łóżka na zimną posadzkę. Najczęściej Vulgar nie ma ochoty budzić się i wstawać, gdy trzeba pójść szkoły, co jest zupełnie naturalne w jego wieku. Dagmar Imbecyl, miejscowy nauczyciel, nie uczy przyszłych wikingów - w odczuciu chłopca - niczego przydatnego. Gdy okazuje się więc, że nauczyciel zaniemógł i w jego zastępstwie lekcje poprowadzi Otto Miażdżygnat, wiking z prawdziwego zdarzenia, chłopiec nie posiada się z radości.

25 kwietnia 2015

Mam smoka i nie zawaham się go użyć! /Gdy smok się wprowadza - Jodi Moore/

Słoneczny dzień na nadmorskiej plaży. Cóż można robić? Opalać się, zbierać muszelki, łapać fale lub...zbudować zamek z piasku. Co to jednak za zamek, w którym nikt nie mieszka? Jaki ma sens taka budowla, gdy stoi pusta? Najlepiej byłoby, gdyby do zamku wprowadził się smok! Bo zamki zdecydowanie są stworzone dla smoków. Z takim przyjacielem można nie obawiać się plażowych wandali, można też używać go wedle uznania: jako osobisty opiekacz do pianek albo jako tratwę lub latawiec. Smoki podczas plażowania niestety też psocą: obsypują innych piachem i podkradają kanapki. Problem ze smokami polega jednak głównie na tym, że ani mama, ani tata go nie widzą. Umiejętność tę posiada tylko mały chłopiec (no i straszny ratownik, przed którym trzeba ukrywać ich obecność). Wiadomo więc, kto dostaje burę za wszystkie psoty, a to bardzo irytujące. Czasami więc zmusza się smoki, by się wyprowadziły i burzy się zamek, ale wiadomo, tylko do jutra.

22 kwietnia 2015

Rozdawajka

Niedawno pisałam o Byłoniebyło (recenzja TUTAJ). Jeżeli ktoś ma ochotę zmierzyć się z tą lekturą sam, właśnie nadarza się okazja. Alicya w krainie Słów i chcą oddać w wasze ręce dwa egzemplarze pięknie wydanej książki.

By wziąć udział w konkursie trzeba:
1)      Lubić fanpage: Alicya w Krainie Słów
2)      Udostępnić post konkursowy
3)      W komentarzach pod postem konkursowym (na fb) wyrazić chęć posiadania książki
4)      Miło nam będzie jeśli zaprosicie do zabawy znajomych
5)      Konkurs trwa od 22.04 – 25.04. do północy. W niedzielę ogłoszenie wyników.

Powodzenia!!


21 kwietnia 2015

Wydawnictwo Zielona Sowa podesłało mi paczusię. Jedną z książek śmiało mogę zrecenzować dla Kocich Tajemnic, dwie polecą wprost w objęciach cyklu o Koszmarkach: Alicya w Krainie Koszmarków.

1.Dzielny mały Karmel Holly Webb z serii Zaopiekuj się mną, to historia potrąconego przez samochód kociaka, który szuka swojego miejsca na ziemi. Czy ktoś go przygarnie?

2. Wiking Vulgar i straszna wycieczka Odyna Rudobrodego, to 3 tom przygód małego Wikinga, który podczas szkolnej wycieczki przypomina sobie nagle, że na wzgórzach mieszkają trolle… Zgadnijcie kto nie zasnął.

3. Sherlock, Lupin i Ja. Tajemnica szkarłatnej róży, Irene Adler, to 3 tom przygód trójki niesamowitych bohaterów. Mowa o młodym Sherlocku, który zostanie w przyszłości najsłynniejszym detektywem, jego przyjacielu – który stanie się złodziejem wszech czasów - Lupinie i  przebojowej Irene.  Ciekawe połączenie prawda? Biorąc pod uwagę zagadkę, jaką ta trójka ma do rozwiązania – zapowiada się bardzo ciekawie. 


20 kwietnia 2015

Kto się boi ryjówek? Faworyt w rankingach na najgorszy film świata/Zabójcze ryjówki, The Killer Shrews - Ray Kellogg/ 1959

Są filmy tak bardzo złe, że aż fajne. I przez tę swoją fajność wynikającą ze skrajnej niefajności stają się kultowe. Do tego gatunku należą Zabójcze ryjówki. Urocze gryzonie są stałym, corocznym „gościem” na przeglądzie Najgorszych Filmów Świata, co stanowi spore wyróżnienie pośród setek innych miernot, zwłaszcza, że film nakręcono w 1959 roku! Największą jego wadą (i jak widać atutem), która czyni z niego króla gatunku, jest to, że nie kręcono go z przymrużeniem oka lecz całkiem na serio. Tak serio, że bardziej się nie dało (i nadano mu TAKI tytuł?). O ile bowiem urągającym zdrowemu rozsądkowi, ignorującym logikę  i dobry smak Krwiożerczym klownom z kosmosu, Ataku pomidorów zabójców, Striptizerkom zombie czy Martwicy mózgu blisko do podium, o tyle nikt nie próbował udawać, że są one prawdziwymi horrorami. To właśnie poza twórców uczyniła z Zabójczych ryjówek taką słodką katastrofę...

17 kwietnia 2015

Tytuł mówi sam za siebie /Striptizerki zombie, Zombie Strippers – Jay Lee/ 2008

Lubię absurd i groteskę, lubię karykaturę i zabawy konwencją. I o ile Co robimy w ukryciu, było zabawnym found footage o wampirach, a Tusk miał – głęboko, bo głęboko – ukryte w sobie coś, co zmuszało do chwili refleksji, o tyle Striptizerki zombie spowodowały tylko, że mózg uciekał mi z czaszki wszystkimi możliwymi otworami. Oczywiście nie spodziewałam się, że film będzie dobry, aż tak naiwna nie jestem. Byłam po prostu ciekawa, w jaki sposób taniec na rurze ma wykonywać istota martwa, rozkładająca się i cierpiąca na wyraźne rigor mortis. Wydawało się to niemożliwe więc mnie pokusiło. Okazało się, że zombie tańczą lepiej od żywych, przyciągając tłumy do lokalu i dając zarobić krocie jego właścicielowi: Essko (Robert Englund).  Film spowodował, że muszę zweryfikować swoje podejście do zombiaków. Do tej pory łykałam je w każdej postaci.

16 kwietnia 2015

Na granicy zmysłów - Przemek Kossakowski 2015

Przemek Kossakowski, wielki znany nieznany -  człowiek, który z przekraczania granic uczynił swoją pracę. Kojarzony głównie z programów TV, postanowił napisać książkę, bo wiadomo: kamera wszystkiego nie pokaże. 
Przemierza w niej świat w szerz i wzdłuż, by odkrywać dla nas na nowo wciąż żywe zabobony i wierzenia. W zamierzeniu książka miła być reportażem. Pojawiły się już pierwsze głosy, że za mało tu reportażu, za dużo osobistej dygresji i "ja" autora. Chętnie ocenię to sama. Jak to mówią: Poczytamy, zobaczymy.



15 kwietnia 2015

Za granicą mgieł – film średniometrażowy – reżyseria i scenariusz Hubert Bąk

Obserwowałam sobie ten projekt na wspieram.to Byłam niczym przyczajony tygrys i ukryty smok. Z uporem maniaka wchodziłam, porównywałam, czekałam. I wiecie co? W ogóle się nie dziwię, że do końca zostały już tylko 4 dni, a zebrano 21%  - z uwaga - jedynych 2000 zł!!! Takiej niewielkiej kwoty zabrakło bowiem twórcom do tego, by zwrócić aktorom koszty dojazdu i na ostatnie kostiumowe szlify. Moje pytanie brzmi: gdzie wyeksponowano, to co już zrobiono, gdzie są informacje o postępie prac, skoro tylko tyle jest jeszcze do zrobienia i tylko tyle PLNów brakuje?!

14 kwietnia 2015

Wszystko w tym kraju prowadzi do zniszczenia /Szczury Manhattanu – Lech Majewski/

Wypełzają ze wszystkich zakamarków ulicy, z każdej nawet najmniejszej szczeliny w murze. Pod naporem ich ciał unoszą się żeliwne pokrywy kanałów. Wilgotne, ociekające tłustą i cuchnącą wydzieliną hordy opuszczają podziemne królestwo, wzniecając panikę w mieście.

Tak to one, uzbrojone w złowieszcze spojrzenia, pazury i kły. Dalekie echa europejskiej zarazy, widmo czarnej śmierci, czającej się na Manhattanie. Miejscu ukazanym na tyle realnie i abstrakcyjnie za razem, że nie mamy wątpliwości, co do metaforycznego wydźwięku całej historii i symbolicznej konstrukcji jej bohaterów.

13 kwietnia 2015

Pacynek - Guy Bass

Okiem na horror opublikował kolejny tekst z cykli Małe Koszmarki. Tym razem pisałam o Pacynku. Oto fragment tekstu

O czym chcę wam dziś opowiedzieć? O zatopionym w mroku i strachu miasteczku, wysokiej górze, na czubku której stoi straszny zamek, i o ukrytym w jego przepastnych lochach laboratorium szalonego naukowca. Ten oczywiście, jak przystało na genialnego wariata od dawna nie widział się z grzebieniem – tym bardziej z fryzjerem - i ma obłęd w oczach. Opowiem wam jeszcze o tym, że małe dziewczynki są straszniejsze od najstraszniejszych potworów, a wściekła tłuszcza zawsze uzbrojona jest w widły i pochodnie. Opowiem wam też o tym, co to znaczy tęsknić i dostać od losu najwspanialszy prezent świata: NAJLEPSIEJSZEGO przyjaciela. 

Jak łatwo się domyśliliście, Guy Bass stworzył kolejną książkę o potworach. Pokazał je jednak z nieco innej perspektywy. Głównym bohaterem jego opowieści jest twór szalonego naukowca, czyli – mały bo mały i tak naprawdę niezbyt straszny – Pacynek. Prawdopodobnie profesor Erasmus poskładał go z różnych gałganków. Wskazuje na to jego angielska nazwa Stitch Head i twarzyczka ozdobiona licznymi szwami. Naszemu bohaterowi przyszło mieszkać w górującym nad miejscowością, o intrygującej nazwie Pierdziszewo, Zamku Straszydło. Jak sama nazwa miejscowości sugeruje - leży ono raczej na peryferiach Czegoś niż w Tego Czegoś Centrum. Nasz bohater wiedzie smutne i samotne niby-życie, pośród sobie podobnych stworów. Szalony naukowiec, który go ożywił, nie poprzestał bowiem na jednym eksperymencie. W wyniku jego nieustannej „pracy”, zamek aż roi się od dziwacznych, pokracznych i ohydnych tworów, takich jak: kuro-pies, czaszka z mackami i metalowymi kończynami, czaszka napędzana parą, sześcionożny ślimak… Jak to często w tego typu historiach bywa, potworem okazuje się jednak ktoś zupełnie inny niż istota określana mianem „potwora”. Zazwyczaj jest nim z pozoru zwyczajny, przeciętny człowiek - taki sam, jakich setki mijają nas codziennie na ulicy. Tak jest i tym razem, najgorszy koszmar mieszkańców zamku ziścił się w postaci szefa cyrku Święchosława Świrr-Szukalskiego. Człowiek ów, myśląc kieszenią,  wabi i mami Pacynka obietnicami, że stanie się wspaniałą i niezapomnianą atrakcją jego cyrku dziwów. Pacynek niestety daje się złapać na ten haczyk. To jednak nie koniec zła, które czyni Święchosław – porywa także dziewczynkę o imieniu Arabella i knuje intrygę w wyniku której wściekła tłuszcza z Pierdziszewa zaatakuje zamek...

Całość do przeczytania TUTAJ.




12 kwietnia 2015

Nikt nie ucieknie od swego strachu /Clownhouse, Dom klownów – Victor Salva/ 1989

Tematycznie kręcę się ostatnio wokół filmów z motywem klauna. I mimo iż lubię absurd i groteskę z którą mieliśmy do czynienia w Morderczych klownach z kosmosu (1988) i z przyjemnością oglądałam zeszłoroczną produkcję o demonicznym stroju klauna – tak całkiem na serio pełną grozy (Klaun 2014) - to pełna obaw „odpalałam” film z 1989 roku pt. Dom klownów (Clownhouse). Nie byłam pewna, czy ten typowy horror/thriller klasy B, w którym wyeksponowane zostały dziecięce lęki spełni moje oczekiwania. Czy się rozczarowałam? I tak i nie.

Jedenastoletni Casey (Nathan Forrest Winters, który wystąpił też w innej krótkometrażówce reżysera z 1986 roku: Something in the Besement) panicznie boi się klaunów. Aby zmierzyć się ze swoimi lękami, wybiera się z dwoma starszymi braćmi do cyrku. Wyleczenie się z przypadłości nie jest mu jednak pisane, gdyż tej samej nocy z pobliskiego zakładu psychiatrycznego ucieka trójka pacjentów. Po uprzednim zabiciu cyrkowych klaunów, przebierają się za nich i postanawiają siać zniszczenie w okolicy, śmiejąc się złowieszczo – można by rzec śmiechem rodem z czubkowa. Pech chce, że na kolejne ofiary wybierają sobie trzech nieletnich Collinsów. Niestety wynik tego pojedynku - trzech na trzech - jest z góry przewidywalny. Bo jak to być może?! Nie ważne czy klauny, nie klauny, kto odważyłby się wyraziście uśmiercić na ekranie dzieci, gdy są trójką głównych bohaterów? Trzeba przyznać, że reżyser - Victor Salva - w pewnym stopniu poradził sobie z tą sytuacją nie rozstrzygając ostatecznie losów wszystkich bohaterów. Więcej jednak nie zdradzę.

11 kwietnia 2015

Coś na progu – magazyn #10

Nie można już zaprzeczyć: wylądował, przybył, jest - z mocnym plasknięciem wylądował na progu, uzbrojony w iście zakręcony temat przewodni, czyli Szalonych Naukowców! A mowa o COSIU, czyli Czymś na Progu, czyli jedynym w Polsce czasopiśmie zajmującym się tematyką pulp i weird fiction. Na jego stronach nie zabraknie także kryminału, horroru i fantastyki. W każdym numerze można przeczytać ponad 100 stron, na które składają się opowiadania, komiksy, artykuły, felietony – czyli „na bogato”. Jeżeli chcecie nabyć magazyn, możecie go kupić tylko w wybranych sklepach i księgarniach (on-line). Od 2015 roku, na szczęście, każdy numer będzie wydawany zarówno w wersji papierowej i elektronicznej! Mój w wersji papierowej został już sponiewierany na wszelkie możliwe sposoby, dobrze, że zrobiłam mu zdjęcie, gdy był jeszcze świeżutki, bo teraz nie byłoby się już czym chwalić. Czytałam, jak widać „intensywnie”.

***


Przydługawy wstęp świadczy o jednym: lubię ten motyw przewodni. Drżyjcie więc.

09 kwietnia 2015

Findus i Pettson /Kiedy mały Findus się zgubił - Sven Nordqvist/

Lubicie wspominać? Findus i Pettson na pewno – zwłaszcza popijając kawkę, podczas rozwiązywania krzyżówek. Kotek szczególnie lubi słuchać, gdy jego ludzki przyjaciel opowiada o ich pierwszym spotkaniu. Uwielbia także historię o tym jak będąc jeszcze maluchem się zgubił, bo jak przystało na  ciekawskiego kotka wszedł tam, gdzie nie powinien.

Kiedy mały Findus się zgubił, to szczególny tom serii. Dowiecie się z niego, jak to się stało, że Findus nauczył się mówić i dlaczego lubi chodzić w zielonych porteczkach. Poznamy szczegóły wspomnianej już, mrożącej krew w żyłach przygody kociaka, podczas której nie dość, że się zgubił, to jeszcze spotkał strasznego borsuka - który oczywiście wcale nie był taki straszny, jak mogłoby się na początku wydawać. Nieoczekiwane zniknięcie kociaka sprawiło, że i staruszek Pattson najadł się strachu. Szukał przyjaciela dosłownie wszędzie, przewracając dom do góry nogami i drąc przy tym z niepokoju włosy z głowy. Wyjaśni się także kim są - obecne na wielu ilustracjach - skrzaty, czyli mukle, które z pomocą skarpet Pettsona naprowadziły go na trop Findusa. Trzeba przyznać, że wykazały się sporą odwagą, gdyż skarpety staruszka, delikatnie mówiąc, nie prezentują się zbyt dobrze.

08 kwietnia 2015

Konkurs

Niedawno pisałam o Świecie według Boba (recenzja TUTAJ). Jeżeli ktoś ma ochotę zmierzyć się z tą lekturą sam, właśnie nadarza się okazja. Alicya w krainie Słów i Kocie Tajemnice chcą oddać w wasze ręce egzemplarz książki.

By wziąć udział w konkursie trzeba:
1)      Lubić fanpage: Alicya w Krainie Słów i Kocie Tajemnice
2)      Udostępnić post konkursowy
3)      W komentarzach pod postem konkursowym (na fb) podziel się zdjęciem zwierzaka, który odmienił twoje życie 
4)      Miło nam będzie jeśli zaprosicie do zabawy znajomych
5)      Konkurs trwa od 08.04 – 11.04. do północy. W niedzielę ogłoszenie wyników.

Powodzenia!!


06 kwietnia 2015

Póki śmierć nas nie rozłączy /Honeymoon, Miesiąc miodowy –Leigh Janiak /2014

Film rozpoczyna się nagraniem ze ślubu, na którym nowożeńcy – Bea i Paul - ćwierkają do kamery o tym, jak strasznie się kochają i jacy są szczęśliwi. Chwilę to trwa, ale na szczęście w miarę szybko się kończy. Kolejny etap to miesiąc miodowy. I tutaj we wstępnie numer dwa, który trwa już zdecydowanie dłużej, nie dzieje się nic innego niż ciąg dalszy wstępu pierwszego - czyli bohaterowie jedzą sobie z dzióbków. Młodzi są sobą zafascynowani, świetnie się razem bawią: gruchają i migdalą się w kółko i na okrętkę. Na szczęście ten nużący i przydługi wstęp numer dwa też się kończy, a wraz z nim odchodzi w zapomnienie słodko-mdląca atmosfera. Uff, co za ulga. Sielankę kończy tajemnicze, nocne zniknięcie Bei, którą Paul znajduje nagą w lesie. Ona nie pamięta co się jej przytrafiło, on nie wierzy w lunatykowanie, widz zresztą, też nie wierzy w takie wyjaśnienie. Zwłaszcza, że po tym wydarzeniu dziewczyna zaczyna się dziwnie zachowywać: zapomina o tym, jak się wykonuje najprostsze czynności, unika kontaktu fizycznego, i traci tożsamość. Z minuty na minutę zatapia się w galopującym szaleństwie. Paul próbuje dociec, co się stało, a widz ma kilka teorii - ale o tym za chwilkę.

05 kwietnia 2015

Gra pozorów /W cieniu – A. S. A. Harrison/

To jedna z tych powieści, które powoli i konsekwentnie, z mocą młota pneumatycznego przebijają się przez czaszkę, by uwić sobie wygodne gniazdko w kłębowisku naszych myśli. W cieniu Harrison przypomina nam starą prawdę o niejednoznaczności świata, pokazując, jak wiele różnych odcieni może nieść w sobie nawet pozornie „zwykły” cień.

Historia stara jak świat, On – biznesmen w Porsche - ma kryzys wieku średniego (chociaż tak naprawdę romanse miewał przez całe życie) i bezmyślnie związuje się z dwudziestojednoletnią Natashą – córką swojego przyjaciela. Zgadnijcie czy tatuś jest zadowolony. W chwili, gdy dziewczyna spodziewa się dziecka (a radość jej ojca osiąga apogeum), Todd postanawia odejść od swojej długoletniej partnerki Jodi. Odchodząc, stale podjudzany przez nienasyconą młodą partnerkę, planuje zabrać to, co do niego należy. Czyli praktycznie wszystko. No przesadziłabym, łaskawie pozwala, by Jodi zostawiła sobie meble. Do czego to może doprowadzić? W przypadku Jodi na pewno nie do otwartej walki.

04 kwietnia 2015

Co będzie słychać

Czym warto się pochwalić, a o czym niedługo będzie można poczytać. 



Film nie dla klaunofobów /Klaun – Jon Watts /2014

Klaun to bardzo nośny symbol. Najczęściej oznacza niewinność połączoną z ignorancją. Jego nieświadomość dobra i zła pozwala mu na czynienie obydwu. Jeśli połączyć klauna z demonem, otrzymamy absurdalnie upiorny motyw. Bo jak to? Przerażający klaun? Tak, tak to Mistrzostwo Kiczu, które już nie raz miało okazję nas zachwycić. Po raz kolejny więc kupimy ten makabrycznie niedorzeczny pomysł – przynajmniej ja tak.

Historia nie jest zbytnio skomplikowana. Kent McCoy (Andy Powrs) jest pośrednikiem sprzedaży nieruchomości. W jednym z domów znajduje kostium klauna. Akurat wtedy, gdy jego syn (fan klaunów) ma urodziny i zamówiony z tej okazji klaun się na nich nie zjawia. Co zrobi superata? Wiadomo: ubierze kostium. Dzięki niemu kryzys zostaje zażegnany i urodziny się udają. Istna sielanka, do czasu… Kent nie podejrzewa, że popełnił błąd, dopóki nie próbuje bezskutecznie zdjąć stroju i peruki, a Meg nie odrywa wraz z zawartością czerwoną nakładkę na nos… Od poprzedniego właściciela kostiumu – Karlssona (Peter Stormare) – nieszczęśnik dowiaduje się, że kostium jest przeklęty. By się od niego uwolnić musi dokonać rzeczy strasznych lub dać sobie odciąć głowę…Kent nie wierzy w to co słyszy i nie godzi się na „propozycję” z tasakiem w tle. Narastający głód, który może zaspokoić jedynie dziecięce mięso sprawia, że z minuty na minutę, coraz dalej mu do bycia człowiekiem – staje się ucieleśnieniem samego demona. Jon Watts zaproponował nam kawał dobrego, trzymającego w napięciu kina. Szkoda tylko, że twórcy nie pokusili się o bardziej hardcorową końcówkę. Czasami trzeba posunąć się do ekstremum, by odbić piętno na psychice widza, by film wdarł się tak głęboko w jego umysł, by ten po latach na samo wspomnienie produkcji nerwowo rozglądał się wokoło. Widzowie horrorów tego właśnie oczekują. Grzeczne zakończania zarezerwowane są dla innych gatunków. Najwyższa pora żeby twórcy sobie o tym przypomnieli.

03 kwietnia 2015

Morderczy popcorn. Dla wielbicieli klasyków klasy B, C...W /Mordercze klowny z kosmosu (Killer Klowns from Outer Space – Stephen Chiodo) /1988

Od pierwszych minut tracimy złudzenia, że będzie chociaż troszkę strasznie – chyba że uznamy za przerażającą bezsensowną fabułę. Wiszące w gęstym powietrzu napięcie, to wynik m.in. buzujących hormonów i klimatu typowego dla piątkowych wieczorów – gdy kto żyw rusza w miasto -, nie widmo nadciągającej, realnej groźby. Główni bohaterowie, Mike i Debbie, spędzają czas w miłosnym zaułku w bagażniku samochodu, na żółtym pontonie (lata osiemdziesiąte mają swoje prawa, nie wnikajmy), gdy nagle niebo przecina tajemniczy obiekt. Debbie psuje nieco szyki chłopaka i upiera się, by zobaczyć, co to było. Na ten sam pomysł wpada także pewien farmer, który rozłożył mnie na łopatki wołając: Niech mnie dunder świśnie! Zapomniałam już bowiem o tym powiedzonku. Okazuje się, że tajemnicze „Coś” to cyrkowy namiot, w którym na naszą planetę przyleciała banda krwiożerczych klownów, uzbrojonych w mutujący popcorn i kokony z waty cukrowej.

02 kwietnia 2015

Kot Prot mistrz psot /Kot Prot – Dr. Seuss/

W czasie deszczu dzieci się nudzą – to powszechnie znana prawda. Z pomocą uwięzionemu w domu rodzeństwu, przybywa  kot w kapeluszu, czyli znany mistrz psot. Przy okazji swoich żartów oprócz tego, że zapewnia dzieciom rozrywkę, demoluje mieszkanie. Większość jego pomysłów kończy się bowiem katastrofą. Jedynie  rybka, dzielnie próbuje pozbyć się nieproszonego gościa i powtarza jak mantrę:

Gdy nie ma w domu Mamy,
Nikogo nie wpuszczamy!

Niestety swoim nawoływaniem – najpierw ze słoika, później z czajnika (z wrażenia też mi się zrymowało) – nie wskórała zbyt wiele. Jak się skończy przygoda z Kotem Protem, mistrzem psot? Co powie Mama, gdy wróci do domu? A co ważniejsze: Co dzieci powiedzą Mamie? O tym musicie przekonać się sami.

01 kwietnia 2015

Obrzydliwy paluch /Altar, Ołtarz – Nick Willing/ 2014

Czasami nie mamy ochoty na skomplikowane fabuły. Czasami potrzebujemy po prostu „oddechu” – powiedziałabym nawet, że to przeciążony informacjami mózg łaknie chwili spokoju. Wtedy dobrze jest zobaczyć film, po którym wiemy, czego możemy się spodziewać. Taki, który nie będzie od nas wymagał „rozkminiania” sensu i wszystko poda na tacy. Do tego typu filmów należy brytyjska produkcja telewizyjna pt. Ołtarz (Altar). Nick Willing stworzył obraz zbudowany na sprawdzonych schematach, typowych dla klimatycznych ghost story. Artysta Alec (Matthew Modine), jego żona Meg (Olivia Williams) oraz dwójka ich dzieci, wprowadzają się do ponurej posiadłości w hrabstwie Yorkshire. Ona ma dokonać renowacji zrujnowanego domu, on w tym samym czasie oddać się pracy twórczej. I im więcej na jej drodze staje przeszkód, tym on głębiej zatraca się w akcie tworzenia, palony przez niecierpliwą, rozbudzoną wenę. Od początku pobytu w posiadłości towarzyszy im tajemnicze „coś”. Hamiltonowie – oczywiście niczego nie podejrzewają - nie trafili tutaj przypadkowo. Złowrogie siły zaklęte na wieczność w murach, mają wobec nich niecne zamiary, które stopniowo wprowadzają w życie. Okazuje się, że poprzedni właściciel – Radcliffe - interesował się alchemią, a na terenie posiadłości ukryty jest tajemniczy ołtarz. Co z tego wszystkiego wyniknie? - łatwo się domyśleć.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...