Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Szymeczko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Szymeczko. Pokaż wszystkie posty

15 stycznia 2014

Ruda Śląska – Halemba /Kopidoł i Kwiaciareczka – Kazimierz Szymeczko/

Jak to u Szymeczko: zgrabny i intrygujący tytuł. Wydawnictwo znów postarało się o przyciągającą wzrok okładkę: kolorową, letnią, w żywych, nasyconych barwach. Grafika iście miłosna: trumna ze strzałą amora i wpadający sobie w objęcia….no właśnie kto? Para nastolatków – Wiktor i Małgosia - których los nareszcie pchnął ku sobie. Gdyby nie on zaprzepaścili by szansę na bycie razem, ponieważ klasycznie: ona mu się podoba, on jej, ale oboje są nieśmiali, niepewni tego jak wypadną, co ta druga strona o nich pomyśli itd. Zauroczenie trwające kilka lat, nareszcie ma szansę przerodzić się w wakacyjną miłość, gdy jedno z nich popada w tarapaty.

Ale zacznijmy od początku – banalnie zapowiadające się zakończenie roku szkolnego, kończy się jednak z przytupem tj. porządną bijatyką. Wiktor - jako główny napastnik i agresor - miał już wcześniej problemy z powodu swoich pięści. Nie bije się dlatego, że „lubi” lecz z powodu trudności związanych z radzeniem sobie z negatywnymi emocjami i głębokiego poczucia przyzwoitości. Aby poprawić swój nadszarpnięty wizerunek i nauczyć się cierpliwości, podczas wakacji ma być wolontariuszem w domu opieki nad osobami niepełnosprawnymi (Ośrodek Najświętsze Serce Jezusa Caritas w Rudzie Śl). Za jego namową wolontariuszką zostanie również podkochująca się w nim Małgosia. Dziewczynę oprócz tego wyzwania, czeka również sporo pracy na straganie rodziców. I wszystko toczyłoby się leniwie, spowolnionym wakacyjnym rytmem, gdyby nie przykra przygoda Artura. Ten prostoduszny i na wskroś uczciwy, mieszkaniec ośrodka i zarazem przyszywany brat Małgosi, staje się ofiarą pozbawionego jakichkolwiek skrupułów „żartu”. W efekcie senna fabuła przeradza się w akcję rodem z filmu sensacyjnego: odwetowej rozgrywki na granicy prawa, w którą zaangażują się głównie ojcowie pary nastolatków.

http://lovalova.pinger.pl/m/8295951/tak-wlasnie-minely-dwa-miesiace-bycia-razem-i-to-koniec-no-tak-wakacyjna-milosc-moglam-sie-tego-spodziewac
Donkiszoteria Szymeczko mnie roztkliwia…Pisarz ma wyraźnie poczucie misji - chce uratować wizerunek młodzieży XXI wieku. Jego bohaterowie radzą sobie w szkole, są wrażliwi, inteligentni. Nie funkcjonują w wirtualnym świecie, tylko w rzeczywistym tu i teraz. Co za tym idzie wolą namacalnie w nim uczestniczyć, a dzięki tej aktywności - w pewnym sensie - pozostają niewinni. Są mniej skażeni tym strasznym wirusem, który w przyszłości wykończy ludzkość, wyniszczając jej szare komórki (tak w ramach dygresji: może stąd biorą się moje ukochane zombie?). Małgosia i Wiktor mają  w sobie również wiele empatii – a zjawisko to podobno współcześnie nie występuje. Pisarz tworzy więc idealne wizerunki nastolatków: trochę się pobuntują, trochę głupot porobią - ale nie groźnych, żeby nie było, tylko w granicach bezpieczeństwa i dobrego smaku - po czym wszystko wraca do normy. Poza tym są bardzo rozsądni, mają też bardzo dojrzałe przemyślenia i formułują poważne sądy. Powoduje to, że ich postępowanie jest mocno przewidywalne i nudne. To wiek, gdy człowiek jest nieco bardziej zwrócony ku własnemu wnętrzu. Próbuje zrozumieć świat poprzez siebie nie odwrotnie. Prawdziwość tych postaci można więc swobodnie poddać w wątpliwość.

Poza tym bohaterom brakuje zadziorności i młodzieńczej buńczuczności, nie są tak charakterni i mocno zarysowani jak np. Wywrotka. Małgosi brakuje Basinej „strzygowatości”, to grzeczna dziewczynka, trochę za bardzo zachowawcza. A Wiktor to pozytywny, idealny, honorowy buntownik, pozbawiony jednak odrobiny mroczności i tajemniczości, przez co bezbarwny.

http://www.ppe.pl/blog-38408-3016-kolejna_edycja_wyborow_miss_gier_video_2013___kandydatki_nr__15_i_16__rydia_of_mist_oraz_aerith_gainsborough-1208-galeria.html
Znaczna część akcji skupia się na perypetiach bohaterów w Caritasie i ta część, jeśli chodzi o budowę postaci jest najlepsza. I Wiktor i Małgosia dostają tutaj lekcję życia: o tolerancji a raczej akceptacji, cierpliwości, odwadze. Przekonują się, że własna nieomylność jest mitem, który świat szybko obala, dzięki czemu uczą się przepracowywać swoje błędy i weryfikować opinię na swój temat. Wiktor dodatkowo przekonuje się, że mięśnie wypracowane na atlasie nie czynią z niego jeszcze mężczyzny.
 
Warto zaznaczyć, że dokładnie podany jest czas akcji: krok po kroku, prawie godzina po godzinie od 28 czerwca do 5 lipca. Autor podaje nam nie tylko daty, ale także określa kolejne dni tygodnia, możemy więc sprawdzić w kalendarzu, w którym konkretnie roku jesteśmy – to tak dla dociekliwych.

Szymeczko tworzy fabułę bardzo mocno osadzoną w rzeczywistości. Umiejscawia akcję w realnych punktach na mapie Śląska, dbając o szczegóły tego osadzenia. Dlatego podaje charakterystyczne punkty odniesienia, kto był/zna ten wie: Wirek Plaza i targowisko, rudzki cmentarz przy ul. Wolności, ulice rudzkiej dzielnicy Halemby i ośrodek Caritasu, który nawet dla nas opisuje:

Budynek Caritasu ma cztery piętra,(…) a prawie go nie widać od strony ulicy. Kiedyś był to hotel robotniczy, ale kopalnia zrezygnowała z utrzymywania mieszkań służbowych. Przysłonięty drzewami, pałacykiem Donnersmarcków i blokami leży jednocześnie w centrum i na uboczu.

Budynek Caritasu ozdobiony jest malowidłem Jezusa Miłosiernego. Tynk trochę popękał i dziesięciometrowy obraz wygląda, jakby był poskładany z kilkunastu puzzli.

http://pl.wikipedia.org/wiki/GrabarzJak i we wspomnianej „Wywrotce” nie ma tutaj miejsca na rozemocjonowanie i granie na sentymentach, o zapomnianym lub niedocenionym pięknie regionu. Mimo to, w powieści wyraźnie pobrzmiewa patriotyzm lokalny, jednak wzmianki o Ślązakach i Śląsku przemycane są bardzo delikatnie. Pompę i wyolbrzymianie, Szymeczko – i słusznie – wysyła do lamusa. Dzięki temu udało mu się osiągnąć efekt swojskiego klimatu i przychylnej atmosfery powieści – mamy wrażenie, że czytamy o sąsiadach.

Rześki, świeży i prosty, czyli charakterystyczny dla pisarza język oraz lekki styl, dopełnia swoim poczuciem humoru. Nie mąci treści slangiem młodzieżowym i nie razi po oczach przekleństwami. Dlatego każdy może się odnaleźć w lekturze, a użycie poprawnej polszczyzny umożliwi jej odczytanie nawet po latach. Autor nie kryje się również – po raz kolejny – ze swoim ironicznym stosunkiem do naszego polskiego bagienka. Jawnie kpi z absurdów w których żyjemy. Ma wyraźne zacięcie społeczne, ale tym razem zrobił o krok za daleko i zabrnął w tłumaczenie oczywistości: markety i obcy kapitał wykańczają rodzimych przedsiębiorców, internet niszczy relacje międzyludzkie itp.  I w związku z tym znów przyczepię się kwestii związanej z wiekiem grupy docelowej powieści: takie informacje dla 10-12 latka mogą być odkrywcze, a dla 16 latka…

Pierwszoosobowa narracja powieści prowadzona jest na dwa głosy. Wydarzenia poznajemy z dwóch punktów widzenia na raz. Czytelnikowi nic więc nie umyka, ale zarazem nie pozostaje wiele miejsca na tajemnicę czy zaskoczenie, więc te są w zaniku. Wiemy co myśli każde z bohaterów i domyślamy się jak postąpi, to pozbawia powieść miłego dreszczyku niepewności.

http://pl.freepik.com/index.php?goto=41&idd=29385&url=aHR0cDovL3d3dy5zeGMuaHUvcGhvdG8vMTEyOTkwMw==Odniosłam wrażenie, że pisarz osiadł na laurach, tworzy książki wciąż o tym samym schemacie, według szablonu (mimo, iż to powieść młodzieżowa, wcale schematyczna być nie musi). Wiem, że zmiany są trudne, ale ta forma powieści mogłaby na jakiś czas pójść na urlop… W Kopidole i Kwiaciareczce brakuje pazura, treść jest przewidywalna, rozlazła i momentami mdła. Zbyt długo również czekamy na to dokąd zmierza akcja. Autor najpierw próbuje nas rozbudzić emocjonalnie, przywiązać do postaci, by nagle wciągnąć nas w wartką akcję, ale przetrzymuje nas zbyt długo, więc nic z tego nie wychodzi. W innych pozycjach „czuło się”, że jest drugie dno, ciemna strona i niebezpieczeństwo, na które narażony jest bohater. W tej książce jest właściwie tylko słonecznie i miłośnie.

To co mi się u pisarza zdecydowanie podoba to fakt, że wbrew modzie goszczącej w polskich serialach pokazuje, że w naszym kraju nie żyją tylko lekarze, prawnicy, dentyści, artyści, dyrektorzy, prezesi itd. Jest gro ludzi wykonujących mniej prestiżowe zawody i również ich można przedstawić ciekawie i niestandardowo, czyli bez uderzania w martyrologiczne tony i te cierpiętniczo-bezrobotno-biedne. Lekcją dla młodych jest fakt, że miłość nie zależy od zasobności portfela i wykonywanego zawodu.

Prowokująca graficznie okładka prosi się odrobinę nasycania akcji przyjazną, słoneczną metafizyką lub nawet czymś z pogranicza soft grozy – nieepatującej przemocą. Nie mówię, że od razu jakieś śląskie wampiry, ale w sumie… dlaczego nie? Świat nie raz już przekonał się o tym, że romans można wykroić ze wszystkiego – nie zapominajmy bowiem, że osią Kopidoła i Kwiaciareczki jest zaczątek związku obojga i ich rozterki miłosne. Wspominanie we własnej powieści o świeżo napisanej przez siebie książce zapachniało mi megalomanią i pozwolę sobie tego nie skomentować. Ponownie wyrażę jednak obawę, co do trafności określenia wieku grupy docelowej przez wydawnictwo (patrz recenzja Wywrotki).

Poza tym: Uwaga! książka zawiera lokowanie produktu: „Mitologii” Parandowskiego!
 
Okładka 6/6
Wydanie 6/6
Czytliwość 5/6
Ogólnie 4/6

 
Autor: Kazimierz Szymeczko
Tytuł: Kopidoł i Kwiaciareczka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literatura
Seria: PLUS MINUS 16
Wydanie: I
Rok wydania: 2013
Oprawa: twarda
Ilość stron: 223
Cena: 23,90 zł


Muzyczna inspiracja, to: Piotr Fronczewski„Chłopcy z naszej ulicy”:
Fragment:
 
-Znam ulicę niedługą, która dla mnie została stworzona
Na podwórku – piłkarski stadion, przy śmietniku reduta Ordona
Kto na lody w upał pożyczy, da parasol, gdy pada deszcz
Tylko chłopak z naszej ulicy – i dziewczyna czasami też
O te bruki potłukłeś kolana, grając dzielnie na lewej obronie
Tu dłużyła się noc przepłakana, gdy dozorca cię z pasem dogonił
I na kogo można tu liczyć, gdy nieszczęście kłuje jak jeż?
Na chłopaków z naszej ulicy, na dziewczyny czasami też!

 
(…)Pan Gemander też jest z naszej dzielnicy. I jeszcze kilkudziesięciu innych halembian, którzy muszą trzymać się razem. Może już tylko kilkunastu. Sto lat temu dzielnica miała dwa tysiące trzystu mieszkańców. Teraz ma dwadzieścia pięć tysięcy. Nie twierdzę, że mieszkają tu anioły. Reymont napisał w „Chłopach”: „W gromadzie żyję, to i z gromadą trzymam”. Gromada składa się z ludzi. Z takich Danielów, Naocznych, Hetmanioków, Gemanderów. Idź na nowy cmentarz i poczytaj nazwiska na tablicach przy krzyżu. Albo na stary rudzki. Tam już leżą pokolenia chłopaków z naszej ulicy, która stoi, jak stała, choć coraz trudniej się połapać kto jest kim.


13 stycznia 2014

Zielone płuca Rudy Śląskiej: Lasy radoszowskie/ kochłowickie /Pościg za czarną hondą - Kazimierz Szymeczko/

http://www.weltbild.pl/poscig-za-czarna-honda_p1488147.html
Trójka przyjaciół ze szkolnej ławki, przypadkowo trafia na ślad niebezpiecznych przestępców.  I oczywiście rusza za nimi w pościg. Dzięki wrodzonej dyplomacji Mastera – narratora gier fabularnych i szkolnego omnibusa, błyskotliwości informatyka Gogla i uporowi ekolożki Sójki – udaje im się wyjść cało z niejednej opresji. Przestępcy strzeżcie się: zwłaszcza wy, którzy czyhacie na życie bezbronnych długouchych… Ręka, macka,…czy deska sprawiedliwości na pewno was dopadnie!

Trójka bohaterów reprezentuje różne – skrajnie różne - światy i odmienne upodobania. Uzupełniają się jednak i potrafią zjednoczyć w działaniu. Mimo głębokiego osadzenia we technowspółczesności- porozumiewanie się przez komunikatory, przygotowywanie na lekcje prezentacji multimedialnych - nie gardzą rozrywkami na świeżym powietrzu. W-11 nie dorasta im do pięt, a detektywom najwyraźniej brakuje ich szczerej młodzieńczej motywacji, potrzeby naprawiania świata i wiary, że się uda.
 
Bohaterowie wykreowani przez Szymeczko, to mistrzowie ciętej riposty. Dodatkowo komizm sytuacyjny dopełniony wesołymi ilustracjami sprawia, że pod względem humorystycznym książka stoi na wysokim poziomie. To pełna wartkiej akcji, pogodna komedia kryminalno-przygodowa.
 
Jak i w innych powieściach pisarza - język jest lekki, świeży, pozbawiony wulgaryzmów. Jak i język, miękki i pogodny styl, również stanowią atut książki. Jedynym minusem jest ubranie regionalnej historii w monologi bohatera, które formą przypominają wykłady. Na szczęście są one dosyć często przerywane przez ironiczne i żartobliwe wewnętrzne refleksje wygłaszającego. Dzięki temu zabiegowi czytelnik się nie nudzi i nie czuje się przytłoczony nadmiarem informacji.

http://pl.gdefon.com/download/las_szlak_ledzi_kaue_chaszcze_Igy/404948/3888x2592
Również i tym razem nie obyło się bez satyrycznych uwag na temat funkcjonowania oświaty i wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Na szczęście pisarz wytyka błędy z gracją, daleki od postawy fanatycznego społecznika.

Autor ma talent do malowania słowem krajobrazów Śląska, które dzięki niemu nabierają nowych barw i odzyskują zapomniany urok. W naszej wyobraźni ożywają miejscowe lasy, kamienice, a nawet ulice, autobusy. Poznajemy także historię Rudy Śląskiej powstałej z połączenia licznych na tym terenie osad oraz dokładne położenie, zarys powstania i tajniki funkcjonowania bunkrów na linii obrony granic. Ciekawe ujęcie historyczne miasta w czytelniku obudzi pasję i zachęci do podążania za nią. Pewnie w wyniku lektury niejedna osoba przedeptała już rudzkie lasy w poszukiwaniu nadszarpniętych przez czas bunkrów.

Informacje zawarte na okładce – ręcznie wykonane mapy ze szczegółowymi legendami – ukazujące miejsca, gdzie przebywali bohaterowie oraz odległości między nimi, są ciekawym dopełnieniem treści.
 
Okładka 5/6
Wydanie 5/6
Czytliwość 4/6
Ogólnie 4/6
 
Autor: Kazimierz Szymeczko
Tytuł: Pościg za czarną hondą
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literatura
Ilustracje: Monika Kanios-Stańczyk
Seria: PLUS MINUS 16
Wydanie: I
Rok wydania: 2005
Oprawa: miękka
Ilość stron: 165
Cena: 11,40 zł
Fragmenty:
„Ruda Śląska jest miastem od niecałych pięćdziesięciu lat. Poszczególne dzielnice maja nawet siedemsetletnią tradycję, co powoduje, że każda ma własne centrum, a pomiędzy kopalniami, blokowiskami i marketami można nadal spotkać sarnę lub zająca. Zielone płuca czarnego Śląska (…) Osławione lasy radoszowskie lub, jak kto woli, kochłowickie”.
„A pomyśleć, że pokolenie naszych dziadków kąpało się przy Halembskim młynie, łowiło tam rybi i raki. Podobno, jak każda szanująca się śląska rzeka, Kłodnica miała utopca. Wodnik nie był zbyt złośliwy i podobno nawet przyszedł kiedyś do mojej prababci, by pożyczyć taczki potrzebne mu do przeprowadzki. Utopcom się nie odmawia, bo potem można mieć kłopoty przy przechodzeniu przez most, więc dostał „tragacz”,który zwrócił jeszcze tej samej nocy".



 

12 stycznia 2014

Śląsk Cieszyński /Milion w pięć dni – Kazimierz Szymeczko/

Kolejna z powieści Szymeczko nie za bardzo pasuje do tematyki związanej z wyznaczonym przeze mnie regionem. Owszem, jej akcja rozgrywa się na Śląsku, ale…Cieszyńskim. Skoro ją jednak przeczytałam, to postanowiłam zakreślić o niej kilka słów.

Trójka bohaterów, których znamy m.in. z „Pościgu za czarną hondą” przeżyje kolejną niezapomnianą przygodę – już piątą. Tym razem ekscentryczny technokrata postanowił zarobić milion w pięć dni. Przykrywką, dla jego nie do końca legalnych działań, jest wycieczka na Zaolzie, na którą postanowił zabrać z sobą przyjaciół. Oprócz Sójki i Mastera, dołączają do nich przebojowa „starsza Sójka”, czyli siostra Ani – Magda , i aspirant Piotrek Marek oraz dziewczyna Gogla, zamieszkała na Zaolziu Karolina. Bez przyjaciół nic by się nie udało. Zwłaszcza, że ci gotowi są zaryzykować i grać swoje role w grze, o której z początku nie mają pojęcia. Bez oporów również ratują kompana z opresji. Czy cel Gogla został osiągnięty? Zdradzę tylko tyle, że wszyscy na pewno wrócili o wiele bogatsi z tej wakacyjnej wyprawy.

To kolejna książka w której Szymeczko pisze o sile przyjaźni. Rozważania o jej wartości osadza na tle wiedzy historycznej, którą nieustannie próbuje przekazać młodemu czytelnikowi: O Morcinku, Zaolziu, zaszłościach polsko-czeskich, Żwirku i Wigurze itd. W poprzednich książkach podręcznikowe informacje wplatał zgrabnie w wartką akcję. Tym razem wspólne dyskusje bohaterów, ich wzajemne odpytywanie i wygłaszane przez co po niektórych wykłady przypominają lekcje i trącą nudą. W całej powieści brakuje działania, tym razem jest więcej kombinowania i gadania, miłostek i intryg. Same postacie również zatraciły swój dawny – pociągający – charakter, straciły swojego pazura. Ich potencjał jako bohaterów został już wykorzystany, pora zamknąć cykl.

http://zegarki.info.pl/oris-zwirko-wigura-oris-zwirko-wigura/
Jak pamiętamy, nastoletni bohaterowie są specami w swoich dziedzinach, są inteligentni i rozsądni. Autor trochę niebezpiecznie, bo tak jakby nie miał w ogóle pojęcia jak się do tego zabrać, od czasu do czasu, przebąkuje coś o bezpiecznym seksie i „czekaniu”. Takie sygnalizowanie niewiele daje. Jeżeli chce poruszyć temat, niech to zrobi konkretnie. Jeśli nie potrafi, niech się lepiej skupi na historii, czyli na tym co mu wychodzi.

I tym razem przedstawiono nam ręcznie malowaną, szczegółową mapę miejsc, gdzie broili nasi bohaterowie. Autor oprowadza nas po Śląsku Cieszyńskim z charakterystycznym dla siebie rozmachem i dokładnością. Jeśli ktoś nie wie jeszcze, gdzie by tu niedaleko wyjechać na kilka dni - lektura może rozwiązać ten problem, a nawet być wykorzystana jako nietypowy przewodnik.

Już w poprzednich recenzjach - „Pościg za czarną hondą”, „Wywrotka”, „Kopidoł iKwiaciareczka”- rozpisywałam się na temat wyboru wiekowej grupy docelowej książek pisarza , jego stylu i wiary w dobrą młodzież. Zainteresowanych więc do nich odsyłam.
 
Muzyka: „Ostatnie żywe drzewo” Skubikowski:

 



 
Okładka 5/6
Wydanie 5/6
Czytliwość 3/6
Ogólnie 3/6

 
Autor: Kazimierz Szymeczko
Tytuł: Milion w pięć dni
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literatura
Seria: PLUS MINUS 16
Wydanie: I
Rok wydania: 2009
Oprawa: miękka
Ilość stron: 199
Cena: 17,40 zł
Fragment:
Według legendy nazwa Toszek pochodzi od imienia psa. Książę wybrał się na polowanie, czego nie popieram, i został zaatakowany przez odyńca, co jest naturalne. Jego pies – Toszek, obronił go, to znaczy księcia, ale sam zginął. Na pamiątkę wiernego przyjaciela, to znaczy psa, nie odyńca, książę kazał wybudować zamek i nazwał go Toszek. Potem powstało miasto.



11 stycznia 2014

Katowice – Bogucice /Wywrotka – Kazimierz Szymeczko/

Moje życie jest jak jazda na rolkach. Źle skręcisz - gleba albo jazda pod prąd. Jadę i mam nadzieję, że kolejne zakręty wyprowadzą mnie na prostą. Chyba że przedtem zaliczę kolejną życiową wywrotkę. Na razie skaczę przez murki, kulę się w wąskich tunelach, a czasem turlam się po pętli i szukam wyjścia.

Dopóki nie wzięłam tej książki do ręki i jej sugestywna okładka – łopatologicznie - nie „wytłumaczyła” mi, o co chodzi z tytułem, sądziłam, że treść będzie obracać się w klimatach samochodowych. Tytułowa WYWROTKA okazała się jednak pseudonimem głównej bohaterki: rolkarki z powołania i zamiłowania. Powieść ta jest zapisem sześciu burzliwych dni z jej życia. Wspomnienia i rozterki (także miłosne, których na szczęście jest niewiele a jak już się pojawiają, to są tylko delikatnie naszkicowane) przeplatają się z codziennymi zmaganiami nastolatki. Pewnie nie powinnam generalizować, ale to lektura raczej dla dziewczyn.

Los nie oszczędzał rodziny Basi. Ojciec dziewczyny w wypadku na kopalni stracił nogę. Nie chciał wracać do pracy pod ziemią i założył własny biznes. Ani on sam, ani państwo nie było w stanie ochronić go przed przestępcami wymuszającymi haracze. W końcu stał się kozłem ofiarnym policji i trafił do więzienia. Rodzina została skazana na życie z zapomogi i z tego, co przedsiębiorczo „dorobi”. Nastolatka wykazała się silnym charakterem, zmysłem do interesu i praktycznie to ona przejęła opiekę nad młodszym bratem i mamą. Dziewczyna zaczęła dorabiać: pomagając emerytom, na wyścigach rolkarskich i innych drobnych przedsięwzięciach. Biznesowa smykałka, umiejętności rolkarskie oraz zmysł przywódczy ugruntowały jej pozycję w szkole i w dzielnicy. Zapewniła sobie respekt  i wzbudziła niekłamany podziw u płci przeciwnej. Przebojowa bohaterka kieruje się w swoim działaniu swoistym kodeksem honorowym: nie chce mieszać emocji z biznesem - nie zawsze jej to wychodzi, dziewczyna jest bowiem wrażliwa, mimo tego co próbuje innym i sobie wmówić – nikogo również nie oszukuje ani nie naciąga. Rozsądnie z daleka trzyma się od szemranych typków i tego, co mogłoby ją pociągnąć na dno. Nie wydaje jej się atrakcyjne, to co innych tak szybko gubi. Perypetie nastolatki i jej przyjaciół w pewnym momencie zmieniają się w prawdziwie kryminalną intrygę z wartką akcją i bandyckimi pościgami, a ich szczęśliwe zakończenie nie do końca takim właśnie jest.

Lektura – mimo swej lekkości - nie pozwala na to, by czytelnikowi umknęło to, co najistotniejsze. Okazuje się, że można żyć z godnością w kraju w którym opieka udaje, że działa, policja ma związane ręce, a oświata kuleje. Można być pokaleczonym przez los i nie dać się mimo to złamać. I chociaż graniczy to z ekonomicznym cudem, można przetrwać przy odrobinie zaradności  - nie tylko rozkładać bezradnie ręce. Ma to oczywiście swoją cenę. W przypadku Basi bycie dorosłą ponad wiek czyni ją „starą - maleńką”: uzależnioną od kawy, co na pewno odbije się na jej zdrowiu, i myślącej w kategoriach, o których nie powinno jej się nawet śnić. Jej zaradność i dojrzałość przemieszana z normalnymi młodzieńczymi odruchami, to nie tylko mieszanka wybuchowa, to także niekorzystne dla niej rozedrgania emocjonalne. Dorosłość ponad wiek, nie jest więc tylko czymś, co niesie z sobą pozytywy.

Treść książki opatrzona jest szerokim tłem społecznym, spotykamy: nie takich głupich policjantów, honorowych meneli, uczciwych handlarzy, emerytki pozostawione same sobie, młodocianych gangsterów, zbirów spod ciemnej gwiazdy i charakterystycznych dla regionu górników…Autor sypie wręcz z rękawa różnorodnymi bohaterami. Pan Szymeczko pozwolił sobie także na swobodną kpinę z otaczających nas absurdów, satyrę na rzeczywistości przeciętnego Polaka - skazanego na ciągłą walkę z przepisami i urzędami. Wyszło mu to całkiem zgrabnie i przystępnie – nie zamulił powieści traktatami polityczno-społecznymi.


http://pl.123rf.com/photo_10442362_chirl-jazda-na-rolkach.html
Podoba mi się to, że książka nie jest sentymentalną pocztówką. Autor nie maluje przed czytelnikiem ckliwych obrazków. Przypuszczam, że zupełnie inny odbiór ta pozycja będzie miała wśród okolicznych mieszkańców – którzy dokładnie wiedzą, gdzie, co i jak – a inny wśród mieszkańców innych miast czy regionów. Szymeczko nie daje szans na wyobrażenie sobie miejsca akcji, ponieważ nie stosuje opisów. Najwięcej podaje nazw ulic, które oczywiście nic nie mówią tym, którzy nie bywają w Katowicach lub ich nie znają. Podawanie tych nazw nie jest niezbędne i niczego tak naprawdę do treści nie wnosi. Jednak dokładne umiejscowienie akcji na realnej mapie Katowic, odczytuję jako ukłon w stronę lokalnych czytelników. Dokładnie wiem, o który pomarańczowo-granatowy budynek chodzi, o jakie roboty za dworcem PKS, o co chodzi z tajemniczą Superjednostką, wiem gdzie jest cmentarz przy parafii św. Szczepana itd. Dzięki temu mogę inaczej odtworzyć klimat powieści i wyobrazić sobie dokładnie przygody bohaterów, mimo wspomnianego braku opisów. A poza tym, od teraz, przemierzając kolejne ulice Katowic, jestem czujna i rozglądam się za rolkarzami i deskarzami.

Język powieści jest rześki, ironiczny i prosty. Należy pogratulować autorowi przetworzenia na język literacki współczesnej nowomowy młodzieżowej, dzięki temu powieść nie stanie się nieaktualna, gdy zmieni się akurat  modny młodzieżowy slang. Pisarzowi udało się przekuć również myśli w słowa i przedstawić je bez przekleństw. Może język jest zbyt idealistyczny jak na dzisiejszą młodzież, ale dzięki temu treść dostępna jest dla każdego czytelnika. Użycie poprawnej polszczyzny umożliwia przebrnięcie przez dialogi każdemu – nie tylko wtajemniczonym. Styl powieści również jest przejrzysty, nieskomplikowany, utrzymany w klimacie typowej literatury młodzieżowej. Największym atutem książki jest jej zakończenie. Bez rozckliwiania czytelnika lukrowanym happy endem autor daje pstryczka w nos, tym którzy oczekiwali jego klasycznej formy.

Razi wątek Cecylii – naciągany i dodany na pół gwizdka. Autor, chciał – może - ukazać odwieczny problem związany z okresem dojrzewania, ale nie wyszło to najlepiej. Pisarz poza tym przemyca jeszcze inne wątki wychowawcze: radź sobie, kombinuj, ale nie kradnij, miej sumienie – robi to jeszcze nienachalnie, ale już na krawędzi nużącego moralizatorstwa.


http://bogucice.org.pl/wp-content/uploads/2010/11/800px-Katowice_Bogucice_-_Kosciol_1.jpg
To powieść dla nastolatków o sile pasji, która może stać się życiem, o przyjaźni i uczciwości, a także o wszechobecnej ludzkiej znieczulicy i obojętności. O tych, którzy z pełną świadomością wybierają złą drogę i są z tego dumni. O tym, że dobrze się uczyć, to nie wstyd. O tym jak dogadać się z otoczeniem, znaleźć swoje miejsce w grupie, pierwszych zauroczeniach, niełatwych decyzjach i wyzwaniach.

Trudno mi jest uwierzyć, że bohaterowie książki żyją w erze komputerów. Dobrowolnie uprawiają sport – nie w ramach promocji zdrowego trybu życia, ale z pasją.  Skoro nastolatkowie XXI wieku są tak zaradni i „przytomni umysłowo”, to jest nadzieja, wbrew temu co próbują wyolbrzymiać i kreować media. Oby. Wiem, że to fikcja literacka, ale mimo to mam nadzieję… W każdym razie, to zawsze byłaby jakaś alternatywa dla galerianek.

To moja pierwsza lektura z serii PLUS MINUS 16 i muszę przyznać, że nie rozczarowuje, mimo, iż jestem zwolenniczką – jeśli już lektury młodzieżowej – to fantasy i sci-fi. Zapomniałam już jak to jest być nastolatką i pewnie dlatego uważam, że ta pozycja „daje radę”. Ale co sądzi o tym kategoria wiekowa 14+ rozczytana w Greyu i podobnych „arcydziełach”? Trudno osądzić, czy granica wiekowa w tym przypadku nie została zawyżona i jest pobożnym życzeniem wydawnictwa. Książka dotrze raczej do współczesnych 10-12 latków.

P.S. Zawsze jest pogoda na rolki, tylko łożyska o tym nie wiedzą.


Okładka 6/6
Wydanie 6/6
Czytliwość 5/6
Ogólnie 5/6
 

Autor: Kazimierz Szymeczko
Tytuł: Wywrotka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literatura
Seria: PLUS MINUS 16
Wydanie: I
Rok wydania: 2012
Oprawa: twarda
Ilość stron: 144
Cena: 21,90 zł


Fragment:

Wracam do domu, przyglądając się, jak w dzielnicy kwitnie życie towarzyskie. Stara część żyje swoim rytmem. Nie jest już typowo robotnicza, a na białe kołnierzyki będziemy musieli jeszcze poczekać. Bogucice wyglądają lepiej niż te przedwojenne, wspomniane w jednej z książek Marka Krajewskiego. Aż takiej patologii u nas nie ma. A może jest, tylko nie o wszystkim wiem. Cóż…Gdy człowiek za dużo czyta, to prędzej czy później dowie się czegoś ciekawego, podniosłego lub gorzkiego na temat swojego miasta albo i o sobie. Wieczory są długie, więc ludzie znajdują czas, by pogadać na podwórkach. Nie ma już akordeonistów i gitarzystów. Grupki pod familokami liczą nie więcej niż pięć osób. Najczęściej starszych. Może komentują kolejny odcinek serialu. Ojciec opowiadał mi, że pamięta, jak pod jednym domem zbierało się i trzydziestu ludzi. Nie licząc dzieci. Wystawiano radia do okien, śpiewano lub oglądano mecze w czarno-białych telewizorach. A gdy zachodziło słońce opowiadano o skarbnikach, wodnikach, kolegach z wojska i komentowano po cichu wiadomości z Głosu Ameryki. No i dziwiono się, że reszta Polski uznaje towarzysza Gierka na Ślązaka. Każdy w Bogucicach wie, że to Zagłębiak zza Przemszy. Starsze panie zwracały się do siebie „za dwoje”, czyli przez „wy”. Jeszcze starsze „za troje”: Zjedzą oni, Jadwigo, kołocza? A to oni upiekli, Mariko? A tak w ogóle, to każde pokolenie było ze sobą po imieniu i wszyscy się znali. Prehistoria. I tak więcej tego klimatu zostało między kamienicami niż na osiedlach w północnej części dzielnicy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...