Starożytni medycy mieli ciekawą teorię na
temat funkcjonowania nerwu słuchowego. Otóż twierdzili, że ten rozgałęzia się w
mózgu i tworzy trzy lub więcej nowych połączeń. Dzięki nim możemy słyszeć na
wielu poziomach. Jedno z odgałęzień „słyszy” to, co zwyczajne: zwykłe rozmowy,
otaczający nas szum. Drugie „słyszy” sztukę i piękno (te to się teraz nadziwić
światu nie może!). A trzecie to „ucho” samej duszy. Dzięki niemu, podczas
pobytu na ziemi, zdobywa ona wiedzę o świecie. Ciekawe prawda? Przypuszczam, że
połowa z Was już zdążyła ziewnąć i zastanawia się, po co w ogóle to czyta.
Owszem „starożytność już była”, zapewniam jednak, że wielopoziomowe słuchanie,
to temat współcześnie modny. I, jak się okazuje, umiejętność podstawowa dla: coachów,
terapeutów, nauczycieli, sprzedawców, czyli wszelkiej maści „człowieków”,
którzy na co dzień, z musu lub z chęci kontaktują się z innymi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkolenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkolenia. Pokaż wszystkie posty
14 lipca 2014
11 lipca 2014
Wtórny wegetarianizm?
Dawno, dawno temu, czyli w zamierzchłej przeszłości, jakieś dwa miliony lat temu, człowiek był istotą roślinożerną*. By zapewnić sobie tyle sił i energii, co mięsożerca nasz pra - dwa miliony - dziadek musiał zdobywać więcej pożywienia, na co tracił niepomiernie dużo czasu. Z przyczyn techniczno - ekonomicznych ewoluowaliśmy w mięsożerców. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie to, że w pewnym momencie zaczęło brakować tej mięsnej ambrozji. Wyżywić rodzinę i przetrwać mógł tylko ten, kto był zdolny zabić i zjeść drugiego człowieka. Bo mięcho, to mięcho...
Ta chęć zabijania, która była ówczesnym być albo nie być, wiązała się silnie z "układem nagrody". Przeżywali Ci, którzy zdolni byli do odczuwania przyjemności ze zdobycia pokarmu, czyli z dokonania mordu, nawet na pobratymcu. Oni mieli lepszą motywację i orientację na sukces. Przetrwali więc tylko najsilniejsi. Czy coś się w ogóle zmieniło? Zachowania antyspołeczne (morderstwo, gwałt, tortury) są powszechnie piętnowane i obwarowane różnorodnymi przepisami, nie oznacza to jednak, że przestały istnieć, oznacza raczej, że prężnie działa "układ kary". Zostały więc tylko przytłumione i przemodelowne. "Układ nagrody" i "chęć zabijania" przeniosły się w inne konteksty, w których nadal są nietykalne. Tam, gdzie są "bezkarne" pokazują na co je stać. Nie zmieniło się więc nic.
Wegetarianizm, rozumiany jako "niejedzenie mięsa" nie jest więc tak niezgodny z ludzką naturą, jakby mogło nam się wydawać. Niestety z biologicznego punktu widzenia, nasze organizmy podobno już nie są do takiego funkcjonowania przystosowane. Są jednak ludzie nie odczuwający najmniejszej potrzeby spożywania tego typu pokarmu. Niektórzy naukowcy upierają się, że zależy to od grupy krwi. Jeśli ktoś ma A1B RH+ - i ma też tak jak ja niechęć do mięcha - niech da znać, sprawdzimy tę teorię.
W kontekście wegetarianizmu, należy raczej zastanowić się nad tym, czy można wyróżnić pojęcie Wegetarianizmu Mentalnego, takiego rozumianego symbolicznie. Czy świadczyłby on jednak - tak ja dwa miliony lat temu - o słabości i nieprzystosowaniu? Skazywałby daną jednostkę na porażkę w świecie, w którym nadal wygrywa najsilniejszy i najbardziej bezwzględny (psychicznie czy fizycznie na jedno wychodzi)? A może świat zmienił się już na tyle, że przygoda z mięsożernością jest już bliska końca. A my zatoczyliśmy koło od roślinożerności sensu stricto ku roślinożernej osobowości?
Jak na razie głównie należy skupić się na tym - czy nam się to podoba, czy nie -, że: jesteśmy potomkami kanibali. Mamy więc więcej wspólnego z przerażającą bestią, niż nam się wydaje i niż byśmy chcieli. Dajmy ewolucji jeszcze kilka tysięcy lat, może delikatnością i uprzejmością będzie się kiedyś podbijało świat? Oby w przyszłości to one skuteczniej pobudzały ośrodki nagrody, i oby lęk przed karą przestał być silniejszym motorem (hamulcem) naszych działań.
*Teoria Thomasa Elberta zaczerpnięta z: Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje? Borwin Bandelow
Ta chęć zabijania, która była ówczesnym być albo nie być, wiązała się silnie z "układem nagrody". Przeżywali Ci, którzy zdolni byli do odczuwania przyjemności ze zdobycia pokarmu, czyli z dokonania mordu, nawet na pobratymcu. Oni mieli lepszą motywację i orientację na sukces. Przetrwali więc tylko najsilniejsi. Czy coś się w ogóle zmieniło? Zachowania antyspołeczne (morderstwo, gwałt, tortury) są powszechnie piętnowane i obwarowane różnorodnymi przepisami, nie oznacza to jednak, że przestały istnieć, oznacza raczej, że prężnie działa "układ kary". Zostały więc tylko przytłumione i przemodelowne. "Układ nagrody" i "chęć zabijania" przeniosły się w inne konteksty, w których nadal są nietykalne. Tam, gdzie są "bezkarne" pokazują na co je stać. Nie zmieniło się więc nic.
Wegetarianizm, rozumiany jako "niejedzenie mięsa" nie jest więc tak niezgodny z ludzką naturą, jakby mogło nam się wydawać. Niestety z biologicznego punktu widzenia, nasze organizmy podobno już nie są do takiego funkcjonowania przystosowane. Są jednak ludzie nie odczuwający najmniejszej potrzeby spożywania tego typu pokarmu. Niektórzy naukowcy upierają się, że zależy to od grupy krwi. Jeśli ktoś ma A1B RH+ - i ma też tak jak ja niechęć do mięcha - niech da znać, sprawdzimy tę teorię.
W kontekście wegetarianizmu, należy raczej zastanowić się nad tym, czy można wyróżnić pojęcie Wegetarianizmu Mentalnego, takiego rozumianego symbolicznie. Czy świadczyłby on jednak - tak ja dwa miliony lat temu - o słabości i nieprzystosowaniu? Skazywałby daną jednostkę na porażkę w świecie, w którym nadal wygrywa najsilniejszy i najbardziej bezwzględny (psychicznie czy fizycznie na jedno wychodzi)? A może świat zmienił się już na tyle, że przygoda z mięsożernością jest już bliska końca. A my zatoczyliśmy koło od roślinożerności sensu stricto ku roślinożernej osobowości?
Jak na razie głównie należy skupić się na tym - czy nam się to podoba, czy nie -, że: jesteśmy potomkami kanibali. Mamy więc więcej wspólnego z przerażającą bestią, niż nam się wydaje i niż byśmy chcieli. Dajmy ewolucji jeszcze kilka tysięcy lat, może delikatnością i uprzejmością będzie się kiedyś podbijało świat? Oby w przyszłości to one skuteczniej pobudzały ośrodki nagrody, i oby lęk przed karą przestał być silniejszym motorem (hamulcem) naszych działań.
*Teoria Thomasa Elberta zaczerpnięta z: Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje? Borwin Bandelow
16 maja 2014
Amway prawdę Ci powie. Głód sukcesu.
Przy okazji zamęczania grupy na zajęciach Sekretem (w ramach ukazania różnicy
między myśleniem motywującym a magicznym) wypłynął temat Amwayu. Od pewnego
czasu można w Internecie obejrzeć film Witajcie
w życiu, który ukazuje działania tej biznesowej sekty trochę „od kuchni”. Dokument
ten nakręcony przez Henryka Dederko w 1997 roku, został uznany za
zniesławiający i został „ukarany” sądownym zakazem rozpowszechniania. To
najsłynniejszy przykład cenzury prewencyjnej w III RP. Amway włożył, jak widać wiele wysiłku w to, by nagranie nie
ujrzało światła dziennego. Było to tylko kwestią czasu, by jednak dotarł do mas. Osiemnaście lat apelacji i rozpraw,
przyniosło efekt: możemy oglądać! Może młode pokolenie nie za bardzo zdaje
sobie sprawę z tego, o co ten cały szum. Jeśli ktoś miał jednak, tak jak ja, „zarażonego”
krewnego, z przyjemnością (przerażeniem, rozbawieniem?) zobaczy ten dokument.
Firmę o której mowa, założyli w 1959 roku dwaj Amerykanie
holenderskiego pochodzenia. Do Polski ich sposób na biznes wdarł się przebojem
około 1993 roku. Nazwa Amway wywodzi się od „american way”, czyli „amerykańskiego
sposobu” (robienia ludziom galaretki z mózgu…). Fenomen Amwayu w Polsce (kraju,
który swego czasu był najprężniej rozwijającym się rynkiem zbytu i wyznawców)
poddano już wielokrotnie dogłębnej analizie. Zajmowali się tym socjologowie,
filozofowie, psychologowie itd. Nie będę się więc rozpisywała. W telegraficznym
skrócie podzielę się podsumowaniem tych analiz, które znalazłam w reportażu Mariusza
Szczygła z 1996 roku o wdzięcznym tytule Zabierz
nas do Diamentu.
Kultura Amway zna się na dress codzie i pozawerbalnej mowie
gadżetów – notatniki oprawione skórą stają się synonimem sukcesu i znakiem
rozpoznawczym ludzi, którzy go odnieśli/odnoszą, zawsze wygarniturowanych,
zakrawatowanych... Po odwilży, gdy zburzono szare mury Komuny, upadła także odrapana, toporna, szorstka
rzeczywistość przeciętnego Polaka, który do wyboru miał ocet lub ocet. Została
zalana zagranicznymi filmami i serialami (jak zwykle wina telewizji). Szczególną
rolę przypisuje się osławionej Dynastii (219
odcinków, emisja 1990- 1994, praktycznie 100% oglądalność!!!), która w
szczególny sposób miała obudzić świadomość i zmysły ociemniałego narodu. Łatwo
się domyśleć, że świat pięknych i bogatych rozbudził pragnienia Polaków, a
Amway stał się odpowiedzą na ich nowe potrzeby. Poza tym po latach podejrzliwości,
nieufności i donosów Polacy - jak większość żyjących na tej planecie ludzi - chcieli
posiadać wspólnotę, przynależeć do plemienia. W tym wypadku plemienia, które
gna ośmiopasmową autostradą do sukcesu. Sukces i „możesz mieć więcej” to jedyne
wartości i fundamenty, tych którzy do niego należą. Prosty i łatwy, czego
chcieć więcej? Według Zygmunta Baumana siła firmy tkwiła również w tym, że
wyszli naprzeciw największej potrzebie współczesnego człowieka: czyli
potrzebie posiadania potrzeb - teraźniejszy homo sapiens wciąż musi pragnąć i gonić, bez tego wydaje mu
się, że jego życie jest niepełne...
Czy Amway jest sektą? Jedni będą uważać, że tak, drudzy, że
nie. Opieka psychiczna, spędzanie (jak bydła) w jedno miejsce, jednoczenie w czynie,
inicjacja, przynależność (jednak nie dla każdego), setki kaset z przemowami i
instruktażami, dzielenie świata na tych: lepszych - oświeconych i tych gorszych - opornych…Dla mnie brzmi jak sekta. Sekta doskonale wykorzystująca wszelkie mechanizmy manipulacji i metody wywierania wpływu społecznego. Czym jest dla Was? Oceńcie sami. Zapraszam do
obejrzenia filmu.
[1] Oto pierwszy fragment. Reszta dostępna na you tube.
30 kwietnia 2014
Współczynnik Pikusa - czyha wszędzie. A co mają z tym wspólnego grzyby?
Pewnego dnia - może była to sobota albo niedziela - pewna rodzina, składająca się z babci, dziadka, matki, ojca i małego Wincenta, nie wspominając psa Pikusa, wybrała się do lasu na grzyby. Nazbierali ich całe mnóstwo. Naturalną koleją rzeczy podano je na obiad. Były grzyby duszone, smażone, opiekane, była zupa grzybowa, a nawet grzybowy kompot na deser. Wszyscy objedli się jak bąki. A że potraw grzybowych było w nadmiarze, posmakował ich również Pikus.
Po grzybowej uczcie na wszystkich twarzach malował się uśmiech zadowolenia. Ojciec włączył telewizor, dziadek rozwiązywał krzyżówki, babcia drzemała w fotelu, a matka sprzątała po obiedzie, zmywając naczynia. Wincent wyszedł na podwórko, a objedzony pies za nim.
Nie minęła godzina, kiedy mały Wincent wpadł do domu, krzycząc z przejęciem: -Pikus nie żyje! - Miał łzy w oczach i był cały roztrzęsiony. Po paru chwilach zaczął blednąć dziadek. Zasłabła babcia, a ojciec pobiegł do łazienki i rozpoczął dyskusję z muszlą klozetową. Po krótkim czasie zajechały dwie karetki i zabrały całą rodzinę do szpitala. Sytuacja wyglądała poważnie: w okolicy zdarzały się przypadki poważnych zatruć grzybami.
W szpitalu całej rodzinie wypłukano żołądki i podano odpowiednie środki. Kiedy jednak przyszła kolej na małego Wincenta, lekarz nie stwierdził u niego objawów zatrucia. Wincent wyglądał całkiem zdrowo. Lekarz spytał go: - Powiedz, jak to było z Pikusem. Matka mówiła, że nie żyje.
- Jakąś godzinę po obiedzie Pikus wbiegła na drogę i przejechał go traktor.....
Co się stało? Otóż nic niezwykłego. Odbiór informacji zależny jest od kontekstu i skojarzeń (naszej definicji pojęć), i czasu, który minął od uzyskania tej informacji. Nasz mózg deformuje fakty według własnych upodobań. Możemy to nazwać Współczynnikiem Pikusa. Współczynnik ten przyjmuje wartość "-1" (opaczne zrozumienie) lub "+ 1" (prawidłowe zrozumienie). Mając tego świadomość, przykładajmy się bardziej do dopytywania, niż zakładania "z góry" :-)
Wzór określający zależność rozumienia informacji od wpływających na nią czynników:
Ri — rozumienie informacji — Pikus nie żyje wskutek zatrucia
grzybami
Wp — współczynnik Pikusa — w tym przypadku o wartości minus jeden
I — informacja — Pikus nie żyje
K — kontekst — na obiad były grzyby
D — definicja pojęć (skojarzenia) — bywają trujące grzyby
T — czas — w tym przypadku krótki; sugestywność informacji powstrzymała od zadania Wincentowi pytań pomocniczych, które sprecyzowałyby informację. W konsekwencji u odbiorców wystąpiły pełne objawy zatrucia, adekwatne do rozumienia informacji.
Źródło: NLP według Danetgo, Jan Raudner
Po grzybowej uczcie na wszystkich twarzach malował się uśmiech zadowolenia. Ojciec włączył telewizor, dziadek rozwiązywał krzyżówki, babcia drzemała w fotelu, a matka sprzątała po obiedzie, zmywając naczynia. Wincent wyszedł na podwórko, a objedzony pies za nim.
Nie minęła godzina, kiedy mały Wincent wpadł do domu, krzycząc z przejęciem: -Pikus nie żyje! - Miał łzy w oczach i był cały roztrzęsiony. Po paru chwilach zaczął blednąć dziadek. Zasłabła babcia, a ojciec pobiegł do łazienki i rozpoczął dyskusję z muszlą klozetową. Po krótkim czasie zajechały dwie karetki i zabrały całą rodzinę do szpitala. Sytuacja wyglądała poważnie: w okolicy zdarzały się przypadki poważnych zatruć grzybami.
W szpitalu całej rodzinie wypłukano żołądki i podano odpowiednie środki. Kiedy jednak przyszła kolej na małego Wincenta, lekarz nie stwierdził u niego objawów zatrucia. Wincent wyglądał całkiem zdrowo. Lekarz spytał go: - Powiedz, jak to było z Pikusem. Matka mówiła, że nie żyje.
- Jakąś godzinę po obiedzie Pikus wbiegła na drogę i przejechał go traktor.....
Co się stało? Otóż nic niezwykłego. Odbiór informacji zależny jest od kontekstu i skojarzeń (naszej definicji pojęć), i czasu, który minął od uzyskania tej informacji. Nasz mózg deformuje fakty według własnych upodobań. Możemy to nazwać Współczynnikiem Pikusa. Współczynnik ten przyjmuje wartość "-1" (opaczne zrozumienie) lub "+ 1" (prawidłowe zrozumienie). Mając tego świadomość, przykładajmy się bardziej do dopytywania, niż zakładania "z góry" :-)
Wzór określający zależność rozumienia informacji od wpływających na nią czynników:
Ri = Wp f (I, K, D) T
grzybami
Wp — współczynnik Pikusa — w tym przypadku o wartości minus jeden
I — informacja — Pikus nie żyje
K — kontekst — na obiad były grzyby
D — definicja pojęć (skojarzenia) — bywają trujące grzyby
T — czas — w tym przypadku krótki; sugestywność informacji powstrzymała od zadania Wincentowi pytań pomocniczych, które sprecyzowałyby informację. W konsekwencji u odbiorców wystąpiły pełne objawy zatrucia, adekwatne do rozumienia informacji.
Źródło: NLP według Danetgo, Jan Raudner
Od razu przypomniał mi się Współczynnik mglistości tekstu..... Pamiętacie?
05 marca 2014
Człowiek i jego perspektywa postrzegania czasu
Czytając „Ocean na końcu drogi” Neila Gaimana mogliśmy
zadawać sobie pytania, po co są nam wspomnienia. W końcu bohater książki ma
szczęście zapominać… Jednak posiadanie wspomnień, świadomość upływu czasu jest
jednym z wyznaczników bycia człowiekiem. Grzebiąc w skrzyni z pamiątkami, jaką
jest nasz umysł, napotykamy na te przyjemne i przykre. Każde z minionych
zdarzeń wpłynęło na to kim jesteśmy teraz, ukształtowało nas. Czy możemy więc
nie pamiętać?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




