Literacki debiut roku wydawnictwa Novae Res. Po tym co nam na DKK ostatnio zafundowano (Skald. Karmiciel Kruków), to zbladłam, gdy zobaczyłam słowo „debiut”
i to polski. Na szczęście panika nie była wskazana i tym razem nie trzeba było wydłubywać
sobie oczu. Chociaż przyznam się bez bicia, że lektura nie wciągnęła mnie od
pierwszych stron.
Tytuł i okładka sugerują jakąś
mroczną historię, całkiem porządnie podszytą grozą. Obawiałam się, że gdy
zacznę czytać, to obgryzę paznokcie tak, że zostaną mi tylko kikuty z palców. Zamiast tego w moje ręce trafiło
przyjemne kryminalne, nawet trochę baśniowe fantasy. Gdybym napisała, że „pogodne”
byłoby to zapewne nadużycie, bo jednak jest mroczny spisek, zatęchłe lochy,
trumny, morderstwa, nadużycia i gwałty. Jednak autorka w opisach jest bardzo
łagodna. Najmocniejsza i najokrutniejsza scena to ta, w której szlachtowane są
konie. Więcej nie zdradzę.
