
„Koło drogi leżało ciało kobiety, właściwie już tylko
szkielet okryty strzępami tkaniny, która kiedyś była sukienką. Leżała na
plecach z szeroko rozłożonymi ramionami, a ze środka, z miejsca, gdzie kiedyś
był jej brzuch, wyrastało drzewo. Mały dąbek.
- One rosną na nas (…) One się nami żywią – kocimi
naszych umarłych, naszymi rozsypującymi się domami, ubraniami, książkami.
Naszymi opowieściami. Wszystkim tym, czym była nasza cywilizacja. I dlatego tak
szybko rosną (…) boję się myśleć, co może zamieszkać w lesie wyrosłym na
kościach człowieka.”
Bukowisko, wrzosowisko, kartoflisko, śmierciowisko…Rośliny
w pełni swojego majestatu wyrastają z tego, w co zapuszczą swoje korzenie.
I to one, natura i jej siła – życiodajna a zarazem niszcząca - są bohaterami
tej baśnio-powieści. Las stanowi pełnokrwistego bohatera, oddychającego,
reagującego - symbolizującego podświadomość, która także wyrasta z ruin i kości. Nie
ważne, jak daleko spróbujesz uciec, jeśli twoje korzenie są zatrute i jeśli
nosisz ze sobą skrzynkę na śmierć, ciągle będziesz kręcić się w kółko. Tekst odczytujemy, więc tak na poziomie
realistycznego, jak i metaforycznego poznania. Sztuką jest go oswoić, zwłaszcza
na granicy tych światów. Pełni napięcia i oczekiwania więc, pokonujemy wraz z
bohaterką kolejne etapy jej podróży ku pełni człowieczeństwa. Dorota musi przejść kilka prób, w tym najważniejszą: symbolicznie zejść do podziemi i stamtąd powrócić, niczym
mitologiczne kobiety, oswajając lęk i śmierć.
