Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał. Pokaż wszystkie posty

07 marca 2014

Agnes, moja pokuta / Pokuta - Olle Lönnaeus/



W ostatnim czasie skandynawskie kryminały opanowały światowe rynki czytelnicze. "Pokuta", autorstwa Olle Lönnaeusa jest jednym z nich. Już na okładce wydawca porównuje twórczość Lönnaeusa dorobku Larrsona, co moim zdaniem jest kompletnym nieporozumieniem. Styl obu pisarzy jest na tyle różny, że nie powinien być oceniany i mierzony tą samą miarą. Pokuta to spotkanie z czymś odmiennym, intrygującym i świeżym.

Tomelilla, główne miejsce akcji powieści, jest położona w południowej Szwecji. Została wystylizowana na niewielką, słoneczną, senną miejscowość, która jednocześnie jawi się czytelnikowi jako prowincjonalna, pełna cieni, wręcz koszmarna. Sielskie wrażenie zawdzięczamy przyrodzie, mrok tworzą mieszkańcy oraz efekty ich czynów. Główny bohater – Konrad – wraca po prawie trzydziestu latach nieobecności do rodzinnej miejscowości. Powrót nie jest jednak dobrowolny ani powodowany tęsknotą, nie przybywa bowiem do arkadii lecz do traumatycznych wspomnień i nierozwiązanych tajemnic, które odcisnęły piętno na jego życiu. Przyjeżdża wezwany przez policję, gdy jego adopcyjni rodzice: Herman i Signe zostają brutalnie zamordowani. Rozpoczyna się trudne śledztwo, w którym szybko staje się głównym podejrzanym. I tutaj łatwo nasuwa się myśl, że Pokuta jest jednak typowym kryminałem. Nic bardziej mylnego. Zagadka śmierci pary staruszków, do których stosunek bohatera jest dosyć obojętny, to jedynie tło zdarzeń o wiele ważniejszych: poszukiwania matki oraz samego siebie. Konrad snuje się (!) po kartach książki, prowadząc śledztwo na własną rękę. Właściwie, wszelkie dowody, poszlaki, tropy przychodzą do niego same, układanka układa się sama. Na sennej scenie życia Konrada kolejne postacie, w ten czy inny sposób, podają mu wskazówki i gotowe odpowiedzi. Bohater nie ma wpływu na to, co się dzieje, pozostaje bierny, to sama jego obecność napędza rozwój wydarzeń. Sam w sobie jest kluczem do otwarcia dawno zamkniętych drzwi. Nie ważne jak daleko uciekał, przeszłość go odnalazła i zażądała swoich praw.

16 stycznia 2014

Śląska Grupa Śledcza /Szósty - Agnieszka Lingas-Łoniewska/

W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu…odbiorę Ci życie, bo ja jestem twoim bogiem…

Do lektury zasiadałam pełna nadziei, napięta jak struna i…niestety„The Following” to to nie jest, ale cieszę się, że i nasze podwórko doczekało się seryjnego mordercy. Mordercy, który działa z tylko dla siebie logicznych pobudek - według klucza, który jak to u psychopaty jest zwichrowany. Książka wpasowuje się w cykl o Śląsku ze względu na to, że pisarka z okolicznych miast uczyniła dekorację do fabuły. Opisów czy konkretnego usytuowania akcji nie ma. Główna bohaterka mieszka w Chorzowie, główny bohater w Katowicach. Podążając za gwałcicielem i mordercą, który wyprzedza ich zawsze o nieskończoną ilość kroków, przemieszczają się między: Siemianowicami Śl., Dąbrową Górniczą, Bytomiem, Katowicami, Chorzowem, Mysłowicami, Tychami a nawet dalej: Ogrodzieńcem, Krakowem itd. Śląsk jest więc tutaj tylko niewykorzystanym tłem, atrapą. Można za to doszukać się inspiracji faktycznymi morderstwami dokonanymi na obszarze Śląska przez „Wampira z Zagłębia”, który pozbawił życia czternaście kobiet.

Na Śląsku zaczyna grasować „Szósty”. Psychopata, który więzi kobiety, po to by szóstego dnia od porwania zgwałcić je i zabić. Jak się łatwo domyślić, stąd wziął się jego przydomek. Sprawą zajmuje się zdolny i błyskotliwy inspektor z elitarnej Śląskiej Grupy Śledczej Marcin Langer i psycholożka śledcza Alicja Szymczak – oboje po szkoleniach w Quantico. Wiedzeni dziwnym przeczuciem odgadują trafnie, że spotykają się nie pierwszy raz. Przeznaczenie bowiem po raz kolejny krzyżuje ich losy, tym razem na dobre. Psychopata próbuje ich jednak rozdzielić: Alicja ma stać się bowiem ukoronowaniem jego ofiar - zielonookich blondynek. Niewiele poszlak, zagmatwane uczucia - zapowiadało się starcie charakterów: Langer kontra morderca. Na zapowiedzi jednak się skończyło. A szkoda, historia miała potencjał, który rozmieniono na drobne.

http://numb2206.blog.interia.pl/
Początek powieści jest drewniany. Tak jakby w obawie o to, że zapomni lub by jak najszybciej odbębnić – autorka w początkowych fragmentach przedstawia nam szczegółowe opisy postaci, ich trybu życia, relacji rodzinnych itp. Zamiast podtrzymywać akcję i budować bohatera – człowieka z krwi i kości, daje nam streszczenie i serwuje szkolną charakterystykę postaci. Nie chodzi o to, by na początku książki przekazać wszystko, co mniej istotne i później się nie przyda, lecz o to, by odkrywać przed czytelnikiem, kawałek po kawałku pewne fakty, budować napięcie, dopasowywać kolejne elementy układanki, zaskakiwać go. A tego tutaj właśnie zabrakło. Poza tym pisarka przedobrzyła z opisami wyglądu zewnętrznego bohaterów: nie może nam umknąć, bo powtarzane jest to do znudzenia, jaką klatę i jaki wzrost ma Marcin, a o urodzie Alicji już nie wspomnę.

Pisarka również w kółko przypomina nam, że główna bohaterka ma jasne blond włosy. Gdy wydaje nam się, że trochę z tym odpuszcza, atakuje nas jej zielonymi oczami. Jest jasne jak słońce, że stanowi potencjalną ofiarę. Ciągłe sugerowanie tego jest zwątpieniem w inteligencję czytelnika. Autorka pozbawiła się również innego elementu zaskoczenia: za wcześnie ujawnia, kto jest mordercą. Szkoda, że nie pogrywa z nami do samego końca myląc nas i wpędzając w śledcze maliny. Poza tym, zakończenia typu: nagła pomoc znikąd też już się przejadły. Pisarka powinna była sobie darować stosowanie Deus ex machina...

http://ewelina1016.blog.onet.pl/
Ani Marcin ani Alicja nie są postaciami, do których można zapałać sympatią. Zostali wycięci z szablonu: nieziemsko piękni, inteligentni, zdolni, wrażliwi, błyskotliwi, praworządni, uczciwi i jeszcze mają cudowne wnętrza! Bajka dla dorosłych? Inspektor jest tak idealny, że nawet lubi chodzić z wybranką na zakupy do galerii handlowej – co za mężczyzna! Chodzące ideały, nieudane, przekolorowane, sztuczne i banalne, takie papierowe postacie (z papieru toaletowego, żeby nie było wątpliwości). Niby najlepsi specjaliści, a w książce właściwie nic nie robią. Marcin Langer tylko wodzi wzrokiem za psycholożką, lub piekląc się popisowo zaciska szczęki. Alicja rzucająca się w wir pracy po stracie męża jest mdła i rozlazła, ciągle niby coś notuje w swoim notesie, nie zdziwiłbym się jednak, gdyby po prostu rysowała w nim serduszka... Największą wadą tej powieści jest bowiem to, że to nie jest kryminał z elementami romansu, ale romansidło z elementami kryminału. Dlatego nie ma co oczekiwać na  wiarygodne fragmenty opisujące pracę śledczą, czy jakiejkolwiek pracę. Bohaterowie skupieni są na patrzeniu sobie w oczy i opanowywaniu swoich namiętności, nie na działaniu. Gdyby nie pomoc męża nieboszczyka i telepatyczny impuls, Marcin w życiu nie uratowałby Alicji z rąk mordercy – to chyba mówi wszystko na temat jego profesjonalizmu. A propos "eksa": w tej powieści znalazło się też miejsce na zjawiska paranormalne – jak pośmiertne przyzwolenie męża Alicji na jej nowy związek – żeby nie miała wyrzutów sumienia, biedna.

Wątek miłosny jest przydługi, właściwie gdyby wyciąć z tekstu fragmenty, gdy główni bohaterowie o sobie myślą, patrzą na siebie czy się kochają, zostałoby bardzo niewiele zapisanych kartek. Przeznaczenia i miłości od pierwszego wrażenia jest za dużo. Poza tym wątek ten przedstawiony został banalnie, jest przewidywalny i schematyczny: nawet spotkanie Alicji z Angelą nie dziwi, takie zdarzenie jest pewną oczywistością - zawsze musi być w romansie chwila złamania i zawahania. Pisarka nie pokusiła się o wyjście poza utarty szlak.

http://www.fanpop.com/clubs/romantic/images/33656960/title/true-love-wallpaper
Postacie poboczne też zbudowała na wytartych schematach. Brat głównego bohatera jest cudownym dzieckiem resocjalizacji polskiej…tutaj chwilka wymownej ciszy… Poza tym jest tak idealny, jak i jego brat. Martwy mąż Alicji nie został czytelnikowi przedstawiony w taki sposób, by ten za nim zatęsknił.Nie mamy mu współczuć przedwczesnej śmierci. Zostaje w naszej pamięci, jako pustostan słów za życia i pobłażliwy opiekun z zza grobu. Wątek eksmęża nie był w ogóle interesujący, ani w sumie potrzebny – no chyba po to, by rozwiązać szybciej sprawę (bo żywi nie daliby rady). Kolejna z pobocznych postaci, czyli "wypełniaczy tła", to dziewczyna zwodzona przez lata przez Marcina – Angela, bogata modelka. Autorka próbuje nam ją w jakiś sposób obrzydzić, pokazać, jak bardzo nie pasuje do Marcina  i gdy zostaje porzucona wychodzą z niej wszelkie wady i zło. Ale kto tutaj jest naprawdę zły? Czy Marcina ktoś zmuszał do bycia z nią, czy było mu wygodnie? Która kobieta nie poczułaby się źle, gdyby partner po 8 latach zostawił ją dla innej, bo właściwie to jej nie kochał? Zabrakło logiki i chyba empatii ze strony pisarki.

Nie muszę się chyba rozpisywać o tym, że o wiele ciekawsze są postacie prawdziwe, uszkodzone, z wadą – prawdziwym charakterem. Dlatego, gdy wyrzuci się zbyt obszerny wątek miłosny, powieść ratują ofiary mordercy i ich kat.

W stosunku do ofiar w kilku słowach autorka potrafi (a jednak!!) wzbudzić naszą empatię, współczucie, żal i bunt. To zwykłe kobiety, niezasługujące na to co je spotkało. Ciekawie poprowadzony jest wątek Ewy – inteligentnej, wrażliwej kobiety, nie do końca wiemy czy w jej przypadku może być mowa o syndromie sztokholmskim, czy jeszcze nie i to nas ciekawi. Zwłaszcza ze względu na otwarte zakończenie epilogu. Gdyby było więcej takich fragmentów, książka byłaby o niebo lepsza.

http://warszawa.olx.pl/obraz-zdjecie-na-plotnie-pole-makow-iid-509469932
Zachwyca nas i przeraża szaleniec, manipulator wobec którego pewnie i wielu czytelników byłoby bezsilnym. Uświadamiamy to sobie w ułamku sekundy. Monologi wewnętrzne tej postaci napisane są świetnie. Wiemy, że przed takim czarnym charakterem nie byłoby ucieczki, podszedłby i nas. I jak dyskutować z obłąkanym człowiekiem, nieprzeciętnie inteligentnym, który uważa się za boga? Chore poczucie sprawiedliwości, za urazy z dzieciństwa powodują, że ma on swój cel i misję. Stworzył własną religię, w której jest bogiem i zarazem wyznawcą. Potwornie inteligentny wodzi za nos ścigających go policjantów. Pokręcone motywy, uszkodzona psychika mordecy i jego chore spojrzenie na świat ratują fabułę. Gdyby bardziej zagłębić się w jego wątek, pociągnąć, wyostrzyć byłoby genialnie.

Jak powszechnie wiadomo, trudno jest napisać dobrą scenę erotyczną, tak by uniknąć przesłodzenia lub wulgarności. Pisarka wzięła się za to odważnie. Schematów nie uniknęła: trochę standard z tą męską inicjatywą w łóżku, dotykaniem, jęczeniem i nieklejącą się rozmową w stylu: "jak było?" itd. Przynajmniej nie doprowadziła nas do anatomicznego przesytu. Sprawa zdecydowanie lepiej ma się w opisach gwałtów. Niedopowiedzenia, ale wystarczająco wyraziste, kilka słów i wyobraźnia czytelnika działa bez zarzutu. Odważne jest zestawienie scen gwałtów z typowymi aktami partnerskimi - ukazanie, jak kontekst może zmienić charakter działania. Kontrast ten - widoczny w opisie - oddziałowuje na czytelnika przyprawiając go o dreszcze.

http://praca.wp.pl/title,Tylko-psychopata-lubi-zwalniac-ludzi,wid,12905315,wiadomosc.html
Okładka Repliki (wznowione wydanie książki, pierwsze 2010) przyciąga wzrok, jest niepokojąca i wyrazista. Od razu wiemy, że treść będzie utrzymana w kryminalnej tematyce.
 
Pisarka nie zachowała dystansu do treści, chciała zbyt poważnie, a wyszła ckliwa karykatura kryminału. Dobijają szkolne błędy typu: „dalej kontynuowała”, drobnostki: ”chodź” zamiast „choć” i zmasakrowana interpunkcja. Na 21 rozdziałów książki, 9 zaczyna się od imienia Alicja, a 5 od imienia Marcin. Styl więc nie jest wybitny, ale lekki język i wartka akcja nam wiele wynagradza - mimo wszystko nie nudzimy się czytając. Psychopata i jego ofiary paradoksalnie ratują książkę, gdyby nie oni byłby to tani romans bez polotu. To debiutancka książka pisarki, jeśli ta skupi się na kryminałach i odpuści z miłosnymi wątkami, jej książki mają szansę stać się bestsellerami na naszych półkach.
 

 
Okładka 5/6
Wydanie 2/6
Czytliwość 3/6
Ogólnie 3/6

 
Autor: Agnieszka Lingas – Łoniewska
Tytuł: Szósty
Wydawnictwo: Replika
Wydanie: I
Rok wydania: 2012
Oprawa: miękka
Ilość stron: 332
Cena: 29,90 zł

 
Fragment:
 - Mogę. Wszystko mogę. Kiedyś ktoś  zniszczył cały mój świat. Stworzyłem go na nowo. Własny. Jestem bogiem. Mogę wszystko. Daję i odbieram. I zbawiam. I do tego właśnie jesteś mi potrzebna. Ale…jesteś inna niż tamte…- Zacisnął szczęki i wpatrywał się w jej twarz. – I zrobię też coś dla ciebie. – Poderwał się do góry i patrzył na nią z uśmiechem, a jego oczy znów zamieniły się w dwa zimne kamienie.

09 stycznia 2014

Katowice lat dwudziestych / Śląskie dziękczynienie – Konrad T. Lawendowski/

Poszukując „śląskich” inspiracji trafiłam na kryminał retro pt. Śląskie dziękczynienie. To jedna z cyklu (piąta z kolei) powieści o Jerzym Drwęckim, Konrada T. Lewandowskiego – rodowitego warszawiaka, jak to z treści szybko wynika. Pisarz wysyła swojego bohatera w liczne podróże, w trakcie których ten prowadzi zagmatwane śledztwa. Akcja wybranej przeze mnie powieści rozgrywa się na interesującym mnie terytorium: mamy więc okazję nie tylko znów zajrzeć do Katowic, ale zajrzeć do Katowic lat dwudziestych i spojrzeć na nie okiem nadkomisarza warszawskiej policji.

Dzięki swojej skuteczności w rozwiązywaniu spraw kryminalnych i znajomościom w kręgach Ziemiańskiej, Jerzy Drwęcki jeszcze przed trzydziestką zostaje nadkomisarzem. Jego zdolności śledcze oraz umiejętność postępowania z ludźmi są powszechnie znane i powodują, że zostaje on wyznaczony do realizacji delikatnej misji politycznej: ma zachęcić Wojciecha Korfantego  do ugody z obozem sanacyjnym, z Józefem Piłsudzkim na czele. Zadaniem tym uraczył nadkomisarza jego przyjaciel, sam Wieniawa – Długoszewski. Znajomości jak widać nie zawsze służą, mogą również sprowadzić kłopoty. Nasz bohater po przybyciu do Katowic zatrzymuje się u „omy Loski”, która w ten sposób spłaca dług wdzięczności u babci Ireny. Tutaj odkrywa tajemnicę „ajntopfu” i zaprzyjaźnia się z osieroconym Walikiem, któremu pomaga w nauce i służy jako męski wzór postępowania. Przykrywką dla działań Drwęckiego na Śląsku, ma być przeprowadzony przez niego cykl wykładów z kryminalistyki dla miejscowej policji. Prowadzone w ramach ćwiczeń śledztwo, dotyczące przypadkowej ofiary zamarznięcia, szybko okazuje się być sprawą morderstwa pozorowanego na wypadek. Przestępstwo to okazuje się mieć drugie dno i wpędza nadkomisarza i jego zespół w niemałe tarapaty. Morderstwo ściśle związane jest z jego misją, w której ktoś wytrwale próbuje mu przeszkodzić i sprowokować do powrotu do Warszawy. Drwęcki musi więc działać ostrożnie, ale zdecydowanie. Nie będę zdradzała szczegółów tej intrygi i następujących jeden po drugim zwrotów akcji. W każdym razie, jak to Drwęcki, nie da sobie w kaszę dmuchać i doprowadzi do triumfu sprawiedliwości, na ile oczywiście można o takiej mówić, biorąc pod uwagę tło polityczne.

http://murdok.wrzuta.pl/obraz/61NIIZKYPjY/tapety_hd_full_hd
Jerzy Drwęcki to zawsze gotowy do działania, nieustraszony „superpolicjant”. Właściwie można mu przyporządkować same pozytywne cechy: jest otwarty na ludzi, błyskotliwy, inteligentny, sumienny, odpowiedzialny, wierny ideałom, ale nie fanatyczny, ma serce do dzieci i sprawiedliwości. Poza tym: potrafi się bić, strzelać, posiada ogromną wiedzę, a jego przenikliwość pozwala mu na przewidzenie działań przestępcy, zanim ten w ogóle o popełnieniu przestępstwa pomyśli. Przeciwnicy nadkomisarza po prostu nie mają najmniejszych szans, nawet FBI, czy międzynarodowe agencje śledcze nie mogą się z nim równać. Myślałam, że tak idealne postacie się już trochę w literaturze i filmie „zużyły”, ale po przeczytaniu książki muszę stwierdzić, że pozytywne nastawienie i optymizm, które z sobą niosą, są bezcenne. Nic jednak nie zmieni faktu, że to papierowy bohater, pozbawiony jakiejkolwiek emocjonalnej głębi, wewnętrznej motywacji, która byłaby motorem działań i podstawą jego istnienia.

http://www.digart.pl/praca/6176638/katowice_osiedle_gwiazdy.html
Autor starał się wiernie oddać realia epoki. W wartką akcję, umiejętnie wplótł  również wiejsko-miejski pejzaż Katowic i topografię miasta. Interesująco przedstawił panoramę okolic i wrażenie, jakie robią one na przyjezdnym. Warstwa obyczajowa powieści ciekawi i wciąga. Bohater poznaje zwyczaje, rytuały i styl życia charakterystyczny dla regionu, w którym Drwęcki bardzo szybko się odnajduje. Przy okazji pisarz skupił się na problemach Ślązaków i Śląska, które do dziś nosi piętno „poniemieckości” - niestety powielił wiele krzywdzących stereotypów. Owszem, jest coś takiego jak uwarunkowanie kulturowe, ale  nakreślony przez niego portret Ślązaka jest zbyt jednoznaczny: prostolinijny, niewykształcony, toporny ale bitny, prostoduszny, lubiący życie „na kupie”, naiwny i łatwy do zmanipulowania. Problem w tym, że ludzi się tak zaszufladkować nie da. Wszelka generalizacja prowadzi donikąd, a zbytnie upraszczanie fałszuje wiedzę o świecie. To tak jakby powiedzieć, że każdy Irakijczyk jest fanatykiem, że każdy Chińczyk jest pracowity, a każdy Polak to patriota, który chce zginąć za ojczyznę. A ludzie są różni. Możliwe, że nadkomisarz Drwęcki, przebywając na Śląsku, miał okazję obracać się w otoczeniu takich właśnie osób, nie oznacza to jednak, że wszyscy Ślązacy tacy właśnie są. Lewandowski  zresztą, złapał się we własną pułapkę ogólników, przedstawiając nam śląsko-zagłębiowski duet policjantów. Z jednej strony są oni uosobieniem odwiecznej niechęci jednych do drugich, z drugiej jednak, ukazują bezsens podziałów i niczym nieuzasadnionej wrogości poprzez swoją przyjaźń. Pisarz ukazał więc, jak krzywdzące i bezsensowne jest myślenie stereotypami, z których jednak, sam chętnie skorzystał.

https://www.google.pl/search?q=tapety&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=wETSUrakKOjA7AbxzYC4Dg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1366&bih=663#q=tapety+krymina%C5%82+zima&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=M5LmhwQ72-YLyM%253A%3BLTCLlQR39NdXBM%3Bhttps%253A%252F%252Flh6.googleusercontent.com%252F-I1ZVP4xhIzw%252FUh4hKCx7gqI%252FAAAAAAAABao%252F8dtnV8z0Jwk%252Fs800%252FP1000358.JPG%3Bhttp%253A%252F%252Fnpm.pl%252Fforum%252Fprintview.php%253Ft%253D4649%2526start%253D0%2526sid%253Dac377cab8e35eea0c256678ac89658ce%3B800%3B600
Co zasługuje w książce na uwagę i budzi zarazem sprzeciw, to zbyt jednoznaczne wybielanie Piłsudzkiego i oczernianie Korfantego. Owszem Sanacja nie musiała kochać ikony powstań śląskich, Wieniawa mógł o nim mówić co chciał, ale niejako potwierdzanie pewnych oskarżeń w fabule jest zbyt stronnicze. Pragnę jednak zwrócić uwagę na fakt, że fikcji literackiej nie wolno traktować jak podręcznika do historii. Znakomicie oddana przez pisarza warstwa historyczna powieści, oparta jest na rzeczywistych przesłankach, ale one stanowią tylko szkielet. Reszta to dzieło wyobraźni pisarza. Powiedzmy, że ideologia kontra makiawelizm jest interesującym wątkiem, przykładowo zaprezentowanym na owych postaciach historycznych. Pomysł sam w sobie jest ciekawy, trzeba więc spojrzeć na wszystko z dystansem.

To czego nie można już Lewandowskiemu darować, to kompletna ignorancja. Pisarz nie odrobił lekcji, nie poczytał o gwarze śląskiej, nie zasięgnął najwyraźniej żadnej rady. Bezceremonialnie miesza gwarę z językiem ogólnopolskim, kłując po oczach różnymi dziwolągami – składniowymi i leksykalnymi. Nie odmienia wyrazów, zapisuje je z błędami (żymloki nie żemloki), o istnieniu niektórych w ogóle nie ma pojęcia (zamiast żeby powinno być coby)… Oprócz tego pojawiają się w tekście literówki.

Poza tym język powieści nie jest skomplikowany. Akcję rozładowują liczne żarty sytuacyjne – amerykańskie dziękczynienie na Śląsku, słuchacze kursu itp . Dzięki nim intryga mimo zawiłości, nie wydaje nam się ciężka. Autor przemyślał fabułę, nie mamy wątpliwości, że od początku wie dokąd zmierza. Wątki są wyważone i nic nie rozcieńcza niepotrzebnie akcji. Intryga kryminalna sprawnie przepleciona została z wątkami społecznymi i obyczajowymi. Akcję dodatkowo ubarwia obecność międzynarodowych morderców.

Dobrym pomysłem było wprowadzenie do treści informacji na temat albumu Vogla. Drwęcki wykorzystuje w śledztwie proponowane przez niego metody klasyfikacji, które na tamten czas były sporym osiągnięciem, a na dziś stanowią ciekawostkę, krok w rozwoju kryminalistyki. Podczas lektury zauważamy również, że to co od dwudziestolecia się nie zmieniło, to to, że ludziom ze świecznika zdarza się nagminnie manipulować resztą społeczeństwa. Żądza władzy i pieniądza nadal mają się dobrze. Zmieniły się zwyczaje, samochody, prawa i broń – ale nie ludzkie słabości.

Śląskie dziękczynienie to przeciętny kryminał o triumfie praworządności nad polityką. Czyta się szybko, bo to książka lekka i przewidywalna, w sam raz na leniwy, upalny dzień. Jeżeli ktoś lubi rozrywkę kryminalną retro i niezbyt przejmuje się niedociągnięciami w rożnych warstwach powieściowych, to polecam. Mnie nadkomisarz Drwęcki nie zachęcił do zapoznania się z resztą jego przygód.

Okładka 4/6
Wydanie 4/6
Czytliwość 5/6
Ogólnie 4/6

Autor: Konrad T. Lewandowski
Tytuł: Śląskie dziękczynienie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Wydanie: I
Rok wydania: 2009
Oprawa: miękka
Ilość stron: 267
Cena: 24,90 zł


Fragment:


Na dworcu kolejowym w Katowicach padał szary śnieg. W każdym płatku, jeśli się dobrze przyjrzeć, tkwiło po kilkanaście czarnych grudek sadzy lub popiołu. Powietrze, podobnie jak w Łodzi, miało słodkawy posmak spalonej siarki, ale tu dodatkowo z wyraźną nutą metaliczną, przywodzącą na myśl starą wojskową konserwę albo  wodę pitą z przerdzewiałego blaszanego wiadra. Podróże kształcą! Niniejszym nadkomisarz Drwęcki mógł się już pochwalić, że po aromacie powietrza w danym mieście potrafi stwierdzić, czy dominuje w nim przemysł lekki, czy ciężki…

Wyzwanie dochodzeniowe było wszakże niebanalne, bo Sawilski opowiadał kiedyś, jak podczas swojej pierwszej wizyty na Śląsku odwiedził najpierw trzy ulice Karola Miarki, zanim znalazł tę właściwą, bo każda górnośląska miejscowość obowiązkowo musiała mieć ulicę tego imienia, a granice administracyjne między miastami, mieścinami i wioskami znali chyba tylko najwytrwalsi geodeci. Dla niewtajemniczonego gorola ulica Miarki albo wyskakiwała znienacka zza rogu co kilka kilometrów, albo jawiła się labiryntem, częściowo podziemnym, wijącym się zamaszystymi pętlami, zakosami, kopalnianymi szybami, chodnikami i polnymi dróżkami od Zaolzia po Wrocław.

…po czym zarządził wyjazd do Nikiszowca. Przyłapał się na myśli, że mimo wszystko ciekaw jest tej niespodziewanie odkrytej na Śląsku Ameryki…
Pierwsze wrażenie było takie, jakby wjechali w ceglany labirynt. Całe miasteczko wydawało się składać z jednego dwupiętrowego domu, pozałamywanego w setki zygzaków i wyposażonego w niezliczone bramy prowadzące to na podwórka, to na inne ulice, albo przegradzające te ulice w poprzek bez widocznego powodu. W centrum szeregi bram układały się arkadowe mosty unoszące zawieszone nad ziemią ciągi okien.

13 listopada 2013

/"Śmierć w wodze" Jill Eckersley/



Myślenie naprawdę nie boli – w mózgu nie ma zakończeń nerwowych…mimo wszystko, organ ten nie ogarnia zadawanego mu cierpienia i wyłącza się przy tej lekturze. Na szczęście potrzebny za bardzo nie jest.

Odcinek dennego popkulturowego serialu, w którym to wszyscy są piękni i bogaci. W tle pojawia się morderstwo, które rzekomo stanowi centrum akcji i ma być przyczynkiem i usprawiedliwieniem powstania tego chłamu. Banał, banałem popychany, głębia w tym zawarta na poziomie niestrawnej dawki kiczu, gdy się już ją zwróci … Dobra, przyznaje człowiek chce się czasem odmóżdżyć, zażyć taniej rozrywki, byle nikt nie kazał mu myśleć, nie przesadzajmy jednak. Ostatnio słyszałam, że w momencie, gdy oglądamy jakąś głupotę w telewizji, jedna książka popełnia samobójstwo. Ta akurat by mogła. Nie pogniewałabym się. Wolałabym poobcować z drzewem, które zostało ścięte, by ona mogła pójść do druku. Ale skoro straciłam już swój czas na to by ją przeczytać, mogę jeszcze trochę poświęcić, by ostrzec innych.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...