01 czerwca 2016

2016 Majowe czytadła i filmidła

Obok na zdjęciu widnieją dwa powody dla których czas przeciekał mi w maju przez palce. Dwie puchate kulki, które rozsadza energia, skutecznie odrywały mnie od czytania i pisania. A gdy – według nich – nie skupiałam na nich należytej im porcji uwagi, kładły mi się na laptopie. Takie małe a już potrafią zawładnąć człowiekiem.

Mimo to, kilka tematów udało mi się ogarnąć. Wspinając się na wyżyny cierpliwości przemęczyłam ostatnią, najgorszą (chociaż żadna nie była dobra) część paranormal romansu o Alicji w krainie zombi. Podsumowując: zombi znajdziemy tu śladowe ilości, za to maślanych oczu, mdłych postaci i innych bzdur piętrzy się na kolejnych stronach aż za dużo. Na warsztat wzięłam także najnowszą książkę Jacka Dehnela – która momentami porywała mnie, a momentami porzucała (dosłownie). Kot dla początkujących Pawlikowskiej okazał się za to ciekawym zderzeniem z zupełnie „innym”, niż powszechnie przyjęty, światopoglądem. I jak każde spotkanie takiego typu także to miało swoje ciemne i jasne strony.




W oglądanych przeze mnie filmach nie mogło zabraknąć takiego klasy Z i to o rekinach. Tym razem przyszło im walczyć z najprawdziwszymi geniuszami zła: więźniarkami w krótkich spodenkach, w które wcieliły się niezbyt utalentowane aktorki. W imię zasady jednak, że jeśli dały radę zagrać w tym, dadzą sobie radę wszędzie – może naiwnie liczą na lepsze angaże... Miałam też szczęście pisać o świetnym horrorze traktującym o chorej ambicji i jej skutkach, oraz pecha oglądać wyjątkową kiepściznę z – zawsze daremną – Jessicą Albą. Na deser dokument fabularyzowany, w którym to historia seryjnego mordercy z Piekar stała się punktem wyjścia do rozważań o starości, pragnieniu i tkwiącym w człowieku złu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...