12 kwietnia 2016

Soooooooczystego szczurka? /Epidemie i zarazy – antologia/

Jak to w zbiorze opowiadań - dla każdego znajdzie się tutaj coś zaraźliwego. Czytając musicie jednak uważać! Jeszcze nie wiadomo, jak który wirus się przenosi, a skutki działań tych niepożądanych niekoniecznie będą dla was przyjemne. Epidemia nadchodzi. Zegar nieubłaganie tyka. Na nic kordony sanitarne, skafandry i strzykawki z antidotum…


Nie wiedziałam, czego tym razem spodziewać się po Fabryce Słów. Enigmatyczny opis na okładce zbioru jest niesamowicie intrygujący, ale niczego nie wyjaśnia. Byłam ciekawa, na ile okaże się lepszy od reklamowanej przez siebie treści. Okazało się, że całość jest dosyć zgrabna (bardziej poprawna niż oszałamiająca), mimo tego, że kilka tekstów mocno mi nie zagrało. Do antologii przekonał mnie przede wszystkim wyzierający z każdego słowa i obrazu pesymizm. Spodobały mi się także opisy pogrążającej się w mroku ludzkości, panujące w tekstach nastrój klęski i przejmująca atmosfera – przesiąknięty beznadzieją świat. Ogólne wrażenie dopełniła świadomość, że dziesiątkująca ludzi zaraza jest w zasięgu – zachłannej - ręki. Nie wiadomo bowiem, co może ją zbudzić, sprowokować do istnienia… Zagrożenie jest całkiem realne.

Realizacja samego tematu nie wszystkim wyszła dobrze. Kilka motywów wykorzystanych w opowiadaniach jest już straszliwie wyświechtanych, a pisarze niestety nie pokusili się o ich rozwinięcie ani kreatywne przetworzenie. A szkoda. Za znanym nazwiskiem powinien podążać kawał solidnego tekstu, z czasem bowiem, samo w sobie, przestanie się ono bronić. Na szczęście znalazłam jedną perełkę, dla której warto było przebrnąć przez całość. To konkretne opowiadanie mnie zauroczyło i sprawiło, że mam ochotę na więcej.

Okładkowe karaluchy swoją niepokojącą, wyrazistą soczystością, przyciągają wzrok. Spełniły więc swoje zadanie. Szkoda tylko, że zabrakło ich znaczącej cokolwiek obecności w tekstach. Fabryka Słów postarała się o dobrze „czytające się” wydanie: wyraźna czcionka i przyjazne oczom odstępy. Poza tym historie zostały dopowiedziane i uzupełnione szkicami Przemysława Wolnego oraz informacjami o twórcach poszczególnych opowiadań. 

Podsumowując: zbiór zawiera świetny tekst Kańtoch (ukłony), dobre Komudy, Siedlara, poprawne Dębskiego, Ćwieka, Duszyńskiego, słabsze Cholewy, Pilipiuka.
  
Spis opowiadań:

1.Parowóz Andrzej Pilipiuk
2.Ognisko 11 Michał Cholewa
3.Dom na wzgórzu Jakub Ćwiek
4.Ketew Meriri Rafał Dębski
5.Światy Dantego Anna Kańtoch
6.Piwnica Paweł Siedlar
7.Antidotum Tomasz Duszyński
8.Sześćset cetnarów piekła Jacek Komuda

Parowóz Andrzej Pilipiuk

Tekst otwierający zbiór to niestety samobój wydawnictwa. Zainteresowanie czytelnika kończy się właściwie gdzieś w połowie opowiadania i ten z trudem doczołguje się do ostatniej kropki. Autor najpierw rzuca nas na zapomnianą przez Boga i ludzi prowincję - koszmarna dziura nad którą ciąży tajemnicze przekleństwo – i tej obiecującej atmosferze, bez ceregieli, morduje dobrze zapowiadające się śledztwo dziennikarskie. Co gorsza morduje, rozjeżdżając je na miazgę. A jak? Najpierw tworzy historyczny rys miejsca akcji i paranormalne tło zdarzeń. A następnie z impetem na scenę wjeżdża przyczyna wszelkich nieszczęść: parowóz z innej wersji rzeczywistości.
Pomysł sam w sobie nie byłby zły, gdyby autor nie potraktował go na odwal i nie ubrał w kanciasty styl. Na niekorzyść całej historii przemawiają dodatkowo osobiste wycieczki autora. Skąd taka zaciekła nienawiść do komunistów? Takie ujadanie tutaj kompletnie nie pasuje – nie czas i nie miejsce.

Ognisko 11 Michał Cholewa

W opowiadaniu numer dwa pokładałam spore nadzieje. Chciałam żeby zmazało nieprzyjemne, pierwsze wrażenie. Na szczęście tekst Cholewy trafia do odbiorcy. Budzi obawy, ponieważ wydarzenia w nim zawarte są całkiem prawdopodobne i mogą mieć miejsce w przyszłości. Autor przedstawia nam świat zżerany przez pandemię, podzielony na strefy dla równych i równiejszych. Po obu stronach barykady króluje tutaj taka sama bezsilność. Szanse na przetrwanie gatunku ludzkiego maleją z każdą chwilą. Cholewa świetnie wyłowił i opisał nerwowość oraz rozterki natury etycznej – pomoc tylko dla nielicznych. Słabym punktem opowiadania są tylko jego przewidywalność i emocjonalnie przekombinowane zakończenie.

Dom na wzgórzu Jakub Ćwiek

Jak dzień się zacznie, tak zapewne się skończy. Nie ma co liczyć na cud, skoro nieszczęścia chadzają parami. Tym razem w drzwiach stają, dobrze nam znani z filmów o epidemiach, ludzie w żółtych skafandrach. Okazuje się, że przyczyną zamieszania, jest po raz kolejny, jakieś afrykańskie choróbsko, które dla ludzi z Europy nie wróży niczego dobrego. Tytułowy dom, to w zasadzie wielkie sanatorium, w którym chorym nie daje się odczuć powagi sytuacji. Tkwią więc w swoich wygodnych i bezpiecznych pokojach, odizolowani od świata, nieświadomi rozgrywającej się katastrofy…
Motyw wybranych - dosyć wyświechtany. Nie wiem również, po co tekst jest taki długi: intryga zawiązuje się bardzo powoli, przez co opowiadanie sprawia wrażenie przekombinowanego. Na szczęście klimat został świetnie zbudowany, spokój odwraca uwagę. Ćwiek rewelacyjnie oddał również kulisy psychologicznej rozgrywki.

Ketew Meriri Rafał Dębski

Przenosimy się w czasy II wojny światowej. Wysiedlenia z ziem wschodnich, ukazują okrucieństwo wroga i jego bezlitosne oblicze: rodziny są siłą rozdzielane a życie ludzkie przestaje cokolwiek znaczyć. Historia została sprawnie poprowadzona. Sprawia jednak wrażenie napisanej na chybcika – urwanej, zamkniętej przedwcześnie – jakby pod wpływem emocji.
Dębski ukazał nam świat zbudowany na kontraście. Z jednej strony panuje bieda, głód i strach - ludzie masowo umierają. W tym samym czasie inni pławią się w luksusach. W ten świat sprzeczności i beznadziei, autor wplótł tajemniczą postać niepozornego, smutnego chłopca. Jego pojawienie się poprzedza straszne wydarzenia. 
P.S Ketew Meriri, to postać faktycznie występując a w Pismach, jako demon zarazy południowej. Wykorzystanie i ciekawe przetworzenie tego motywu, jest sporym plusem opowiadania.

Światy Dantego Anna Kańtoch

No cóż, droga do piekła wybrukowana jest dobrymi chęciami. I co gorsza, te dobre chęci, mogą te piekło przyprowadzić do nas. Jeśli przytłaczający pesymizm może być zarazem uroczy, to właśnie na ten dziwaczny i tajemniczy sposób, stał się taki w opowiadaniu Anny Kańtoch.
Fascynujące realia z mitów, legend i baśni,  to zarazem sugestywnie zobrazowany przedsionek piekła. W czasie, gdy Ziemia umiera, grupa naukowców bezowocnie szuka antidotum na wciąż morfującej planecie: Dantem 3. Wszystko ulega tutaj nieustającej zmianie. Niestabilność powoli zżera bohaterów. Ich paranoja z czasem staje się namacalna, obłęd udziela się czytelnikowi, który wraz z nimi dusi się w klaustrofobicznej atmosferze, tuż nad Otchłanią. Nie sposób oderwać się od tak wykreowanego świata. Pisarka ma niesamowicie "plastyczne" pióro. W kilka sekund, zupełnie od niechcenia, przywiązuje czytelnika do realistycznych postaci. Szkoda, że ta elektryzująca historia jest tak krótka. Może by rozwinąć pomysł?

Piwnica Paweł Siedlar

Opowiadanie początkowo zabawne i roztkliwiające. Nasz główny bohater – Januszek - sporo czasu spędza u dziadków. Jednym z jego obowiązków, jest towarzyszenie dziadkowi w wyprawach do piwnicy, po węgiel. Co nie ulega wątpliwości i o czym wszyscy wiemy w piwnicy jest strasznie – zawsze. Po prostu nie ma innej opcji. Pewnego dnia chłopiec  niestety się w niej gubi. Podąża za usłyszanym przez siebie płaczem i spotyka tam dziwnego chłopca...Nie jest to bynajmniej zapowiedź wielkiej przyjaźni. Z czasem, ciekawość staje się silniejsza od strachu i Januszek „gubi się” na dłużej i bardziej niżby chciał.
Pomysł na te przydługawe opowiadanie mało oryginalny. Motyw czarnej śmierci też oklepany. Na szczęście kręcą mnie piwnice – więc za miejsce akcji duży plus.

Antidotum Tomasz Duszyński

Opowiadanie tajemnicze i niejasne, składają się na nie dwie pozornie różne, przejmujące historie. Tekst z czasem jednak powoli się rozkręca, zataczając coraz szersze kręgi, a historie splatają się w jedną.
Pisarze najwyraźniej lubią łączyć okres wojenny z elementami chorobotwórczymi. Tym razem motyw epidemii przyjmuje dosyć interesującą formę. Duszyńskiemu udało się uniknąć banalności w jej tworzeniu. Na zakończenie historii zabrakło jednak pomysłu – niestety.

Sześćset cetnarów piekła Jacek Komuda

Z początku, kolejny raz odgrzewany kotlet, w postaci roznoszonej przez szczury zarazy mnie sparaliżował, ale na szczęście autor pokusił się o udziwnienie motywu na tyle, że zyskał on nowy smak i go przełknęłam. Poza tym, będę szczera: tak się ucieszyłam, że opowiadanie nie jest o wojnie, że nawet piraci mi się spodobali.
Autor w pozytywnym sensie „popłynął”. Tak więc są piraci, wrak i skarb. Dodatkowo Jacek Komuda zafundował nam słono-gorzką zemstę zza grobu. A portowo-łotrzykowe klimaty dopełniła historia głównego bohatera, który zaskarbił sobie moją sympatię.


P.S. Co ma wisieć nie utonie. Takie metody egzekucji długów i dziś by się niektórym przydały.

Autor: antologia
Tytuł: Epidemie i zarazy
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2008
Wydanie I
Okładka: miękka
Cena z okładki: 29,99zł
Ilość stron: 524
Ilustracje: Przemysław Wolny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...