14 kwietnia 2016

Gdzie diabeł nie może tam zombie pośle…/Gnijący Kapturek, Liitle Dead Rotting Hood – Jared Cohn/ 2016

Mam wrażenie, że w piekle mieszkają małe czorty, odpowiedzialne za to, że zmęczony człowiek dokonuje nie najlepszego wyboru, gdy ma ochotę na odprężający szare komórki seans. Tym razem, któryś doskonale wypełnił swoją misję i pewnie nieźle rechotał widząc moją minę podczas oglądania produkcji pt. Gnijący Kapturek. W sumie nie powinnam być zdziwiona, że film nakręcony przez Asylum jest słaby (nawet bardzo). A jednak: nie dość, że jestem zdziwiona to jeszcze na dokładkę czuję się rozczarowana, bo ten film jest słaby NAWET JAK NA Asylum. Zwyczajnie zabrakło w nim tego czegoś (oprócz tandety i braku polotu), co czyni kino klasy „Z” wyjątkowym (przynajmniej dla niektórych, a w tym dla mnie) odmóżdżaczem.

Ludzie żyjący w miasteczku są w niebezpieczeństwie. Gdzieś w głębi mrocznego lasu rodzi się potężne zło, a stara Strażniczka Lasu czuje, że jest zbyt słaba na walkę. Postanawia więc oddać „pałeczkę” młodemu pokoleniu – swojej wnuczce. Zamiast jednak uświadomić Samanthę (Bianca A. Santos) i opowiedzieć jej o przeznaczeniu, odwiecznej walce i przyszłej roli, zwabia ją w pułapkę. Dziewczyna zgodnie z wolą babki ginie. Ta chowa ją w leśnym grobie i popełnia samobójstwo mając nadzieję, że wnusia, gdy powstanie, wpadnie na to, co to wszystko miało znaczyć i powstrzyma zło. Nie ma co, obłędna logika – widać lata samotności zrobiły z umysłem „wilczycy” Esmeraldy Winfield (Marina Sirtis) swoje. Zresztą najwyraźniej to dziedziczne, bo i Samantha nie grzeszy zbytnią błyskotliwością. Na szczęście babcia prowadziła pamiętnik (obowiązkowo z obrazkami), który zombie-dziewczyna jakimś cudem znajduje. W końcu uzbrojona w czerwoną pelerynę, świecący miecz (ale nie świetlny) i krótkie spodenki  stawia czoło potężnemu wrogowi: Wilkołaczce - Matce Stada. Okazuje się jednak, że to nie jedyne kłopoty, niebezpieczeństwo nadciąga także z innej strony….Sama opowieść o Czerwonym Kapturku i jego wilkołacze motywy są, jak widać zbytnio passe, więc zgodnie z obecnie panującą modą producenci postanowili go zzombiaczyć.

Od czasów starożytnych po dziś wilki są bohaterami niesamowitych opowieści. Drapieżniki - których wizerunek tak niecnie wykorzystano - omawianego filmu, pewnie do udanych nie zaliczą. Szczególnie, że brutalne sceny ataków w których występują, nie oddają nawet cząstki ich umiejętności. Zaprezentowane nam bestie głównie bezlitośnie rozszarpują "na śmierć" nogawki i rękawy… Jak się pewnie domyślacie: akcja jest marniutka, twórcom ewidentnie zabrakło wyobraźni na stworzenie przekonującego klimatu. W efekcie błędy logiczne i luki w fabule (która jest delikatnie rzecz ujmując w zaniku) widać jak na dłoni. Niestety, gdy obecność idiotyzmów i niedorzeczności w innych tego typu produkcjach bawi, w tym przypadku tylko mierzi.

Nie popisali się również aktorzy (ale kogo to dziwi?). Szczytem ich możliwości okazało się tęskne spoglądanie w dal (obowiązkowo pustym wzrokiem) i strzelanie min pt. „Puściłem bąka. I co teraz?”. Poza tym, postacie występujące w filmie w większości są jednorazowe i trudno doszukiwać się powodów, dla których w ogóle znalazły się w scenariuszu. Wiele tłumaczy fakt, że reżyser – Jared Cohn - do tej pory głównie grał w „zetkach” np. wcielił się w postać Darylla w kiepskiej Nocy Halloween (tekst TUTAJ). Odniosłam wrażenie, że mylnie założył, że kręcenie filmu polega na sklejaniu czegoś na chybił trafił.  

Nic nie było w stanie uratować tego filmu. Ani boleśnie tandetne  CGI - ukazujące nam w pełnej krasie wilka mutanta, a właściwie to wilkołaczkę – ani z łaski na uciechę raz rzucony na ekran biust, ani nawet szeryf Adam (Eric Balfour) najwyraźniej dzielnie wspierający okolicznego producenta żelu do włosów. Oczywiście znów zapominano o czymś co poprawiło by nastrój  żeńskiej części widowni. A przydałoby się, bo oglądanie Czerwonego Kapturka, który wbrew temu, co obiecuje tytuł nie gnije, jest nudne. Nie ukrywam, że liczyłam po cichu na to, że zacznie się w końcu rozpadać….

Rok: 2016
Kraj: USA
Reżyser: Jared Cohn
Scenariusz: Gabriel Campisi


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...