14 lutego 2016

Literacki koci żarcik /O-BOOK – Iza Rozbicka/

Odwieczne prawo mówi: człowiek jest poddanym kota – nie odwrotnie. Książka, którą trzymam w rękach, od pierwszych zdań sprowadza do parteru wszystkich, którzy śmieliby myśleć inaczej. Iza Rozbicka, czyli osoba, która ją napisała, z rozbrajającą szczerością przyznaje, że jest tylko autorem-widmo na usługach kota. Orange, kocur o którym tutaj będzie mowa, postanowił bowiem napisać autobiografię. Z niewyjaśnionych jednak przyczyn (ludzki mózg nie jest wystarczająco rozwinięty by to ogarnąć), zdecydował, że nie będzie robił tego sam.

Na pewno nie chodziło o skromność, bo czego by nie mówić o Orange’u, to skromny on na pewno nie jest. Przede wszystkim nasz koci (anty)bohater to mistrz zachowywania energii na później, czyli po prostu leń, który niechętnie zajmuje się czymkolwiek innym poza zachwycaniem się samym sobą. Właściwie w skrócie możne przedstawić go tak:



Obibok
Rozwydrzony
Arogancki
Niedzielęsięjedzenieminajchętniejzjemtwoje
Gnuśny
Egoista

On sam oczywiście myśli o sobie inaczej. Przestawia się jako geniusz finansjery i założyciel jednej z największych sieci telefonii komórkowych w Europie (jego imię mówi samo za siebie). Poza tym widzi siebie jako świetnego sportowca, arystokratę, przykładnego męża i wspaniałego, tolerancyjnego ojca. Nie trzeba się wybitnie wysilać, by zgadnąć, że większość jego opowieści jest wyssanych z pazurka. Synami nie zajmuje się wcale, wie tylko o istnieniu dwóch cyfr (w sumie 1 i 0 milionerowi wystarczają), nie jest też zbytnio dystyngowany. I już właściwie spisalibyśmy tego pyszałka na straty, gdyby nie pewna ryzykowna akcja w której bierze udział. Nasze bożyszcze, władca absolutny i lew kanapowy w jednym, postanawia bowiem wytropić i unieszkodliwić straszną bestię, która nocami terroryzuje okolicę.

W zasadzie niewiele w O-booku akcji. To zlepek pojedynczych epizodów z życia Orange’a i jego rodziny, które szczególnie oryginalnością nie powalają. Kolejne anegdoty układając się w pewną historię mają na celu głównie humorystyczne przedstawienie nam „najbardziej zarozumiałego kota świata”. W moim odczuciu nie do końca się to jednak udało. Niektóre żarty sytuacyjne i słowa przerobione na kocią modłę (np. catsitterka, bizneskot) są wprowadzone w tekst na siłę. Wydaje mi się, że treści zabrakło ostatecznego „dopieszczenia”. Nadmiar szczegółów w pierwszym rozdziale niepotrzebnie nieco zamula wstęp, spokojnie można było je poporcjować. Nie zaszkodziłoby również rozbudowanie niektórych wątków i skupienie się na świetnych uwagach Orange’a np. takich jak ta (genialna!): Musiałem jej wybaczyć, gdyż weszła do kuchni i otworzyła lodówkę(…) Chciałem zlekceważyć przysmak, aby ją ukarać, ale nie miałem serca.

Tym razem nie przyczepię się do niepolskich imion i nazw pojawiających się w treści. Nie mają one na celu nadania „światowości” książce, są spójne i pasują do arystokratycznej wizji świata Orange’a. W końcu liczy się to jak on postrzega swoją rzeczywistość, a nie to jaka jest ona naprawdę. Skoro chce mieć kamerdynerów, niech ich sobie ma. Nie rozumiem jednak sensu umieszczania w opowiadaniu wtrętów takich jak: zerknąwszy na psa, mało nie zesrałem się ze strachu; O czym ten debil mówi?! Przecież nawet komuś, kto tylko udaje arystokratę nie przystoi tak mówić. Poza tym, po co używać tak wulgarnego języka bez potrzeby? Nie wiem jak wy, ale ja znalazłam fabularnego uzasadnienia dla użycia takich zwrotów. Jeśli chodziło o wprowadzenie dosadnych elementów humorystycznych, to one zwyczajnie tutaj nie pasują.

Trudno także określić grupę docelową książki. Oczywiście są nią kociarze, to nie ulega wątpliwości, ale jeśli chodzi o wiek, to mam spore wątpliwości Na okładce widnieje informacja, że pozycja skierowana jest do młodzieży. Mam wątpliwości czy ta będzie chciała czytać książkę z obrazkami – swoją drogą rewelacyjnymi i zabawnymi – o zarozumiałym kocurze? Dla młodszych czytelników ta książka ze względu na pewne słownictwo także się nie nadaje. Wątpię także by dzieci zrozumiały większość zawartych w niej żartów, jak te o „teorii waflów” i systemie zero-jedynkowym. Jeśli autorka (a raczej Orange) zdecyduje się na kontynuację radziłabym przemyśleć tę sprawę.

Ta lekka, rozrywkowa opowieść ma spory potencjał, trzeba tylko zająć się  wyeliminowaniem kilku potknięć. Autorka udowodniła w niej, że jest świetną obserwatorką i zdarza się jej zgłębiać tajniki kocich umysłów. A wiedzieć, co tym zwierzętom chodzi po głowie i czytać im w myślach, to nie lada wyczyn. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że O-book stanowi naszą polską, rudą odpowiedź na innego książkowego rudzielca - sławnego kota Boba. Każdy kociarz, uwielbiający książki o sierściuchach, powinien wiedzieć o jego istnieniu.

Autor: Iza Rozbicka
Tytuł: O-BOOK, czyli autobiografia najbardziej zarozumiałego kota świata
Ilustracje: Emanuel Franz
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: I
Rok wydania: 2015
Oprawa: twarda
Ilość stron: 74
Cena: 26,00 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...