15 lutego 2016

Bieg walentynkowy czyli II Parkowe Hercklekoty 14.02.1016

Data: 14 luty 2016, godzina 12:00
Miejsce: Parku Śląski, Leśniczówka Rock’n Roll Cafe
Tytuł: II Parkowe Hercklekoty
Organizator: MK Team
Cena: wpisowe 30 zł na bieg główny i marsz nornic walking

Serduszko puka w rytmie cza cza
Posmarowałam tobą chleb
Miłości szuka w rytmie cza cza
Posmarowałam tobą chleb…

W walentynki wstałam - o dziwo - w świetnym humorze. Od rana też nuciłam wszystko co się tylko nadawało do nucenia. Nie mogę powiedzieć, że czyniłam to ze szkodą dla sąsiadów, bo oni wcale nie byli lepsi. Ogólnie zapowiadał się więc pozytywnie zmiksowany dzień. A co za tym idzie bieg też musiał być zakręcony. I wiecie co? Nie pomyliłam się w przypuszczeniach.

Skoro ścieżki miłości są zawiłe, to i ścieżki II Parkowych Hercklekotów (czyli biegu walentynkowego) nie mogły być proste. Organizatorzy przepuścili nas przez krzaczory po wąskich ścieżkach, po kamieniach i w błocie (ale kto się spodziewał takiego upału w lutym?), litościwie  pozwolili także trochę pobiec po asfalcie. Sporo było górek, które w raz z zaskakującą temperaturą mogły naprawdę przyprawić zawodników o palpitacje. Ideą imprezy nie było  jednak bicie rekordów, ale dobra zabawa.

Jak zwykle na biegach – to chyba norma na każdym - było trochę narzekania przy odbiorze pakietów startowych. Ustawianie kolejki równolegle do stolików nigdy nie jest szczęśliwym rozwiązaniem, bo ludzie nie wiedzą „za czym” stoją. W efekcie i tak część pcha się do przodu, żeby sprawdzić czy dobrze stoi i co tam jest itd. Warto jednak zauważyć, że możliwości ustawiania stolików w namiotach są ograniczone (tym bardziej nie ma mowy o ładowaniu tam kilku kolejek). Także póki pora roku nie pozwala rozłożyć się z całym majdanem na dworze, trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo w namiocie nigdy nie jest łatwo. Na szczęście ci, którzy nie byli zbytnio zadowoleni zapomnieli o swoich uwagach, gdy tylko przekroczyli linię startu: gdy opadły, wystrzelone nad głowami biegaczy, ostatnie płatki róż, pozostały już bowiem: „krew, pot i łzy”, czyli to co uczestnicy tego typu imprez lubią najbardziej. W komentarzach pobiegowych dominowały więc pozytywne opinie.

W kwestiach organizacyjnych tak naprawdę nie było się do czego przyczepić. Dobrym pomysłem było zebranie najczęściej pojawiających się pytań i wysłanie zbiorowych odpowiedzi do zawodników tuż przed terminem biegu. W jednym miejscu od razu można było dowiedzieć się np. czy będzie depozyt i toaleta, którędy wjechać i jak dojść (wskazówki w formie zdjęć mega pomocne). Dzięki takiej postawie i zaangażowaniu odnosi się wrażenie, że organizatorzy słuchają tego co mówią zawodnicy i starają się wyjść naprzeciw ich potrzebom.

Przed biegiem głównym odbyły się zawody dla dzieci. Nie widziałam za bardzo co się tam działo, ale z tego dobiegało do moich uszu wynikało, że też było wesoło. Oprawa muzyczna całej imprezy również trafiała w gusta publiczności, bo nie dość, że rytmiczna, to jeszcze – jak przystało na walentynki - z nutą romantyzmu. Po zakończonych zawodach przez podium przewinęło się sporo osób i to nie tylko tych którzy robili sobie pamiątkowe zdjęcia – nagród bowiem MK Team zorganizowało sporo. Przyznaję, że odpuściłam sobie  czekanie na posiłek regeneracyjny, odstraszyła mnie kolejka. A to świadczy tylko o jednym: ludzi było w bród, czyli impreza się udała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...