08 lutego 2016

Film sponsorowany przez SMART GLASSES /JeruZalem – Doron Paz, Yoav Paz / 2015

Nie będę ukrywać: zwabiło mnie to wyróżnione w tytule, czerwone „Z” nawiązujące wyraźnie do Word War Z. To nie był zbieg okoliczności ani subtelna kokieteria, tylko czytelny przekaz: na ekranie pojawią się prędzej czy później żywe trupy. Jedyną zagadką pozostało w jaki sposób zostaną przedstawione przez izraelskich twórców. I niestety rozczarowały mnie. Po sensie, JeruZalem porównałabym raczej do słabego Jako w piekle tak i na ziemi (Tekst TUTAJ). Tyle, że zamiast demonów mamy tutaj skrzydlate latające zombie i tym razem nie ludzie schodzą do piekła, ale to ono wyłazi do nich. W sumie jedynym atutem tego filmu jest to, że naprawdę nakręcono go w Jerozolimie. Niestety wizja braci Paz nie porwała mnie, ani nie przekonała.

Szkoda, początek filmu był całkiem obiecujący i rozbudzał ciekawość widza. Pojawia się zapowiedź tajemnicy, której od setek lat strzegą przywódcy duchowi największych religii. Muszą działać razem przeciwko wspólnemu wrogowi, który co jakiś czas zaznacza swoją obecność na ziemi. Tę poważną i intrygującą atmosferę wstępu, szybciutko zastępują hihy i hahy dwóch rozpuszczonych, bogatych nastolatek, które wybierają się na wycieczkę życia. Sarah (Yael Grobglas) i Rachel (Danielle Jadelyn) postanawiają zwiedzić - a raczej mocno w nim zaszaleć - Izrael. Plany krzyżuje im jednak nowo poznany w samolocie przystojniak Kevin (Yon Tumarkin), który przekonuje je by wybrały się wraz z nim najpierw do Jerozolimy. Obeznany w horrorach widz oczywiście wie, że to zły wybór - czeka więc cierpliwie, na to, co się dziewczynom przydarzy.

Zanim jednak akcja rozkręci się na dobre, oglądamy relację z wakacyjnego wypadu Amerykanek, na którym nie może oczywiście zabraknąć alkoholu i imprez. O dziwo przemyciło się nawet trochę zwiedzania. Dziewczęta zdają się nie zauważać, że w związku z nadciągającym świętem Yom Kippur, atmosfera wokół nich gęstnieje i że w mieście budzi się coś złowrogiego. Te obyczajowe obrazki, uświadamiające nam zróżnicowanie kulturowe, stanowią tę lepszą (nie żartuję) część filmu. Gdy następuje bowiem mocne uderzenia mające wyrwać nas z przyjemnego rozleniwienia, na ekranie niestety robi się totalny bajzel. Odniosłam wręcz wrażenie, że reżyser przestał panować nad tym co działo się na planie. To co, miało po sennym wstępnie stanowić porządną dawkę akcji i emocji, zostało źle poprowadzone. Możliwe, że totalny chaos którego jesteśmy świadkami to efekt zamierzony. Trudno oczekiwać by ludzie w obliczu inwazji zachowywali się racjonalnie i zachowali zimną krew. Takie przedstawienie zdarzeń miałoby jednak sens tylko w przypadku, gdyby film był od początku utrzymany w podobnym tonie. A tutaj niestety zaserwowano nam dwie zupełnie nie pasujące do siebie połówki.

Trzeba przyznać jednak, że found footage przechodzi istną rewolucję. Pisałam już w tym roku o kręceniu filmu latarką (Nightlight tekst TUTAJ), teraz przyszła kolej na inteligentne okulary. Przynajmniej obraz jest stabilniejszy – co głowa to nie ręka. Twórcy postarali się jednak byśmy i tak niewiele widzieli… Wiemy, że w podziemiach powinno być ciemno, nie obrazilibyśmy się jednak na reżysera, gdyby sprawił, że na ekranie mimo to byłoby coś widzieć. W filmach godzimy się przecież na pewną umowność….

O ile idiotyczne decyzje są wpisane w charakter postaci horrorowych, i nie można mieć im za złe, że dokonują kiepskich wyborów, o tyle marne aktorstwo trudniej już przełknąć. Dziewczęta i ich towarzysze nie budzą szczególnej sympatii. Szczególnie do gustu nie przypada bohaterka mająca okulary, aż się miało ochotę ją spoliczkować, żeby przestała kwękać, jęczeć, smarkać i piskać. Niestety Rachel jak na złość jest główną bohaterką i nie ważne jak mocno życzylibyśmy jej, żeby w końcu ją coś zżarło, będzie nam długo działać na nerwy. Oprócz bohaterów nie powalają także latające zombie,  -zwłaszcza te, które noszą inteligentne okulary i mają dostęp do facebooka… Może zresztą coś w tym jest: podobno rozwój technologii i portale społecznościowe czynią z nas właśnie takie żywe trupy.

W JeruZalem, to co wydarzyło się na naszych oczach było boleśnie przewidywalne. Bezmyślne „kopiuj wklej” amerykańskich produkcji z apokalipsą w tle. Nie ukrywam, że intrygował mnie kontekst kulturowy, chciałam zobaczyć, jak twórcy sobie z nim poradzą, jak go rozwiną. Niestety nie wyeksponowali nawet charakterystycznych dla miejsca akcji ciasnych uliczek, tworzących labirynt. Wizualne możliwości starego miasta zostały więc potraktowane po macoszemu. Podsumowując: płytkie filmidło, w którym -wielka szkoda - bracia Paz nie wykorzystali potencjału tego co i gdzie tworzyli.

Rok: 2015
Kraj: Izrael
Reżyser: Doron Paz, Yoav Paz
Scenariusz: Doron Paz, Yoav Paz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...