19 lutego 2016

Dobry pomysł nie wystarczy /Przebudzenie – Mateusz Tomaszewski/ DKK

Z jednej strony trudno się tą książką zachwycać i nie widzieć w niej błędów, z drugiej trudno przemilczeć fakt, że jednak posiada kilka atutów i całkowicie potępić starania autora. Przebudzenie Mateusza Tomaszewskego miało potencjał i zostało oparte na  bardzo dobrym pomyśle. Niestety, co powszechnie wiadomo, sam pomysł nie wystarczy. Na wartość lektury składa się bowiem wiele elementów, w tym konkretnym przypadku skrajnie zaniedbanych.


Gdy przymkniemy oko na kiepski początek i atakujące nas już na drugiej stronie błędy stylistyczne, tekst może nam się spodobać. Autor bez sztucznego nadęcia i z humorem zaczyna budować swoje uniwersum. Przenosi nas do świata, którego realia zbliżone są do tych średniowiecznych - i co ciekawe -, w którym każdy nosi w sobie demona (i to naprawdę świetny pomysł!). Aby "zły" nie wydostał się na zewnątrz, co oznacza śmierć dla gospodarza, trzeba poddać go egzorcyzmom, które niestety nie są szczególnie bezpieczne ani skuteczne (nie każdego także stać na opłacenie kapłanów). Wielu ludzi nie otrzymuje pomocy lub nie udaje się w porę zatrzymać przeobrażenia - w efekcie łatwo tutaj trafić do miejsc sterroryzowanych przez potwory, które kiedyś były ludźmi-nosicielami. Po udanym rytuale, w szczęśliwcu który go przeżył, pozostaje cząstka mocy demona, dzięki której zyskuje on pewne umiejętności. Fergar, Nathaniel i Esme, czyli główni bohaterowie powieści, mają oczywiście wyjątkowe zdolności, co czyni ich niepokonanymi. Ta trójka, pozornie obcych sobie ludzi, na rozkaz króla udaje się w niebezpieczną podróż. Niestety tak właściwie nie wiadomo o co w tej ich całej misji chodzi. Nie mamy żadnego prostego komunikatu typu: wrzucić pierścień do wulkanu lub zabić smoka. Co za tym idzie, wyprawa naszych dzielnych wojowników zaczyna w pewnym momencie przypominać szkolną wycieczkę donikąd, której żadne z nich nie traktuje poważnie. Tomaszewski wykonuje także niebezpieczny dla treści manewr: rezygnuje z przygód na rzecz pogadanek i rozmów. Bohaterowie zaczynają więc zanudzać więc czytelnika swoimi niezbyt oryginalnymi wynurzeniami na tematy polityczne, obmyślając sposób na naprawę świata… Właściwie od tego momentu fabuła, gubiąc kolejne wątki, podąża ku słabemu zakończeniu.

Każda z postaci jest sztampowa i przewidywalna. Każdy ma tajemnicę, każdy zaznał w życiu czegoś, o czym wolałby zapomnieć. Trzeba podkreślić również, że nie są to za bardzo skomplikowane osobowości. W rozrywkowo-przygodowej powieści fantasy taki stan rzeczy jednak nie razi. Nie mam więc za złe np.  Fergarowi, że chrapie, wciąż jest głodny, a celem jego życia jest spektakularne wypatroszenie wszystkiego, co stanie mu na drodze. Bardziej przeszkadza mi to, że rzeczywistość w której żyją bohaterowie, jest tylko atrapą. Świat przedstawiony, stanowiący zalążek potencjału Przebudzenia i co za tym idzie główny jego atut, nie został wystarczająco wyeksponowany. Wiadomo, że w literaturze tego typu obowiązuje nas pewna umowność, ale wypadałoby chociaż zachować pozory i używać słownictwa bardziej pasującego do tej „bajki”, zamiast kłuć po oczach „eutanazją” i „handicapem”. Poza tym historia osiłka Fergara i jego kompanów jest wyzuta z emocji. Autor jednak kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy i nieskutecznie próbuje pod koniec powieści zatrząsnąć światem czytelnika. To co w założeniu miało stanowić dramat, w rzeczywistości ani nas ziębi, ani grzeje. Trudno oczekiwać innej reakcji skoro spora część zaprezentowanych nam rozwiązań fabularnych wprawia nas w osłupienie brakiem logiki i naiwnością. Nie sposób więc traktować niczego na poważnie, nawet jeśli mowa o strasznej śmierci. Do innego odbioru treści nie zachęcają również wątki, które nagle się urywają - coś co wydawało nam się ważne (miecz, księga) zostaje całkowicie porzucone i zapomniane. Nawet jeśli Tomaszewski planuje napisać kolejną część Przebudzenia, to nie jest to żadnym wytłumaczeniem.

Tekst podobno przeszedł korektę – wydawca podaje, że zrobiła ją niejaka Monika Pruska. Mam wątpliwości, czy taka osoba istnieje i nie wierzę, że książka naprawdę przeszła korektę. Pewnie z marketingowego punktu widzenia po prostu lepiej to wygląda, gdy się napisze, że takowa była. W Przebudzeniu co chwilę potykamy się o literówki (to jeszcze można przeżyć), powtórzenia i o przerosty stylistyczne (to już jest ciężko strawne): Dość była wściekła, kiedy na samym początku dowiedziała się, że nie może po prostu pojawić się za wrogiem i wbić mu sztylet w czaszkę. Niestety często trzeba się zastanawiać „co autor miał na myśli?” i odgadywać, który bohater mówi do którego. Leży także odmiana zaimków: I tak się tobie śpieszy do wielkich miłości?; Kiedyś dotyczyło ją to bezpośrednio. Pojawia się także problem z liczbą pojedynczą i mnogą: Nie wymagaj od człowieka ograniczonego wielkich przemyśleń, sam fakt posiadania przemyśleń mógłby ich zniszczyć… Poza tym razi, gdy pisarz nie wie, co oznaczają słowa których używa i próbuje uświadamiać czytelnika już na pierwszych stronach, że np. można szkalować kogoś wzrokiem. Podsumowując: ta cała korekta to jest jakaś kpina. Komuś powinno być wstyd za to, że wydaje teksty tak kaleczące język ojczysty.

Przebudzenie mogło być wspaniałą powieścią. Zamiast zapierającej dech historii otrzymaliśmy jednak zlepek niedoskonałości, niedociągnięć i błędów. Niby mamy wszystko czego trzeba: przygodę, dynamikę, sceny walki, drużynę, misję, wojownika, mędrca, piękną wojowniczkę, magię i potwory, a mimo to kolejne wątki konają, fabuła nuży, a bohaterowie śmieszą niespójnością. Aż dziw bierze, że nie wyszło i smuci fakt, że Tomaszewski mając pełen arsenał, nie potrafił skorzystać z żadnej dostępnej broni... Ewidentnie zabrakło czuwającego nad procesem twórczym „mistrza”, który przeprowadziłby nowicjusza przez kolejne mielizny i pułapki. Kogoś kto powiedziałby autorowi dlaczego trolle i niedźwiedziołak to już za dużo i dlaczego nie toczy się towarzyskiej pogawędki z obcym, który piętnaście sekund wcześniej chciał nas zabić. Jeśli Tomaszewski naprawdę chce zostać pisarzem powinien wyciągnąć wnioski ze swoich błędów i zacząć pracować nad warsztatem, bo nie oszukujmy się, ten po prostu leży i kwiczy. Nie każdy jest geniuszem i samorodnym talentem, większość naprawdę musi włożyć mnóstwo pracy, w to by tworzyć coś dobrego. Ciekawe czy w tym wypadku wystarczy chęci i samozaparcia.

Autor: Mateusz Tomaszewski
Tytuł: Przebudzenie
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: I
Rok wydania: 2014
Oprawa: miękka
Ilość stron: 284
Cena: 29,00 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...