12 lutego 2016

Czy miłość jest silniejsza od śmierci? - nekrofilka i zombie /Opowieść Haeckela – John McNaughton / 2005

Żeby nie było, że nie jestem romantyczna i nie dbam o walentynkowy klimat:

Czy miłość jest silniejsza od śmierci?

Zrozpaczony wdowiec jest pewien, że zna odpowiedź na to pytanie: jego miłość na pewno jest silniejsza od śmierci. Myśli, że jest w stanie znieść wszystko, byle tylko jego ukochana wróciła… Nic nie staje mu więc na przeszkodzie by ciemną nocą udać się do domostwa znanej w okolicy nekromantki. Nie straszne mu trzy groby przy wejściu na ganek, ani wyjątkowo zrzędliwe zaproszenie do środka. Gospodyni, pani Carnation (Micki Maunsell), jak się zresztą spodziewamy, do najmłodszych nie należy. Dziwi jednak jej podejrzanie kokieteryjne zachowanie wobec niespodziewanego gościa - on jednak zdaje się niczego nie zauważać. Mimo jego zapewnień, próśb i wypisanej na twarzy rozpaczy, kobieta nie chce spełnić prośby i zamiast przywrócić życie jego żonę, proponuje opowieść o nieszczęsnym Ernście Haeckelu. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, że został wystawiony na próbę, a wysłuchanie opowieści Miss Carnation, to tylko niewinny początek. 


Po tym intrygującym wstępie, zostajemy przeniesieni w sam środek właściwej historii. Ernsta Haeckela (Derek Cecil) poznajemy jako pewnego siebie, butnego studenta medycyny, zafascynowanego opowieścią o Frankensteinie. Wierzy on, że dzięki nauce można przywrócić martwe ciało do życia. Kolejne nieudane próby powodują jednak, że poszerza nieco obszar swoich poszukiwań i wybiera się nawet na pokaz nekromanty. Wbrew przekonującemu show, nadal nie daje wiary czarom i magii, nazywając to czego był świadkiem „sztuczkami dla głupców”. Oczywiście boleśnie przekona się na własnej skórze jak bardzo się mylił. Bieg wydarzeń powoduje bowiem, że musi wybrać się w samotną podróż. Kilkudniowa wędrówka daje mu się we znaki, dlatego, gdy podczas szalejącej nocą burzy, obcy mężczyzna proponuje mu nocleg, godzi się bez zastanowienia. Domostwo w którym przyjdzie mu skorzystać z gościny, zamieszkuje dziwne małżeństwo: starszy, zmartwiony mężczyzna i przepiękna, młoda kobieta, od której Haeckel nie potrafi oderwać wzroku. Jest taka niepisana zasada, że jeśli przepiękna, tajemnicza kobieta nocą wymyka się z domu, by udać się na cmentarz, to się za nią nie podąża. Nasz bohater najwyraźniej nie był tego świadomy i nie przyszło mu do głowy, że może grozić mu jakieś niebezpieczeństwo. Gospodarz usilnie próbuje go zatrzymać, ale Haeckel jest młody, ambitny i odważny, a Elise taka piękna…

Mało znani aktorzy spisali się - o dziwo - bardzo dobrze. Bez zbędnej bufonady, z dystansem do fabuły, wykreowali wyraziste i wiarygodne postacie. Trzeba przyznać, że w szczególności przykuwa wzrok – nawet wtedy, gdy jest ubrana – wyjątkowo atrakcyjna Leela Savasta w roli Elisy. Jak to w życiu bywa: coś za coś. Nie liczcie na powalające efekty specjalne. Zamiast nich będą kostiumy, klimat XIX wiecznej Anglii i nieco filozoficzne rozważania nad życiem i śmiercią. Wydarzenia, których jesteśmy świadkami rozgrywają się na kanwie sporu: nauka czy magia, wiedza czy zabobon. Bohaterowie będą głowić się nad tym, gdzie przebiegają granice i czy wolno je przekraczać, a jeśli już to w jaki sposób to czynić. W obliczu tego, do czego zdolny jest człowiek, który chce spełnić swoje pragnienia (a może trafniej: żądze) szybko okaże się, że nie ważne po który ze sposobów się sięgnie – cel i tak zawsze będzie uświęcał środki. Problem pojawia się dopiero później, wraz ze skutkami ingerencji w określony porządek rzeczy.

Fabuła prowadzona jak w klasycznej opowieści grozy ma niestety bardzo tandetne zakończenie. Okazało się bowiem, że to, co obiecywało nam historię w klimatach Frankensteina zbyt mocno skręciło w stronę cmentarnej orgii. Mimo zakończenia, groteska ta - chociaż może wydać się niektórym niesmaczna - ma swój urok i świeżość. Bohaterowie żyjący w "naiwnej epoce", opustoszały cmentarz, szalejąca w lesie burza i ukryta w tym wszystkim, tragiczna historia odwiecznych niespełnień człowieka, mogą wynagrodzić inne niedociągnięcia. Należy wspomnieć, że dla niektórych widzów obraz Johna McNaughtona może okazać się zbyt perwersyjny (horrorowi wyjadacze stwierdzą jednak, że do perwersji zabrakło tutaj całych lat świetlnych), innym czegoś w nim zabraknie: a to mroku, a to krwi, a to brutalności... W jednej ze scen próbowano w sumie oddać zombie, to co do zombie należy, ale wiadomo: "jedna krwawa scena jeszcze gore nie czyni". Może niektórych z was do obejrzenia filmu zachęci fakt, że tym razem nie będziemy podziwiali na ekranie nekrofila lecz nekrofilkę, a towarzyszyć jej będzie kilku bohaterów romantycznych o dosłownie i w przenośni rozdartych sercach.

Widzieliśmy już seksowne Striptizerki zombie (tekst TUTAJ) i zakochanego nieumarłego (Wiecznie żywy). Czytaliśmy o zombie dziwkach (Zombiefilia) i o żywych trupach, które zakładały rodziny i miały dzieci (Lament zombie). W sumie w Opowieści Haeckela doświadczyliśmy „miszungu” takich romantyczno-rodzinnych zombiastycznych elementów. Mimo, że nie jest to produkcja wybitna, w przeciwieństwie do innych wchodzących w skład serii Mistrzowie Horroru, nie wiało tutaj nudą i na pewno na dłużej zagościła ona w pamięci widza (Większość fabuł tej serii umyka mi z pamięci przerażająco szybko - wyparcie?).

P.S. Opowieść Haeckela powstała w oparciu i opowiadanie Clive’a Barkera Dark Delicacies. Pisarza znowuż zainspirowała autentyczna postać: Ernst Haeckel (1834 – 1919) był niemieckim biologiem, filozofem i podróżnikiem.

Rok: 2005
Kraj: USA
Rezyser: John McNaughton
Reżyser: Mick Garris

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...