04 stycznia 2016

Nie idź w stronę światła! / Nightlight - Scott Beck, Bryan Woods / 2015

Nie trzeba wchodzić do lasu w nocy by się w nim zgubić. Nie warto więc prowokować losu nocną wycieczką. Niestety młodzi ludzie często myślą, że są niezniszczalni i nie raz przekonują się na własnej skórze, że życie jest jednak bardzo kruche. Bohaterom Nightlight lekcji pokory udzielił nie tylko nocny las, ale i mroczna, zamieszkująca go siła, która najwyraźniej nie lubi gości i jak już się tacy pojawią, to się z nimi nie patyczkuje.

Akcja głównie skupia się wokół Robin (Shelby Young), zakompleksionej nastolatki pragnącej wkupić się w łaski popularniejszych dzieciaków. Dziewczyna nareszcie dostąpiła zaszczytu i może uczestniczyć w tajemniczej grze „pięknych i lubianych”. Nia (Chloe Bridges), Amelia (Taylor Ashley Murphy), Chris (Carter Jenkins) i Ben (Mitch Hewer) wprowadzają ją w tajniki gry, w której uzbrojeni w latarki rzucają sobie kolejne wyzwania. Pomysłów widać im nie brakuje: oprócz fundowania sobie słownych przepychanek, grają także w chowanego i urządzają sztafetę na torach tuż przed nadjeżdżającym pociągiem. Niestety tym razem dosyć niefortunnie wybrali miejsce zabawy. Las Covington słynnie z tajemniczych,  samobójczych (?) zgonów, podobno jest też nawiedzony, bo więzi dusze tych, którzy tutaj zginęli. Oczywiście okazuje się, że mroczne opowieści, mające charakter miejskiej legendy, są prawdziwe. Tajemnicza siła zwodzi bohaterów i igra z nimi. Można nawet odnieść wrażenie, że wręcz zaprosiła ich do własnej gry, której zasady zna tylko ona. Nie trudno się domyślić, że to wszystko nie mogło się dobrze skończyć.

Ignorancja i buta niejednego już zawiodły na manowce. Ale tych konkretnych bohaterów nie jest nam szczególnie szkoda. Aktorstwo nie jest złe – w sam raz do poziomu filmu – ale postacie zostały napisane tak jałowo i niejako, że nie da się im współczuć. Całe szczęście, że na miejsce akcji wybrano las: miejsce samo w sobie charakterne. To dzięki niemu mamy zalążki napięcia i duszną, klaustrofobiczną atmosferę. Na fabułę bowiem nie ma co liczyć… Po początku wiele sobie obiecywałam: gra w światła w zakazanym miejscu i bohaterowie uzbrojeni tylko w latarki, które nie mają szans pokonać mroku – zapowiadało się świetnie. Nawet poznawanie nieciekawych postaci było intrygujące, niestety tylko do pewnego momentu. Później coś pękło, Beck i Woods nie utrzymali nastroju, odpuścili. Chaotyczna bieganina po lesie (tak wiem, że mroczna siła zawraca bohaterów w to samo miejsce), zapadanie w letarg (tak wiem: opętanie) i wciąż i w kółko, wyskakujący znikąd nastolatkowe, gdy wydaje nam się już, że już powinien być koniec - wszystko psuły. Kolejne z wymienionych elementów nie były oczywiście złe, jednak zabrakło twórcom pomysłu na to, jak je scalić w sensowną całość. Czym innym jest bowiem pozostawienie widza z tajemnicą, niedopowiedzenie mu wszystkiego, zmuszenie do zastanowienia się, a czym innym jest ewidentny brak umiejętności poskładania pomysłu „do kupy”. W efekcie powstało monotonne i nudne found footage, które zapewne miało być innowacyjne, bo zastąpiono w nim kamery latarkami.

Na dokładkę - z mojego punktu widzenia - łzawa opowieść Robin o przyjacielu, który popełnił w tym lesie samobójstwo nie były w ogóle potrzebne i nie wnosiły niczego do treści. Wprowadzono je zapewne po to, by było z czego zrobić klamrę i uświadomić nam, że raczej niewiele osób rozstawało się w Covington z życiem z własnej woli, ale las przyciąga także ludzi, którzy sądzą, że śmierć to jedyne rozwiązanie ich problemów. Tylko, że i bez klamry o tym wiemy. Produkcja męczyła mnie do tego stopnia, że zamiast dać się porwać, wejść z bohaterami w ich „przygodę” i emocjonalnie ją z nimi przeżywać, wpatrywałam się w tło, w biżuterię, na buty i doszukiwałam się szczegółów itd. itp. I powiem wam jedno (pomijając inne potknięcia), nie ważne co by się działo: w lesie Covington biała kurtka na zawsze pozostanie biała…

Film porównywany jest do The Blair Witch Project. Oczywiście nie można udawać, że nie ma między nimi podobieństw. Jednak film z 1999 roku miał tę przewagę, że found fottage nie było wtedy tak ograne i dlatego pamiętamy o nim do dziś. Nie była to jednak produkcja wybitna, Kałużyński nazwał ją nawet „horrorem bez horroru”. Nightlight również nie jest genialnym arcydziełem, to nawet nie jest średniak. Wątpię, by ktokolwiek o tym filmie za kilka miesięcy pamiętał. Bo niby o czym? O dusznej atmosferze, ciekawej grze świateł, którą z bohaterami urządza sobie „coś”, kościół jako miejsce kultu lub dom demona/duchów? To zdecydowanie za mało by wryć się w pamięć. Film zdecydowanie dla zagorzałych fanów kręcenia z ręki.

Rok: 2015
Kraj: USA
Reżyser: Scott Beck, Bryan Woods
Scenariusz: Scott Beck, Bryan Woods

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...