22 stycznia 2016

Kot jest domowy na tyle, na ile mu to odpowiada / Historia życia czarnego kota - Barbara Nawrocka – Dońska/

Na wstępie zaznaczam, że jeśli zdecydujecie się na tę lekturę, to musicie przygotować się na to, że trąci ona nieco myszką. Głównie ze względu na język i styl. Pojawiają się tutaj zwroty, które wyszły już z użycia (np. nie wpadli na domysł) i nietypowa składnia. Kilka takich „zgrzytów” zaintrygowało mnie na tyle, że postanowiłam posprawdzać ich poprawność. Okazało się więc, że niby taka prosta, łatwa i przyjemna lektura z kotem w roli głównej, a sprowokowała szare komórki do pracy. I cóż można więcej powiedzieć niż to, że oto magia literatury w całej jej postaci: choćbyś człowieku nie chciał, czegoś się zawsze podczas czytania nauczysz.

Historia życia czarnego kota, jak zdradza tytuł jest opowieścią o życiu pewnego sierściuszka. Aleksander – bo tak mu na imię – sam, w pierwszej osobie, jak rasowy gawędziarz, opowiada nam o swoim życiu. Poznajemy dokładnie miejsce - gniazdko pośród rybackich sieci - w którym się urodził, rodzeństwo i wspaniałą mamę. Razem z nim stawiamy pierwsze, niepewne kroki na krzywych łapkach i wyruszamy na niebezpieczne wyprawy nad morze, gdzie kociak poznaje jego słony smak (a fuj!). Jesteśmy świadkami jego pierwszych upadków, rozczarowań i prawdziwych kłopotów – na małego kotka czyha bowiem wiele niebezpieczeństw. Aleksander jest odważny i ciekawski, dlatego też akurat to on ma na tyle szczęścia, że pewnego razu wpada na „swoich” ludzi. Ci od razu wiedzą, że "ten kot albo żaden inny". Mimo początkowej niechęci dzikuska, a dzięki cierpliwości letników, ich relacja staje się coraz bardziej zażyła. Ten fakt nie pozostaje nie zauważony przez pewnego chciwego chłopca, który postanawia "porwać" Aleksandra. Na szczęście letnicy nie ustają w poszukiwaniach, gotowi są nawet zapłacić za małego okup. Ocalony kociak, staje się częścią ich rodziny i wyrusza wraca z nimi do domu. Na tym nie kończą się jednak jego przygody. Nadmorski kot w warszawskim bloku, w małym mieszkanku, chociaż oddany sercem swoim współdomownikom na zawsze pozostanie jednak kotem: spadnie z balkonu, pójdzie do sąsiadów, upoluje świątecznego karpia w wannie, zmierzwi dywan, zniszczy ważne dokumenty i upije się do nieprzytomności walerianą. I chociaż nie raz oberwie ścierą to, tak jak to jest wpisane w charakterze kociego rodu, ze swojej odmienności nie zrezygnuje.

Żaden kot nie zrezygnuje z prawa do swoich fantazji, niekoniecznie zgodnych z fantazjami ludzkimi.

Tak więc Pan, Pani i Dziewczynka będą musieli zaakceptować kilka istotnych faktów np. mruczek nie będzie jadł tego co oni. Kot nie jest człowiekiem i nigdy nim nie będzie, jego dieta musi więc być inna – w przypadku Aleksandra wyjątkowo rybna. Książka wręcz w niezauważalny sposób pokazuje nam, jak ważne jest uczenie się siebie nawzajem i szacunek dla odmienności. W tym wypadku trafił się ludziom idealny nauczyciel. Aleksander przecież też nie rozumie pewnych ludzkich zachowań, ale uznaje, że widać tak dwunogi już mają i akceptuje ich dziwactwa (nie szczędząc nam jednak kąśliwych uwag i ironicznych wycieczek):

Ludzie mają dziwne upodobanie do wody (…) ludzie wchodzą do wody bez żadnego celu i pożytku, bo nigdy nie ma tam ryb.

Wiele lat współżycia z ludźmi nauczyło mnie, że przynajmniej jednego: oni często zmierzają do jakiegoś celu okrężną drogą. Jeżeli Pani na przykład chce kupić do domu nową kuchenkę gazową, przez jakiś czas mówi, że ze starej ulatnia się gaz, drapie Ją w gardle i szkodzi na zdrowie. Nowa kuchenka wjeżdża do domu nie dlatego, że jest ładniejsza i nowsza od starej, ale dlatego, że stara szkodzi pani na zdrowie.

Podczas kolejnych perypetii - dramatycznych i komicznych - nasz główny bohater odkrywa coraz więcej "ludzkich" ciekawostek i chętnie dzieli się z czytelnikiem swoimi spostrzeżeniami. Nie ma się zresztą co dziwić, to bystry i wygadany mruczek. W jego kocich oczach możemy się więc przeglądać jak w zwierciadłach. To co zobaczymy, czasami nas rozśmieszy: Już wspomniałem, że śpiący człowiek to taki człowiek, którego wcale nie ma.; a czasami skłoni do smutnej refleksji: Ludzie mają ten największy kłopot, którego nie znają koty – przyszłość.

W Aleksandrze pewnie dopatrzycie się cech swoich milusińskich: grymaszenie – nie na to mam dziś ochotę człowieku, postaraj się bardziej; chowanie się tak, by nie zostać znalezionym, niezbyt pozytywne nastawienie do jazdy samochodem i uwielbienie dla sprzętu na którym się pisze (Aleksander przeżywał niezdrową fascynację maszyną do pisania, obecnie koty mają do dyspozycji laptopy). Historia życia czarnego kota, to również opowieść o dojrzewaniu, ciekawości świata, buncie młodości i statecznej dojrzałości. Warto zwrócić też uwagę na scenę w której Aleksander dowiaduje się, że ma krzywe łapki. Nie wie, co to oznacza: czy to dobrze, czy to źle – nie zna bowiem siebie innego. Jak do tej pory owe łapki nie przeszkadzały mu być najodważniejszym i odbywającym najdalsze wycieczki kociakiem z miotu. W ten sposób autorka, przedstawiła nam świetnie zakamuflowaną prawdę o tym, że czasami nie mamy pojęcia o własnych ograniczeniach, dopóki nam ich ktoś nie wytknie. To zresztą nie jedyna taka ukryta perełka, którą przy odrobinie chęci tutaj odnajdziecie.

Ta ciepła i mądra lektura przenosi nas w czasy, gdy serial Czterej Pancerni i pies był megahitem, pisało się na maszynie, a aby pozbyć się insektów, kąpało się kota w wodzie z octem (o jakże mu współczułam tej męki). Większość poruszonych w niej kwestii jest jednak ponadczasowych. Obecnie, gdy przeżywamy więc renesans powieści ze zwierzętami rolach głównych, warto odkurzyć tę niesłusznie zapomnianą, rodzimą opowieść. Bo cudzych chwalicie, a swoich kocich bohaterów nie znacie.  

Autor: Barbara Nawrocka - Dońska
Tytuł: Historia życia czarnego kota
Ilustracje: Teresa Wilbik
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wydanie: -
Rok wydania: 1978
Oprawa: miękka
Ilość stron: 180
Cena:  -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...