03 grudnia 2015

Nawiedzony film /Szatańskie taśmy, Playback - Miachel A. NIckles/ 2012

Dziś będzie o bardzo wyjątkowym filmie -  bilety  kupiły na niego 33 osoby. W dniu premiery zarobił on 252$, a przez następny tydzień kolejnych 12$. W sumie – szaleństwo - 264$. Żeby nikogo nie dobijać nie napiszę ile zielonych pochłonął jego budżet, zdradzę tylko, że chodzi o sporą kwotę  - siedmiocyfrową.... Finansowo więc Szatańskie taśmy okazały się totalną klapą, ale czy to oznacza, że film jest aż tak zły? Owszem jest to produkcja toporna, nie zagrało w niej wiele elementów, jednak bądźmy szczerzy: gorsze szmiry osiągają lepsze wyniki. Spektakularną porażkę produkcja ta zawdzięcza więc nie tyle swojej mierności, co przede wszystkim dystrybutorowi. Ten potraktował ją po macoszemu: nie dość, że wprowadził tylko do jednego kina, to jeszcze za szybko się poddał.

Historie z nawiedzonymi taśmami są dobrze znane fanom horrorów. Tym razem w ich pułapkę ma wpaść Julian Miller (Johny Pacar), który zafascynowany morderstwem sprzed lat (1994) pragnie, w ramach szkolnego projektu, nakręcić o nim dokument. Jego kumpel Quinn, pracujący w archiwach gazety ma załatwić mu stare nagrania tamtejszych wydarzeń, ciekawość powoduje jednak, że chłopak najpierw sam je ogląda. Jego ciało przejmuje ukrywający się w taśmie duch mordercy - Harlan Diehl. Chcąc odnaleźć swojego potomka, opętuje kolejne osoby. A reszty możecie się domyśleć.

W Szatańskich taśmach  kuleje (a raczej czołga się) prawie wszystko. Co najbardziej dokucza widzowi to nazbyt rozcieńczona fabuła, w której zgubiła się istota filmu. W efekcie powstał teen horror films, w którym dominują wątki obyczajowe: chłopak ma dziewczynę, dziewczyna ma urodziny, policjant jest podglądaczem, inny chłopak chce zrobić film o mordercy i na szczęście ma kolegę pracującego w archiwach, ten kolega to ćpun-outsider, który ze swojej pracy zadowolony zbytnio nie jest itd. Zwyczajne wtręty, które zazwyczaj stanowią tło głównej akcji, nie zostały tym razem umiejętnie posklejane i odpowiednio wyważone. Wpłynęło to także na jakość straszenia. Jest zbyt nudno i zbyt przewidywalnie by wykrzesać z widza jakieś emocje (no poza rozczarowaniem). Nie przemyślano sensowności użycia kolejnych elementów. Skoro już kręcimy film o nawiedzonej taśmie – chociaż duchowi nie przeszkadza zapis cyfrowy, co mnie osobiście załamało – to skupmy się na tym bardziej niż na fryzurze nawiedzonego chłopaka. Reżyser mylnie założył, że urozmaicenie podsyci ciekawość widza i odwróci jego uwagę na tyle, by nie rozwiązał intrygi przed czasem. Dał się ponieść i czerpał inspirację na chybił trafił z każdej możliwej konwencji. Bez sensu powtrącał sceny gore, które rażą sztucznością i nie przekonują (swoją drogą lepiej z posoką radził sobie Julian w swoich amatorskich filmikach niż rzekoma, wykreowana na potrzeby filmu rzeczywistość). Żeby rozmaitości wszelkich był dostatek według reżysera nie mogło zabraknąć także ujęć found footage.

Aktorsko Szatańskie taśmy są zupełnie przeciętnie. Najgorzej wypadł Toby Hamingway jako Quinn - zupełnie nie pasował do tej roli. Nie dał rady wykreować wiarygodnej postaci. Trąci pozerstwem i sztucznością. Pewnie dlatego nawet jego charakteryzacja nie robi wrażenia.

Co można w tym filmie potraktować na plus? Stare kilkusekundowe nagrania wyglądają naprawdę przyzwoicie. Także archiwa, w których pracuje Quinn, generują całkiem niezły klimat. To jednak zdecydowanie za mało, żeby uciągnąć całość. Ewidentnie Nicklas miał kilka niezłych pomysłów, nikt go jednak w porę nie ostrzegł, że realizowanie wszystkich na raz nie przyniesie najlepszego efektu. Żaden z nich nie będzie miał bowiem szansy by się obronić, skoro został ledwie zarysowany.

Rok: 2012
Kraj: USA
Reżyser: Miachel A. Nickles
Scenariusz: Miachel A. Nickles

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...