26 listopada 2015

Seryjni mordercy #5 Bogdan Arnold – śląski „Władca Much” i jego horror na poddaszu

Nie zastanawiałem się nad tym czy tę kobietę przyprowadziłem po to, żeby odbyć z nią stosunek, czy po to żeby ją zamordować. Cel zawsze miałem ten sam - wyżyć się i mordować.

Kraków wyhodował na swoim łonie psychopatycznego młodzieńca Karola Kota, Katowice stały się domem Bogdana Arnolda (1933-1968) – sadysty nazywanego „Władcą Much”. Ten uczynny elektryk, zamieszkał ze swoją trzecią żoną, na poddaszu przy ulicy Dąbrowskiego 14. Zaadoptowana na kawalerkę pralnia – o jej zajęcie mieszkańcy mieli pretensje do nowego lokatora – szybko stała się miejscem kaźni dla kilu kobiet. Gdy ówczesna partnerka Bogdana po kilku miesiącach odeszła od niego - a raczej od niego uciekła - został sam ze swoimi sadystycznymi upodobaniami. Okazja by dać im upust przyszła sama, i to nie raz. Sponiewierać, zgwałcić i zabić – z tym Bogdan nie miał problemów. Najtrudniejsze okazało się dla niego likwidowanie zwłok. Próbował je rozpuszczać, część gotował i spuszczał do kanalizacji, sporo „mięsa” wynosił i dokarmiał nim bezdomne koty. To szczególnie irytowało jedną z sąsiadek, która nie mogła znieść tego, że ktoś wyrzuca tyle mięsa i to dziwnego, bo ani to wołowina, ani cielęcina, ani wieprzowina…. Z morderstwa na morderstwo było coraz gorzej, nie pomogły obite blachą drzwi i pozalepiane papierem okna: w końcu zbrodniarza zdradziły kłębiące na poddaszu muchy.

Podobno Bogdan od dziecka wykazywał skłonności sadystyczne. Pochodził z zamożnej, inteligenckiej rodziny, jego ojciec Eugeniusz był współwłaścicielem fabryki produkującej fortepiany. Arnold go rozczarował, został bowiem „tylko” elektrykiem. Poza tym szybko odciął się od rodziny i się usamodzielnił, bo w wieku 18 lat pierwszy raz się ożenił – wbrew woli rodziców. Małżeństwo trwało jednak krótko, rozpadło się podobnie jak każdy kolejnym związek mężczyzny – kobiety traktował instrumentalnie, służyły mu tylko do realizacji chorych fantazji erotycznych. Jedna z jego byłych partnerek zeznała, że dopiero, gdy ją upokorzył osiągał orgazm - potrafił zgwałcić ją nawet osiem razy podczas jednej nocy i to czym popadło. W parze ze znęcaniem szedł alkohol, za nadużywanie wyskokowych trunków Arnold często tracił pracę. W końcu zamieszkał w Katowicach, gdzie dostał niezłą pracę i zyskał stałe źródło dochodu. Swoje ofiary – prostytutki – poznawał głównie w knajpkach. One nie widząc w nim zagrożenia szły z nim do domu, gdzie ten nieśmiały i gościnny mężczyzna zamieniał się w bestię.

Problemy Kryminalistyki 1969, nr 78
Za pierwszym razem wcale nie planował zabić. Gdy okazało się, że kobieta którą zaprosił do domu jest prostytutką i domaga się pieniędzy po prostu spanikował. Zostając sam na sam ze zwłokami, nie wiedział co zrobić, „poszedł” więc w trzydniowy „cug”. W trakcie tej oczyszczającej umysł kuracji doszedł do wniosku, że zwłok jakoś się pozbędzie. Niestety łatwiej było tak pomyśleć niż tego dokonać. Niestety mimo trudności, zabijanie obok przejmowania całkowitej kontroli nad ofiarą, było tym co bardzo go kręciło i z czego nie potrafił już zrezygnować.  Kolejne kobiety ulegały jego niepozorności i sympatycznej aparycji, a on znęcał się nad nimi, zmuszając do perwersyjnych orgii, a potem skrajnie wymęczone pobudzał podłączając je do transformatora. Na końcu je zabijał. Że coś jest nie tak zauważyli dopiero sąsiedzi z kamienicy naprzeciwko. Zmartwiła ich ilość much w oknie na poddaszu, uznali, że zamieszkujący tam samotnie mężczyzna zmarł i zaalarmowali odpowiednie służby. Gdy milicja weszła do mieszkania nie była wstanie stwierdzić, ile jest w nim zwłok i do kogo mogą należeć. Natknęli się bowiem na posuniętą w rozkładzie, wijącą się od larw i robaków masę mięsa. Część znajdowała się w drewnianej wannie obitej blachą, część szczątek tkwiło w zlewie, a w garnku na funkcjonariuszy czekała ugotowana głowa. Najbardziej przeraził ich jednak budzik i mokry pędzel do golenia – w tych warunkach wciąż ktoś mieszkał!

Problemy Kryminalistyki 1969, nr 78
Arnold nie był głupi, wiedział, że nie da rady ukryć zwłok i że wszystko się wyda. To była tylko kwestia czasu. Popadł więc w apatię i pijąc coraz więcej czekał na nieuniknione. Do domu przychodził głównie po to by wietrzyć. Pewnego dnia wracając z pracy natknął się pod kamienicą na tłum gapiów, milicję i straż. Wiedział, że wpadł. Przez tydzień ukrywał się, pijąc na hałdach, po czym sam zgłosił się na policję. Z przyjemnością opowiadał o szczegółach zbrodni. Dzięki plombom i superprojekcji (rekonstrukcja kształtu twarzy) udało się zidentyfikować trzy z czterech zamordowanych kobiet. Z rąk sadysty życie straciły: Maria B., Stefania L i Helga S. Do dziś nie udało się ustalić kim była czwarta z nich. Nie wiedział tego nawet Arnold, nie interesowało go to zresztą. Za to chętnie do listy swoich ofiar dodał byłą żonę - przyznał się, że ją podtruwał…. Niczego nie żałował. Twierdził, że nienawidzi kobiet, a uczucie to utrwaliły w nim kolejne partnerki. Proces trwał 6 dni. Bogdan Arnold został skazany na trzykrotną karę śmierci i jedno dożywicie, w efekcie na karę śmierci przez powieszenie. Wykonano ją 16 grudnia 1968 roku. Klasycznie tuż "przed" skazany poprosił o papierosa.

Niestety zazwyczaj „po wszystkim” dociera do wielu ludzi, że zamiast bać się wtrącić mogli zapobiec tragedii. Sąsiedzi widzieli owady, zwracali uwagę na smród, nikt jednak nie ingerował w życie Bogdana. Nikt nie zareagował nawet wtedy, gdy z kamienicy uciekła naga, przerażona kobieta. Miejsce w którym mieszkał przez jakiś czas budziło niezdrową sensację, tłumy przyjeżdżały tutaj specjalnie by je zwiedzić. Ludzka ciekawość ma jednak - na szczęście - pewne granice, podobno do dziś w mieszkaniu Arnolda nikt nowy nie zamieszkał.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...