04 listopada 2015

Ponury róż krwawego księżyca /Hellions - Bruce McDonald/ 2015

Ktoś tutaj dobitnie pokazał nam, że Halloween nie jest tak tandetnym i pustym świętem, jakim niektórzy chcieliby je widzieć. Jego korzenie tkwią przecież w starych, pogańskich wierzeniach, które niejednokrotnie powiązane były z krwawymi rytuałami. Ta produkcja to pstryczek w nos dla tych, którzy w swojej ignorancji dostrzegają tylko pustkę i zabawę, zamiast grozy obcowania ze śmiercią.

Jako nastolatkowe zazwyczaj czujemy się bardzo dorośli i niezniszczalni. Do czasu, dopóki nie przyjdzie nam zmierzyć się z problemem, który nas przerasta. Niechciana ciąża to jedna z takich sytuacji. Na wieść o niej, siedemnastoletnia bohaterka filmu doznaje wstrząsu i… i odtąd nie wiemy już, czy to co oglądamy to wytwór jej wyobraźni – reakcja obronna mózgu, czy naprawdę działa przeciwko niej jakaś tajemnicza siła. Bohaterka owszem niby normalnie siedzi sobie w domu, zajada korniszony z miodem (4 tydzień to już podejrzanie za wcześnie na „smaki”) i głowi się nad tym, jak przekazać wiadomość ukochanemu – coś jest jednak nie tak. Wokoło zaczynają się dziać dziwne rzeczy, brzuch rośnie niepokojąco szybko, a do domu wprasza się zło. Wydarzenia z minuty na minutę nabierają coraz bardziej dramatycznego i przerażającego wyrazu. Z jednej strony determinuje je Halloween - święto wiążące świat żywych i martwych -, a z drugiej bardzo rzadkie zjawisko atmosferyczne tzw. „krwawy księżyc” (zwiastujący podobno wielkie zmiany, a nawet koniec świata). W tę szczególną noc świat przybiera różową barwę. Jednak róż ten nie ma w sobie nic z przypisywanej temu kolorowi infantylności. Jeżeli ten odcień może być ponury – tutaj właśnie taki jest. Umiejętne wydobycie akurat z tej barwy zasępienia, świadczy o ogromnym talencie Noryayra Kaspera. W jego wykonaniu nawet melancholia mlecznego dymu, która otacza dom bohaterki, niesie w sobie coś mrocznego. Na dokładkę wszystkie występujące tu barwy są niepokojąco zimne.

Możliwe, że Dora (Chole Rosa) jest przypadkową ofiarą upiorów, które tej konkretnej nocy szukają ciężarnej kobiety. Możliwe jednak także, że ściągnęła na siebie ich gniew biorąc pod uwagę dokonanie aborcji. Całkiem prawdopodobne, że antagoniści to ucieleśnienia dzieci, które nigdy nie przyszły na świat – i dlatego nie mają twarzy. Może chęć złożenia krwawej ofiary dziecku nastolatki, jest ich zemstą. Zagłębiając się w tym różowym koszmarze nie wiemy jednak niczego na pewno. Mam nadzieję, że twórcy nie mieli zamiaru nikogo tutaj potępiać. Zresztą chyba nie bez powodu ukazali widzowi diablątka zamiast małych aniołków. Na pewien trop może nas zaprowadzić pojawiająca się kilkukrotnie symbolika świni. Pamiętajmy, że monstra nazywają Dorę „małą świnką”: Dora Little Pig. Przywodzi to na myśl książkę Marie Darrieussecq pt. Świństwo, w której bohaterka powoli i stopniowo zamienia się właśnie w świnię. W tej feministycznej powieści autorka ukazała m.in. zrównanie kobiety, jej JA z ciałem. Tylko z ciałem.

Przepiękne zdjęcia od początku naznaczone są nieuchwytnym smutkiem. Już pierwsze sceny są ponure mimo pojawiających się w nich żywych barw: czerwona szminka, pomarańczowe dynie. Podczas seansu z tyłu głowy coś w kółko powtarzało mi: dzieci kukurydzy, dzieci kukurydzy, dzieci kukurydzy... Nie potrafiłam uwolnić się  od tej myśli. Skojarzenia zrodziły się pewnie pod wpływem przedziwnych, agresywnych antagonistów (tytułowe diabły wcielone) i rozbrzmiewającego w tle chóru. Ścieżka dźwiękowa przyprawia o dreszcze.

Hellions nie jest produkcją doskonałą: początkowo ciekawi - im głębiej jednak w las, tym niestety gorzej. Pojawia się wiele symbolicznych obrazów, powtarzających się niejasnych scen. Obrazowanie rodem z koszmaru wprowadza widza w świat oniryczny, ulotny i momentami zupełnie nieczytelny (jak na podświadomość przystało). Pomysł na połączenie Halloween ze zjawiskiem krwawego księżyca i wplecenie w to wszystko niechcianej ciąży stanowiło zalążek przedziwnej, psychologicznej gry z widzem. Zabrakło jednak ostatniego szlifu, dopracowania, kropki nad „i”, które pozwoliłyby utrzymać jego zainteresowanie. Z tego powodu wiele osób ten film odrzuci uznając go za nużący i nijaki. A szkoda, bo pomijając niedostatek fabularny, przygotowano tutaj dla nas wysmakowany spektakl barwy i dźwięku.

Rok: 2015
Kraj: Kanada
Reżyser: Bruce McDonald
Scenariusz: Pascal Trottier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...