04 października 2015

Karaluchy pod…lokomotywy /Lichotek i Czarnoksiężnik – Ian Oglivy/


Lichotek Stubbs nie ma mamy ani taty. Ma za to prawnego opiekuna – klasyczną macochę w postaci śmierdzącego (bo niedomytego), wrednego (taka natura) Bazylego Deptacza. Ten nie dość, że ma naprawdę paskudny charakter (chociaż zawsssssssze mówi prawdę) i nie najlepiej wygląda (nie owijajmy w bawełnę – budzi odrazę), to jeszcze rozsmakował się w uprzykrzaniu Lichotkowi życia. Poniża go, ogranicza i karmi odpadkami, w momencie, gdy sam na  jego oczach zajada się pączkami i popija je różową oranżadą. Nic dziwnego, że chłopiec jest wciąż głodny i marzy o sutym, prawdziwym posiłku.

Jakby tego było mało nasz bohater sypia na szmatach w kuchni, gdyż w jego sypialni okna pomalowane są na czarno, łóżko przypomina trumnę, a w szafie znajdują się dziwaczne ubrania, np. kurtka z trzema rękawami. Chłopiec od dawna nie wziął także kąpieli – to co wypełnia wannę, gdy odkręci się kurek jest tak paskudne, że lepiej z tym nie ryzykować. Nie tylko jego pokój i łazienka są ohydne - cały dom jest upiorny, brzydki i opanowany przez insekty. Wszystko śmierdzi tutaj pleśnią i niezidentyfikowanym czymś (lepiej nie wiedzieć, ani nawet się nie domyślać, czym). Nie dziwi więc, że nawet ulica przy której stoi dom jest opustoszała – działa on tak samo odpychająco na ludzi, jak i sam Bazyli, który nie cierpi nikogo i którego również nikt nie cierpi. W mroku ponurej rzeczywistości,  w której dzielnie trwa Lichotek, pali się jedno małe światełko: kolejka elektryczna. Bazyli na strychu pieczołowicie buduje makietę miasteczka, której najważniejszym elementem są tory i jeżdżące po nich najprawdziwsze, zabawkowe pociągi! Bazyli bawi się nimi w najlepsze, gdy ma dobry humor pozwala nawet chłopcu popatrzeć na własną przyjemność. Okrucieństwo do kwadratu. Lichotek jednak nie narzeka, wie, że niczego to nie zmieni. Pewnego dnia, po wyjątkowo niedobrym obiedzie wpada na pomysł, by pozbyć się Bazylego chociaż na chwilkę i samemu pobawić się kolejką – dotknąć zakazanego owocu. Wysyła więc Opiekuna do banku. Jego plan jest bardzo dziurawy: Bazyli przecież w końcu dowie się, że nikt do niego nie dzwonił i wpadnie w furię, zobaczy także, że Lichotek dotykał jego kolejki, a poza tym PRZECIEŻ jest niedziela – żaden bank w miasteczku nie jest otwarty. Deptacz jest jednak bardzo chciwy (zarządza w końcu majątkiem podopiecznego), daje się więc nabrać i wraz z towarzyszącą mu nieustannie czarną chmurką wyrusza do miasteczka.

Jak łatwo się domyślić wprowadzenie w życie planu przypieczętowuje los chłopca i po początkowym sukcesie, Lichotek zostaje przyłapany na gorącym uczynku. Gniew odrażającego Bazylego sięga zenitu. Co gorsza okazuje się, że jest on podłym czarnoKsiężnikiem. Za karę zmniejsza chłopca i bez cienia litości nakazuje mu zamieszkać na makiecie pośród sztucznych domków i figurek. Skazuje więc podopiecznego na jeszcze większą samotność. Lichotek wie, że oprócz samotności i nudy, w świecie elektrycznej kolejki, czeka go pewna śmierć: jeśli nie z głodu, to z łap strasznej bestii – nietoperza zamieszkującego poddasze, który - biorąc pod uwagę - jego obecny rozmiar stanowi nie lada niebezpieczeństwo. Dzięki hojności, empatii i paczce zwiędłych marchewek. nasz nieborak szybko odkrywa, że w nowym miejscu nie jest wcale sam. Wraz z nowymi przyjaciółmi, i świadomością, że komuś na nim jednak zależy, stawia czoła i wielkiemu nietoperzowi i Bazylemu w karaluszej postaci. A jak do tego wszystkiego dochodzi, kogo nasz bohater odnajduje na końcu swojej przygody, co  z tym wszystkim ma wspólnego Meduza i oddech cuchnący jak stare trampki – musicie przekonać się sami. Naprawdę warto!


Tolkien pisał, że żeby baśń trafiała do najmłodszych, bohater powinien najpierw znaleźć się w rozpaczliwym położeniu, a następnie się z niego wyzwolić. Taki rozwój wypadków daje dziecku nadzieję, że i ono znajdzie wyjście ze swoich rozpaczliwych sytuacji życiowych. Lichotek zostaje stopniowo zdegradowany i przyjmuje swój los bez sprzeciwu (jak Kopciuszek). Bazyli ewidentnie chce pogrążyć chłopca: podkopuje jego poczucie własnej wartości, odcina go od świata, skazuje na głód. Wmawia, że nie jest nic wart i nikomu na nim nie zależy. Nic nie staje złu na przeszkodzie w stworzeniu najeżonego niebezpieczeństwami koszmaru. Lichotek jest mizerny i nie ma magicznych mocy,  zamiast tego jest bardzo bystry, ma niesamowite pomysły i dzięki temu pokonuje czarnoKsiężnika. Nie dziwmy się jednak, że Bazylego spotkał taki a nie inny los. Chesterton uważał, że dzieci są niewinne (no tutaj trochę przesadził) i kochają sprawiedliwość, dlatego oczekują wyraźnej nagrody i kary na końcu opowieści. To nas dorosłych przeraża sąd ostateczny, bo mając świadomość tego, jak omylnymi jesteśmy istotami wolimy stawiać na przebaczenie. Dziecko ma głęboko zakorzenione poczucie sprawiedliwości, aby zaznało pociechy światu musi zostać przywrócony właściwy ład: czarno-biały, bez odcieni szarości.

Świat wykreowany przez pisarza (pamiętacie serialowego Świętego?? Tego, który zastąpił Rogera Moore’a?? Nie żartuję, to on) jest niezwykły i straszny. Elementy drastyczne i straszne nie przytłaczają jednak tekstu. Dzięki temu dziecku nie grożą po lekturze koszmary – wszystko zostało tutaj odpowiednio wyważone. Mamy więc dreszczyk, emocje i napięcie, które zostały rozładowane przez zawarty w tekście humor: Bazyli owszem ma czarne serce, ale ma także przetłuszczone, przylizane włosy, karaluchy - na myśl o których nie jednego czytelnika ogarnia obrzydzenie - nie dają się rozdeptać, a każdy zły czar można cofnąć. Poza tym wiemy, że Lichotek jako główny bohater na pewno pokona swoje lęki i się uratuje.

Nasza pociecha na pewno podczas lektury się nie znudzi. Przygoda Lichotka nie jest monotonna, wciąż pojawiają się nowe zagrożenia i przeszkody do pokonania. Akcja jest więc wartka i dynamiczna. "Soczysty" język, którym pisarz bardzo plastycznie opisał świat, sprawia, że nie mamy problemów z wyobrażaniem go sobie. Dodatkowo Oglivy skupił się na szczegółach (np. opis domu), które na pewno przykują na dłużej uwagę dziecka i sprawią, że lektura będzie emocjonująca. Tekst dopełniony został przez oszczędne, ale świetnie oddające go ilustracje Moulda - najlepsze są wyłaniające się gdzieś zza strony karaluchy! 

Myślę, że młodszy czytelnik z ochotą wkroczy do magicznej krainy Lichotka, w której wszystko jest możliwe. Uzyska tutaj nie tylko wiedzę o tym, jak ważni są przyjaciele, wspólne działanie i wiara w siebie, ale  zostanie także przeszkolony z wiedzy o poziomach magii. Z książki dowie się także – a to bardzo przydatna informacja, wie o tym każde dziecko – jak rozpoznać czarnoKsiężnika: otóż po chmurce, która ciągle na niego "pada".



Interaktywnie z Lichotkiem: http://lichotek.wydawnictwoliterackie.pl/

Wartości edukacyjne
Przede wszystkim trzeba wierzyć w siebie, a wtedy świat nawet w najgorszych opałach nie wyda się taki zły. Warto mieć przyjaciół i docenić siłę wspólnego działania. A także o odpowiedzialności i empatii.
6/6
Koszmarkowatość
Drastyczne i straszne elementy równoważone są w tekście przez humor.
5/6
Estetyka
Przykuwająca wzrok odblaskowa okładka, sugestywne szkice świetnie korespondujące z tekstem.
4/6
Pomysłowość
Powrót do klasycznych baśni w których sieroty prześladowane są przez swoich opiekunów.
5/6
Inne walory
Duża czcionka i niebanalny humor
5/6
Dostosowanie do wieku
Książka idealna na ucznia szkoły podstawowej. No i dla dorosłych.
 8+-100

Autor: Ian Ogilvy
Tytuł: Lichotek i Czarnoksiężnik
Tytuł oryginalny: Measle and The Wrathmonk
Tłumaczenie: Paweł Łopatka
Ilustracje: Chris Mould
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Wydanie: I
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Ilość stron: 205
Cena: 15,00 zł

Seria przygód Lichotka:
1. Lichotek i czarnoKsiężnik
2. Lichotek i Dragodon
3. Lichotek i czarodzidło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...