23 września 2015

Zabawa w szpiega /Jak złapać rosyjskiego szpiega? - Naveed Jamali, Ellis Henican /

Co robi zwykły chłopak, gdy zostaje nagle podwójnym agentem i podejmuje grę w „kotka i myszkę” z rosyjskim szpiegiem?? Odpowiedź na to pytanie – jak dla mnie – jest szokująca, brzmi ona bowiem: pisze o tym książkę.

Podczas lektury wciąż myślałam o tym, że nie lubię Naveeda Jamali. Stanowił on według mnie najsłabsze ogniwo powieści, której jest zarazem współautorem i głównym bohaterem. Gdy dotarłam do ostatniej strony musiałam się dobrze zastanowić nad tym, co stanowi przyczynę mojej niechęci do tej postaci. Czułam bowiem, że ta moja antypatia ma drugie dno. Po namyśle okazało się, że to jednak nie Jamali stanowi dla mnie główny problem. Po prostu cała historia - podobno oparta na faktach - jest dla mnie niewiarygodna. Zastanówmy się bowiem: bohater boi się, że zostanie zdemaskowany, obawia się, że Rosjanie odkryją, co zrobił  i zagrożą jemu i jego rodzinie. A następnie postanawia napisać o tym książkę. Mało przekonujące.

Sceptycznie podchodzę również do tego, że FBI pozwoliło na tak „swobodne” ujawnienie faktów. Przecież w przyszłości może to „spalić” jakąś inną akcję. Wbrew temu, co próbuje nam się w książce wmówić, Rosjanie nie są ograniczonymi gburami z workami na śmieci poupychanymi po kieszeniach. Potrafią dodać dwa do dwóch i wyciągnąć z tego wnioski. Wydaje mi się również, że minęło za mało czasu od opisanych zdarzeń, by je upubliczniać. Podejrzewam, że żadna tajna akcja z Olegiem nie miała nigdy miejsca. Wygląda mi to raczej na bardzo zmyślną formę promocji książki – jeśli się nie mylę - chylę czoła przed geniuszem, który tak dobrze odświeżył, zużytą (głównie przez filmy) konwencję „true story”.

Dopuśćmy jednak taką możliwość, że opisana sytuacja rzeczywiście miała miejsce. Skoro pozwolono ją ujawnić, to najwyraźniej była nieistotna, stanowiła zwykłą pokazówkę. Może Naveedi był tylko pionkiem w rękach FBI? Dlatego nikt nie przejmował się za bardzo jego brakiem kompetencji - znoszono dzielnie jego humory i na końcu nagrodzono za zaangażowanie.

Istnieje jeszcze trzecia możliwość: Jamali naprawdę „wkręcał” Rosjanina. To by nawet tłumaczyło marną fabułę. Ze względów bezpieczeństwa sporo kwestii w książce przemilczano i zatajono, a sprawy nieistotne celowo przerysowano, by odwrócić uwagę czytelnika. W takim wypadku brakuje mi niestety adnotacji, że fabuła owszem jest oparta na faktach, ale odpowiednio przetworzonych. Jeżeli bowiem byłabym świadoma tego, że mam przed sobą tylko szkielet historii, ponieważ najważniejsze elementy pozostały ukryte (bo są tajne), rozumiałabym dlaczego powieść wydaje mi się naciągana i mało intrygująca.

Raz, dwa, trzy szpiegiem będziesz...TY

Wróćmy jednak do postaci głównego bohatera i mojego "nie lubienia". Naveed jawi mi się jako niedojrzały, niezdecydowany, nijaki i rozkapryszony młodzieniec, którego cechuje dosyć lekceważący stosunek do życia. Atak na WTC sprawia, że budzi się w nim potrzeba dokonania czegoś ważnego. Postanawia dostać się do wywiadu marynarki wojennej, by poprzez służbę okazać wdzięczność USA. Niestety jego kandydatura zostaje odrzucona - brakuje mu doświadczenia. Naveed ma jednak asa w rękawie: swego czasu jego rodzice znaleźli się w odpowiednim miejscu i nawiązali współpracę z rosyjskimi dyplomatami. Chłopak wykorzystuje ich kontakty i co dzieje się dalej – zapewne się domyślacie. Niestety, nawet wtedy, gdy Jamali zacieśnia kontakty z Olegiem, nie mogę pozbyć się wrażenia, że tylko bawi się w podwójnego agenta. Wie na co się porywa, ale oczekuje, że wszyscy będą go głaskać po główce i podziwiać - przecież dokształcił się w temacie: przeczytał kilka książek i obejrzał kilka filmów o szpiegach, a od dzieciństwa interesuje się militariami. Bez komentarza.

Odbrązowienie szpiega w literaturze, to nie jest specjalnie nowatorski zabieg i Naveedi doskonale się w tej roli odnajduje. Prawdziwy szpieg nie jest wysportowanym, przystojnym, opanowanym, posiadającym nadludzką wytrzymałość na ból, wyszkolonym w sztukach walki, uzbrojonym w super-gadżety Jamesem Bondem. Nie przeszkadza mi więc, że Jamali jest infantylny i egocentryczny, stwierdzenie to byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Bardziej przeszkadza mi, to w jaki sposób powielono w powieści schemat: „od zera do bohatera”. I jeszcze jakby tego było mało, podczas lektury nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ktoś między wierszami próbuje przemycić mowę motywacyjną. Bohater działał bowiem w myśl zasad: Kiedy czegoś potrzebujesz, a nie możesz tego mieć, to nie zawsze znaczy, że masz o tym zapomnieć i Wystarczy chcieć a sposób znajdzie się sam. Jamali uparcie dążył więc do wymykającego się celu i w końcu udało mu się go „złapać”. Sukces zawdzięcza więc głównie uporowi. Nie można mu oczywiście odmówić również sprytu, ale nie zapominajmy, że Oleg jest "prawdziwym" szpiegiem i pewne zachowania Amerykanina powinny dać mu do myślenia.

To, że Naveedi dopiął swego wydaje mi się grubymi nićmi szyte. Miło jest wierzyć, że brak kwalifikacji stanowi atut chłopaka i wystarczy tylko czegoś bardzo chcieć, by to osiągnąć. Jednak odłóżmy na bok myślenie życzeniowe. Brak realnego rozeznania, to już przecież broń obosieczna. Rosjanie mogli prześwietlić Naveeda, podsłuchiwać jego rozmowy z żoną (tak, rozmawia o TYM z żoną) itd. To przecież nie są amatorzy!

My vs Oni

Kolejna kwestia, która mnie rozczarowała, to uderzanie w stereotypy. Zastosowany przez autorów, wyraźny podział na „oni” i „my” ma uwypuklić różnicę między agentami ze Stanów i z Rosji. Olega przedstawiono w powieści bardziej jako czarny charakter, jako jednego z „onych”, którzy łamią wszystkie zasady, by osiągać cel. Amerykanie znowuż to ci „dobrzy”, nie łamią prawa, działają ściśle według procedur. Drodzy autorzy: więcej pokory - mniej napuszenia! Nie wkręcajcie nam kitu, że świat jest czarno-biały. Wszelka generalizacja: „Rosjanie są tacy” i gloryfikacja: „Amerykanie tacy nie są” razi po oczach. Rozumiem przerysowanie pewnych kwestii na potrzeby fikcji literackiej, ale bez przesady.

Wrażenia

Nie mamy do czynienia z powieścią sensacyjną, bogatą w nagłe zwroty akcji. Nie znajdziemy tutaj spektakularnych pościgów, bijatyk, wybuchów ani nawet ekscytujących podróży. Sam wątek rozstawiania sideł na Olega mógłby zmieścić się na dziesięciu stronach. W powieści zostały głównie zawarte przemyślenia bohatera – wciąż te same i mało porywające. Możliwe, że Jamali i Henican  nie mogli więcej nam ujawnić. Jeśli jednak prawdziwość tej historii jest chwytem marketingowym i według autorów tak wygląda emocjonująca powieść, to zdecydowanie powinni się w tym temacie dokształcić.

Jak na powieść w której niewiele się dzieje, za mało zastosowano w niej „wypełniaczy” przykuwających uwagę. Autorzy ze względu na miejsca spotkań agentów mogli pokusić się o nadanie – dosłownie – powieści smaku (Taki zabieg genialnie udał się Kim Young-ha w Imperium świateł.) Dzięki kulinariom Nowy Jork mógł nabrać cech żywego organizmu - metropolii, która tętni życiem. Zamiast tego zaoferowano nam atrapę, bubel, w najlepszym wypadku mdławe tło dla codzienności bohatera. Próbę ożywienia tekstu stanowią pojawiające się wciąż cytaty z filmów i seriali o szpiegach. Pewnie zabieg wyda się ciekawy osobom mocno zorientowanym w temacie. Ja większości z tych filmów nie widziałam i nie wyłapywałam aluzji. Sam pomysł jednak jest interesujący.

Zdaje się, że dreszczyk emocji miały wywołać w czytelniku samotne, brawurowe przejażdżki bohatera corvettą. Niestety nie robią one (przynajmniej na mnie) wrażenia – zabrakło mi w opisach emocji - tekst jest zwyczajnie płaski, nie pobudza zmysłów. Bohater nie został bowiem obdarzony umiejętnością niezauważalnego porwania czytelnika do świata swoich myśli i wątpliwości. Nie potrafiłam więc utożsamiać się z jego zagubieniem, zamiast tego zwyczajnie mnie ono drażniło.

Tekst nie udźwignął pomysłu

Nie czyta się tej książki źle, została bowiem napisana dosyć prostym i przystępnym językiem. Nawet opisy osiągów samochodów nie stanowiły dla mnie dużej przeszkody w odbiorze treści, chociaż temat jest mi zupełnie obcy. Prostota i lekkość tekstu nie oznaczają jednak, że przeszłam przez powieść jak burza. To jedna z tych lektur, którą „szarpałam”: czytałam dwa – trzy rozdziałki i odkładałam książkę. Po jakimś czasie znów wracałam do czytania, odkładałam i tak w kółko.

Autor: Naveed Jamali, Ellis Henican
Tytuł: Jak złapać rosyjskiego szpiega
Tytuł oryginalny: How to Catch a Russian Spy
Tłumaczenie: Mariusz Gądek
Wydawnictwo: Znak
Wydanie: I
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Ilość stron: 348
Cena: 39,90


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...