08 września 2015

„Trzeba wytrwać, przejść przez osty, żeby być kimś, sobą.” /Moje - nie moje - Liliana Bardijewska/

Historia, którą mam przed sobą, z baśnią Andersena pt. Brzydkie kaczątko ma tylko kilka punktów wspólnych. Niby niewiele, ale wystarczyło bym nie potrafiła nie patrzeć na opowieść Bardijewskiej przez pryzmat wspomnianej baśni. W obu bowiem zanim przychodzi radość, pojawia się ból i zagubienie, odrzucenie spowodowane „brzydotą”. Pięknie wyeksponowany przez Andersena motyw braku akceptacji dla inności, pisarka przekazuje nam w nieco łagodniejszej formie. 

Symboliczny brak akceptacji dla brzydoty (inności), płytkość kultury porównań, odrzucenie i budowanie własnej wartości – odnajdywanie siebie - mimo wszelkich przeszkód, to kluczowe poruszane, przez oboje twórców motywy. Autorka Moje – nie moje w przeciwieństwie do klasyka oszczędziła jednak małemu czytelnikowi obserwowania przykrości jakie spotykają kaczątko, które uciemiężone i samotne ociera się nawet o śmierć. Podczas lektury jej bajki zostajemy zatrzymani po „drugiej stronie”, nie poznajmy historii z punktu widzenia biednego ptaszka. Oglądamy tylko reakcje i zachowania innych – głównie  dorosłych – oraz ich wpływ na maleństwo.

O co jednak tyle hałasu? O idealne jajko: gładkie, w złote kwiatuszki, po prostu cud natury. Nie wiadomo dlaczego i skąd znalazło się same na leśnej polanie, od razu jednak wzbudziło sporo emocji. Każdy mieszkaniec lasu – żółw, żaba, wąż boa, struś, sroka, krokodyl, kukułka, wróble, mrówki i pszczeli rój - pokłada w nim nadzieje i uważa, że należy ono właśnie do niego. Dochodzi więc do nieprzyjemnej kłótni, która nie wiadomo jakby się skończyła, gdyby mądry kangur nie przerwał sporu. Zaproponował on, by każdy po trochu opiekował się jajem, aż nie wylęgnie się z niego wyczekiwana istotka. Wtedy będzie można zobaczyć, czyj to potomek. Odtąd każdy otacza jajko czułą opieką, i niechętnie przekazuje je dalej. Gdy nadchodzi w końcu upragniony dzień z tego wychuchanego cudu wykluwa się prawdziwe „brzydactwo”. W momencie, gdy skorupka pęka i wyglądają na świat wyjątkowo wyłupiaste oczy, wszyscy zainteresowani znikają, mówiąc: Ta pokraka nie może być nasza. Na szczęście dla pisklaka, który w pierwszych minutach życia został wielokrotnie porzucony, opiekę i uczucie oferuje mu kangur. Smutne maleństwo z czasem staje się wspaniałym kompanem o wielkim serduchu. Gdy w końcu czuje się bezpieczne i szczęśliwe, ukazuje się jego talent - potrafi przepięknie śpiewać. Dzięki kangurowi, jego bezinteresownemu oddaniu, odnajduje prawdę o sobie.

Bajka ma bardzo smutny wydźwięk w momencie, gdy bezbronne pisklę doświadcza odrzucenia. Nikt nie chce się do niego przyznać, każdy ucieka. Ten moment chwyta za serce. Zwłaszcza, że ilustratorka oddała niesamowicie przekonująco wyraz wyłupiastych, zdziwionych oczu i smutek wykrzywionego dzioba bezbronnej istotki. Jak to w bajkach, historia kończy się na szczęście pozytywnym akcentem. Nie bez powodu nie użyłam określenia „happy end”. Opowieść pozostaje bowiem niedokończona, urywa się nagle, gdy kangur wraz ze swoim rozśpiewanym towarzyszem wędrują przed siebie, w siną dal. Reszta mieszkańców lasu przygląda im się z żalem i zazdrością, myśląc przy tym:„A mogło być moje”. Nie wiemy kim stanie się pisklę, gdy dorośnie, ani jakim jest gatunkiem. Nie znamy jego płci ani imienia. Nie wiemy jakie drogi wytyczy mu los. Najważniejsze, co wyczytamy w tej historii, to lekcja o pozorach które mylą i krzywdzą, bo powłoka jest tylko powłoką. Nie warto więc oceniać innych po wyglądzie, bo prawdziwe piękno bywa niewidoczne dla oczu – wystarczy jednak odrobina miłości, by rozkwitło. Ptaszek nie pięknieje w dosłownym znaczeniu, nie staje się łabędziem (przynajmniej na razie) –  autorka nie poszła więc w stronę symbolicznej przemiany.

Kocham to maleństwo śliczne
chociaż wady ma rozliczne.
Nie jest piękne ani silne.
Za co? ? Za co?
Właśnie za to, że jest inne!”

Książka jest przeznaczona także dla dorosłych czytelników. Żyjemy w rzeczywistości porównań i rodzicom trudno jest przed nimi umknąć – presja otoczenia, efekt piętna bywają zbyt trudne do zignorowania. Niektórym zdarza się zapominać, że dziecko powinni obdarzać bezwarunkową miłością, a nie traktować je jako remedium na własne niedoskonałości. Dziecko nie służy do rekompensowania rodzicom ich własnych braków. Nie należy pokładać w nim oczekiwań: że będzie ono wyglądało w określony sposób lub miało określone umiejętności. Trzeba pozwolić mu być takim jakim jest, niech odnajduje swoje własne piękno, swoje własne talenty. Jeśli postępuje się inaczej, dokonuje się okrutnego, symbolicznego odrzucenia. Wtedy rodzice są dokładnie tacy, jak rozczarowani mieszkańcy lasu i jak „mama” brzydkiego kaczątka, która nie wytrzymała nacisków ze strony innych zwierząt.

Ta króciutka książeczka pokazuje nam jeszcze dodatkowo, jak działają mechanizmy społeczne. Okazuje się, że to czy jesteśmy tacy jacy powinniśmy podlega nieustannej rewizji w konfrontacji z innością. Inność każe nam także zrewidować nasze pojęcie o tym jaki jest świat. Bardzo tego nie lubimy, zwłaszcza gdy w jakiś sposób burzy to nasze poczucie bezpieczeństwa. Chcemy mieć poczucie, że wiemy jak świat wygląda, że z pięknego jajka, powinno wykluć się coś jeszcze piękniejszego… Najważniejsze to uświadomić sobie, że właśnie w inności tkwi wartość, nie żyjemy przecież po to, by się wszystkim podobać.

Książka Bardijewskiej zalecana jest jako lektura do pierwszej klasy, wydaje mi się jednak, że można czytać ją już wspólnie z młodszymi dziećmi. Cieszy wznowienie wzbogacone o piosenki z przedstawienia teatralnego o tym samym tytule. Warto dodać, że w kategorii Literatura dla dzieci, bajka ta została wyróżniona w konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców. Nagroda nie dziwi- gdy chodzi o lekturę tak wartościową.  

Autor: Liliana Bardijewska
Tytuł: Moje – nie moje
Ilustracje: Krystyna Lipka - Sztarbałło
Wydawnictwo: Ezop
Wydanie:
Rok wydania: 2014
Oprawa: twarda
Ilość stron: 30
Cena: 25,90 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...