13 września 2015

Pająki ziejące ogniem/ Lawalantula - Mike Mendez/ 2015

Jeśli jeszcze nie widzieliście Plagi podziemnych pająków z pierdzącymi ogniem pająkami w rolach głównych - szybko to nadróbcie. Dziadostwo bowiem najwyraźniej zmutowało. „Nowe” pająki - lawalantule - nie dość, że żyją w lawie, to jeszcze plują ogniem, a z kącików otworu gębowego wypływa im lawopodobna, paląca ciecz. Dla niepoznaki zmieniły także swoje ubarwienie: z albinotycznej na czarną. Stały się także smakoszami. Szczególnie upodobałby sobie ludzkie mięso – koniecznie upieczone i chrupiące.

To właśnie z nimi przyjdzie się zmierzyć wyblakłej już gwieździe kina akcji Coltonowi Westowi (w tej roli niezapominany Steve Guttenberg, czyli sierżant Carey Mahoney). Podstarzały aktor, znany głównie z roli superbohatera - „Red Rocket” - odkrywa, że w najnowszej produkcji, w której przyszło mu zagrać, ma walczyć z insektami. Robali po prostu nie lubi, więc  oburzony (no dobra, zwyczajnie strzelił focha) opuszcza plan – i najprawdopodobniej traci pracę, którą wybłagał dla niego agent Arni (nie uwierzycie: Danny Woodburn). Pech chce, że wracając do domu staje się świadkiem inwazji ogromnych pająków. Niewiele trzeba by aktor stał się bohaterem, zwłaszcza, gdy w grę wchodzi życie jego syna Wyatta (Noah Hunt). To samo zresztą tyczy się jego żony Olivii (Nia Peeples), która bardzo szybko odnajduje się w roli mścicielki i pogromczyni wrednych stawonogów. Przy umiejętnościach tej kobiety, bardzo blado wypada nawet oddział wyszkolonych żołnierzy. W skrócie: Los Angeles napadają lawalantule i garstka cywilów ratuje świat przed niechybną zagładą. Film kończy się obowiązkową rozpierduchą i wysadzeniem matulilawalantuli.

Kino klasy „Z” cieszy się rosnącą popularnością. Świadczy o tym chociażby to, że coraz częściej pojawiają się produkcjach Sy-fy i Asylum znane twarze. Niektórzy aktorzy pokazują w ten sposób, że mają po prostu do siebie dystans (Christopher Lloyd w Inwazji krwiożerczych pijawek) i potrafią się bawić, dla innych to szansa na to, by się widzowi przypomnieć lub dorobić do emerytury. W Lawalantuli mamy okazję oglądać aktorów, których znamy z Akademii Policyjnej: Steve Guttenberg, Michael Winslow (sierżant Larvell Jones), Leslie Easterbrook (kapitan Debbie Callahan) i Marion Ramsey (sierżant Hooks). Nie jest to wyjątkowa aktorska śmietanka, a i lata posuchy zrobiły swoje. Spodziewać się jednak dobrego aktorstwa w „zetkach”, to jak oczekiwać wizyty świętego Mikołaja w lipcu. Pod tym względem więc, wszystko „zatrybiło” na odpowiednim poziomie. O ile w sytuacji, gdy przed ekranem zasiądzie starszy widz, który pokładał się ze śmiechu oglądając kolejne części Akademii Policyjnej wspominkowy ton się sprawdza, o tyle mam obawy czy subtelną autoironię wychwyci ktoś, kto nigdy o Akademii nie słyszał.

Film miał pobić popularnością Rekinado, nie wydaje mi się jednak żeby cel został osiągnięty. Po pierwsze kilka scen zostało niepotrzebnie rozciągniętych do maksimum, powprowadzano trochę za dużo epizodycznych postaci. Pojawiło się także sporo przegadanych scen, podczas których można się zdrzemnąć, bez szkody dla ogarnięcia całości. Z jednej strony urozmaicona akcja, stanowi atut filmu z drugiej zbytnio rozmywa główny wątek.  Tak czy siak, jeżeli chodzi o tego typu kino reżyser Mike Mendez i deklasował rywali. Scena w której pojawia się Ian Ziering (Fin Shepard z Rekinada) i stwierdza, że nie może pomóc z walce z pająkami, ponieważ musi się najpierw zająć rekinami, rozkłada na łopatki. Ciekawe czy twórcy pokuszą się o połączeniu obu animal attacków i obu katastrof w jednym filmie. Efekt mógłby być miażdżący i wymagać niebotycznej odporności na absurd. 

Rok: 2015
Kraj: USA
Reżyser: Mike Mendez
Scenariusz: -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...