14 września 2015

Megalodon odsłona trzecia /Starcie potworów, Megarekin kontra mecharekin - Emile Edwin Smith/ 2014

Nie rozumiem dlaczego polskie tłumaczenie tytułów – co by nie było części cyklu – jest tak bardzo niekonsekwentne. Trzecia część harców megalodona została zatytułowana Starcie potworów, zamiast - Megarekin kontra Mecharekin. Przypominam, że przy pierwszej części też ktoś zaszalał, ze starcia gigantycznego rekina z ogromna ośmiornicą uczyniono: Megaszczęki kontra Megamacki. W drugiej całkiem sensownie nikt się nad tytułem nie wysilał, zwyczajne Megarekin kontra Krokozaurus - zamiast wymyślnych Megaszczęk, Megałuski lub Megagada - jasno dawało do zrozumienia, co się będzie działo na ekranie. O ile jednak przy dwóch częściach było przynajmniej oczywiste, że chodzi o serię z MEGA-, o tyle przy trzeciej widz może poczuć się zagubiony. Skoro już znacie wszystkie trzy tytuły, pragnę was jeszcze poinformować, że trylogia nie jest trylogią. Powstała już czwarta część przygód sympatycznego chrzęstnoszkieletowego: Megarekin kontra Kolossus. Zanim jednak megalodon zmierzy się z Kolossusem (pamiątką z czasów zimnej wojny napędzaną czerwoną rtęcią) musi stoczyć bój z mecharekinem.


W przyholowanej do Egiptu bryle lodu (wszak susza była, to wszystko tłumaczy) ukrył się kolejny megalodon. Kapitan statku nie miał pojęcia, że ma pasażera na gapę. Całe szczęście, że w oczekiwaniu na kolejną inwazję ludzkość zdążyła się uzbroić – tak jej się przynajmniej wydaje. Ta część przygód sześćdziesięciometrowego, napalonego (nie inaczej) rekina wyróżnia się na tle wcześniejszych jakością wykonania. Efekty specjalne zdecydowanie są na wyższym poziomie, rekin ma nawet bruzdy i otarcia. To należy policzyć zdecydowanie na plus. Jeżeli zaś chodzi o fabułę, dialogi itd. - niestety od gadających na ekranie głów powiało porządnie nudą. Pod tym względem lepsza była już nawet pierwsza część, do której zresztą w filmie nawiązano: w pierwszych scenach mecharekin walczy z dwoma ogromnymi kałamarnicami. Pokonuje je dzięki tajnej broni – wężoskóry (nie chcę znać szczegółów). W Starciu potworów pojawia się także, błyszcząca jak zwykle inteligencją, pani doktor Emma MacNeil (występująca także w pierwszej i drugiej części Deborah Gibson). Tym razem powaliła mnie stwierdzając z całkowitą powagą, że zachowanie obserwowanego osobnika jest całkowicie typowe dla tego gatunku. Pani doktor to prawdziwa znawczyni w temacie prokreacji megalodonów.

W grupie aktorów, grających za paczkę gwoździ, w „zetkach” coraz częściej pojawiają się „gwiazdy” nieco większego kalibru. W pierwszoplanową rolę Jacka wciela się Christopher Judge (bardziej znany jako Tilk z Gwiezdnych wrót). Jego filmową partnerką/żoną została mniej znana, ale mająca spory dorobek Elisabeth Rohm. Stanowią oni małżeństwo idealne: on rzuca palenie, ona ma problemy z alkoholem (zalewa traumę sprzed lat, której powagi możemy się domyślać, gdy na zaszczycono nas rozmytymi fragmentami wspomnień). W każdym razie Rosie, jako, że zna najlepiej mechaniczną, tajną broń w kształcie rekina, zasiada za jej sterami - niestety kompletnie nie potrafi tą konserwą kierować, o czym widz ma wielokrotnie szansę się przekonać, np.:

Nero (moduł sztucznej inteligencji): Nie namierzyłem celu.
Rosie: Ale ja namierzyłam!
Po czym strzela torpedami w skały przed mecharekinem, którym kieruje i go zatapia...

Los pozostałych torped jest nie lepszy. Megarekin odbija je niczym piłeczki pingpongowe i zatapia kolejne statki. Nie mogąc znieść porażek i przypałów Rosie (a kto by to wytrzymał?), moduł sztucznej inteligencji – Nero - przejmuje stery. Pech chce, że uszkodzony buntuje się i zwraca przeciwko każdemu, kto stanie mu na drodze. Nie zostaje nic innego, jak wystawić go jako konkurenta rozjuszonemu (pamiętajmy, że szuka on usilnie partnerki) megalodonowi i wysadzić. Film więc obowiązkowo kończy się wybuchem.

Ogólnie nuda: wnętrze statku (jak na "zetki" niczego sobie), mostek, atak rekina - na stacje wiertniczą, samolot, most, statek -...wnętrze statku, mostek...I tak aż do momentu, gdy blaszak włącza „tryb płaza” (!!!) i przepełza przez miasto. Ostanie sceny rekompensują wcześniejszą bezbarwność. Maszyna z metalową paszczą, metalowymi zębami i czerwonymi oczami, sunąc przez miasto (jeśli to możliwe, to z groźną miną) wykracza poza granice tego, co można jednorazowo przyswoić. Człowiek z wrażenia przestaje w ogóle słuchać tego, co mówią bohaterowie. Zaczynają umykać mu popisy scenarzystów, którzy nie wysilają się z argumentacją, ucinając wszelkie dyskusje między bohaterami w stylu „nie bo nie”. 

Nie wiem czy uznać reżysera za debiutanta. Emile Edwin Smith w 2010 roku uczynił przecież sześciominutowy The Grove. Starcie potworów jest jednak jego pierwszą pełnometrażową produkcją. Tak czy siak do moich ulubionych „zetkowych” twórców póki co się nie zalicza. Jeżeli chodzi o dotychczasowe filmy z serii o megalodonie, to moim faworytem nadal pozostaje część z Korokozurusem: za morderczego guźca, podróbkę Indiany Jonesa i dźwiękami wydawanymi przez zdychające ryby.

Rok: 2014
Kraj: USA
Reżyser: Emile Edwin Smith
Scenariusz: Jose Prendes, H. Perry Horton

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...