22 sierpnia 2015

Zanim się podrapiesz – przeczytaj / Infekcja – Scott Sigler/ Tom I

Uczyliście się na biologii o osach z gatunku Glyptapanteles, które usypiają gąsienice i składają w nich jaja? Jeśli nie, należy wam się kilka słów wyjaśnienia: po wykonanej misji osy odlatują, a przebudzona gąsienica nieświadoma niczego, w spokoju wiedzie dalej swój gąsieniczy żywot, głównie jedząc. Larwy, gdy już się wyklują, wyżerają żywicielkę od środka, do samego końca utrzymując ją przy życiu. Instynktownie nie dotykają kluczowych dla jej życia organów. Superochroniarz zapewnia larwom pokarm i kryjówkę, tak długo aż nie dojrzeją. Gdy bufet przestaje być potrzebny, maleństwa wydostają się z ofiary, rozrywając ją. Czy trzeba wspominać, że gąsienica w trakcie „narodzin” jest nadal żywa i wszystko „czuje”? Chyba nie. Matka natura co dzień kręci  świetne filmy grozy, deklasując ludzkich twórców. Niektórzy na szczęście potrafią czerpać z niej inspirację, tak jak autor Infekcji. W książce Sigler'a ludzie zajmują miejsce gąsienic. Ta informacja poraża naszą świadomość. Ale kim są osy, które umieściły w ciałach homo sapiens tajemnicze trójkąty – tego się z pierwszego tomu nie dowiemy. Pozostają nam tylko domysły, które powodują, że kierujemy przerażony wzrok ku niebu.  W każdym razie ci „ktosie” nie mają  przyjaznych zamiarów.

Autor przeprowadza nas przez swoją historię, szarżując na kilku torach jednocześnie. Mamy okazję śledzić rozwój trójkątów – od upierdliwie swędzącego wyprysku na skórze, po mackowatą i mazistą samodzielną jednostkę - oczami Perry'ego. Postać byłego  sportowca z trudną przeszłością, została skonstruowana tak zmyślnie, że zapałałam do niej ogromną sympatią. Dzięki swojemu uporowi podejmuje on wyniszczają go walkę z pasożytem – który to nie raz wyzywa żywiciela od skurwysynów (jakże mnie to bawiło) - możemy dokładnie prześledzić etapy rozwoju tego paskudztwa. Przy okazji stajemy się także świadkami swoistego studium popadania w paranoję bohatera, który w pewnym momencie przestaje krzywdzić tylko samego siebie.  Czy w sumie można dziwić się jego szaleństwu? Wyobraźmy sobie, że to my nosimy w sobie ciała obce, które się na nas gapią, są ciągle głodne i drą się w wniebogłosy, gdy ubzdura im się, że idzie po nie Columbo (tak, Columbo). Na domiar złego nie rozumieją kompletnie naszego świata, praktycznie wszystko odbierają jako zagrożenie, a co najlepsze same nie wiedzą po co tutaj są. Nie znając celu, skupiają się na instynktownym działaniu, które każe im budować, a co – tego też nie wiedzą. Gdy podejdziemy do sprawy w ten sposób stwierdzimy, że na miejscu mężczyzny sami zaczęlibyśmy powątpiewać w to, czego jeszcze przed chwilką byliśmy pewni. Stąd tylko krok do obłędu. Ja na pewno spróbowałabym takich nieproszonych gości wydłubać - czymkolwiek....

Zachowanie Perry'ego i innych zarażonych nie powinno nas dziwić jeszcze pod innym względem. To fascynujące, w jaki sposób pasożyty potrafią sterować zachowaniem żywiciela. Zmieniają go wręcz w bezwolnego robota np.: toxoplazmoza gondi powoduje, że  myszy tracą wrodzony lęk przed kotami, larwy kolcogłowów zmuszają kiełże do wpływania wprost do pyska okoniom, nitnikowce za to zmuszają szarańczę by się topiły. Przykłady można mnożyć. Pasożyty, te małe darmozjady, mają bogaty repertuar perfidnych metod, służący im do wyłączenia instynktu samozachowawczego ofiary. Trójkąty nie stanowią tutaj wyjątku. Nasze ziemskie pasożyty to mistrzowie okrucieństwa i grozy, a co dopiero, gdy w grę wchodzi obca cywilizacja... Autor nie dość, że ma niesamowitą wyobraźnię, to odrobił lekcję. Łącząc zdobytą wiedzę z obrazami takimi jak np.: Żony ze Stepford, Inwazja porywaczy ciał, Gwiezdne wrota i Obcy, stworzył dynamiczny horror sci-fi, który chociaż opiera się na znanym i ogranym motywie nie pozwala nam się nawet przez minutkę nudzić.

Na szczęście ludzie tacy jak Perry walczą z „najeźdźcą”, robiąc po drodze kilka głupot, co zwraca na całą sytuację uwagę rządu. Przez Stany przetacza się bowiem seria brutalnych morderstw i samobójstw. Na arenę wkraczają więc agent Dew, który chce pomścić partnera i tropi zarażonych, Margaret i Amos, naukowcy, którzy ścigając się z czasem próbują odgadnąć co się dzieje i z czym mają do czynienia. Stają się oni kolejnymi świadkami tego makabrycznego, a zarazem niezwykłego spektaklu. Dla mnie jednak numero uno tomu pierwszego pozostaje Perry. Reszta bohaterów jeszcze się na tyle nie rozwinęła, bym się z nimi pragnęła emocjonalnie wiązać. Przy okazji zmagań ludzi z nieznanym, autor serwuje nam mnóstwo brutalnej akcji, wnikliwe obserwacje i sporo krwi. Jego gawędziarski styl z przemyconym gdzieniegdzie humorem powoduje, że nawet przez największe obrzydliwości – te nożyce do drobiu i widelce!!!! - przechodzimy niezwykle lekko.

Nic dziwnego, że powieść wciąga od pierwszych stron. Autor mistrzowsko stopniuje napięcie. Odsłania bardzo powoli przed nami kolejne elementy układanki, podgrzewając atmosferę, tego stopnia, że miałam wrażenie, że kolejne strony zaraz zapłoną mi w dłoniach – od szybkości z jaką je przewracam. Teraz boję się podrapać. Normanie boję się podrapać!!! Ugryzienie komara już nigdy nie będzie dla mnie wyglądać tak samo. Dobra książka to taka, która potrafi zarazić czytelnika (gra słów nieprzypadkowa) paranoją bohaterów. Chylę więc czoła przed autorem.

***

Sigler napisał trylogię. Doprowadził nas czytelników do palpitacji, kończąc pierwszą część w takim momencie, że zbieraliśmy szczęki z podłogi. Zwłaszcza, że na drugą część przyszło czekać polskiemu fanowi pięć lat. Papierowy Księżyc wydał bowiem I tom w 2010 roku (świat 2008 r.). Tom II dopiero w tym roku ujrzy światło dziennie dzięki Gmorkowi, za co chwała wydawnictwu (świat zobaczył ją już 2009 roku). Podczas tych pięciu lat ludzkość mogła przestać istnieć z tryliard razy i zginęlibyśmy w całkowitej nieświadomości! Mam nadzieję, że niesłusznie martwię się o to czy dożyję wydania III tomu. Nie chciałabym być marudą i pesymistką, ale rok przerwy między pierwszym a drugim w Ameryce, to dla Polski pół dekady. Od wydania w Ameryce II tomu, do wydania III minęło 5 lat. Więc w Polsce potrwa to ćwierć wieku?? Cała moja nadzieja w Gmorku, oby pociągnął temat szybko i sprawnie. Obym jeszcze w tym życiu poznała zakończenie historii.

Autor: Scott Sigler
Tytuł: Infekcja
Tytuł oryginalny: Infected
Tłumaczenie: Łukasz Dunajski
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Wydanie: I
Rok wydania: 2010
Oprawa: miękka
Ilość stron:410
Cena: 33,90 zł

Recenzja Tomu II - TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...