10 sierpnia 2015

Więc chodź pomaluj mój świat, na żółto i na.....żółto! / Świat na żółto – Albert Espinosa/

Na początku byłam niesamowicie zaintrygowana tą pozycją. Intensywny, krzykliwy żółty kolor przykuwał nie tylko mój wzrok, ale pobudzał także zmysły. Nie bez powodu to ulubiona barwa Konfucjusza i buddyjskich lamów. Dla nich żółty stanowił i stanowi symbol intelektu, wiedzy i oświecenia. Dodatkowe znaczenia tego koloru to: wysłuchaj mnie, mam ci tyle do przekazania. Kolor wybrany przez Alberta nie jest więc wcale przypadkowy. Blask, radość optymizm emanujące z tej barwy mógł on wybrać intuicyjnie, ale na pewno nie przypadkowo. W każdym razie nie chcę brać pod uwagę tego, że maczała w tym palce zmyślana machina marketingowa. Mając więc TAKĄ książkę w rękach liczyłam na to, że autor dzieląc się ze mną swoimi odkryciami, pokaże mi coś świeżego, nowego. Niestety odkąd ją otwarłam, nieustannie mogłam nucić „ale to już było”.  Szkoda, że autor nie skupił się najpierw na opisaniu swojej koncepcji ŻÓŁTEGO i ŻÓŁCI jako stylu życia. Wtedy książka nabrałaby większego sensu – przynajmniej dla mnie.

Z przykrością muszę stwierdzić, że podczas lektury się męczyłam. Nie jest to pierwsza poradnikowo - motywacyjna książka o tym, jak żyć by być szczęśliwym, jaką przeczytałam. Może dlatego część odkryć Alberta, umieszczonych w centralnej części książki, wydaje mi się bardzo wtórna. To tylko kalki znanych od dawna narzędzi. Wystarczy najwyraźniej lifting, nowe ciuszki i kolejna odsłona – można podbijać rynek czytelniczy. Odkrycia te mają oczywiście wielką wartość – w to nie wątpię - zwłaszcza, że mają wydźwięk bardzo osobisty. Czas i miejsce, w którym się dokonały, za czyją sprawą jest bardzo ważne. Wielu z nas dzięki takim olśnieniom, jeśli się tylko odważy, odmienia swoje życie. Nie jest to jednak powód do tego, by od razu pisać książkę - kolejną z wielu. Chociaż z drugiej strony już Boyard pisał, że W skrajnych sytuacjach zawsze tworzymy narracje. Nic więc w tym dziwnego, że chory chłopak zaczął notować i, że zapragnął się tym co spisał podzielić. A, że nie powstało z tego nic wybitnego ani literacko ani tematycznie, nie jest ważne. Możliwe, że ktoś, kto ma z radami dotyczącymi rozwoju osobistego, asertywności, pracy z ciałem, spoglądania na przeszłość, stratę, zmianę, cieszenia się drobnostkami każdego dnia, pierwszy raz do czynienia będzie tą pozycją zachwycony. Ja tylko w kółko wspominałam chociażby: Kto zabrał mój ser? Spencera Johsona, NLP według Dantego Jana Raudnera, Pewność w niepewności Susan Jeffers, Cokolwiek pomyślisz, pomyśl odwrotnie Paula Ardena a nawet Przez dziesięć minut Chiary Gamberale.


Jedyne co tak naprawdę nowego znajdziecie w tym poradniku, to wspominana już koncepcja ŻÓŁTYCH ludzi. Poza tym to specyficzny, szczątkowy zapis dojrzewania Alberta, który tworzy swoją prywatną encyklopedię szczęścia. Dojrzewania, co trzeba zaznaczyć, naznaczonego chorobą. Przeżycia i słowa, którymi się z nami podzielił są więc bardzo osobiste. Oglądamy więc uporządkowaną wersję dziennika mężczyzny, który 10 lat walczył z rakiem i spędził w tym czasie mnóstwo czasu w szpitalach, na badaniach i rozmyślaniu. Ponadto wersję, która idealnie nadaje się do odczytu lub została skrojona w sam raz na serię wykładów. Anegdoty na pewno pomogłyby by słuchaczom w przyswojeniu treści. Zmiany wątków, pewna płynność i elastyczność treści nadają jej wiarygodności i prowokują do czujności. Duża liczba powtórzeń w takich sytuacjach również jest na wagę złota: pozwala bowiem zanotować słuchaczom dokładnie, to co wcześniej mogło im umknąć i służy do etapowego zobrazowania procesu. Podczas czytania to wszystko działa jednak nieco gorzej. Wkrada się tutaj lekki chaos, a wspomniane powtórzenia, które pojawiły się już w pierwszych rozdzialikach zaraz po wstępie - nużą.

Największy plus to postawa samego autora. Podoba mi się to, że nie gloryfikuje cierpienia, że zniechęca do poddawania się, że krzepi. Właściwie na samego raka zabrakło w jego książce miejsca. Udowodnił w ten sposób, że z każdym problemem można sobie poradzić przy użyciu niezawodnego oręża: optymizmu i pozytywnego nastawienia. Przegrywamy bowiem dopiero wtedy, gdy zamykamy się na świat, odgradzamy się od niego murem ponurych myśli, gdy sami sobie nie pozwalamy na szczęście. Espinosa pokazuje, że można być szczęśliwym nawet jeśli nie ma się niczego, jeśli żyje się bez jednej nogi, jednego płuca i kawałka wątroby. Jego postawa jest godna podziwu i naśladowania.

A kim są ŻÓŁCI? Jeśli chcecie się dowiedzieć przeczytajcie książkę Espinosy. Nie będę odbierała mu przyjemności docierania do czytelników ze swoim przesłaniem. Bo z całą pewnością autor miał wielką frajdę z tego, że pisze i, że może się podzielić swoim sposobem postrzegania świata z innymi. Zdradzę tylko, że każdy ma swoich ŻÓŁTYCH i wywierają oni na jego życie ogromny wpływ.

Autor: Albert Espinosa
Tytuł: Świat na żółto
Tytuł oryginalny: El mundo amarillo
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak
Wydanie: I
Rok wydania: 2015
Oprawa: twarda
Ilość stron: 240
Cena: 29,90 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...