17 sierpnia 2015

Tymczasowce i dachowce /Biuro kotów znalezionych - Kinga Izdebska/

Kiedyś, hen hen, lata świetlne temu, prawie że w innym życiu miałam kulinarną przygodę. Tak, moi drodzy i mnie się to przytrafiło: próbowałam coś ugotować. Składniki były dobre, smaczne i świeże - wszystkie bez wyjątku. Niestety wrzucone bez składu, ładu i należytych proporcji do jednego gara nie stały się rewolucyjnym odkryciem wszech czasów. Mimo to, efekt był powalający. Nawet pies, którego nie dało się oduczyć od tego, że znaleziona kupa to nie przysmak, a truchło to nie perfumy od Diora i lepiej się w TYM nie tarzać, nie chciał tego skosztować. Mój ówczesny partner wykazał się więc prawdziwym heroizmem, gdy ze łzami w oczach przełykał kolejne kęsy. Zorientowałam się jednak, że coś jest nie tak i pozwoliłam mu – łaskawca – nie jeść dalej.

Podobnie ma się sprawa z książką Izdebskiej. W sumie wszystko o czym autorka napisała jest ważne. Każdy element jest sam w sobie ciekawy. Wszystkie naraz jednak tworzą bałagan. Nie wiadomo czym ta książka jest: zbiorem i anegdot z życia autorki, opowieścią o pracy i rozterkach wolontariusza, o kociej społeczności, o nie takich anielskich kociarzach, o samych kotach, o schroniskach, o modach na rasy?? O obalaniu mitów i przesądów, które przylgnęły do mruczków np. że zawsze spadają na cztery łapy, zjedzą wszystko, są fałszywe? Jeżeli chodzi o te ostatnie, to ja to wszystko wiem. Ale gdyby tę książkę przeczytał ktoś, nie mający dotychczas kontaktu z kotami, raczej by autorce nie uwierzył.... Zwłaszcza, że ta przecież przez piętnaście lat żyła z kotką Aurą, a o sierściuchach wie przerażająco mało i wszystko „w temacie” jest dla niej odkryciem. Ucieszyłam się, gdy Izdebska wspomniała o pseudo-hodowlach. Widząc jednak, że tylko wspomniała poczułam się rozczarowana. To za mało, by ktoś kto nie miał z tym styczności zrozumiał powagę problemu... Podobnie niezrozumiała była dla mnie postawa: „jestem sobą”, więc nie tworzę emocjonalnych ogłoszeń adopcyjnych, które mają miliard razy większą skuteczność od moich – oschłych i czysto informacyjnych. Pogubiłam się: o dobro kotów chodziło czy o ego wolontariuszki? Częste zmiany wątków powodowały, że nie wiedziałam czasami czy nadal czytam o kimś, czy już o autorce, to retrospekcja, czy obecna chwila. Za dużo żonglowania. Z przykrością stwierdzam, że gdybym po lekturze chciała zaczepić się w jakiejś fundacji pro-zwierzęcej nadal nie wiedziałabym o co chodzi w tym zajęciu. W sumie to nie wiem nawet, co autorka robi. Chyba nie po drodze mi po prostu ze sposobem widzenia świata przez Izdebską.

Moja prywatna znajda
Biuro kotów znalezionych napisane dosyć lekkim, ale surowym stylem nie jest niejadalną miksturą. Ogólny chaos jednak powoduje, że w sumie nie za bardzo wiem z czym miałam do czynienia i jaki był cel powstania książki. Autorka chwyta się różnych zajęć, chcąc jak najszybciej zgłębić tajniki działania (i chwała jej za to) organizacji: odławianie, DT, malowanie, jeżdżenie na spotkania, tworzenie bazy danych. Tylko, że w taki sam sposób próbuje nam to wszystko zrelacjonować: strzępek tu, strzępek tam. Nic konkretnie, nic od początku do końca, może nawet zbyt zwięźle, zbyt krótko? Myślę, że ludzie zaangażowani i czuli na losy zwierząt docenią jej głos – oni bowiem rozumieją i znają problemy, które porusza. Nikogo innego raczej nie przekona. Obym się myliła. 

Jedyne co do mnie trafiało, to chwile, gdy autorka zostawała sama ze swoimi podopiecznymi: Szarą, Ośką i Arturem. Wtedy miałam wrażenie, że do tekstu wkradają się emocje, które w innych partiach próbuje ukryć. No cóż, przy kotach nie da się udawać. To najcieplejsze i najlepsze fragmenty książki. Poza tym, jak już wspomniałam, to ważny i potrzebny głos, który pokazuje, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Jak wiele potrzeba pomocy i pracy by zmienić krzywdzący (a panujący wszem i wobec) sposób myślenia społeczeństwa. Aż dziw bierze, że książka powstała w 2013 roku. Najwyraźniej działania na rzecz zwierząt i uregulowania prawne z tym związane to tylko kolejna strefa w której panuje u nas „średniowiecze”.

Autor: Kinga Izdebska
Tytuł: Biuro kotów znalezionych
Wydawnictwo: WAB
Seria: Biosfera
Wydanie: I
Rok wydania: 2013
Oprawa: miękka
Ilość stron: 252
Cena: 34,90 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...