12 sierpnia 2015

Spełnię wszystkie twoje życzenia.../Djinn – Tobe Hooper /2013

Gdy usłyszymy słowo „dżin” i w pierwszej kolejności nie pomyślimy o pewnym trunku, to przypomni nam się historia Aladyna i jego niebieskiego, dowcipnego kumpla. Prawdziwa baśń o przygodach wytrawnego złodziejaszka ma jednak niewiele wspólnego z Disneyowską produkcją, ale to insza inszość. Film filmem, baśń, baśnią -  dżiny wywodzą się z mitologicznej rzeczywistości. Według wierzeń przedmuzułmańskiej Arabii, powstawały z ognia lub dymu, były niewidzialne i mogły przybrać dowolny kształt. Utożsamiały one przede wszystkim wrogie człowiekowi siły natury. Mimo upływu czasu, historie o tych specyficznych demonach nadal pozostały żywe w ludowej tradycji muzułmańskiej. Zwłaszcza, że na swój grunt zaadoptował je islam. Uznaje, że bóg stworzył trzy kategorie istot rozumnych: anioły (ze światła), ludzi (z gliny) i dżiny (z ognia).

Związek Salame i Khalida wisi na włosku. Ich dziecko nagle umarło, kobieta przechodzi załamanie i boryka się z wyrzutami sumienia. Khalid postanawia więc, że wraz z żoną wróci w rodzinne strony. Niby chce pozostawić za sobą Nowy Jork i związane z nim przykre wspomnienia, tak naprawdę dostał świetną ofertę pracy. Kariera Salame i jej zdanie się nie liczy – relacje w związku stają się napięte. Firma wynajęła dla małżeństwa nawet apartament w Ras – al Chajma, jak się okazało, w przeklętym miejscu. Na dokładkę odizolowanym od świata i otoczonym gęstą mgłą – mniej więcej tak sobie wyobrażamy atmosferę i otoczenie siedziby Draculi w Transylwanii. Od razu po przeprowadzce zaczynają się dziać tutaj dziwne rzeczy i widz od razu wie, że nasza para została tutaj sprowadzona nieprzypadkowo. I wiemy już co jest na rzeczy, czekamy więc cierpliwie na rozwój wypadków.

Wiele zdradza nam zamieszczona na początku filmu scena, w której amerykański turysta pragnie zwiedzić opustoszałą osadę, którą zniszczył podobno dżin. Jak się kończą wycieczki Amerykanów wszyscy wiemy (chociażby Świątynia), więc wątek ten kompletnie się nie liczy. Stał on się tylko i wyłącznie pretekstem do tego byśmy poznali legendę o dziecku dżina i mężczyzny, w którym, uśpiono demoniczną naturę i które odebrano matce. Jak się łatwo domyśleć demonica nie spocznie zanim nie odnajdzie swojego potomka. Tym samym klocki dotyczące fabuły układają się w zastraszającym tempie. Mimo to, oglądałam film mają nadzieję, że to przecież nie może być aż tak oczywiste, może reżyser zaskoczy mnie jakimś nagłym zwrotem akcji? Niestety film jest całkowicie przewidywalny, podobnie jak wszystkie sceny jump. A bark napięcia i niepewności powoduje, że nawet troszeczkę nie straszy.Równie fatalne co nieudane próby straszenia jest zakończenie. Najwyraźniej zabrakło na nie pomysłu, więc spuszczam na nie kurtynę milczenia.

Niby na miejsce akcji wybrano terytoria, będące kolebką historii o dżinach. Demony te zostały jednak potraktowane tutaj po macoszemu. Następujące po sobie manifestacje, bark aury tajemniczości przywodziły raczej na myśli produkcję o nawiedzonym domu, albo zwyczajne ghost story. Tobe Hooper nie postarał się nawet odrobinkę by nadać dżinom jakiegoś indywidualnego rysu czy charakteru, czegoś co wyróżniało by je na tle innych demonów. Ewidentne braki w budżecie nadrobiono mgłą, która szczelnie otacza całą okolicę. Akcja rozgrywa się tylko w kilku pomieszczeniach. Mimo zamknięcia i odcięcia od świata nie odczuwamy jednak klaustrofobicznej atmosfery. Z drugiej strony nic nas przynajmniej nie rozprasza, a obraz staje się skrajnie oszczędny, mimo przepychu w którym żyje małżeństwo. Na szczęście nie przesadzono z efektami komputerowymi.

Film broni się tylko, jako głos w sprawie tradycyjnej wizji rodziny. Salama nie widzi siebie w roli gospodyni domowej, w którą próbują ją wtłoczyć mąż i matka. Konflikt był nieunikniony, gdyż Khalid mimo, że wychowany w Stanach, woli, by jego żona siedziała w domu i rodziła dzieci. Śmierć ich potomka jest więc symboliczna, podobnie jak postać dżina – uwodzicielki i skonfrontowana z nią zaczepna, nowoczesna kobieta. Konflikt i kultura, która nie jest gotowa na zmiany, to tło filmu ukrywające się, gdzieś poza cieniami snującymi się po posadzce i uderzającymi w okno strachami. To zdecydowanie najciekawsza warstwa filmu - a miał być horror....

Aktorsko nie jest źle. W sumie tylko Kahalid (Khalid Laith), Salame (Razane Jammal) i kusząca Sarah (Aiysha Hart) pojawiają się częściej. Reszta bohaterów występuje epizodycznie i nikt nie zdążył niczego strasznie popsuć. Szczerze mówiąc, mimo niedostatków, ta produkcja i tak jest o niebo lepsza od tego, co oferuje polskie kino. Nie zmienia to faktu, że reżyser najwyraźniej nie jest w formie.

Rok: 2013
Kraj: Zjednoczone Emiraty Arabskie
Reżyser: Tobe Hooper
Scenariusz: David Tully

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...