05 sierpnia 2015

Od przybytku głowa boli, a nawet trzy /Trójgłowy rekin atakuje, 3-Headed Shark Attack - Christopher Ray/ 2015

Nie zdążyłam jeszcze napisać kilku słów o dwugłowym rekinie, a tutaj już atakuje trójgłowy. W każdym razie oba filmy są osobnymi produkcjami, więc spokojnie mogę napisać najpierw parę słów o nieparzystogłowym monstrum. Muszę przyznać, że Christopher Ray nie próżnuje. Po sukcesie: Megarekina vs Krokozaurus, nakręcił Megarekina vs Kolosus, a po Ataku dwugłowego rekina stworzył....sami wiecie co: kolejny film dla koneserów kina klasy „Z” – tylko i wyłącznie.

Tym razem, w zaprezentowanej widzowi sieczce, zakamuflowano love story. Przedstawiono nam historię pary, której drogi kiedyś się rozeszły. Postanowili oni bowiem na inne sposoby ratować naszą planetę przed bezmyślną działalnością człowieka. Zupełnym przypadkiem po latach spotykają się na supernowoczesnej, podwodnej eko-stacji badawczej. Tutaj patrząc sobie głęboko w oczy i opowiadając świadkom spotkania (niezainteresowanym tematem) swoją historię przeżywają atak rekina mutanta. Skoro zrobiło się nagle tak tłumnie na stacji, rekin też chciał ją pozwiedzać, niestety ta nie wytrzymała jego odwiedzin i się rozpadła. Dodatkowo w rekinim brzuszku najwyraźniej zaczęło mocno burczeć, ponieważ zaczął on zjadać wszystko co się napatoczyło. W efekcie – wiadomo - krew leje się strumieniami, co widz może zaobserwować tylko w postaci czerwonej pianki na powierzchni wody. Część bohaterów ginie, część ucieka, część żegna się z życiem podczas ucieczki. W to wszystko wplątuje się jeszcze straż przybrzeżna i statek „imprezowy”. To co na początku w miarę miało sens, od pewnego momentu zamieniło się w totalnie przekombinowaną gonitwę/ucieczkę (ciężko wyczuć), z Maczetą (Danny Trejo) na czele. U jego boku, także Rob Van Dam miał tutaj swoje pięć minut. Widać granie w takiego typu produkcjach staje się modne wśród aktorów. Zwłaszcza tych, którzy mają sami do siebie dystans lub szukają nowych form autopromocji. 

Nasze monstrum uzależnione jest od jedzenia śmieci i ludzkiego mięsa – w sumie patrząc na pierwszą ofiarę bardzo lubi też sylikon i botoks. Nie ma się więc co dziwić, że ze sceny na scenę wygląda coraz bardziej korpulentnie – przysmaków mu nie  brakuje. Oprócz tego nasza maszkara ma magiczne właściwości. Gdy obetnie jej się jedną głowę na jej miejsce wyrastają trzy następne - niczym mitycznej lernejskiej hydrze. Na szczęście, tak, jak Herkules znalazł sposób na pokonanie morskiego potwora, tak i nasi bohaterowie zaradzili w końcu coś na podwodnego cerbera. Poza tym wizualnie, jak na komputerowy wytwór, stwór wypadł całkiem znośnie. Nawet zmarszczki na karku (karkach?) wyglądają u niego całkiem wiarygodnie.

W takiego typu produkcjach idiotyczne zachowania bohaterów są na porządku dziennym i napędzają akcję, więc i tutaj wiodą prym. Wyliczanie ich nie miałoby sensu, bo streściłabym wam cały film: scena po scenie. Idealnym dopełnieniem tej niewiarygodnie naiwnej produkcji są pisane na kolanie dialogi i aktorstwo na poziomie programów Dlaczego ja i Ukrytej prawdy. Film jest po prostu fatalny – czyli taki jaki powinien być film o trzygłowym rekinie. Wszystko co moglibyśmy uznać za element fabuły, stanowi tylko i wyłącznie uzasadnienie dla działań bestii i przeciw bestii – czyli w normie, jak na „Zetkę”.

Rok: 2015
Kraj: USA
Reżyser: Christopher Ray
Scenariusz: Jacob Cooney, Bill Hanstock

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...