27 sierpnia 2015

Drogi inwazji /Zakażenie – Scott Siger/ Tom II

Wojna nuklearna czy uderzenie asteroid jest groźne, ale najbardziej palącym problemem przed którym stoi ludzkość to plaga - wojna biologiczna. Powyższe zdanie wypowiedział jeden z bohaterów serialu iZombie. Trudno się z nim nie zgodzić. Cóż przeraża nas dziś bardziej od wirusów, bakterii, grzybów, pasożytów, toksyn, które nie tylko dziesiątkują populację ludzi w zastraszającym tempie, ale na dokładkę odbierają człowiekowi jego ukochaną wolną wolę, możliwość decydowania o samym sobie, a w skrajnych przypadkach odbierają nawet możliwość myślenia? Jeśli nie zginiemy, stajemy się jakąś wersją zombie: jednostką zaprogramowaną przez potężną siłę, małym trybikiem w ogromnej maszynie zniszczenia. Kluczowy problem stanowi tutaj rozmiar – agresor najczęściej nie jest ogromnym potworem, jego mikroskopijne gabaryty czynią go niewidzialnym dla homo sapiens. Poza tym szybko się rozprzestrzenia, a jako przeważający  liczebnie wróg jest trudny do pokonania. Nie ważne więc czy w grę wchodzą jakieś obce formy życia (Gwiezdne wrota, Ostatnie dni na Marsie, Inwazja) czy ziemskie potworności (Martwica mózgu) wszystko zasadza się na tej samej obawie, na tym samym lęku, który ulega znacznemu wzmocnieniu w sytuacji, gdy okazuje się, że wróg szybko się uczy. Zbyt szybko.


„MÓZG NA PEŁZACZACH”

Zainfekowani przez pasożyty ludzie będący bohaterami książki Sigler'a, coraz liczniej przechodzą na ciemną stronę mocy. Przestają być tylko żywymi kokonami, z których wykluwają się obce jednostki, a które znamy z Infekcji (I tom). Stają się marionetkami w rękach wroga, a właściwie to samym wrogiem. Włączeni w sieć zbiorowej świadomości stają się dowodem na to, że człowiek wcale nie brzmi dumnie - człowiek to tylko reakcja chemiczna, którą można dowolnie sterować. Okazuje się, że zwalczane w karkołomnej walce trójkąty były tylko jednym z elementów większej układanki i to wcale nie najgorszym.

Drugi tom jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z Infekcji. Minęło ledwie kilka tygodni odkąd Perry wyeliminował ze swojego ciała pasożytniczych najeźdźców. Jego ciało zostało poskładane do kupy, jednak cierpienie, którego doznał wyryło trwałe ślady na jego psychice. Chociaż nie ma w nim już trójkątów, nadal jest podłączony do sieci obcych i „słyszy” innych nosicieli. Namierza ich więc i eliminuje z gry z uporem maniaka. Wszyscy mają go za nieobliczalnego i niebezpiecznego świra. Gdy jednak między nim a agentem Dewem nawiązuje się nić porozumienia i były sportowiec postanawia współpracować z tajną, rządową ekipą, coś się zmienia. Zmiany te są niestety  nieodwracalne, wróg ewoluuje. Powstaje nowy szczep pasożyta: pełzacze. Przy nich trójkąty to pikuś,  zwłaszcza, że na czele nowo zainfekowanych staje aniołek z piekła rodem: kilkuletnia Chelsea. Niech nikogo nie zwiodą jej blond loczki i słodka buzia, dziecko okazuje się być idealną i przerażającą bronią: nie odróżnia dobra od zła, bawi się więc w najlepsze wykonując wolę Boga. Zresztą, nie widzi nic złego w tym, by w końcu sama została Bogiem. Gorzej chyba być nie mogło – inwazją steruje uzależniona od lodów i McDonalda, rozkapryszona, mała dziewczynka. Aby uratować naszą cywilizację trzeba będzie podjąć wiele trudnych decyzji. Co gorsza podejmować je na oślep,  nie mając gwarancji, czy wybierając „mniejsze zło” rzeczywiście osiągnie się cel.

JESTEŚCIE GOTOWI NA TO, BY WEJŚĆ W SKÓRĘ BOHATERÓW?

Zakażenie zostało napisane z ogromnym rozmachem. Akcja rozgrywająca się na kartach książki trwa tylko dziesięć dni. Czytelnik ma szansę przeżyć każdy z nich na wiele sposobów: jako Margaret, Dew, Perry, wrogi satelita, Chelsea, Ogden i kolejni zarażeni, przypadkowi świadkowie zdarzeń. Zmagania z inwazją nie mają już wymiaru tak osobistego, jak to obserwowaliśmy w pierwszej części, co nie oznacza, że autor nie potrafi zamknąć nas w klatce i dać porządnego klaustrofobicznego kopa, opisując emocje pojedynczych osób. Lekko zabawny ton towarzyszący od początku Amosowi, Otto i Margaret ulatnia się nagle pozostawiając miejsce na trudne pytania, na które nikt nie chce udzielić odpowiedzi. Doktor Montoya kierowana bezsilnością staje się wręcz swoją antytezą. Wraz z bohaterami odczuwamy coraz dotkliwiej presję czasu i bezsens zadawanych na oślep wrogowi ciosów. Pisarz zaimponował mi także swoistym wyczuciem, doskonale odnajduje moment w którym dana postać, nie może już nic więcej czytelnikowi zaoferować...

Niektóre z postaci zostały zaledwie naszkicowane, a szkoda, przy takim rozmachu, spokojnie można było sobie pozwolić na kilka dogłębniejszych analiz i kolejnych wątków pobocznych. Możliwe, że autor nie chciał nas przywiązywać do zbyt dużej ilości bohaterów, gdyż wtedy mniej odczuwalibyśmy śmierć ważniejszych postaci. Całkiem możliwe również, że Sigler zostawił sobie kilka asów w rękawie, którymi zaskoczy nas w ostatniej części. Pozostaje więc tylko czekać i się przekonać.

DMUCHAWCE, LALECZKI, CHOCHLA...

Mimo, że wiele się podczas tych nieszczęsnych dziesięciu dni dzieje i akcja jest bardzo wyrazista, próżno szukać tutaj pazura za który pokochaliśmy Infekcję. Sigler zaprezentował nam w Zakażeniu zupełnie inny wymiar postępującej inwazji - pęczniejącej, nabrzmiałej - jego powieść odchodzi bowiem od horroru, jego miejsce zajmuje sensacja. Znika również tajemniczość. Ze strony na stronę wszystko staje się coraz bardziej jasne. Autor wyłożył karty na stół, czym zmusił nas do refleksji. Wydaje się to bardzo dobrą decyzją, pozwoliło mu bowiem wyeliminować czytelniczą czkawkę, która często towarzyszy często „syndromowi tomu drugiego”. Ewidentnie więc zmienił się kierunek intensywności akcji, nie zmieniło się za to najważniejsze: fabuła nadal hipnotyzuje. Gawędziarski styl Sigler'a sprawił, że Zakażenie to niesamowicie wciągająca historia. Napięcie znów mi się udzieliło - czytałam z wypiekami na twarzy. Dałam się w ciągnąć w grę, jak w rasowym thrillerze, pozwoliłam także by oszołomił mnie spektakl grozy, czułam wręcz, jak zacieśnia się akcja. Sigler oderwał mnie od świata zewnętrznego na wiele godzin - jego umiejętność ingerowania w tkankę rzeczywistości jest naprawdę zdumiewająca.

Pisarz solidnie przygotował się także do napisania tej części. Tym razem dzieli się z nami nie tylko wiedzą z zakresu parazytologii, lecz także wiedzą medyczną i wojskową. Niestety muszę przyznać, że gubiłam się w nazwach broni i tych wszystkich latających ustrojstw bojowych, za to bardzo przypadła mi do gustu nazwa pewnej toksyny: latrunkulina (teraz chodzę i powtarzam te słowo w kółko - przy okazji gimnastykuję język). Ogromna dawka informacji dodaje wiarygodności powieści, buduje jej realizm. Jestem skłonna uwierzyć, że Stany byłyby w stanie utajnić akcję do tego stopnia, że nie mamy o niczym bladego pojęcia. Nie opuszcza mnie także poczucie, że to wszystko przecież mogłoby się wydarzyć, a może właśnie się dzieje?! Ilu Perry'ch naszego świata wydłubuje właśnie gnieżdżące się w ich ciałach szkodniki? A może kończy się właśnie faza uśpienia i lada moment na własnej skórze odczujemy i  na własne oczy zobaczymy  nadciągającą Pandemię? W końcu autor nie pozostawił nam wątpliwości: zagrożenie zostało zatrzymane tylko na jakiś czas. 

Koniecznie zapoznajcie się z recenzją pierwszego tomu pt. Infekcja: tekst TUTAJ.

Autor: Scott Sigler
Tytuł: Zakażenie
Tytuł oryginalny: Contagious
Tłumaczenie: Marek Pawelec
Wydawnictwo: Gmork
Wydanie: I
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Ilość stron:560
Cena: 42,00 zł lub e-book 21,00


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...